Skokowy wzrost cen energii. Wzrost kosztów przekracza 400%. Sasin i Kowalczyk budzą się z letargu??

Przygotowali „rozwiązania dla przedsiębiorców”

https://nczas.com/2022/08/30/skokowy-wzrost-cen-energii-sasin-i-kowalczyk-przygotowali-rozwiazania-dla-przedsiebiorcow/

Mnożą się apele o energetyczne ulgi dla biznesu. [Dlaczego „dla biznesu”, a nie dla Polski??? MD]

Zdaniem ekspertów inaczej czeka nas fala bankructw przedsiębiorstw, a w jej konsekwencji – wzrost bezrobocia – pisze wtorkowa „DGP”.

Gazeta podkreśla, że przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że „Unia Europejska planuje pilną interwencję” w celu obniżenia rosnących cen energii i strukturalną reformę rynku energetycznego. Dodała, że szybko rosnące ceny ujawniają ograniczenia obecnego projektu unijnego rynku energii, przyznając, że został on opracowany w zupełnie innych okolicznościach.

„DGP” zaznacza, że we wtorek rząd ma zająć się propozycjami łagodzenia skutków wzrostu cen gazu dla zakładów azotowych, piekarni czy branży mięsnej. „Przygotowali je wicepremierzy Henryk Kowalczyk i Jacek Sasin. Tymczasem z kręgów biznesowych coraz częściej dochodzą apele o ochronę przed gigantycznymi podwyżkami. Prośby te poparł rzecznik małych i średnich przedsiębiorców” – pisze „DGP”.

„Liczne branże, od przetwórstwa spożywczego, przez firmy pralnicze, aż po sektor usług, zmagają się z rosnącymi cenami energii i jej nośników, które zaczynają zagrażać istnieniu przedsiębiorstw. Rząd wraz z Prezesem Urzędu Regulacji Energetyki powinni niezwłocznie, w dialogu z reprezentantami środowiska przedsiębiorców i pracodawców, przygotować instrumenty ochronne” – podkreślono w apelu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), cytowanym przez „DGP”, który ma trafić do rządu.

„DGP” podkreśla, iż z powodu wyjątkowo wysokich cen gazu Cerrad, duży polski producent płytek ceramicznych, wstrzymuje trzy z siedmiu linii produkcyjnych.

„Obawy przedsiębiorstw potwierdza odpowiedź, którą dostaliśmy z ArcelorMittal Poland” – czytamy w gazecie. „Z coraz większym niepokojem obserwujemy sytuację na rynku związaną z rosnącymi cenami gazu i energii elektrycznej, które bez wątpienia mają wpływ na naszą działalność” – przyznaje, cytowana przez „DGP” firma.

„DGP” zauważa, że z kolei producent materiałów budowlanych Lafarge wskazuje, że energia elektryczna stanowi 35–50 proc. kosztów. „Wysokie ceny są zagrożeniem dla produkcji. Choć w chwili obecnej mocno obciążają nas w warstwie kosztowej, to na razie nie planujemy zatrzymania produkcji” – zapewnia producent.

Gazeta podkreśla, że większym zagrożeniem są dla niego możliwe zimą ograniczenia dostaw prądu. „Nasza produkcja odbywa się w trybie 24/7, dlatego wprowadzenie stopni zasilania spowoduje znaczne ograniczenie lub nawet zatrzymanie produkcji. Mimo podjęcia inwestycji i działań w zakresie wykorzystania odnawialnych źródeł energii, tej zimy nie będziemy mogli skorzystać z innych źródeł zasilania” – wyjaśnia Lafarge.

FPP podkreśla, że niektóre państwa UE, jak Bułgaria, Francja, Grecja, Hiszpania i Włochy, za zgodą KE podjęły różne działania antykryzysowe. „Jednym z podstawowych narzędzi stosowanych w innych krajach jest zamrożenie cen energii i jej nośników oraz wyrównanie strat sprzedawcom” – wyjaśnia. [Co za soc-ślepota!! MD]

W „DGP” zaznaczono, że zdaniem FPP mechanizmy pomocowe dla biznesu powinny być kierowane szeroko, bez ograniczeń do sektorów energochłonnych, ze szczególnym uwzględnieniem mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Jak podaje, uśredniony wzrost kosztów przekracza 400 proc. „Już dziś niektórzy przedsiębiorcy zmagają się z kosztami energii wyższymi o ponad 800 proc. niż w ubiegłym roku. Przedsiębiorcy nie są w stanie funkcjonować w takich warunkach, potrzebna jest pilna, systemowa i szeroko zakrojona pomoc” – apeluje Federacja.

„W innym przypadku ryzykujemy nie tylko utratę konkurencyjności firm, względem zagranicznych podmiotów, lecz utratę miejsc pracy oraz przenoszenie wzrostu kosztów prowadzenia działalności gospodarczej na konsumentów” – dodaje.

Przez drożyznę szpitale mogą upaść. „W ciągu dwóch miesięcy zacznie się armagedon”

Michał Tomaszkiewicz 29.08.2022 https://wiadomosci.radiozet.pl/Biznes/Przez-drozyzne-szpitale-moga-upasc-W-ciagu-dwoch-miesiecy-zacznie-sie-armagedon

Szpitale nie są w stanie ponosić zwiększonych kosztów zakupu gazu, energii elektrycznej oraz podwyżek inflacyjnych dla kontrahentów – alarmowali dyrektorzy mazowieckich placówek. Jeśli nie dostaną pomocy, pieniądze skończą się w październiku – poinformowała Wirtualna Polska.

Inflacja daje się we znaki nie tylko podczas zakupów w sklepie. Na gigantyczny wzrost kosztów działania wskazały szpitale, które nie będą w stanie regulować rachunków za pieniądze przyznane im w ramach kontraktów przez NFZ. Wyższych wydatków jest coraz więcej – placówki zostały dotknięte nawet przez braki suchego lodu wykorzystywanego do zabezpieczenia pobranych do badań próbek. Laboratoria muszą kupować go drożej od dostawców zagranicznych. A to tylko wierzchołek góry lodowej.

– Czas powiadomić premiera. W ciągu dwóch miesięcy zacznie się armagedon, idziemy kursem na tragedię – alarmował na spotkaniu szefów mazowieckich szpitali Krzysztof Jan Żochowski, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Prąd zbyt drogi dla szpitali. Pieniędzy wystarczy na dwa miesiące

Szpital Wolski za energię elektryczną będzie musiał płacić rocznie 4,5 mln zł, do tej pory otrzymując rachunek na 1,5 mln zł. Kontrahenci szpitala, czyli dostawcy leków i materiałów opatrunkowych, a także na przykład przedsiębiorstwa świadczące usługi sprzątania, domagają się waloryzacji cen uwzględniającej wynoszącą ponad 15 procent inflację. Do tego w lipcu szpital zgodnie z przyjętą przez obóz rządzący ustawą podniósł wynagrodzenie minimalne pracownikom do 5300 zł.

– Wypłaciłem pierwsze pensje, może wypłacę drugie, ale kolejne koszty, które nas czekają, być może nas zabiją. Przy rocznym budżecie 100 mln złotych zabraknie mi 30 mln zł. Mówimy o szpitalu w stolicy, który przyjmuje 400 pacjentów.

Według informacji przekazanych przez zarządzających szpitalami, pieniądze mogą skończyć się już w październiku. Oznaczać to będzie ryzyko braku wypłat pensji dla lekarzy i pielęgniarek, a w konsekwencji między innymi zaprzestania działalności przez szpitalne oddziały ratunkowe.

– W budżetach wielu placówek brakuje około miliona złotych miesięcznie. Tak źle nigdy jeszcze nie było. Dramat sytuacji, w której się znaleźliśmy, powoduje, że czas już wystąpić do premiera – stwierdził Krzysztof Jan Żochowski, dyrektor szpitala w Garwolinie i wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Dyrektor mazowieckiego oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia zapewnił, że w razie sytuacji kryzysowej szpitale będą mogły wystąpić o wypłatę zaliczek na pokrycie świadczeń medycznych dla ludności, dodając, że wysoka inflacja oznacza także większe niż zapisano w ustawie wpływy ze składek zdrowotnych. Dodatkowe środki mogą uratować szpitale, chociaż zapewne Adam Niedzielski ogłaszając 12 sierpnia podpisanie przez 80 procent szpitali nowych, wyższych kontraktów z NFZ nie spodziewał się, że trzeba będzie po nie sięgnąć tak szybko.

W niecałe dwa lata podstawowe produkty spożywcze zdrożały po około 90 proc. Restaurator pokazuje prawdę o inflacji.[Woda też drożeje!!]

Restaurator pokazuje prawdę o inflacji. „Pseudo-obniżka VAT-u”

Damian Słomski https://businessinsider.com.pl/biznes/inflacja-i-ceny-zywnosci-w-praktyce-restaurator-pokazal-faktury/e0rtzhe

Oficjalne dane pokazują, że od wybuchu pandemii ceny w Polsce wzrosły średnio ponad 20 proc. Podobnie jest z żywnością.

Tymczasem faktury zakupowe jednego z restauratorów pokazują kilkukrotnie większą skalę drożyzny

  • Właściciel bistro z podkrakowskiej miejscowości pokazał nam faktury, z których wynika, że w jego przypadku w niecałe dwa lata podstawowe produkty spożywcze zdrożały po około 90 proc.
  • Zauważa, że wprowadzona przez rząd obniżka VAT dla restauratorów przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego. Teraz płacą jeszcze więcej, a na zmianach skorzystali dystrybutorzy.
  • Przyznaje, że w wymarzoną restaurację włożył z żoną całe oszczędności i wszystko wskazuje na to, że m.in. przez inflację jeszcze wiele lat nie wyjdą na zero. Minimalizują straty i nie chcą zbankrutować
  • ========================

Oficjalne dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wskazują, że średni wzrost cen dóbr i usług konsumpcyjnych w ciągu ostatniego roku wyniósł 15,6 proc., a od początku pandemii przekroczył 21 proc. Podobne podwyżki dotknęły żywność, co przełożyło się też na cenniki restauracji.

