Czy myślenie ma przyszłość?

Czy myślenie ma przyszłość?

W czasach mojej młodości, czyli w latach 60-tych minionego stu- i tysiąclecia (ale to brzmi!), modne było powiedzonko „myślenie ma przyszłość”. Zawsze, gdy przypominam sobie ówczesne wyobrażenia tego, jak wyglądać będzie nasz świat w roku 2000, to śmiech mnie ogarnia! Ale gdy przypomniałem sobie to powiedzonko o myśleniu i rozejrzałem się wokół siebie, to przeszła mi ochota do śmiechu.

To może wydać się dziwne, ale każdy pobyt w szpitalu jest dla mnie inspirujący. Niestety ostatnio byłem zmuszony spędzić tam sporo czasu. Człek najczęściej leży w wyrku i poza myśleniem nie ma nic lepszego do roboty. Można też obserwować otoczenie. W pokoju był telewizor. Ja sam właściwie telewizji nie oglądam, więc była to okazja do zapoznania się z programem. Ale przede wszystkim była to okazja do obserwacji i oceny tego, co najczęściej jest oglądane. I to był to szok! Nie spodziewałem się żadnych wyżyn intelektualnych, ale to, co zobaczyłem, określić można jedynie jednym słowem: prymitywizm!

Ale prawdziwe przerażenie przyszło po próbach wyjaśnienia ludziom co właściwie oglądają. Równie dobrze mogłem mówić do telewizora! Te wszystkie doświadczenia zainspirowały mnie do napisania poniższego tekstu. Przyznaję, nie wszystko to moje obserwacje i przemyślenia. Bo taki mądry to ja już nie jestem! To zlepek wielu przeczytanych i „przetrawionych” tekstów, cytatów filozofów (z twórczością niektórych nie zawsze się zgadzam) oraz własnych obserwacji i przemyśleń, które częściowo wziąłem z moich napisanych już wcześniej tekstów.

Nieraz pisałem już o przerażającej głupocie obecnych elit politycznych. Nawet Tucker Carlson pytał Putina, czy mu to nie przeszkadza w rozmowach z nimi. Ale nie lepiej jest z ogółem społeczeństw. Czy jest to proces sterowany? Niektórzy mówią, że tak i jest to efekt postmodernizmu. Osobiście sądzę, że jest to proces spontaniczny, który powstał samoistnie, ale jest korzystny dla prawdziwych kręgów rządzących, więc nikt mu nie przeciwdziała. Poza tym jest wygodny dla społeczeństwa i dlatego jest powszechnie i nieświadomie akceptowany. Ale jest to także proces cywilizacyjny.

W historii każdej cywilizacji istnieje konkretny moment, w którym krytyczne myślenie przestaje być cenione i zamiast tego traktowane jest jako patologia społeczna. Nie jest to głośny upadek. Jest to proces cichy, stopniowy i akceptowany jako postęp. Współczesne społeczeństwo przechodzi właśnie przez ten moment, ale z jedną szczególną brutalną cechą. Po raz pierwszy w historii ludzkości głupota nie jest wynikiem braku dostępu do wiedzy, ale bezpośrednim skutkiem jej nadmiaru. Żyjemy w epoce, w której miliardy ludzi noszą w kieszeniach całe biblioteki, a mimo to wybierają intelektualną przeciętność jako sposób na życie. To nie jest przypadek, to architektura. Schopenhauer ostrzegał, że zadaniem człowieka myślącego jest nie tyle dostrzeganie tego, czego nikt nie widział, ile myślenie o tym co widzą wszyscy w sposób, w jaki jeszcze nikt o tym nie pomyślał. Obecnym problemem jest to, że nikt już o niczym nie myśli. Konsumuje się, powtarza i rozpływa się w jednolitej masie gotowych opinii.

Śmierć krytycznego myślenia nie była morderstwem. Było to zbiorowe samobójstwo, zamaskowane jako demokratyzacja wiedzy. Krytyczne myślenie nie zniknęło z powodu starzenia się. Zostało systematycznie wyeliminowane, ponieważ stanowi największe zagrożenie dla każdej struktury opartej na przewidywalności zachowań. Kwestionowanie, analizowanie i wstrzymywanie się z natychmiastową oceną to umiejętności, które sprawiają, że dana osoba nie nadaje się do systemów funkcjonujących w oparciu o powtarzalność i konformizm. Prawdziwa inteligencja powoduje tarcia, opóźnienia i opór w mechanizmach społecznych, które zostały zaprojektowane z myślą o ciągłym płynnym działaniu i automatycznych reakcjach.

Spójrzcie na współczesny System nauczania. Dominujący model nie uczy myślenia, ale udzielania odpowiedzi. Istnieje ogromna różnica między tymi dwoma procesami umysłowymi. Myślenie wymaga wątpliwości, wewnętrznej analizy i samodzielnego przemyślenia. Odpowiadanie wymaga jedynie rozpoznawania wzorców i odtwarzania wcześniej ustalonych treści. Masowy system edukacyjny produkuje kompetentnych dawców odpowiedzi, a nie samodzielnych myślicieli. Nie jest to błąd, lecz zamierzony efekt.

