Legnica. Prokuratura kapituluje w starciu z siatką pedofilów

Prokuratura kapituluje w starciu z siatką pedofilów
goniec.pl/prokuratura-kapituluje-w-starciu-z-siatka-pedofilow


Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy, fot. Lubin.pl

============================================

Prokuratura Okręgowa w Legnicy, policja i służby specjalne właśnie kapitulują w sprawie pedofilskiej siatki, na której ślad natrafiły w połowie 2022 roku, a przez dwa i pół roku prowadziły śledztwo. Ustalenia dziennikarzy Gońca, prowadzących śledztwo dziennikarskie od końca 2024 roku wskazują jasno, że decyzja o umorzeniu śledztwa jest przedwczesna, dlatego dla dobra interesu społecznego ujawniamy szokujące treści rozmów, którymi dysponowali śledczy.


Niezrozumiała postawa prokuratorów

Piątek trzynastego jest uznawany za najbardziej pechowy dzień w roku, ale nie bacząc na przesądy Prokuratura Okręgowa w Legnicy umorzyła tego dnia śledztwo prowadzone ws. podejrzenia pedofilii i innych przestępstw, których mogli się dopuszczać politycy, policjanci, ludzie związani ze służbami i potentaci z branży śmieciowej.

Decyzja budzi zdumienie, bo ledwie trzy dni wcześniej rzeczniczka prokuratury w specjalnym komunikacie potwierdzała fakt istnienia opinii biegłych, która uniemożliwia uznanie przekazanych dowodów za wytwór sztucznej inteligencji, co sugerowali podejrzani.

PROKURATURA ŚCIGA DZIENNIKARZA ZAMIAST SPRAWCÓW? ZOBACZ WIDEO!

Chodzi o domniemane rozmowy, jakie w okresie 2021 – 2023 mieli prowadzić między sobą Robert Raczyński, prezydent Lubina i lider ogólnopolskiej formacji Bezpartyjnych Samorządowców, startującej w przeszłości w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, ze swoim współpracownikiem Andrzejem Pudełką, naczelnikiem oświaty w ratuszu.

10 lutego 2026 r ujawniliśmy, że od października 2025, czyli od przeszło trzech miesięcy prokuratorzy prowadzący śledztwo dysponują opinią wykluczającą, że rozmowy stworzyła sztuczna inteligencja. Taką wersję próbowali narzucić Raczyński z Pudełką, składając w 2024 roku doniesienie do tej samej legnickiej prokuratury, rok po rozpoczęciu umorzonego właśnie śledztwa wszczętego w sprawie art. 200, czyli pedofilii. Ich opinie i zarzuty biegli w opinii jednoznacznie obalili, co powinno otwierać drogę do dalszych działań weryfikujących bulwersujące okoliczności ujawnione w stenogramach.

W rozmowie z redaktorami Gońca 27.01 rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy Lilianna Łukasiewicz zapewniała:

“Uzyskano opinię biegłego z zakresu informatyki, który wypowiadał się w tym zakresie. Niestety, z uwagi na dobro tego śledztwa, absolutnie nie możemy ujawnić żadnych informacji dotyczących treści tejże opinii (…)”

„Ten materiał jest w sprawie skomplikowany, wymaga dużo pracy. Opinia informatyczna również wymagała dużo pracy z uwagi na tą obszerność materiału dowodowego, więc na obecnym etapie prokurator analizuje też tą opinię i podejmuje kolejne czynności w sprawie, które są niezbędne do tego, aby to postępowanie właściwie wyjaśnić” – tłumaczyła.

Na pytanie o możliwy czas zakończenia śledztwa usłyszeliśmy: „Oba te śledztwa są jeszcze przedłużone. Na tym etapie jest za wcześnie, aby o tym informować, a poza tym takie informacje też mogą się odbić niekorzystnie na toku prowadzonych śledztw (…) Oba te postępowania zakończą się wtedy, kiedy prokurator wyjaśni wszystkie wątki, które są przedmiotem jednego i drugiego śledztwa”.

Wśród dolnośląskich samorządowców i parlamentarzystów, do których docierały wcześniej informacje o domniemanej zorganizowanej na wielką skalę siatce pedofilów wybuchła dyskusja o konsekwencjach naszego odkrycia. Jak ustalił Goniec parlamentarzyści zajmujący się służbami i zwalczeniem pedofilii rozpoczęli serię spotkań m.in. z ministrami rządu Donalda Tuska oczekując wyjaśnienia sprawy i konkretnych działań organów ścigania.

W nadchodzącym tygodniu sprawę dalszego postępowania miał rozstrzygnąć minister Waldemar Żurek, a informacji na temat sprawy domagał się też Marcin Kierwiński, szef MSWiA nadzorujący policję.

Najszybciej i w zupełnie niespodziewany sposób zareagowała rzeczniczka prokuratury Liliana Łukasiewicz. W komunikacie zamieszczonym na stronie poinformowała o… wszczęciu nie jednego, ale dwóch śledztw, które miały na celu ustalenie, kto przekazał nam opinię i dlaczego Goniec ujawnia tajemnice śledztwa.

„W związku ze stwierdzonym podejrzeniem ujawnienia osobie nieuprawnionej informacji (…) Prokurator Okręgowy w Legnicy w dniu 11 lutego 2026 r. wszczął śledztwo w tej sprawie – czytamy w oficjalnym komunikacie PO w Legnicy 11 lutego 2026. – Śledztwo zostało również wszczęte w sprawie publicznego rozpowszechnienia w dniu 10 lutego 2026 r. za pośrednictwem sieci Internet na portalu Goniec.pl informacji z postępowania przygotowawczego”.

Dwa dni później, Prokuratura Okręgowa w Legnicy publikuje w tej sprawie kolejny komunikat, informując, że w sprawie zostało ostatecznie wszczęte tylko jedno postępowanie, dotyczące ujawnienia informacji śledztwa: „W toku tego samego postępowania prowadzone będą również czynności zmierzające do ustalenia, kto w sposób nieuprawniony przekazał materiał dowodowy toczącego się śledztwa do publicznego rozpowszechniania. W trakcie postępowania będą w pełni respektowane prawa wszystkich uczestników, w tym prawa dziennikarza określone w art. 15 ust. 1–3 ustawy – Prawo prasowe” – zapewnia prokuratura.

Podsumujmy.

Opinia biegłych, jak ujawnił Goniec, uprawdopodobniała istotnie prawdziwość stenogramów spisanych z rozmów dwóch mężczyzn, przesłanych na skrzynkę mailową prokuratury wrocławskiej wiosną 2023 roku.

Wrocławska prokuratura ukrywała fakt śledztwa przed opinią publiczną i dziennikarzami, którzy jako pierwsi zajęli się sprawą w lutym 2024 roku.

Wówczas wspólne śledztwo Onetu i Superwizjera TVN24 zakończone publikacją „Brudna gra” koncentrowało się na domniemanej inwigilacji, jaką miało prowadzić ABW wobec Raczyńskiego i Pudełki, ale wątki pedofilskie skwitowano jedynie formułką, że służby pozyskały też rozmowy dotyczące drastycznych wątków obyczajowych.

Dziennikarzom Onetu, kiedy pytali o stenogramy, które miały być pozyskane w ramach inwigilacji, prokuratura wrocławska potwierdzała jedynie fakt wszczęcia śledztwa, ale nie podawała nawet jego podstawy prawnej, odmawiając jakichkolwiek szczegółów. Dopiero pytania Gońca ujawniły, że chodzi o pedofilię, a nasza publikacja sprzed dwóch tygodni ujawniła ciężar gatunkowy śledztwa.

Było tak wbrew zapewnieniom rzeczniczki, która w rozmowach z naszymi dziennikarzami przekonywała, że nie jesteśmy jedyną redakcją, która pyta o postępowanie i wszystkim przekazuje to samo.

Te wszystkie okoliczności sprawiają, że trudno jest zrozumieć decyzje o umorzeniu po cichu sprawy i wzmacniają wątpliwości, co do rzetelności i determinacji prokuratury i policji. Decyzja o umorzeniu była szokiem dla radnych i polityków podejmujących po naszej publikacji interwencję w rządzie.

Dziwne okoliczności nagłego umorzenia śledztwa skłoniły naszą redakcję do ujawnienia, co faktycznie zawierają stenogramy. Publikujemy ledwie kilka, wcale nie najdrastyczniejszych, fragmentów, a wobec wyraźnie nerwowej postawy Prokuratury Okręgowej w Legnicy żądamy natychmiastowych działań.
Wstrząsające wątki pedofilskie

Po wielomiesięcznym analizowaniu i braku działań ze strony służb oraz prokuratury ujawniamy zatrważające wątki ze stenogramów.

Na przeszło sześciuset stronach można wyczytać dziesiątki faktów wskazujących na to, że osoba w stenogramach podpisana jako “RR” (zadaniem śledczych było ustalić, czy “RR” to prezydent Lubina, a jego rozmówca “AP” to jego podwładny i czy ich rozmowy są prawdziwe) prowadzi zbrodniczą działalność nie tylko na terenie swojego miasta i województwa, ale nawet Podkarpacia, Mazowsza i przygranicznych terenów z Niemcami.

Rozmowy wskazują na związki siatki ze światem przestępczym Hamburga, miasta wokół którego koncentruje się transport na całą Europę, a także z księżmi z okolicznych miasteczek oraz grupami przestępczymi zajmującymi się przemytem, handlem narkotykami, handlem ludźmi i bandycką działalnością prowadzoną wespół z grupą gangsterów z niewielkiego miasteczka Ścinawa.

Przestępstw, jakie można wyczytać ze stenogramów jest kilkadziesiąt, ale jako dziennikarze nie jesteśmy w stanie zweryfikować wszystkich tropów, od których roi się w rozmowach, którymi dysponuje prokuratura.

Ujawniamy je, bo już po opublikowaniu przez nas tekstu o ekspertyzie, nie tylko nie podjęto natychmiastowych działań, ale wybrano drogę gróźb i prób zniechęcenia nas do ujawnienia kolejnych okoliczności.

W skrócie pisząc, ze stenogramów osób podpisanych jako RR i AP wyłania się obraz dwóch gangsterów i zwyrodnialców, którzy kontrolują półświatek Lubina i okolic, uzyskując wielkie „cyfry” jak nazywają pochodzące z przestępstw pieniądze z wielu źródeł. Opierając się na strachu, przekupstwie i szantażach działają od lat pod ochroną służb i policji.

Trudno stwierdzić, na ile współpracujący z nimi politycy zdają sobie sprawę z prawdziwego charakteru ich działalności, więc na ten moment będziemy unikać przesądzania i wskazywania konkretnych osób. Ograniczymy się tylko do tych, którzy pojawiają się przy przestępstwach pedofilskich, bo dobro dzieci wymaga ich natychmiastowego, gruntownego sprawdzenia.

O skali procederu najbardziej świadczy przerażający obraz działań pedofilów, którzy perspektywicznie i na bieżąco obserwują dzieci w szkołach, przedszkolach i placówkach zajmujących się dziećmi z niepełnosprawności intelektualną. Ze spisanych rozmów wynika, że dzieci są na bieżąco fotografowane i trafiają na listę, którą mężczyźni nazywają rejestrem.

Podczas trzyletniego okresu, w którym toczyli rozmowy, wielokrotnie omawiają oni zlecenia, które realizują dla nich pracujący w urzędach lub wywodzący się ze świata przestępczego mężczyżni i kobiety. Wszystko ma na celu pozyskanie dzieci, które biorą udział w spotkaniach z mężczyznami. Są odurzane, wykorzystywane i nagrywane na filmach pedofilskich, którymi pedofile wymieniają się potem w sieci.

Scenariusz jest zwykle podobny. RR i AP wysyłają zaufanych ludzi, którzy nagrywają szkolne apele lub inne uroczystości gromadzące lubińskie dzieci, by wybrać ofiary. Współpracownicy siatki montują dzień wcześniej kamery a zdobyte dzięki nim nagrania przekazują pedofilom.

Z rozmów wynika, że te dzieci, które uznają za atrakcyjne, trafiają na pedofilski celownik. Zbrodniczy proceder nadzoruje AP, dysponujący siecią kontaktów wśród dyrektorek, nauczycielek i innych pracowników szkół. Informacje przekazuje mu np. szkolna woźna, która ostrzega przed zbyt ostentacyjnym zachowaniem współpracującego z nimi księdza, popadającego w uzależnienie od narkotyków, w które mieli go wkręcić RR i AP.

„Portierka dzwoniła na moje biurko. Ona wie coraz więcej. Muszę ogarnąć sytuacje z syfem u salezjan. Ksiądz G. jest w kiepskim stanie, znowu siedzi najebany u siebie i wydobywają się dziwne odgłosy z gabinetu” – można przeczytać relację AP z września 2021.

Ile razy i jakimi środkami dzieci miałyby być zniewolone do pedofilskich orgii ze stenogramów się nie dowiadujemy. Mamy jednak wiele konkretnych terminów, w których seanse miały miejsce, jak choćby majówki, kolonie czy długie weekendy.
Mężczyźni używający specjalnych szyfrujących aplikacji mieli przekonanie, że mogą prowadzić bezpiecznie organizacyjne rozmowy, ale i tak w niektórych sprawach umawiali się na rozmowy bez jakiejkolwiek elektroniki w ustronnych miejscach, wybranych tak, by maksymalnie zabezpieczyć się przed możliwością użycia mikrofonów kierunkowych.

Świadczy to i ma potwierdzenie w wielu fragmentach, że RR i AP byli przeszkoleni przez osoby znające policyjne procedury i możliwości służb. Chodzi zarówno o doświadczonych pedofilów i organizacje przestępcze, jak i ludzi ze służb i organów ściągania.

Jedną z takich osób był ksiądz współpracujący z nimi przez dwa lata i pracujący w jednej z szkół. Dwie inne, których wsparcie najbardziej cenią, to tajemnicza postać nazywana przez nich „pułkownikiem”, „ciemnym policjantem”, a także związany z położoną nieopodal Ścinawą „Mich”, który z opisu wydaje się być lokalnym mafijnym bossem z dostępem do narkotyków (kokainy, marihuany i mefedronu), prostytutek, i towarów z przemytu.

Mich uczestniczy, jako jeden z wielu współpracujących z bohaterami stenogramów, w organizowaniu „słupów” do wielu innych przestępczych aktywności organizowanych przez ludzi związanych z ugrupowaniem Bezpartyjni Samorządowcy, a także ważnymi w czasach ich rządów politykami PiS.
W kontekście działalności przestępczej RR i AP wypowiadają się także o środowisku prezydenta Jacka Sutryka, w którego deale układ lubiński się nie wtrąca.

Z materiału, którym dysponują śledczy wynika, że RR i AP posiadają szeroki wachlarz osób, instytucji i organizacji związanych z Kościołem, które służyć mają jako zasób dzieci do wykorzystywania seksualnego, produkcji pornografii pedofilskiej, a nawet do handlu żywym towarem, którego odbiorcy tworzą grupę operującą w Hamburgu i kilku innych miastach.

Kto dokładnie organizuje dzieci? W stenogramach wskazane są konkretne osoby, ale też instytucje i miejscowości skąd można zamówić „Aniołki”, jak nazywają w swoich rozmowach dzieci używane do seksualnych imprez lub za wcześniejszym zamówieniem, udostępniane przez osoby sprawujące nad nimi opiekę.

Prokuratorzy dysponowali nawet jednym konkretnym nazwiskiem upośledzonego dorosłego już mężczyzny, który miał być wykorzystywany przez pedofilów jako dziecko. W jego przypadku chodziło o układ z matką, której przestępcy płacili za dobę z dzieckiem około dwóch tysięcy złotych i spotykali się w wynajętych domach na uboczu. W rozmowach padają też imiona innych dzieci i wspomnienia z działań pedofilskich w Ścinawie, Głogowie i innych miejscach.

Pokrzywdzonych dzieci można było szukać po imionach, które kilkukrotnie nieostrożnie wymieniają rozmówcy, (najczęściej robi to AP, co niemal zawsze łączy się z paniczno-napastliwą reakcją RR, wyraźnie odpowiedzialnego za zorganizowanie zabezpieczeń technologicznych) oraz nazwach miejscowości, z których dzieci miały pochodzić.

Wśród miejsc ich pochodzenie wymienia się Głogów, Ścinawę, Górę, Trzebnicę, miejscowości przygraniczne nieopodal Wałbrzycha, Zgorzelec oraz Cieszyn po czeskiej stronie. Nagrania, którymi chwali się przed nimi znajomy ksiądz, miały być natomiast wytworzone na Śląsku, a kontaktami księdza mieli być też pedofile z Ostrawy.

Z rozmów wynika, że dostawy dzieci mieli organizować także dwaj inni księża. Jednym z nich jest ksiądz S., aktualnie pracujący w Częstochowie oraz nieznany z nazwiska pracownik szkoły. Dzieci miały być też dostarczane przez zakonnice z kilku ośrodków, którym zwyrodnialcy płacą za pośrednictwem ludzi-słupów. W stenogramach wymienione są miejscowości, w których należało szukać śladów działalności zakonnic i księży, oraz prowadzić operacyjne działania, niestety, wedle ustaleń Gońca, nic takiego się nie działo.

Rozmówcy ze stenogramów chełpią się układami z lokalnymi prokuratorami, wtykami w policji, a także wśród ludzi powiązanych z armią, nazywanymi w rozmowach „zielonymi” lub „leśnymi dziadkami”.

Usługi świadczą też dla nich detektywi oraz eksperci od podsłuchów, często z przeszłością w SB lub służbach wolnej Polski, byli oficerowie SKW i Biura Wewnętrznego Policji. Poza zorganizowaniem systematycznie uaktualnionego systemu łączności mają oni też pilnować, czy RR i AP nie są śledzeni i sprawdzać miejsca spotkań na wypadek podłożonej „techniki”, jak w slangu służb nazywają podsłuchy.

W jednym z dialogów RR i AP rozmawiają o konkretnych ludziach świadczących systematycznie tego rodzaju usługi. Jeden z nich miał być oficerem, specjalizującym się w sztukach walki i wyrzuconym ze służby, a innym ktoś zatrudniony w KGHM.
System kaucyjny
Znalazł sposób na oszukanie systemu kaucyjnego. Na jednej butelce zarobił prawie 200 tys. zł
Nie żyje aktor, pożar, nie żyje Bobby J. Brown, Bobby J. Brown
Nie żyje znany aktor. Zginął w potwornych okolicznościach, fani we łzach
Wątek morderstw

Najbardziej wstrząsające w stenogramach są jednak wypowiedzi wskazujące na to, że dzieci mogły być mordowane. Takie wątki dotyczą zarówno abstrakcyjnych dyskusji o organizacji procederu, jak i konkretnych dzieci, które wykorzystali.

„Na majówkę pofolgujemy sobie, a potem ucinamy temat. Poczekamy, aż wymienią się kadry u aniołków. Tych klechów, wokół których robi się szum, wymieni się gdzieś” – mówi RR.

„Tak. Wszystko mam już dogadane. Są dwaj chłopcy i dziewczynka. No już bardziej dziewczyna. Mam badania i farmakologię dla nich, zjedzie też dodatkowy soczek (tak nazywają kokainę). Skoczymy tylko do Legnicy przebrać łachy i możemy ruchać” – planuje 19 kwietnia 2021 AP, który po weekendzie doda, że „żal iść pod prysznic, ciągle mi koszula pachnie młodym ciałkiem”.

Potworna impreza wspominana przez RR i AP miała odbyć się na majówce 2021, a jej podsumowanie powinno na baczność postawić całą policję i służby.
„Dzieciaczki też wspaniałe. Szkoda, że już się nie przydadzą” – mówi RR, na co AP odpowiada pytaniem „Czy chcesz je wrzucić do utylizacji”. RR odpowiada szokująco „Zastanawiam się nad tym. Ta dziewczynka jednak chyba coś zapamięta. Trzeba brać więcej cukierków następnym razem. (,,,) Jesteś pewien, że ktoś przyjedzie po tamte dzieciaki? Zostawiliśmy je naćpane. Leżące na podłodze” – mówi RR, ale najwyraźniej nie zdeterminowało to w prokuraturze do działania nikogo.