To jednak średnia wyciągnięta dla pewnych towarów i usług. Ostatecznie w jednych obywateli inflacja uderza mocniej, w innych słabiej. Właściciel podkrakowskiej restauracji wyśmiewa liczby podawane przez urzędników. Wskazuje, że skala podwyżek cen podstawowych produktów spożywczych, które służą przygotowaniu dań, jest w jego przypadku znacznie większa.

– Przerażają mnie obecne ceny. Kiedy słyszę o inflacji, która wynosi kilkanaście procent, to ogarnia mnie złość. To nieprawda. Rzeczywista inflacja jest dużo, dużo wyższa. Nie wiem, dlaczego jest to ukrywane — wskazuje w rozmowie z Business Insider Polska właściciel bistro „Palce lizać” z podkrakowskiej miejscowości Siepraw.

Od blisko dwóch lat, czyli od momentu wejścia w biznes, zbiera faktury za produkty kupowane na potrzeby serwowanych dań i nam je pokazał.

Porównania przyprawiają o zawroty głowy. Restaurator przyznaje, że jest w bardzo trudnej sytuacji, bo już na starcie musiał zmierzyć się z pandemią. Z tego względu nie mógł liczyć na pomoc państwa. Teraz toczy nierówną walkę z inflacją.

Gigantyczny wzrost cen żywności

Na niektórych produktach zauważyłem nawet 200-300 proc. podwyżki. Półtora roku temu kupowałem pięciolitrowy olej w cenie około 20 zł. Teraz dokładnie taki sam olej, od tego samego producenta i tej samej pojemności kosztuje 57 zł — wylicza.

Smalec wieprzowy (200 g) jeszcze pod koniec 2020 r. kupował po 94 gr. Teraz końcówka jest podobna, ale z dwójką z przodu (2,92 zł). Filet z kurczaka chodził po 13-14 zł, a dało się go dostać też za niecałe 10 zł. Teraz w cenniku jest po 22 zł. Zwraca też uwagę na jaja, które z dokładnie tej samej fermy na początku kupował po 30 gr za sztukę, a teraz producent liczy sobie 48 gr.

Restauracji nie omijają też konsekwencje paniki cukrowej. Nasz rozmówca za kilogramową paczkę w pierwszych miesiącach działalności płacił niecałe 2 zł. Ostatnio na fakturze widniała już stawka 5,53 zł za sztukę.

Warto zauważyć, że to ceny z hurtowni, w których zaopatrują się właściciele restauracji. Są więc niższe niż te, które widnieją ostatecznie na półkach sklepowych.

— Bardzo trudno jest prowadzić bistro, mając takie podwyżki. Przeanalizowałem faktury na najbardziej podstawowe produkty, takie jak jajka, mleko, masło i inne tłuszcze, różnego typu śmietany, sery i mięso oraz warzywa. Przez ostatnie półtora roku średni wzrost cen w ich przypadku wyniósł ponad 90 proc. – podsumowuje.

Przyznaje, że gdy chodzi nawet na zwykłe zakupy, prywatnie, to w popularnej sieci dyskontów widzi, że od lutego ceny zwiększyły się o blisko 30 proc. Zwraca przy tym uwagę na — jego zdaniem — pseudoobniżkę VAT-u, którą z dumą chwali się rząd.

— Na fakturach wyraźnie widać, że ceny po „obniżce VAT” pozostały tak naprawdę na tym samym poziomie, na jakim były pierwotnie. Odpowiednio wcześniej zostały przez dostawców podniesione, by po obniżeniu podatku wygenerować przez nich większy zysk. W praktyce dla branży gastronomicznej jest to dodatkowe 5 pkt proc. podatku VAT do odprowadzenia — podkreśla restaurator.

Zaznacza jednak, że miał do czynienia z jednym jedynym wyjątkiem. Był nim dostawca jaj, który faktycznie obniżył swój cennik o VAT.

Rosnące ceny żywności nie są jedynym problemem branży. Restauracje, tak jak inne firmy, muszą mierzyć się też z gigantycznym wzrostem opłat za szeroko rozumianą energię. Koszty transportu ze względu na drogie paliwa są oczywiste, ale jak zauważa nasz rozmówca, opłaty za gaz w jej przypadku zwiększyły się o około 100 proc.

Jeszcze gorzej jest z rachunkami za prąd, które skoczyły o blisko 400 proc. Choć dodaje, że akurat w przypadku energii elektrycznej zmienił operatora, więc porównywalność danych jest przez to nieco zaburzona.

Ile płacą klienci, a ile powinni?

— U mnie w małej miejscowości sycący zestaw dwudaniowy, czyli zupa i porządne danie mięsne, kosztuje 18 zł. Żeby móc ponieść wszystkie koszty i osiągnąć satysfakcjonującą marżę, tak naprawdę musiałbym podnieść cenę zestawu do około 25 zł — przyznaje szef bistro „Palce lizać”.

Gdy startował z biznesem, ten sam zestaw był po 16 zł. Jedyne podwyżki w cenniku wprowadził tuż przed wybuchem wojny w Ukrainie. Podkreśla, że nie chce bardziej podnosić cen. Zamiast tego stara się szukać oszczędności i nowych klientów.

W bistro najdroższa potrawa to żeberka glazurowane miodem. Duża porcja po podwyżce sprzed kilku miesięcy o 4 zł kosztuje 28 zł.

Jedni restauratorzy starają się nie odstraszać klientów cenami. Inni balansują na granicy opłacalności, a duża część dostosowuje cenniki do nowych realiów. W efekcie spada popyt, co potwierdzają branżowe analizy.

Wyniki badania PMR przeprowadzonego w maju 2022 r. na potrzeby raportu „Rynek HoReCa w Polsce 2022. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2022-2027” pokazują, że z powodu wzrostu cen połowa Polaków ogranicza wizyty w lokalach gastronomicznych (66 proc.). W przypadku zamówień na dowóz lub na wynos taką deklarację składa 63 proc. ankietowanych.

Ta sama ankieta pokazuje, że zdecydowana większość społeczeństwa jest coraz bardziej świadoma swoich wydatków. Ze stwierdzeniem, że „gotując samodzielnie, można zaoszczędzić”, zgadza się 75 proc. Polaków korzystających z usług gastronomicznych.

— To trudna branża. Jest bardzo ciężko. Gdyby nie pandemia i inflacja, byłbym bardzo szczęśliwy. Te przeszkody odbierają jednak sporo satysfakcji. W wymarzoną restaurację włożyliśmy z żoną całe nasze oszczędności i wszystko wskazuje na to, że długo tego nie odrobimy — przyznaje z żalem właściciel bistro.

— Obawiam się, że przy obecnych kosztach możemy nie wyjść na zero przez kolejne 10 lat. Robimy wszystko, żeby biznes był rentowny, ale w tej chwili jest to niemożliwe. Staramy się oszczędzać i minimalizować straty. Chcemy uniknąć losu, który już spotkał część gastronomii, która zmuszona była do zamknięcia — podkreśla.

Turystów nie brakuje, ale dzielą porcje

Na sytuację narzekają zarówno restauratorzy z małych miejscowości, dużych miast, jak i najpopularniejszych turystycznych regionów. Ci ostatni zawsze w sezonie mają duże obłożenie. Tak jest i tym razem. Gorzej z przełożeniem tego na pieniądze.

Na półmetku wakacji np. pod tatrami nie można było narzekać na frekwencję, ale Tatrzańska Izba Gospodarcza (TIG) wskazuje, że turyści ze względu na ceny są dużo bardziej oszczędni.

– Dosyć czytelnie spadł średni rachunek, licząc per capita, czyli z każdego stolika. Restauratorzy notują mniejsze utargi w porównaniu z latami poprzednimi .

Powołując się na informacje od przedstawicieli branży, dodaje, że w poprzednich latach goście zamawiali więcej, a incydentalne było dzielenie porcji na kilka osób.

– Teraz takie zamówienia są standardem. W gastronomii kluczem nie jest obłożenie stolików, a średni utarg od stolika – zauważa.

Autor: Damian Słomski, dziennikarz Business Insider Polska

==========================

Zarobki mamy polskie, a ceny wody będą europejskie. Szykują się ostre podwyżki taryf

https://innpoland.pl/183205,ceny-za-wode-niedlugo-wzrosna

Wyższe rachunki za wodę są pokłosiem wysokiej inflacji oraz wzrostu cen energii. Z tego powodu przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne wraz z samorządami podnoszą taryfy.

  • Wiele przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych chce podnieść taryfy za wodę
  • Niektóre podwyżki nie są jednak proporcjonalne do ponoszonych strat, o czym mówił pod koniec lipca Przemysław Daca, były prezes Wód Polskich
  • W 2021 roku podwyżka cen za wodę w Polsce wyniosła 3,9 proc. rok do roku przy inflacji HICP na poziomie 14,2 proc. Jak będzie teraz?

Krzysztof Bosak: Co za poziom ZIDIOCENIA w tej Izbie! Kłamiecie! O węglu i inflacji. 3 minuty.

