AfD idzie po władzę w Niemczech. Nie mam co do tego większych wątpliwości. Wcale nie dlatego, że jest taka dobra. Powodem jest to, że partie starego establishmentu całkowicie się skompromitowały realizując politykę odklejeńców z Brukseli.
CDU i SPD są po prostu całkowicie niewiarygodne i powszechnie uważane za formacje prowojenne. Dzisiejsze AfD jest w wielkim skrócie dla mnie przedwczorajszym CDU. Alternatywa dla Niemiec (AfD), w nowym sondażu notuje 45 proc. poparcia, jest najsilniejszą partią we wschodnich landach Niemiec. Jak się nic nie zmieni to tam będzie rządzić samodzielnie lub wraz z lewicowymi suwerenistami z Sojuszu Sahry Wagenknecht. Polityka Niemiec zostanie skorygowana, ale żadnych radykalnych i rychłych zmian kulturowych tam nie będzie. Takie procesy odbywają się długofalowo.
Przyjmuję wyborcze wyniki AfD jako fakt. Nie wolno ulegać emocjom i szantażowi mediów, trzeba analizować. Alternatywa dla Niemiec jest normalną europejską partią polityczną. Nie składa się z aniołów świetlistych ani stronników Lucyfera. Jest typową partią suwerenistyczną z niewielkimi elementami niemieckiego nacjonalizmu. Istnieje w niej oczywiście nurt rewizjonistyczno -nostalgiczny, ale jest on stosunkowo slaby. Demonizują go media lewackie i liberalne. Pisanie o AfD jako o kontynuacji NSDAP jest zupełnie niepoważne. To równie absurdalne twierdzenie jak te, że PiS jest nacjonalistyczny i prorosyjski. Uwierzyć mogą w to, tylko utrzymankowie starego Georga Sorosa i odmóżdżone wyznawczynie KOD-u.
Pisanie o AfD jako formacji antysemickiej jest jeszcze bardziej głupie. Ze względu na ilość muzułmanów w Europie AfD jest raczej proizraelska. Taki jest obecnie trend. Jest również trumpistowska, co wyklucza antyizraelizm. To nie jest wyjątek na naszym kontynencie. Takie są centro-narodowe formacje w całej Europie na czele z Francją, Anglią, Holandią i Austrią. Warto odnotować, że izraelska partia Likud, kierowana przez Benjamina Netanjahu, została w 2025 przyjęta jako członek obserwator do europejskiego sojuszu prawicowych partii politycznych „Patrioci dla Europy”. Tym samym stała się sojusznikiem Krzysztofa Bosaka i jego Ruchu Narodowego. [!!! md]
Zachowajmy umiar i spokój. Nie należy szukać niemieckich wojaków w pikielhaubach wokół osiedlowego Lidla. Na dzisiaj Alternatywa dla Niemiec nie jest zagrożeniem dla Polski. W jej programie nie ma zapisanych żadnych antypolskich elementów. Wypowiedzi jakiś polityków tej formacji nie odzwierciedlają programu AfD. Dokładnie tak jak wypowiedzi Przemysława Czernka nie sprawią, że PiS stanie się realnie antyukraiński.
Formacja ta może nawet odegrać pozytywną rolę dla nas Polaków. Dlatego, że rządy AfD mogą spowodować dalszy rozkład pomysłu europejskiego superpaństwa, zaś rządy tej formacji mogą być elementem normalizacji stosunków z Federacją Rosyjską czy Białorusią. O najważniejszym aspekcie dla Polski napisze na końcu tekstu.
Rok temu w Cedyni podczas III Zjazdu Klubów Myśli Polskiej rozmawiałem z wpływowym w AfD asystentem posła Götza Frömminga Adamem Gołkonttem. Dodam, że jest on przewodniczącym sekcji współpracy polsko-niemieckiej w tej formacji. Wyartykułował kwestie, które nas mogą łączyć z AfD. Nie sposób odmówić było mu w wielu sprawach całkowitej racji. Nie do końca mnie przekonał, ale uważam, że warto a nawet należy rozmawiać.
Premier Donald Tusk stwierdził, że „w Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z triumfu AfD w Niemczech”. Spodziewając się uderzenia po raz kolejny ze strony PiS-istów dziadkiem z Wehrmachtu wypowiedział te głupawe zdanie. Kiedyś w bezrozumnym amoku sugerował, ze prezydent USA Donald Trump został wręcz zwerbowany przez rosyjskie. Potem Donald Trump został prezydentem USA. Dużo nas Polaków to kosztowało. Za serię idiotycznych wypowiedzi o Alicji Weidel i Alternatywie dla Niemiec też zapłacimy. Tusk ze swoimi tezami zostanie, tak jakby mógł zostać Himilsbach z angielskim – gdyby był mniej zapobiegliwy.