„Trochę chemii przyjęliśmy w majówkę. Dobrze, że wódka się skończyła w pewnym momencie – mówi RR, a na uwagę, że przestawał nad sobą panować, ten przyznaje rację. – „Wtedy jak zacząłem krzyczeć na aniołka, jak rozlał wodę” – dopowiada.
Final

Obraz zła, jakie widzimy na kartach stenogramów, to coś, czego nigdy dotąd nie opisywały polskie media. Mężczyźni nie są sami. Wokół nich istnieje grupa działających podobnie, albo specjalnie wkręconych w pedofilię przez RR i AP. Ich degenerację widać najwyraźniej, gdy rozmowy prowadzą będąc pod wpływem narkotyków i pozwalając sobie na szczere refleksje. Jak wtedy, gdy wrócili z weekendu, który zorganizował dla nich jeden młody ksiądz:

„Nie mogę się przy nim w pełni odprężyć. On jest po prostu pierdolnięty. Psychopata!” – komentuje AP, na co zaskakujące pytanie stawia RR: „A my nie jesteśmy?”

„My jesteśmy tylko znudzeni urzędowymi pierdami i naszymi starymi. Przebiliśmy szklany sufit” – mówi AP, a RR odpowiada. „Moja fujara przebiła szklany sufit dobre 15 lat temu.”

„I wylądowała w cieplutkim aniołkowie” – kończy rozmowę AP.
Czytaj więcej: goniec.pl/prokuratura-kapituluje-w-starciu-z-siatka-pedofilow

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów. Woli ścigać dziennikarza, który ujawnił proceder

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów.

Woli ścigać dziennikarza,

który ujawnił proceder

magnapolonia.org/prokuratura-nie-chce-scigac-pedofilow-woli-scigac-dziennikarza

Decyzja Prokuratury Okręgowej w Legnicy o umorzeniu śledztwa dotyczącego siatki pedofilskiej, wywołała ostrą reakcję części opinii publicznej. Sprawa, którą od miesięcy opisywali dziennikarze śledczy, ponownie trafiła do debaty publicznej po publikacji materiałów wskazujących na kulisy działań organów ścigania oraz treści stenogramów rozmów, będących przedmiotem postępowania.

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów.

Według ustaleń medialnych śledztwo było prowadzone przez ponad dwa i pół roku, a jego początki sięgają 2022 roku. Prokuratura zdecydowała się jednak na jego umorzenie, co spotkało się z krytyką części komentatorów i polityków domagających się wyjaśnień. Dziennikarze podkreślają, że jeszcze na krótko przed zakończeniem sprawy istniała opinia biegłego z zakresu informatyki, która miała podważać tezę, iż materiały dowodowe były wytworem sztucznej inteligencji.

Decyzja śledczych budzi pytania o tempo i kierunek postępowania. Jak się bowiem okazuje, równolegle z umorzeniem śledztwa wobec szajki pedofilskiej, ruszyło postępowanie, mające ustalić źródło przecieku informacji do mediów. W efekcie, ścigani są dziennikarze, którzy ujawnili aferę, a nie potencjalni sprawcy przestępstw.

W tle pojawiły się także wątki polityczne. Wśród osób wymienianych w materiałach prasowych znalazł się m.in. samorządowiec Robert Raczyński oraz jego współpracownik, których rozmowy miały stanowić część analizowanych stenogramów. Sam fakt pojawienia się nazwisk w publikacjach nie oznacza jednak potwierdzenia winy — postępowanie zostało bowiem formalnie umorzone, a zarzuty nie zostały rozstrzygnięte przez sąd.

Największe emocje wzbudzają fragmenty rozmów ujawnione przez dziennikarzy. Opisywane materiały mają zawierać liczne wątki dotyczące przestępstw seksualnych wobec nieletnich oraz powiązań polityków PO i „Bezpartyjnych Samorządowców” ze światem przestępczym. Siatka powiązań pedofilskich obejmuje różne środowiska — od lokalnych urzędników po osoby związane z grupami przestępczymi. Trzeba jednak podkreślić, że są to twierdzenia dziennikarzy, oparte na interpretacji treści stenogramów, których autentyczność i znaczenie procesowe nie zostały publicznie ocenione przez niezależny sąd.

Nagłe zakończenie śledztwa miało wywołać reakcje parlamentarzystów zajmujących się tematyką bezpieczeństwa i zwalczania przestępczości seksualnej wobec dzieci. Według relacji medialnych część z nich domagała się wyjaśnień od przedstawicieli rządu oraz służb odpowiedzialnych za prowadzenie sprawy. Standardowo, nie uzyskali odpowiedzi.

Ta sprawa pokazuje napięcia pomiędzy mediami a organami ścigania oraz trudności związane z publikowaniem materiałów pochodzących z toczących się postępowań. Z jednej strony dziennikarze wskazują na interes społeczny i konieczność ujawniania możliwych nadużyć, z drugiej — prokuratura podkreśla obowiązek ochrony tajemnicy śledztwa.

Na obecnym etapie trudno jednoznacznie ocenić skalę i wiarygodność opisywanych wątków. Umorzenie postępowania nie zamknęło publicznej debaty — przeciwnie, stało się impulsem do kolejnych pytań o skuteczność instytucji państwa i standardy prowadzenia śledztw w sprawach o szczególnie wrażliwym charakterze.

Nietrudno domyślić się, jaki wpływ na krajową politykę miałoby ujawnienie, że część polityków partii rządzącej, wchodzi w skład siatki pedofilskiej. Właśnie dlatego, tej sprawie należało „ukręcić łeb”.

Pielęgniarz LGBT molestował chłopców w szpitalu


Pielęgniarz LGBT molestował chłopców w szpitalu
RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Był „pielęgniarzem łącznikowym ds. osób transpłciowych”. Miał wspierać pacjentów identyfikujących się jako trans, pracował również przy segregacji medycznej na oddziale pediatrycznym.

I to właśnie tam miał dostęp do małych chłopców i masowo ich molestował.

Sprawa miała miejsce w szpitalu Great Western Hospital w Swindon w Anglii. Pielęgniarz Ashley Boyd pełnił funkcję wyznaczoną mu przez lobby LGBT, a zaakceptowaną oficjalnie w szpitalu ze względu na panującą w UK poprawność polityczną.

Z pewnością kojarzy Pan, o czym piszę – lobby LGBT wprowadza w kolejne miejsca swoich „rzeczników”, „sygnalistów”, „łączników” i inne osoby, które mają zajmować się wymuszaniem dla nich specjalnych praw i pilnowaniem ich interesów. Najczęściej osoby te same rekrutują się ze środowiska zboczeńców. 

Tak było i tym razem. Boyd był przewodniczącym lokalnej inicjatywy Swindon & Wiltshire Pride – corocznego pikniku dla homoseksualistów z tych dwóch angielskich hrabstw. Obracał się w środowisku homo, bi i trans, zajmował się sześciokolorowym aktywizmem nie tylko w szpitalu, ale i w swoim prywatnym czasie. Pewnie dlatego został wybrany, by być pielęgniarzem-łącznikiem dla LGBT.

Boyd zabierał chłopców do gabinetu i pod pretekstem oględzin dotykał ich miejsc intymnych. Bez wskazań medycznych ani wiedzy i zgody rodziców. Nie robił też żadnych wpisów do dokumentacji.

Chłopiec z zapaleniem migdałków miał zdejmować majtki. Podobnie ten z urazem głowy. Itp. itd… Pielęgniarz świadomie nadużywał swojej funkcji, aby zaspokoić swoje fascynacje, m.in. macał małych pacjentów w miejsca intymne i wkładał ręce pod ich bieliznę.

 Wszystko działo się w ciszy gabinetu, więc dziecko zostawało samo „z tajemnicą”.

Wspieram

Przez długi czas przełożeni w szpitalu wiedzieli o zachowaniu Boyda, jednak nie reagowali lub podejmowali działania pozorne – upominali podwładnego, prosili, aby zachowywał się przyzwoicie lub udawali, że nic nie widzą. Nie chcieli urazić środowisk LGBT… Co charakterystyczne – zboczeniec nie mógł się jednak opanować i krzywdził kolejnych chłopców. Było to molestowanie typowo homoseksualne: na linii mężczyzna-chłopcy.

Policja została wezwana dopiero, gdy inni szeregowi pracownicy szpitala powiadomili o sprawie brytyjską Radę Pielęgniarską. Rada zgłosiła sprawę do organów ścigania, a Boyd wylądował w areszcie, gdzie oczekuje w tej chwili na proces i wyrok.

========================================

Szanowny Panie,

Ta sprawa tylko pozornie dotyczy jednego szpitala w Anglii.

Wspieram

Faktycznie jest przykładem na niepokojące zjawisko, które można obserwować niemal wszędzie: gdziekolwiek LGBT ma dostęp do dzieci, pojawia się tendencja do molestowania i wykorzystywania seksualnego tych dzieci. Środowiska, które celebrują swoje zboczenia, nie potrafią się hamować. A różne rodzaje zboczeń w dziedzinie płciowości – idą z sobą w parze.

W Polsce dzieci też są zagrożone. Pisałam już Panu o ruchach obecnego rządu. Planują oni przepchnąć na siłę przez Sejm i Senat ustawę o statusie osoby najbliższej, pod którą kryją się po prostu związki partnerskie. A kto potrzebuje takich związków? Na pewno nie pary heteroseksualne, dla których jest normalne małżeństwo. Potrzebują ich pary homoseksualistów, które w ten sposób usankcjonują swoje pożycie i będzie im łatwiej zażądać przysposobienia dzieci. Osierocone dzieci będą ryzykować kolejną traumę – wykorzystywanie seksualne przez dwóch gejów lub dwie lesbijki.

Dlatego jeszcze raz bardzo proszę o podpisanie petycji do posłów, senatorów i samego Prezydenta RP o zahamowanie przepisów o statusie osoby najbliższej. Lobby LGBT bardzo chce, aby takie regulacje weszły do polskiego prawa, ale wtedy zacznie się prawdziwa wojna o dzieci.

Aby podpisać petycję wystarczy kliknąć w link:

i postępować według dalszych wskazówek.

Nie bądźmy obojętni. Nie dajmy w Polsce wprowadzić tego samego szaleństwa, jakie zapanowało już w Wielkiej Brytanii i innych państwach przeżartych pseudotolerancją dla środowisk, które robią dzieciom straszną krzywdę.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja Godek

Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Historię pielęgniarza LGBT, który molestował chłopców w szpitalu, przeczyta Pan także na portalu Fundacji: https://ratujzycie.pl/pielegniarz-ds-transplciowych-molestowal-dzieci-w-gabinecie/. Zachęcam, aby podać link dalej – ostrzegajmy się nawzajem. Dla dobra dzieci.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Drag queen pracował w przedszkolu i żłobku.

Drag queen pracował w przedszkolu.

Miał szukać kontaktów seksualnych z nieletnimi

15.01.2026 tysol.pl/drag-queen-pracowal-w-przedszkolu

Pracował w przedszkolu, miał szukać kontaktów seksualnych z nieletnimi – Szkocję szokuje kolejna historia performera „drag queen”. Mężczyzna został zatrzymany po tym, jak chłopcy, których miał molestować, opowiedzieli o sprawie dorosłym.

Smutna dziewczynka z misiem

Środowisko aktywistów gender i drag queen jest niewielkie. Zdaje się jednak, że jednym z jego problemów są oskarżenia o nadreprezentację pedofilów. O kolejnym przykładzie takiego oskarżenia możemy przeczytać w brytyjskich mediach.

Grooming

Craig Baxter, mieszkaniec Paisley w Szkocji, znany pod pseudonimem scenicznym „Miss Kitty Swallows” (Pani Kicia Połyka) jako performer drag queen, został oskarżony o przestępstwa seksualne dokonane na dzieciach. [miss to panna.. md]

Sprawa dotyczy groomingu online, czyli systematycznego nawiązywania kontaktu z nieletnimi w celu wykorzystania ich seksualnie. Grooming to też wszystkie celowe zabiegi, które zdobyć mają zaufanie dziecka i ułatwić kontrolę nad nim. Groomerzy często więc nastawiają najmłodszych przeciwko ich własnej rodzinie, a gdy zachodzi taka potrzeba – szantażują swoje ofiary. Wielu z nich wciąga też najmłodszych w pornografię – tak działał właśnie mieszkaniec Szkocji.

W przypadku Craiga Baxtera szokuje dodatkowo fakt, iż drag queen miał stały kontakt z dziećmi. Mężczyzna (lat 36) łączył bowiem działalność zawodową w sektorze opieki nad dziećmi z występami artystycznymi. Oskarżony był zatrudniony w kilku placówkach edukacyjno-opiekuńczych w rejonie Paisley – w Polsce miejsca te nazwalibyśmy żłobkami i przedszkolami. Mężczyzna sprawował więc pieczę nad kilkulatkami, równocześnie występując jako „Miss Kitty Swallows” w pobliskich barach i klubach dla dorosłych.

Po aresztowaniu pod koniec minionego roku Baxter został zwolniony ze wszystkich miejsc pracy. Jego profile w mediach społecznościowych, w tym na Facebooku i Instagramie, zostały usunięte.

Oskarżenia

Obecnie drag queen, który przez lata blisko związany był z lokalnymi grupami LGBT, oskarżony jest o szereg przestępstw. Mężczyzna wysyłał nieletnim materiały pornograficzne, przedstawiające prawdopodobnie siebie i innych. Oprócz tego performer miał aktywnie dążyć do realizowania swoich zapędów seksualnych i miał starać się umawiać z nieletnimi na seks. Jego celem miały być zarówno dziewczynki, jak i chłopcy. Obecnie znane są jedynie oskarżenia związane z zachowaniem mężczyzny online. Rodzice dzieci, z którymi drag queen miał kontakt, są jednak przerażeni: możliwe, że ofiar jest więcej. Dowody obejmują zrzuty ekranu, wiadomości tekstowe i obrazy przekazane przez ofiary.

Jak jednak udało się zatrzymać groomera? Brytyjska grupa aktywistów, zajmująca się monitorowaniem i ujawnianiem pedofilii, otrzymała informacje o performerze podczas protestu w Johnstone. Do aktywistów podeszła grupa nastolatków, w tym chłopców poniżej 15. roku życia, zgłaszając grooming online. Jeden z nieletnich przekazał aktywistom dowody. „Nasza grupa była na proteście, kiedy podeszli do nas mali chłopcy. Powiedzieli, że są groomingowani online. Wszystkie dzieci w Renfrewshire nas znają. Wiedzą, że jesteśmy tu, by je chronić, i nam ufają. Jeden z chłopców wysłał nam sporo materiałów” – komentowali sprawę działacze. Dowody natomiast zostały przekazane policji, co doprowadziło do aresztowania Baxtera tego samego dnia w miejscu pracy – jednym z żłobków w Paisley.

Baxter został warunkowo zwolniony za kaucją, z zakazem kontaktu z nieletnimi, ograniczeniami w korzystaniu z internetu i obowiązkiem noszenia elektronicznego urządzenia monitorującego. Mężczyźnie grozi do 20 lat pozbawienia wolności, choć jest spodziewany wyrok niższy. [A czemu to, kotek?? md]

Geje-pedofile wypuszczeni z więzienia w Szkocji [mimo DOŻYWOCIA] byli widziani przy szkole w Edynburgu.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Dwaj geje-pedofile – James Rennie i Neil Strachan – wyszli z więzienia w Szkocji i byli widziani w okolicy jednej ze szkół w Edynburgu. Okazało się, że starają się o wcześniejsze zwolnienie z odbywania kary i właśnie przygotowują się do wyjścia na stałe na wolność. Prosto z przepustki poszli tam, gdzie najbliżej do dzieci. 

Rennie i Strachan to znani liderzy środowisk LGBT, pierwszy z nich przez lata kierował organizacją LGBT Youth Scotland, która zajmowała się rekrutacją młodych ludzi (w tym nastolatków) w szeregi ruchu homoseksualnego. W 2009 roku obaj mężczyźni usłyszeli wyrok dożywocia za to, że równocześnie z prowadzeniem organizacji LGBT byli także liderami siatki pedofilskiej. Ta międzynarodowa mafia produkowała i dystrybuowała materiały z pornografią dziecięcą. Gejom udowodniono także wielokrotne wykorzystywanie seksualne dzieci, w tym niemowlęcia, które ich znajomi zostawiali im pod opieką. Dziecko było ofiarą ekscesów o charakterze homoseksualnym oraz ekshibicjonistycznym.

Skala popełnionych zbrodni była tak porażająca, że wydawało się oczywiste, iż sprawcy nigdy nie powinni opuścić zakładu karnego.

Tymczasem po zaledwie 17 latach odsiadki obaj geje zostali zauważeni na ulicach Edynburga, w tym w bezpośredniej bliskości szkoły podstawowej. Jak się okazało, przechodzą obecnie tzw. etap przygotowawczy do pełnego zwolnienia z zakładu karnego.

Mieszkańcy miasta boją się teraz o bezpieczeństwo swoich dzieci. Trudno się im dziwić. Jak działa system sprawiedliwości, który dopuszcza, by skazani geje-pedofile, odpowiedzialni za masowe krzywdy najmłodszych, już po kilkunastu latach wracali do normalnego życia w przestrzeni publicznej?

Przedterminowe zwolnienie Renniego i Strachana wpisuje się niestety w znany schemat z wielu krajów Zachodu. Gejów, biseksualistów czy transseksualistów traktuje się tam w sposób szczególny – dając przywileje, ogromny kredyt zaufania i liczne korzyści – byle tylko nie zostać posądzonym o „homofobię”.

Czy podobny mechanizm zaszedł w tym przypadku? Wiele wskazuje, że tak.

Szanowny Panie,

Proszę zwrócić uwagę, że geje swoje pierwsze kroki na wolności skierowali pod szkołę. Jakie to symptomatyczne. Gdy tylko mogą, szukają kontaktu z dziećmi – i jest to sytuacja powtarzalna, także w Polsce.

Środowisko LGBT od lat dobiera się również do polskich dzieci.

Najbardziej znany przypadek? Krzysztof F. ze Szczecina, działacz LGBT i polityk Platformy Obywatelskiej, pełnomocnik Marszałka Woj. Zachodniopomorskiego Olgierda Geblewicza z PO, mąż zaufania Rafała Trzaskowskiego w wyborach w 2020 roku. Sytuacja była podobna do tej ze Szkocji: F. zostawał z dziećmi swojej koleżanki z partii, następnie odurzał je narkotykami i wykorzystywał seksualnie. Jedno z dzieci zaczęło później podejmować próby samobójcze, ostatnia z nich – niespełna 3 lata temu – niestety była udana, chłopiec nie żyje.

To niejedyny przykład na szczególne zainteresowanie dziećmi ze strony gejów. Obecnie wywierają oni presję na szkoły, aby wpuszczały ich jako prowadzących pogawędki i warsztaty dla młodzieży. Chcą też zmusić wszystkich uczniów do uczestnictwa w lekcjach edukacji (pseudo)zdrowotnej, gdzie znaczna część programu ma za zadanie wpoić dzieciakom tolerancję dla wszelkiej maści zboczeń.

Dlatego działamy. W ramach kampanii #StopLGBT organizujemy oddolne działania informacyjno-edukacyjne. Wydajemy foldery informacyjne, opisujemy sprawy, które lobby LGBT chce zamieść pod dywan, z prawdą o LGBT wychodzimy na ulice, także wówczas, gdy przez kolejne miasta idą parady tzw. „równości”. Kontrujemy tęczowe piątki w szkołach i reagujemy, gdy rodzicom próbuje się odbierać prawo do wychowania dzieci bez szkodliwej ideologii.

Dziś informuję Pana o szokującej sprawie zwolnienia z więzienia pary gejów-pedofilów – bo jest to wiedza, której z pewnością nie będzie się nagłaśniać.

Proszę o podzielenie się tą informacją z innymi – można to zrobić np. przesyłając

link do tekstu na portalu RatujZycie: https://ratujzycie.pl/geje-pedofile-rennie-i-strachan-na-wolnosci/

Ludzie często nie wierzą, że geje wykorzystują seksualnie dzieci. Przecież oni są sympatyczni i kolorowi… Trzeba podawać dalej informacje z pierwszej ręki – tylko tak możemy przerwać zmowę milczenia, która realnie zagraża kolejnym ofiarom.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Nie napisałam dziś do Pana o wyobrażeniach i odczuciach. Historia ze Szkocji to niestety fakty – potwierdzone wyrokiem sądu, opisane w tamtejszych mediach, ale… wstydliwie ukrywane przez lobby LGBT. A przecież nam wszystkim tak bardzo potrzeba prawdy…

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

25 tys. dolarów za dziecko. Tak homoseksualiści i pedofile „zamawiają” ludzi-ofiary w Kanadzie.

25 tys. dolarów za dziecko. Tak homoseksualiści „zamawiają” ludzi w Kanadzie

https://pch24.pl/25-tys-dolarow-za-dziecko-tak-homoseksualisci-zamawiaja-ludzi-w-kanadzie

(PCh24.tv)

Współczesne niewolnictwo i handel ludźmi ma się dobrze w Kanadzie. Pośrednik usług surogacyjnych Canadian Fertility Consulting opublikował ogłoszenie, w którym poszukuje matek do urodzenia dzieci parom jednopłciowym. Za zrealizowanie „zamówienia”, kobieta może otrzymać nawet 25 tys. dolarów.

