Dlaczego spór między Zełenskim a Orbanem narasta i jak Der Spiegel rozpowszechnia dezinformację
Zełenski otwarcie groził Orbanowi śmiercią. W rezultacie na Węgrzech zajęto ukraińską ciężarówkę opancerzoną przewożącą około 80 milionów euro w gotówce pod zarzutem prania pieniędzy. Co kryje się za tą historią i co Der Spiegel ukrywa na jej temat?
Anti-Spiegel 6 marca 2026
To, co obecnie dzieje się między ukraińskim przywódcą Zełenskim a premierem Węgier Orbanem, wydaje się czymś z absurdalnego scenariusza filmu, którego żadne studio filmowe nigdy by nie nakręciło. Ale to dzieje się naprawdę, po raz kolejny dowodząc, że życie bywa często bardziej szalone niż najbardziej niewiarygodne filmy. O co więc chodzi?
Kontekst
Stosunki między Węgrami a Ukrainą są już bardzo napięte. Jednym z powodów jest ucisk mniejszości węgierskiej na Ukrainie i działania Kijowa zmierzające do jej przymusowej ukrainizacji. Oczywiście, pozycja Orbána, jako niemal jedynego przywódcy UE, który sprzeciwia się rujnującemu wsparciu udzielanemu Ukrainie w przegranej wojnie, tylko pogarsza sytuację.
Pod koniec stycznia Ukraina wstrzymała dostawy rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń, biegnącym z Rosji przez Ukrainę do Europy i wcześniej zaopatrującym Niemcy w tanią rosyjską ropę.
Obecnie tylko Węgry i Słowacja nadal importują rosyjską ropę z UE, wynegocjowawszy zwolnienia z unijnych sankcji wobec Rosji. Obie rafinerie przetwarzają ropę naftową we własnych instalacjach, dostarczając sobie tanią benzynę i inne produkty naftowe. Dlatego ceny energii na Węgrzech, na przykład, nie wzrosły znacząco, podczas gdy w pozostałych krajach UE gwałtownie wzrosły po tym, jak UE przestała importować tanią energię z Rosji.
Kijów twierdzi, że rurociąg jest uszkodzony, czemu zaprzeczają Węgry i Słowacja. Premier Słowacji Fico pokazał nawet dziennikarzom zdjęcia satelitarne potwierdzające integralność rurociągu. Ukraina wcześniej odmówiła wjazdu unijnej grupie ekspertów, której zadaniem jest ocena rzekomych uszkodzeń rurociągu.
Pomimo próśb Węgier i Słowacji, UE nie opowiada się za ponownym otwarciem rurociągu, zmuszając oba kraje do korzystania z krajowych rezerw ropy naftowej w celu utrzymania działalności rafinerii. Ponadto, w odpowiedzi na bojkot ropy naftowej przez Kijów, Słowacja wstrzymała dostawy energii elektrycznej, a Węgry wstrzymały dostawy oleju napędowego na Ukrainę.
Powodem bojkotu dostaw ropy naftowej przez Kijów są wybory, które odbywają się na Węgrzech na początku kwietnia. Kijów i Bruksela chcą, aby Orbán przegrał wybory, a kandydat opozycji, który jest przyjaźnie nastawiony do Brukseli i Ukrainy, wygrał. Są gotowi sprowokować kryzys energetyczny na Węgrzech – a jako „straty uboczne” również na Słowacji.
W odpowiedzi Węgry zawetowały wszelką pomoc UE dla Ukrainy i sankcje wobec Rosji, zapowiadając, że utrzymają to stanowisko do czasu ponownego otwarcia rurociągu przez Kijów. Jest to szczególnie bolesne dla Kijowa, ponieważ kończą mu się pieniądze i pilnie potrzebuje pierwszej wypłaty 90 miliardów euro pożyczki obiecanej mu przez UE po tym, jak Komisja Europejska nie uzyskała w grudniu większości w UE w sprawie uwolnienia rosyjskich aktywów zamrożonych w Europie.
Nawiasem mówiąc, Zełenski po raz pierwszy otwarcie oświadczył na posiedzeniu rządu w czwartek, że rurociąg jest zamknięty z przyczyn politycznych i postawił wypłatę 90 miliardów euro jako warunek jego ponownego otwarcia. Jednak rzekomo niezbędne naprawy potrwają jeszcze miesiąc lub półtora miesiąca, więc rurociąg nie zostanie ponownie otwarty przed tym terminem – kontynuował Zełenski.
Tym oświadczeniem Zełenski otwarcie zasugerował, że nie otworzy rurociągu przed wyborami na Węgrzech, które zaplanowane są na 12 kwietnia, co potwierdza, że prawdziwym celem jest wywarcie wpływu na wybory na Węgrzech przeciwko Orbánowi.
Groźba śmierci Zełenskiego pod adresem Orbána
W czwartek, na posiedzeniu rządu, Zełenski powiedział również:
„Mamy nadzieję, że żaden podmiot w UE nie zablokuje 90 miliardów euro ani pierwszej transzy, a ukraińscy żołnierze będą mieli broń. W przeciwnym razie przekażemy naszym siłom zbrojnym adres tej osoby, aby mogły do niej zadzwonić i porozmawiać z nią w swoim języku”.
Była to jawna groźba śmierci ze strony Zełenskiego pod adresem Orbána. Za chwilę omówimy, jak Der Spiegel przedstawił to swoim czytelnikom, ale od razu powiem: Der Spiegel nie uznał tego za warte osobnego artykułu; zamiast tego wspomniał o groźbie śmierci Zełenskiego jedynie mimochodem w dwóch artykułach na inne tematy, jakby groźby śmierci były czymś zupełnie normalnym w stosunkach międzynarodowych.
Oczywiście Węgry i Słowacja stanowczo potępiły groźbę śmierci Zełenskiego pod adresem Orbána, podczas gdy z innych krajów UE nie odnotowano jeszcze żadnych reakcji.
Orbán odpowiedział na groźbę śmierci przemówieniem, w którym powiedział, że Węgry użyją „siły”, aby zapewnić ponowne otwarcie rurociągu Przyjaźń, odnosząc się do „środków politycznych i finansowych”. Niemieckie media oczywiście z oburzeniem donoszą o groźbach Orbána dotyczących przemocy, ale ukrywają ich przyczynę.
Około 1,5 miliarda dolarów w gotówce i 146 kilogramów złota
W piątek rano Ukraina poinformowała o zatrzymaniu i zajęciu na Węgrzech samochodu ciężarowego przewożącego 9 kilogramów złota oraz 40 milionów dolarów i 35 milionów euro w gotówce. Kijów oskarżył Budapeszt o wzięcie siedmiu ochroniarzy, obywateli Ukrainy i pracowników państwowego ukraińskiego Oshadbanku, którzy eskortowali transport, jako „zakładników” i „kradzież” pieniędzy. W oświadczeniu stwierdzono również, że transport odbył się na podstawie międzynarodowej umowy z austriackim Raiffeisen Bank, a transport z Austrii na Ukrainę odbył się „zgodnie z międzynarodowymi przepisami transportowymi i obowiązującymi europejskimi procedurami celnymi”.
Istnieją jedynie krótkie artykuły w języku niemieckim, które powtarzają ukraińskie oświadczenia i przedstawiają incydent tak, jak opisuje go Kijów. Węgierskie wyjaśnienia są jednak w dużej mierze ignorowane. Na przykład „Der Spiegel” robi to bardzo sprytnie, jak wkrótce zobaczymy.
Węgry wysuwają wobec Kijowa bardzo poważne oskarżenia, o których skali niemieckie media nie donoszą. Oto tłumaczenie pełnego oświadczenia ministra spraw zagranicznych Węgier:
„Węgierski urząd skarbowy i celny prowadzi obecnie dochodzenie w sprawie szokującej zbrodni. Według śledczych, Ukraińcy w ostatnich miesiącach przewozili przez Węgry ogromne ilości gotówki i złota.
Od stycznia przez Węgry przetransportowano łącznie 900 milionów dolarów i 420 milionów euro w gotówce, a także 146 kilogramów sztabek złota.
Mamy kilka poważnych pytań. Przede wszystkim chodzi o ogromną ilość gotówki. Dlaczego Ukraińcy przewożą tak duże sumy? Jeśli rzeczywiście są to przelewy bankowe, pojawia się pytanie: dlaczego banki nie przetwarzają tych transakcji za pośrednictwem regularnych przelewów? Dlaczego konieczne jest przewożenie tak dużych ilości gotówki i to przez Węgry?
Te pytania są szczególnie palące, ponieważ transportom gotówki towarzyszą osoby, które najwyraźniej mają bezpośrednie powiązania z ukraińskimi służbami wywiadowczymi.
Domagamy się wyjaśnienia, dlaczego Ukraińcy w ostatnich miesiącach przewozili przez Węgry tak duże ilości gotówki. Na co są przeznaczane te pieniądze? Kto jest ich właścicielem?
Domagamy się również odpowiedzi na pytanie, czy te pieniądze są jedynie przewożone przez terytorium Węgier czy też czasami pozostają tutaj i są następnie przekazywane komuś na Węgrzech lub na rzecz osób trzecich.
Nasuwa się pytanie: Czy te pieniądze należą być może do tzw. ukraińskiej mafii wojskowej?
Domagamy się natychmiastowych odpowiedzi i wyjaśnień od strony ukraińskiej w tych poważnych kwestiach. Do tego czasu władze węgierskie przeprowadzą bardzo szczegółowe i kompleksowe śledztwo.”
Dla kogo były te pieniądze?
Władze węgierskie od dawna oskarżają Kijów o tajne i nielegalne finansowanie opozycji. Powstaje zatem pytanie, czy te transporty czasami zatrzymywały się na Węgrzech i przekazywały komuś gotówkę.
Osoby ochrony towarzyszące transportowi są również ważne, ponieważ nie są to zwykli ochroniarze ciężarówek opancerzonych. Wszyscy to wysocy rangą czynni lub byli żołnierze lub oficerowie wywiadu; najwyższym rangą jest były generał Giennadij Kuzniecow ze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Pytanie brzmi: dlaczego były generał wywiadu miałby towarzyszyć rzekomo rutynowemu transportowi gotówki?
Co więcej, nasuwa się pytanie, dlaczego ukraiński bank państwowy przetransportował już w tym roku z UE na Ukrainę 900 milionów dolarów i 420 milionów euro w gotówce, a także 146 kilogramów sztabek złota – w zaledwie dwa miesiące. Korupcja ukraińskiego rządu jest powszechnie znana, czego dowodem jest na przykład afera Mindicha sprzed kilku miesięcy, kiedy to osoby z bliskiego otoczenia Zełenskiego ukradły 100 milionów dolarów, które UE przekazała Kijowowi na naprawy ukraińskiej sieci energetycznej.
Skandal korupcyjny wokół Mindicha nie jest w żadnym wypadku skandalem ukraińskim, ponieważ na Zachodzie całkowicie ukrywano fakt, że kradzież 100 milionów euro wydarzyła się tuż pod nosem „stróżów prawa” wysłanych z Zachodu, którzy musieli o tym wiedzieć, bo nikt, kto ma za zadanie monitorować przepływy pieniężne państwowej ukraińskiej spółki energetycznej pod kątem podejrzanych transakcji, nie mógł być na tyle głupi, by przeoczyć tę w zasadzie prymitywną kradzież dokonaną za pomocą sfałszowanych faktur.
Krótko mówiąc: Węgry mają rację, pytając, kto właściwie jest właścicielem tych pieniędzy i kto ma je otrzymać. I to pytanie nie jest skierowane tylko do Ukrainy, ale także do UE, która stoi z boku i obserwuje sytuację, ponieważ tak duże wypłaty gotówki muszą być zgłaszane w UE. Bruksela wie zatem, że Ukraina wypłaca prawie pół miliarda dolarów miesięcznie w gotówce i złocie.
Odkąd afera Mindicha (i inne, wcześniejsze rewelacje) pokazały, że Bruksela doskonale zdaje sobie sprawę z korupcji na Ukrainie – a konkretnie z kradzieży wielu miliardów euro wysłanych z UE – nieuchronnie pojawia się pytanie: kto w UE otrzymuje swoją część, aby wszyscy mogli wygodnie przymykać na to wszystko oko?
Czy te pieniądze należą do ludzi w Brukseli?
W Niemczech mało kto słyszał o Anatoliju Szariju, ale na Ukrainie i w Rosji zna go dosłownie każde dziecko. Jest krytycznym dziennikarzem z Ukrainy, który kiedyś założył partię polityczną i aspirował do polityki, ale został zmuszony do ucieczki przed prześladowaniami Zełenskiego i podobno mieszka w Hiszpanii.
Szarij jest krytyczny wobec Ukrainy i Rosji – i z pewnością nie jest przyjacielem Rosji, w przeciwnym razie uciekłby do Rosji, a nie, jak przypuszczam, do UE – i znany jest z poruszania najbardziej bolesnych kwestii politycznych zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie. Uważany jest za bardzo dobrze poinformowanego i mającego odpowiednie koneksje. Szarij poinformował na Telegramie o zajęciu transportu pieniędzy i po przedstawieniu znanych faktów dodał:
„Moje źródła twierdziły wczoraj, że te pieniądze, delikatnie mówiąc, nie były byle jakie i że Orbán o tym wiedział.
Ale byłem pewien, że to pieniądze Zełenskiego. Jakieś łapówki.
Dzisiaj jednak dostaję informację, że pieniądze nie należą do Zełenskiego, a do jego wspólników. Do jakichś ludzi z Europy.
Ta historia jest kompletnie absurdalna i już wczoraj wydawała mi się nierealna.
Dzisiaj jednak kilka źródeł donosi, że Orbán uderzył w „innych ludzi”.
Chodzi o około 80 milionów euro i około 10 kilogramów złota.
To niezwykle drażliwa kwestia, ponieważ pieniądze wcale nie są ukraińskie, a należą do konkretnych osób.
A w Brukseli wiedzą, do kogo należą.
I dlatego prawdopodobnie zrobią wszystko, co w ich mocy, aby skandal nie wywołał zamieszania.
Orbán działał bardzo precyzyjnie i uderzył tam, gdzie boli.
Będziemy nadal monitorować sytuację”.
Oczywiście nie musi to być prawdą, ale biorąc pod uwagę powyższe, wydaje mi się więcej niż prawdopodobne, że Szarij nie pisze bzdur. W każdym razie nie można tego wykluczyć.
Zastanawiałem się już, w związku z wieloma ukraińskimi skandalami, które z pewnością nie byłyby możliwe bez tuszowania ich przez Brukselę, jak ludzie na Zachodzie otrzymują swoją „działkę” za tuszowanie sprawy. Jeśli okaże się, że Ukraina regularnie przemyca miliony, a nawet miliardy euro rocznie w gotówce przez UE, nagle staje się to zrozumiałe, bo naprawdę nie ma problemu z przerzuceniem kilku skrzynek z gotówką z jednej furgonetki do drugiej na jakimś opuszczonym parkingu na Węgrzech pod osłoną nocy, żeby wymienić tylko jedną możliwość. A fakt, że Ukraina ma duże doświadczenie w praniu pieniędzy, nie jest żadną tajemnicą.
Oczywiście, transport pieniędzy mógł mieć również całkowicie legalne motywy; w końcu nic nie zostało udowodnione. Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że ta historia rodzi wiele pytań, na które można by odpowiedzieć, gdyby wszystko odbyło się zgodnie z prawem.
Czego czytelnicy „Spiegla” (nie) dowiedzą się
Skoro już wiemy, o co w tym wszystkim chodzi i jakie pytania powinien zadawać krytyczny dziennikarz, przyjrzyjmy się, co dawny hamburski magazyn informacyjny i samozwańcze „media wysokiej jakości”, „Der Spiegel”, mówi swoim czytelnikom o tej historii. „Der Spiegel” opublikował artykuł zatytułowany „40 milionów dolarów, 35 milionów euro i 9 kilogramów złota – Ukraina oskarża Węgry o wzięcie zakładników i kradzież”, który przeanalizujemy, ponieważ bardzo sprytnie odwraca uwagę czytelników od wszystkiego, co mogłoby rodzić pytania.
Artykuł „Spiegla” rozpoczyna się od rzetelnego raportu o zajęciu przez Węgry opancerzonego samochodu ciężarowego. „Der Spiegel” cytuje oburzonego ukraińskiego ministra spraw zagranicznych i stwierdza również, że Węgry wyraziły podejrzenia o pranie pieniędzy. W pierwszych trzech akapitach artykułu nie ma praktycznie nic złego, ale potem coś zaczyna się psuć.
Czwarty akapit brzmi:
„Kilka godzin później węgierskie biuro informacyjne ogłosiło deportację siedmiu eskortujących transport pieniędzy. Analiza ich sytuacji osobistej wykazała, że byli to byli wysocy rangą żołnierze ukraińskiej armii. Niejasne pozostaje, dlaczego miałoby to mieć związek z zarzutem karnym, takim jak pranie pieniędzy”.
Nie można zarzucić Der Spiegelowi zatajenia faktu, że transportowi towarzyszyli „byli wysocy rangą ukraińscy wojskowi”, ale gazeta ukrywa przed czytelnikami istotne szczegóły, takie jak nazwisko byłego generała wywiadu. Co więcej, czytelnik „Spiegla” nie jest informowany o obecności byłych wysokich rangą oficerów ukraińskich służb specjalnych; zamiast tego jest on przekonany, że byli to żołnierze, a nie tajni agenci.
Aby żaden czytelnik Spiegla nie zastanawiał się, dlaczego w rzekomo normalnym transporcie pieniędzy uczestniczyli wysocy rangą oficerowie, Spiegel natychmiast odwraca uwagę czytelników, mówiąc im, co mają myśleć, i dodając: „Pozostaje niejasne, dlaczego miałoby to mieć znaczenie w tak istotnym oskarżeniu o pranie pieniędzy”
Co takiego? Byli wysocy rangą oficerowie wywiadu, w tym generał, eskortowali przesyłkę o wartości 80 milionów dolarów i to nie budzi żadnych wątpliwości u „dziennikarzy” „Spiegla”? To, że państwowy bank z jednego z najbardziej skorumpowanych krajów świata przewozi ogromne sumy gotówki, których cel jest nieznany, a transport jest eskortowany przez byłych oficerów wywiadu skorumpowanego rządu tego kraju, nie budzi żadnych wątpliwości u „Spiegla”?
Tak wygląda dziś w Niemczech krytyczne „dziennikarstwo wysokiej jakości”: nie tylko unikają zadawania pytań, ale także piszą artykuły w taki sposób, że czytelnicy nawet nie myślą o ich zadaniu.
Mylenie przyczyny i skutku.