Krzysztof Bosak: Co za poziom ZIDIOCENIA w tej Izbie! Kłamiecie! O węglu i inflacji.

trzy minuty

„Premierze, powinni was na taczkach wywieźć”. Gorąco na spotkaniu w Działdowie z Morawieckim.

https://nczas.com/2022/07/23/goraco-na-spotkaniu-z-morawieckim-powinni-was-na-taczkach-wywiezc/

[słuchałem o 8 rano w sobotę PR1 o tym spotkaniu – NIC z poniższego się tam nie znalazło. MD]

To nie rządy odpowiadają za drożyznę, tylko wojna na Ukrainie i przede wszystkim wysokie ceny surowców naturalnych – twierdził w piątek premier rządu warszawskiego Mateusz Morawiecki, odpowiadając na krytyczne pytania mieszkańców Działdowa o drożyznę.

Premier Mateusz Morawiecki w piątek po południu spotkał się z mieszkańcami Działdowa w woj. warmińsko-mazurskim. Po wystąpieniu premiera pytania zdawali mu uczestnicy spotkania.

– Panie Morawiecki. Ile doprodukowaliście pieniędzy za czasów obecnego rządu, bo za rządów poprzedniego nie produkowali tyle pieniędzy? – pytał jeden z uczestników spotkania.

Morawiecki odpowiedział, że „udowodnił, że wtedy produkowano więcej” pieniędzy. – Niech to jakiś ekonomista zakwestionuje, ja czekam. Dług publiczny w czasach PO de facto urósł więcej niż dwa razy. Tylko faktowi, że zabrali pieniądze z OFE, dywidend i sprzedaży aktywów zawdzięczamy fakt, że przejmując rządy po PO tego długu było 890 mld zł – odpowiadał premier.

– Pan tak pięknie mówi o podatkach, że pan obniżył, a niech pan idzie do sklepu. Przed obniżeniem podatków chleb kosztował 2 zł, a teraz kosztuje 7 zł. Za tę drożyznę powinni was na taczkach wywieźć kontynuował pytający.

Premier rządu warszawskiego odpowiedział, że „każdy ma prawo powiedzieć to, co uważa”. – Ja tylko zadam takie retoryczne pytanie, czy powinni również nas wywieźć za drożyznę w Niemczech. Inflacja jest najwyższa w Niemczech. Czy to rząd polski za to odpowiada? Inflacja jest najwyższa w Stanach Zjednoczonych. Czy rząd polski za nią odpowiada? – żachnął się Morawiecki.

– To nie rządy, ani niemiecki, ani polski, ani hiszpański, ani francuski, ani czeski – nie rządy odpowiadają za to. Tylko odpowiada za to wojna na Ukrainie, a przede wszystkim wysokie ceny surowców naturalnych, bo to one przekładają się na wysokie ceny wszystkich towarów – bredził szef rządu warszawskiego.

Inny z uczestników spotkania zapytał w kontekście dodatku węglowego, który ma wynosić po 3 tys. zł dla każdego gospodarstwa ogrzewanego węglem: „A ja zacząłem 20 lat temu palić drewnem opałowym, grabem i z niego produkuję holzgas, gaz drzewny”.

– My 20 lat temu przeszliśmy z węgla. Mnie to denerwowało, że popiół śmierdział siarkowodorem, zgniłym jajem. Tyle – mówił do premiera.

– Jednak większość pieców, to piece węglowe i dlatego zdecydowaliśmy się na tę dopłatę – odpowiedział szef rządu. Dodał, że „w skali całego państwa nie byłoby to takie łatwe”, żeby wszyscy przeszli na gaz drzewny.

Inny pytający przyznał, że jest zwolennikiem Platformy Obywatelskiej. – Cieszę się, że otrzymałem głos, bo myślałem, że się nie uda – przyznał i zwrócił się do premiera: „Kiedy pan mówił prawdę? Miesiąc temu mówił pan, że węgla nie ma, a dziś mówi, że idzie flotylla z węglem”.

– Kiedy dziś mówiłem o tym, że węgiel był zamawiany i płynął do nas, to mówiłem prawdę i kiedy mówiłem, że węgiel zamówimy i będzie płynął, to też mówiłem prawdę. Sprawa jest prosta. Zaczęliśmy więcej zamawiać węgla, ponieważ nałożyliśmy embargo na węgiel rosyjski – przyznał Morawiecki.

I tego węgla miesiąc temu było za mało i dziś jest jeszcze za mało. Mam nadzieję, że ten, który został zamówiony w ostatnich dniach i będzie zamówiony w najbliższych dniach przypłynie szybko i uda nam się wyeliminować te wąskie gardła, bo węgla na świecie jest coraz więcej, po prostu zgłaszają się producenci – dodał.

Przed budynkiem, gdzie odbywało się spotkanie z premierem stali mieszkańcy Działdowa, dla których zabrakło miejsca na sali. Po spotkaniu wzywali premiera, by podszedł do nich i z nimi porozmawiał. Mężczyzna z megafonem nawoływał premiera by ten podszedł i porozmawiał z nastolatkiem, który – jak mężczyzna mówił – przyjechał specjalnie z Wielkiej Brytanii. Morawiecki zgodził się porozmawiać z nastolatkiem.

– Premier mówił mi, że jak bym wrócił (do kraju), to warunki w Polsce są bardzo dobre – relacjonował potem chłopiec przebieg rozmowy dziennikarzom. – Pytałem się jego o inflację i powiedział mi, że inflacja w Polsce nie jest taka zła jak w innych krajach, że w innych krajach jest o wiele gorzej. Jak się pytałem o system edukacji, to powiedział mi, żebym się nie martwił, bo jest bardzo dobry w Polsce, i że jeszcze jest dobrze z węglem, bo się pytałem o węgiel też. I powiedział, że węgiel jest bardzo dostępny mówił.

Mimo to – powiedział dziennikarzom – że do Polski nie wróci. Jak zaznaczył na koniec, premier powiedział do niego „podaj mi rękę”. – I ją złapał, ja mu nie chciałem tej ręki podawać – mówił nastolatek

=====================================

https://youtu.be/mt2iFzLifYI .

Podwyżki doprowadzą do rozruchów jak w 1976 r.?

Podwyżki doprowadzą do społecznych rozruchów jak w 1976 r.?

22.07.2022 https://prawy.pl/121135-podwyzki-doprowadza-do-spolecznych-rozruchow-jak-w-1976-r/

24 czerwca 1976 r. Sejm PRL-u zaakceptował podwyżki cen detalicznych na artykuły spożywcze, a już dzień później wybuchły masowe rozruchy. Czy dzisiaj wzrost cen może także doprowadzić do społecznego buntu?

Proponowany przez Sejm w gospodarce planowej średni wzrost cen wynosił od 30 do 100 proc., z czego mięsa o 69 proc., drobiu o 30 proc., masła i serów o 50 proc., cukru o 100 proc. a ryżu o 150 proc.

Obecny wzrost cen podstawowych produktów niebezpiecznie zbliża się do tamtych wartości. W czerwcu br. olej podrożał względem ceny sprzed roku o 57,9 proc., masło o 52,7 proc., wołowina 36 proc., drób 25%, mąka 47%, nabiału 24,1 proc.

Trzeba wziąć pod uwagę, że obecnie bardzo wzrosła także cena energii i benzyny, osiągając rekordowe stawki. To sprawia, że dla wielu osób jazda samochodem staje się luksusem, choć nie każdy może się bez niego obejść. Stopa życiowa jest oczywiście wielokrotnie większa niż w 1976 r., ale też oczekiwania ludzi są znacznie większe. Dla wielu fakt, że nie kupią sobie nowego komputera czy nie wyjadą na wakacje jest frustrujący.

Podobno, zasadniczą różnicą jest fakt, że w gospodarce planowej to rząd ustalał ceny i brał pełną odpowiedzialność za ich wzrost. Dzisiaj rządzący łatwo się usprawiedliwiają okolicznościami zewnętrznymi i mówią o „putininflacji”. W rzeczywistości jednak to covidowe zamykanie gospodarki, tarcze antykryzysowe, programy społeczne przyczyniły się walnie do obecnego stanu rzeczy. Wielu obywateli nie rozumie jednak tych związków i przykład właścicieli skupów węgla pokazuje, że rząd umiejętnie wykorzystuje spychologię. Kiedy właściciele skupów węgla nie chcieli przystąpić do programu sprzedaży węgla za 996,60 zł, który był dla nich zupełnie nieopłacalny, premier zrzucił winę na „chciwych” sprzedawców. Ci przyznawali, że wielu ludzi odchodziło od nich z pretensją. Jak widać, ta strategia działa.

Socjalizm w naszym nieszczęśliwym kraju rośnie wraz z inflacją.

Rośnie inflacja i socjalizm

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) 17 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5214

Socjalizm w naszym nieszczęśliwym kraju rośnie wraz z inflacją, która – jak kraczą eksperci – na koniec roku może osiągnąć poziom nawet 25 procent i więcej. To oczywiście sporo, ale w porównaniu do roku 1989, kiedy to mieliśmy inflację trzycyfrową, to jeszcze nic. Ale w naszym fachu nie ma strachu; jak mówił Nikita Chruszczow – „dogonimy i przegonimy!Co prawda jemu chodziło o Stany Zjednoczone, a nie o inflację, ale nam Stanów Zjednoczonych gonić, a już zwłaszcza przeganiać nie wypada, więc co nam szkodzi, żeby poćwiczyć sobie na inflacji?