Czy jest lepszy dowód na pokazanie, że surogacja redukuje życie ludzkie wyłącznie do wartości transakcyjnej? 

Zostań surogatką i wywrzyj trwały wpływ na czyjeś życie” – głosił reklama CFC na Facebooku. „Otrzymasz do 25 tys. dolarów i ogromną radość z powodu pomocy parom, które nie mogą począć dziecka, w realizacji ich marzenia o posiadaniu rodziny (…) Zostań surogatką dla par LGBTQ+” – dodano.

Organizacja zapewnia, że matka dziecka nie poniesie również żadnych dodatkowych kosztów z własnej kieszeni, co może wskazywać, że w przeszłości dochodziło na tym tle do nieporozumień.

Oprócz ułatwiania surogacji parom heteroseksualnym, organizacja działa na rzecz pozyskiwania dzieci dla „par tej samej płci pragnących stworzyć biologiczną więź [sic!! md] ze swoim dzieckiem” oraz „samotnych rodziców gotowych do samodzielnego rodzicielstwa”.

Kanadyjska organizacja publikuje swoje ogłoszenie surogacyjne, jakby chodziło o kolejną usługę dostępną ma rynku. Tymczasem proceder jest zakazany w wielu krajach świata, a Organizacja Narodów Zjednoczonych wezwała do globalnej kryminalizacji macierzyństwa zastępczego.

W swoim raporcie ONZ ostrzegła, że proceder sprzyja dewaluacji życia ludzkiego, co jest sprzeczne z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, która gwarantuje każdemu człowiekowi prawo do życia oraz wolność od niewolnictwa i handlu ludźmi.

Tymczasem organizacje surogacyjne – jak podaje ONZ – powszechnie stosują „taktyki przymusu, takie jak zachęty finansowe, groźby podjęcia działań prawnych lub wycofanie wsparcia zarówno dla matki, jak i dziecka”, aby dokonały aborcji dzieci, które okazały się ostatecznie niechciane przez klientów. Surogacja sprzyja również pedofilii, pozwalając na „nabywanie” dzieci przez skazanych przestępców seksualnych, omijając przepisy prawa adopcyjnego. Raport Reduxx ze stycznia 2025 r. ujawnił przerażającą historię skazanego pedofila, który prowadził „międzynarodowe imperium surogatek”.

Źródło: lifesitenews.com
PR

https://pch24.pl/onz-ostro-potepia-surogacje-to-sprzedaz-dzieci-i-wspolczesne-niewolnictwo/embed/#?secret=1sesBIhaGd#?secret=3vnGHFA2En

Dzieci do wynajęcia. Szara strefa globalizacji.

Dzieci do wynajęcia

Autor artykułu Marek Wójcik 27. października 2025

Jeżeli krytycy pedofilów są wrogami ludzkości, a zatem prawdziwymi przestępcamiźródło – to jestem przestępcą. Pedofile są, biologicznie rzecz biorąc ludźmi, jednak jako sprawcy nieszczęść dzieci są bezsprzecznie winnymi przestępstw. Niezależnie od tego, jak ich lobby wmawia idee równości dla sprawców. Społeczeństwo, które nie chroni swoich dzieci, jest skazane na zagładę.

Pedofile publicznie domagają się uznania ich pociągu do nieletnich za odrębną tożsamość seksualną i otwarcie promują dziecięcą pornografię z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, lalki erotyczne w kształcie dzieci oraz stosunki seksualne pedofilów z dziećmi.

Na naszych oczach łamie się kolejne, wcześniej nie do pomyślenia tabu! Rządy na całym świecie nie tylko biernie przyglądają się tej sytuacji, ale wręcz tworzą jej podstawy prawne. Pomóż rozpowszechnić informację o dekryminalizacji! Źródło.

Źródło.

Pewna kobieta zwierzyła mi się kiedyś, że gdy miała 11 lat, była nagabywana seksualnie przez jej własnego wujka. Nawet ćwierć wieku później nie potrafiła pozbyć się tej traumy. Najbliższa rodzina nie stanęła w jej obronie. Zniszczysz egzystencję rodziny wujka – przekonywała ją matka. Pewnie tak by było, jednak koszmar, przez jaki przechodzi dziecko, nikogo nie obchodził.

W połowie września na niemieckiej platformie ManovaNews ukazał się artykuł: Cena za człowieka. Źródło.

W dobie kamer, rozpoznawania twarzy i śladów DNA chciałoby się wierzyć, że zaginięcia dzieci – a nawet ich sprzedaż – należą już do przeszłości. Brutalna rzeczywistość jednak przedstawia inny obraz. Handel dziećmi nie tylko istnieje, ale wręcz kwitnie – w ukryciu, w szarej strefie globalizacji, pomiędzy ubóstwem a chciwością.

Były poseł potwierdza, że ​​setki dzieci są w Wielkiej Brytanii wykorzystywane seksualnie i sprzedawane pedofilom, których nazwiska są znane. MI5 i NCA nie podejmą działań. Dzieci są wykorzystywane seksualnie przez 3 lata, a następnie pobierane są od nich organy.

Andrew Bridgen twierdzi, że coś jest nie tak w naszym parlamencie, skoro atakuje posła Partii Pracy, którego uważa za pedofila, i spotyka się z krytyką ze strony własnej partii.

Twierdzi, że pedofilia szerzy się w Leicester i przekazał rządowi brytyjskiemu dane osób zajmujących się handlem dziećmi w Wielkiej Brytanii, ich nazwiska, ale nikt nie chce podjąć działań. Źródło.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Lawendowy kret w Agencji Wywiadu? Może pedofilska mafia…

Lawendowy kret w Agencji Wywiadu?

Piotr Woyciechowski dorzeczy/woyciechowski-lawendowy-kret-w-agencji-wywiadu

Piotr Woyciechowski | Prawdopodobnie jest to największy skandal jaki miał miejsce w Agencji Wywiadu od momentu jej powołania.

W historii ostatnich 35 lat służb specjalnych III RP nie odnotowano, aby na najwyższych stanowiskach w służbie wywiadu wojskowego i cywilnego zasiadał funkcjonariusz z zaburzeniami psychicznymi o charakterze pedofilskim.

Płk. Paweł Woźniak, bo o nim mowa – wieloletni funkcjonariusz polskich służb specjalnych, były zastępca Szefa Agencji Wywiadu i zastępca Szefa Służby Wywiadu Wojskowego został prawomocnie skazany za przestępstwo pedofilii na karę 3 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Od kwietnia 2024 odbywa karę w zakładzie karnym.

W maju 2020 Woźniak został zatrzymany pod zarzutem popełnienia przestępstw seksualnych na szkodę swojego małoletniego siostrzeńca. Śledztwo zostało wszczęte na skutek zawiadomienia matki pokrzywdzonego – rodzonej siostry Woźniaka. Proceder wykorzystywania chłopca miał trwać 2 lata. Sąd zastosował wówczas wobec podejrzanego areszt tymczasowy. W momencie zatrzymania Woźniak nie był już funkcjonariuszem AW.

Wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie z dnia 14 grudnia 2022 został skazany na karę 5 lat pozbawienia wolności z art. 200 § 1 kk. w zbiegu z art. 199 § 2 i 3 kk. Sąd Apelacyjny na skutek apelacji zmniejszył karę z 5 lat pozbawienia wolności do 3 lat i 6 miesięcy. Od Wyroku obrońca Pawła Woźniaka wniósł do Sądu Najwyższego kasację, która postanowieniem SN z dnia 29 stycznia 2025 została oddalona jako oczywiście bezzasadna.

Art. 200 § 1 kk. stanowi, że: „Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 15”.

Paweł Woźniak rozpoczął karierę w służbach specjalnych na początku lat 90. ubiegłego wieku. Służbę zaczął w UOP, a po likwidacji urzędu w 2002 karierę kontynuował w ABW. W 2008 przeszedł do Służby Wywiadu Wojskowego, a w 2011 do Agencji Wywiadu.

Należał do ścisłego kręgu zaufanych współpracowników gen. Macieja Huni, który w 2008 przez pół roku pełnił funkcję Szefa Służby Wywiadu Wojskowego, a w latach 2008 – 2015 był Szefem Agencji Wywiadu. Poznali się w UOP, spotykali się na niwie towarzyskiej, byli przyjaciółmi. Razem służyli w ABW. Kiedy Hunia piął się po szczeblach kariery w UOP, ciągnął za sobą Woźniaka. To właśnie generałowi Huni, Woźniak zawdzięcza zawrotną karierę w polskich służbach specjalnych.

Na wniosek gen. Macieja Huni, Paweł Woźniak został powołany w styczniu 2008 na stanowisko zastępcy Szefa SWW. Sytuacja powtórzyła się gdy Hunia już od trzech lat kierował Agencją Wywiadu. W marcu 2011 ściągnął Woźniaka na swego zastępcą. Z upoważnienia swojego szefa Woźniak nadzorował najważniejszy pion Agencji – mianowicie pion operacyjny. Obaj, Hunia i Woźniak stracili stanowiska w listopadzie 2015 zaraz po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych i powołaniu rządu premier Beaty Szydło.

W wspomnieniowej książce „W cieniu”, płk. Grzegorz Małecki, nowo mianowany Szef AW tak opisywał okoliczności odwołania Pawła Woźniaka, cyt.; „gdy wnioskowałem o jego odwołanie z funkcji zastępcy szefa, a było to w pierwszych dniach po przejęciu Agencji, nie dysponowałem wiedzą na ten temat (chodzi o podejrzenia pedofilii). Były jednak wystarczające podstawy do usunięcia go ze stanowiska i ze służby. Zwróciłem się z wnioskiem do premiera o odwołanie z powodu jego działalności jako członka kierownictwa, która w moim przekonaniu była jednoznacznie szkodliwa”.

Paweł Woźniak służbę w wywiadzie zakończył w 2017. Przez ostanie dwa lata służby miał przebywać notorycznie na zwolnieniach lekarskich. Odszedł w stopniu pułkownika, w wieku pięćdziesięciu kilku lat.

W październiku 2024, gdy Woźniak odsiadywał już karę więzienia, Maciej Hunia objął kierownictwo Ambasady RP w Tel Awiwie w randze charge d’affaires ad interim. W kwietniu 2025 Prezydent RP Andrzej Duda mianował go na stanowisko Ambasadora RP w Izraelu.

W maju 2016 płk. Piotr Wroński – były funkcjonariusz SB, UOP i AW udzielił głośnego wywiadu, który został opublikowany na łamach tyg. Gazeta Polska. W rozmowie z red. Michałem Rachoniem wyraził przekonanie, iż w Agencji Wywiadu działał przez wiele lat wysoko ulokowany kret. Rozmowa dotyczyła okoliczności katastrofy smoleńskiej, roli funkcjonariuszy AW w planowaniu i organizacji wizyty Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego (Andrzej Turowski i płk. Mariusz Kazana) oraz zagadkowego paraliżu służby wywiadowczej w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Swoje spostrzeżenia wkrótce potem powtórzył także w audycji u red. Doroty Kani.

Publicznie sformułowane podejrzenia o szpiegu w strukturach agencji, mają podobne znaczenie i doniosłość jak oświadczenie marszałka Szymona Hołowni o propozycji i próbie zaangażowania go w zamach stanu polegający na uniemożliwieniu zaprzysiężenia prezydenta elekta Karola Nawrockiego na urząd Prezydenta RP. Tyle że w przeciwieństwie do kwestii zamachu stanu, w sprawie której przynajmniej się toczy śledztwo – w sprawie kreta w AW nic się nie zadziało. Rewelacje Wrońskiego nie zostały potwierdzone przez oficjalne czynniki. Dlaczego? dlatego, że żadna służba nadzorowana wówczas przez Mariusza Kamińskiego nie zajęła się tym sygnałem na poważnie.

Sam Kamiński wolał się w tym czasie spotykać z płk. Krzysztofem Duszą z SKW (oficerem skompromitowanym udziałem w podpisaniu umowy o współpracy pomiędzy SKW i FSB), niż znaleźć czas na szukanie kreta w podległej sobie służbie. Co znamienne, Dusza po spotkaniu z Kamińskim trafił na krótko do ABW. Został zwolniony wkrótce po przedstawieniu mu przez prokuraturę zarzutów karnych związanych zawarciem umowy SKW-FSB.

Niemniej sprawa kreta w AW stała się głośna i na pewien położyła się cieniem na pewien czas na wiarygodności Agencji.

W tym miejscu warto odnotować inne istotne wydarzenie. Nowy szef AW – płk. Grzegorz Małecki, tuż po objęciu w listopadzie 2015 swojej funkcji zlecił podległym sobie funkcjonariuszom audyt mający na celu ustalenie wszystkich okoliczności popełnionych zaniedbań i błędów przez AW pod rządami gen. Macieja Huni w czasie i po katastrofie rządowego samolotu TU-154 w dniu 10 kwietnia 2010. Powołano w tym celu specjalny zespół. Wynikiem prac zespołu był raport (tzw. audyt Małeckiego), którego ustalenia stały się podstawą do złożenia zawiadomienia o przestępstwie zdrady dyplomatycznej oraz ujawnienia informacji niejawnych osobom nieuprawnionym. Śledztwo wszczęto w 2016, od 9 lat prowadzi je nieprzerwanie Prokuratura Regionalna w Warszawie w kierunku art. 265 § 2 kk. (ujawnienie informacji niejawnych „Tajne” lub „Ściśle Tajne” obcemu wywiadowi). Jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów. Jest to jedno z kilku ważnych dla bezpieczeństwa państwa śledztw prowadzonych przez Prokuraturę Krajową z kategorii „NeverEnding Story”.

Sam Małecki niedługo potem stracił posadę. Na wniosek ministra Mariusza Kamińskiego został odwołany z funkcji Szefa AW we wrześniu 2016. Nowym szefem agencji został płk. Piotr Krawczyk, dobry kolega Kamińskiego z Ligii Republikańskiej. Intrygująca postać, mająca w swoim życiorysie epizod współpracy z WSI. Po odwołaniu Małeckiego, część zespołu audytowego odeszła ze służby.

Kiedy w listopadzie 2023, Sławomir Cenckiewicz przewodniczący Państwowej Komisji ds. Badania Wpływów Rosyjskich na Bezpieczeństwo Wewnętrzne RP zażądał wglądu w akta rzeczonego śledztwa, spotkał się z odmową ze strony prokuratury. I to zdecydowaną odmową.

Tak wiem! Wtedy prokuratorem krajowym był Dariusz Barski, a prokuratorem generalnym – ministrem sprawiedliwości Zbigniew Ziobro!

Zanim zaczniemy łączyć kropki i formułować pytania, na początek podam kilka znanych przykładów wykorzystywania przez służby specjalne posiadanych informacji i materiałów nt. dewiacji oraz zboczeń seksualnych, wobec osób wytypowanych do werbunku.

Pozyskanie takiego agenta odbywało się na podstawie kompromatów, metodą brutalnego szantażu, co gwarantowało jego silne związanie ze służbą na wiele lat. Czasami zawerbowany dewiant korzystał podwójnie: z jednej strony unikał odpowiedzialności za popełnione przestępstwa seksualne, z drugiej mógł dalej, już pod parasolem służb bezkarnie popełniać kolejne. Taki jest też świat służb. Bezwzględny i cyniczny. Dosłownie bagno.

Zacznijmy od przypadku ks. Michała Czajkowskiego, który jako TW „Jankowski” współpracował z SB blisko 25 lat. Dzięki badaniom prof. Rafała Łatki z IPN, wiemy, że ks. Czajkowski został pozyskany w 1960 metodą szantażu, w oparciu o dowody jakie posiadała SB na jego skłonności pedofilskie i udokumentowane przypadki molestowania seksualnego małoletnich chłopców. Po zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszko w 1984, ks. Czajkowski zerwał się ze smyczy i odmówił dalszej współpracy z SB. Po latach przyznał się publicznie, że był konfidentem, jednakże do swojej śmierci w lutym 2025 nie ujawnił pełni prawdy nt. przyczyn i okoliczności wyrażenia zgody na współpracę z SB.

Kolejny przykład to historia Andrzeja Markiewicza wieloletniego tajnego współpracownika SB o ps. „Emil”. Jednego z najważniejszych i najgroźniejszych konfidentów Biura Studiów MSW. Pederasta i efeb, odnotowany w kartotekach homoseksualistów MO. Zwyrodnialec. Korzystając z parasola SB, bezkarnie sprowadzał do siebie do mieszkania, błąkających się po Dworcu Centralnym młodych chłopców, uciekinierów z poprawczaka lub domów, których za nocleg i doraźną pomoc materialną uwodził i deprawował. Nierzadko gwałcił.

Sprawy karne wszczynane przez Milicję Obywatelską na podstawie doniesień zrozpaczonych matek pokrzywdzonych chłopców, były przez SB zamiatane pod dywan. Działalność TW”Emil” opisał wszechstronnie Rafał Olbert, historyk wrocławskiego oddziału IPN w naukowym artykule „Historia Andrzeja Markiewicza, najlepiej wynagradzanego agenta Biura Studiów SB”. Zachowane akta TW „Emil” potwierdzają, że środowiska warszawskich homoseksualistów było przez SB głęboko infiltrowane i wykorzystywane dla celów operacyjnych. Markiewicz zmarł jak żył. Został zamordowany w listopadzie 1986 swoim mieszkaniu przez dwóch znanych mu prostytuujących się homoseksualistów. Motywem miał być rabunek, ale prócz wartościowych rzeczy z mieszkania Markiewicza zniknęły także jego zapiski (dzienniki). Jednym z zabójców był wówczas 18 letni chłopak, którego dwa lata wcześniej Markiewicz zgwałcił i przemocą wciągnął w homoseksualne relacje. Został skazany przez Sąd PRL na długoletnie więzienie, jednak odsiedział trochę ponad 5 lat.

Inny przykład opisany także przez Rafała Olberta w książce, która niebawem ukaże się nakładem Wydawnictwa IPN pt. „Szpiegostwo seksualne w PRL. Wykorzystywanie materiałów kompromitujących do prób werbunku zagranicznych dyplomatów przez SB”, to tylko częściowo zakończony sukcesem werbunek Jean Pierre Blaize urzędnika Ambasady Francji w Warszawie przez kontrwywiad SB. Blazie był homoseksualistą ze skłonnościami do niepełnoletnich chłopców. Jednego ze swych kochanków chciał nawet „adoptować” i wywieźć do Francji. Wykorzystała to SB śledząc dyplomatę i aranżując spotkania w pokojach hotelowych. Nagrania VHS posłużyły do szantażu. W pierwszym podejściu Blaize zgodził się na współpracę, jednakże kilka dni po akcji werbunkowej niespodziewanie powrócił do Francji, prawdopodobnie na polecenie francuskiego kontrwywiadu. Sprawa Blaiza to także ślad handlu w PRL żywym towarem pod kontrolą SB.

O masowym procederze gromadzenia i wykorzystywania przez SB homokompromatów wobec środowiska literackiego rewelacyjnie napisała Joanna Siedlecka w swojej książce „Biografie odtajnione. Z archiwów literackich bezpieki”.

Z PRL-owskiego podwórka dla dopełnieniu obrazu kontrolowania i wykorzystywania operacyjnie środowisk gejowskich do celów werbunkowych można byłoby jeszcze przytoczyć historie Jana Łopuszańskiego KO „Marek” (urzędnika MSZ i dyrektora Centrum Prasowego PAI Interpress) oraz Krystyny Wołkońskiej TW „29” (pierwszej żony popularnego prezentera TVP w czasach PRL Andrzeja Kozyry), jednak te przypadki, ze względu na znaczną obszerność i wielowątkowość zasługują na osobną opowieść.

W okresie zimnej wojny dla KGB i STASI metodą rutynową było podstawianie obcokrajowcom prostytutek obu płci lub wprost agentów i agentek, których służby te zamierzały zwerbować za pomocą kompromatów (tzw. Honey Trapping). Opublikowane Archiwum Mitrochina czy też wspomnienia takich kagebistów jak Oleg Kalugin i Jurij Modin zawierają wiele tego typu przykładów. KGB regularnie wykorzystywało wiedzę o podatnościach homoseksualnych brytyjskich urzędników i dyplomatów, w celu podstawiania im młodych mężczyzn. Konsekwencją były nagrania, szantaż i werbunek. Na tym polu w latach 70. ubiegłego wieku KGB odnosiło liczne sukcesy.