Aby jeszcze bardziej rozproszyć uwagę czytelników, Der Spiegel natychmiast zmienia temat i informuje o groźbie użycia przemocy przez Orbána, nie wspominając o groźbie śmierci ze strony Zełenskiego. Odwracanie przyczyn i skutków jest, jak wiadomo, bardzo popularnym i skutecznym narzędziem propagandy zachodnich mediów.
W związku z tym Der Spiegel pisze zaraz potem (aby odwrócić uwagę od oficerów wywiadu):
„Jeśli to jest ta »przemoc«, którą pan Orbán ogłosił dzisiaj, to jest to przemoc grupy przestępczej. To terroryzm państwowy i wymuszenie” – napisał Sybiha, odnosząc się do czwartkowych wypowiedzi Orbána, w których zapowiedział on zamiar wygrania sporu o rurociąg Przyjaźń „siłą”.
Następnie następuje akapit, w którym Der Spiegel „wyjaśnia” swoim czytelnikom spór o dostawy ropy. Der Spiegel przedstawia ukraińskie twierdzenie, że rurociąg jest wyłączony z użytku z powodu rosyjskiego ataku, jako fakt, mimo że nikt poza Ukrainą nie potwierdził takiego ataku, zdjęcia satelitarne niczego takiego nie pokazują, a Ukraina nie wpuszcza ekspertów do kraju w celu oceny rzekomych szkód. Oczywiście czytelnicy Der Spiegla nic o tym wszystkim nie wiedzą.
Po tym, jak czytelnicy Der Spiegla są zmuszeni zaakceptować fakt uszkodzenia rurociągu spowodowanego rosyjskim ostrzałem, Der Spiegel pisze dalej, że według Ukrainy „szybka naprawa nie jest możliwa, co spotyka się z niedowierzaniem na Węgrzech i sąsiedniej Słowacji”.
Der Spiegel wspomniał o wątpliwościach Węgier i Słowacji; nie można mu zarzucić, że je ukrywa. Sformułował je jednak w taki sposób, że czytelnicy Der Spiegla są zmuszeni uwierzyć Ukrainie, a tym samym, oczywiście, uznać Węgry za winowajcę sporu, ponieważ wysuwają one bezpodstawne oskarżenia wobec Ukrainy.
Groźba śmierci ze strony Zełenskiego jest bagatelizowana.
Dopiero na samym końcu artykułu „Der Spiegel” wspomina, niemal na marginesie, o groźbie śmierci Zełenskiego wobec Orbána, którą „Der Spiegel” sprytnie bagatelizuje:
„Aby zwiększyć presję, Węgry zablokowały 90-miliardową pożyczkę UE dla Ukrainy, która jest niezbędna dla przetrwania kraju atakowanego przez Rosję. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zagroził wówczas premierowi Węgier Viktorowi Orbánowi. „Mamy nadzieję, że pewna osoba w UE nie będzie już blokować tych 90 miliardów euro” – powiedział Zełenski w Kijowie. W przeciwnym razie adres tej osoby zostanie przekazany ukraińskim siłom zbrojnym. „Niech do niego zadzwonią i porozmawiają z nim w swoim języku”.
Kiedy widzę takie artykuły, celowo i bardzo sprytnie skonstruowane i napisane, aby wprowadzić czytelnika w błąd, zawsze zastanawiam się, jak ludzie mogą dobrowolnie płacić za prenumeratę Spiegla, a nawet za sam magazyn, skoro jest tak oczywiste, że Spiegel celowo ich okłamuje.
Czuję się jednak zobowiązany, by powiedzieć coś w obronie autora Spiegla, który napisał tę tandetną robotę: prawdopodobnie sam nie wie, o co chodzi, ponieważ skróty na końcu artykułu wskazują, że został on sfabrykowany przez jakiegoś szarlatana, powołującego się na doniesienia DPA i Reutersa, które zazwyczaj również pomijają istotne informacje. Autor Spiegla najprawdopodobniej nie ma pojęcia, o co chodzi, i po prostu sklecił artykuł z fragmentów tekstu dostarczonych przez Reutersa i DPA.
Tak powstaje większość niemieckich artykułów medialnych o bieżących wydarzeniach. Nie ma w nich żadnych oryginalnych badań; zamiast tego po prostu przyjmują sformułowania podane przez agencje prasowe.
Ale czy to coś zmienia?
Ostatecznie nie ma znaczenia, czy Spiegel i inne niemieckie media wprowadzają czytelników w błąd z powodu niewiedzy, czy też własnej wiedzy.
Na Węgrzech zatrzymano transport ogromnych pieniędzy z banku ukraińskiego do austriackiego. Zatrzymano również siedmiu konwojentów. Szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha grzmi o „państwowym terroryzmie” i „wymuszeniu”.
Przed północą Sybiha napisał na X, że „w Budapeszcie władze węgierskie wzięły siedmiu obywateli Ukrainy jako zakładników”.
„Przyczyny, ich stan zdrowia i możliwość kontaktu z nimi pozostają nieznane. Tych siedmiu Ukraińców to pracownicy państwowego banku Oschadbank, którzy obsługiwali dwa samochody bankowe, kursujące między Austrią a Ukrainą i przewożące gotówkę w ramach regularnych przewozów między bankami państwowymi. Mówimy tu o węgierskich zakładnikach i kradzieżach pieniędzy. Jeśli to jest ta 'siła’, o której mówił dziś pan Orban, to jest to siła grupy przestępczej. To terroryzm państwowy i wymuszenia” – czytamy dalej.„Wysłaliśmy już oficjalną notę z żądaniem natychmiastowego uwolnienia naszych obywateli” – podkreślił szef ukraińskiego MSZ. „Zwrócimy się również do Unii Europejskiej z prośbą o jednoznaczne zakwalifikowanie bezprawnych działań Węgier, wzięcia zakładników i rozboju” – zapowiedział.
W oświadczeniu Oschadbanku czytamy, że pojazdy stoją w centrum Budapesztu, „w pobliżu jednego z organów ścigania Węgier”. Miejsce przebywania pracowników zaś pozostaje dla Ukraińców nieznane. „Oszczadbank domaga się natychmiastowego uwolnienia pracowników i mienia oraz ich powrotu na Ukrainę” – napisano.
Było to 40 mln. USD, 35 mln. euro i 9 kg. złota” .
Sytuacja między Węgrami a Ukrainą jest bardzo napięta. Aktualnie Węgry podejmują stanowcze działania w odpowiedzi na ukraińską próbę wywołania kryzysu energetycznego w kraju.
Ostatnio też prezydent Wołodymyr Zełeński zasugerował, że sam premier Węgier Victor Orban może być celem ataku ukraińskiej armii.
Węgierski rząd opublikował zdjęcia przechwyconej gotówki i złota, które przewozili ukraińscy inkasenci przez terytorium Węgier Na stronie banku, do którego należał pojazd inkasatorski, podano, że pracownicy rzekomo przewozili 40 milionów dolarów amerykańskich, 35 milionów euro oraz 9 kilogramów złota.
Szef gabinetu Viktora Orbana Balazs Orban zażądał na platformie X odpowiedzi od władz Ukrainy, ponieważ relacja strony węgierskiej zdecydowanie różni się od oskarżeń Ukraińców.
„Żądamy odpowiedzi od władz Ukrainy! Zdjęcia przedstawiają tzw. operację 'ukraińskiego konwoju złota’. Władze węgierskie zatrzymały siedmiu obywateli Ukrainy – w tym byłego generała wywiadu – którzy przewozili 40 milionów dolarów, € 35 milionów dolarów i 9 kg złota z Austrii na Ukrainę w dwóch opancerzonych pojazdach do transportu gotówki przez Węgry” – napisał Balazs Orban.
Węgrzy wszczęli śledztwo
Poinformował ponadto, że węgierski urząd skarbowy wszczął dochodzenie w sprawie prania pieniędzy, a osoby podejrzane zostały wydalone z Węgier.
„Sytuację tę czyni jeszcze bardziej alarmującą fakt, że od stycznia przez Węgry w stronę Ukrainy przetransportowano podobno ponad 900 milionów dolarów, € 420 milionów dolarów i 146 kg złota” – pisał dalej Orban.
Podejrzane transporty
„Przemieszczanie się przez Węgry pojazdów opancerzonych wyładowanych gotówką i złotem nie jest typowym sposobem przeprowadzania legalnych transakcji finansowych. Prawdziwe pytanie jest proste: kto stoi za tymi pieniędzmi i co mają one przeznaczyć na sfinansowanie? Władze Węgier wszczęły pełne śledztwo. Teraz osoby odpowiedzialne muszą udzielić odpowiedzi” – dodał.
NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP
Węgry wstrzymają tranzyt ważnych dla Ukrainy towarów, dopóki kraj ten nie przywróci transportu rosyjskiej ropy naftowej rurociągiem „Przyjaźń” – ogłosił w piątek w radiu Kossuth premier Węgier Viktor Orban.
– Wstrzymaliśmy eksport oleju napędowego na Ukrainę, utrzymujemy eksport energii elektrycznej, ale wstrzymamy tranzyt przez Węgry ważnych dla Ukrainy towarów, dopóki nie uzyskamy zgody Ukrainy na dostawy ropy naftowej – powiedział Orban.
– Ukraińcom szybciej skończą się pieniądze niż nam ropa – dodał.
W ocenie węgierskiego premiera on sam i jego rząd „stoją na drodze Ukrainie, która z tego powodu chce się ich pozbyć”. – Nie mają innego wyjścia, więc stosują groźby. Będą mogli realizować swoje żądania, jeśli na Węgrzech powstanie proukraiński rząd – powiedział.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Władze zarzucają opozycyjnej partii TISZA, prowadzącej w niezależnych sondażach, zależność od Unii Europejskiej i Ukrainy. Lider ugrupowania Peter Magyar odrzuca oskarżenia i zapewnia, że jego rząd nie wysłałby na Ukrainę wojska i pomocy wojskowej ani nie poparłby przyspieszonej akcesji tego kraju do UE.
– Nie spełnimy wezwania do odejścia od rosyjskich zasobów energetycznych, nie będziemy płacić za cudzą wojnę i nie pozwolimy Ukrainie przystąpić do Unii Europejskiej – podkreślił w piątek Orban.
Do eskalacji sporu między Budapesztem i Kijowem doszło, gdy transportujący rosyjską ropę na Węgry przez Ukrainę rurociąg Przyjaźń został uszkodzony pod koniec stycznia w rosyjskim ataku. Władze w Kijowie zapewniają, że ropociąg jest remontowany, rząd Orbana utrzymuje jednak, że ukraińskie władze celowo wstrzymują przywrócenie tranzytu i nazywa te działania „szantażem”. W czwartek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że rurociąg będzie sprawny za około półtora miesiąca.
W reakcji na wstrzymanie dostaw Węgry i Słowacja – która również otrzymywała ropę przez rurociąg Przyjaźń– uwolniły strategiczne rezerwy tego surowca i wstrzymały dostarczanie oleju napędowego na Ukrainę. Ponadto władze w Bratysławie zawiesiły dostawy energii elektrycznej na Ukrainę, a Węgry zagroziły podjęciem podobnej decyzji. Rząd w Budapeszcie zapowiedział też, że do czasu wznowienia transportu ropy będzie blokować 20. pakiet sankcji UE wobec Rosji oraz unijną pożyczkę dla Kijowa o wartości 90 mld euro.
Węgierscy politycy, w tym Orban, w czwartek udostępnili w internecie nagranie, na którym Zełenski krytykuje niedawną decyzję Budapesztu o zablokowaniu unijnej pożyczki w wysokości 90 mld euro, mówiąc, że „da adres tej osoby (Orbana – przyp. red.) żołnierzom, żeby z nią porozmawiali po swojemu”.
„To zupełnie nowa sytuacja w Europie, gdy prezydent europejskiego kraju grozi premierowi państwa członkowskiego NATO i UE śmiercią lub morderstwem” – skomentował minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto. „Węgrom nie można grozić, podobnie jak premierowi Węgier” – dodał.
Następnie, w nocy z czwartku na piątek, minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha napisał na X, że władze Węgier wzięły w czwartek siedmiu obywateli Ukrainy, pracowników banku Oszczadbank SA, na zakładników. Oświadczył, że zatrzymani Ukraińcy jechali dwoma samochodami banku z Austrii do Ukrainy, przewożąc gotówkę w ramach regularnych przewozów. „Mamy tu do czynienia z wzięciem ich przez Węgry na zakładników i kradzieżą pieniędzy” – ocenił Sybiha.
NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/EPA
Brukselska machina represji na Węgrzech nadal działa, ale po wyborach się nią zajmiemy – zapowiedział węgierski premier Viktor Orban w wygłoszonym w Budapeszcie dorocznym orędziu o stanie państwa, mającym podsumować miniony rok.
– Pseudo-obywatelskie organizacje, przekupieni dziennikarze, sędziowie, politycy, algorytmy i biurokraci, obracający milionami euro. Tym właśnie dzisiaj na Węgrzech jest Bruksela – stwierdził premier Orban, dodając, że „wpływy zagraniczne ograniczające węgierską suwerenność muszą zostać wypchnięte”.
W swoim przemówieniu węgierski przywódca nawiązał do raportu amerykańskiego Kongresu, w którym ostro skrytykowano Komisję Europejską za zmuszanie amerykańskich firm technologicznych do cenzurowania wybranych treści przed wyborami w kilku europejskich krajach. – To jest prawdziwy głos Ameryki. Musimy przyzwyczaić się do myśli, że ci, którzy kochają wolność, powinni bać się nie Wschodu, ale Brukseli i powinni z niepokojem patrzeć na Brukselę – stwierdził Orban.
Ostrzegł, że jeśli obserwowane trendy się utrzymają, obecny wiek stanie się „wiekiem upokorzenia Europy”, ponieważ kontynent – w ocenie premiera niezdolny do uczestnictwa w nowej globalnej rewolucji przemysłowej – po raz pierwszy od wynalezienia maszyny parowej będzie ofiarą, a nie twórcą transformacji gospodarczej.
O „zabijanie” gospodarki Europy obwinił „paraliżujące koszty energii i nadmierne regulacje”. Premier ocenił jednak, że Węgry „wciąż mają szansę”, zauważając, że w 2025 roku wynegocjował umowy z prezydentami USA, Rosji i Turcji, aby utrzymać dostęp kraju do przystępnej cenowo ropy naftowej i gazu z Rosji.
Węgierski premier podkreślił, że jego prawdziwym przeciwnikiem nie jest krajowa opozycja, ale Unia Europejska, która „chce wojny”. Polityk oskarżył „międzynarodowy wielki biznes” o dążenie do kontynuowania wojny na Ukrainie, rękami samych Ukraińców lub „jeśli to konieczne, rękami innych narodów Europy Środkowej”.
– Czas, aby Węgry się obudziły i potraktowały poważnie, śmiertelnie poważnie, to, do czego przygotowuje się międzynarodowy wielki biznes – zaznaczył premier Węgier.
Premier powiązał z podmiotami zagranicznymi największą partię opozycyjną w kraju, Tiszę. – Jest absolutnie oczywiste, że to przemysł naftowy, elita bankowa i brukselski establishment przygotowują się do utworzenia rządu na Węgrzech – powiedział, określając ugrupowanie Petera Magyara „tworem Brukseli”.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Większość niezależnych sondaży daje partii TISZA od kilku do kilkunastu punktów procentowych przewagi nad Fideszem Orbana.
NCZAS.INFO | Peter Szijjarto. / foto: Wikimedia, IAEA Imagebank, CC BY 2.0
Patriotyczne rządy Węgier i Czech są zjednoczone w najważniejszych kwestiach: mówimy „nie” wojnie, „nie” migracji i „nie” szaleństwu gender – powiedział w poniedziałek podczas wizyty w Pradze szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto.
Na wspólnej konferencji prasowej z czeskim ministrem spraw zagranicznych Petrem Macinką minister Szijjarto z zadowoleniem przyjął wyborcze zwycięstwo premiera Andreja Babisza, nazywając je „nową erą” współpracy w Europie.
Dodał, że oba rządy potwierdziły w poniedziałek swój sojusz przeciwko nielegalnemu przesiedlaniu migrantów i ponownie wyraziły sprzeciw wobec większego zaangażowania w wojnę na Ukrainie, wspierając zamiast tego amerykańskie inicjatywy pokojowe.
„Andrej Babisz to jeden z najważniejszych sojuszników Viktora Orbana. Wcześniej wspólnie walczyliśmy z nielegalną migracją, a teraz wspólnie walczymy o pokój. Im silniejszy jest nasz sojusz, tym lepiej możemy przeciwstawić się wojennym planom Brukseli” – napisał na Facebooku Szijjarto.
Rząd w Budapeszcie, po wygranej Babisza w październikowych wyborach w Czechach, ocenił, że to „dobra wiadomość dla Europy”. „Prawda zwyciężyła! Andrej Babisz wygrał wybory parlamentarne w Czechach ze znaczącą przewagą. To duży krok dla Republiki Czeskiej i dobra wiadomość dla Europy. Gratuluję, Andrej!” – napisał wówczas premier Viktor Orban w poście opatrzonym wspólnym zdjęciem z premierem Czech.
Szijjarto ocenił natomiast, że zwycięstwo Babisza przyczyni się do odrodzenia współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej. „Brawo! Kolejny rząd patriotyczny w Europie Środkowej” – napisał dyplomata w portalach społecznościowych.
Premier Węgier Viktor Orban w mocnych słowach odpowiedział Komisji Europejskiej, próbującej wymusić na Budapeszcie przyjmowanie nielegalnych migrantów z zachodniej Europy lub też płacenie przez ten kraj wysokich kar finansowych w przypadku odmowy.
Viktor Orban przypomniał, że to jego kraj powstrzymał południowe granic Unii Europejskiej przed zalewem Starego Kontynentu przez nielegalnych migrantów.
„Powstrzymaliśmy ich naszym ogrodzeniem granicznym i tysiącami strażników granicznych, których Bruksela karze grzywną w wysokości € 1 miliona dolarów dziennie. Zamknęliśmy południowy szlak, ale pakt migracyjny stawia nas teraz przed frontem zachodnim. Najnowsza decyzja Brukseli wymaga, aby od lipca przyszłego roku Węgry albo przyjmowały migrantów z innych krajów europejskich, albo płaciły za ich przyjazd” – oznajmił węgierski premier za pośrednictwem mediów społecznościowych.
„Chcę raz na zawsze jasno powiedzieć, że dopóki Węgry będą miały rząd narodowy, nie wdrożymy tej skandalicznej decyzji” – zadeklarował Orban.
Premier Węgier nazwał decyzję Brukseli w sprawie Paktu Migracyjnego „niedopuszczalną”.