Przekształcenie myślenia w zagrożenie ma miejsce na wielu poziomach społecznych. W środowisku biznesowym osoby kwestionujące ustalone procesy są postrzegane jako problematyczne, a nie innowacyjne. W sferze politycznej osoba analizująca sprzeczności w oficjalnych narracjach jest klasyfikowana jako intrygant, a nie analityk. W sferze społecznej osoba, która odmawia natychmiastowego przyłączenia się do zbiorowych spraw, jest postrzegana jako nieczuła, a nie jako rozważna. Społeczna kara za krytykę jest skuteczniejsza niż jakakolwiek formalna cenzura. Nietzsche uznał, że przekonania są więzieniami. Dzisiejsze społeczeństwo zbudowało największy kompleks więzienny w historii ludzkości. Jednak kraty są niewidoczne, ponieważ składają się z niepodważalnych zbiorowych pewników. Kto próbuje uciec, nie jest ścigany siłą, ale wykluczeniem. Ostracyzm społeczny stał się ostatecznym narzędziem neutralizowania krytycznego myślenia.

Podstawowym pytaniem nie jest to, czy ludzie stracili zdolność krytycznego myślenia, ale czy dobrowolnie z niej zrezygnowali w zamian za akceptację i poczucie przynależności. Odpowiedź jest niepokojąca. Zdecydowana większość przedłożyła komfort zbiorowej pewności nad strach przed indywidualną analizą. A to zmienia wszystko w naszym rozumieniu współczesnego upadku intelektualnego. Głupota dominuje nie dlatego, że jest zaraźliwa, ale dlatego, że jest operacyjnie lepsza w złożonych systemach. Społeczeństwo, które nie kwestionuje, nie powoduje tarć. Nie domaga się uzasadnień. Nie wymaga przejrzystości. Nie identyfikuje sprzeczności. Z administracyjnego punktu widzenia brak krytycznego myślenia jest idealnym „smarem” dla funkcjonowania każdej struktury władzy.

Istnieje zasadnicza różnica pojęciowa między ignorancją a głupotą. Ignorancja to brak wiedzy, który można naprawić poprzez edukację. Głupota to aktywna odmowa przetwarzania dostępnych informacji, która nie tylko opiera się korekcie, ale wręcz ją wzmacnia. Dietrich Bonhöfer zidentyfikował to, stwierdzając, że głupota jest bardziej niebezpiecznym wrogiem dobra niż zło. [Oczywiście to głupota, taki pogląd… md] Zauważył, że racjonalne argumenty są bezużyteczne w walce z głupotą, ponieważ głupi nie są otwarci na rozum, ale chronieni przed nim. Funkcjonalność głupoty przejawia się w określonych wzorcach zachowań. Ludzie bez krytycznego myślenia nie doświadczają dysonansu poznawczego, ponieważ nie dostrzegają sprzeczności. Mogą bronić wzajemnie wykluczających się stanowisk, nie dostrzegając żadnej niespójności.

Paradoksalnie ta elastyczność umysłowa sprawia, że są bardziej przystosowani do szybkich zmian narracji. Podążają za nurtem bez oporu i zmieniają zdanie nie poprzez refleksję, ale poprzez aktualizację zbiorowej, narzuconej struktury myślenia. Współczesny system nie potrzebuje błyskotliwych umysłów. Potrzebuje wydajnych procesorów do fragmentarycznych zadań. Ekstremalny podział pracy w sferze intelektualnej stworzył środowisko, w którym nikt nie musi rozumieć całości, a jedynie precyzyjnie wykonywać swoją część. Myślenie o całym systemie jest zbędne, a nawet szkodliwe. Funkcjonalna głupota to taka, która doskonale wykonuje zadanie, nie rozumiejąc jego celu. Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że współczesna głupota jest często dobrze poinformowana. Ludzie gromadzą dane, cytują badania, powtarzają statystyki, ale nie potrafią przeprowadzić integracyjnej analizy. Można być jednocześnie dobrze poinformowanym i intelektualnie leniwym. Współczesna głupota nie jest pusta. Jest nasycona nieprzetworzoną treścią.

Nasuwa się pytanie: jeśli głupota jest tak funkcjonalna i korzystna dla utrzymania złożonych systemów, to czy istnieje rzeczywista motywacja, aby z nią walczyć? A może mamy do czynienia z konfiguracją społeczną, w której przeciętność intelektualna jest w rzeczywistości pożądanym stanem równowagi? Prawdziwe myślenie jest żmudne. Wymaga gromadzenia danych, analizy kontekstu, identyfikacji założeń, oceny dowodów, konfrontacji sprzeczności i wstępnej syntezy, która zawsze podlega weryfikacji. Jest to powolny, niewygodny proces, który często kończy się niepewnością. Gotowe opinie oferują coś przeciwnego: natychmiastowe wnioski, bezpośrednią pewność i całkowite uwolnienie od wysiłku poznawczego.

Zastąpienie myślenia gotowymi opiniami nie było wynikiem izolowanego lenistwa intelektualnego. Było ono wynikiem strukturalnej transformacji sposobu dystrybucji i konsumpcji informacji. Platformy cyfrowe nie sprzedają informacji, sprzedają pozycjonowanie. Każdy złożony temat jest sprowadzany do dwóch lub trzech jasno określonych, antagonistycznych stanowisk. Użytkownik nie musi zastanawiać się nad tematem, a jedynie wybrać swoją drużynę. Ten plemienny model opinii eliminuje najważniejszy obszar krytycznego myślenia, jakim jest niejednoznaczność. Złożone kwestie mają wiele warstw i niuansów. Sprowadzanie ich do uproszczonych systemów binarnych niweczy możliwość prawdziwego zrozumienia.