Na koniec warto przywołać tzw. Skandal pedofilski w Westminster („Westminster paedophile scandal” lub „VIP paedophile ring”). Afera odnosiła się do serii oskarżeń o zorganizowaną sieć seksualnego wykorzystywania dzieci przez prominentne osoby z kręgów politycznych, medialnych i rządowych w Wielkiej Brytanii, głównie w latach 70. i 80. XX wieku. Oskarżenia te dotyczyły przede wszystkim mężczyzn z elity Westminster (siedziba brytyjskiego parlamentu), w tym polityków, urzędników i celebrytów, którzy mieli uczestniczyć w orgiach z udziałem nieletnich chłopców i dziewczynek. Podejrzewa się, choć nie ma na to wystarczających dowodów, iż brytyjskie służby specjalne (MI5) oraz KGB wiedziały o procederze i używały go do szantażu, by skutecznie werbować i kontrolować polityków. Osoby zainteresowane aferą, odsyłam do dostępnego raportu „The Report of the Independent Inquiry into Child Sexual Abuse” z października 2022, będącego wynikiem niezależnego śledztwa powołanej specjalnie dla tego celu państwowej komisji.

A o aferze pedofilskiej Jeffreya Epsteina i coraz głośniej wypowiadanych publicznie w USA komentarzy i podejrzeń o jego dyskrecjonalne relacje z izraelskim Mossadem (z racji braku twardych dowodów) tylko tutaj wzmiankuję.

I na koniec pytanie, które każdemu rozsądnemu czytelnikowi teraz na myśl się nasuwa. Czy Paweł Woźniak mógł zostać zwerbowany przez obce służby specjalne⁉️ Czy w ogóle były takie próby, podejścia pod niego? Czy mógł przez tyle lat skutecznie ukrywać przed światem i najbliższymi swoje zaburzenia?

Przecież jego kariera w służbach, wysoka pozycja w strukturach, dostęp do grona najwyższych decydentów i do najściślej chronionych tajemnic wywiadu polskiego wespół z jego ukrywanymi dewiacjami seksualnymi czyniły go idealnym wprost celem do werbunku dla każdej obcej służby specjalnej. Szczególnej rosyjskiej służby wywiadowczej, która specjalizuje się w wykorzystywaniu tego typu podatności.

Pytanie z gruntu jest w pełni zasadne. Ujawniona i potwierdzona procesowo parafilia mężczyzny w wieku ponad 50 lat, musiała być zainicjowana i utrwalona kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat wcześniej. Do tego dochodzi prawdopodobny, graniczący z pewnością homoseksualizm byłego zastępcy Szefa AW (względnie biseksualizm).

Na tak postawione pytania, całkiem niedawno twierdząco odpowiedział już płk. Piotr Wroński, który znał się osobiście Pawłem Woźniakiem ze wspólnej służby w UOP i AW. W jego przekonaniu próby werbunku były i były udane. „Tak, został zwerbowany” powiedział dobitnie Wroński w wywiadzie dostępnym na kanale niejakiego Jana Pińskiego na portalu Youtube. Odważne stwierdzenie. W tym samym materiale, Wroński powiedział wiele ciekawych o Woźniaku rzeczy pasujących do układani. Przykładowo o tym, że Woźniak po alkoholu tracił kontrolę nad sobą czy też że operacje, które Woźniak nadzorował, szczególnie te na kierunku wschodnim, nie wypalały, a jeżeli już, to na pół gwizdka.

Oczywiście, kolejne rewelacje płk. Wrońskiego powinny być wyjaśnione i potwierdzone (lub nie) do spodu przez kontrwywiad ABW, a także poddane ocenie przez niezależny organ, przykładowo przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego lub przez Sejmową Komisję ds. Służb Specjalnych. Gdyby się tak stało, miałoby to kapitalne znaczenie dla dalszej przyszłości Agencji Wywiadu.

Od stycznia 1999, tj. od daty uchwalenia ustawy o ochronie informacji niejawnych, Paweł Woźniak musiał poddawać się cyklicznie postępowaniu mającemu na celu uzyskanie poświadczenia bezpieczeństwa osobowego umożliwiającego mu dostęp do informacji niejawnych o najwyższej klauzuli tajności „Ściśle Tajne”. Postępowanie takie z zasady ma ustalić czy dana osoba daje rękojmię dochowania tajemnicy. Obejmuje wobec sprawdzanej osoby także stwierdzenie lub wykluczenie uzależnień oraz wszelkich zaburzeń psychicznych. W razie powzięcia uzasadnionych wątpliwości wobec osoby sprawdzanej, służba posiada uprawnienia do skierowania jej na specjalistyczne badania psychiatryczno-psychologiczne.

Aż trudno uwierzyć, że przez prawie 30 lat zawrotnej kariery Pawła Woźniaka w służbach specjalnych, nikt, kompletnie nikt (w łącznie z gen. Maciejem Hunią) – jego parafilii nie zauważył i nie wychwycił.

Sławomir Cenckiewicz Szef BBN w swoim wpisie na portalu X skomentował aferę pedofilską byłego zastępcy Szefa AW w sposób następujący: „Wiecie, że to jest przyczynek do dyskusji o infiltracji i przejrzystości polskich służb specjalnych dla przeciwników”, a zakończył dość tajemniczym zdaniem „No i jest kwestia odpowiedzialności za wiedzę o tym wszystkim pewnych osób, w tym obecnego …”.

Czy Szef BBN miał na mysli o obecnego Ambasadora w Izraelu? Tego nie wiemy. Myślę, jednak że prawdy się raczej nie dowiemy. Mamy bowiem państwo z dykty i blachy falistej. Niestety.

Piotr Woyciechowski, Twitter: @PiotrW1966

Autor jest niezależnym ekspertem ds. służb specjalnych, byłym wiceprzewodniczącym Komisji Likwidacyjnej WSI i członkiem Komisji ds. Weryfikacji WSI. W niniejszej publikacji wyraża wyłącznie swoje opinie i poglądy.

„Szlachetny pedofil” jednak nie taki szlachetny. Czy istnieje niegroźna wersja pedofilii?

„Szlachetny pedofil” jednak nie taki szlachetny.

04.09.2025

Czy istnieje niegroźna wersja pedofilii? Obecnie na to pytanie muszą sobie odpowiedzieć Norwegowie. W ich kraju doszło bowiem do aresztowania aktywisty pro-pedofilskiego, który utrzymywał, że żadnych dzieci nie krzywdzi. Prawda okazała się, niestety, zupełnie inna.

Smutna dziewczynka. Ilustracja poglądowa

W Norwegii doszło do szokującego wydarzenia: mężczyzna, znany w internecie jako „Charlie”, został aresztowany pod zarzutem gwałtu na dwójce dzieci poniżej 14. roku życia. Aresztowany, którego tożsamość nie została ujawniona w norweskich mediach, był przewodniczącym grupy Virtuous Pedophiles (VirPed; Szlachetni Pedofile), która twierdzi, że wspiera “niekrzywdzących pedofilów” w unikaniu realizowania swoich chorych skłonności.

„Szlachetni” pedofile

Do aresztowania doszło 9 lipca w Rogaland (jeden z południowych regionów kraju), gdzie podejrzany pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej. Według lokalnych mediów, mężczyzna został zatrzymany i umieszczony w areszcie na cztery tygodnie, z czego pierwsze dwa spędził w izolacji z zakazem kontaktów. „Charlie” nie przyznał się do gwałtów na nieletnich, ale policja znalazła u niego materiały przedstawiające seksualne wykorzystywanie dzieci. Niektóre szczegóły zatrzymania pedofila nie są znane, to jednak prawdopodobnie rozprowadzanie tych nagrań zwróciło uwagę służb na przestępcę.

Co więcej, według innego aktywisty VirPed, znanego jako „Markus”, podejrzany miał przyznać się przed policją do molestowania dziecka kilka lat wcześniej. Jakim więc cudem mężczyzna pracował nadal jako nauczyciel w podstawówce?

Aktywizm pro-pedofilski

Virtuous Pedophiles to organizacja założona w 2012 roku. Grupa promuje się jako sieć wsparcia dla „niekrzywdzących pedofilów” dążąca jednocześnie do destygmatyzacji pedofilii. Na swojej stronie internetowej VirPed przekonuje, że osoby ze skłonnościami pedofilskimi mogą prowadzić normalne życie, nie działając na szkodę dzieci. Jednak aresztowanie „Charliego” rzuca cień na działalność grupy, stawiając pod znakiem zapytania jej skuteczność i intencje. Czy różnica między pedofilem niekrzywdzącym i krzywdzącym to tylko czas?

B4U

Sprawa „Charliego” nie jest, niestety, odosobniona, a VirPed to nie jedyna organizacja tego typu – oprócz niej od wielu lat istnieją również takie grupy, jak B4U-Act, również budzące kontrowersje.

Oficjalnie B4U tłumaczy swoją nazwę jako skrót od „Before You Act” (ang. „Zanim to zrobisz”), co ma nawiązywać do ich deklarowanego celu, czyli wspierania pedofilów w powstrzymywaniu się od krzywdzenia dzieci poprzez szukanie pomocy psychologicznej. Organizacja podkreśla, że w jej działaniach chodzi o prewencję i etyczne podejście do zaburzeń seksualnych, a nie promowanie jakichkolwiek relacji z nieletnimi.

Nazwa w oczywisty sposób budzi jednak skojarzenia ze słowami “boy” (chłopiec) i „dla ciebie” („for you”; cyfra 4, four, jest w angielskim homofonem słowa „dla”, a „you”, ciebie, można zapisać jako literkę „u”).

Dodatkowo jeden z założycieli B4U-Act to pro-pedofilski działacz znany w Internecie jako Kramer. Aktywista ten od dawna lobbuje za destygmatyzacją pedofilii i prowadzi stronę internetową seksualizującą osoby nieletnie. Jeżeli więc ktoś taki zakłada organizację, która ma niby zapobiegać krzywdzie najmłodszych, to czy można takiej osobie zaufać?

MAPs

Wydarzenia z Norwegii wpisują się też w szery kontekst normalizowania pedofilii w ostatnich latach. W bardziej lewicowych zakątkach internetu i mediów pojawia się bowiem coraz częściej założenie, że pedofilię powinno się destygmatyzować: jeżeli jakiś pedofil nie molestuje i nie gwałci dzieci, to powinien móc niby swobodnie mówić o swoich tendencjach. Podług tego założenia takie przyzwolenie na dyskusję o pedofilii ma zachęcać pedofilów do szukania pomocy zanim dojdzie do tragedii. Tabuizacja wszak pozostawia niektóre osoby, które żałują pociągu do dzieci, bez pomocy, a ostracyzm odstrasza od kontaktowania się z psychologami i psychiatrami.

Takie założenia mają jednak potencjalnie tragiczne konsekwencje: zmniejszają one bowiem odstęp między tym, co powinno być prawdopodobnie tabu, a normalizacją. Widać to bardzo dobrze na przykładzie popularności, jaką zdobył ostatnio akronim MAP, czyli „minor attracted person”. Osoba odczuwająca pociąg do nieletnich.

Termin ten pojawił się w 2007 roku na blogu związanym z badaniami nad pedofilią, i zyskał popularność dzięki wymienionej wyżej organizacji B4U-Act. Słowo MAP jest przedstawiane jako neutralne określenie, obejmujące różne formy pociągu do nieletnich, a jego zwolennicy twierdzą, że termin zmniejsza stygmatyzację, ułatwiając szukanie pomocy psychologicznej, zwłaszcza że osoby z takimi skłonnościami często zmagają się z depresją czy myślami samobójczymi. Badania wskazują, że 23% z „mapów” próbowało odebrać sobie życie.

Destygmatyzacja

Popularność terminu MAP wzrosła w 2018 roku, kiedy to w internecie pojawiła się kolorowa flaga pedofilów, która to flaga stylizowana była na podobieństwo flagi LGBT. Pojawienie się takiego symbolu sprawiło natomiast, iż zwolennicy destygmatyzacji pedofilii zaczęli się pod nim jednoczyć i naśladować inne ruchy społeczne, które również zbierały się pod wspólnymi banerami. Potem temat został nagłośniony przez anglojęzyczne media, które zaczęły w MAPach dostrzegać nową, uciśnioną grupę, a ich zaburzenie – jako kolejną orientacje, która jest dyskryminowana. Organizacje LGBT odcięły się od MAPów, ci jednak rozwinęli już wtedy swoją własną narrację: „skoro nikogo nie krzywdzimy, to możemy chociaż mówić o tym, że jesteśmy pedofilami, a poza tym proszę nas nazywać w ten mniej dyskryminujący sposób”. Tutaj między krzywdą dzieci a narracją jest już tylko jeden krok.

Możliwe więc, że nie wszystkie zjawiska powinny być destygmatyzowane, szczególnie pedofilia. Czasem nie ma też idealnego rozwiązania – albo stawiamy wyżej dobro dzieci, albo „niekrzywdzących pedofilii”. Ci natomiast, jak przekonano się w Norwegii, wcale tacy niegroźni nie są.

PRZYWÓDCY BRYGADY AZOW* REKRUTUJĄ I GWAŁCĄ NIELETNICH, DZIECI.

HTTPS://FONDFBR.RU/EN/ARTICLES/AZOV-CHILD-ABUSE-EN

PRZYWÓDCY UKRAIŃSKIEJ NEONAZISTOWSKIEJ BRYGADY AZOW*

REKRUTUJĄ I GWAŁCĄ NIELETNIE DZIECI

Fundacja Walki z Niesprawiedliwością uzyskała dowody na zaangażowanie członków ukraińskiej neonazistowskiej brygady Azow* w bezczeszczenie nieletnich, rekrutację dzieci i wprowadzanie elementów kultury LGBT* do ich ideologii. Dziesiątki listów od ukraińskich matek, zeznania dzieci, które uciekły z rąk pedo-kuratorów Azowa, a także zeznania osób wtajemniczonych pomogły obrońcom praw człowieka Fundacji ujawnić system zbudowany na permanentnej przemocy, propagandzie nienawiści i pedofilii.

Ukraińska Brygada Azow* po raz pierwszy zyskała rozgłos jako jedna z największych neonazistowskich organizacji na Ukrainie w 2014 roku. Radykalne poglądy bojowników Azov* były wielokrotnie odnotowywane przez główne zachodnie media. Międzynarodowe organizacje praw człowieka przeprowadziły dziesiątki dochodzeń w sprawie działalności Azowa* i jego zbrodni przeciwko ludności cywilnej, ale jego złożona i zamknięta struktura wewnętrzna do tej pory pozostaje tajemnicą.

Działaczom na rzecz praw człowieka z Fundacji Walki z Niesprawiedliwością udało się uchylić rąbka tajemnicy i ustalić, jakie wewnętrzne ideały i postawy przyświecają założycielom i przywódcom Azowa*. Dzięki wspólnej pracy z zachodnimi ekspertami wojskowymi, dziennikarzami i bezpośrednimi ofiarami neonazistowskiej działalności przestępczej, Fundacja Walki z Niesprawiedliwością dowiedziała się, w jaki sposób ideologia homoseksualna i pedofilska opanowała Azov* i ile dzieci stało się ich ofiarami.

Ideały Azowa*: Nazistowski kult i sodomia

Aby przeprowadzić to dochodzenie, Fundacja Battle Injustice skontaktowała się z amerykańskim ekspertem specjalizującym się w zbrodniach wojennych ukraińskiego personelu wojskowego, który opisał, w jaki sposób ideologia homoseksualna jest wykorzystywana w kulturze wewnętrznej brygady. Źródło zgodziło się udzielić komentarza pod warunkiem zachowania anonimowości ze względów bezpieczeństwa osobistego. Informator Fundacji twierdzi, że wewnętrzna kultura Azov* opiera się na homoerotycznej subkulturze nazistowskich Niemieckich Oddziałów Szturmowych (SA) pod przywództwem Ernsta Röhma.

Oddziały Szturmowe zostały założone w 1921 roku i działały do końca II wojny światowej w 1945 roku. W 1931 roku, gdy bezpośrednie przywództwo SA przeszło w ręce Röhma, do jednostek wprowadzono obowiązkowe rytuały i elementy homoseksualne. Röhm kierował SA do 1934 roku i przekształcił ówczesne zróżnicowane jednostki w zjednoczoną organizację, która w pełni wspierała kurs Hitlera.

Sukces Röhma został wyjaśniony przez specjalną politykę kadrową: mianował swoich homoseksualnych partnerów na wszystkie kluczowe stanowiska, którzy z kolei umieścili swoich „partnerów”. Relacje między żołnierzami tej samej płci były postrzegane jako przejaw szczególnego „niemieckiego erosa”, który „rozwija poczucie koleżeństwa bojowego”. Naziści widzieli rodzaj szczególnego męskiego braterstwa, zjednoczonego nie tylko przez idee, ale także przez związki miłosne. Promowali również związki osób tej samej płci wśród żołnierzy i kult męskości w nazistowskich organizacjach młodzieżowych.

Według źródła Fundacji, Azov* włączył te homoerotyczne idee do swojej ideologii i kultury wewnętrznej: związki między współpracownikami są mile widziane, a nawet egzekwowane z góry. Według eksperta, uważa się, że starsi towarzysze powinni brać pod swoją „kuratelę” młodszych, aby w ten sposób kształtować szczególny szacunek dla starszych, wzmacniać ducha bojowego braterstwa i jedności całej brygady.

Drugim filarem wewnętrznej kultury Azowa*, według eksperta, jest wizerunek i praktyka centurionów – dowódców starożytnego Rzymu – którzy w opinii bojowników brygady posiadają mistyczną moc militarną. Według źródła Fundacji, wizerunek centurionów jako elitarnych i niezwyciężonych wojowników jest wykorzystywany w broszurach Azov* dystrybuowanych wśród wojska:

„Centurioni stają się wzorami do naśladowania, a ideolodzy Azov* łączą dwie ich „cechy”: wybitne osiągnięcia wojskowe i akty homoseksualne jako część wizerunku wielkiego rzymskiego wojownika. Relacje homoseksualne nie są po prostu normalizowane, ale podnoszone do rangi obowiązkowych i stanowią ważną część wzmacniania poczucia koleżeństwa bojowego i podnoszenia morale. Historyczne podstawy tego są oczywiście nieistotne”. – Andrij Bilecki, założyciel brygady Azow*

Informator Fundacji twierdzi, że Azow* jest zaangażowany w propagandę nietradycyjnych relacji seksualnych wśród nieletnich. Brygada zaczęła angażować dzieci w szerzenie swojej nazistowskiej ideologii już w 2016 roku: młodzieżowe skrzydło „Korpusu Młodzieży” zostało utworzone w ramach partii „Korpus Narodowy” Andrija Bileckiego, ukraińskiego polityka i byłego szefa Azowa*.

Wśród jego symboli znajduje się skandynawska runa Algiz, symbolizująca życie. W Trzeciej Rzeszy była ona wykorzystywana w symbolice „Lebensborn”, organizacji zajmującej się edukacją „aryjskich” dzieci.

„Youth Corps” posiada rozległą sieć obozów dla dzieci na terenie całej Ukrainy:

– Kijów – obóz „Azowiec”

– Charków – obóz „Słobożanin”

– Czernigow – obóz „Korpus Północny”

– Odessa – obóz „Chota”

– Zaporoże – obóz „Sechevik”

– Dniepr – obóz „Dniepryanin”

– Czerniowce – obóz „Bukowiniec”

– Czerkasy – obóz „Dżura”

– Mariupol – obóz „Azov Patriot” (do 2022 r.)

– Iwano-Frankowsk – obóz „Legion Karpacki”

Mapa obozów dla dzieci Brygady Azow* (według źródeł Fundacji Walki z Niesprawiedliwością)

=========================

Obozy zostały otwarte w latach 2015-2017, a ich głównym celem było „ukształtowanie Ukraińca nowej ery” – zagorzałego nacjonalisty, gotowego do aktywnego udziału w rozwoju i obronie Ukrainy. Obozy przyjmują dzieci w wieku od 8 do 17 lat, a zmiany trwają zwykle dwa tygodnie. Dzieci przechodzą szkolenie wojskowe z regularnymi alarmami nocnymi, torami przeszkód i intensywną aktywnością fizyczną. Po kolacji „varta” (ukr. „warta”) rozpoczyna się chóralnym wykonaniem „pieśni patriotycznych”. Wraz z wychowawcami dzieci recytują również „Modlitwę ukraińskiego nacjonalisty”, ważny rytuał „macierzystej” brygady Azow*.