„Nie przyjmiemy ani jednego migranta i nie będziemy płacić za migrantów innych. Węgry nie wdrożą postanowień Paktu Migracyjnego. Rozpoczyna się bunt!” – skonkludował Orban.
To zdaje się jakieś podejście lewicowe, może neo-marksistowskie. Należy jednak je poznać. M. Dakowski
===============================
Po pierwsze suwerenność – rozmowa z prof. Annamarią Artner, ekonomistką z Węgierskiej Akademii Nauk
Jest Pani znaną uczoną i badaczką zajmującą się transformacją współczesnego świata. Chyba zajmuje się Pani bardziej geoekonomią niż geopolityką, ale są one przecież powiązane.
– Powiedziałabym raczej, że interesuje mnie ekonomia geopolityczna, czyli jednocześnie ekonomia i polityka, bo one się łączą, nie da się ich rozdzielić, odseparować.
Wspomina Pani o imperializmie współczesnym, na temat którego opublikowała Pani wiele analiz i artykułów. A co Pani sądzi o Róży Luksemburg i jej badaniach nad imperializmem z początków wieku dwudziestego? Czy są one wciąż wartościowe?
– Cóż, imperializm analizowany był nie tylko przez Różę Luksemburg. Zaczęło się od Hobsona i Hilferdinga, póżniej był Lenin i oczywiście wspominał o nim również Oswald Spengler, który nie był przecież myślicielem marksistowskim, ale napisał wiele interesujących rzeczy na temat upadku i zmierzchu Zachodu. W swej słynnej książce stwierdził, że Zachód stał się imperialistyczny. Polityka stała się imperialistyczna jeszcze przed refleksjami tych myślicieli. Zdeklarowanym imperialistą był Cecil Rhodes, którego nawet cytował w swojej słynnej pracy o imperializmie jako najwyższym stadium kapitalizmu Lenin. Twierdził on, że trzeba prowadzić politykę imperialistyczną, żeby wesprzeć angielską klasę robotniczą, podnieść poziom jej życia, zapobiec bezrobociu i stworzyć możliwości pełnego zatrudnienia.
Cecil Rhodes otwarcie mówił – choć może nie używał dokładnie tych określeń, ale sens był właśnie taki – że Anglia musi eksploatować Afrykę, by móc sfinansować swoją własną klasę robotniczą. Oczywiście celem tego podnoszenia stopy życiowej miało być utrzymanie u władzy klasy kapitalistycznej. Próbuję przez to powiedzieć, że na przestrzeni ostatnich kilku dekad tak zwana lewica radykalnie marksistowska i cała lewica zapomina o tym, że kapitalizm należy rozpatrywać jako imperializm. A to właśnie jest imperializm. Nie jest to po prostu kapitalizm, który może przejawiać się jako państwo dobrobytu, model skandynawski itd. Jest to imperializm, które być może pokazuje swoje lepsze oblicze na Zachodzie, ale jego istota pozostaje niezmienna. Jest on nawet jeszcze bardziej brutalny. Wystarczy popatrzeć na Globalne Południe. Niestety klasa średnia u nas w Europie, drobna burżuazja, do której należą tacy profesorowie jak ja, funkcjonuje na takim poziomie życia, że nie jest w stanie zrozumieć, iż poziom ten nie jest na świecie czymś powszechnym i zdecydowana większość świata należy do Globalnego Południa, na którym eksploatacja przez kapitał centralny wywarła najbardziej opłakane efekty w sferze poziomu życia ludzi oraz możliwości rozwoju technologicznego i przemysłowego.
Pobawmy się trochę w futurystyczne wizje. Jeśli spojrzymy na dzisiejszy kapitalizm i jego charakter imperialistyczny, to zobaczymy tam wielu przedsiębiorców, tych najnowocześniejszych, z sektora IT. Mamy na przykład Elona Muska marzącego o zdobyciu Marsa, może też innych planet, o eksploatowaniu zasobów przestrzeni kosmicznej. Czy uważa Pani, że rozwój technologiczny może doprowadzić do tego, że kapitalizm skoncentruje się na tych nowych obszarach – przestrzeni kosmicznej czy wirtualnej, a nie na eksploatowaniu Globalnego Południa i uzależnionych krajów poddanych neokolonizacji? Czy taka może być trajektoria rozwoju kapitalizmu?
– To bardzo ciekawe pytanie. Uważam jednak, że rzeczywistość wskazuje, iż epoka kapitalizmu się kończy. Oczywiście jego definitywny zmierzch nastąpi w dłuższej perspektywie historycznej, ale już widzimy, że jest on siłą schodzącą ze sceny – przemysłowo, technologicznie, ideologicznie, w sferze modelu życia itd. Nieprzypadkowo to Chiny określane są dziś fabryką świata. Jeżeli popatrzymy na sytuację z militarnego punktu widzenia, na przykład w kontekście konfliktu na Ukrainie, to zauważymy też, że nawet pod względem technologii wojskowych Zachód już nie jest przodujący, bo jego miejsce zajmują Chiny i Rosja, a w niektórych dziedzinach, w poszczególnych branżach jak na przykład drony – również inne kraje. Kapitalizm nie może przetrwać bez Globalnego Południa. Jego upadek wiąże się też ze spadkiem stopy zysku. Tendencja do zmniejszania się stopy zysku została zauważona i opisana jeszcze przez Marxa. Stanowi logiczny i nieuchronny kierunek rozwoju kapitalizmu i wiąże się dokładnie z tym, o czym Pan powiedział: z rozwojem technologicznym. Stopa zysku pochodzi wyłącznie z siły roboczej, zaś kapitaliści nie chcąc wydawać pieniędzy zamieniają siłę roboczą ludzką maszynami. Dążą zatem do automatyzacji. Ale w wyniku tej automatyzacji spada udział ludzkiej siły roboczej w procesie produkcji, co prowadzi do spadku zysku, bowiem wartość dodana, dodatkowa pochodzić może wyłącznie z siły roboczej człowieka.
Jeśli zatem przeanalizujemy bardzo skomplikowane dane statystyczne i zapoznamy się z mnóstwem istniejących rzetelnych analiz tej problematyki, dostrzeżemy, że spadek stopy zysku stanowi już pewną tendencję. Skończy się to tym, że ludzkość nie będzie już potrzebowała kapitalizmu, bo maszyny zajmą się także pracą wykonywaną przez pracowników umysłowych. Kapitaliści staną się klasą zbędną, nie będziemy ich już potrzebować. Oczywiście, to stanie się dopiero w przyszłości, ale zapytał mnie Pan właśnie o moją prognozę przyszłości. Zajmie to dłuższy czas.
Nie zapominajmy jednak, że rozwój historyczny to proces, który zaczyna się bardzo powoli, by następnie przyspieszyć. Rozwój ma charakter wykładniczy. Popatrzmy na przykład na Chiny. W pierwszych dekadach od rozpoczęcia reform Deng Xiaopinga ich rozwój nie był zbyt wielki, a przynajmniej nie był zbyt zauważalny dla reszty świata. Dziś codziennie słyszymy o nowych wynalazkach, o kolejnym przełomie technologicznym, o kolejnej współpracy Chin z różnymi krajami, o rosnącym eksporcie, o rozpoczęciu wielkich projektów infrastrukturalnych i tak dalej. Mamy zatem do czynienia z przyspieszającym rozwojem chińskiego modelu komunizmu czy socjalizmu. Nie widać takiego rozwoju na Zachodzie. Widzimy na Zachodzie jedynie kolejne zamieszki i wzrost zadłużenia. Mamy proces militaryzacji. Nie jestem w stanie pojąć tych, którzy się tą militaryzacją zachwycają. Możemy przecież z całą pewnością stwierdzić, że większość ludzi na Zachodzie nie chce żadnej wojny.
Tymczasem dążą do niej przywódcy reprezentujący interesy klasy kapitalistycznej, imperialistycznej, kapitału finansowego. Mówi się, że amerykański kompleks militarno-przemysłowy stanowi realny ośrodek władzy nad Stanami Zjednoczonymi. To on określa kształt deep state. Bo czym jest deep state? To nie jakaś grupa złych ludzi. To interesy kompleksu militarno-przemysłowego. Oczywiście jego przedstawiciele stanowią jedynie niewielką mniejszość społeczeństwa, ale to oni sprawują władzę. Powszechną cechą współczesnych państw jest to, że ta klasa rządząca wpływa na politykę, kształtuje politykę, zaś klasa polityczna służy interesom klasy rządzącej, bo klasa rządząca jej za to płaci. Zarabiają na tym. Poza tym mamy do czynienia z dominacją idei klasy rządzącej.
Można zatem powiedzieć, że obecna sytuacja polega na tym, że narody Europy Zachodniej, a także Europy Wschodniej stały się zakładnikami klasy politycznej, która z kolei służy interesom upadającej klasy rządzącej, czyli kapitału finansowego.
Poruszyła Pani bardzo istotną kwestię. Obecnie mówi się, przynajmniej u nas w Polsce, o podnoszeniu wydatków na modernizację sił zbrojnych, na kupowanie nowej broni, przede wszystkim wyprodukowanej przez amerykański kompleks militarno-przemysłowy, o którym Pani wspomniała. Mamy gigantyczny europejski program SAFE, w ramach którego mamy wydać około 200 miliardów euro. Oczywiście, wiąże się to z dodatkowym wzrostem zadłużenia krajów członkowskich. Niektórzy ekonomiści europejscy zaczynają mówić o tzw. militarystycznym keynesizmie. Czy uważa Pani, że te wydatki na zbrojenia mogą przynajmniej czasowo utrzymać europejski model kapitalizmu przy życiu? Czy mogą przedłużyć jego istnienie?
– To kolejne bardzo dobre pytanie. Ta militaryzacja przypomina mi politykę nazistowskich Niemiec. Patrząc na to, do czego prowadzi neoliberalizm, niektórzy twierdzą, że mamy do czynienia z nowym rodzajem faszyzmu. Militaryzacja nie jest skutecznym sposobem uratowania tego systemu. Militaryzacja zawsze oznacza, że marnuje się środki, które mogłyby przecież posłużyć do podwyższania poziomu życia ludności. To po pierwsze.
Po drugie, regułą jest to, że każdy system polityczny zmierza do uzyskania możliwości własnej obrony. Także patrząc na to z tej strony, rozumiem, że chcą mieć silne wojsko, bo czują już, że nie ma dla nich ratunku, nie ma możliwości zachowania przez nich władzy. Uważają, że pomóc może im tylko wojsko, dywizje, wojna, zbrojenia. Oczywiście, nie jest to prawdą. Wojsko nie stanowi już takiej siły i nie będzie jej stanowić. Poza tym jego rozbudowa wymaga czasu. W tym czasie również Rosja, Chiny i Globalne Południe będą rozbudowywać swój potencjał militarny. Wszystko to oznacza zatem eskalację. To dlatego zaczynamy się słusznie obawiać, że doprowadzi to do III wojny światowej. Systemu kapitalistycznego taka wojna i tak nie uratuje. Przegra on z kretesem, ale przy okazji zginą setki milionów ludzi. Także to, co teraz robią, to nie żarty i możemy mieć jedynie nadzieję, że prędzej czy później klasa robotnicza Zachodu zrozumie co się dzieje i dojdzie do wniosku, że musi podjąć działania wiodące do zmiany tej polityki. Tego nie możemy być jednak do końca pewni. Może powstać jednolity front imperialistyczny, ale imperializm słabnie.
Proszę spojrzeć nie tylko na Chiny czy Rosję, ale na kraje frankofońskie na zachodzie i południu Afryki – Burkina Faso, Mali, Niger, nawet Czad. Powiedziały one Francuzom, że mają się wynosić. Że mają ich dosyć, dziękują i do widzenia. Że nie potrzebują już ich wojsk, które nic im nie dawały. Że nie chcą już, by Francuzi wydobywali ich surowce naturalne, jak złoto, diamenty itd. Sami mogą je wydobywać, podobnie jak uran dla elektrowni atomowych. Wszystko to mogą robić samodzielnie, a do tego współpracować z Chinami i Rosją. Podział świata ulega zatem zatarciu, a to oznacza, że klasa robotnicza zachodnioeuropejskich krajów imperialistycznych nie może być już opłacana tak wysoko jak dotychczas. Płace spadają i zróżnicowanie między wyższymi a niższymi segmentami klasy pracującej wzrasta. Coraz więcej ludzi czuje się zrujnowanymi. Spada ich poziom życia, spadają wynagrodzenia. Do tego mamy imigrację, która dodatkowo wzmacnia sprzeczności wewnętrzne i napięcia w społeczeństwie. Mamy szereg takich buzujących pod powierzchnią napięć. Zaczynamy te napięcia mniej lub bardziej dostrzegać. Mogą one osiągnąć punkt kulminacyjny i doprowadzić do eksplozji.
Czy Węgry, Polska i inne kraje Europy Środkowej są w tej sytuacji mniej więcej w tym samym miejscu? Analizowałem na przykład zależności i wpływy ekonomiczne w gospodarce Polski, Węgier, Czech i Słowacji i wszędzie mamy zależność od gospodarki niemieckiej, szczególnie jeśli chodzi o przemysł, np. motoryzacyjny. Czy uważa Pani, że mamy w Europie Środkowej potencjał do jakiegoś uniezależnienia się od gospodarek zachodnich, szczególnie niemieckiej, która – jak widzimy – pogrąża się w kryzysie? Czy katastrofa jest już nieunikniona, czy też możemy jej uniknąć, wyzwalając się spod wpływów i zależności od Zachodu?
– Owszem. Nasza łódź jest mocno przywiązana do tonącego okrętu. Tym tonącym okrętem jest Unia Europejska, która nieodwracalnie pogrąża się pod wodą. Pewną nadzieję daje to, co robi od roku 2010, od początku rządów partii Fidesz, rząd węgierski. Zaczął on dywersyfikować relacje międzynarodowe i międzynarodowe stosunki gospodarcze. Ogłosił politykę otwarcia na Wschód i Południe. Neoliberałowie sobie z tego kpili. Tymczasem jest to polityka niezwykle realistyczna, konieczna dla zachowania suwerenności. W BRICS nikt nie pyta innych o ich model społeczno-ekonomiczny czy ustrój polityczny. Pytają jedynie czy ktoś chce z nimi współpracować, czy nie. Jedynym warunkiem członkostwa w BRICS lub partnerstwa z nim jest niestosowanie sankcji. Czy możemy opuścić ten unijny tonący statek? To dobre pytanie. Po pierwsze, moim zdaniem powinniśmy opuścić NATO, które jest instytucją militarną imperializmu. Powinniśmy poprawić, rozwinąć nasze relacje z innymi krajami – z Chinami, z Rosją, z krajami afrykańskimi. Afryka będzie się w nadchodzących dekadach bardzo szybko rozwijała. Proszę pamiętać, że – jak powiedziałam – rozwój odbywa się wykładniczo.
Na początku może się wydawać, że nie mamy do czynienia z niczym przełomowym, ale prędzej czy później ten rozwój przyspiesza. Tak powinna wyglądać rozumna polityka. Oczekiwanie na rozpad Unii Europejskiej, który doprowadzać będzie stopniowo do osłabienia władzy Brukseli, przy jednoczesnym korzystaniu z wolnego rynku i relacji ekonomicznych w jej ramach, to niezłe rozwiązanie. W ten sposób podchodzą do tego Chiny, BRICS i Globalne Południe. Problem polega jednak na tym, że mamy dodatkowo zarządzanie polityczne Brukseli, przy pomocy którego próbuje ona narzucić określoną politykę, wskazać na określone tradycje i wartości, na to jaki ma być nasz stosunek wobec płci itd. To poważny problem. Pierwszy krok, jaki należy zatem zrobić, to zmiana jej scentralizowanej władzy politycznej. Mam nadzieję, że do niej dojdzie, bo inaczej czeka nas eksplozja. Unia Europejska w obecnym kształcie jest nie do utrzymania, bo opiera się wyłącznie na przymusie. Węgry są dziś w awangardzie i muszą ponosić wszystkie te koszty swojej polityki, koszty cięć środków unijnych dla nich przeznaczonych…
Tak, całej tej presji.
– Tak, właśnie – presji. Są też jednak odmienne siły polityczne w innych krajach, również w Pańskim kraju. Są takie siły we Francji, we Włoszech. Te siły polityczne wspierają politykę Węgier. Widzimy jak siły rządzące próbują ograniczać ich wpływy w Niemczech, we Francji – jak próbuje się je represjonować, uniemożliwiać im udział w wyborach. Mimo to coraz więcej ludzi je popiera. Miejmy zatem nadzieję, że nastąpi zmiana polityki w kolejnych krajach, a za nią pójdzie odmienna polityka Brukseli. Węgierski premier mawia często, że będziemy okupować Brukselę. Zobaczymy jak będzie, ale jedno jest pewne: Unia Europejska chyli się ku upadkowi. Nawiasem mówiąc, o upadku Zachodu mówił już Oswald Spengler. Jest to proces stopniowy, bo pisał on o nim jeszcze na początku XX wieku. Z drugiej strony pisał o nim również Samir Amin w latach 1970. Od tamtej pory Zachód osiągnął już wiek starczy, jak sam to określał. Teraz to właśnie widzimy.
Mamy zatem rozkładający się system, w którym nie ma już mocy, nie ma innowacji, nie ma nic godnego podziwu. Oczywiście klasa rządząca wciąż kontroluje w nim masy wśród burżuazji, wśród arystokracji klasy robotniczej, wśród inteligencji. Opłaca je i to wystarcza, by mógł utrzymywać większość. Oczywiście są jeszcze ludzie pozostający po stronie systemu, zainteresowani kontynuacją obecnej, ale rosnąca część społeczeństw od tej polityki się odwraca i poszukuje innych rozwiązań. Na przykład Alternatywa dla Niemiec w Niemczech, którą określa się mianem faszystowskiej, choć nie ma ona z faszyzmem nic wspólnego. Często jednak używa się tej etykietki wobec wszystkich tych, którzy krytykują politykę liberalną i wolnorynkową. Podsumowując, możemy powiedzieć, że z jednej strony jest jakaś nadzieja, ale wciąż istnieje ryzyko wielkiej katastrofy, a nawet wybuchu III wojny światowej.
Pozostając przy dywersyfikacji węgierskiej polityki handlowej i zagranicznej – czy wśród politologów, ekonomistów, a może polityków na Węgrzech toczą się jakieś dyskusje o przystąpieniu Węgier do BRICS w przyszłości? Czy w ogóle się o tym rozmawia?