Jednak prawdziwe zrozumienie nie jest celem. Celem jest szybka identyfikacja grupy. Opinie działają jak mundury. Służą one do identyfikacji, kto należy do jakiej grupy, a nie do odzwierciedlenia prawdziwego zrozumienia rzeczywistości. Schopenhauer zauważył, że im bardziej ograniczona jest wiedza człowieka, tym silniejsze są jego przekonania. Współczesne społeczeństwo potwierdza to na skalę przemysłową. Ludzie posiadający powierzchowną wiedzę na każdy temat wykazują się pewnością, która jest odwrotnie proporcjonalna do ich rzeczywistego stanu wiedzy. Dynamika ta tworzy środowisko, w którym głośne wypowiedzi zastępują dobre argumenty, a powtarzanie zastępuje dowody.

Najbardziej znamiennym zjawiskiem jest szybkość, z jaką kształtują się opinie. W ciągu kilku sekund po wydarzeniu miliony ludzi zajmują już zdecydowane stanowisko. Brak czasu na odpowiednią analizę pokazuje, że opinie nie są kształtowane, lecz rozpoznawane. Osoba identyfikuje kategorię plemienną, do której pasuje dane wydarzenie, i automatycznie przyjmuje kompletny pakiet stanowisk związanych z tą grupą. Wynikająca z tego architektura umysłu jest brutalnie uboga. Jednostki tracą zdolność do niezależnego myślenia, ponieważ każda opinia jest nieodłącznie związana z całym pakietem. Zajęcie stanowiska A w konkretnej sprawie automatycznie wymusza zajęcie stanowiska B, C i D w zupełnie innych sprawach. Myślenie przestaje być indywidualne i staje się jedynie operacją wyboru spośród gotowych katalogów światopoglądów.

Pozostaje pytanie: czy możliwe jest odzyskanie zdolności prawdziwego myślenia w strukturze społecznej, która nagradza natychmiastową zgodę i karze opóźnioną refleksję? A może zdolność ta stała się ewolucyjnie niekorzystna we współczesnym środowisku informacyjnym? Założenie oświecenia było proste: wiedza wyzwala. Im więcej informacji byłoby dostępnych, tym bardziej oświecona byłaby ludność. Współczesna rzeczywistość całkowicie obaliła tę tezę. Nigdy wcześniej nie było tak łatwego dostępu do tak dużej ilości informacji, a jednocześnie nigdy wcześniej krytyczne myślenie nie było tak rzadkie. Problemem nie był brak informacji. Problemem był i nadal jest brak umiejętności odpowiedniego ich przetwarzania. Nadmiar informacji powoduje specyficzne zjawisko. Paraliż analityczny, po którym następuje mentalna kapitulacja. W obliczu niemożliwej do ogarnięcia ilości sprzecznych danych na każdy temat umysł nie jest w stanie przetworzyć, ocenić i zsyntetyzować informacji. Naturalną reakcją nie jest intensyfikacja wysiłków analitycznych, ale całkowite zaniechanie ich. Osoba wybiera źródło, które rezonuje emocjonalnie, i przekazuje mu całą funkcję krytyczną. Outsourcing myślenia pod pozorem badań.

Rozdrobnienie informacji jest jeszcze bardziej destrukcyjne niż jej ilość. Informacje docierają do nas w niepowiązanych fragmentach, bez kontekstu, bez logicznego porządku, bez hierarchii znaczenia. Każdy fragment z równą intensywnością walczy o uwagę. Ludzki mózg nie został stworzony do przetwarzania tego rodzaju strumienia informacji. W rezultacie informacje przestają być surowcem dla wiedzy, a stają się jedynie ciągłym szumem w tle.

Istnieje zasadnicza różnica między dostępem do informacji a umiejętnością przekształcenia ich w wiedzę. Wiedza wymaga integracji, a nie gromadzenia. Wymaga konfrontacji nowych danych z istniejącymi strukturami koncepcyjnymi, identyfikacji i rozwiązywania sprzeczności oraz rozpoznawania wzorców poprzez izolowane przypadki. Proces ten nie przebiega automatycznie. Bez aktywnego krytycznego myślenia informacje pozostają w stanie surowym.

Najniebezpieczniejszym współczesnym złudzeniem jest mylenie znajomości tematu z jego zrozumieniem. Ludzie, którzy wielokrotnie mają kontakt z określonymi tematami, rozwijają poczucie wiedzy, nie analizując ich nigdy dogłębnie. Widzieli ten temat dziesiątki razy, brali udział w powierzchownych dyskusjach, dzielili się powiązanymi treściami. To tworzy fałszywe poczucie wiedzy eksperckiej. Mylą ekspozycję z nauką. Najbardziej niepokojące jest to, że nadmiar informacji nie tylko nie kształtuje, ale aktywnie deformuje. Ciągła ekspozycja na fragmentaryczne treści trenuje umysł do coraz bardziej powierzchownego przetwarzania informacji. Zdolność do długotrwałej koncentracji zanika, a tolerancja dla złożonych argumentacji znika. Pozostaje umysł, który jest wyszkolony do konsumowania nieskończonej liczby fragmentarycznych treści, ale całkowicie niezdolny do przetwarzania skomplikowanego tekstu.