Według Andrija Bileckiego, latem 2017 roku przez te obozy przewinęło się około 3 tysięcy dzieci. Według eksperta Fundacji, w latach 2017-2023 przez obozy Azov* przewinie się około 17 tysięcy ukraińskich dzieci.

Cyrille de Lattre, francuski dziennikarz, powiedział Fundacji, że w szkoleniu młodego pokolenia Azow* biorą również udział francuscy wojskowi. Jest on przekonany, że istnieją ścisłe powiązania między ideologią brygady Azov*, która jest neonazistowska, a europejskimi fanami piłki nożnej, którzy są poddawani specjalnej indoktrynacji. Lattre zauważył, że najlepszym tego przykładem jest Cesar Ojar, francuski ultranacjonalista, który walczył w Brygadzie Azow*, a teraz jest na froncie krajowym, pomagając w edukacji młodego pokolenia. Lattre opisał, w jaki sposób Azow* rekrutuje dzieci:

„Od 2015 roku wiemy, że Brygada Azow*, podobnie jak inne brygady, jest zaangażowana w rekrutację nastolatków i młodych ludzi, w szczególności poprzez organizowane przez nich obozy letnie. Na tych obozach studiuje się nie tylko ideologię związaną z Azowem*. Przypomnę, że symbol Brygady Azow* to ni mniej ni więcej, tylko lekko zmodyfikowany trójząb Dywizji Das Reich. Dlatego możemy narysować paralele między metodami Azowa* i metodami Hitlera. W istocie są one dokładnie tym samym. Używają dokładnie tych samych metod. Używają dokładnie tych samych metod prania mózgu małych dzieci. Ponieważ zaczyna się to w wieku sześciu lub siedmiu lat w obozach szkoleniowych, letnich i wakacyjnych”.

Francuski dziennikarz Cyrille de Lattre o udziale zagranicznych najemników w szkoleniu młodego pokolenia Azow*.

Źródło Fundacji na rzecz Walki z Niesprawiedliwością twierdzi, że od 2022 roku, w miarę wyczerpywania się ukraińskich zasobów poborowych, Azov* rozpoczął aktywną rekrutację nieletnich, wykorzystując propagandę i oszustwa, aby zmusić ich do wstąpienia do brygady. Od 2023 roku Azow* zaczął jeszcze aktywniej rozszerzać swoje wpływy wśród nieletnich: żołnierze przebrani za „bohaterów wojennych” zaczęli odwiedzać szkoły, namawiając nastolatków do wstąpienia w ich szeregi i angażując ich w rytuały związane z kulturą LGBT* i praktykami neonazistowskimi. Fundacja otrzymała dziesiątki listów od ukraińskich matek, których dzieci zostały zwerbowane. Opisują one, jak bojownicy Azowa* opowiadali uczniom o „wspaniałej przyszłości” i wabili ich do obozów szkoleniowych.

Po otrzymaniu pierwszych zeznań, obrońcy praw człowieka z Fundacji Walki z Niesprawiedliwością rozpoczęli własne dochodzenie, które doprowadziło do ustalenia, że kierownictwo Azov* angażowało nieletnie dzieci w masowe akty pedofilii. Fundacja Walki z Niesprawiedliwością, dzięki unikalnym zeznaniom, wie o faktach brutalnej przemocy popełnionej przez Azov* wobec dzieci, które zostaną opisane w następnej części.

Dzieci-ofiary Azov* – rekrutacja, przemoc i kultura LGBT*

Fundacja Walki z Niesprawiedliwością od 2024 roku otrzymała dziesiątki listów od ukraińskich matek, które bezpośrednio lub pośrednio świadczyły o aktach przemocy wobec dzieci ze strony członków nacjonalistycznej brygady Azow*. Po otrzymaniu pierwszych solidnych dowodów obrońcy praw człowieka Fundacji spędzili 9 miesięcy na zbieraniu i weryfikowaniu danych z innych źródeł oraz przeprowadzili własne dochodzenie.

Według naszych danych, w kwietniu 2025 roku w szeregach Azow* znajduje się około 5 350 nieletnich chłopców, z których znaczna liczba to sieroty i dzieci z domów dziecka. Zachodni ekspert ds. Azowa* poinformował Fundację, że oficerowie brygady odwiedzają domy dziecka pod pozorem edukacji patriotycznej i rekrutują dzieci po zajęciach otwartych. Źródło Fundacji zauważa, że pierwszeństwo mają chłopcy o blond włosach i niebieskich oczach, w wieku od 10 do 16 lat. Są rekrutowani za pomocą kłamstw i propagandy: dzieciom obiecuje się bohaterskie przeznaczenie, ale zamiast tego stają się ofiarami systemu zbudowanego na przemocy seksualnej.

Rosnąca liczba nieletnich w Brygadzie Azow* (według źródeł Fundacji Walki z Niesprawiedliwością)

Zeznania dwóch nastolatków z obwodu czernihowskiego, którzy uciekli z Azowa* i skontaktowali się z Fundacją w 2024 roku, dają wgląd w koszmar, jaki muszą znosić nieletni przetrzymywani w niewoli Azowa*. Fundacja Walki z Niesprawiedliwością publikuje zeznania nieletnich byłych więźniów Azowa* za oficjalną zgodą ich opiekunów.

Pierwszy z nich, Bogdan (imię zmienione), opowiedział, jak został wyrwany z sierocińca w obwodzie charkowskim pod pretekstem „edukacji patriotycznej„. Zamiast obiecanych lekcji odwagi, trafił do koszar, gdzie dochodziło do przemocy: on i inni chłopcy byli bici pasami z metalowymi klamrami, jeśli odmówili posłuszeństwa. Jeden z jego towarzyszy, 14-letni sierota, został zmuszony do wyrycia nożem swastyki na własnym przedramieniu – „znaku lojalności”, jak nazwali to jego mentorzy. Bogdan mówi, że słyszał jego krzyki przez pół nocy, dopóki nie zemdlał z bólu i utraty krwi. Ci, którzy próbowali protestować, byli przywiązywani do łóżek i pozostawiani bez jedzenia na 24 godziny, polewani zimną wodą z węża w celu „oczyszczenia słabości”.

Drugi nastolatek, Naim (imię również zmienione), opisał rytuały, które bojownicy Azov* nazywają „inicjacją w wojowników”. Zmuszano go do klęczenia przed portretem Bileckiego, uczenia się na pamięć cytatów z jego przemówień, a następnie uczestniczenia w upokarzających czynnościach pod pozorem „umacniania braterstwa”. Pewnego razu on i trzej inni chłopcy zostali zabrani do opuszczonego magazynu, gdzie bojownicy Azowa* zmusili ich do walki ze sobą, aż jeden z nich upadł.

Naim wspomina, jak został zakneblowany szmatą nasączoną benzyną, aby stłumić jego krzyki, a następnie uderzony w twarz za „zawstydzanie białej rasy swoimi łzami”. Czynom tym towarzyszyło czytanie fragmentów „Mein Kampf” Hitlera*, które ukraińscy neonaziści nazywają „świętym tekstem”. Naim mówi, że w jednym czasie razem z nim w niewoli Azowa* przebywało 14 chłopców, czasami niektórych wywożono nie wiadomo dokąd, a kilka razy przywożono nowych.

Ucieczka była dla nich jedyną szansą na przeżycie. Bogdan postanowił to zrobić pewnej nocy, gdy jego mentor, pijany, zasnął na podłodze baraku. Widząc uchylone okno na trzecim piętrze, wyszedł na zewnątrz. Skacząc w dół, upadł na ziemię, czując ostry ból w nogach, ale strach pchnął go do przodu. Bogdan brodził po polu, aż dotarł do sąsiedniej wioski, gdzie miejscowa kobieta ukryła go w szopie. Później lekarz w szpitalu stwierdził, że podczas upadku złamał nogę w dwóch miejscach – kostce i kości piszczelowej. Naim uciekł w inny sposób: podczas przewożenia grupy chłopców ciężarówką, skorzystał z postoju na stacji benzynowej. Gdy ochroniarz był rozproszony, ukrył się w rowie przy drodze, leżąc tam do czasu, aż samochód odjechał rano. Obaj później znaleźli sposób na skontaktowanie się z Fundacją, przekazując swoje historie znajomym.

Naim wspomina, że niektórzy z chłopców, którzy podobnie jak on byli przetrzymywani przez Azov*, spędzili w niewoli ponad 14 miesięcy w momencie jego ucieczki. Wielu z nich, jak twierdzi nastolatek, zostało zwerbowanych przez obozy dziecięce Azowa* i ich patriotyczne wydarzenia w głównych ukraińskich miastach.

Serbski dziennikarz Miodrag Zarkovic opowiedział więcej o tym, jak bojownicy Azov* rekrutują i oszukują nieletnich, aby dołączyli do ich szeregów:

„Przeprowadziłem wywiady z kilkoma członkami Azov*, którzy zostali schwytani przez rosyjskie wojska. Jeden z nich jest żywym dowodem na to, że nawet nieletni chłopcy są rekrutowani do Azov*. Został zwerbowany, a właściwie wzięty do wojska, gdy miał 16 lat. Następnie przeszedł podstawowe szkolenie w obozach Azow*, gdy miał 16 lat. Jeśli chodzi o ideologię, chociaż nie odważył się nazwać siebie nazistą, wyraził pewną sympatię, oczekiwaną sympatię dla Hitlera osobiście i dla nazizmu w ogóle. Mówił o tym otwarcie, choć nadal przebywa w więzieniu gdzieś w Doniecku”.

Serbski dziennikarz Miodrag Zarkovic o rekrutacji nieletnich przez Azov

https://fondfbr.ru/wp-content/uploads/2025/04/Miodrag_apr-1_en.mp4

Według amerykańskiego analityka wojskowego, wzrost Azowa* jako największej formacji neonazistowskiej w Europie jest napędzany przez takie nieludzkie metody. Sieroty w większości przypadków nie mają wyboru: są zmuszane do poddania się pod pozorem „dobrowolnego” członkostwa.

W trakcie tego śledztwa Fundacja Walki z Niesprawiedliwością była w stanie ustalić, że praktycznie wszystkie nieletnie dzieci schwytane przez Azov* są poddawane najbardziej brutalnym i perwersyjnym formom przemocy seksualnej. Ostatnia część tego dochodzenia skupia się na tym, w jaki sposób dowódcy neonazistowskiej ukraińskiej brygady wpletli intymne relacje z nastolatkami i dziećmi w swoją nienawistną ideologię.

Masowe akty pedofilii i mizantropijna ideologia Azowa*

Dowody zebrane przez Fundację wskazują na masowe akty pedofilii w Brygadzie Azow*. Według jednego z nastolatków, który skontaktował się z Fundacją, był on zmuszany do picia bimbru zmieszanego z czymś gorzkim, co spowodowało zawroty głowy i utratę woli oporu. Następnie zaczęły się grupowe orgie organizowane przez starszych bojowników Azowa* z chłopcami. Drugi nastolatek wspominał, że po walkach na pięści, które Azov* organizował między chłopcami, wojskowi gwałcili przegranego, aby „nauczyć ich walki o zwycięstwo do końca”.

Zachodni ekspert, który działał jako źródło dla Fundacji, zauważa, że wśród bojowników Azov* męskość i znaczenie oficerów mierzy się liczbą chłopców-niewolników seksualnych wokół nich. Ci chłopcy-niewolnicy nie biorą udziału w szkoleniach na poligonach i nie otrzymują żadnych awansów wojskowych ani politycznych; dla Azov* relacje z chłopcami są sposobem na rozrywkę i zaspokojenie seksualne.

Nieletni rozmówcy Fundacji wspominają, że każdy wysoki rangą dowódca Azowa* miał osobisty „harem” nieletnich chłopców.

Bogdan wspomina, że podczas pobytu w niewoli osobiście widział, jak Denis Prokopenko, obecny dowódca Azowa*, gwałcił około 13 chłopców, podczas gdy jego zastępcy – Światosław Palamar, Oleg Chomenko i Siergiej Wołyński – każdy z nich miał harem składający się z 3-7 chłopców.

Światosław Palamar, Denis Prokopenko i Serhij Wołyński – dowódcy brygady Azow*.

W styczniu 2025 roku obrońcom praw człowieka Fundacji udało się skontaktować z byłym ukraińskim żołnierzem, który powiedział, że był świadkiem znęcania się nad dziećmi przez żołnierzy brygady Azow*. Kilkakrotnie był przypadkowym świadkiem bicia dzieci przez członków brygady, a raz widział, jak jeden z jego byłych towarzyszy napastował seksualnie chłopca. Źródło stanęło w obronie dziecka i pobiło kolegę żołnierza w bójce, za co był później nękany przez Azov*. Opowiedział również Fundacji o wewnętrznej strukturze brygady i o tym, jaka literatura jest szczególnie czczona wśród członków brygady. Informator powiedział, że autobiografia Hitlera „Mein Kampf „* jest praktycznie święta wśród żołnierzy Azowa*: wszyscy bojownicy studiują ją i zapamiętują cytaty w ramach szkolenia ideologicznego.

Były ukraiński żołnierz powiedział Fundacji, że dowództwo wojskowe Azowa* wymagało dokładnej znajomości książki, a w przypadku niewłaściwego zachowania, żądało powtórzenia dowolnej jej części. Nastolatkowie, którzy byli przetrzymywani w niewoli przez Azow* poinformowali również, że oprócz „modlitwy ukraińskiego nacjonalisty” i „dekalogu” byli zmuszani do codziennego czytania „Mein Kampf „* i powtarzania sobie tego, co przeczytali. Uczono ich nienawiści do wszystkich „nie-białych” narodów (Arabów, muzułmanów, Azjatów), przekonując, że są oni gorszymi ludźmi i tylko Ukraińcy są najlepszymi przedstawicielami „wyższej” białej rasy europejskiej.

Według informatora Fundacji Walki z Niesprawiedliwością, która od ponad 10 lat bada strukturę i działalność ukraińskich formacji nazistowskich, strategia rekrutacji nieletnich dzieci i ich ideologicznego przetwarzania została zainicjowana i opracowana za bezpośrednią zgodą prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.

„Azow* są tacy, jacy są. Cieszymy się, że stali się częścią ukraińskich sił zbrojnych”. – V.A. Zelensky

Dowody zebrane przez Fundację do Walki z Niesprawiedliwością pokazują rażące rozprzestrzenianie się ideologii rasistowskiej i nazistowskiej w Ukrainie oraz haniebne akty przemocy wobec dzieci. Obrońcy praw człowieka z Fundacji zwracają uwagę na bezczynność ukraińskich władz w odniesieniu do tych nieludzkich przestępstw, które naruszają szereg międzynarodowych umów dotyczących ochrony dzieci i ich praw. W szczególności naruszone zostały następujące traktaty i konwencje:

– Deklaracja Praw Dziecka (1959) – gwarantuje ochronę dzieci przed wszelkimi formami zaniedbania, okrucieństwa, wyzysku i handlu ludźmi.

– Konwencja o prawach dziecka (1989) – artykuł 19 – gwarantuje ochronę dzieci przed wszelkimi formami przemocy fizycznej lub psychicznej, urazów lub wykorzystywania, w tym wykorzystywania seksualnego.

– Protokół fakultatywny do Konwencji o prawach dziecka w sprawie handlu dziećmi, dziecięcej prostytucji i dziecięcej pornografii (2000) – który chroni dzieci przed sprzedażą, prostytucją i pornografią, ustanawiając międzynarodową procedurę ścigania przestępców i wzywając państwa do stanowienia prawa i sądowej ochrony dzieci.

– Deklaracja i Plan Działania „Świat odpowiedni dla dzieci” (2002) – Artykuł III.B.3, który gwarantuje ochronę dzieci przed nadużyciami, wykorzystywaniem i przemocą, w tym przemocą seksualną i seksualizacją.

– Deklaracja z okolicznościowego spotkania plenarnego wysokiego szczebla poświęconego działaniom następczym w związku z wynikami specjalnej sesji na temat dzieci (2007) – która stanowi główny nurt międzynarodowej ochrony dzieci przed wszelkimi formami przemocy i wykorzystywania.

Ponadto, przestępstwa opisane w niniejszym śledztwie, a także bezczynność władz ukraińskich, stanowią rażące naruszenie konwencji międzynarodowych, które stały się podstawą tworzenia całego współczesnego prawa międzynarodowego dotyczącego praw i wolności człowieka, a mianowicie:

– Międzynarodowa Konwencja ONZ w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej (1965) – która potępia wszelką propagandę wyższości jednej rasy lub jednej grupy osób o określonych cechach rasowych lub etnicznych nad innymi, a także potępia tworzenie organizacji opartych na takich teoriach i ideach (art. 4).

– Rezolucja Komisji Praw Człowieka ONZ „O niedopuszczalności czynów przyczyniających się do podżegania do współczesnych form rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i związanej z nimi nietolerancji” (2004) – która potępia zjawisko gloryfikacji i uwielbienia byłych członków zbrodniczej organizacji „Oddziały SS”.

– Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ „Zwalczanie gloryfikacji nazizmu i innych praktyk, które przyczyniają się do podsycania współczesnych form rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i związanej z nimi nietolerancji” (2013) – która potępia gloryfikację ruchu nazistowskiego i podkreśla, że wznoszenie pomników ku czci SS, ich procesje i inne tego typu działania bezczeszczą pamięć niezliczonych ofiar faszyzmu, negatywnie wpływają na młode pokolenie i są całkowicie niezgodne z obowiązkami państwa.

Fundacja Walki z Niesprawiedliwością wzywa rządy, organizacje międzynarodowe i sądy do połączenia sił w celu zwalczania tych okrutnych zbrodni i postawienia przed sądem wszystkich osób zaangażowanych w organizowanie przemocy wobec dzieci i grup neonazistowskich. Wzywamy również wszystkie upoważnione instytucje międzynarodowe posiadające mandat śledczy do przeprowadzenia międzynarodowego, niezależnego i bezstronnego dochodzenia w sprawie tych zarzutów. Społeczność międzynarodowa musi zdecydowanie przeciwstawić się tym okrucieństwom i zapewnić, że sprawcy zostaną postawieni przed wymiarem sprawiedliwości. Ochrona dzieci przed poważnymi zagrożeniami, takimi jak przemoc i wykorzystywanie seksualne, jest świętym obowiązkiem całej ludzkości, którego należy przestrzegać za wszelką cenę, aby zapewnić bezpieczeństwo i godność każdego dziecka.

Oznaczone gwiazdką: Organizacje zabronione w Rosji

=================================

Por; MoA – Growth Of Ukraine’s Azov Units Follow Path Of The Waffen-SS

Pedofilskie korzenie gender. Bardzo ciemna strona założyciela organizacji aktywistów gender WPATH.

Bardzo ciemna strona założyciela organizacji aktywistów gender

10.04.2025 tysol/bardzo-ciemna-strona-zalozyciela-organizacji-aktywistow-gender

W minionym roku światem wstrząsnęły informacje, które wyciekły z forum WPATH, organizacji lekarzy i aktywistów gender. Dzięki upublicznionym plikom dowiedzieliśmy się, że medycy razem z działaczami trans przez lata krzywdzili osoby niepełnosprawne, ofiary gwałtu i dzieci.

Teraz, dowiadujemy się z mediów, że jeden z głównych ekspertów WPATH normalizował pedofilię i kontakty seksualne nieletnich z dorosłymi, a WPATH używało w swoich „badaniach” fantazji erotycznych z… forum dla krzywdzicieli dzieci.

Człowiek z mocnym makijażem. Ilustracja poglądowa Bardzo ciemna strona założyciela organizacji aktywistów gender

Człowiek z mocnym makijażem. Ilustracja poglądowa / Pixabay

Vern L. Bullough, jeden z współzałożycieli organizacji WPATH, Światowego Stowarzyszenie na rzecz Zdrowia Transseksualistów, według doniesień medialnych, miał mieć powiązania ze środowiskiem pedofilskim. Według świeżo ujawnionych przez Reduxx (grupy medialnej krytycznej wobec ideologii gender) informacji, Bullough, prominentny seksuolog, był członkiem redakcji Paidika: The Journal of Paedophilia, pisma promującego kontakty seksualne dorosłych i nieletnich. Seksuolog miał też utrzymywać korespondencję z Lawrence’em Stanleyem, członkiem NAMBLA – grupy lobbującej za legalizacją pedofilii – i bronić go w sądzie, gdy ten został oskarżony o posiadanie pornografii dziecięcej. Bullough miał twierdzić, że sprzeciw wobec pedofilii to tylko „histeria” moralna, a pedofile są niesłusznie piętnowani w społeczeństwie. Te informacje to kolejny coś w WPATH, która przez wiele dekad ustala standardy opieki dla osób cierpiących na zaburzenia tożsamości płciowej.