Ze strony niemieckiej – a właściwie „niemieckiej” – widzę dzisiaj inne zagrożenia, niż nacjonalizm, nazizm i szowinizm. Zagrożeniem jest wielobarwna i wielonurtowa ideologia płynąca z „niemieckich” fundacji, które wspierają wszelakie ruchy rozkładowe i antytradycjonalistyczne w naszym kraju – od ekologizmu, przez feminizm i obłędnie pojmowaną równość po jawną rusofobię. Ale te fundacje najczęściej jak wykazała Monika Karbowska mają korzenie w USA. Bo anglosaski i szerzej korporacyjny globalizm nie przewiduje w Europie żadnych państw narodowych – ani Polski, ani Niemiec.
Nie oznacza to oczywiście tego, że kwestia niemiecka powinna być odpuszczona przez nasze środowisko. Jesteśmy endekami – uczniami Romana Dmowskiego – i doskonale rozumiemy sprawę niemiecką. Berlin w dalszym ciągu jest w nieporównywalnie w lepszym położeniu ekonomicznym, niż Warszawa. Powinniśmy obserwować, analizować i wyciągać wnioski. Ale nie wolno ulegać oszołomskiemu i mocno szkodliwemu szantażowi, który został wymyślony przez speców od kreacji polityki działającej na korzyść Anglosasów. Nie jest przypadkiem, że najpierw PiS, a potem KO straszą nas Rosją i Niemcami milcząc o wrogu realnym.
Najgorszym rozwiązaniem jest silne związanie Berlina i Kijowa. Znienawidzona na dzisiaj przez władze na Ukrainie Alternatywa dla Niemiec może zapobiec temu niebezpiecznemu dla Polski scenariuszowi.
Wczoraj wieczorem powszechnie krytykowana niemiecka partia AfD odniosła miażdżące i historyczne zwycięstwo. Zwycięstwo to jest już bagatelizowane przez wielu, ze względu na fakt, że Saksonia-Anhalt jest technicznie jednym z najmniejszych i najmniej znaczących landów Niemiec. Chodzi jednak o coś więcej niż tylko o same liczby, ponieważ zwycięstwo to wyznacza punkt zwrotny nie tylko w niemieckiej, ale i europejskiej polityce i utrwala stopniowy upadek globalistycznej klasy rządzącej, która od dziesięcioleci desperacko próbuje powstrzymać ruchy populistyczne przed dojściem do władzy, w szczególności wykorzystując „Brandmauera”, czyli „zaporę ogniową”, do tłumienia tzw. skrajnej prawicy.
Zniszczenie tej zapory sieciowej jest wydarzeniem historycznym, nawet jeśli nastąpiło w tak pozornie nieistotnym stanie.
Oczywiście, istnieją również inne krytyczne uwagi. AfD jest postrzegana przez wielu jako rodzaj konia trojańskiego, niemiecka partia „MAGA” kierowana przez lesbijkę Alice Weidel. Mimo to, stanowi ona drastyczną utratę władzy przez elity i punkt zwrotny, który przełamuje pewnego rodzaju barierę psychologiczną, która jedynie doda energii innym partiom antyestablishmentowym, „skrajnie prawicowym” lub populistycznym w całej Europie.
Innym ubocznym skutkiem tego zwycięstwa jest to, że zmusiło ono rządzące Niemcy do powrotu do deski kreślarskiej i zweryfikowania swoich najbardziej niepopularnych polityk, np. w kwestii imigracji, aby dostosować się do wyraźnie zmieniających się trendów.
Merz wyraził „głęboki szok” wynikami wyborów, przewidując, że będą one miały poważne reperkusje dla całych Niemiec:
AfD zabrakło jednak zaledwie trzech mandatów do uzyskania „bezwzględnej większości”, która pozwoliłaby jej samodzielnie rządzić stanem. Niektórzy komentatorzy zwrócili uwagę na poważne „anomalie” w odniesieniu do głosowania korespondencyjnego w porównaniu z głosowaniem osobistym. Podobnie jak w bardzo nieregularnych wyborach w USA w 2020 roku, wszystkie partie poza AfD rzekomo zyskały na popularności dzięki nieproporcjonalnie dużej liczbie głosów korespondencyjnych:
Być może niektórzy będą twierdzić, że zwolennicy AfD są bardziej „staromodni” i wolą głosować osobiście, jak zaproponował jeden z plakatów:
Można to wytłumaczyć bez zbędnych ceregieli.