Tak czy owak – sukces, ale nie o to chodzi, tylko o to, że wraz z inflacją narasta w naszym nieszczęśliwym kraju socjalizm. Właśnie pan prezydent Duda podpisał ustawę ustalającą maksymalną cenę węgla na 966,60 zł – oczywiście tylko dla odbiorców indywidualnych i spółdzielni mieszkaniowych. Ponieważ cena rynkowa tony węgla oscyluje wokół 3000 zł, to niejeden odczuje pokusę łatwego zarobku, więc trzeba będzie zatrudnić armię kontrolerów, co może kosztować co najmniej tyle samo, co dopłaty do owej „maksymalnej” ceny.

To oczywiście dopiero początek, bo przeprowadzony został sondaż, co naród sądzi na temat wprowadzenia cen urzędowych. Czy to aby nie padgatowka do ich wprowadzenia, no a potem – już tylko kartki? Jak tam będzie, tak tam będzie, ale nie o to chodzi, tylko o to, że socjalizm postępuje wraz z inflacją. A w socjalizmie – jak to w socjalizmie; zaostrza się walka klasowa – o czym zresztą pisał Józef Stalin.

Toteż nic dziwnego, że ostatnio w dyskursie politycznym pojawiły się wezwania do przeprowadzenia rozwiązań, tak zwanych „siłowych”. Inicjatywa wyszła od przywódcy Volksdeutsche Partei Donaldca Tuska, który zapowiedział, że prezesa Narodowego Banku Polskiego, pana Adama Glapińskiego, wyprowadzi z banku siłą. Donald Tusk taktownie zamilczał o tym, co będzie potem; czy na przykład działacze Volksdeutsche Partei opróżnią bankowe sejfy z zakupionych przez prezesa Glapińskiego bodajże 200 ton złota, z którym ulotnią się w nieznanym kierunku, jak to było w przypadku Amber Gold? [No i – przy zwycięstwie Rewolucji na Majdanie: Zaraz 46 ton złota Ukrainy – poleciało sobie do… md]

Wszystko to być może, bo myszy harcują, gdy kota nie czują, a poza tym – co tu ukrywać – działacze Volksdeutsche Partei mają już w takich operacjach pewną eksperiencję. Zaraz tedy odezwał się pan Siemoniak, który deklarację Donalda Tuska uściślił, wspominając o „silnych ludziach”, którzy operację usuwania prezesa Glapińskiego z Narodowego Banku Polskiego przeprowadzą. Skąd Volksdeutsche Partei weźmie takich osiłków – tego już pan Siemoniak nie zdradził, więc jesteśmy skazani na domysły, że może przyjadą gdzieś z zagranicy.

To byłoby nawet roztropne, bo sprowadzanie osiłków krajowych wiąże się jednak z pewnym ryzykiem, że któryś po pijanemu wszystko wychlapie swojej „królowej życia”, po których niepodobna spodziewać się dyskrecji. Cudzoziemcy, to co innego. Im występowanie w charakterze nieznanych sprawców bardziej przystoi. Ale na tym nie koniec, bo zradykalizował się też pan Krzysztof Śmiszek, dotychczas znany raczej z osobliwej „orientacji seksualnej”, którą podzielał z wybitnym przywódcą socjalistycznym, panem Robertem Biedroniem. Pan Śmiszek oczywiście żadnych operacji bankowych przeprowadzać nie zamierza, natomiast zamierza siłą wyprowadzić z niezawisłych sądów sędziów nazywanych przez niego „dublerami”. Ciekawe, jak pan Śmiszek zamierza tych „dublerów” rozpoznawać w tłumie niezawisłych sędziów, skoro wszyscy mają na sobie te same „śmieszne, średniowieczne łachy” – tajemnica to wielka, więc nie można wykluczyć, że tak samo, jak jeden przyzwoity rozpoznaje w tłumie drugiego przyzwoitego, czyli – po zapachu. Jak wielokrotnie przypominałem, że do tego trzeba mieć specjalnego nosa, ale z tym u nas nie ma problemu, zwłaszcza odkąd pan prezydent Duda poinformował nas, że Żydzi od tysiąca lat byli „współgospodarzami” naszego państwa.

Z tym panem prezydentem Dudą to mamy coraz większe zgryzoty. Oto 11 lipca obchodzona była w naszym nieszczęśliwym kraju rocznica tak zwanej „rzezi wołyńskiej”, w ramach której, w latach 1942 – 1944 Ukraińcy wymordowali w Małopolsce Wschodniej co najmniej 100 tysięcy Polaków. Obchody tej rocznicy zwłaszcza teraz, kiedy jest rozkaz, że Polska ma być „sługą narodu ukraińskiego”, wpędza naszych Umiłowanych Przywódców w potężne dysonanse poznawcze. Nie bardzo wiedzą, co właściwie wolno im mówić, więc ogólnie podkreślają potrzebę „pamięci”, no i oczywiście – „prawdy”. Oczywiście deklaracje o „pamięci” brzmią osobliwie w sytuacji, gdy miejscem ogólnopolskich uroczystości z udziałem pana prezydenta i pana premiera był pomnik, umieszczony niemalże w krzakach, w mało uczęszczanej części Żoliborza, do której nie bardzo można dojechać. Mogło zatem chodzić o to, by tę „pamięć” wprawdzie odfajkować, ale jak najciszej, tak, żeby nikogo nie urazić.

Jednak tegoroczny rekord należy chyba do pana premiera, który z kolei skupił się na „prawdzie” i w związku z tym winą za zamordowanie przez Ukraińców Polaków zamieszkałych w Małopolsce Wschodniej obarczył… Niemców, chociaż każde dziecko wie, że ci, którym udało się ujść zagładzie, chronili się w miasteczkach właśnie dlatego, że byli tam Niemcy.

Ale jak jest rozkaz, by Ukraińców nie urażać, to nie ma rady; trzeba się gimnastykować. Żeby tedy ludzie nie myśleli sobie, że wolno im wyrażać swoje prawdziwe uczucia, od czego z pewnością poprzewracałoby się im w głowach, panowie redaktorzy Tomasz Terlikowski i Tomasz Sakiewicz wystąpili z przestrogą, że komu się nie podoba wersja wydarzeń podana do wierzenia na tym etapie, ten jest sługusem Moskwy.

Tak samo było za pierwszej komuny, kiedy to nie wolno było krytykować Partii, bo to była woda na młyn zachodnioniemieckich rewizjonistów i odwetowców. Dzisiaj ich miejsce zajął Putin – ale poza tym wszystko jest tak, jak było. Jak widzimy, ciągłość jest większa, niż myślimy, socjalizm ma się u nas dobrze, można powiedzieć, że ma się coraz lepiej, chociaż – jak to w socjalizmie – wprawdzie jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, ale tu i ówdzie zdarzają się niedociągnięcia.

Na przykład wszyscy ludzie dobrej woli spodziewali się, że prezydent Zełeński 11 lipca wystąpi z przeprosinami. Nic takiego jednak nie nastąpiło, bo niby dlaczego prezydent Zełeński miałby przepraszać? I on wie i my wiemy, że bez względu na to, co zrobi, Polska będzie mu nadskakiwać, więc w jakim celu miałby się fatygować, narażając się dodatkowo banderowskiej części ukraińskiej opinii publicznej? Ale za to, na pocieszenie, zostaliśmy pochwaleni przez pana ambasadora Brzezińskiego, który przy okazji zapewnił nas, że Stany Zjednoczone będą broniły „każdego centymetra kwadratowego Polski”. Czegóż chcieć więcej? Wprawdzie można wyciągnąć z tego wniosek, że wojna zawita i do nas, ale jeśli nawet, to przecież nie ma rzeczy doskonałych.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Kolejne dziwy [z burdelu NWO] – czyli czary z cenami

Zorard Uncategorized 16 lipca, 2022 3 Minutes

Jak wszyscy wiemy rosną ceny. Rosną ceny żywności, rosną ceny paliwa na stacji, już wiemy, że będzie droższy prąd i gaz – co nam rząd komunikuje zabawnie przez zalecenia, żeby się ocieplać itp. Wszyscy wiemy, że zła Rosja „ukradła” zboże z Ukrainy, że nie pozwala go wywozić i przez to będą braki. Mniej osób wie, że przez sankcje nie kupuje się zboża z Rosji, a Rosja była głównym eksporterem zboża na świecie.

Jest tylko jeden problem z tym obrazkiem. Giełdowe ceny surowców po pierwsze nie wzrosły dramatycznie po wybuchu wojny, po drugie wróciły już do poziomów sprzed wojny.

Weźmy na początek cenę spot pszenicy:

Widać wyraźne wybicie pod koniec lutego – wzrost napięcia i wybuch wojny na Ukrainie – ale już cena spadła poniżej poziomu ze stycznia i jest mniej więcej tam, gdzie była w grudniu 2021.

Dokładnie to samo jest z kukurydzą, z tym, że cena zjechała jeszcze bardziej.

Weźmy teraz index GVX, który pokazuje cenę żywca (czyli – pośrednio – hurtową cenę mięsa). Tu w zasadzie wpływu wojny na Ukrainie w ogóle nie widać.

Nie widać jej także na rynku cukru.

Bardzo podobnie rzecz się ma z cenami ropy naftowej.

Oglądając te wykresy mam niedoparte wrażenie, że ktoś robi nas w konia. Rosnące ceny na stacjach benzynowych w całej Europie i USA nie mogą być wyjaśnione wzrostem cen ropy wywołanym wojną, bo takowego praktycznie ma. Co więcej, cena już jest na poziomie sprzed wybuchu tej wojny.

Dodajmy, że cena benzyny – czyli produktu gotowego – także już wróciła do tej sprzed wojny, przynajmniej w handlu hurtowym w USA.

Niedobory żywności nie mogą być spowodowane wojną, bo niedobory surowców – przede wszystkim zbóż i żywca – musiałyby spowodować wzrost cen hurtowych, a to nie ma miejsca. Zatem źródłem musi być coś innego, na przykład celowe i skoordynowane działania koncernów paliwowych i rządów w Europie.