– Nie, niestety nie. Nie ma tego tematu, choć uważam, że powinien się pojawić. Być może się pojawi, gdy życie w Unii Europejskiej stanie się nie do zniesienia, ale jeszcze nie w tej chwili. Nikt nie mówi o BRICS. Może ktoś już zaczyna myśleć takimi kategoriami. Mamy współpracę w ramach inicjatywy Jednego Szlaku – Jednej Drogi z Chinami, pod postacią połączenia kolejowego z Budapesztu do Belgradu. Węgry brały także udział w szczycie inicjatywy Jednego Szlaku – Jednej Drogi w ubiegłym roku. Byliśmy tam jedynym krajem należącym do Unii Europejskiej. Częściowo się to z BRICS pokrywa, bo przecież są tam Chiny i wiele krajów Jednego Szlaku – Jednej Drogi do BRICS lub partnerstwa z BRICS należy. Ale formalnie to jeszcze nie BRICS.
W Polsce wielu ludzi o poglądach lewicowych twierdzi, że rząd węgierski to skrajna prawica i w związku z tym nieustannie go krytykuje. A co o obecnym rządzie myślą marksiści, socjaliści i intelektualiści lewicowi na Węgrzech? Jakie najważniejsze zalety obecnego rządu mogłaby Pani wymienić?
– To bardzo złożona kwestia. Przytłaczająca większość lewicowych marksistów, socjalistów, inteligencji socjaldemokratycznej, a nawet organizacji obywatelskich występuje przeciwko temu prawicowemu rządowi w sposób totalny. Wielu z nich określa ten rząd mianem faszystowskiego. Dostrzegam jednak pewną niewielką ewolucję tych skrajnych opinii w kierunku ujęcia bardziej realistycznego. Po pierwsze, wciąż bardzo niewielu ludzi twierdzi, że nie jest to władza faszystowska, ale widzę rosnącą liczbę takich ocen. Zaznaczają oni, że nie zamierzają głosować na obecną władzę, ale nie jest to jednak rząd faszystowski. Uważają, że takie określenie to przesada. To nie jest rząd faszystowski. Są też tacy, którzy uznają, że polityka obecnego rządu im odpowiada, ale odżegnują się od głosowania na niego, bo ich zdaniem jest to rząd prawicowy, antykomunistyczny, klerykalny, nacjonalistyczny itd. Dla części marksistów, leninistów czy przedstawicieli tradycyjnej lewicy podnoszenie zagadnienia suwerenności jest synonimem nacjonalizmu, tego negatywnego nacjonalizmu w wydaniu ksenofobicznym. Nie rozróżniają oni różnych form nacjonalizmu. Nie są w stanie zrozumieć, że patriotyzm jest rodzajem nacjonalizmu, ale nie ksenofobicznego. Wręcz przeciwnie – taki nacjonalizm może być bardzo integrujący. Kocham mój kraj i akceptuję Romów i wszystkie inne narodowości oraz grupy etniczne, które tu żyją.
Po drugie suwerenność jest teraz kwestią najważniejszą. Najważniejszym obecnie celem jest zachowanie suwerenności, szczególnie w obliczu sytuacji, w której jesteśmy skrępowani przez Unię Europejską i zmuszeni przez nią do wspierania polityki imperialistycznej. Walka o suwerenność powinna stać zatem na pierwszym miejscu. Na czym ona polega? Najważniejsze jest wspieranie, obrona takiej polityki, która opowiada się za suwerennością. Chodzi o suwerenność w obliczu imperializmu. To prawda, że nasz rząd nie jest całkowicie suwerenny, nie prowadzi polityki do końca suwerennej. Nie byłaby tego w stanie robić żadna siła polityczna, bo jesteśmy zintegrowani z otoczeniem: jesteśmy mocno zintegrowani z architekturą super-struktury imperializmu. Można w tych warunkach co najwyżej poluzowywać nieco istniejące więzy i ten rząd właśnie to robi. Ja jestem w bardzo trudnej sytuacji, bo wielu moich przyjaciół twierdzi, że zdradziłam lewicę, porzuciłam stanowisko marksistowskie, stanowisko w sprawie klasy robotniczej itp. Ale to nie prawda i nie chodzi wyłącznie o interesy samej klasy robotniczej. Chodzi też o interesy rolników, inteligencji. Mój Boże, chodzi wręcz o interesy całego narodu – aby był suwerenny i zdolny do przetrwania nie tylko najbliższych dekad, ale tysiącleci. Dlatego sytuacja takich ludzi lewicy jak ja jest obecnie na Węgrzech trudna.
Popieram rząd z powodu jego polityki zagranicznej, geopolityki. Poza tym prowadzi on nienajgorszy politykę społeczną. Mamy oczywiście problemy w tej sferze, ale sytuacja naprawdę nie jest taka zła, jeśli chodzi o problem ubóstwa na Węgrzech. To zresztą według mnie są obecnie kwestie drugorzędne. Węgry pod tym względem wcale nie są najgorsze i nie znajdują się w ogonie Europy. W wielu kwestiach, na przykład polityki prorodzinnej, Węgry są obok Polski liderem. Mamy trochę podobną politykę wobec rodzin i ich wsparcia.
My nie mamy polityki prorodzinnej tak zaawansowanej jak wasza…
– Niech będzie, jesteśmy lepsi.
Tak. Bardzo Pani dziękuję za ten wywiad i chciałbym życzyć Pani, Węgrom i wszystkim krajom naszego regionu – Europy Środkowej – polityki bardziej suwerennej, bo – jak Pani wspomniała – to sprawa najważniejsza dla wszystkich, niezależnie od strony sporów politycznych i środowisk, z których się wywodzą. Suwerenność to pierwszy i najważniejszy krok. Po jej osiągnięciu, będziemy mogli spierać się o kierunek dalszego rozwoju.
– O to chodzi. Zgadzam się.
Rozmawiał Mateusz Piskorski
prof. Annamaria Artner – węgierska ekonomistka, członek Węgierskiej Akademii Nauk. Obecnie zatrudniona w Instytucie Gospodarki Światowej ELTE w Budapeszcie, wykłada ekonomię i międzynarodowe stosunki gospodarcze, autorka kilkudziesięciu prac naukowych.
Kilka dni przerwy w pisaniu na tym blogu, spowodowane było moją wycieczką do stolicy Węgier. Zrobiłem tam we wtorek zdjęcie plakatu na słupie z budynkiem parlamentu w tle:
Marionetki w Brukseli chcą podnieść podatki. Protestujmy przeciwko podwyżce cen! Konsultacje krajowe.
Jeszcze 10 lat temu, taki plakat nie zwróciłby praktycznie większej uwagi. Dzisiaj także nie zauważyłem w Budapeszcie zainteresowania, jednak trudno sobie wyobrazić coś podobnego w innym kraju Unii.
Owszem pojawiały się sporadycznie billboardy głoszące opinie i fakty sprzeczne z panującą w mediach tendencją, były one jednak opłacane z prywatnych źródeł, co bardzo ograniczało ich powszechne stosowanie.
Ten billboard został powieszony w październiku 2021 r. w Wysokiem Mazowieckiem. Źródło.
Zawsze można znaleźć powody do krytyki wobec Wiktora Orbana. Jednak niezwykle trudno byłoby pokazać innego polityka, tak skutecznie walczącego o sprawy własnego narodu.
Prezydent Zełenski ponownie zaatakował Węgry i rząd węgierski różnymi oskarżeniami na konferencji w Brukseli. Cóż, spójrzmy prawdzie w oczy!
W sprawie dotacji: Węgry przyjęły uchodźców z Ukrainy, ponad 14 milionów osób przekroczyło granicę z Ukrainą od początku wojny, prowadzimy tu 3 ukraińskie szkoły, zajęliśmy się rannymi żołnierzami i dziećmi, zorganizowaliśmy obozy wypoczynkowe dla ponad dziesięciu tysięcy ukraińskich dzieci na Węgrzech, przeszkoliliśmy kadrę służby zdrowia, odbudowaliśmy szkoły i przedszkola na Ukrainie. Byliśmy największym dostawcą gazu na Ukrainie, dostarczamy większość energii elektrycznej. Do tej pory wydaliśmy 200 mln euro na pomoc Ukraińcom w dziedzinie humanitarnej. To zdumiewające, jeśli to nic nie znaczy dla Pana nie znaczy.
Na dodatek chciałbym zwrócić uwagę Pana Prezydenta na fakt, że do dotacji otrzymanych z Unii Europejskiej zalicza się też węgierskie pieniądze. Chociaż nie cieszymy się z tego powodu, to jest fakt.
Muszę odrzucić stwierdzenie, że Węgry coś zawdzięczają Ukrainie. Ukraina nie chroni Węgier przed nikim i niczym. Nie prosiliśmy o to i nie będziemy o to prosić. Bezpieczeństwo Węgier gwarantują węgierskie zdolności obronne narodowe i NATO, których Ukraina (na szczęście) nie jest członkiem.
Na koniec chciałbym zwrócić uwagę Pana Prezydenta na to, że członkowie Unii Europejskiej jednogłośnie decydują o przystąpieniu danego państwa do Unii. Oznacza to, że każde państwo członkowskie ma suwerenne prawo do wspierania lub sprzeciwiania się rekrutacji nowego członka. Węgry nie popierają i nie będą popierać członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej, bo byśmy sprowadzili wojnę do Europy i zabrali pieniądze Węgrom.
Naszym zdaniem Unia powinna wejść w strategiczne partnerstwo z Ukrainą, bez członkostwa w UE. Oto nasza oferta. W przyszłości również będziemy trzymać się tego stanowiska, bo mamy do tego pełne prawo.
NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP
Premier Węgier Viktor Orban ogłosił w sobotę uruchomienie zbiórki podpisów „przeciwko brukselskim planom wojennym”. Będziemy w każdym mieście i każdej wiosce, ponieważ potrzebujemy każdego kochającego pokój Węgra – zapowiedział polityk na swoim koncie na Facebooku.
„Czeka nas gorąca jesień. Europa coraz szybciej zmierza ku wojnie. W Kopenhadze przedstawiono brukselski plan wojenny: Europa płaci, Ukraińcy walczą, aż Rosja w końcu się wyczerpie. Nie powiedziano nam, ile to będzie kosztować ani jak długo potrwa. Zamiast strategii, brukselska ekipa zaproponowała pobożne życzenia” – ocenił w poście Orban.
Przyznał, że na szczycie przywódców UE w Danii wyraźnie zaprotestował wobec planów Wspólnoty. „Wtedy zaczęli kampanię przeciwko Węgrom. Arsenał jest szeroki: oskarżenia o szpiegostwo, skandale związane z fake newsami i prawne manewry. Zaatakowali nas w Brukseli i uruchomili swoich lokalnych pełnomocników u nas. Nie możemy stać bezczynnie! Musimy raz jeszcze pokazać, że naród węgierski nie chce tej wojny” – napisał premier.
Przedstawiciele węgierskiego rządu wielokrotnie oskarżali w ostatnich tygodniach Brukselę o rzekomy plan włączenia UE w wojnę na Ukrainie. Orban oskarżył m.in. prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o stosowanie moralnego szantażu, by zmusić inne kraje do poparcia jego wysiłków wojennych. Szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto zarzucił przywódcom unijnym poddanie się „silnej psychozie wojennej”.
– Chcą przeznaczać pieniądze Europejczyków na uzbrajanie armii ukraińskiej oraz na zarządzanie państwem ukraińskim – powiedział w ubiegłym tygodniu w węgierskim radiu publicznym, komentując plan budżetu UE na najbliższe lata.
Premier Węgier wzywał jednocześnie do „podjęcia rozmów pokojowych (z Rosją) zamiast dążenia do wiecznej wojny”. – To bezprecedensowe w historii wojen, że strony konfliktu ze sobą nie negocjują. UE i Rosjanie muszą negocjować. Powoli zaczynam mieć większość w tej kwestii – twierdził polityk.
W udzielonym we wrześniu wywiadzie podkreślił, że wojna na Ukrainie „jest już rozstrzygnięta i wygrali ją Rosjanie”. – Pytanie brzmi, kiedy i kto osiągnie porozumienie z Rosjanami: czy będzie to porozumienie amerykańsko-rosyjskie, czy też Europejczycy w końcu będą skłonni do negocjacji – dodał.
Rząd w Budapeszcie sprzeciwia się też przystąpieniu Ukrainy do UE i od lutego blokuje otwarcie tzw. pierwszego klastra w negocjacjach Kijowa z Brukselą. Spór dotyczy obowiązującej od ponad 10 lat ukraińskiej ustawy językowej, która, zdaniem Budapesztu, ogranicza prawo do używania języków mniejszości, w tym mniejszości węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu.
W 2023 roku parlament w Kijowie przyjął nową ustawę o mniejszościach narodowych, która uwzględniła wymogi Rady Europy. Ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Węgier Tamas Menczer uznał jednak wprowadzone zmiany za niewystarczające.
Ponadto w ocenie władz węgierskich przystąpienie Ukrainy do UE miałoby negatywny wpływ na gospodarkę i bezpieczeństwo Węgier oraz całej Wspólnoty.
Prezydent Ukrainy znów stosuje swoją tradycyjną taktykę szantażu moralnego, by zmusić kraje do poparcia jego wysiłków wojennych – ocenił w poniedziałek na X premier Węgier Viktor Orban, komentując wypowiedź Zełenskiego, który przyznał, ze niezależnie od stanowiska Budapesztu, Ukraina wejdzie do UE.
============================
„Węgry nie mają moralnego obowiązku popierania przystąpienia Ukrainy do UE. Żaden kraj nigdy nie szantażował (innych), żeby dostać się do Unii Europejskiej i tym razem też się to nie powiedzie. Traktat o UE nie pozostawia miejsca na niejasności: o członkostwie decydują państwa członkowskie, jednomyślnie” – podkreślił Orban.
Polityk skomentował słowa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który zaznaczył, że Ukraina przystąpi do Unii Europejskiej niezależnie od stanowiska premiera Węgier.
„Naród węgierski podjął decyzję. W referendum zdecydowaną większością głosów opowiedział się przeciwko członkostwu Ukrainy w UE” – dodał węgierski premier. Orban powołał się na wyniki głosowania „Voks 2025”, w którym – jak w czerwcu ogłosił rzecznik węgierskiego rządu Zoltan Kovacs – 95 proc. głosujących sprzeciwiło się przyspieszonej ścieżce akcesji Ukrainy do Wspólnoty.
„Jeśli chcecie to zmienić, kampania medialna, którą prowadzicie przeciwko Węgrom, prawdopodobnie nie jest najlepszym sposobem na znalezienie przyjaciół” – stwierdził w poniedziałek Orban.
Słowa Zełenskiego skomentował też szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto, przypominając, że „decyzja, który kraj jest gotowy do przystąpienia do UE i faktycznie może się nim stać, nie należy do prezydenta Ukrainy”. „Należy do UE, gdzie takie decyzje wymagają jednomyślności. Naród węgierski już podjął decyzję, a my reprezentujemy jego wolę w Brukseli” – dodał dyplomata we wpisie na platformie X.
Rząd Węgier sprzeciwia się przystąpieniu Ukrainy do Unii i od lutego blokuje otwarcie tzw. pierwszego klastra w negocjacjach Kijowa z Brukselą. Spór dotyczy obowiązującej od ponad 10 lat ukraińskiej ustawy językowej, która, zdaniem Budapesztu, ogranicza prawo do używania języków mniejszości, w tym mniejszości węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu.
W 2023 roku parlament w Kijowie przyjął nową ustawę o mniejszościach narodowych, która uwzględniła wymogi Rady Europy. Ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Węgier Tamas Menczer uznał jednak wprowadzone zmiany za niewystarczające.
Ponadto w ocenie władz węgierskich przystąpienie Ukrainy do UE miałoby negatywny wpływ na gospodarkę i bezpieczeństwo Węgier oraz całej Wspólnoty.
Dlaczego Orbánowi i partii Fidesz się udało? Dlaczego nie mające dostępu do morza, kilkukrotnie mniejsze od Polski zarówno pod względem terytorium jak i liczby ludności Węgry i ich przywódca umieją odnieść polityczny sukces i prowadzić politykę zgodną z węgierskim interesem narodowym?
Dlaczego premier Węgier jest szanowany przez przywódców największych mocarstw współczesnego świata? To pytania jakie zadaje sobie wielu obserwatorów życia politycznego w Polsce. Wydana niedawno książka Gábora G. Fodora „Orbán kontra Soros” udziela na nie odpowiedzi. Jest ona zarazem prosta, bo potwierdza kilka niemal odwiecznych prawd, ale i trudna, bo nie polega na zdradzeniu politycznych sztuczek czy cudownych recept. Ciśnie się wręcz na usta klasyczna sentencja Clausewitza o tym, że „na wojnie wszystko jest bardzo proste, ale na wojnie najprostsze rzeczy są bardzo trudne”. Książka bardzo zręcznie łączy historię osobistych relacji tych dwóch postaci, z najważniejszym konfliktem naszych czasów, który ma wymiar niemal apokaliptyczny.
Ich trwająca już blisko 4 dekady relacja od przyjaznej współpracy do nieprzejednanej wrogości to z jednej strony konflikt personalny i polityczna gra, ale z drugiej niemal faustowska walka o duszę ludzkości i kształt świata. To, że wszystko dzieje się na Węgrzech i w ramach węgierskiego społeczeństwa, które są z racji swej kultury, języka, etniczności same w sobie jakby tajemniczą wyspą na mapie Europy, dodaje tym zmaganiom niesamowitego kolorytu i trzeba przyznać, że autorowi udało się tę okoliczność wykorzystać tak, by książkę czytało się momentami niemal jak subtelny kryminał, w którym zło walczy z dobrem, a obie strony niczym w dobrym dramacie są święcie przekonane o swojej racji.
A zaczynało się niemal jak wszędzie w Europie Środkowej w latach 1980. Węgry jeszcze bardziej zadłużone w stosunku do liczby ludności niż PRL z konieczności gospodarczej i na skutek zmieniającego kierunek wiatru dziejów otwierały się na Zachód. Podobnie jak Polska wstąpiły do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, podobnie jak Polska rozpoczęły współpracę z Bankiem Światowym i tak jak Polska zaczęły pozwalać swoim obywatelom na zagraniczne wojaże i kontakty. Pojawienie się w tych krajach fundacji Sorosa było jednym z przejawów tej tendencji. Na Węgrzech z racji tego, że jej właściciel i twórca był węgierskim Żydem, który przeżył w tym kraju, będącym sojusznikiem Hitlera Holokaust, musiało wywoływać większe emocje, ale kto pamięta tamte czasy, ten przypomina sobie jaką ekscytację na polskich uczelniach wywołały pierwsze nabory na stypendia, które Fundacja Batorego czyli polska ekspozytura Sorosa oferowała także w PRL drugiej połowy lat 1980. W siermiężnej rzeczywistości i w atmosferze powszechnego zmęczenia nijakimi rządami przygotowujących się do zajęcia jak najlepszych pozycji w nowym systemie dawnych działaczy PZPR i mających podobne cele odpowiednio sprofilowanych popłuczyn po dawnej Solidarności, był to zwiastun potwierdzający, że nowe jest już blisko.