Prawdziwym pytaniem nie jest to, jak radzić sobie z nadmiarem informacji, ale czy nadal istnieje zbiorowa zdolność umysłowa do odróżniania istotnych informacji od szumu, wiarygodnych danych od manipulacji, dogłębnej analizy od powierzchownych opinii. A jeśli ta zdolność została utracona, co to oznacza dla możliwości powstania prawdziwie świadomego społeczeństwa? Najpotężniejszą siłą kształtującą ludzkie zachowania nie jest poszukiwanie prawdy, ale potrzeba przynależności. Ludzie są zwierzętami społecznymi, a ostracyzm stanowi dla nich głębokie zagrożenie egzystencjalne. Dynamika ta wywiera stałą presję na konformizm, a krytyczne myślenie jest naturalnym wrogiem konformizmu, ponieważ powoduje odmienność. Krytyczne myślenie o każdej złożonej kwestii nieuchronnie prowadzi do wniosków odbiegających od ustalonych stanowisk grupowych. Stawia to jednostkę przed brutalnym wyborem: albo podtrzymać wynik swojej analizy i ryzykować wykluczenie społeczne, albo zrezygnować z własnych wniosków i przyjąć stanowisko grupy. Zdecydowana większość wybiera przynależność zamiast intelektualnej uczciwości i robi to nieświadomie, racjonalizując później konformizm jako wynik własnej analizy. Nagroda za powtarzanie jest natychmiastowa i namacalna. Kto powiela dominujące opinie grupy, otrzymuje natychmiastowe potwierdzenie, uznanie społeczne, szacunek, przyjęcie do kręgów wpływowych. Nagrodą za krytyczne myślenie jest często coś przeciwnego: kwestionowanie, nieufność, stygmatyzacja i wykluczenie. Z emocjonalnego punktu widzenia wyboru kosztów i korzyści wybór jest oczywisty.

Problem polega na tym, że ten powtarzany miliony razy wybór tworzy intelektualnie jałowe społeczeństwo. Istnieje specyficzne zjawisko, które przyspiesza ten proces. Efekt kaskady popularności. Kiedy dana idea zyskuje początkowo popularność w grupie, staje się coraz bardziej obecna w dyskusjach. Ta zwiększona obecność tworzy iluzję konsensusu. Skłania to poszczególnych członków do zajęcia stanowiska, nawet bez własnej analizy. Proces ten napędza się sam, aż różnice zdań stają się społecznie niemożliwe, nie poprzez wyraźny przymus, ale poprzez niewidzialną presję konformizmu. Współczesny trybalizm wzmocnił ten wzorzec do bezprecedensowego poziomu. Tożsamość osobista stała się nierozerwalnie związana z tożsamością grupową. Kwestionowanie stanowiska grupy nie jest postrzegane jako ćwiczenie intelektualne, ale jako zdrada tożsamości.

Osoba, która krytycznie podchodzi do dogmatów grupowych, nie tylko się z nimi nie zgadza, ale także odrzuca własną tożsamość. Tworzy to barierę psychologiczną, która dla niezależnego myślenia jest niemal nie do pokonania. Co więcej, powtarzanie zapewnia ulgę poznawczą. Myślenie jest męczące. Wymaga znacznej aktywności umysłowej. Powtarzanie jest automatyczne, nie wymaga wysiłku. W społeczeństwie, które maksymalizuje wymagania poznawcze we wszystkich dziedzinach życia, oszczędność energii wynikająca z powtarzania jest kusząca. Przeniesienie myślenia na grupę uwalnia zasoby umysłowe do innych zadań. Jest to strategia efektywności, a niekoniecznie świadoma głupota. Pytanie pozostaje bez odpowiedzi.

Czy możliwe jest stworzenie struktur społecznych, które nagradzają krytyczne myślenie zamiast je karać? Czy też dynamika plemienna nieuchronnie faworyzuje konformizm ponad indywidualną analizę, sprawiając, że zbiorowy upadek intelektualny staje się nie historycznym przypadkiem, ale powtarzającym się wzorcem?

Śmierć krytycznego myślenia nie była wynikiem zewnętrznego spisku, który został narzucony niewinnej ludzkości. Było to dobrowolne zrzeczenie się umiejętności, której utrzymanie wymaga ciągłego wysiłku. Krytyczne myślenie jest bolesne, ponieważ zmusza do konfrontacji z wewnętrznymi sprzecznościami, wymaga weryfikacji wygodnych przekonań i nie daje ostatecznych pewników. Głupota oferuje coś przeciwnego: natychmiastowy komfort, niezachwianą pewność i uwolnienie od odpowiedzialności intelektualnej. Istnieje brutalna prawda dotycząca świadomości. Nie jest to stan naturalny. Jest to osiągnięcie, którego należy aktywnie bronić.

Naturalnym stanem ludzkiego umysłu jest odruchowość, plemienność oraz kierowanie się emocjami i przynależnością. Krytyczne myślenie jest wyższą funkcją, która pojawia się tylko wtedy, gdy jest świadomie kultywowana i utrzymywana wysiłkiem. W przypadku braku tego wysiłku umysł naturalnie powraca do prymitywnych wzorców przetwarzania informacji. Współczesna głupota ma specyficzną cechę. Często jest maskowana jako wyrafinowanie. Ludzie powtarzają skomplikowane terminy, cytują statystyki, powołują się na autorytety. Wydają się być pogrążeni w głębokich rozmyślaniach. Jednak analiza ujawnia całkowity brak krytycznego myślenia. Jest to popis inteligencji bez prawdziwej treści intelektualnej, być może bardziej niebezpieczny niż domniemana ignorancja, ponieważ tworzy iluzję zrozumienia. Odpowiedzialności za zbiorowy upadek intelektualny nie można w całości zrzucić na systemy zewnętrzne. Każda osoba codziennie staje przed wyborem, ile wysiłku poświęcić prawdziwemu myśleniu, a ile akceptacji gotowych wniosków. Każda osoba decyduje, czy będzie weryfikować przesłanki, czy tylko konsumować wnioski. Te skumulowane mikrodecyzje determinują, czy społeczeństwo zachowa swoją zdolność krytycznego myślenia, czy też pogrąży się w powszechnej przeciętności. Nietzsche ostrzegał, że człowiek woli raczej chcieć nicość, niż niczego nie chcieć. [trudne zdanie, niełatwo je zrozumieć i trudno przetłumaczyć; w oryginale: „denn der Mensch will lieber noch das Nichts wollen als nicht wollen” i pochodzi z dzieła Friedricha Nietzschego Zur Genealogie der Moral (Z genealogii moralności).]