Właściwie jedynym surowcem, w którym widać jakiś wzrost cen i którego cena nie powróciła do poziomu sprzed wojny jest gaz ziemny.

Co prawda tu też wystąpił duży spadek z poziomu z okresu największego natężenia napięcia (kwiecień-maj), ale cena nie spadła (jeszcze?) do poziomu sprzed wybuchu wojny i aktualnie rośnie.

Wszystkie powyższe wykresy pokazałem w okresie 2 lat. Ciekawszy obraz pojawia się, jeżeli spojrzymy 5 lat wstecz. Weźmy na przykład surowce rolne – tym razem na jednym wykresie:

Widać tu wyraźnie, że ceny były stabilne do… marca 2022, kiedy to na dobre rozkręcono Operację Pandemia.

Widać to na pięcioletnich wykresach poszczególnych surowców b. wyraźnie:

Kukurydza
Pszenica
Żywiec (mięso)
Cukier

Wszędzie powyżej widzimy podobny wzorzec: pewne normalne fluktuacje cen, następnie „dip” w dół – wynik pierwszych lockdownów, a następnie ciągły wzrost, wreszcie na końcu „lokalne”, relatywnie niewielkie zaburzenie cen wynikające z wojny na Ukrainie.

Wniosek jaki można z tego wyciągnąć jest jeden: to nie wojna na Ukrainie odpowiada za wzrost cen żywności, ale Operacja Pandemia (czyli zamykanie gospodarki pod pretekstem fałszywej pandemii) oraz inflacja wywołana również tą operacją, a więc sztuczne podtrzymywanie zamkniętej gospodarki dodrukiem, żeby negatywne efekty lockdownów nie ukazały się od razu (to tak jak „szczepionki” na Covid są zaprojektowane tak, by nie zabijały od razu).

Spójrzmy na ropę i gaz w perspektywie 5 lat:

Ropa
Gaz

Jeśli idzie o ropę to efekt jest wyraźny, jeśli idzie o gaz mniej, bo wzrost zaczyna się dopiero w drugiej połowie 2021 i można go powiązać z rosnącym napięciem na linii Zachód-Rosja (już wtedy Rosja zaczęła się domagać od USA przestrzegania wcześniejszych obietnic i wycofania się z Ukrainy).

Podsumowując: media jak zwykle nas okłamują, a rzekomo przez nas wybrani politycy działają tak naprawdę na naszą szkodę.

Trader21 UJAWNIA prawdziwe przyczyny inflacji. Efekt chorej polityki

Trader21 UJAWNIA prawdziwe przyczyny inflacji. „Efekt chorej polityki stosowanej podczas paniki covidowej”

https://nczas.com/2022/07/17/trader21-ujawnia-prawdziwe-przyczyny-inflacji-efekt-chorej-polityki-stosowanej-podczas-paniki-covidowej-video/

Trader21 był gościem Radia WNET. Autor bloga Independent Trader wyjaśnił, skąd się bierze wysoka inflacja w Polsce i Zachodniej Europie. Wskazał też, że w USA inflacja jest najwyższa od 40 lat, choć w międzyczasie zmieniono metodologię jej liczenia.

Pytany, skąd się bierze rekordowa inflacja, Trader21 odparł, że „przede wszystkim jest to efekt chorej polityki stosowanej podczas paniki covidowej”. Przypomniał, że zamknięto wówczas globalną gospodarkę. Jak mówił, „w zasadzie 1/3 gospodarki stanęła”. Wskazał również, że poprzez wprowadzanie lockdownów zerwano łańcuchy dostaw.

Po to, żeby ludzie nie wyszli na ulice, uruchomiono niesamowity dodruk na bezprecedensową skalę. W przypadku Polski ilość waluty w obiegu zwiększyła się o 18 proc. rok do roku mówił dalej.

– W pierwszym momencie nie wywołało to inflacji, dlatego że inflacja jest wypadkową dwóch czy trzech rzeczy. Pierwszą jest ilość waluty w obiegu – najważniejsza. Drugą jest tempo, w jakim waluta krąży w gospodarce. I kiedy ludzie są wystraszeni – tak, jak podczas lockdownu – to nie wydają po prostu pieniędzy i to tempo drastycznie spada. Trzecim czynnikiem jest kurs walutowy i też, pośrednio, surowce – wyjaśnił.

Dzisiaj mamy taką sytuację, kiedy tempo cyrkulacji znowu wzrosło do poziomu sprzed covidu, ale w gospodarce jest około 20 proc. więcej złotówek. Mamy droższe surowce, mamy bardzo tanią złotówkę, czyli tym samym mamy drogie waluty – patrz dolara, w którym kupujemy większość już drogich surowców. I to jest właśnie efekt inflacji – zaznaczył.

– Tutaj ludzie muszą sobie doskonale zdawać sprawę z tego, że to, co jest dzisiaj, to jest efekt chorej polityki – zarówno banku centralnego, jak i polityków – która została zastosowana w 2020 roku – skwitował Trader21.

Jak podkreślał, inflacja jest rekordowo wysoka zarówno w całej strefie euro, jak i w USA.

– W Stanach Zjednoczonych inflacja jest najwyższa od 40 lat. A gdybyśmy ją liczyli w taki sposób, jak ją liczono właśnie 40 lat temu, czyli pod koniec lat 70., kiedy mieliśmy rekordowo wysoką inflację, to okazałoby się, że inflacja jest nawet wyższa – podkreślił.

Wskazał, że „na przestrzeni ostatnich 20 lat zmieniono metodologię liczenia inflacji kilkukrotnie w taki sposób, żeby wykazać, że jest ona jak najniższa, bo wtedy rządzący mogą się pochwalić wzrostem gospodarczym a nie recesją”.

Zielony Ład, inflacja – komunizm i idiotyzm w UE i USA, marionetki w Polsce – a my jesteśmy ofiarami. 26 minut gadania.

Czemu satanizm idzie w parze z idiotyzmem? Tyle deklamują przecież o „racjonalizmie”…

Zielony Ład, inflacja – komunizm i idiotyzm w UE i USA , marionetki w Polsce – a my jesteśmy ofiarami ARVE Error: The [[arve]] shortcode needs one of this attributes av1mp4, mp4, m4v, webm, ogv, url
.

Zielony Ład – odwrotność rozsądnego ładu narzucona przez ZŁEGO | prof. Mirosław Dakowski

26 minut

korekta: w Holandii to oczyw. 800%. [13 minuta]

Ceny materiałów budowlanych wzrosły w czerwcu o 32% rdr

https://nczas.com/2022/07/11/ceny-materialow-budowlanych-szybuja/

Ceny materiałów budowlanych wzrosły w czerwcu średnio o prawie 32 proc. rdr – podała w poniedziałek Grupa PSB w comiesięcznej analizie trendów cenowych. Najbardziej zdrożały izolacje termiczne, o 62 proc. w porównaniu z czerwcem 2021 r.

W czerwcu dynamika wzrostu cen materiałów budowlanych lekko wyhamowała do prawie 32 proc. po kwietniu i maju, kiedy zwiększyły się one średnio o 34 proc. rdr.

W czerwcu wzrosty odnotowano we wszystkich 20 grupach towarowych. Izolacje termiczne zdrożały o 62 proc.; ściany i kominy o 48 proc.; dachy i rynny o 43 proc.; izolacje wodochronne o 41 proc.; sucha zabudowa o 38 proc.; otoczenie domu o 36 proc.; cement, wapno o 34 proc.; płyty OSB o 34 proc.; wykończenia o 30 proc.; płytki, łazienki, kuchnie o 28 proc.; stolarka o 25 proc.; ogród i hobby o 25 proc.; instalacje, ogrzewanie o 25 proc.; motoryzacja o 23 proc.; narzędzia o 21 proc.; chemia budowlana o 21 proc.; farby, lakiery o 20 proc.; oświetlenie, elektryka o 18 proc.; wyposażenie, AGD o 17 proc.; dekoracje o 17 proc.

Od początku roku do czerwca ceny materiałów budowlanych wzrosły średnio o 30 proc. w porównaniu z okresem styczeń-czerwiec 2021 r. Również w tym okresie wzrosty objęły wszystkie 20 grup towarowych. Największy wzrost również odnotowano w przypadku izolacji termicznych (60 proc.).

Płyty OSB zdrożały o 43 proc.; sucha zabudowa o 41 proc.; ściany, kominy o 39 proc.; dachy, rynny o 39 proc.; izolacje wodochronne o 33 proc.; otoczenie domu o 33 proc.; ogród i hobby o 27 proc.; instalacje, ogrzewanie o 26 proc.; wykończenia o 24 proc.; płytki, łazienki, kuchnie o 23 proc.; cement, wapno o 22 proc.; motoryzacja o 21 proc.; stolarka o 21 proc.; narzędzia o 20 proc.; chemia budowlana o 19 proc.; oświetlenie, elektryka o 18 proc.; wyposażenie, AGD o 17 proc.; dekoracje o 16 proc.; farby, lakiery o 15 proc. – podała Grupa PSB.

Inflacja w sklepach wyższa niż oficjalna [18% r/r]. „Szczyt podwyżek jest dopiero przed nami”

Andrzej Duda w sklepie na zakupach. Zdjęcie ilustracyjne. Fot. PAP/Grzegorz Momot

wg. https://nczas.com/2022/07/11/inflacja-w-sklepach-wyzsza-niz-oficjalna-szczyt-podwyzek-jest-dopiero-przed-nami/

W czerwcu w sklepach było drożej średnio o blisko 18 proc. w porównaniu do sytuacji rok temu – wynika z najnowszego „Indeksu cen w sklepach detalicznych” przekazanego PAP. Zdrożały wszystkie z 12 analizowanych kategorii produktów; najbardziej produkty tłuszczowe.