Pierwszym i najważniejszym etapem budowania przez Sorosa swoistego państwa w państwie w kadarowskich jeszcze Węgrzech oprócz pomocy materialnej (zakup 475 kserografów, pomoc finansowa dla studenckich gazet, organizacji, akcje charytatywne) było szukanie ludzi, kandydatów do własnego wojska. Na tym etapie Soros działał w poprzek podziałów politycznych, po prostu szukał osób, w których widział liderów przyszłego życia publicznego. Dotował zarówno liberałów jak i prawicowców, a gdy uznał to za korzystne poparł likwidację kordonu sanitarnego jakim otaczano postkomunistów. Orbán był wtedy brodatym studentem i wydawał gazetkę o nazwie „Koniec wieku”, w 1988 r. założył organizację studencką przekształconą wkrótce w partię o nazwie Fidesz. Wydarzeniem, które pokazało jego potencjał był symboliczny pogrzeb przywódcy powstania z 1956 r. Imre Nagy’a 16 czerwca 1989 r. kiedy okazał się charyzmatycznym mówcą i wezwał Sowietów do opuszczenia Węgier. Dlatego Soros postanowił w niego i kolegów zainwestować. Temu służył system stypendialny, z którego sam Orbán, a także jego partyjni towarzysze skorzystali, oprócz tego pracowali w jego instytucjach, miliarder wspierał też Fidesz. Przywódca Fideszu był potem także stypendystą prestiżowej fundacji German Marshall Fund.
Orbán się uczył, obserwował, w pierwszych wyborach do parlamentu po upadku bloku wschodniego Fidesz uzyskał 7 procent i miał już swoich posłów, ale nie sprawował władzy, którą objęła koalicja partii prawicowych pod przewodnictwem premiera Jozsefa Antalla. Soros był z tej władzy niezadowolony, gdyż odmówiła oddania miliarderowi najważniejszego węgierskiego banku oraz przemysłu i wszczął wtedy intensywną działalność na rzecz stworzenia frontu antyrządowego pod hasłem walki z faszyzmem i antysemityzmem. Aby obalić rząd, potrzebna była jednak współpraca z postkomunistami.
W 1992 r. Orbán spotkał się w Nowym Jorku z Sorosem i odmówił zarówno przyjęcia pomocy finansowej dla partii jak i sojuszu z postkomunistami. Wkrótce zobaczył jak bardzo kosztowna była to decyzja. Poparcie Fideszu, które na nieco ponad rok przed wyborami wynosiło 40% spadło do 7% w dniu wyborów w 1994 r. Doprowadziły do tego opanowane przez Sorosa media, oskarżenia o faszyzm i antysemityzm, próbowano także rozbić Fidesz od środka lub doprowadzić do jego scalenia z liberałami z Partii Wolnych Demokratów (SZDSZ) (z uwzględnieniem wszelkich różnic odpowiednikiem polskiej Unii Wolności), którą Soros faworyzował i która po wyborach współrządziła z postkomunistami w imię walki z faszystowskim i antysemickim zagrożeniem. Pomimo większości koalicjanci próbowali wciągnąć do rządu Fidesz. Popierający Fidesz intelektualiści byli wprost stawiani przed wyborem: albo zagraniczne stypendia i kariera uznanego publicysty albo łatka faszysty i dozgonna marginalizacja. Orbán przekonał kolegów, że trzeba odmówić i za 4 lata wygrał wybory. Potem znów nastąpiła porażka i 8 lat w opozycji, by w 2010 roku wygrać i rządzić do dnia dzisiejszego.
Ten skrótowy zarys pokazuje jak bardzo doświadczonym i upartym politykiem jest mający dzisiaj 62 lata węgierski premier. Jednak wytrwałość i doświadczenie to nie najważniejsze atuty Orbána i jego formacji. Tym co stoi u podstaw sukcesu i co różni Orbána oraz jego ekipę od polskich odpowiedników jest charakter, duma, wiedza i rozumienie świata oraz silny kręgosłup moralny.
Książka Fodora pokazuje, że choć obycie w świecie i zagraniczne stypendia były ważnym elementem politycznej edukacji, to jednak nie wpłynęły na wyrzeczenie się własnych poglądów i własnej drogi politycznej przez Orbána. Jednym z kluczowych czynników okazała się… niewdzięczność. Jak pisze Gabor: „w związku z Sorosem dla Viktora było jasne, że nie musi się krępować. Możliwości należy wykorzystywać, ale niczego nie są sobie winni. To samo w sobie było oburzające stanowisko. SZDSZ, który miał długi wobec Sorosa i zawarł z nim faustowską umowę, zawsze twierdził, że fideszowcy są niewdzięczni. A Victor i jego ekipa nawet nie rozumieli, za co powinni być wdzięczni. Według Sorosa każdego można kupić, ale Viktor nie był na sprzedaż.”
Tę „niewdzięczność”, czyli stawianie interesu Węgier na pierwszym miejscu Orbán okazywał wielokrotnie, także gdy w grę wchodziła własna kariera i wynik wyborczy partii. Ilustracją tego są nie tylko jego relacje z Sorosem, ale także z USA i to bez względu na rządzącą za oceanem partię. Zresztą zdaniem Fodora cała działalność Sorosa idzie w parze z hegemonicznymi interesami USA, także jego sukcesy finansowe autor przypisuje w dużej mierze informacjom z kręgów władzy i tajnych służb. Znamienne jest w tym kontekście zachowanie Orbána – pryncypialnego antykomunisty, jakie miało miejsce w czasie jego pierwszych rządów w latach 1998 – 2002. Zdając sobie sprawę, że amerykańscy demokraci finansowani przez Sorosa nie są jego sojusznikami, już po objęciu władzy przez republikanów i młodszego Busha Orbán odmówił zakupu samolotów F-16 wybierając szwedzkie Gripeny. W następstwie czego, jak pisze Fodor, „został zalany tsunami gniewu i nienawiści”.
Ale Orbán, zdaniem autora, uważał, że: „Ameryka była upokarzająco wroga i według Viktora, gdybyśmy wzięli to na siebie, czulibyśmy się upokorzeni. Amerykańska dyplomacja opiera się na zasadzie kwitka. Wręczą ci kawałek papieru z zapisanymi na nim warunkami i oczekują, że zaakceptujesz to co jest na nim napisane. Kto dyktuje podstawowe zasady jest hegemonem, yesmeni akceptują je bez pytania. A Viktor jest na przekór. Viktor nie był i nigdy nie został yesmenem (…) Pracownik ambasady USA pojawił się w biurze jednego ze starszych doradców węgierskiego premiera, wypraszał sobie i krzyczał, co sobie Węgry wyobrażają. Bo niech nikt nie myśli, że dla nich ma znaczenie, że Viktor kupuje kilka Gripenów zamiast F-16 (oczywiście byłoby lepiej, ale w Ameryce mieli to gdzieś). Głównym problemem było to, że był to precedens, a tego nie znoszą.” Takie starcie z hegemonem było jedną z przyczyn, dla których Orbán spędził kolejnych 8 lat w opozycji.
Jednak Orbán nie sprzeciwiał się Sorosowi i Ameryce, a potem Unii Europejskiej dla samego sprzeciwu czy dla zaspokojenia własnej, partyjnej czy nawet narodowej ambicji. Za tym wszystkim szło głębokie osadzenie w wartościach i zrozumienie zasadniczego konfliktu jaki dzieli nasz świat. Aby to zrozumieć Fodor w swojej książce przypomina, że Soros także nie jest jedynie biznesmenem, ale że jego działania napędza konkretna filozofia i zespół przekonań o tym co jest dobre a co złe. Soros to w takim ujęciu, po pierwsze, filozof, który nawet sporo napisał i który podobnie jak Marks uznał, że filozofowi nie wystarcza rozumienie świata, ale że należy go zmienić by dostosować go do swojej wizji polityki, społeczeństwa, a nawet człowieka.
Zainspirować go do tego miały dwa wydarzenia: jedno to Holokaust, a drugie to kontakt z filozofią i osobą Karla Poppera autora słynnego dzieła „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”, co nastąpiło po ucieczce Sorosa z Węgier w 1947 r. Soros zaczerpnął z tych doświadczeń także nazwę swojej fundacji. W myśl tych zasad za fundamentalne zło uznaje się nacjonalizm, państwo narodowe i przywiązanie do niego, gdyż z nich wywodzi się jeszcze większe zło czyli antysemityzm, a stąd już prosta droga do Holokaustu. To przekonanie tłumaczy także niechętny stosunek Sorosa do opartego na idei narodowej żydowskiego państwa w Palestynie, choć ataki na siebie zawsze przedstawia jako przejaw antysemityzmu. Orbán przeciwnie: „Wierzy, że Bóg stworzył nie tylko ludzi, ale także narody i że jest zapisane, że narody będą albo potępione, albo zbawione, czyli będą sądzone (…) Innymi słowy, naród jest rzeczą świętą, wartością o którą warto walczyć, a dobrze jest jeśli ta wartość nigdy nie zostanie utracona. (…) Za konfrontacją między Viktorem a Sorosem kryje się zatem fundamentalny konflikt o antropologicznej i – co za tym idzie – metafizycznej głębi.”
Niezwykle sugestywnie i przejmująco brzmi także kolejny fragment, w którym Fodor charakteryzuje iście szatańskie zagrożenie jakie niesie za sobą światopogląd Sorosa: „Jeśli wyobrażamy sobie swoje życie w ten sposób, że chcemy kiedyś umrzeć wierząc w kilka rzeczy, to Soros jest bez wątpienia człowiekiem, który powie ci, że to wszystko nie ma sensu. Nie ma sensu wierzyć w cokolwiek, a życie nie ma żadnego innego sensu, należy po prostu prowadzić przyjemne życie. Ale szukanie w nim wyższego celu lub znaczenia jest bzdurą. Właśnie dlatego chce pozbawić cię tożsamości, ponieważ każdy wyższy cel lub sens wynika z twojej tożsamości. Jeśli jesteś mężczyzną, to twoim zadaniem jest mieć dzieci z kobietą, kochać je i dbać o nie (…) Podobnie to, że urodziłeś się Węgrem jest powołaniem, misją, zadaniem (…) Moralnym obowiązkiem jest zachowanie tożsamości i dziedzictwa, wzmocnienie i kontynuowanie tysiącletniej cywilizacji, zbudowanej na języku węgierskim i opartej na węgierskich tradycjach. A jeśli jesteś również wyznawcą Chrystusa, to twoim zadaniem jest również budowanie królestwa Bożego.”
Wątpię czy Fodor czytał „Lewą wolną”Józefa Mackiewicza, ale każdemu kto to zrobił ten fragment przywołuje na myśl charakterystykę bolszewickiego komunizmu jaką wypowiedział biały Rosjanin Paweł Zybienko walczący w polskiej armii przeciw bolszewikom. Fodor zresztą wprost określa Sorosa jako „nowego Marksa”, który „podobnie jak jego intelektualny poprzednik, stracił duszę, a jego serce zamieszkuje demon.” Z tego wynika także brak jakichkolwiek zasad czy etycznych skrupułów oraz krańcowe zakłamanie jakim jest np. jednoczesna walka o prawa mniejszości w Macedonii i popieranie rządu w Kijowie, który mniejszości prześladuje, walka o otwartość, transparentność przy jednoczesnym tworzeniu imperium o totalitarnych zamiarach, rządzonym przez absolutnego władcę, który stara się być niewidzialny, walka z korupcją przy jednoczesnym bogaceniu się na spekulacjach giełdowych i zyskach osiąganych dzięki nieuczciwemu korzystaniu z poufnych informacji. A wszystko to nasycone moralnymi formułami, w których owładnięty manią władzy nad światem spekulant przedstawiany jest jako filantrop i dobroczyńca ludzkości.
Ten fundamentalny fałsz przekłada się na sposób działania Sorosa. Nigdy z otwartą przyłbicą, nigdy pod nazwiskiem, nigdy w wyborach.
„Zamiast tego interweniuje z zewnątrz, w celu wywołania chaosu. Albo interweniuje od samego początku tam, gdzie panuje niestabilność, albo interweniuje w taki sposób, aby powstała niestabilność. To właśnie ta okoliczność stwarza warunki dla jego podstawowej działalności politycznej, czyli spekulacji. (…) Ingerencja oznacza również, że tam, gdzie dochodzi do ingerencji z zewnątrz, dochodzi do naruszenia suwerenności. To nie wola będących wewnątrz decyduje o tym, jak powinno być, jaki kierunek powinny obrać sprawy w ich własnym kraju, ale decyduje się o tym z zewnątrz, omijając suwerenną wolę.” To z kolei prowadzi nas do instytucji jakie są ulubionym polem działania Sorosa: do systemu sądownictwa i Unii Europejskiej, którą książka przedstawia jako jego narzędzie, Soros rozumie, że swoi ludzie w sądach krajowych i europejskich to jedna z najlepszych gwarancji forsowania jego agendy. Z relacji Piotra Witta wiemy, że około 20% sędziów Trybunału Praw Człowieka było przedtem zaangażowanych w działalność organizacji tworzonych bądź finansowanych przez Sorosa. Organizacji, których celem jest destrukcja naszej cywilizacji i moralności.
Jednak to nie instytucje polityczne są oczkiem w głowie Sorosa i najważniejszym polem działania. Tym czymś jest kultura i edukacja. Książka ukazuje jak wielką wagę przywiązywał do ufundowanego przez siebie Uniwersytetu Środkowo-Europejskiego. Ludzie uformowani przez taką instytucję to późniejsi działacze realizujący marzenia Sorosa, których nie trzeba nawet kontrolować czy opłacać, najbardziej podatna na tego typu psychopolitykę okazuje się podobnie jak w Polsce inteligencja. Jej wrogiem jest realizująca interes narodowy elita Fideszu i lud. Stąd Fodor określa Orbána jako nieliberalnego demokratę, a Sorosa jako niedemokratycznego liberała, który uznaje demokrację tylko wtedy gdy rządzą liberałowie tak jak on to pojęcie rozumie.
Viktor Orbán przejrzał metody i strategię swojego przeciwnika.
Stąd jedną z pierwszych reform po uzyskaniu odpowiedniej większości w parlamencie była zmiana konstytucji i odzyskanie dla narodu aparatu wymiaru sprawiedliwości.
Kolejne pole działania to „jak się organizować w taki sposób, jak to robili oni. Następnie mieć swoje organizacje, swoje instytucje, swoich działaczy obywatelskich, mieć swoje zaplecze, swoje media, swoje gadające głowy, mieć swoje własne CEU (skrót od Central European University Sorosa – przyp. O.S.) (MCC jest naszym CEU) (Mathias Corvinus Collegium jest instytucją edukacyjną i centrum badawczym wspierającym młodzież węgierską), mieć je w kraju i za granicą. Trzeba też zawrzeć niezbędne porozumienia pokojowe, ponieważ nie możemy być w stanie wojny z samymi sobą. Następnie, trzeba zorganizować świat obywatelski: na początku był to świat klubów obywatelskich. (…) Jednocześnie musisz zbudować własny świat ekspertów i intelektualistów. Muszą też powstać rozmaite think tanki i instytuty badawcze. Trzeba opracować alternatywne wskaźniki, indeks demokracji, sporządzić nowe skale oceny i wiarygodności oraz stworzyć grupę osób i instytucji, wystawiających oceny. Potrzebny jest Megafon (inicjatywa medialna, której celem jest wzmocnienie środowisk prawicowych w przestrzeni online). Należy zrobić to, co robi Soros.”
Jednak najbardziej spektakularnym politycznym posunięciem Orbána było spersonalizowanie konfliktu, nadanie siłom zła twarzy i nazwiska. Do momentu, w którym to uczynił wymienianie nazwiska Sorosa i wskazywanie na jego wpływy było z reguły ośmieszane jako tzw. teoria spiskowa i objaw chorej wyobraźni. Orbán zaryzykował i uderzył tam, gdzie lubiący anonimowość miliarder najbardziej tego nie chciał. W związku z akcją sprowadzania do Europy migrantów postanowił pokazać społeczeństwu i światu kto jest jej promotorem. Najpierw przeprowadził narodowe konsultacje w sprawie migrantów, a następnie w całych Węgrzech pojawiły się ogromne bilbordy z wizerunkiem miliardera i napisem: „99% w narodowych konsultacjach odrzuciło nielegalną imigrację. Nie pozwól aby Soros śmiał się ostatni!”. Traf chciał, że akurat w tym czasie odwiedziłem Budapeszt i jeden z nich sfotografowałem. W kolejnym roku sorosowska kuźnia kadr – Uniwersytet Środkowo-Europejski została zmuszona do opuszczenia Węgier i przeprowadzki do Wiednia. Co ciekawe przed wyborem Budapesztu jej lokalizacji sprzeciwili się Słowacy i Czesi pod rządami Vaclava Klausa.
Śmiałe wskazanie wroga i uderzenie tam gdzie boli, asertywna postawa wobec amerykańskiego hegemona zaowocowały po latach szacunkiem w samych Stanach Zjednoczonych, a przede wszystkim osobistym uznaniem Donalda Trumpa. Ale oprócz szacunku postawa Orbána i Węgier była ważną inspiracją dla ruchu MAGA. Nazwisko Sorosa i jego złowroga działalność przestały być tematem tabu także w Indiach i w Ameryce Południowej. Ostatnie doniesienia ze Stanów Zjednoczonych mówią nie tylko o delegalizacji terrorystów z tzw. Antify, ale o objęciu sieci Sorosa postępowaniem karnym na podstawie ustawy RICO (Ustawa o Organizacjach Skorumpowanych i będących pod Wpływem Oszustów, ang. Racketeer Influenced and Corrupt Act) z 1970 r.
Oprócz działań stricte politycznych i organizacyjnych do sukcesu Fideszu i ekipy Orbána potrzebne było jednak jeszcze coś innego. To wartość, która jak mało która jest dzisiaj wyparta z powszechnej świadomości. Jest nią przyjaźń i lojalność. Książka przytacza w tym kontekście opis rozmowy Orbána z jego współpracownikiem Zsoltem Bayerem, którą przeprowadzili na urodziny Fideszu w 2014 r.. „Dochodzą do wniosku, że oprócz nich nie pozostał nikt z osób przeprowadzających transformację. Ale fakt, że my nadal jesteśmy – mówi Viktor, najprawdopodobniej wynika z tego, że nigdy się nie sprzedaliśmy; jesteśmy w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu wspólnotą przyjaciół i kompanów, a co równie ważne mamy odwagę odwrócić się od siebie plecami, wiedząc, że możemy iść wspólnie na wojnę, i nikt nie wbije nam noża w plecy.” Trudno o lepszy opis politycznego esprit de corps jaki panuje w zahartowanej w bojach armii, lub do „garstki braci” z szekspirowskiej mowy Henryka V.