Problemy WPATH

Światowe Stowarzyszenie na rzecz Zdrowia Transeksualistów to organizacja, która od lat uznawana była za autorytet w kwestii opieki nad transseksualistami. WPATH tworzyła (i nadal tworzy) „standardy opieki”, które wpływają na decyzje lekarzy, terapeutów i rodziców na całym świecie. Ale czy naprawdę dba o dobro ludzi?

W marcu 2024 roku do Internetu wyciekły nagrania i dokumenty z wewnętrznych rozmów członków WPATH, opublikowane w raporcie „WPATH Files”. Ujawnione pliki ujawniły szokującą prawdę: eksperci z organizacji wiedzieli, że ich metody – np. podawanie dzieciom blokerów dojrzewania i operacje „zmiany płci” – nie mają solidnych podstaw naukowych.

Najbardziej niepokojące było podejście WPATH do dzieci. WPATH przekonywało bowiem, że nieletni mogą świadomie zgodzić się na nieodwracalne zmiany w swoim ciele, takie jak operacje czy hormony, które mogą prowadzić do bezpłodności. W prywatnych rozmowach członkowie organizacji przyznawali, że dzieci nie rozumieją konsekwencji tych decyzji, ale mimo tej wiedzy publicznie promowali okaleczanie najmłodszych.

Raport o WPATH ujawnił też liczne manipulacje. Rodzicom wmawiano, na przykład, że jeśli nie zgodzą się na „tranzycję” dziecka, to dziecko może targnąć się na swoje życie. Taki szantaż budził strach i wywoływał presję, nie dając opiekunom prawdziwego wyboru. Również dorośli z problemami psychicznymi byli zachęcani przez ekspertów WPATH do kaleczących zabiegów, choć specjaliści prywatnie wiedzieli, że „zmiana płci” nie rozwiązuje cierpienia zaburzonych pacjentów. „Zmianę płci” polecano nawet zgwałconym kobietom, u których zaburzenia tożsamości płciowej były wynikiem traumy.

Teraz okazuje się, że WPATH była organizacją jeszcze bardziej bardziej zepsutą, niż dowiedziano się w minionym roku.

Pedofilskie korzenie gender

Jak w ostatnim tygodniu ujawnił portal Reduxx, od lat krytykujący ideologię gender, jeden ze współzałożycieli WPATH, miał przez lata wspierać środowiska pedofilskie i był nawet członkiem rady redakcyjnej pisma Paidika, które  w dośc powszechnej opinii promowało kontakty seksualne dorosłych z dziećmi. Vern L. Bullough bronił nawet pedofilów w sądzie.

Vern Bullough jest znanym naukowcem w dziedzinie seksuologii. Pracował jako dziekan na Uniwersytecie Stanowym w Buffalo oraz jako profesor historii na różnych uczelniach, w tym na California State University Northridge, gdzie założył Centrum Badań nad Seksualnością. Był też jednym z pierwszych prelegentów na konferencji WPATH w 1973 roku, kiedy WPATH działało jeszcze pod nazwą Erickson Educational Foundation. Mężczyzna miał współpracować wtedy z Johnem Money’em, innym kontrowersyjnym seksuologiem, który wypromował pojęcie „tożsamości płciowej”, a w ramach swoich „badań” zmuszał małych chłopców do symulowania aktów seksualnych, które fotografował.

Bullough napisał wiele książek, takich jak „Różnorodność seksualna w społeczeństwie i historii” (1976) oraz „Przebieranki, płeć i gender” (1993), które do dziś są używane na Gender Studies. Jego działalność wykraczała jednak daleko poza akademickie badania.

Bullough był bowiem członkiem redakcji Paidika: The Journal of Paedophilia – czasopisma, które otwarcie popierało związki seksualne między dorosłymi a dziećmi. W wywiadzie dla tego pisma w 1996 roku Bullough stwierdził nawet, że społeczeństwo wpadło w „histerię”, jeżeli chodzi o molestowanie dzieci, które według niego albo nie miało miejsca, albo nie było wcale problemem. Seksuolog twierdził dodatkowo, że pedofile są niesłusznie obwiniani za różne problemy społeczne i rodzinne, i nazwał ich „kozłami ofiarnymi”.

Bullough utrzymywał też regularną korespondencję z Lawrence’em Stanleyem, ważnym członkiem NAMBLA – organizacji lobbującej za legalizacją kontaktów seksualnych między dorosłymi mężczyznami a młodymi chłopcami. Stanley, prawnik i wydawca biuletynu o pedofilskich relacjach, już w 1987 roku wysłał Bulloughowi artykuł pt. „Histeria otaczająca pornografię dziecięcą i pedofilię”, który później ukazał się w Paidika i w… Playboyu. Bullough nie tylko pochwalił ten tekst, ale w liście z 1988 roku napisał do jego autora: „Jeśli masz dobre duplikaty materiałów (czyt. z pornografią dziecięcą) i nie wiesz, gdzie je wysłać, chciałbym powiększyć moją kolekcję”.

Obrona przestępcy

W 1989 roku Stanley, z którym ekspert WPATH wymieniał listy, został jednak złapany z setkami materiałów pornograficznych z udziałem dzieci, przedstawiającymi gwałty na dziewczynkach. W sądzie pedofil twierdził, że nie jest niczemu winny, a nagrania pedofilskie to niby materiały do jego „badań naukowych”. W 1991 roku Bullough stanął w obronie pedofila, pisząc list, w którym nazwał go „wiodącym profesjonalistą w dziedzinie seksualności” i zapewniał o jego „dobrym charakterze i uczciwości”. Seksuolog prosił nawet o zwrot skonfiskowanych materiałów do ich posiadacza, argumentując, że Stanley powinien móc je badać i publikować.

Stanley nie tylko zbierał jednak materiały pornograficzne z udziałem dzieci – mężczyzna aktywnie dzieci krzywdził. W 1998 roku pedofil został więc skazany w Holandii za molestowanie dzieci w wieku od 7 do 10 lat, a później uciekł do Brazylii, gdzie w 2002 roku aresztowano go za wykorzystywanie nieletnich dziewczynek do zdjęć pornograficznych sprzedawanych online.

Ideologia gender i pornografia

Bullough miał jednak nie poprzestać na bronieniu krzywdzicieli dzieci. Naukowiec zorganizował też bowiem Światową Konferencję Pornografii w 1998 roku na California State University, z finansowym wsparciem przemysłu „filmów dla dorosłych”. Jak dzisiaj wiadomo, jeden z (zszokowanych) uczestników ówczesnej konferencji wspominał później prezentację z udziałem zdjęć młodego chłopca trzymającego narządy płciowe fotografa pracującego nad filmem porno. Bullough uznał to za dopuszczalne, ponieważ fotograf miał zgodę rodziców.

Po śmierci Bullougha w 2006 roku jego nekrolog w Los Angeles Times napisał Eli Coleman, były prezydent WPATH, chwaląc zmarłego za wszechstronność w badaniach nad seksualnością. Teraz jednak, gdy organizacja WPATH została skompromitowana wyciekami z własnego forum, wszystko układa się w przerażającą całość.

Krzywdziciele dzieci

A to nie wszystko. Wśród plików, które wyciekły w minionym roku z WPATH były nie tylko dowody na to, że ideolodzy gender promowali krzywdzenie dzieci, osób chorych psychicznie i kobiet. Dzięki zeszłorocznemu wyciekowi informacji wiemy również, że WPATH posiłkowało się w swoich badaniach publikacjami z forum dla fetyszystów BDSM i pedofilów.

Internetowe forum, z którego korzystało WPATH, zostało założone m.in. przez skazanego pedofila Thomasa Pidela, i zawierało m.in. ponad 3000 opowiadań seksualnych o kastracji dzieci. WPATH cytowało materiały z forum, by uzasadnić wprowadzenie „tożsamości eunucha” jako kategorii płciowej u nieletnich, ignorując nieetyczny charakter takich pomysłów. 

Czy więc koneksje między krzywdzicielami dzieci a działaczami gender są jeszcze głębsze? Czy w najbliższych miesiącach lub latach poznamy jeszcze straszniejsze powiązania między najbardziej wpływową grupą transseksualistów i pedofilów? Ostatecznie, obie grupy łączy wspólne założenie, iż „dziecko może wyrazić zgodę”…

  • Autor: Waldemar Krysiak
  • Źródło: Reduxx

Wyznania kobiety, która została sprzedana jako dziecko gangowi pedofilów

Wyznania kobiety, która została sprzedana jako dziecko gangowi pedofilów

Jako jedna z nielicznych przeżyła i odważyła się mówić po latach 

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 2

Wielu w Polsce z niedowierzaniem wysłuchuje opowieści o satanistach i pedofilach z Hollywood, zbrodniach rytualnych, picu krwi niemowląt itd. Propaganda głównego nurtu robi wszystko, by ośmieszyć portale rozpowszechniające te historie, jako “oszołomów teorii spiskowych”. Podobna strategia była stosowana w okresie “plandemii” covidowej. 

Poniżej zarejestrowane są wyznania kobiety, która jako dziecko, została niewolnicą gangu pedofilów. Jako jedna z nielicznych przeżyła dzięki jednemu młodemu sutenerowi, który pomógł jej uciec do Ameryki. 

Jej dramat rozpoczął się w latach 70 ubiegłego stulenia, kiedy matka sprzedała ją jako “niepotrzebne dziecko”, gangowi pedofilów.

Emocjonalnie opisuje ona swe przeżycia, więc trudno byłoby przetłumaczyć to na polski, ale zachęcam do wnikliwego wysłuchania jej przesłania w języku angielskim.

Okazuje się, że zbrodnie Hollywoodu, nie są żadnym novum i stosowane są od dziesięcioleci, w “rozwiniętych krajach Zachodu”. Zarówno schemat działań, jak i klientela, nie zmieniły się przez te lata. Jako Belgijka, rozpoczęła swą “karierę” w lokalnej siatce, potem została sprzedana międzynarodowej europejskiej mafii. System działania wszystkich tych gangów i ich klientów jest identyczny, a “konfidencjonalność” gwarantuje obopólna wiedza sprzedających i klientów, o ewentualnych skutkach, dla obu stron, ujawnienia tego przerażającego procederu.

Zwyczajowo już, klientelą tych gangów są “elity” Zachodu: politycy, biznesmeni i inni prominenci. Wszystkich ich, in gremium, charakteryzuje zboczenie i skrajna psychopatia, zarówno wtedy, jaki i dziś. Zapewne nie wszyscy współcześni “politycy” są tak zdegenerowani, ale większość zapewne, a to daje wyobrażenie do czego oni są zdolni. Zresztą, myślący obywatele widzą owoce ich działań na każdym kroku.

PS. Na końcu filmu zaprezentowała ona dwa zdjęcia “polityków” (wraz z nazwiskami) z lat 70 tych, których była własnością. 

Zuchwałe są te kurwy zboczone. 299 ofiar lekarza, głównie dzieci.

299 ofiar lekarza, głównie dzieci. Przełom w śledztwie

Karol Żak 21 marca rmf/299-ofiar-lekarza-glownie-dzieci

74-letni były francuski chirurg, który stanął przed sądem za molestowanie seksualne 299 swoich pacjentów, przyznał się do wszystkich zarzutów. To przełom w tej sprawie. Jego ofiarami były głównie dzieci. Proces ten stał się największym procesem o molestowanie dzieci w historii Francji.

Joel Le Scouarnec został oskarżony o napaść i gwałt na pacjentach, często będących pod narkozą lub w trakcie wybudzania po operacjach, w latach 1989-2014. Proces w mieście Vannes w zachodniej Francji rozpoczął się na początku marca.

Średni wiek domniemanych ofiar wynosił zaledwie 11 lat. Były to zarówno dziewczynki, jak i chłopcy.

„Mam obowiązek mówić prawdę”

Dotychczas 74-latek przyznawał się tylko do części zarzutów. W wielu przypadkach twierdził, że po prostu wykonywał swoje obowiązki medyczne.

Podczas czwartkowego przesłuchania nastąpił przełom w tej sprawie.

Mam obowiązek mówić prawdę – powiedział Le Scoaurnec podczas czwartkowego procesu za zamkniętymi drzwiami. Jego słowa przekazał agencji AFP Maxime Tessier – prawnik byłego chirurga.

Dalsza część artykułu pod materiałem video:

Zapytałem go, czy zgadza się, że te 299 zarzutów to przestępstwa, odpowiedział „tak”przekazał Tessier.

Przyznanie się do winy jest kluczowym krokiem umożliwiającym ofiarom pójście dalej i dobrze, że nastąpiło to na tym etapie procesu – powiedziała z kolei Frederique Giffard, prawniczka reprezentująca około 15 ofiar. Myślę, że w końcu zrozumiał, słuchając zeznań stron cywilnych w ciągu ostatnich 10 dni, że nie będzie w stanie wiarygodnie utrzymać swojego stanowiska, polegającego na dalszym zaprzeczaniu faktom w niektórych przypadkach – dodała, cytowana przez agencję AFP.

Szokujące odkrycie w domu

Joel Le Scouarnec został zatrzymany po przejściu na emeryturę w 2017 r., kiedy jego 6-letnia sąsiadka powiedziała matce, że molestował ją seksualnie, gdy bawiła się w ogrodzie.

Kiedy policja przeszukała dom mężczyzny, znaleziono 300 tys. nieprzyzwoitych zdjęć i filmów wideo przedstawiających dzieci, 70 lalek wielkości dziecka (niektóre były przykute łańcuchami), peruki oraz setki notatników i pamiętników szczegółowo opisujących akty, których się dopuścił.

W 2020 roku został skazany za gwałt i napaści seksualne na czworgu dzieci, w tym dwojgu z własnej rodziny.

Kolejni liderzy LGBT ujawnieni jako pedofile

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie Mirosławie! 
Kolejny lider organizacji LGBT okazał się pedofilem. Sąd w Wielkiej Brytanii skazał aktywistę „dumy gejowskiej” za gwałt na 12-letnim chłopcu oraz tworzenie dziecięcej pornografii. Winnym podobnych zarzutów uznany został także jego homoseksualny współlokator. Podobne przypadki pedofilów LGBT wypłynęły niedawno również m.in. przed sądami we Francji oraz w USA, gdzie tzw. „małżeństwo homoseksualne” zostało skazane na 100 lat więzienia za gwałty na adoptowanych przez siebie dzieciach.

W tym samym czasie w Polsce rząd Tuska forsuje projekt ustawy o zakazie „mowy nienawiści”, w świetle którego formalnym przestępstwem zagrożonym karą więzienia będzie mówienie prawdy na temat ideologii LGBT oraz skutkach homoseksualnego stylu życia. Ustawa ta ma jeszcze bardziej nasilić represje i prześladowania, które za mówienie prawdy są w Polsce od wielu lat. Mimo że ustawy o „mowie nienawiści” jeszcze nie ma, ja już rok temu zostałem za nią skazany na rok ograniczenia wolności, gdyż podawałem do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych na temat powiązań homoseksualnego stylu życia z pedofilią. Aktualnie toczy się przeciwko nam wiele innych procesów. Trzeba walczyć z narastającą cenzurą i mobilizować Polaków do oporu oraz do obrony swoich dzieci, swoich rodzin i naszej wolności!
Stephen Ireland to współzałożyciel organizacji „dumy gejowskiej LGBT” działającej w jednej z miejscowości pod Londynem. Aktywista został kilka dni temu uznany winnym gwałtu na 12-letnim chłopcu, którego zwabił do swojego mieszkania przy użyciu aplikacji „randkowej” dla homoseksualistów. Oprócz tego Ireland odpowie za tworzenie i kolekcjonowanie dziecięcej pornografii. Winnym przestępstw o charakterze pedofilskim został uznany także jego współlokator David Sutton. 

Do jeszcze bardziej wstrząsającej sytuacji doszło niedawno we Francji. Służby z Nantes aresztowały
Pierre-Alaina Cottineau – wpływowego aktywistę LGBT i organizatora pierwszej, lokalnej „parady dumy gejowskiej”. Był on również zaangażowany w organizację „anty-homofobicznych” kampanii społecznych.
 Aktywista LGBT torturował i zgwałcił 4-letnią, niepełnosprawną dziewczynkę, pacjentkę szpitala pediatrycznego, do czego miał przyznać się w trakcie śledztwa. Aktualnie francuskie służby prowadzą szerokie dochodzenie dotyczące całej grupy pedofilskiej, o stworzenie której oskarżony został Cottineau. W świetle informacji ujawnionych kilka tygodni temu przez media, aktywista LGBT miał dopuścić się również innych przerażających czynów – miał on organizować w swoim domu spotkania pedofilów, w trakcie których gwałcili dzieci z użyciem przemocy i odurzania za pomocą substancji chemicznych. Najmłodsza z ich ofiar miała 6 miesięcy. Wszystkie przestępstwa miały być nagrywane na wideo i udostępniane w sieci. 

Z kolei 3 miesiące temu przed sądem w Georgii w USA zapadł ostateczny wyrok w głośnej sprawie dwóch homoseksualistów i aktywistów LGBT. William i Zachary Zulock zawarli tzw. „małżeństwo homoseksualne”, po czym adoptowali dwóch chłopców, którzy byli braćmi. Zwyrodnialcy wykorzystywali dzieci seksualnie i dokumentowali swoje przestępstwa na pornograficznych filmach video, udostępniając nagrania w internecie innym pedofilom. Policja znalazła w ich domu 7 terrabajtów (!) plików z pedofilskimi nagraniami wideo. 19 grudnia 2024 sąd skazał ich na 100 lat więzienia bez możliwości zwolnienia warunkowego. 

To kolejne tak głośne sprawy z ostatnich kilku miesięcy. Nie przebijają się one jednak do opinii publicznej, gdyż algorytmy internetowych wyszukiwarek skutecznie blokują wyszukiwanie tego typu informacji, a największe media głównego nurtu po prostu nie informują o nich swoich odbiorców. Chodzi o to, aby przykryć pedofilskie przestępstwa dokonywane w środowiskach LGBT i utrzymywać społeczeństwa Zachodu w przekonaniu, że homoseksualizm to wesoły, radosny i bezpieczny styl życia. 

Nasza Fundacja od ponad 10 lat prowadzi w całej Polsce kampanię „Stop pedofilii”, w ramach której ostrzegamy przed deprawacją seksualną dzieci, informujemy o przypadkach pedofilii w środowiskach LGBT oraz prezentujemy wyniki badań naukowych na temat powiązań między pedofilią a homoseksualizmem. Jesteśmy za to prześladowani. 

W ubiegłym roku zostałem skazany prawomocnym wyrokiem przez sąd w Gdańsku na rok ograniczenia wolności i 15 000 zł kary za organizację kampanii „Stop pedofilii” na ulicach Trójmiasta. W ocenie sądu „znieważyłem” w ten sposób aktywistów LGBT i utrudniłem im „działalność edukacyjną”. Kilka miesięcy po tym wydarzeniu inny sąd w Gdańsku skazał Piotra K. – byłego wiceprezydenta miasta ds. edukacji i współpracownika trójmiejskich organizacji LGBT. Piotr K., który przy pomocy aktywistów LGBT wdrażał „edukację seksualną” do szkół gdańska, molestował seksualnie nieletniego chłopca. Wyrok uprawomocnił się w styczniu br. Piotr K. publicznie zabiegał o to, aby nasza Fundacja została ukarana za organizację akcji „Stop pedofilii”. 

Do podobnej sytuacji doszło w Szczecinie. Jan, kierowca naszej furgonetki „Stop pedofilii”, został skazany na 30 000 zł kary za jazdę po ulicach Szczecina. Krótko po tym do wiadomości publicznej przedostała się informacja, że jeden z liderów szczecińskiego lobby LGBT trafił do więzienia za pedofilię. Krzysztof F., bo o nim mowa, prowadził razem ze swoim homoseksualnym partnerem restaurację w centrum Szczecina, w której organizował „randki LGBT”. Był współzałożycielem Stowarzyszenia Równość na Fali, które najpierw działało pod nazwą Kampania Przeciw Homofobii Szczecin. W sierpniu 2020 roku Krzysztof F. wykorzystał seksualnie 13-letniego chłopca. Przed gwałtem usiłował podać dziecku narkotyki.  

Aktualnie przeciwko wolontariuszom naszej Fundacji toczy się ponad 70 spraw sądowych, z których wiele dotyczy „przestępstwa” jakim jest informowanie Polaków o konsekwencjach aktywizmu LGBT i homoseksualnego stylu życia, a także o zagrożeniach związanych z tzw. „edukacją seksualną” dzieci. To wszystko w sytuacji, gdy prace nad formalną penalizacją „mowy nienawiści” dopiero trwają… Kilka spraw równolegle toczy się m.in. w Zielonej Górze, gdzie lokalni aktywiści LGBT pozwali nas do sądu za informowanie mieszkańców miasta o założeiach „edukacji seksualnej”. Oprócz mnie oskarżonymi w szeregu procesów są dwaj nasi wolontariusze – Adam i Adrian. Podobne sprawy mamy w całym kraju. 