Jak wynika z cyklicznej ogólnopolskiej analizy cen detalicznych autorstwa UCE Research i Wyższych Szkół Bankowych, w czerwcu 2022 roku w sklepach było drożej o 18 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Zdrożały wszystkie z 12 analizowanych kategorii produktów, w tym owoce.

W opracowaniu przypomniano, że w maju br. ceny były wyższe o blisko 17 proc. rdr, w kwietniu notowano wzrost o 22 proc.

Według Stanisława Flejterskiego z Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie, „Można przypuszczać, że szczyt podwyżek jest dopiero przed nami. Wiele zależy od polityki pieniężnej NBP i polityki fiskalnej rządu, ale też od zmian cen produktów importowanych, z gazem, ropą naftową i węglem na czele” – wskazał.

Dodał, że z wysoką inflacją przyjdzie nam żyć jeszcze przez wiele miesięcy. „Nie sposób również wykluczyć pojawienia się spowolnienia gospodarczego, a nawet tzw. stagflacji” – ocenił.

Z analizy wynika, że w czerwcu br. po raz kolejny najbardziej – o 37,2 proc. – podrożały rdr produkty tłuszczowe (w maju podwyżka wyniosła 54,8 proc.) W czerwcu olej zdrożał o 30,2 proc., natomiast cena masła poszybowała o ponad 48 proc. rdr.

Jak zauważa Krzysztof Łuczak z Grupy Blix, na światowych rynkach ceny oleju palmowego gwałtownie spadają, bo w Indonezji pozbywają się zapasów. Dodał, że to również ciągnie w dół ceny rzepaku.

Drugie w zestawieniu produktów notujących wzrost cen znalazło się mięso – z wynikiem o 30,5 proc. (w maju było to 26,8 proc.). W tej kategorii najmocniej zdrożała wołowina o 42 proc. Drób w czerwcu podskoczył o 25,6 rdr, wieprzowina o nieco ponad 16,1 proc. Mięso stale drożeje ze względu na wzrosty cen energii elektrycznej, paliw, pasz oraz nawozów, czyli surowców potrzebnych do produkcji żywności. „Ponadto tocząca się wojna w Ukrainie, zwanej spichlerzem Europy, znacząco opóźnia dostawy zbóż, które są głównym składnikiem pasz i karm dla zwierząt ubojnych, przez co cena mięsa właśnie tak mocno idzie w górę”.

Na podium najbardziej drożejących kategorii w czerwcu były używki, które średnio zdrożały o 1/4 w relacji rocznej (maju było to o 13,4 proc.). W tej kategorii herbata zdrożała o 26,5 proc. Najmniejsze wzrosty zanotowało z kolei piwo (średnio o 15,5 proc. rdr).

Niewiele mniejszą dynamikę wzrostu cen, notowały w czerwcu owoce. W ujęciu rocznym zdrożały o 23,6 proc. Tymczasem jeszcze w maju ich ceny spadły o 6,4 proc. rdr.

Na ceny owoców wpływają problemy z zatrudnieniem pracowników sezonowych do zbiorów. „Jest ich mniej z powodu toczącej się wojny.

Z analizy wynika ponadto, że zwyżki cen poniżej 20 proc. rdr notowały w czerwcu produkty sypkie (19,6 proc.), tzw. inne produkty z wynikiem 18,5 proc. (m.in. karmy dla psów, pieluchy dla dzieci) oraz napoje, które średnio zdrożały o 18,1 proc. Najmniej natomiast zdrożało w czerwcu pieczywo – średnio o 8,9 proc. rdr. W ocenie autorów analizy, biorąc pod uwagę majową podwyżkę o prawie 30 proc., ta czerwcowa nie była wysoka.

Jak zaważył Krzysztof Łuczak, czerwcowe wyniki wskazują, że sklepy same zaczęły spowalniać wzrost cen pieczywa, bo jest towarem pierwszej potrzeby. „Konsumenci są mocno wyczuleni na tym puncie, a handlowcy nie chcą być kojarzeni z drożyzną, zwłaszcza tak wrażliwej kategorii” – ocenił.

Według eksperta WSB, ceny powoli zacznie stabilizować gasnący popyt, zarówno wewnętrzny, jak i zagraniczny. „Do tego dojdzie rekordowo szybko zaostrzająca się polityka pieniężna, co powinno prowadzić do ustabilizowania się inflacji na obecnym podwyższonym poziomie” – wskazał.

Pronobis zastrzegł jednak, że mimo wszystko nie należy oczekiwać spadku ogólnego poziomu cen w gospodarce. „Procesy dezinflacyjne zostaną prawdopodobnie rozłożone na lata, a osiągnięcie celu inflacyjnego (zakładanego na poziomie 2,5 proc.) nie jest w Polsce możliwe do osiągnięcia w najbliższym, dającym się prognozować czasie” – dodał.

W „Indeksie cen w sklepach detalicznych” przedmiotem analizy było 12 kategorii (pieczywo, nabiał, mięso, owoce, warzywa, produkty sypkie, produkty tłuszczowe, dodatki spożywcze, używki, napoje, chemia gospodarcza i inne art.) oraz 51 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 24 tys. cen detalicznych z prawie 40 tys. sklepów należących do 63 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie obecne na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash and carry działające w 16 województwach.

Skutki „Zielonego Ładu” i kryminalnych ustępstw „rządu”: Rekordowe ceny energii elektrycznej w Polsce.

Skutki „Zielonego Ładu” i kryminalnych ustępstw „rządu”: Rekordowe ceny en. elektrycznej w Polsce. Tak drogo jeszcze nie było… [ a o przyczynach inflacji – same bzdury !! md]

[Poniższy text i jego slogany – umieszczam jako ilustrację niewiedzy przyczyn, bezczelności i niekompetencji „decydentów”. Mirosław Dakowski]

https://nczas.com/2022/07/08/rekordowe-ceny-pradu-w-polsce-tak-drogo-jeszcze-nie-bylo/

W ostatnich dniach ceny prądu w Polsce osiągnęły rekordową wysokość, a nasz system energetyczny znalazł się nad przepaścią. Wśród głównych problemów eksperci wyliczają m.in. trudno dostępny węgiel, którego ceny na rynkach dochodzą do 400 dolarów za tonę.

Tylko w czwartek cena prądu z opcją dostawy na rok 2023 na Towarowej Giełdzie Energii przekroczyła 1500 zł za MWh. Według „Rzeczpospolitej” składa się na to kilka czynników.

Już w poniedziałek 4 lipca prąd w Polsce był najdroższy w całej Unii Europejskiej. Na tzw. Rynku Bilansującym cena wyniosła blisko 2500 zł za MWh.

Mimo że padł historyczny rekord, nie jest to wynik ostateczny. Ceny bowiem mogą się zmieniać w ciągu najbliższych dni czy tygodni.

Do wzrostu cen mogły przyczynić się m.in. dwie poważne awarie dużych jednostek wytwórczych. – W efekcie dostępna dla operatora rezerwa w godz. 19 w poniedziałek nie była wystarczająca – tłumaczyły w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Polskie Sieci Energetyczne.

Zdaniem ekspertów problemem jest też dostępność węgla. [A wielkie polskie górnictwo węglowe- wspólnie ze wspólnikami z UE – niscza od trzech dziesięcioleci. MD]

Polskie elektrownie już niebawem mogą zacząć kupować [sic !!! md] ten surowiec z zagranicy. Jego ceny, w portach Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia, wynoszą nawet 400 dolarów za tonę. Polski węgiel także jest coraz trudniej dostępny i coraz droższy.

Na tym jednak nie koniec polskich problemów. Są bowiem przestoje w systemie energetycznym. Wyłączono m.in. blok w elektrowni Kozienice.

Sytuacja ta spowodowana jest istotnym wzrostem produkcji energii wynikającym ze znacznie wyższego niż planowane zapotrzebowania Krajowego Systemu Energetycznego” – wyjaśniła Enea, do której należy B11.

Problemy odnotował także Tauron – z powodu chwilowego spadku mocy jednego ze swoich bloków. W weekend przeprowadzony ma być natomiast remont bloku w elektrowni Turów.

===========================

A oto Zielony Ład w Dakocie:

Multimedia w nagłówku

Skies turn green during South Dakota storm

Główne przyczyny inflacji.

Rządzący i totalna opozycja wskazują winnych. Jedynie Krzysztof Bosak uczciwie wyliczył wszystkie główne przyczyny inflacji

https://nczas.com/2022/07/03/rzadzacy-i-totalna-opozycja-wskazuja-winnych-jedynie-krzysztof-bosak-uczciwie-wyliczyl-wszystkie-glowne-przyczyny-inflacji-video/

Totalna opozycja pod przywództwem Platformy Obywatelskiej całą winę za inflację w Polsce zrzuca na PiS – na działania rządu i prezesa NBP Adama Glapińskiego. Rządzący PiS za wzrost cen obarcza Putina a czasem trochę Unie Europejską. I tylko poseł Krzysztof Bosak z Konfederacji uczciwie wyliczył wszystkie przyczyny składające się na inflację w Polsce.

Krzysztof Bosak był gościem programu „Śniadanie Rymanowskiego w Polsat News i Interii”. Jednym z tematów dyskusji z innymi politykami była galopująca w naszym kraju inflacja.