Podczas gdy „Wujek Gyuri, (węgierskie zdrobnienie imienia Sorosa) ten bardzo mądry człowiek, zdecydowanie mylił się co do jednej rzeczy. Wierzył i całe jego życie to potwierdzało, że za pieniądze można kupić wszystko, kwestią jest tylko cena. Po prostu nie mógł pojąć, że tu w środku Europy, jest kilka osób, których nie da się kupić.”
Niestety ten środek Europy był w tym wypadku nad Dunajem a nie nad Wisłą, gdzie oprócz nędzy intelektualnej zapanowała mizeria duchowa i moralna, gdzie dumę zastąpiło krzykactwo na wewnętrzny użytek i upokarzające łaszenie się wobec obcych. I to jest chyba najbardziej oczywista, choć gorzka lekcja jaką powinniśmy wyciągnąć z lektury książki, która powinna być pozycją obowiązkową dla każdego kto chce zrozumieć dlaczego to oni a nie my.
Orbána sposób na zwycięstwo
Dlaczego Orbánowi i partii Fidesz się udało? Dlaczego nie mające dostępu do morza, kilkukrotnie mniejsze od Polski zarówno pod względem terytorium jak i liczby ludności Węgry i ich przywódca umieją odnieść polityczny sukces i prowadzić politykę zgodną z węgierskim interesem narodowym?
Dlaczego premier Węgier jest szanowany przez przywódców największych mocarstw współczesnego świata? To pytania jakie zadaje sobie wielu obserwatorów życia politycznego w Polsce. Wydana niedawno książka Gábora G. Fodora „Orbán kontra Soros” udziela na nie odpowiedzi. Jest ona zarazem prosta, bo potwierdza kilka niemal odwiecznych prawd, ale i trudna, bo nie polega na zdradzeniu politycznych sztuczek czy cudownych recept. Ciśnie się wręcz na usta klasyczna sentencja Clausewitza o tym, że „na wojnie wszystko jest bardzo proste, ale na wojnie najprostsze rzeczy są bardzo trudne”. Książka bardzo zręcznie łączy historię osobistych relacji tych dwóch postaci, z najważniejszym konfliktem naszych czasów, który ma wymiar niemal apokaliptyczny.
Ich trwająca już blisko 4 dekady relacja od przyjaznej współpracy do nieprzejednanej wrogości to z jednej strony konflikt personalny i polityczna gra, ale z drugiej niemal faustowska walka o duszę ludzkości i kształt świata. To, że wszystko dzieje się na Węgrzech i w ramach węgierskiego społeczeństwa, które są z racji swej kultury, języka, etniczności same w sobie jakby tajemniczą wyspą na mapie Europy, dodaje tym zmaganiom niesamowitego kolorytu i trzeba przyznać, że autorowi udało się tę okoliczność wykorzystać tak, by książkę czytało się momentami niemal jak subtelny kryminał, w którym zło walczy z dobrem, a obie strony niczym w dobrym dramacie są święcie przekonane o swojej racji.
A zaczynało się niemal jak wszędzie w Europie Środkowej w latach 1980. Węgry jeszcze bardziej zadłużone w stosunku do liczby ludności niż PRL z konieczności gospodarczej i na skutek zmieniającego kierunek wiatru dziejów otwierały się na Zachód. Podobnie jak Polska wstąpiły do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, podobnie jak Polska rozpoczęły współpracę z Bankiem Światowym i tak jak Polska zaczęły pozwalać swoim obywatelom na zagraniczne wojaże i kontakty. Pojawienie się w tych krajach fundacji Sorosa było jednym z przejawów tej tendencji. Na Węgrzech z racji tego, że jej właściciel i twórca był węgierskim Żydem, który przeżył w tym kraju, będącym sojusznikiem Hitlera Holokaust, musiało wywoływać większe emocje, ale kto pamięta tamte czasy, ten przypomina sobie jaką ekscytację na polskich uczelniach wywołały pierwsze nabory na stypendia, które Fundacja Batorego czyli polska ekspozytura Sorosa oferowała także w PRL drugiej połowy lat 1980. W siermiężnej rzeczywistości i w atmosferze powszechnego zmęczenia nijakimi rządami przygotowujących się do zajęcia jak najlepszych pozycji w nowym systemie dawnych działaczy PZPR i mających podobne cele odpowiednio sprofilowanych popłuczyn po dawnej Solidarności, był to zwiastun potwierdzający, że nowe jest już blisko.
Pierwszym i najważniejszym etapem budowania przez Sorosa swoistego państwa w państwie w kadarowskich jeszcze Węgrzech oprócz pomocy materialnej (zakup 475 kserografów, pomoc finansowa dla studenckich gazet, organizacji, akcje charytatywne) było szukanie ludzi, kandydatów do własnego wojska. Na tym etapie Soros działał w poprzek podziałów politycznych, po prostu szukał osób, w których widział liderów przyszłego życia publicznego. Dotował zarówno liberałów jak i prawicowców, a gdy uznał to za korzystne poparł likwidację kordonu sanitarnego jakim otaczano postkomunistów. Orbán był wtedy brodatym studentem i wydawał gazetkę o nazwie „Koniec wieku”, w 1988 r. założył organizację studencką przekształconą wkrótce w partię o nazwie Fidesz. Wydarzeniem, które pokazało jego potencjał był symboliczny pogrzeb przywódcy powstania z 1956 r. Imre Nagy’a 16 czerwca 1989 r. kiedy okazał się charyzmatycznym mówcą i wezwał Sowietów do opuszczenia Węgier. Dlatego Soros postanowił w niego i kolegów zainwestować. Temu służył system stypendialny, z którego sam Orbán, a także jego partyjni towarzysze skorzystali, oprócz tego pracowali w jego instytucjach, miliarder wspierał też Fidesz. Przywódca Fideszu był potem także stypendystą prestiżowej fundacji German Marshall Fund.
Orbán się uczył, obserwował, w pierwszych wyborach do parlamentu po upadku bloku wschodniego Fidesz uzyskał 7 procent i miał już swoich posłów, ale nie sprawował władzy, którą objęła koalicja partii prawicowych pod przewodnictwem premiera Jozsefa Antalla. Soros był z tej władzy niezadowolony, gdyż odmówiła oddania miliarderowi najważniejszego węgierskiego banku oraz przemysłu i wszczął wtedy intensywną działalność na rzecz stworzenia frontu antyrządowego pod hasłem walki z faszyzmem i antysemityzmem. Aby obalić rząd, potrzebna była jednak współpraca z postkomunistami.
W 1992 r. Orbán spotkał się w Nowym Jorku z Sorosem i odmówił zarówno przyjęcia pomocy finansowej dla partii jak i sojuszu z postkomunistami. Wkrótce zobaczył jak bardzo kosztowna była to decyzja.
Poparcie Fideszu, które na nieco ponad rok przed wyborami wynosiło 40% spadło do 7% w dniu wyborów w 1994 r. Doprowadziły do tego opanowane przez Sorosa media, oskarżenia o faszyzm i antysemityzm, próbowano także rozbić Fidesz od środka lub doprowadzić do jego scalenia z liberałami z Partii Wolnych Demokratów (SZDSZ) (z uwzględnieniem wszelkich różnic odpowiednikiem polskiej Unii Wolności), którą Soros faworyzował i która po wyborach współrządziła z postkomunistami w imię walki z faszystowskim i antysemickim zagrożeniem. Pomimo większości koalicjanci próbowali wciągnąć do rządu Fidesz. Popierający Fidesz intelektualiści byli wprost stawiani przed wyborem: albo zagraniczne stypendia i kariera uznanego publicysty albo łatka faszysty i dozgonna marginalizacja. Orbán przekonał kolegów, że trzeba odmówić i za 4 lata wygrał wybory. Potem znów nastąpiła porażka i 8 lat w opozycji, by w 2010 roku wygrać i rządzić do dnia dzisiejszego.
Ten skrótowy zarys pokazuje jak bardzo doświadczonym i upartym politykiem jest mający dzisiaj 62 lata węgierski premier. Jednak wytrwałość i doświadczenie to nie najważniejsze atuty Orbána i jego formacji. Tym co stoi u podstaw sukcesu i co różni Orbána oraz jego ekipę od polskich odpowiedników jest charakter, duma, wiedza i rozumienie świata oraz silny kręgosłup moralny.
Książka Fodora pokazuje, że choć obycie w świecie i zagraniczne stypendia były ważnym elementem politycznej edukacji, to jednak nie wpłynęły na wyrzeczenie się własnych poglądów i własnej drogi politycznej przez Orbána. Jednym z kluczowych czynników okazała się… niewdzięczność. Jak pisze Gabor: „w związku z Sorosem dla Viktora było jasne, że nie musi się krępować. Możliwości należy wykorzystywać, ale niczego nie są sobie winni. To samo w sobie było oburzające stanowisko. SZDSZ, który miał długi wobec Sorosa i zawarł z nim faustowską umowę, zawsze twierdził, że fideszowcy są niewdzięczni. A Victor i jego ekipa nawet nie rozumieli, za co powinni być wdzięczni. Według Sorosa każdego można kupić, ale Viktor nie był na sprzedaż.”
Tę „niewdzięczność”, czyli stawianie interesu Węgier na pierwszym miejscu Orbán okazywał wielokrotnie, także gdy w grę wchodziła własna kariera i wynik wyborczy partii. Ilustracją tego są nie tylko jego relacje z Sorosem, ale także z USA i to bez względu na rządzącą za oceanem partię. Zresztą zdaniem Fodora cała działalność Sorosa idzie w parze z hegemonicznymi interesami USA, także jego sukcesy finansowe autor przypisuje w dużej mierze informacjom z kręgów władzy i tajnych służb. Znamienne jest w tym kontekście zachowanie Orbána – pryncypialnego antykomunisty, jakie miało miejsce w czasie jego pierwszych rządów w latach 1998 – 2002. Zdając sobie sprawę, że amerykańscy demokraci finansowani przez Sorosa nie są jego sojusznikami, już po objęciu władzy przez republikanów i młodszego Busha Orbán odmówił zakupu samolotów F-16 wybierając szwedzkie Gripeny. W następstwie czego, jak pisze Fodor, „został zalany tsunami gniewu i nienawiści”.
Ale Orbán, zdaniem autora, uważał, że: „Ameryka była upokarzająco wroga i według Viktora, gdybyśmy wzięli to na siebie, czulibyśmy się upokorzeni. Amerykańska dyplomacja opiera się na zasadzie kwitka. Wręczą ci kawałek papieru z zapisanymi na nim warunkami i oczekują, że zaakceptujesz to co jest na nim napisane. Kto dyktuje podstawowe zasady jest hegemonem, yesmeni akceptują je bez pytania. A Viktor jest na przekór. Viktor nie był i nigdy nie został yesmenem (…) Pracownik ambasady USA pojawił się w biurze jednego ze starszych doradców węgierskiego premiera, wypraszał sobie i krzyczał, co sobie Węgry wyobrażają. Bo niech nikt nie myśli, że dla nich ma znaczenie, że Viktor kupuje kilka Gripenów zamiast F-16 (oczywiście byłoby lepiej, ale w Ameryce mieli to gdzieś). Głównym problemem było to, że był to precedens, a tego nie znoszą.” Takie starcie z hegemonem było jedną z przyczyn, dla których Orbán spędził kolejnych 8 lat w opozycji.
Jednak Orbán nie sprzeciwiał się Sorosowi i Ameryce, a potem Unii Europejskiej dla samego sprzeciwu czy dla zaspokojenia własnej, partyjnej czy nawet narodowej ambicji. Za tym wszystkim szło głębokie osadzenie w wartościach i zrozumienie zasadniczego konfliktu jaki dzieli nasz świat. Aby to zrozumieć Fodor w swojej książce przypomina, że Soros także nie jest jedynie biznesmenem, ale że jego działania napędza konkretna filozofia i zespół przekonań o tym co jest dobre a co złe. Soros to w takim ujęciu, po pierwsze, filozof, który nawet sporo napisał i który podobnie jak Marks uznał, że filozofowi nie wystarcza rozumienie świata, ale że należy go zmienić by dostosować go do swojej wizji polityki, społeczeństwa, a nawet człowieka.
Zainspirować go do tego miały dwa wydarzenia: jedno to Holokaust, a drugie to kontakt z filozofią i osobą Karla Poppera autora słynnego dzieła „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”, co nastąpiło po ucieczce Sorosa z Węgier w 1947 r. Soros zaczerpnął z tych doświadczeń także nazwę swojej fundacji. W myśl tych zasad za fundamentalne zło uznaje się nacjonalizm, państwo narodowe i przywiązanie do niego, gdyż z nich wywodzi się jeszcze większe zło czyli antysemityzm, a stąd już prosta droga do Holokaustu. To przekonanie tłumaczy także niechętny stosunek Sorosa do opartego na idei narodowej żydowskiego państwa w Palestynie, choć ataki na siebie zawsze przedstawia jako przejaw antysemityzmu. Orbán przeciwnie: „Wierzy, że Bóg stworzył nie tylko ludzi, ale także narody i że jest zapisane, że narody będą albo potępione, albo zbawione, czyli będą sądzone (…) Innymi słowy, naród jest rzeczą świętą, wartością o którą warto walczyć, a dobrze jest jeśli ta wartość nigdy nie zostanie utracona. (…) Za konfrontacją między Viktorem a Sorosem kryje się zatem fundamentalny konflikt o antropologicznej i – co za tym idzie – metafizycznej głębi.”
Niezwykle sugestywnie i przejmująco brzmi także kolejny fragment, w którym Fodor charakteryzuje iście szatańskie zagrożenie jakie niesie za sobą światopogląd Sorosa:
„Jeśli wyobrażamy sobie swoje życie w ten sposób, że chcemy kiedyś umrzeć wierząc w kilka rzeczy, to Soros jest bez wątpienia człowiekiem, który powie ci, że to wszystko nie ma sensu. Nie ma sensu wierzyć w cokolwiek, a życie nie ma żadnego innego sensu, należy po prostu prowadzić przyjemne życie. Ale szukanie w nim wyższego celu lub znaczenia jest bzdurą. Właśnie dlatego chce pozbawić cię tożsamości, ponieważ każdy wyższy cel lub sens wynika z twojej tożsamości. Jeśli jesteś mężczyzną, to twoim zadaniem jest mieć dzieci z kobietą, kochać je i dbać o nie (…) Podobnie to, że urodziłeś się Węgrem jest powołaniem, misją, zadaniem (…) Moralnym obowiązkiem jest zachowanie tożsamości i dziedzictwa, wzmocnienie i kontynuowanie tysiącletniej cywilizacji, zbudowanej na języku węgierskim i opartej na węgierskich tradycjach. A jeśli jesteś również wyznawcą Chrystusa, to twoim zadaniem jest również budowanie królestwa Bożego.”
Wątpię czy Fodor czytał „Lewą wolną”Józefa Mackiewicza, ale każdemu kto to zrobił ten fragment przywołuje na myśl charakterystykę bolszewickiego komunizmu jaką wypowiedział biały Rosjanin Paweł Zybienko walczący w polskiej armii przeciw bolszewikom. Fodor zresztą wprost określa Sorosa jako „nowego Marksa”, który „podobnie jak jego intelektualny poprzednik, stracił duszę, a jego serce zamieszkuje demon.” Z tego wynika także brak jakichkolwiek zasad czy etycznych skrupułów oraz krańcowe zakłamanie jakim jest np. jednoczesna walka o prawa mniejszości w Macedonii i popieranie rządu w Kijowie, który mniejszości prześladuje, walka o otwartość, transparentność przy jednoczesnym tworzeniu imperium o totalitarnych zamiarach, rządzonym przez absolutnego władcę, który stara się być niewidzialny, walka z korupcją przy jednoczesnym bogaceniu się na spekulacjach giełdowych i zyskach osiąganych dzięki nieuczciwemu korzystaniu z poufnych informacji. A wszystko to nasycone moralnymi formułami, w których owładnięty manią władzy nad światem spekulant przedstawiany jest jako filantrop i dobroczyńca ludzkości.
Ten fundamentalny fałsz przekłada się na sposób działania Sorosa. Nigdy z otwartą przyłbicą, nigdy pod nazwiskiem, nigdy w wyborach.
„Zamiast tego interweniuje z zewnątrz, w celu wywołania chaosu. Albo interweniuje od samego początku tam, gdzie panuje niestabilność, albo interweniuje w taki sposób, aby powstała niestabilność. To właśnie ta okoliczność stwarza warunki dla jego podstawowej działalności politycznej, czyli spekulacji. (…) Ingerencja oznacza również, że tam, gdzie dochodzi do ingerencji z zewnątrz, dochodzi do naruszenia suwerenności. To nie wola będących wewnątrz decyduje o tym, jak powinno być, jaki kierunek powinny obrać sprawy w ich własnym kraju, ale decyduje się o tym z zewnątrz, omijając suwerenną wolę.” To z kolei prowadzi nas do instytucji jakie są ulubionym polem działania Sorosa: do systemu sądownictwa i Unii Europejskiej, którą książka przedstawia jako jego narzędzie, Soros rozumie, że swoi ludzie w sądach krajowych i europejskich to jedna z najlepszych gwarancji forsowania jego agendy. Z relacji Piotra Witta wiemy, że około 20% sędziów Trybunału Praw Człowieka było przedtem zaangażowanych w działalność organizacji tworzonych bądź finansowanych przez Sorosa. Organizacji, których celem jest destrukcja naszej cywilizacji i moralności.
Jednak to nie instytucje polityczne są oczkiem w głowie Sorosa i najważniejszym polem działania. Tym czymś jest kultura i edukacja. Książka ukazuje jak wielką wagę przywiązywał do ufundowanego przez siebie Uniwersytetu Środkowo-Europejskiego. Ludzie uformowani przez taką instytucję to późniejsi działacze realizujący marzenia Sorosa, których nie trzeba nawet kontrolować czy opłacać, najbardziej podatna na tego typu psychopolitykę okazuje się podobnie jak w Polsce inteligencja. Jej wrogiem jest realizująca interes narodowy elita Fideszu i lud. Stąd Fodor określa Orbána jako nieliberalnego demokratę, a Sorosa jako niedemokratycznego liberała, który uznaje demokrację tylko wtedy gdy rządzą liberałowie tak jak on to pojęcie rozumie.
Viktor Orbán przejrzał metody i strategię swojego przeciwnika.