AfD namawia swoich wyborców, żeby się pojawili. Głosujący korespondencyjnie są starsi, mieszkają w miastach i mają większe uprawnienia. Wzrost w 2026 roku dotyczył byłych niegłosujących i byłych wyborców CDU w dniu wyborów.
To wciąż niszczy zaufanie. Dostajesz dwa ważne głosy, dwa miejsca w Niemczech, jeden numer.
Oczywiście, tego typu partie populistyczne i antyestablishmentowe często krytykują głosowanie korespondencyjne i wprost nakłaniają swoich zwolenników do głosowania osobiście. Jednak nadal budzi to spore kontrowersje, zwłaszcza gdy różnice są tak oczywiste i zmierzają w dokładnie jednym „przewidywalnym” kierunku, co zdaje się zawsze mieć miejsce.
Zwycięstwo AfD oznacza kolejny ważny kamień milowy – fakt, że po raz pierwszy poparcie dla partii rządzącej w kraju spadło poniżej 20 procent, co umieszcza w kontekście tzw. „nieistotnego” rozmiaru Saksonii-Anhalt i wskazuje na większą zmianę zachodzącą w Niemczech:
Częściowo wynika to oczywiście z powszechnego niezadowolenia społeczeństwa z rządu federalnego, co widać w sondażach takich jak ten poniżej, który wskazuje, że 88% respondentów jest mu przeciwnych:
W środowisku panuje panika moralna, a główne media stosują standardowe taktyki straszenia, dotyczące wzrostu tzw. „skrajnej prawicy”, określenia uznawanego przez większość za bezpodstawne w odniesieniu do AfD:
W powyższym tekście autorzy podkreślają, że partie skrajnie prawicowe zaczynają dominować w Europie, a budowanie koalicji i sztuczna taktyka budowania przewagi nie działają już tak, jak kiedyś:
Chociaż Saksonia-Anhalt, i ogólnie Niemcy Wschodnie, stanowią skrajny przypadek, odzwierciedlają podobne tendencje w pozostałej częściEuropy.Partie skrajnie prawicowe rosną w siłę, stare, dominujące partie są dziesiątkowane, a systemy partyjne rozdrobnione. W rezultacie tworzenie koalicji staje się coraz bardziej skomplikowane, zwłaszcza jeśli chcemy utrzymać skrajną prawicę z dala od władzy.W wielu krajach, landach i miastach większość partii demokratycznych musi rządzić wspólnie, aby wykluczyć skrajną prawicę. Często prowadzi to do nieefektywnych i niestabilnych koalicji, co z kolei podsyca jeszcze większe niezadowolenie polityczne i poparcie dla skrajnej prawicy.
Porusza istotną kwestię poruszaną przez innych ekspertów: zwycięstwo AfD wymusi dalsze osłabianie partii rządzących, ponieważ nie będą one miały innego wyjścia, jak połączyć siły i tym samym przejmować od siebie najgorsze i najbardziej niepopularne strategie.
Na to trafnie zwrócił uwagę następujący komentator:
Jeśli CDU chce odsunąć AfD od władzy, będzie musiała utworzyć koalicję ze WSZYSTKIMI innymi partiami, w tym skrajnie lewicowymi komunistami.Teraz stanie się dla wszystkich jeszcze bardziej oczywiste, że istnieje tylko jeden realny wybór: reemigracja albo wymiana. Partie centroprawicowe (takie jak CDU) są teraz zmuszone pokazać wszystkim, że należą do obozu wymiany, razem z globalistami i komunistami. Dla nas było to oczywiste od samego początku, ale nigdy nie lekceważmy głębi, do jakiej masy zostały zindoktrynowane i zaślepione. Dla wielu z nich będzie to przełomowe. Centroprawica podpisze teraz swój własny wyrok śmierci, stając po stronie skrajnej lewicy, albo się rozpadnie i zostanie wchłonięta przez skrajną prawicę.