Przypomnijmy: w Polsce ostatni odczyt inflacyjny [oficjalny, nie zas przwfziwy, dotyczący ludzi. MD] wyniósł 15,6 proc. co daje nam jeden z najwyższych wskaźników w Europie. Gorzej jest m.in. na Litwie, Łotwie i w Estonii, czyli krajach o małych gospodarkach i najbardziej uzależnionych od handlu z Rosją.

„Trzeba sprawę przedstawiać uczciwie. Ta inflacja ma wiele przyczyn” – stwierdził poseł Bosak.

„Polityka przede wszystkim premiera Morawieckiego i współpracującego z nim lojalnie prezesa (NBP) Glapińskiego to jedna z przyczyn, dla których mamy inflację nieco wyższą. Konfederacja jako jedyna siła polityczna w kampanii wyborczej roku 2019 ostrzegała przed tym.

Mówiliśmy, że PiS proponuje rzeczy nierealne albo takie, które zaskutkują inflacją. Dokładnie to się stało i stąd ta nadwyżka naszej inflacji nad średnią (europejską – przyp. red.)” – mówił poseł Konfederacji.

„Natomiast powiedzmy o pozostałych przyczynach.

Są to ogromne zaniedbania wszystkich poprzednich rządów w modernizacji energetyki;

jest to polityka Unii Europejskiej, która powoduje, że rosną ceny prądu i ciepła, a od tego uzależniona jest produkcja bardzo wielu rzeczy w gospodarce;

jest to polityka Chin, które pod pretekstem pandemii zaczęły podnosić ceny na rynkach światowych różnych surowców potrzebnych do produkcji przemysłowej;

są to zaniedbania wielodziesięcioletnie Europy i świata zachodniego w uzależnianiu się od Chin;

jest to kryzys postpandemiczny, który spowodował zerwanie łańcuchów dostaw i wzrost kosztów transportu;

i jest to wreszcie polityka Rosji, która celowo już przed wojną (na Ukrainie – przyp. red.) podnosiła ceny surowców, po to żeby kraje europejskiej były 'na musiku’ i uległy dyktatowi Putina” – wyliczał Krzysztof Bosak.

„To są wszystkie te czynniki jednocześnie, one się złożyły na te 15 procent, nie jeden czynnik. Każdy, kto tu w studio mówi: 'ty jesteś winny, albo ty’ i nie mówi tego w całej złożoności, po prostu nie mówi prawdy” – powiedział Bosak.

======================

[Czemu on nie podsumował że jest to planowe wprowadzanie NWO? „Takich rzeczy” posłom, nawet w opozycji, mówić nie wolno?? md]

Ceny wzrosły rdr o kilkadziesiąt procent, takich jak olej, masło, mąka, cukier, mięsa, pieczywo czy makaron.

Jacek Wilk UJAWNIA prawdę o inflacji: „To nie jest kilkanaście procent”

https://nczas.com/2022/06/11/jacek-wilk-ujawnia-prawde-o-inflacji-to-nie-jest-kilkanascie-procent-video/
W piątek w Sejmie odbyła się konferencja prasowa Konfederacji poświęcona drożyźnie w Polsce. Podczas niej głos zabrał m.in. były poseł Jacek Wilk.

Oczywiście to jest temat numer jeden teraz dla Polaków i żadna inna sprawa, nawet próby różnych tematów zastępczych, wtłaczanych na siłę, nie przysłonią tego, że Polacy szybko biednieją, ponieważ bardzo szybko traci wartość polski złoty – powiedział Wilk.

Były poseł podkreślił, iż „problem jest o wiele, wiele większy niż to podają oficjalne statystyki, oficjalna propaganda rządowa”. – Z całą pewnością to nie jest kilkanaście procent, co wszyscy widzą w swoich portfelach, wszyscy widzą w swoich koszykach zakupowych – wskazał.

Wszyscy widzą to idąc po prostu do sklepu i kupując towary pierwszej potrzeby – powiedział Wilk i dodał, że „ta wiedza intuicyjna, ale też (…) wiedza powszechna dla wszystkich (…) znajduje swoje potwierdzenie w badaniach”.

Następnie polityk podał kilka przykładów produktów, których ceny wzrosły rdr o kilkadziesiąt procent, takich jak olej, masło, mąka, cukier, mięsa, pieczywo czy makaron.

„To pokazuje skalę inflacji”

To są właśnie artykuły pierwszej potrzeby, to jest żywność. To jest to, co każdy z nas musi kupować bez względu na wszystko inne.

To pokazuje skalę inflacji, a więc to nie jest kilkanaście procent. Dla przeciętnego Polaka to jest kilkadziesiąt procent wzrostu cen tych towarów, które musi kupować.

To jest skala drożyzny PiS wywołanej przez tę partię – podsumował Wilk.

Bankowa głowa. Morawiecki inflacji się nie boi !

Zabezpieczył oszczędności przed inflacją w ubiegłym roku.

4 czerwca 2022 https://nczas.com/2022/06/04/bankowa-glowa-morawiecki-zabezpieczyl-oszczednosci-przed-inflacja-w-ubieglym-roku/

Pod koniec maja na stronie Sejmu opublikowano oświadczenia majątkowe szefa pisowskiego rządu – Mateusza Morawieckiego. Można by z niego wywnioskować, że premier spodziewał się inflacji.

Mateusz Morawiecki to jednak bankowiec-fachowiec. Niemal wszystkie swoje gotówkowe oszczędności zainwestował jeszcze w 2021 roku w obligacje skarbowe o wartości 4,6 mln złotych.

Jeśli weźmiemy pod uwagę najbardziej optymistyczny scenariusz, zakładający, że szef pisowskiego rządu kupił czteroletnie obligacje antyinflacyjne w lipcu, to w tym roku dostanie oprocentowanie na poziomie nawet 13,15 proc.

Co prawda to lekko poniżej aktualnego wskaźnika inflacji, który jest na poziomie 13,9 proc., ale to już tylko ułamki procenta i z pewnością większość kapitału została oszczędzona przed inflacyjnymi zębami. Trzymając pieniądze w gotówce czy w banku straty byłyby dużo większe.

Jeśli Morawiecki widząc dokąd zmierzają rządy PiS-u i sytuacja międzynarodowa przewidywał nadejście inflacji, to szkoda, że najpierw zatroszczył się o swoje oszczędności, a nie o oszczędności obywateli.

O komentarz do sprawy w TVN24 poproszono Michała Dworczyka.

Miliony Polaków kupują obligacje. Pani próbuje sugerować, że premier zachował się nieetycznie. Ja nic na ten temat nie wiem, więc proponuję nie formułować tego typu oskarżeń, które nie mają żadnej podstawy w rzeczywistości – powiedział w piątek Michał Dworczyk, pytany w tej kwestii o reporterkę TVN24.

– Czy jak pani ma oszczędności, to trzyma je pani w śwince skarbonce? Inni obywatele, również politycy, lokują swoje oszczędności na różny sposób – dodał.

Źródło: NCzas, TVN24

Ponad połowa Polaków „chce zwiększenia inflacji”

Kategoria: Archiwum, Polecane, WażneAutor: CzarnaLimuzyna, 2 czerwca 2022

Taką tezę postawił na Twitterze Tomasz Sommer w reakcji na żart o dzielnej postawie Olaków gotowych jeszcze drożej płacić za benzynę w geście solidarności z Ukrainą. Myślę, że redaktor Sommer ma rację. Olaków dzielnie wspierają przybysze ze wschodu, z których “ponad jedna czwarta chce pozostać w Polsce nawet w przypadku zakończenia wojny“. Oznaczać to będzie dodruk kolejnych miliardów.

Tymczasem “rząd” PiS zmniejszył inflację do 13,9 proc. w maju. Napisałem „zmniejszył”? Wszystko jedno. W zależności od zapotrzebowania można pisać i tak i tak. Każdy zwiększony procent inflacji zmniejsza prawdopodobieństwo trafienia w atomowy guzik przez Putina. Tak twierdzą Dworczykowie, kategoria partyjna dzieląca się swoją wysublimowaną refleksją z ciemnym ludem. Teoria warta “nobla” albo “skobla”.

A jak na to zapatruje się prezes Kaczyński? Jak to zwykle bywa w takiej chwili, w chwili trudnej, która w telewizyjnym skrócie jest przekształcana w “wielką”, prezes po raz kolejny sięga do… szamba, lecz wcale nie głęboko, bo po Kujdę, który zawsze jest w pobliżu. Kujda twoja mać – ktoś podobno powiedział – dlaczego to robisz? Prezes uśmiechnął się tajemniczo i powiedział: ufam. W taki oto sposób współpracownik SB, Kujda został przywrócony do łask i przydzielony do specjalisty Sasina. Prawda, że to urocze? W przypadku PiS prawda zawsze wybija na wierzch.

Na innych frontach stabilnie. Degeneraci zapowiadają  na jesieni przymusowe odosobnienia i przymusowe hospitalizacje. Nowa polityka historyczna oficjalnie włącza żydowską i ukraińską interpretację najnowszych dziejów Polin w obowiązujący parytet.  Najnowszą zdobyczą propagandy jest teoria jakoby 200 tys. niechorujących na covid Polaków zmarło z  winy własnej i nieprzymuszonej woli, a niejednokrotnie uczynili to złośliwie i wbrew ministrowi Niedzielskiemu. Jak widać odwlekany termin Norymbergi 2,0 spowodował kolejne szyderstwo ze strony sprawców. Ich bezkarność powinna być codziennym wyrzutem sumienia dla wszystkich normalnych ludzi.

Na poziomie moralnym jest to swołocz nie mająca żadnych hamulców. “Pandemia” ukazała ich prawdziwe oblicze. Nie ma granicy, której by nie przekroczyli- na rozkaz lub za pieniądze. Boją się jedynie Wielkiego Brata, jadowitego szeptu z Budki Suflera, ujawnienia filmów z ukraińskiego burdelu.