Współczesne społeczeństwo potwierdza to, wybierając fałszywe pewniki zamiast szczerej niepewności. Woli każdą definitywną narrację, bez względu na to, jak absurdalna, od niewygodnego przyznania, że na niektóre pytania nie ma prostych odpowiedzi. Ta ucieczka od złożoności jest ucieczką od rzeczywistości na rzecz pocieszającej fikcji. Droga powrotna nie jest tajemnicą. Wymaga przywrócenia określonych nawyków myślowych, zawieszenia natychmiastowej oceny, aktywnego poszukiwania sprzecznych perspektyw, weryfikacji własnych założeń, tolerancji wobec niejednoznaczności, przyznania się do niewiedzy tam, gdzie ona istnieje. Nawyki te nie są ani naturalne, ani wygodne. Są bolesne i kosztowne społecznie, ale stanowią jedyną obronę przed całkowitą śmiercią myślenia. Ostatecznym pytaniem nie jest to, czy społeczeństwo zdecyduje się ożywić krytyczne myślenie, ale czy poszczególne osoby będą miały odwagę to zrobić, nawet jeśli wszyscy wokół nich wybiorą wygodną przeciętność. Ponieważ zbiorową głupotę można pokonać jedynie poprzez indywidualną jasność umysłu, powtarzaną wystarczająco często, aby osiągnąć masę krytyczną. Jest to walka, którą każdy umysł musi najpierw stoczyć samodzielnie.

A więc jedyne, co nam pozostaje, to po raz kolejny powtórzyć maksymę Młynarskiego:

RÓBMY SWOJE!!!

Głupota i zaprzaństwo we współczesnym społeczeństwie polskim

Głupota i zaprzaństwo we współczesnym społeczeństwie polskim – prof. Gabriel Łasiński

Autor: AlterCabrio , 6 października 2024

Raport IP PAN tak definiuje Zawstydzonych Polską: „osoby o niskiej identyfikacji z narodem polskim. Mają niskie poczucie więzi z innym Polakami, polskość rozumieją bardzo płytko. Ta część Polaków lepiej postrzega inne narody niż własny. Dla nich bycie Polakiem jest powodem do wstydu. Często uznają, że nie mają swoich przedstawicieli wśród polityków”

−∗−

Głupota i zaprzaństwo we współczesnym społeczeństwie polskim

Fragment rozdziału 5 pt. „Zaprzaństwo – pomiędzy obojętnością, wypieraniem, kosmopolityzmem i zdradą” z książki Gabriela Łasińskiego pt. „Głupota i zaprzaństwo we współczesnym społeczeństwie polskim”.

* * *

Istota zaprzaństwa

Wprowadzeniem do rozważań nad istotą, uwarunkowaniami i konsekwencjami zaprzaństwa mogą być następujące pytania:

  • Dlaczego dla tak wielu jest obojętne, jaka będzie Polska i czyja będzie Polska?
    _
  • Dlaczego wielu nie odczuwa dumy z Polski, tylko jej się wstydzi i wręcz jej nienawidzi?
    _
  • Dlaczego tak wielu Polakom nie zależy na suwerennej, bezpiecznej i silnej ekonomicznie Polsce, a demontaż polskiego bezpieczeństwa i polskich interesów nie ma dla nich znaczenia?
    _
  • Dlaczego tak wielu odpowiada rola państwa słabego, zależnego, podległego formalnie UE, a praktycznie supremacji niemieckiej i jej interesom, a ostatecznie przyjęcie roli państwa II kategorii?
    _
  • Dlaczego tak wielu Polaków głosuje przeciwko narodowemu interesowi?

Postawienie takich pytań uzasadniają wyniki badań przeprowadzonych w „Laboratorium Poznania Politycznego” Instytutu Psychologii PAN (w maju 2023 roku) na temat stosunku Polaków do polskości: „Czy i jak identyfikujemy się z Polską?”. Badania dokonane zostały na reprezentatywnej próbie 1504 Polek i Polaków w wieku 18-96 lat i pogłębione później 40 wywiadami z przedstawicielami wyróżnionych pięciu segmentów postaw. „Oto one: Spełnieni Demokraci (20%) – dla nich »bycie Polakiem jest OK«. To oni najczęściej głosują na Koalicję Obywatelską, lecz identyfikują się z polskością. Otwarci Tradycjonaliści (23%) przeważnie głosują na zjednoczoną prawicę. Dla nich »bycie Polakiem to wyróżnienie«, ale zachowują tolerancję wobec innych wspólnot. Zaangażowani Konserwatyści (15%) – dla nich »bycie Polakiem to zaszczyt i misja«. Zawstydzeni Polską to 14-procentowa grupa obywateli naszego kraju. Ostatni segment, szczególnie liczny, to Wycofani Pesymiści (28%). Dla nich »bycie Polakiem w sumie niewiele znaczy«. Z raportu wynika, że zajęci są oni raczej życiem indywidualnym niż wspólnotowym.”[1]