W tym samym czasie aktywiści LGBT piszą otwarcie o swoich „zainteresowaniach” dziećmi i młodzieżą. W 2021 roku jedna z największych grup „edukatorów seksualnych” LGBT, działająca na terenie Wielkopolski, wydała za pieniądze urzędu miasta Poznań broszurę pt. „Poznań w kolorach tęczy”, która przedstawia życie poznańskich homoseksualistów. Jeden z rozdziałów opisuje m.in. orgie z młodymi chłopcami:

„To jest naprawdę grupówka na poziomie, w pięknym apartamencie. Wielki salon z kanapą, gdzie w różnych konfiguracjach chłopcy uprawiają seks. Jest duży przeszklony prysznic, więc ci, którzy akurat chcą się umyć, są widoczni dla reszty uczestników. Te grupówki mają zresztą różną tematykę. Raz na przykład są same twinki.„

Twink w slangu LGBT oznacza młodych, kilkunastoletnich chłopców. To jest właśnie homoseksualny styl życia, z którym aktywiści LGBT oswajają polskie dzieci i młodzież poprzez „edukację seksualną”, media i uliczne „parady dumy gejowskiej”. Przyznał to m.in. Zbigniew Izdebski – koordynator powstania podstawy programowej do nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”, w ramach której ukrywa się przed rodzicami „edukację seksualną”. Izdebski zapytany w jednym z wywiadów medialnych, czy to prawda, że przeciętny homoseksualista ma ok. 200 partnerów seksualnych w ciągu życia, odpowiedział: 

„Moje badania pokazują, ilu partnerów może mieć, ale nie musi mężczyzna homoseksualny. Mamy tu bowiem też do czynienia z dużymi różnicami indywidualnymi. Tak, około dwustu. W związku ze stylem życia mężczyzn homoseksualnych ta liczba partnerów seksualnych może szokować na tle mężczyzn heteroseksualnych. Ale to jest pewna forma obyczajowości przyjętej w tej grupie.”

Właśnie z taką „formą obyczajowości” mają być oswajane wszystkie dzieci w Polsce.To właśnie dlatego aktywiści LGBT wchodzą do szkół z „edukacją seksualną”, dlatego uruchamiają kolejne kanały w mediach społecznościowych, dlatego organizują parady „dumy gejowskiej” w przestrzeni publicznej.Wszyscy rodzice w Polsce powinni zrozumieć, że ich dzieci są celem działań deprawatorów i podjąć osobiste działania na rzecz ich ochrony. Przymusowa, systemowa deprawacja na masową skalę ma się zacząć po wyborach, kiedy to rząd Tuska wznowi prace nad obowiązkowością szkolnej „edukacji seksualnej” (od 1 września deprawacja ma być jeszcze nieobowiązkowa, ale każde dziecko domyślnie będzie zapisane na zajęcia w wymiarze 1 godziny tygodniowo od 4 klasy podstawówki). Miliony polskich dzieci i nastolatków od lat deprawowane są przez media, szczególnie poprzez wielogodzinny kontakt ze smartfonami. 
Dlatego pomimo represji i prześladowań nasza Fundacja kontynuuje kampanię „Stop pedofilii” w całym kraju. Za pomocą ulicznych akcji informacyjnych, przejazdów furgonetek, billboardów, megafonów, broszur (rozdaliśmy już ponad 50 000 najnowszej broszury o „edukacji zdrowotnej”) oraz działań w internecie docieramy do kolejnych osób, kształtujemy ich świadomość i mobilizujemy do walki.
Pomagamy jednocześnie zgłaszającym się do nas rodzicom w takich obszarach jak szkoła, edukacja domowa i dostęp do smartfonów (prosimy o kontakt e-mailowy).
Aby kontynuować te działania oraz bronić się w nadchodzących procesach przed sądami potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 17 000 zł.
Proszę, aby przekazał Pan 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolną inną kwotę, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, i umożliwił nam dotarcie do kolejnych Polaków z ostrzeżeniami przed zagrożeniem deprawacją ich dzieci oraz wsparł naszych wolontariuszy w obronie przed prześladowaniami sądowo-policyjnymi.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Aktywista LGBT okazał się pedofilem, kierował też międzynarodową siatką pedofilską

Aktywista LGBT okazał się pedofilem, miał też kierować międzynarodową siatką pedofilską

27.02.2025 tysol/aktywista-lgbt-okazal-sie-pedofilem-mial-tez-kierowac-miedzynarodowa-siatka-pedofilska

Jesienią minionego roku okazało się, że Pierre Cottineau, aktywista LGBT z Francji, jest pedofilem, który gwałcił niepełnosprawną dziewczynkę.

Teraz pojawiają się informacje to tym, że lewicowy polityk nie tylko skrzywdził jedno dziecko, ale też miał kierować całą grupą pedofilów, która handlowała nieletnimi. Francuz miał wykorzystywać swoją pozycję społeczną i pracę, by „załatwiać” najmłodsze ofiary innym zwyrodnialcom.

Smutna dziewczynka. Ilustracja poglądowa Aktywista LGBT okazał się pedofilem, miał też kierować międzynarodową siatką pedofilską

Smutna dziewczynka. Ilustracja poglądowa / Pixabay.com

Media – tak polskie, jak i zagraniczne – pisały o nim najpierw tylko ogólnikowo – że był lewicowym działaczem. Od momentu aresztowania potwierdzono jednak, że Pierre Cottineau, aktywista i polityk lewicy, okazał się nie tylko pedofilem, ale też aktywnym działaczem organizacji LGBT. Teraz, w lutym 2025, śledztwo przeciwko tęczowemu działaczowi nabrało nowego wymiaru, ponieważ francuskie władze zdemaskował siatkę pedofilską, której Cottineau miał być organizatorem i liderem. 4 i 18 lutego aresztowano czterech dodatkowych podejrzanych, co rozszerzyło dochodzenie na skalę międzynarodową, obejmującą Francję i Belgię. Zarzuty wobec zatrzymanych mężczyzn obejmują nie tylko pedofilię, ale również handel ludźmi w zorganizowanej grupie przestępczej oraz rozpowszechnianie materiałów pedofilskich w sieci. Do dzisiaj zidentyfikowano cztery ofiary tej siatki przestępczej poniżej piątego roku życia. Śledczy podejrzewają jednak, że ofiar jest o wiele więcej.

Pierre-Alain Cottineau, zanim na jaw wyszły jego pedofilskie zbrodnie, był przez większość swojego dorosłego życia działaczem politycznym związanym z lewicą.

Urodzony w 1992 roku lewicowiec już w 2021 roku kandydował w wyborach regionalnych w kantonie Ancenis-Saint-Géréon w La France Insoumise (LFI), radykalnie lewicowej partii kierowanej przez Jeana-Luca Mélenchona. Partia ta to globaliści, słynący z walki z francuską prawicą i z wspierania tzn. grup mniejszościowych.

Cottineau był rzekomo znany jako zaangażowany mieszkaniec Oudon’u (zachodnia Francja), wspierający różne lokalne inicjatywy – od walki z zamykaniem urzędów pocztowych po rozdawanie materiałów edukacyjnych o przemocy wobec kobiet. W mediach społecznościowych chwalił się działalnością społeczną, podkreślając lewicowo i populistycznie, że chce „przywracać władzę ludowi, a nie elitom”.

Pedofil z ludu

Pedofilia lewicowca wyszła na jaw we wrześniu 2024 roku, gdy Cottineau został zatrzymany na lotnisku w Nantes po powrocie z wakacji w Tunezji. Aresztowanie było wynikiem śledztwa prowadzonego przez L’OFMIN (Biuro ds. Nieletnich i jednostka francuskiej Policji Narodowej; biuro zostało utworzone w celu zwalczania przestępstw na dzieciach i nastolatkach), które we współpracy z holenderskimi służbami natrafiło na drastyczne nagrania przemocy seksualnej wobec dzieci, rozprowadzane w Internecie. Na nagraniach widać było charakterystyczne łóżko, które doprowadziło śledczych do domu Cottineau. W trakcie przesłuchania mężczyzna przyznał się do znęcania się nad 4-letnią dziewczynką, którą opiekował się od grudnia 2023 roku, oraz do rozpowszechniania nagrań pedofilskich grupach online. Jak podkreślił prokurator Nantes, nagrania te wyróżniały się „wyjątkową przemocą” i „barbarzyństwem”.

Dalsze dochodzenie ujawniło jeszcze bardziej przerażające fakty. W tym miesiącu L’OFMIN zdemaskował bowiem rozległą siatkę pedofilską, która działała między Francją a Belgią. Według doniesień medialnych, Cottineau miał być głównym organizatorem procederu – grupy, która łączyła pedofilów ponad granicami państw – wykorzystującym swoje kontakty zawodowe do dostarczania ofiar innym pedofilom. Lewicowy polityk pracował bowiem jako asystent rodzinny i pracownik opieki nad dziećmi. W ramach zaplanowanych akcji, mężczyźni z różnych regionów Francji i Belgii gwałcili dzieci – w tym niemowlęta – nagrywając te bestialskie akty i transmitując je w najbardziej mrocznych zakamarkach Internetu.

Do tej pory aresztowano pięciu podejrzanych, w tym Cottineau oraz osobę wcześniej skazaną w Belgii za zabójstwo i gwałt na dziecku. Śledczy zidentyfikowali cztery ofiary poniżej piątego roku życia, ale L’OFMIN przypuszcza, że lista ta może się wydłużyć. Podejrzani staną przed sądem w Nantes, gdzie grozi im dożywocie.

Przeszłość Cottineau

Przed aresztowaniem Cottineau uchodził za wzorowego obywatela i aktywistę. Był założycielem i prezesem organizacji takich jak Esprit Arc-en-Ciel („Duch Tęczy), z którą w 2018 roku zorganizował pierwsze lokalne forum przeciwko homofobii i transfobii, oraz Oudon Solidarity and Mutual Aid Collective – grupy regionalnej pomocy wzajemnej. Jako członek Lily Cerise et Cie (Lilia i Wiśnia), grupy zajmującej się „edukacją seksualną” dzieci i walką z przemocą domową, promował również działania „edukacyjne” skierowane do najmłodszych, w tym wprowadzanie tematów LGBT do szkół. Jego aktywność polityczna skupiała się na promowaniu polityki „zero tolerancji” wobec wszelkiej dyskryminacji. Po ujawnieniu zarzutów partia natychmiast pedofila ze swoich szeregów wykluczyła, wyrażając „przerażenie” jego czynami.

Jako opiekun i asystent rodzinny lewicowiec z łatwością otrzymywał zgodę służb socjalnych na opiekę nad dziećmi do końca 2023. Według ustaleń śledztwa, mężczyzna specjalnie domagał się brania pod swoją opiekę dzieci poniżej szóstego roku życia – to właśnie dzięki pozycji takiego asystenta do Cottineau trafiła 4-letnia dziewczynka z poważnymi niepełnosprawnościami, która stała się jedną z jego ofiar.

Milczenie lewicy

Sprawa wywołała falę oburzenia, została ona bowiem przemilczana przez część mediów i środowisk lewicowych. Le Parisien w swoich relacjach unikał nawet podania nazwiska Cottineau, określając go jedynie jako „32-letniego asystenta rodzinnego z Loire-Atlantique”. Do dzisiaj w tytułach z jesieni minionego roku znajdujemy tylko wzmiankę o bliżej nieokreślonym działaczu politycznym, który skrzywdził jakąś jedną, konkretną dziewczynkę.

Co jednak będzie dalej z pedofilem z Francji i jego krajowymi i zagranicznymi współoskarżonymi? Proces sądowy w Nantes wciąż trwa, a śledczy analizują materiały cyfrowe, by ustalić pełen zasięg siatki oraz potencjalne kolejne ofiary. Tempo procesu może przyspieszyć fakt, że Cottineau przyznał się do części zarzutów, co ogranicza konieczność długotrwałego dowodzenia niektórych faktów.

Z drugiej strony, międzynarodowy charakter siatki i konieczność identyfikacji wszystkich ofiar mogą opóźnić sprawę. W najgorszym wypadku może okazać się, że skrzywdzonych zostało o wiele więcej dzieci, niż tylko czwórka. To jest, niestety, prawie pewne. Belgijskie władze nie ujawniły natomiast pełnych szczegółów procesu ze względu na ochronę dochodzenia i prawo do prywatności ofiar.

===================

Mail:

Gdy go ułaskawią, wypuszczą, przeproszą i finansowo zrekompensują – znów będzie zasiadał w Zarządach, Radach Nadzorczych i Organizacjach Humanitarnych?

Czułe pożegnanie donosiciela i pedofila, ks. Michała Czajkowskiego. Groteska „katolicyzmu otwartego”.

Czułe pożegnanie donosiciela. Groteska katolicyzmu otwartego

https://pch24.pl/czule-pozegnanie-donosiciela-groteska-katolicyzmu-otwartego

15 lutego odszedł do wieczności [na Sąd Boga.. md] ks. Michał Czajkowski – profesor, biblista, donosiciel. Pomimo powszechności wiedzy o jego działaniach został uprzejmie pożegnany przez środowisko tak zwanych katolików otwartych, w tym „Więź” i „Tygodnik Powszechny”. Nie przeszkadzało im nawet to, że w 1960 roku Czajkowski dopuścił się molestowania chłopców.

Jestem zwolennikiem zasady, by w chwili śmierci o zmarłych mówić dobrze, albo wcale. Powiem więc, że doznałem dzięki Michałowi sporo dobra” – napisał na łamach „Więzi” Zbigniew Nosowski. „Niech pamięć o ks. Michale będzie błogosławieństwem – także przez wnioski co do tego, jak sobie radzić ze złem we własnym życiu” – dodał.

Michał Czajkowski współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa przez dwadzieścia cztery lata. Przestał donosić dopiero wtedy, kiedy zamordowano błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszkę. Czajkowski dobrze znał Adama Pietruszkę, skazanego w procesie toruńskim przełożonego oprawców męczennika. Pietruszka był oficerem prowadzącym Czajkowskiego. Pożegnany przez „Więź” kapłan donosił również na księdza Jerzego.

„Łagodność – to słowo najbardziej kojarzy mi się z ks. prof. Michałem Czajkowskim, zmarłym w sobotę 15 lutego 90-letnim ekumenistą i biblistą, zaangażowanym w dialog chrześcijańsko-żydowski” – tak rozpoczęła artykuł o śmierci Czajkowskiego Zuzanna Radzik z „Tygodnika Powszechnego”.

Łagodnością Czajkowski nie wykazał się w 1960 roku, kiedy został zwerbowany przez SB. Podstawą pozyskania go do współpracy był szantaż. Służba Bezpieczeństwa ustaliła, że Czajkowski molestował dwóch chłopców – braci w wieku dziewięciu i dziesięciu lat. Miał dotykać ich narządów płciowych i obnażać się przed nimi. W teczce personalnej Tajnego Współpracownika zawarte jest jego pisemne oświadczenie, w którym przyznaje się do „wykroczenia seksualnego” wobec dzieci.

W 2023 roku sprawę szeroko opisała „Rzeczpospolita”. Na łamach „Więzi” głos zabrali wówczas Zbigniew Nosowski i Andrzej Friszke. Cytowali wówczas Czajkowskiego, który jeszcze w 2006 roku miał mówić „Więzi”, że wydarzenie z 1960 roku było „drobnym incydentem”.

„Więź” i „Tygodnik Powszechny” nie mają w zwyczaju nazywać „drobnym incydentem” przypadków molestowania seksualnego dzieci przez kapłanów. Tropią tego rodzaju przestępstwa i głośno je piętnują. „Więź” zajęła na przykład zdecydowaną postawę wobec ks. Andrzeja Dymera, który w 2023 roku został uznany winnym wykorzystywania seksualnego podopiecznych szczecińskiego Ogniska św. Brata Alberta. Andrzej Dymer zmarł 16 lutego 2021 roku. Tego samego dnia „Więź” opublikowała artykuł w całości skupiony na jego przestępstwach. W tamtym wypadku zasada Zbigniewa Nosowskiego, by „w chwili śmierci o zmarłych mówić dobrze, albo wcale” nie obowiązywała.

Dlaczego? Ks. Michał Czajkowski w latach 1984 – 2006, a więc przez ponad dwie dekady był asystentem kościelnym „Więzi”. Jak pisze Zbigniew Nosowski – de facto „Więzi” duszpasterzem. Z „katolikami otwartymi” nawiązał relację na tyle bliską, że – jak pokazują pożegnalne artykuły – gotowi są wskazywać na „dobro” i „łagodność” w przypadku człowieka, który molestował dzieci i przez niemal ćwierć wieku donosił esbecji, czerpiąc z tego oczywiście korzyści w postaci nieujawniania jego przestępczego czynu – i zapewnienia możliwości prowadzenia spokojnej pracy naukowej, w tym odbywania wyjazdów zagranicznych.

Nie jest to pierwszy raz, gdy środowiska katolicyzmu otwartego zajmują szczególną postawę wobec bliskich sobie, ale skompromitowanych postaci.

Pisarz, polityk, chrześcijanin” – tak „Tygodnik Powszechny” zatytułował felieton Tomasza Fiałkowskiego o „Dziennikach” Jerzego Zawieyskiego w roku 2012. W tym samym czasie ks. Adam Boniecki komentując biografię Zawieyskiego pióra Marty Korczyńskiej zwracał uwagę na nawrócenie bohatera książki, a kwestię jego homoseksualizmu zbywał jako „pogłoskę”. W latach 2016 i 2018 „Więź” publikowała z kolei bez żadnych zmian czy dodatkowych wyjaśnień stare teksty Zbigniewa Nosowskiego (z 1986) i Andrzeja Friszke (z 1998) na temat Zawieyskiego. Padały w nich określenia o „postaci niezwykłej i pasjonującej”, „prostoduszności i naiwności”.

Kim był Jerzy Zawieyski – oprócz polityka i lidera środowisk katolików otwartych w PRL? W 2005 roku Ewa Siedlecka opublikowała książkę „Obława. Losy pisarzy represjonowanych”. Opisała w niej szeroko sylwetkę Jerzego Zawieyskiego. Rzecz jest łatwo dostępna w sieci, kto chce, niech poszuka. Tak krótko scharakteryzował sprawę prof. Rafał Łatka z UKSW w rozmowie z PCh24 TV: Zawieyski utrzymywał liczne kontakty homoseksualne – z klerykami, księżmi, świeckimi. […] Był erotomanem, wiecznie niezaspokojonym. Dzięki temu, że [homoseksualne] spotkania odbywały się pod lupą bezpieki, to miała ona haki na bardzo dużą grupę osób.

Tego rodzaju współżycie z klerykami i księżmi pod ścisłą obserwacją SB, wydawałoby się, jest okolicznością zasługującą na to, by ją przynajmniej uwzględnić w tekstach wspominkowych – zamiast redukować do rzędu „pogłoski”.

Nie chodzi bynajmniej o „sprawy obyczajowe”, zwłaszcza w przypadku Michała Czajkowskiego. Wieloletnie donoszenie esbekom i pedofilski „incydent” to nie „obyczajówka” (trudno zbyć też tak łatwo utrzymywanie stosunków płciowych z klerykami i księżmi). Ze strony tzw. katolików otwartych bardzo wiele słychać o konieczności moralnej odnowy Kościoła i zerwania z praktyką zamiatania pod dywan skandali seksualnych, zwłaszcza pedofilskich. Nie sposób traktować tych apeli poważnie, kiedy ich autorzy podsumowują życie takich osób jak Czajkowski w kategoriach wyświadczonego dobra i łagodności.

W cytowanej rozmowie z PCh24 TV Rafał Łatka użył kilkukrotnie słowa „hipokryzja”. Trudno tu odmówić celowości jego zastosowania.

Paweł Chmielewski

https://youtube.com/watch?v=woWXYKU-BxY%3Ffeature%3Doembed

Największa sprawa pedofilska w historii Francji. [Z nagłośnionych]. Oskarżonym jest chirurg.

Największa sprawa pedofilska w historii tego kraju. Oskarżonym jest chirurg.

17.02.2025 https://nczas.info/2025/02/17/najwieksza-sprawa-pedofilska-w-historii-tego-kraju-oskarzonym-jest-chirurg/

„To bez wątpienia największy przypadek przestępczości pedo-kryminalnej we Francji” – twierdzą miejscowe media. W Vannes rozpoczyna się proces chirurga Joëla Le Scouarneca, który ma potrwać aż do czerwca tego roku.