Stąd jedną z pierwszych reform po uzyskaniu odpowiedniej większości w parlamencie była zmiana konstytucji i odzyskanie dla narodu aparatu wymiaru sprawiedliwości. Kolejne pole działania to „jak się organizować w taki sposób, jak to robili oni. Następnie mieć swoje organizacje, swoje instytucje, swoich działaczy obywatelskich, mieć swoje zaplecze, swoje media, swoje gadające głowy, mieć swoje własne CEU (skrót od Central European University Sorosa – przyp. O.S.) (MCC jest naszym CEU) (Mathias Corvinus Collegium jest instytucją edukacyjną i centrum badawczym wspierającym młodzież węgierską), mieć je w kraju i za granicą. Trzeba też zawrzeć niezbędne porozumienia pokojowe, ponieważ nie możemy być w stanie wojny z samymi sobą. Następnie, trzeba zorganizować świat obywatelski: na początku był to świat klubów obywatelskich. (…) Jednocześnie musisz zbudować własny świat ekspertów i intelektualistów. Muszą też powstać rozmaite think tanki i instytuty badawcze. Trzeba opracować alternatywne wskaźniki, indeks demokracji, sporządzić nowe skale oceny i wiarygodności oraz stworzyć grupę osób i instytucji, wystawiających oceny. Potrzebny jest Megafon (inicjatywa medialna, której celem jest wzmocnienie środowisk prawicowych w przestrzeni online). Należy zrobić to, co robi Soros.”
Jednak najbardziej spektakularnym politycznym posunięciem Orbána było spersonalizowanie konfliktu, nadanie siłom zła twarzy i nazwiska. Do momentu, w którym to uczynił wymienianie nazwiska Sorosa i wskazywanie na jego wpływy było z reguły ośmieszane jako tzw. teoria spiskowa i objaw chorej wyobraźni. Orbán zaryzykował i uderzył tam, gdzie lubiący anonimowość miliarder najbardziej tego nie chciał. W związku z akcją sprowadzania do Europy migrantów postanowił pokazać społeczeństwu i światu kto jest jej promotorem. Najpierw przeprowadził narodowe konsultacje w sprawie migrantów, a następnie w całych Węgrzech pojawiły się ogromne bilbordy z wizerunkiem miliardera i napisem: „99% w narodowych konsultacjach odrzuciło nielegalną imigrację. Nie pozwól aby Soros śmiał się ostatni!”. Traf chciał, że akurat w tym czasie odwiedziłem Budapeszt i jeden z nich sfotografowałem. W kolejnym roku sorosowska kuźnia kadr – Uniwersytet Środkowo-Europejski została zmuszona do opuszczenia Węgier i przeprowadzki do Wiednia. Co ciekawe przed wyborem Budapesztu jej lokalizacji sprzeciwili się Słowacy i Czesi pod rządami Vaclava Klausa.
Śmiałe wskazanie wroga i uderzenie tam gdzie boli, asertywna postawa wobec amerykańskiego hegemona zaowocowały po latach szacunkiem w samych Stanach Zjednoczonych, a przede wszystkim osobistym uznaniem Donalda Trumpa. Ale oprócz szacunku postawa Orbána i Węgier była ważną inspiracją dla ruchu MAGA. Nazwisko Sorosa i jego złowroga działalność przestały być tematem tabu także w Indiach i w Ameryce Południowej. Ostatnie doniesienia ze Stanów Zjednoczonych mówią nie tylko o delegalizacji terrorystów z tzw. Antify, ale o objęciu sieci Sorosa postępowaniem karnym na podstawie ustawy RICO (Ustawa o Organizacjach Skorumpowanych i będących pod Wpływem Oszustów, ang. Racketeer Influenced and Corrupt Act) z 1970 r.
Oprócz działań stricte politycznych i organizacyjnych do sukcesu Fideszu i ekipy Orbána potrzebne było jednak jeszcze coś innego. To wartość, która jak mało która jest dzisiaj wyparta z powszechnej świadomości. Jest nią przyjaźń i lojalność. Książka przytacza w tym kontekście opis rozmowy Orbána z jego współpracownikiem Zsoltem Bayerem, którą przeprowadzili na urodziny Fideszu w 2014 r.. „Dochodzą do wniosku, że oprócz nich nie pozostał nikt z osób przeprowadzających transformację. Ale fakt, że my nadal jesteśmy – mówi Viktor, najprawdopodobniej wynika z tego, że nigdy się nie sprzedaliśmy; jesteśmy w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu wspólnotą przyjaciół i kompanów, a co równie ważne mamy odwagę odwrócić się od siebie plecami, wiedząc, że możemy iść wspólnie na wojnę, i nikt nie wbije nam noża w plecy.” Trudno o lepszy opis politycznego esprit de corps jaki panuje w zahartowanej w bojach armii, lub do „garstki braci” z szekspirowskiej mowy Henryka V.
Podczas gdy „Wujek Gyuri, (węgierskie zdrobnienie imienia Sorosa) ten bardzo mądry człowiek, zdecydowanie mylił się co do jednej rzeczy. Wierzył i całe jego życie to potwierdzało, że za pieniądze można kupić wszystko, kwestią jest tylko cena. Po prostu nie mógł pojąć, że tu w środku Europy, jest kilka osób, których nie da się kupić.” Niestety ten środek Europy był w tym wypadku nad Dunajem a nie nad Wisłą, gdzie oprócz nędzy intelektualnej zapanowała mizeria duchowa i moralna, gdzie dumę zastąpiło krzykactwo na wewnętrzny użytek i upokarzające łaszenie się wobec obcych. I to jest chyba najbardziej oczywista, choć gorzka lekcja jaką powinniśmy wyciągnąć z lektury książki, która powinna być pozycją obowiązkową dla każdego kto chce zrozumieć dlaczego to oni a nie my.
Olaf Swolkień
Gabor G. Fodor, „Orbán kontra Soros”, Wyd. von borowiecky, Warszawa-Radzymin 2025, ss. 205.
Myśl Polska, nr 39-40 (28.09-5.10.2025)
Gabor G. Fodor, „Orbán kontra Soros”, Wyd. von borowiecky, Warszawa-Radzymin 2025, ss. 205.
Rozumiem rozczarowanie ministra spraw zagranicznych Ukrainy. Nie udało im się wciągnąć nas w wojnę i niezależnie od tego, jak prowokacyjne będą ich wypowiedzi, w przyszłości też im się to nie uda – napisał w sobotę na X szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto.
„Węgry są suwerennym krajem, a rząd prowadzi suwerenną politykę. Robimy to, co służy interesom naszego narodu: chronimy bezpieczeństwa Węgrów i trzymamy się z dala od wojny toczącej się za ich plecami. Rozumiem więc rozczarowanie ukraińskiego ministra spraw zagranicznych: jak dotąd nie udało im się wciągnąć nas w swoją wojnę i niezależnie od tego, jak prowokacyjne są jego wypowiedzi, nie odniosą sukcesu również w przyszłości” – napisał Szijjarto.
Te słowa to odpowiedź na agresywną i obraźliwą zaczepkę ze strony ukraińskiego szowinisty pełniącego funkcję szefa MSZ w Kijowie, Adrija Sybihy. Oskarżył on Budapeszt o bycie „lokajami Kremla”. „Zaczynamy dostrzegać wiele rzeczy, Peter, w tym hipokryzję i upadek moralny twojego rządu, jawne i tajne działania przeciwko Ukrainie i reszcie Europy, bycie pachołkiem Kremla. Żadne twoje ataki na naszego prezydenta nie zmienią tego, co my – i wszyscy – widzimy” – napisał Sybiha na platformie X.
Wcześniej minister Szijjarto ocenił, że prezydent Zełenski z powodu swojej antywęgierskiej obsesji traci rozum. Zełenski poinformował tego dnia, że w przestrzeń powietrzną Ukrainy kilkakrotnie wtargnęły drony wywiadowcze, przypuszczalnie węgierskie.
We wcześniejszym piątkowym wpisie Szijjarto oskarżył Kijów o „prowadzenie polityki antywęgierskiej”. „Społeczność węgierska na Zakarpaciu została pozbawiona praw, Węgier został pobity na śmierć podczas przymusowego poboru, zaatakowano rurociąg naftowy, niezbędny dla bezpieczeństwa dostaw energii dla Węgier, a teraz węgierscy dowódcy wojskowi mają zakaz wjazdu na Ukrainę. W zamian oczekują naszego wsparcia dla ich członkostwa w UE? Oni nie mogą mówić poważnie” – napisał.
Sybiha ogłosił wcześniej, że Kijów wydał zakaz wjazdu dla trzech wysokich rangą oficerów węgierskich, będący odpowiedzią na wcześniejszy zakaz wjazdu, który Budapeszt wydał dla ukraińskiego dowódcy pochodzenia węgierskiego.
Pod koniec sierpnia Szijjarto poinformował, że w odpowiedzi na ostatni ukraiński atak na rurociąg naftowy Przyjaźń rząd węgierski podjął decyzję o zakazie wjazdu na Węgry i do całej strefy Schengen dowódcy jednostki wojskowej odpowiedzialnej za ostrzał. Zakazem objęto ukraińskiego majora Roberta „Madiara” Browdiego (węg. Brovdy), urodzonego w 1975 r. w zakarpackim Użhorodzie. Browdi jest etnicznym Węgrem i dowódcą Sił Systemów Bezzałogowych Ukrainy (SBS).
Rosnące problemy gauleitera (zarządcy) Tuska, nie oznaczają jeszcze sanacji Polski. Dają jedynie nadzieję na usunięcie tego najbardziej szkodliwego wroga Polski i agenta Berlina i Brukseli.
Jednakowoż, można zobaczyć przysłowiowe „światło w tunelu”. Z życzliwą pomocą węgierskiego Męża Stanu, Viktora Orbana, przy odrobinie szczęścia III RP przekształci się ponownie w POLSKĘ, a wśród kłębowiska „polityków” znajdzie się grupka, która autentycznie starać się będzie w interesie Ojczyzny, a nie swoim własnym.
Obecna sytuacja geopolityczna w Europie, powinna pomóc nawet oportunistycznym członkom „elit” w zrozumieniu, że problemy ZIK (zachodniego imperium kłamstwa) nie są przejściowymi trudnościami, ale „zejściem śmiertelnym” ze wszystkim tego faktu konsekwencjami.
Ci z „naszych polityków”, którzy nie mają zbyt wielu łajdactw na swym sumieniu i ludobójczej krwi z „PLANdemii covidowej” na swych rękach, mogą mieć nadzieję na „polityczny recykling” w ramach nadchodzącej NOWEJ RZECZYWISTOŚCI.
Ta rzeczywistość rychło nadejdzie, czy oni tego chcą, czy nie. Czemu więc nie zaryzykować i „załapać się” na nowy trend? Tym bardziej, że alternatywa jest dla nich nieciekawa. Jeśli unikną kryminału, to w najlepszym przypadku będą zmuszeni zacząć zarabiać na swe utrzymanie uczciwą pracą, co w przypadku osób które nigdy się tym nie skalały, czyli „polityków”, będzie zadaniem ponad siły. [No, te marne miliardy to sobie odłożyli. Czy będzie nas stać na odebranie/ MD]
W związku z tym, że obecny etap transformacji geopolitycznej jest we wstępnym stadium, sytuację polityczną w Kraju można określić mianem „rozwolnienia”, bo tak naprawdę nikt dokładnie nie wie jak potoczą się sprawy.
Należy jednak mieć nadzieję, że obywatele III RP wreszcie zrozumieją następujące FUNDAMENTALNE PRAWDY:
1. Nikt ich nie będzie bronił ani obsypywał bogactwem, ze względu na ich „szlachetność”;
2. Każdy (ZIK, ChRL, BRICS, etc.) będzie próbował ich oszwabić ze względu na ich głupotę i łatwowierność;
3. Obecne państwo polskie jest za małe, za słabe i całkowicie pozbawione autentycznych elit, by poradzić sobie w pojedynkę w dzisiejszych czasach, dlatego NATURALNY I RÓWNOPRAWNY SOJUSZ z państwami regionu, takimi jak WĘGRY jest nam egzystencjonalnie niezbędny;
4. W zglobalizowanym świecie, tylko państwa z solidną bazą rolniczą, przemysłową lub usługową (handlową, turystyczną, finansową) będą naprawdę się liczyć. W przypadku Polski to tradycyjnie: rolnictwo, przemysł lekki i zbrojeniowy, i te gałęzie w pierwszym rzędzie należy odbudować;
5. Państwo bez silnej armii i przemysłu zbrojeniowego, w mniejszym lub większym stopniu będzie narażone na agresję. W przypadku Polski potencjalnym agresorem nr 1 jawią się Niemcy;
6. III RP, czyli globalistyczna oligarchia połączona z ochlokracją, nigdy nie będzie zdrowym i silnym państwem, jeśli nie doprowadzi swej stajni Augiasza do ładu, nie zaprowadzi autentycznej praworządności, nie nauczy ponownie swych obywateli co to jest UCZCIWOŚĆ , PRAWDA i HONOR.
To tylko wierzchołek góry lodowej, ale od czegoś trzeba zacząć!
Budapeszteńska policja poinformowała w czwartek, że zakazała zaplanowanej na 28 czerwca parady środowisk LGBT+ w stołecznym mieście. Od decyzji policji organizatorzy mogą odwołać się do Sądu Najwyższego Węgier. Władze miasta zapowiedziały, że marsz odbędzie się jako „impreza miejska”.
Policja, działając w ramach przysługujących jej uprawnień dotyczących kontroli zgromadzeń publicznych, zakazuje parady równości w węgierskiej stolicy – wynika z opublikowanego w czwartek oświadczenia stołecznej komendy.
Policja już wcześniej odrzucała wnioski o organizację parady, powołując się na przyjętą w marcu nowelizację ustawy, zabraniającą organizacji podobnych wydarzeń. Sąd Najwyższy dotąd dwukrotnie uchylił zakaz.
W połowie marca bieżącego roku parlament Węgier przyjął nowelizację ustawy o zgromadzeniach, w praktyce delegalizującą homoseksualne manifestacje. Projekt zmian złożyła rządząca partia Fidesz. Zakaz pozwala nakładać grzywny na organizatorów wydarzeń i zabrania „przedstawiania lub promowania” homoseksualizmu wśród nieletnich poniżej 18. roku życia.
Opozycyjny burmistrz miasta, Gergely Karacsony, wcześniej w tym tygodniu ogłosił, że wydarzenie odbędzie się mimo zakazu. „Marsz będzie wydarzeniem miejskim, dlatego niepotrzebne są żadne zezwolenia od władz” – zaznaczył. We wpisie zamieszczonym na Facebooku w czwartek po decyzji policji Karacsony powtórzył, że „władze Budapesztu zorganizują marsz jako wydarzenie miejskie i koniec tematu”.
Szef kancelarii premiera Viktora Orbana Gergely Gulyas odrzucił w środę deklarację Karacsonya, podkreślając, że planowane wydarzenie podlega przepisom regulującym prawo do zgromadzeń, więc o jego legalności decyduje policja.
W pełnym pasji przemówieniu na wiecu ‚Patriots for Europe’ w Mormant-sur-Vernisson, premier Węgier Viktor Orbán wezwał francuskich wyborców do przeciwstawienia się dominacji Brukseli i zbliżającej się kulturowej zagładzie Europy. Opisał masową migrację jako celowy plan wymiany ludności, ostrzegł przed eskalacją wojny na Ukrainie i wezwał do narodowego ruchu jedności w całej Europie.
„Francja to wielka potęga, Węgry to mały kraj – ale nasza polityka czyni nas interesującymi” – powiedział Orbán. – „Jesteśmy czarną owcą UE, koszmarem Brukseli, ostatnim bastionem chrześcijaństwa”.Przywołał Victora Hugo i Alberta Camusa, pochwalił węgierski opór z 1956 roku i oświadczył: „Urodziłem się w komunistycznej dyktaturze. Musieliśmy walczyć o naszą wolność. Intelektualni biurokraci w Brukseli nie wiedzą, co to znaczy”.
Orbán oskarżył zachodnie elity o marginalizację rodziny, narodu i chrześcijaństwa. Opisał Węgry jako oblężony kraj przez organizacje pozarządowe, korporacje i media finansowane z zagranicy – i odpowiedział na to nową konstytucją, wartościami chrześcijańskimi, zakazem nielegalnej migracji, jasnymi definicjami płci („ojciec jest mężczyzną, matka jest kobietą”) i surową polityką graniczną.
„Na Węgrzech liczba migrantów wynosi zero. Żadnego antysemityzmu, żadnej przemocy, żadnych niepokojów. Węgry to kraj Węgrów”. – Bruksela karze Węgry milionem euro dziennie za swoje stanowisko – ale Orbán podkreślił: „Wolimy płacić, niż wpuszczać migrantów do kraju. To inwestycja w naszą przyszłość”.
Nazwał politykę migracyjną UE celową wymianą ludności. „To nie jest migracja – to zorganizowana wymiana naszej kultury. Nie będziemy klękać przed Brukselą”. Zajął też jasne stanowisko w sprawie wojny na Ukrainie: „Tej wojny nie da się wygrać. Przynosi tylko śmierć, cierpienie i zniszczenie. Nie chcemy umierać za Ukrainę. Nie chcemy nowego Afganistanu u naszych drzwi”.
Orbán ostrzegł, że Bruksela chce wykorzystać wojnę do wymuszenia unii zadłużenia i wyścigu zbrojeń. Powiedział, że Europa musi bronić się sama. Nawiązując do Zielonych Świątek, mówił o przebudzeniu wspólnego języka wolności w Europie: „Francuzi, Włosi, Holendrzy, Czesi, Polacy, Austriacy i Węgrzy mówią dziś: Brukselo, dość”.
Na zakończenie zawołał: „My, Węgrzy, potrzebujemy waszego zwycięstwa. Bez was nie możemy zdobyć Brukseli — i nie możemy uratować Węgier przed brukselską gilotyną. […] Słabi upadają. Tchórze są upokorzeni. Ale odważni stoją dumnie. Jeśli się zjednoczymy, będziemy silni — i wygramy. Marine, prowadź nas”.
W polskiej prasie ukazała się informacja o zmianie kursu politycznego przez Viktora Orbana. Także ‚Myśl Polska’ pisała o tym następująco:
„The Moscow Times’ [mający swą siedzibę w Amsterdamie – przypis ZB] zamieścił tekst „Główny sojusznik Putina w Unii Europejskiej wezwał do „rozmów” z Rosją ‚językiem siły’. W wywiadzie dla francuskiej stacji telewizyjnej LCI premier Węgier Viktor Orban wezwał do wywarcia presji na Rosję. Szef węgierskiego rządu powiedział, że „Moskwa na arenie międzynarodowej reaguje tylko na przejawy siły i Europa musi zwiększyć swoją potęgę militarną”. Dodał: „Myślę, że Rosjanie rozumieją tylko język siły (…) Europa musi się wzmocnić w perspektywie długoterminowej, konieczne jest strategiczne porozumienie z Rosją (…) Rosjanie są na to zbyt słabi. Nie są w stanie pokonać Ukrainy, więc nie mogą realnie zaatakować NATO”. Ukraińska prasa zwraca uwagę na zmianę akcentów w wypowiedziach Orbana”.