Raport IP PAN tak definiuje Zawstydzonych Polską: „osoby o niskiej identyfikacji z narodem polskim. Mają niskie poczucie więzi z innym Polakami, polskość rozumieją bardzo płytko. Ta część Polaków lepiej postrzega inne narody niż własny. Dla nich bycie Polakiem jest powodem do wstydu. Często uznają, że nie mają swoich przedstawicieli wśród polityków”. Autorzy badania oceniają, że wpływ na ich postawę mogą mieć także „ogólnie niska samoocena, niezadowolenie z życia, poczucie samotności, brak utożsamienia się z polskością na głębszym, wykraczającym poza politykę poziomie. (…) Zawstydzeni Polską to ludzie, których często nazywamy »ojkofobami« (niechęć do własnego narodu) lub »lewakami«. (…) Wyżej cenią oni Unię Europejską, wręcz bardziej czują się Europejczykami niż Polakami. Zawstydzeni Polską nie dostrzegają sensu w pielęgnowaniu tradycyjnych wartości patriotycznych. Patriotyzm narodowy kojarzy im się negatywnie, z ksenofobią, rasizmem, manią wielkości” – czytamy w analizie. „(…) Ponadto »to osoby o niskiej samoocenie, zarówno zdrowej, jak i narcystycznej«.”[2] Jeśli do tej grupy dodamy „Wycofanych Pesymistów” (28%), dla których bycie Polakiem w sumie niewiele znaczy, to mamy już do czynienia z pokaźną, 42-procentową zbiorowością, dla której suwerenna i silna Polska nie ma istotnego znaczenia.

Zaprzaństwem nazywa się wyparcie się czegoś, kogoś – swojej ojczyzny, suwerenności, rodziny, religii, kultury, obyczajów itp. – na rzecz innych. To także dopuszczenie się zdrady, sprzeniewierzenie się (targowica, kolaboracja) narodowym interesom, zaparcie się, sprzedanie się, wiarołomstwo, wyrzeczenie się dotychczasowych przekonań.[3] Zaprzaństwo jest z jednej strony synonimem zdrady, z drugiej zaś pojęciem szerszym. W powszechnym odczuciu zdrada kojarzy się bardziej z radykalną formą zaprzaństwa, jest silniej zaznaczona negatywną konotacją i odnosi się bardziej do działań politycznych, antynarodowych i antypaństwowych, a nie tyle do sfery religijnej, rodzinnej i obyczajowej, gdzie częściej pojawia się termin wiarołomstwo, sprzeniewierzenie, odszczepienie.

W odniesieniu do ojczyzny zaprzaństwo jest bliskie pojęciu „ojkofobia” (gr. oîkos – dom + phóbos – strach = przed domem, rodziną). Termin wprowadzony został przez brytyjskiego filozofa, pisarza i eseistę – profesora Rogera Scrutona (2004). W swoich pracach określał zjawisko kryzysu tożsamości społecznej charakteryzującego dekadencką fazę rozwoju cywilizacji, przypisywaną środowiskom lewicowym i liberalnym, oznaczającą odrzucenie (od rezerwy do nienawiści) rodzimej kultury i apologię innych systemów wartości. W opisie Scrutona ojkofobia jest przeciwieństwem „ojkofilii”, rozumianej jako miłość do domu, do tego, co nasze. Przyczyn tego zjawiska upatruje w buncie młodzieży, aktywnościach kojarzonych z poglądami lewicowymi, takimi jak odrzucenie tradycji, oraz w działaniach o charakterze inżynierii społecznej. Za charakterystyczne uważa się samookreślenie tych grup jako obrońców przed ksenofobią – rozumianą jako awersja do obcych – bez precyzyjnego określenia sensu i aspektów zarzutów, a także poprawne polityczne szermowanie hasłami walki z seksizmem, rasizmem, homofobią i antysemityzmem. Deklarowanym celem ich działania jest stworzenie inkluzywnego, otwartego, wielokulturowego społeczeństwa. W opinii Scrutona część tzw. elit intelektualnych i politycznych Europy popada w ojkofobię. Postawę wyrzeczenia się dziedzictwa i domu, wyrażaną hasłem: „tam moja ojczyzna, gdzie mi dobrze”, przypisuje się instytucjom międzynarodowym (Unia Europejska) oraz szeroko rozumianym intelektualistom kosmopolitycznym, pragmatycznym i postmodernistycznym. Jako skrajna forma ojkofobii określana jest nienawiść do rodziny, ojczyzny, kultury narodowej i wspólnoty cywilizacyjnej; wyobcowanie połączone z niezadomowieniem, lękiem i frustracją. Przyczyn upatruje w zeświecczeniu społeczeństwa. Jako remedium Scruton wskazuje powrót do metafizyki realistycznej, antropologii i – w konsekwencji – klasycznej cywilizacji chrześcijańskiej.[4]

* * *

1J.A. Maciejewski, Co zrobić z „zawstydzonymi Polską”?, „Sieci” 2023, nr 46, ss. 38-39, s. 38.

2J.A. Maciejewski, Co zrobić z „zawstydzonymi Polską”?, „Sieci” 2023, nr 46, s. 38.

3Wikipedia, pl.wikipedia.org.

4Wikipedia, pl.wikipedia.org.