Ale pomimo tego, że jest to zajadła apologia wrogiego establishmentu euroliberalizmu , artykuł porusza w istocie kilka trafnych kwestii. Mianowicie, ludzie zaczęli wycofywać inwestycje z partii rządzących, ponieważ ich przywódcy polityczni wyczerpali dobre pomysły na rzeczywistą poprawę społeczeństwa i życia zwykłego człowieka:
Co gorsza, większość polityków głównego nurtu zaakceptowała swoją niepopularność i próbuje utrzymać się u władzy, argumentując, że są mniejszym złem i mobilizując ludzi do głosowania przeciwko skrajnej prawicy. Ostatecznie jest to nie do utrzymania. Jeśli partie demokratyczne nie opracują inspirujących manifestów, które będą promować ich cele w rządzie, liberalni demokraci odmówią pójścia do urn, a skrajna prawica zdobędzie większość głosów – nawet jeśli będzie reprezentować jedynie mniejszość społeczeństwa.
Opracowanie takich manifestów będzie wymagało realizmu ze strony polityków…
Jednym z problemów charakterystycznych dla tego typu publicystyki jest jednak absurdalne wezwanie do „zastosowania obu rozwiązań”. Autor apeluje o większe skupienie się na sprawiedliwszym budżetowaniu, wydatkach publicznych, przepisach mieszkaniowych itd. To nie ma sensu, skoro nadal utrzymuje się stanowisko euroestablishmentu, który jest zdecydowanym zwolennikiem wojny z Rosją, militaryzacji i inicjatywy uczynienia z Niemiec najpotężniejszych sił zbrojnych UE itd. To właśnie ta sama polityka doprowadza Niemcy do bankructwa. Nie można mieć wszystkiego na raz, ta sama polityka, którą popierają radykalni eurolewicowcy, tacy jak autor, uniemożliwiają opracowanie rozsądnych budżetów, zadbanie o mieszkalnictwo publiczne i naprawę wydatków publicznych.
Sama Alice Weidel zwróciła na to uwagę: „Niemcy są de facto bankrutem”.
Skupienie się na wojnie z Rosją zniszczyło niemiecką gospodarkę. Powtórzę: nie można mieć wszystkiego naraz, jak wyobraża sobie ten beznadziejnie idealistyczny ekspert. „Antidotum” na niemieckie bolączki jest samo w sobie nasączone tą samą trucizną, która zabija naród.
W tym tygodniu Volkswagen ogłosił zamknięcie czterech kolejnych zakładów:
FRANKFURT,Niemcy— Rada dyrektorów Volkswagena zatwierdziła w czwartek szeroko zakrojony plan cięć kosztów, który zakłada zwolnienie 50 tys. miejsc pracy, zmniejszenie o połowę gamy modeli firmy oraz zakończenie produkcji samochodów w czterech niemieckich zakładach.
A tak przy okazji, czy ktokolwiek dostrzegł ironię najnowszego, autodestrukcyjnego szaleństwa Niemiec? Kraj oskarżył Rosję o poważny terroryzm w związku z „incydentami” dronów na niemieckich lotniskach, jednocześnie ignorując udowodniony akt terroryzmu dokonany przez Ukrainę w związku ze zniszczeniem Nord Stream, który skutecznie sparaliżował całą niemiecką gospodarkę.
Teraz sytuacja euro-establishmentu wyraźnie zmierza w dół. Wybory prezydenckie we Francji odbędą się w przyszłym roku, a Marine Le Pen jest już faworytką według najnowszych sondaży:
Podobnie w Wielkiej Brytanii Partia Reform Nigela Farage’a objęła prowadzenie w kraju i chociaż oficjalnie wybory powszechne zaplanowano na 2029 r., sam Farage uważa, że mogą się one odbyć w ciągu kilku miesięcy :
Nigel Farage ma jedno nadrzędne zadanie: przekonać wyborców, że jest gotowy objąć stanowisko premiera Wielkiej Brytanii w wyborach, które jego zdaniem mogą się odbyć już za kilka miesięcy.
Farage uważa, że głęboki kryzys w rządzie wymusi przeprowadzenie przedterminowych wyborów w przyszłym roku, po czym mógłby on szturmem objąć urząd.
Choć może to być mało prawdopodobne, trend w Europie jest wyraźny. Partie „populistyczne”, eurosceptyczne i „skrajnie prawicowe” powoli przejmują władzę, pozostawiając globalistów w panice, którzy próbują wymyślić nowe plany i przekręty, by utrzymać się u władzy choć trochę dłużej. Ten kierunek jest ewidentnie powodem, dla którego Putin jest tak bardzo pewny Ukrainy – ponieważ wie, że dopóki Rosja będzie w stanie utrzymać równowagę gospodarczą, jednocześnie powoli kontynuując kampanię militarną, fundamenty poparcia dla Ukrainy w Europie będą się sypać, a oporu będzie niewiele.