Informacja ta znalazła się też w komentarzach na moim blogu. Blogerzy Ikulalibal i Graz zareagowali jednoznacznie: kijowska fałszywka. Opisane w notce gorące wystąpienie Viktora Orbana zaprzecza jednoznacznie jakoby węgierski premier zmienił swe poglądy i postawę.
Prezydent elekt Karol Nawrocki udzielił węgierskiemu tygodnikowi „Mandiner” pierwszego wywiadu zagranicznego po wygranych wyborach prezydenckich w Polsce. Nawrocki podkreślił konieczność wzmacniania Grupy Wyszehradzkiej (V4) i wschodniej flanki NATO.
Nawrocki zapewnił w rozmowie z tytułem bliskim rządowi w Budapeszcie, że chce wzmacniania V4 i Bukaresztańskiej Dziewiątki. Jego zdaniem ściślejsza współpraca w ramach V4 ma kluczowe znaczenie dla wzmacniania wschodniej flanki NATO.
Mówiąc o stosunkach Polski i Węgier, przywołał podobne doświadczenia historyczne, jak wspólna walka przeciwko reżimom komunistycznym, które „zbliżyły do siebie oba narody”. Przyznał, że sam ma wielu przyjaciół na Węgrzech.
„Węgry są dla Polski bardzo ważnym sojusznikiem” – oświadczył.
Prezydent elekt powtórzył w udzielonym w Warszawie wywiadzie, że Polska będzie nadal wspierać strategicznie i militarnie Ukrainę, ale sam jest przeciwnikiem pospiesznego włączania tego kraju do Unii Europejskiej. „Kijów musi najpierw zadbać o relacje z państwami sąsiedzkimi, szczególnie ekonomiczne i historyczne, jak kwestia ludobójstwa wołyńskiego” – stwierdził.
Polityk dodał, że najważniejszym wrogiem na wschodzie pozostaje Rosja i jej agresywna polityka.
Komentując niedawną kampanię wyborczą w Polsce, Nawrocki zauważył, że mierzył się w jej trakcie z licznymi atakami ze strony opozycji i podmiotów zagranicznych, szczególnie Europejskiej Partii Ludowej (największego ugrupowania w Parlamencie Europejskiej, do którego należy m.in. Platforma Obywatelska – PAP). Mimo tego – jak uznał – zwyciężył dzięki „głosom zwykłych Polaków”.
Wygrana Nawrockiego została pozytywnie przyjęta przez rząd w Budapeszcie, a premier Viktor Orban ocenił, że nowy polski prezydent będzie „opozycją wobec prowojennego rządu w Polsce”.
Rząd Orbana pozostaje w ostrym konflikcie z premierem Donaldem Tuskiem i jego środowiskiem. W grudniu 2024 r. Budapeszt udzielił azylu Marcinowi Romanowskiemu, politykowi PiS i byłemu wiceministrowi sprawiedliwości, któremu postawiono zarzuty dotyczące nieprawidłowości w działaniach Funduszu Sprawiedliwości.
Węgierski rząd wydał dekret zakazujący eksponowania flag LGBT na budynkach instytucji państwowych. Władze uzasadniają decyzję koniecznością ochrony dzieci oraz ograniczeniem propagandy LGBT w przestrzeni publicznej.
5 czerwca 2025 r. węgierski rząd opublikował rozporządzenie zakazujące „umieszczania symboli odnoszących się do orientacji seksualnych i tożsamości płciowych” na budynkach instytucji państwowych. Rozporządzenie weszło w życie z dniem publikacji.
Przepisy obejmują budynki należące do instytucji rządowych, spółek z większościowym udziałem Skarbu Państwa, Narodowego Banku Węgier oraz szkół publicznych.
Wyłączone z regulacji pozostają nieruchomości należące do władz lokalnych i samorządów.
Jak podkreślono w uzasadnieniu rozporządzenia, jego celem jest „zapewnienie ochrony i prawidłowej opieki niezbędnej dla rozwoju fizycznego, psychicznego i moralnego dzieci” oraz powstrzymanie „propagandy LGBT ”.
Ustawa weszła w życie w symbolicznym momencie, w tym czasie rozpoczyna się 30. edycja festiwalu LGBT Budapest Pride. W reakcji na decyzję władz centralnych burmistrz Budapesztu, Gergely Karácsony, opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie ratusza z wywieszoną flagą tęczową. „Węgry to nie to samo co rząd i Budapeszt nie jest tożsamy z rządem. Festiwal Budapest Pride jest świętem wolności nas wszystkich” – napisał.
Węgierski rząd przyznał, że zakaz ma charakter przede wszystkim symboliczny, ponieważ wywieszanie takich flag na budynkach rządowych nie było dotąd powszechną praktyką. Rozporządzenie wpisuje się jednak w szerszy kontekst działań legislacyjnych podejmowanych przez rząd Viktora Orbána.
W 2010 r. węgierski parlament uchwalił ustawę o ochronie dzieci, która zakazuje propagandy seksualnej skierowanej do dzieci poniżej 18 roku życia, promowania i przedstawiania homoseksualizmu lub zmiany płci w mediach, edukacji i reklamie.
W 2020 r. Zgromadzenie Narodowe odrzuciło ratyfikację konwencji stambulskiej. Z kolei w grudniu 2023 r. powołano Urząd Ochrony Suwerenności, którego zadaniem jest przeciwdziałanie zewnętrznym wpływom politycznym.
W połowie marca br. parlament Węgier przyjął nowelizację ustawy o zgromadzeniach, która w praktyce uniemożliwia organizację parad LGBT. Przepisy przewidują możliwość nakładania grzywien na organizatorów wydarzeń, które „przedstawiają lub promują” homoseksualizm w obecności osób poniżej 18. roku życia. Kilka dni temu węgierska policja odrzuciła wniosek o zgodę na zorganizowanie pod koniec czerwca marszu LGBT w Budapeszcie. Mimo to organizatorzy zapowiedzieli jego przeprowadzenie.
15 marca to dla Węgrów coś więcej niż data w kalendarzu — to święty symbol buntu narodowego, upamiętniający dzień w 1848r., kiedy Węgrzy zbuntowali się przeciwko obcym rządom i domagali się wolności, suwerenności i samostanowienia. Orbán mistrzowsko powiązał ten moment w historii z obecną walką Węgier z nowoczesnymi siłami imperialnymi — mianowicie niewybieralną biurokracją w Brukseli, finansowanym przez Sorosa aparatem politycznym i kulturową kolonizacją Zachodu.
„Bóg ponad wszystkim, Węgry przede wszystkim”: Orbán wypowiada wojnę Brukseli i machinie Sorosa
W mocnym przemówieniu premier Viktor Orbán potwierdził rolę Węgier jako ostatniego bastionu suwerenności narodowej i tożsamości chrześcijańskiej w Europie, ślubując przeciwstawiać się globalistycznym siłom Brukseli, Sorosa i wojowniczym elitom Zachodu.
W gromkim orędziu do narodu upamiętniającym rocznicę historycznej rewolucji Węgier przeciwko Imperium Habsburgów w latach 1848–1849 premier Viktor Orbán wygłosił śmiałe i buntownicze przemówienie, które odbiło się echem na ulicach Budapesztu — i w całym świecie zachodnim.
Przemawiając przed ogromnym tłumem patriotycznych Węgrów, Orbán oddał hołd przeszłości, jednocześnie deklarując współczesną walkę o duszę Węgier, stanowczo sprzeciwiając się tyranii UE, globalistycznej dywersji i uzbrajaniu wojny na Ukrainie.
„Istota węgierskiej wolności jest wieczna i ponadczasowa” – powiedział Orbán, przywołując ducha rewolucji z 1848r. „Od wieków wybrzmiewa w kluczowych momentach historii… Jej początki sięgają tysiąca lat wstecz i z pewnością będzie trwała przez tysiące kolejnych na swojej drodze wśród gwiazd”.
15 marca to dla Węgrów coś więcej niż data w kalendarzu — to święty symbol buntu narodowego, upamiętniający dzień w 1848r., kiedy Węgrzy zbuntowali się przeciwko obcym rządom i domagali się wolności, suwerenności i samostanowienia. Orbán mistrzowsko powiązał ten moment w historii z obecną walką Węgier z nowoczesnymi siłami imperialnymi — mianowicie niewybieralną biurokracją w Brukseli, finansowanym przez Sorosa aparatem politycznym i kulturową kolonizacją Zachodu.
„15 marca nie jest dla nas typowym świętem” – oświadczył Orbán. „To święta chwila… wieczny i nieunikniony dzień, i taki pozostanie, dopóki na tej ziemi będzie żył choć jeden Węgier”.
„Żywiołem Węgrów jest wolność”
Orbán przypomniał światu, że Węgrzy nie są biernymi poddanymi imperiów, lecz urodzonymi bojownikami o wolność.
„W imię czego tak wrze nasza krew i biją nasze serca?” – zapytał Orbán. „Wolność, moi drodzy przyjaciele, jest żywiołem Węgrów. Węgier jest w swoim żywiole, kiedy walczy o swoją wolność”.
Kontynuował:
„Wiemy, jak zdobywać wolność. Wiemy, jak jej bronić. Ta wiedza jest nasza. Kultywujemy ją od tysiąca lat. To jest to, czego bronimy. W rzeczywistości to jest nasze DNA. I to jest to, czego świat potrzebuje — dziś bardziej niż kiedykolwiek”.
Orbán jasno dał do zrozumienia, że walka Węgier nie jest tylko walką narodową, lecz walką cywilizacyjną.
„Nasza walka o wolność, tak jak w 1848r., nie jest wyłącznie sprawą Węgrów. Dziś walka toczy się naprawdę o ducha świata zachodniego”.
Odrzucenie Brukseli i Nowego Imperium
Orbán obnażył nowoczesne „imperium”, które obecnie dąży do dominacji na Węgrzech – nie z Wiednia czy Moskwy, ale z Brukseli i Waszyngtonu.
„Imperium chce zmieszać, a następnie zastąpić rdzennych Europejczyków obcymi cywilizacjami, masami najeźdźców” – powiedział. „Chce przekształcić pokolenie naszych dzieci i wnuków ze zdrowego porządku stworzenia w chaos życia wbrew naturze. Imperium chce usunąć z siebie chrześcijański porządek i kulturę. I zamiast pokoju chce nas oddać na służbę bogom wojny”.
„Nie poddaliśmy się. Nie pozwoliliśmy im zająć kraju, ani parlamentu, ani rządu. Przez 15 lat nie byli w stanie sobie z nami poradzić, a cała ich broń zawiodła”.
Orbán otwarcie oskarżył UE o próbę podważenia suwerenności Węgier za pomocą szantażu, przymusu ekonomicznego i manipulacji medialnych.
„Nie wystarczyły ich łapówki, pieniądze, groźby, najemnicy, Bruksela… Wygraliśmy cztery wybory z rzędu, a oni przez 15 lat nie byli w stanie przebić się przez nasze linie obrony”.
„Nie damy się skolonizować”
Wracając do wojny na Ukrainie, Orbán oskarżył europejskie elity o przedłużanie konfliktu dla osiągnięcia korzyści politycznych i próbę wykorzystania węgierskich podatników, aby za to zapłacili.
„Europejscy władcy zadecydowali, że Ukraina musi kontynuować wojnę, bez względu na koszty. W zamian otrzyma szybkie członkostwo w Unii — za nasze pieniądze”.
Orbán nie krył się z tym: Węgry nie dadzą się wciągnąć w ten samobójczy plan.
„Mamy na to tylko jedną odpowiedź: Unia – tak. Ale bez Ukrainy”.
Dodał, że Węgrzy muszą mieć głos w tej kluczowej decyzji:
„Niech odbędzie się referendum!”
„Zajmiemy Brukselę i ją zmienimy”
Wbrew krytykom, którzy oskarżają Orbána o chęć opuszczenia UE, premier przedstawił o wiele odważniejszy plan:
„Nie odwrócimy się plecami do Unii Europejskiej. Wręcz przeciwnie, nie pójdziemy na zewnątrz, ale do wewnątrz. Zajmiemy ją i zmienimy. W Brukseli historia również się odwróci”.
W wezwaniu skierowanym do elit UE zacytował rewolucyjnego poetę Petőfiego:
„Jeśli nie będzie pasował do swojej skóry, to go z niej wyciągniemy”.
„Nie klękaliśmy przed imperium Sorosa”
Orbán podkreślił opór Węgier wobec globalnej kontroli finansowej i liberalnej infiltracji ideologicznej.
„Wysłaliśmy MFW do domu. Uregulowaliśmy prawnie korporacje wielonarodowe i banki. Odzyskaliśmy węgierski system energetyczny. Oddaliśmy całe państwo narodowe w służbę narodu węgierskiego”.
Przypomniał, że nawet po tym, jak wojna na Ukrainie spowodowała największe straty gospodarcze w UE na Węgrzech, jego rząd nadal skupia się na ochronie rodzin:
„Osiągniemy największe obniżki podatków w całym świecie zachodnim. Stworzymy pierwszą na świecie gospodarkę opartą na rodzinie. Matki z jednym dzieckiem nie będą płacić podatku dochodowego przed trzydziestym rokiem życia. Matki z dwójką lub większą liczbą dzieci do końca życia. To światowa sensacja”.
Orbán obiecał również likwidację „armii cieni” organizacji pozarządowych, dziennikarzy i sędziów, którzy, jak twierdzi, są przekupywani i opłacani przez Brukselę oraz zagraniczne interesy globalistyczne.
„Robaki przetrwały zimę” – powiedział, odnosząc się do wiosennych porządków. „Zlikwidujemy machinę finansową, która kupiła polityków, sędziów, dziennikarzy, organizacje pozarządowe i aktywistów politycznych za skorumpowane dolary”.
„To nasi żołnierze nowej ery, ulubieńcy Brukseli, którzy – wbrew swojemu krajowi – pchają ten wóz imperium za pieniądze”.
Wydał surowe ostrzeżenie dla tych, którzy współdziałają z zagranicznymi interesami:
„Możecie stroić się w europejskie szaty, ale my znamy was dobrze. Wasi panowie są ci sami. Wasze plany są te same. I nie miejcie nadziei: wasz los również będzie taki sam. Pokonamy was raz za razem, bo miecze świecą jaśniej niż łańcuchy”.
Węgry nigdy nie uklękną
Przy powiewającej wysoko trójkolorowej fladze Węgier i hucznych odgłosach poparcia na ulicach Orbán zakończył swoje przemówienie donośną deklaracją, która odbije się echem w całej Europie:
„Wolność należy do narodu. Ten kraj, kraj Węgrów, jest nasz. Nie pragniemy żadnych innych, a tego nie oddamy nikomu. Nie odbiorą go siłą, ani groźbą, ani pochlebstwem. I nigdy nie pójdziemy na kompromis. Nigdy nie pójdziemy na kompromis. Nie, nie, nigdy”.
„Bóg ponad wszystko. Węgry przede wszystkim. Naprzód Węgry!”
„Dlaczego my, Węgrzy, nie zniknęliśmy?… Kluczem do naszego przetrwania było przyjęcie wiary chrześcijańskiej”.„Węgrzy stanowią 0,2 procent światowej populacji. Czy jest sens, aby naród tej wielkości zajął stanowisko i stanął w obronie sprawy? Nasza odpowiedź brzmi: „Tak” — mówi Viktor Orbán, obecny premier Węgier. Uważa, że pomimo swojej wielkości Węgry mają obowiązek stanąć w obronie Dobra.
Kontynuuje: „W swoich czasach Dwunastu Apostołów z pewnością stanowiło mniejszy procent światowej populacji niż my, Węgrzy, dzisiaj; a jednak jesteśmy tu wszyscy. Jesteśmy przekonani, że dobro inspiruje dobro, wsparcie narodu węgierskiego inspiruje odwagę, a przykład, który dajemy, może rozprzestrzeniać się daleko i szeroko”.
Węgrzy przegłosowali zakaz parad LGBT. Dziki bunt liberalnej opozycji w parlamencie
(fot. PAP/EPA/BOGLARKA BODNAR)
Sukcesem zakończył się węgierski proces legislacyjny zmierzający do zakazu marszów promujących zaburzenia psychiczne na tle seksualnym i płciowym. Przyjęcie przepisów chroniących moralność publiczną spotkało się z istnym atakiem szału tamtejszej lewicy, która odpaliła racę i puściła z głośników… hymn Rosji. Sala obrad została ewakuowana.
Po krótkiej debacie parlament przyjął nowelizację ustawy o zgromadzeniach, delegalizując w praktyce parady lobby homoseksualno-genderowego. Projekt zmian złożyła rządząca partia Fidesz.
Na Węgrzech trwają obecnie prace nad zmianą konstytucji. Zmiany mają wprowadzić ochronę dzieci, zabraniając m.in. udostępniania treści pornograficznych osobom poniżej 18. roku życia. Oprócz tego niedozwolone ma być prezentowanie treści „przedstawiających seksualność w celach egoistycznych lub promujących i eksponujących odstępstwa od tożsamości odpowiadającej płci urodzeniowej, zmianę płci i homoseksualizm”.
Uchwalone przepisy nadają policji uprawnienia do korzystania z oprogramowania do rozpoznawania twarzy, które może być wykorzystywane do ustalania tożsamości organizatorów i uczestników demonstracji. Za udział w paradzie równości organy ścigania będą mogły nałożyć grzywnę w wysokości od 6,5 tys. do 200 tys. forintów (68-2104 zł), która nie będzie mogła być zastąpiona pracami społecznymi.
Głosowaniu nad nowelizacją ustawy towarzyszyły gwałtowne protesty parlamentarzystów z opozycyjnej partii Momentum. Po ogłoszeniu wyników liberałowie zaczęli wznosić antyrządowe okrzyki, odtworzyli nagranie hymnu Rosji i rozrzucili ulotki przedstawiające całujących się premiera Węgier Viktora Orbana i prezydenta Rosji Władimira Putina. Opozycyjni posłowie odpalili też świece dymne, w związku z czym prowadzący obrady zarządził przerwę oraz ewakuację sali obrad.
Nowelizacja została przyjęta przez parlamentarzystów 136 głosami za, 27 deputowanych było przeciw, przy braku głosów wstrzymujących się.