________________

Głupota i zaprzaństwo we współczesnym społeczeństwie polskim, Prokapitalizm Prokap, 05/09/2024

−∗−

Prof. Gabriel Łasiński o głupocie i zaprzaństwie współczesnych Polaków ODCINEK 1

W tym odcinku profesor Gabriel Łasiński wyjaśnia przyczyny dla których napisał książkę o głupocie i zaprzaństwie współczesnych Polaków i dlaczego nie mógł z tego wyjść tylko krótki felieton lub artykuł, a rozprawa rozrosła się do rozmiarów książki.

Co się z nami dzieje? Dlaczego tak łatwo dajemy sobą manipulować, dajemy się okłamywać i wykorzystywać; działać wbrew własnym interesom osobistym i narodowym?

Po co i dlaczego tak łatwo sprzeniewierzamy się własnym wartościom, zmieniamy (porzucamy) nasze poglądy i postawy, godzimy się na utratę godności, ograniczenie wolności i niezależności? Z czego to wszystko się bierze?

Odpowiedzi na te fundamentalne pytania udziela prof. dr hab. Gabriel Łasiński – prakseolog specjalizujący się w teorii sportu, prakseologicznej teorii działania, komunikacji interpersonalnej i wystąpieniach publicznych, który przez 25 lat zarządzał własną firmą szkoleniową „Akademia Prezentacji”.

W niniejszej książce autor w publicystyczny sposób łączy wywód dedukcyjny z interpretacją poszczególnych przypadków zarówno analitycznych, jak i syntetyzujących, tworząc oryginalną rozprawę o stanie współczesnego polskiego społeczeństwa napisaną z pozycji umiarkowanego konserwatysty, ale przede wszystkim refleksyjnego praktyka.

Obejrzyj odcinek 1 [8min]

−∗−

Prof. Gabriel Łasiński o głupocie i zaprzaństwie współczesnych Polaków ODCINEK 2.

W tym odcinku Gabriel Łasiński tłumaczy jako rozumie pojęcie głupoty, kim są według jego klasyfikacji głupcy, wreszcie przypomina jakby zapomniane i zdjęty ze słowników termin zaprzaństwa. Czym jest, kim są owi zaprzańcy, czym się charakteryzują we współczesnej Polsce? Zapraszamy do oglądania!

Co się z nami dzieje? Dlaczego tak łatwo dajemy sobą manipulować, dajemy się okłamywać i wykorzystywać; działać wbrew własnym interesom osobistym i narodowym?

Po co i dlaczego tak łatwo sprzeniewierzamy się własnym wartościom, zmieniamy (porzucamy) nasze poglądy i postawy, godzimy się na utratę godności, ograniczenie wolności i niezależności? Z czego to wszystko się bierze?

=======================

Odpowiedzi na te fundamentalne pytania udziela prof. dr hab. Gabriel Łasiński – prakseolog specjalizujący się w teorii sportu, prakseologicznej teorii działania, komunikacji interpersonalnej i wystąpieniach publicznych, który przez 25 lat zarządzał własną firmą szkoleniową „Akademia Prezentacji”.

W niniejszej książce autor w publicystyczny sposób łączy wywód dedukcyjny z interpretacją poszczególnych przypadków zarówno analitycznych, jak i syntetyzujących, tworząc oryginalną rozprawę o stanie współczesnego polskiego społeczeństwa napisaną z pozycji umiarkowanego konserwatysty, ale przede wszystkim refleksyjnego praktyka.

Obejrzyj odcinek 2 [11min]

Zalewa nas…zwykła głupota

Zalewa nas…zwykła głupota

Izabela BRODACKA

Czekając kiedyś na Dworcu Centralnym na gości z Zakopanego usłyszałam następujący komunikat:„ pociąg z Zakopanego jest opóźniony o około 40 minut. Opóźnienie pociągu może się zmniejszyć, zwiększyć lub ulec zmianie”. Naprawdę nie zmyślam. Oczekujący na peronie zaśmiewali się do łez ale mnie przeraziła głupota personelu dworca i świadomość, że od takich ludzi zależy bezpieczeństwo pasażerów.

Dokładnie tak samo czuję się teraz słysząc mądrości, które wygłaszają politycy. Planeta płonie, w wyniku globalnego ocieplenia grozi nam susza, musimy oszczędzać wodę, zakazujemy podlewania ogródków, nie wolno budować zbiorników retencyjnych, nie wolno regulować Odry, trzeba renaturalizować krajobraz.

A że właśnie teraz woda zatapiała polskie miasta i wsie? Globalne ocieplenie może się przecież – jak opóźnienie pociągu z Zakopanego – zwiększyć, zmniejszyć, lub ulec zmianie. Jeżeli termometry będą wskazywały -20 C to też będzie przecież globalne ocieplenie, które właśnie uległo zmianie.

Bezspornym faktem jest, że klimat Ziemi zmienia się. Tak jak wielokrotnie zmieniał się w jej historii. Wątpliwą jest natomiast teza, że zmienia się wyłącznie w wyniku działalności człowieka. Działalność człowieka ma niewątpliwie wpływ na klimat i stan przyrody lecz jest to wpływ znikomy. Tym bardziej nonsensowną i groźną w skutkach jest teza, że niekorzystne zmiany klimatu powoduje emisja dwutlenku węgla do atmosfery. Dwutlenek węgla jest gazem życia, gdyż jest niezbędny jako surowiec asymilacji. Brak dwutlenku węgla spowodowałby degradację świata roślinnego, w konsekwencji zmniejszenie pogłowia zwierząt roślinożernych, a w dalszej konsekwencji wymieranie zwierząt mięsożernych oraz wszystkożernych. W tym człowieka, który biologicznie rzecz biorąc jest ssakiem. Reglamentowanie emisji dwutlenku węgla i pobieranie za tą emisję opłat to oczywiście świetny interes więc nic dziwnego, że istnieje potężne lobby, które tym się zajmuje i tym steruje.