Będzie to długa rozprawa z udziałem świadków i 299 potencjalnych ofiar lekarza. Temu byłemu już chirurgowi grozi 20 lat więzienia za gwałty „ze szczególnym okrucieństwem popełnione” w latach 1989–2014 na 299 pacjentach, z których większość była nieletnia.

299 nazwisk ofiar wymienionych jest w plikach komputerowych i „pamiętniku”, który pedofil prowadził na swój użytek. Policja musiała przesłuchać wcześniej 299 mężczyzn i kobiet, dzisiaj już często pełnoletnich.

Od poniedziałku 24 lutego do czerwca świadkowie tego koszmaru będą się pojawiali przed sądem w departamencie Morbihan. Joël Le Scouarnec był chirurgiem specjalizującym się w operacjach układu pokarmowego i trzewnego. Wykorzystywał operacje i narkozę do gwałcenia pacjentów.

Obecnie to 74-letni emeryt i „rekordzista” przestępczości pedofilskiej we Francji. Ze względu na skalę procesu, poczyniono specjalne przygotowania. W przypadku 15 pacjentów-ofiar przestępstwo uległo całkowitemu przedawnieniu. Pozostali są jednak oskarżycielami posiłkowymi.

Scouarnec ma już na koncie jeden wyrok i piętnaście lat więzienia. Był już skazany za gwałty seksualne na dwóch siostrzenicach i nieletniej córce swojego sąsiada. Właśnie od zauważenia dziwnych praktyk sąsiada-lekarza przez matkę w 2017 roku cała afera została ujawniona. Policja w czasie rewizji w jego domu, znalazła zapiski doktora, który sam opisywał swoje wyczyny i miał listę ofiar. Do gwałtów i molestowania dochodziło na sali operacyjnej, w gabinecie lekarskim i pokojach szpitalnych.

Źródło: Le Figaro

Piotr K. były wiceprezydent Gdańska ds. edukacji, skazany za pedofilię. Wdrażał edukację seksualną.


Piotr K. były wiceprezydent Gdańska ds. edukacji, skazany za pedofilię. Wdrażał edukację seksualną.
Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie! 
Piotr K., były wiceprezydent Gdańska ds. edukacji, który wdrażał w gdańskich szkołach program „edukacji seksualnej”, został we wtorek 21 stycznia prawomocnie skazany za pedofilię.
Sąd drugiej instancji potwierdził, że Piotr K. wykorzystał seksualnego małoletniego.
Przestępca najprawdopodobniej uniknie jednak kary więzienia, gdyż dostał wyrok w zawieszeniu. Piotr K. brał udział w akcji złożenia zawiadomienia do prokuratury, po którym zostałem skazany za organizację akcji „Stop pedofilii” w Gdańsku. W ramach tej akcji ostrzegaliśmy rodziców przed skutkami „edukacji seksualnej”. Sądy w Gdańsku uznały, że ostrzeganie przed „edukacją seksualną” i jej skutkami stanowi zniesławienie „osób LGBT” i skazały mnie na rok ograniczenia wolności i grzywnę. 
Tak właśnie wygląda w praktyce walka z pedofilią – walczy się przede wszystkim z mówieniem prawdy o pedofilii, a nie z pedofilami. Teraz taką samą „edukację seksualną”, jaką Piotr K. wdrażał w Gdańsku, rząd Tuska planuje wprowadzić do szkół w całej Polsce.Skazany za pedofilię Piotr K. [foto]Od 1 września rząd Tuska planuje wprowadzić do wszystkich szkół w Polsce „edukację seksualną”, mającą ukrywać się pod nazwą nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”. W minionych latach próby wprowadzenia do szkół tego typu „edukacji” wielokrotnie były podejmowane na szczeblu samorządowym, szczególnie w dużych miastach rządzonych przez polityków KO i Lewicy. Jednym z takich miast był Gdańsk.

Kilka lat temu do gdańskich szkół wprowadzono program „edukacji seksualnej” o nazwie Zdrovve Love, napisany na podstawie niemieckich Standardów Edukacji Seksualnej w Europie i przy współpracy z organizacjami LGBT. Jedną z osób odpowiedzialnych za wejście tego programu do szkół był Piotr K., pełniący wówczas funkcję wiceprezydenta Gdańska ds. edukacji.

W związku z tym, nasza Fundacja rozpoczęła na terenie Gdańska kampanię społeczną „Stop pedofilii”, w ramach której informowaliśmy rodziców o zagrożeniach związanych z „edukacją seksualną” oraz o wynikach badań naukowych na temat powiązań między homoseksualizmem a pedofilią. Piotr K. był jedną z osób, które aktywnie zabiegały o to, abyśmy zostali skazani za organizację akcji „Stop pedofilii”.

Piotr K. jako wiceprezydent Gdańska oficjalnie poparł zawiadomienie do prokuratury, jakie przeciwko naszej Fundacji złożyli aktywiści LGBT z organizacji Tolerado domagający się ukarania nas w związku z furgonetkową akcją „Stop pedofilii” na ulicach Gdańska. W lutym 2019 r. aktywiści LGBT wraz z wiceprezydentem Piotrem K. zorganizowali w Gdańsku specjalną konferencję prasową, podczas której zapowiadali złożenie donosu do prokuratury. 
W trakcie konferencji głos zabrała m.in. Marta Magott, wiceprezes Tolerado, która powiedziała: 

„…czujemy się jako osoby homoseksualne bezpośrednio dotknięci jakimikolwiek sugestiami próbującymi zestawić nas z osobami wykorzystującymi seksualnie dzieci.„

Gdy Marta Magott mówiła te słowa, tuż obok niej stał Piotr K., który został kilka dni temu skazany prawomocnym wyrokiem sądu za seksualne wykorzystanie małoletniego.

W wyniku działań prawnych podjętych z inicjatywy Piotra K. i aktywistów homoseksualnych z Tolerado, w styczniu 2024 r. zostałem skazany prawomocnym wyrokiem sądu w Gdańsku za organizację kampanii „Stop pedofilii” na ulicach Gdańska. W opinii sądu, nasza kampania mogła utrudniać aktywistom LGBT „działalność edukacyjną”. Teraz, niemal równo rok po tym wydarzeniu, sąd wydał prawomocny wyrok na Piotra K. potwierdzając, że molestował on seksualnie nieletniego. 

Wyrok, jaki zapadł na mnie za organizację kampanii „Stop pedofilii” w Gdańsku to 1 rok ograniczenia wolności w wymiarze 20 godzin miesięcznie oraz 15 000 zł grzywny. Za udział w gdańskiej akcji „Stop pedofilii” sąd skazał również naszego wolontariusza Adriana, który usłyszał wyrok pół roku ograniczenia wolności i 5 000 zł grzywny.
———–

Wyrok, jaki zapadł na Piotra K., to m.in. 1 rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata (co oznacza, że pozostaje on na wolności) oraz 5 000 zł zadośćuczynienia dla ofiary.

Panie Mirosławie, tak właśnie wygląda w praktyce walka z pedofilią w Polsce – walczy się z osobami i organizacjami, które publicznie mówią prawdę o tym zjawisku, a nie z pedofilami dopuszczającymi się przestępstw seksualnych wobec dzieci.

Do podobnej sytuacji jak w Gdańsku doszło w Szczecinie, gdzie na karę 30 000 zł grzywny został skazany nasz wolontariusz Jan za organizację mobilnej kampanii „Stop pedofilii”. W ocenie sądu, przestępstwem popełnionym przez Jana było samo sugerowanie, że osoby związane z ruchem LGBT mogą mieć coś wspólnego z pedofilią. Tymczasem miesiąc przed tym wyrokiem na światło dzienne wyszła informacja o tym, że jeden z liderów lobby LGBT w Szczecinie trafił do więzienia za pedofilię. Krzysztof F., bo o nim mowa, prowadził razem ze swoim homoseksualnym partnerem restaurację w centrum Szczecina, w której organizował „randki LGBT”. Był współzałożycielem Stowarzyszenia Równość na Fali, które najpierw działało pod nazwą Kampania Przeciw Homofobii Szczecin. W sierpniu 2020 roku Krzysztof F. wykorzystał seksualnie 13 letniego chłopca. Przed gwałtem usiłował podać dziecku narkotyki. Pedofil Krzysztof F. startował w wyborach samorządowych z listy Koalicji Obywatelskiej w Szczecinie. W tych samych wyborach, również z list Koalicji Obywatelskiej, startował szczeciński aktywista LGBT, który doniósł na Jana twierdząc, że sugerowanie powiązań między osobami związanymi z ruchem LGBT a pedofilią to przestępstwo. 

Prześladowania sądowe to element wielkiej rewolucji (anty)moralnej, która jest prowadzona w Polsce. Od 1 września rząd Tuska planuje wprowadzić do polskich szkół „edukację seksualną” opartą o stworzone w Niemczech Standardy Edukacji Seksualnej w Europie. Te same Standardy były podstawą „edukacji seksualnej” w szkołach Gdańska. Taka „edukacja” zakłada oswajanie dzieci z rozwiązłością seksualną, masturbacją, pornografią, homoseksualizmem oraz rozmaitymi patologiami seksualnymi. W ten sposób niszczy się naturalną u dzieci barierę wstydu, co czyni najmłodszych łatwiejszymi ofiarami pedofilów i skłania dzieci do eksperymentów seksualnych. Warto w tym momencie przypomnieć, że Zbigniew Izdebski, koordynator „edukacji zdrowotnej” w polskich szkołach, to uczeń i współpracownik seksuologa Andrzeja Jaczewskiego, który publicznie popierał legalizację seksu dorosłych z dziećmi. Izdebski jest także współpracownikiem zagranicznych instytucji, które w przeszłości uwikłane były we wstrząsające afery pedofilskie. 

Skazany za pedofilię Piotr K. odpowiadał za edukację i wdrażanie „edukacji seksualnej” do szkół. To nie pierwszy taki przypadek. Benjamin Levin był wiceministrem edukacji kanadyjskiej prowincji Ontario i doradcą premier Ontario Kathleen Wynne, która jest lesbijką i działaczką LGBT. Pod ich kierownictwem napisano program szkolnej „edukacji” seksualnej dla dzieci. Niedługo po tym, gdy program wprowadzono do szkół, Benjamin Levin został aresztowany przez policję. W jego domu znaleziono dziecięcą pornografię.
Levin był bardzo aktywny na pedofilskich stronach internetowych, gdzie jako ekspert z zakresu „edukacji seksualnej” doradzał innym pedofilom. Udzielał instrukcji, jak przygotować dzieci na seks i jakich technik manipulacji użyć, aby obejść naturalne u dzieci blokady i zahamowania. 

To właśnie takiemu środowisku najbardziej zależy na tym, aby dzieci były „edukowane seksualnie”. Taka „edukacja” to zarówno deprawacja jak również metoda uzyskania łatwego dostępu do pozbawionych poczucia wstydu dzieci. Nauczanie masturbacji, ekspresji seksualnej i wyrażania zgody na seks nie jest potrzebne dzieciom. Jest potrzebne pedofilom. Trzeba stanąć do walki, aby powstrzymać deprawatorów i uniemożliwić im wprowadzenie deprawacji do polskich szkół.W tym celu organizujemy w całej Polsce niezależne kampanie społeczne, których celem jest budzenie świadomości i mobilizowanie do działania. Takie akcje przynoszą konkretne skutki. Program „edukacji seksualnej” wdrożony w szkołach Gdańska przez Piotra K. i aktywistów LGBT został szybko wygaszony przez miejskie władze z powodu protestów rodziców. Jak przyznała Gazeta Wyborcza, program zakończono z powodu działań takich organizacji jak nasza Fundacja oraz oporu świadomych rodziców. Teraz podobnie musi się stać z ogólnopolskim programem „edukacji zdrowotnej”, który rząd Tuska chce wprowadzić do wszystkich szkół od 1 września.
Trzeba mobilizować kolejne osoby poprzez uliczne akcje informacyjne, kampanie furgonetkowe, billboardy, broszury ostrzegawcze oraz działania w internecie. Na prowadzenie tych akcji w najbliższym czasie potrzebujemy ok. 17 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam organizację kolejnych działań budzących świadomość rodziców i powstrzymanie planów deprawatorów, którzy chcą wprowadzić „edukację seksualną” do polskich szkół. 

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunkuMariusz DzierżawskiFundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Próbują zatuszować gwałt i molestowanie we wrocławskim aquaparku?!

Próbują zatuszować gwałt i molestowanie we wrocławskim aquaparku?! „Skończyło się zadawanie niewygodnych pytań”

20.01.2025 https://nczas.info/2025/01/20/probuja-zatuszowac-gwalt-i-molestowanie-we-wroclawskim-aquaparku-skonczylo-sie-zadawanie-niewygodnych-pytan/

Platforma crowdfundingowa Patronite usunęła reportaż „Zgnilizna” autorstwa Izy Michalewicz, dotyczący śledztwa w sprawie gwałtu na 11-letnim chłopcu we wrocławskim aquaparku. – Moja rola reporterki na ten moment właśnie się skończyła. Skończyło się zadawanie niewygodnych pytań i pisanie o tym, o czym wszyscy milczą – komentuje autorka.

Oficjalny powód ocenzurowania materiału to możliwe naruszenia prawa prasowego oraz zasad dotyczących rozpowszechniania informacji z rozpraw prowadzonych z wyłączeniem jawności.

Michalewicz zainteresowała się sprawą po tym, jak sama padła ofiarą molestowania seksualnego w tym samym aquaparku. Po zgłoszeniu własnego incydentu na policję, dowiedziała się o sprawie z 2022 roku za pośrednictwem grupy facebookowej. Dziennikarka uzyskała zgodę Sądu Okręgowego na wgląd do akt sprawy, mimo że proces toczył się z wyłączeniem jawności.

„Zrobiłam wszystko zgodnie z prawem. Reportaż w żaden sposób nie naprowadził na zidentyfikowanie rodziny” – broni się dziennikarka, która opublikowała tekst na Patronite w celu pozyskania wsparcia finansowego od czytelników.

Michalewicz wyraziła rozczarowanie decyzją o usunięciu reportażu. Zasugerowała, że padła ofiarą zastraszania. „Zastraszanie mnie i zaszczuwanie jednak odnosi skutek” – pisze.

„Moja rola reporterki na ten moment właśnie się skończyła. Skończyło się zadawanie niewygodnych pytań i pisanie o tym, o czym wszyscy milczą” – napisała na swoim profilu na Facebooku. To najprawdopodobniej koniec jej zaangażowania w nagłaśnianie podobnych spraw w przyszłości.

ZGNILIZNA: procedury Aquaparku…

Iza Michalewicz Reporterka

Oto usunięty reportaż z platformy Patronite:

otnesodrSp28y:t6ah33111398n24  25iiz401tg100 8s98m00i3fo00ct  ·

ZGNILIZNA

Dzień przed Sylwestrem w saunarium wrocławskiego Aquaparku przy ulicy Borowskiej, padłam ofiarą mo**stowania sek**alnego. Mężczyzna siedzący obok mnie w zewnętrznym basenie dotykał mnie w miejscu intymnym. Zorientowałam się, gdy masaż wodny zaczął być zbyt agresywny i włożyłam rękę między nogi chwytając za męskie łapsko. Wołanie ochrony było bezskuteczne: przy basenie nie kręcił się żaden pracownik. Mężczyzna zaskoczony moim krzykiem spojrzał na mnie i spokojnie wyszedł z basenu.

Nikt nie zareagował.

❗❗❗

Pokonując wstyd, upokorzona, roztrzęsiona i ociekająca wodą domagałam się interwencji przy kasach. Pracownik ochrony zrobił ze mną krótki spacer bez wychodzenia na teren zewnętrzy obiektu, po czym powiedział:
„Jak pani zobaczy tego mężczyznę, to niech pani nie krzyczy, tylko przyjdzie i mi go pokaże”. I sobie poszedł.

Napisałam do rzeczniczki Aquaparku z żądaniem zabezpieczenia monitoringu.

„Bardzo nam przykro z powodu tego, co panią spotkało” – odpowiedziała Adrianna Pawlicka. „Zapewniamy, że nasz obiekt ma odpowiednie procedury bezpieczeństwa. W strefie saunarium w czasie zgłoszonego przez panią zdarzenia znajdował się ratownik oraz saunamistrzowie. Pracownik ochrony zareagował od razu po wezwaniu przez obsługę kas oraz udzielił pomocy”.

❗❗❗

Odpisałam: „Pracownik ochrony nie udzielił mi pomocy tak, jak powinien to zrobić. Tylko najpierw zapytał GDZIE BYŁAM DOTYKANA. A następnie przeszedł się ze mną po saunie (a nie po całym terenie) i powiedział, że jak zauważę człowieka to mam przyjść i mu zgłosić. Rozumiem, że jako ofiara mo**stowania miałam sama wypatrywać zbocze*ca. A potem mokra i ubrana tylko w podomkę znów zawitać do hallu.

Nie macie od lat odpowiednich procedur bezpieczeństwa, a z pewnością reagowania na przemoc se**ualną. Dodam jeszcze tylko, że zadaniem ratownika, jak sama nazwa wskazuje, jest ratowanie, a saunamistrza – praca w saunie.
O tym, gdzie jest miejsce waszej ochrony powinniście wiedzieć sami. Bo z pewnością nie za kasami w hallu.

Ale odpowiedzi już nie było.

❗❗❗

Sprawę zgłosiłam na policję. Funkcjonariuszka, która mnie przyjmowała, powiedziała, że Aquapark od lat walczy z policją.
– Jak to walczy? – zapytałam.
– Mają swój wewnętrzny regulamin i my nie możemy im mówić, jak powinni pracować.

Zamieściłam ostrzeżenie na jednej z wrocławskich kobiecych grup na fb.
Jak się okazało – nie jestem jedyną ofiarą złego dotyku. Mało tego: jedna z kobiet napisała, że na terenie Aquaparku w 2022 roku mężczyzna zgwa**ił jedenastoletniego chłopca.

Zaczęłam sprawdzać.

❗❗❗

Media pisały o tym tylko na etapie informacji (aresztowania sprawcy na trzy miesiące). Nie doszukałam się, czy sprawca został ukarany i jaki był rozmiar tej kary. Za to Aquapark wydał oświadczenie, że pouczył pracowników, aby wnikliwie obserwować teren obiektu. Jest tam 300 kamer, nie ma ich tylko w toaletach i przebieralniach.

„Ponadto teren strzeżony jest przez wyspecjalizowaną firmę ochroniarską, a na terenie basenów rekreacyjnych jednym z zadań ratowników i personelu sprzątającego jest monitorowanie sytuacji na basenie — mówił mediom ówczesny rzecznik Patryk Załęczny.
– Po całym zajściu, wobec którego toczy się nadal śledztwo, spotkaliśmy się z całym personelem, aby porozmawiać o bezpieczeństwie na terenie obiektu i jeszcze bardziej uczulić osoby na konkretnych stanowiskach, by zwracały szczególną uwagę na okolice, gdzie nasze kamery z racji prawa nie mogą być włączone”.


Postanowiłam sprawdzić, co wydarzyło się na terenie basenów w lipcu 2022 roku i jak wówczas sprawdziły się procedury Aquaparku. Zwróciłam się więc do Sądu Okręgowego we Wrocławiu najpierw z prośbą o ustalenie sygnatury akt i pytaniem, jaki finał miała sprawa. A następnie poprosiłam o wgląd, zobowiązując się do zachowania w poufności wszelkich danych wrażliwych w opisaniu sprawy.

„Mam doświadczenie w pracy nad takimi tematami, a zapoznanie się z tymi aktami jest mi niezbędne do rzetelnego zgłębienia tematu” – dodałam.

Proces toczył się z wyłączeniem jawności, ale sąd zezwolił mi na przeczytanie akt.
Przejrzałam i wynotowałam osiem tomów w pięć godzin. Chłopiec w chwili zdarzenia miał 11 lat, a krzywda, którą wyrządził mu wykwalifikowany pracownik Banku Millenium zostanie z nim na długie lata. A może na całe życie.

Napisałam dla Was reportaż na Patronite, bo uważam temat za społecznie bardzo ważny.

Tu możecie wesprzeć moją pracę: https://patronite.pl/IzaMichalewicz

Będę mogła częściej nagłaśniać to, co inni próbują ukryć.
Z wdzięcznością dziękuję 🙏❤

Link do tekstu w komentarzu. Wstęp wolny.

Ps. Uważajcie na siebie i swoje dzieci.

Pokaż mniej