Inflacja – dopiero przyspiesza. PiS za kredyty z UE będzie kupował trzecią kadencję.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/inflacja-to-sie-dopiero-zacznie-pis-za-kredyty-z-ue-bedzie-kupowal-trzecia-kadencje/

Z żałosnych zapowiedzi PiS i jeszcze bardziej śmiesznych haseł bojowych o wstawaniu z kolan, zostały odciski i dziury w gaciach na wzmiankowanych kolanach. Morawiecki pokornie wykonał wszystkie polecenia Komisji Europejskiej i nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek kompromisie. Rząd „Zjednoczonej prawicy” co do przecinka zrealizował ultimatum! Izba Dyscyplinarna przestaje funkcjonować, Juszczyszyn i jemu podobni, na mocy ostatnich wyroków tej Izby, wracają do orzekania.

Ogłaszanie jakiegokolwiek triumfu w tak poniżających warunkach, to jest mydlenie oczu poniżej poziomu Tuska, ale warto się zastanowić dlaczego PiS u progu kampanii wyborczej dał się tak przeczołgać, co nigdy nie wzbudzało entuzjazmu u najbardziej „prawych”?

Przede wszystkim zwracam uwagę na czas przeszły, owszem nigdy nie wzbudzało, ale też już wzbudza, bo wszystko dało się przykryć najpierw pomorem, później „wojną”. Od dwóch lat w tych kwestiach nie sposób odróżnić fanatycznego wyborcy PiS od fanatycznego wyborcy PO, czy „Lewicy”. Po przekroczeniu granicy upokorzenia i absurdu, czyli przerobieniu się na niezbyt mądrego, cała reszta idzie jak z płatka. Żelazny elektorat PiS pokochał wiele unijnych wynalazków, od „zostań w domu”, przez „paszporty”, aż po oddanie ostatniej koszuli „naszym braciom Ukraińcom”.

Odkąd Unia walczy z „szurami” i „onucami”, stała się przyjacielem „prawych”. Co prawda dla grupy najbardziej radykalnych radykałów podrzuca się od czasu do czasu jakieś żarliwe mowy w czasie posiedzeń Parlamentu Europejskiego, ale niech mi ktoś znajdzie serię artykułów w mediach „niepokornych”, gdzie znajdziemy wyrazy oburzenia w związku z likwidacją Izby Dyscyplinarnej. Internetowi wodzireje z PiS, zarówno płatni, jak i społeczni, też się nie wychylają, a przyparci do muru odpowiadają standardową „propagandą Putina”.

Upokorzenie przeszło bez popicia i dalej pójdzie jeszcze łagodniejsze przełykanie, bo do wydania jest potężna kasa, niemal w całości skredytowana. PiS dla utrzymania władzy zrobi więcej niż robiło PO, ponieważ strach przed zemstą Tuska jest autentyczny i uzasadniony. Dziecko wie, że posadzenie jakiegokolwiek polityka PiS nie będzie „faszyzmem”, „totalitaryzmem”, czy łamaniem konstytucji, ale spotka się z pełnym poparciem UE, Komisji Europejskiej i TSUE także wyda dowolne orzeczenie w tej intencji.

Trzecia kadencja dla PiS niestety nie jest fikcją, mało tego, to cel absolutnie realny i prawie na wyciągnięcie ręki, z tym, że ta ręka wyląduje w naszych kieszeniach i portfelach. Niczym innym tylko i wyłącznie transferami socjalnymi, ale nie takimi, które są rozsądne i funkcjonują we wszystkich „dojrzałych demokracjach”, tylko takimi żywcem zaczerpniętymi z Grecji, PiS będzie walczył o trzecią kadencję. Pierwsze „eksperymenty” już mieliśmy, co kosztowało nas 300 miliardów, za nic nie robienie w pomorze i za przyjmowanie uchodźców, którym nadano więcej przywilejów niż Polacy mają obowiązków. Tłumaczenie, że za wszystko odpowiada Putin działa coraz słabiej i PiS nie ma wyjścia.

W roku wyborczym paliwo nie może kosztować 10 złotych, nawet jeśli to ma być „gwarancja”, że wojny w Polsce nie będzie. W roku wyborczym gaz i węgiel nie mogą wychodzić z ceną poza przeciętną emeryturę, choćby ruskie rakiety fruwały nad Lwowem. Będą musiały zniknąć „paragony grozy”, będą musiały się pojawić nowe trzynaste, czternaste i piętnaste emerytury. Kampania jeszcze na dobre nie ruszyła, a „niepokorni” zaczynają rozprowadzać nową stawkę 500+, która ma się zmienić na 700+.

O tym, że inflacja będzie mniejsza, a długi się spłacą, może myśleć tylko ktoś, komu się wydaje, że myśli. Idzie czas wielkiej fety na kredyt, PiS będzie robiło wszystko, żeby kredyty z KPO finansowały trzecią kadencję. Strategia wyborcza jest nie tylko prosta, ale przede wszystkim pozbawiona alternatywy. Niczym innym poza transferami socjalnymi PiS władzy nie utrzyma i dokładnie to działania podejmie, pogrążając Polskę w gigantycznych długach. Inflacja dopiero się zacznie, a w każdym razie na pewno się nie skończy, najgorsze dopiero przed nami.

Już czas na kartki na węgiel. „Zielony Ład” w akcji.

Rządowy bon na węgiel? Z tym zaświadczeniem każdy odbierze z kopalni 5 ton węgla na gospodarstwo domowe?

01.06.2022 Kamil Wrzecionko https://wrc.net.pl/kw-rzadowy-bon-na-wegiel-z-tym-zaswiadczeniem-kazdy-odbierze-z-kopalni-5-ton-wegla-na-gospodarstwo-domowe

20 lat temu zniesiono kartki na żywność | Nowa Trybuna Opolska

Życie na kartki - Historia - polskieradio.pl

Od dłuższego czasu węgiel drożeje w tempie trudnym do wytłumaczenia. Kupno surowca ze składu przyrównywane jest już do finansowego samobójstwa. Alternatywa niby jest – kupić prosto z kopalni. Ale to nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać.

Węgiel jest na polskich składach koszmarnie drogi. Przecież ludzie – czy tego chcą, czy nie – muszą jakoś ogrzać dom. Wprowadzono przepisy wymuszające wymianę pieców, a teraz ludzie na tym cierpią. Nie mogą już zapalić chociażby drewnem, jak kiedyś. Nowe piece – np. na ekogroszek – przepuszczają tylko ekogroszek. Po wymianie pieca jesteś na to skazany – płać i płacz. Nie masz żadnej alternatywy… bo ktoś kazał ci wymienić dobry, sprawny piec. A teraz ten ktoś umywa ręce od problemu.

Wspomniany przeze mnie ekogroszek kosztuje aktualnie w składach średnio 3000 zł za tonę. Jeszcze rok temu kupowaliśmy go za 1500 zł, wcześniej normalną ceną było… nawet 700 zł. Tempo wzrostów cen jest kosmiczne – dotyczy to wszystkich rodzajów węgla. Strach pomyśleć co będzie, jeśli to tempo zostanie utrzymane. Za rok tona węgla będzie kosztowała 6000 zł? Przecież to jest istne szaleństwo.

Istnieje alternatywa. Teoretycznie można kupić węgiel z kopalni, np. przez „sklep PGG”. Tam można kupić czy to 2 tony węgla workowanego, czy to 5 ton węgla luzem na jedno gospodarstwo domowe. Ceny są atrakcyjne, bo przykładowo ten sam ekogroszek, który na składzie kosztuje 3000 zł za tonę, prosto z kopalni przez „sklep PGG” kosztuje już zaledwie 830-860 zł za tonę. Brzmi cudownie?

Potrzebne są zmiany?

Brzmi cudownie, ale tylko na pierwszy rzut oka. W praktyce zainteresowanie stroną internetową jest tak ogromne, że samo wejście na stronę sklepu graniczy z cudem – nie mówiąc o kolejnych krokach i realnym kupieniu węgla. Tym bardziej, że aktualnie węgiel dostępny jest wyłącznie we wtorki i czwartki – od godziny 16:00 aż do wyczerpania zapasów. Wszyscy przypuszczają zmasowany atak… i jest problem.

Realnie wygląda to tak, że wczoraj przez ponad 40 minut pomimo ciągłych prób ani razu nie załadowała się strona. Następnie się udało. Co z tego, skoro po pierwszym kliknięciu znowu pojawił się biały ekran i błąd. Jak pisałem przed momentem – wejście na tę stronę i kupienie tam węgla graniczy z cudem. Ale próbować można – wszak, co nam pozostało?

==================

Alternatywa teoretycznie mogłaby istnieć. Wystarczyłoby, aby rząd wprowadził jeden mądry program. Bierzesz odpowiednie zaświadczenie z gminy czym palisz w piecu. Następnie z tym zaświadczeniem każdemu chętnemu gospodarstwu domowemu przysługuje – do wyboru – 2 tony węgla workowanego albo 5 ton węgla luzem prosto z kopalni, za ceny kopalni – czyli te powiedzmy 830-860 zł za tonę. Po odebraniu zaświadczenia wypełniasz stosowny formularz, który ustala dla ciebie kolejkę do danej kopalni z dniem i godziną odbioru węgla. Tyle – proste – jasne jak słońce. Aktualny system to raj dla oszustów, których zmasowane działania odbierają szanse tym normalnym ludziom – tym, którzy po prostu chcą dla siebie do domu trochę węgla.