Równie dobrze można by reglamentować ludziom oddychanie czy wydalanie i wprowadzić opłaty za te czynności fizjologiczne. To byłby jeszcze lepszy interes.

Ostatnie wydarzenia to całkowita kompromitacja klimatycznych utopii – i przy okazji rządu Tuska. Trudno sobie wyobrazić większą liczbę kompromitujących ich wypowiedzi i wydarzeń. Jak słusznie kiedyś powiedział Ziemkiewicz „ Rządzi nami gang Olsena, który potyka się o własne sznurowadła”. Tragiczne jest, że za głupotę rządzących płacą niewinni ludzie. Tusk postulował, żeby ci którzy nie mają nic do powiedzenia milczeli. Szkoda, że sam nie zastosował się do swoich światłych rad. 13 września obwieścił urbi et orbi, że: „ nie ma powodu do paniki, prognozy nie są przesadnie alarmujące” podczas gdy już 11 września IMGW ogłasza III stopień zagrożenia powodziowego. W niedzielę 15 września podczas konferencji w Kłodzku Tusk stwierdza : „tama powinna wytrzymać”. Za niespełna 3 godziny tama pęka i Kłodzko zostaje zalane. W jednej z wypowiedzi odpowiedzialnością za powódź Tusk obciążył bobry. Byłoby to nawet śmieszne gdyby nie było tragiczne. Pamiętamy, że kiedy 6 kwietnia 2024 w rosyjskim mieście Orsk na południowym Uralu pękła tama, która następnie częściowo się zawaliła, jeden z odpowiedzialnych za jej stan oświadczył, że tamę przegryzły myszy.

Ta analogia wydaje się nie być przypadkowa. Nawet ludzie, których trudno podejrzewać o sympatię do obecnej opozycji stracili cierpliwość. „Były miejsca, gdzie państwo nie zadało egzaminu. Bo go nie było” – powiedział Adrian Zandberg i dodał „Tego nie da się załatwić opowieścią o dobrym carze i złych bojarach. Mamy problem systemowy, coś nie zadziałało z zarządzaniem kryzysowym”

Dziennikarz śledczy Marcin Wyrwał napisał: „ W Kotlinie Kłodzkiej nie było polskiego państwa”. Natomiast Jacek Żakowski w programie TVP Info powiedział: „ Tusk sięgnął po metodę putinowską, której się w demokracjach nie stosuje” W ten sposób ocenił łajanie urzędników przez premiera podczas zebrań sztabów kryzysowych. Bronił Tuska Marcin Kierwiński, pełnomocnik rządu do spraw odbudowy po powodzi, a sam Tusk oświadczył, że krytykują działania rządu źli ludzie. „To niedopuszczalne, odrażające próby rujnowania zaufania pomiędzy ratowanymi i ratującymi” – stwierdził.

Za taką próbę przeszkadzania w akcji ratowniczej uznano wpis pewnego młodego człowieka do którego zatrzymania potrzebnych było aż sześciu policjantów. Tymczasem młody człowiek skarżył się w mediach społecznościowych właśnie na nieobecność w jego miejscowości policjantów, którzy mogliby przeszkodzić w szabrowaniu pozostawionego dobytku. Tragikomedia omyłek i idiotyzmów trwa nieustannie. 25 września minister klimatu i środowiska Paulina Henning- Kloska głosuje – podobno przez pomyłkę – przeciwko specustawie powodziowej. To jeden z dwóch głosów „ przeciw” przy 416 głosach „za” . Drugi głos „ przeciw” oddał Paweł Zalewski. W ramach pomocy dla powodzian Niemcy przysłali podobno zupełnie niekompletne mopy. Brakuje im kijów. Przypomina to wysłanie na Ukrainę w ramach niemieckiej pomocy starych hełmów. Choć to brzmi jak ponury żart minister finansów Andrzej Domański ogłosił dopłaty w kwocie 2 tys. zł do zakupu kas fiskalnych dla powodzian prowadzących firmy. Przypomina im w ten sposób, że choć stracili firmy i cały dobytek podatki i tak będą musieli płacić. Nie pomylił się jak widać Beniamin Franklin twierdząc, że „na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki”

Donald Tusk w niezwykle długim przemówieniu sejmowym zapowiada, że będzie musiał podejmować niezwykle trudne „decyzje infrastrukturalne” i będzie przekonywał ludzi do budowy zbiorników retencyjnych. Jakby zapominał, że jego rząd miał zamiar renaturalizować krajobraz, a mieszkańców terenów zalewowych do budowy zbiorników nie trzeba przekonywać.

Można zauważyć, że warunkiem powodzenia tych wszystkich wręcz humorystycznych zabiegów jest pełna amnezja wsteczna społeczeństwa. Nawet antyrosyjskość stała się obecnie bronią obrotową i zwolennicy resetu nie wstydzą się zarzucać innym sprzyjanie Putinowi.

=====================

Mail:

No, zalewa już też wściekłość. Kiedy jednak zamieni się w siłę obalająca te Wieżę Głupoty i bezczelności?