Czas nie jest już po stronie globalistów, a każdy nowy, pośredni środek, który podejmują, by go kupić, jedynie podważa ich własne programy, ujawniając, że ich dotychczasowa polityka była katastrofalnym szaleństwem. Partie klasy rządzącej pozostają obecnie w prawdziwej pozycji zugzwangu, niezdolne do podjęcia żadnego kroku, który nie zaszkodziłby ich istnieniu: im bardziej wznoszą „kordon sanitarny” przeciwko rosnącym w siłę partiom „skrajnie prawicowym”, tym bardziej obnażają własną nieistotność i złowrogość. Jeśli otworzą wrota koalicji, osłabią własną radykalną politykę, która może funkcjonować tylko z pełną siłą, a także przejmą najgorsze cechy drugiej strony, szkodząc wizerunkowi publicznemu i kapitałowi politycznemu.
Krótko mówiąc: są teraz w narożniku i nie mają dokąd uciec. Wspomina się o pewnych precedensach subtelnego rozbrajania rodzącego się ruchu „skrajnej prawicy”. Dania dokonała tego z powodzeniem na początku XXI wieku, po tym jak partie rządzące przyjęły część „twardogłowego” antyimigracyjnego stanowiska partii DF, osłabiając tym samym rosnącą popularność DF. Ale to były inne czasy, globalizm nie pokazał jeszcze swojego prawdziwego oblicza, doprowadzając cały kontynent do takiego zubożenia, jakie obserwujemy obecnie w okresie kryzysu.
Obecna karykaturalna obsada marionetkowych przywódców – jednych z najgorszych karykatur w historii – takich jak Merz i spółka, ma niewielkie szanse na poprawę sytuacji; po prostu stracili wszelki autorytet społeczny w oczach ludzi.
Po wyborach w Saksonii mainstreamowe media znowu się dławią. Etykietka „skrajna prawica” właśnie pękła w szwach, a wszystko przez jeden, trywialny fakt, który wywołuje u lewicowych publicystów drgawki kognitywne.
Twarzą tej strasznej, brunatnej prawicy jest Alice Weidel. Zadeklarowana lesbijka. Jej „żona” to kobieta o lankijskich korzeniach. Tak, dobrze czytacie. Liderka partii, która rzekomo „nienawidzi obcych” i chce „zamurować granice”, dzieli sypialnię z imigrantką z Azji Południowej.
Gdzie tu miejsce na narrację o brunatnym rewanżyzmie? Czyż to nie ostateczny dowód, że cała histeria wokół AfD to jedna wielka ściema? Skoro ich „skrajnie prawicowy” lider to homoseksualna kobieta z „żoną” ze Sri Lanki, to może ich słynna walka z imigracją dotyczy tylko… białych, heteroseksualnych facetów?
Zamiast tracić czas na zakurzone etykiety, media powinny ogłosić AfD za awangardę tęczowo-azjatyckiego konserwatyzmu. Zamurować granice przed imigrantami, ale otworzyć drzwi sypialni dla lankijskiej miłości? To nie faszyzm. To po prostu hipokryzja w wydaniu premium.
Saksonia głosowała na porządek. A porządek, jak widać, ma orientację homoseksualną i lankijskie korzenie.
Wczoraj, 6 września, punktualnie o godzinie 18:00 zakończyły się wybory w Saksonii-Anhalt.
Ulrich Siegmund
Znane są już przewidywane wyniki badań exit poll. Zwyciężyła zdecydowanie AfD (Alternatywa dla Niemiec), która podwoiła swój wynik sprzed czterech lat osiągając około 44,5% głosów. Na drugim miejscu CDU – 18,5% poparcia. Dalsze miejsca zajęły: 3. Lewica – 9,5% // 4. Zieloni – 9% // 5. SPD – 8% // 6. lewicowa BSW (Bündnis Sahra Wagenknecht) – 5% // 7. FDP (liberałowie) – 2%. FDP nie przekroczyła progu wyborczego, BSW jest na granicy progu – jeśli uzyska 5,0%, będzie mieć swoich deputowanych w parlamencie krajowym.
Czytamy w niemieckiej prasie, że zgodnie z prognozą telewizyjnych stacji ARD i ZDF zabraknie Alternatywie jednego mandatu do osiągnięcia większości w parlamencie w Magdeburgu. O przebiegu i atmosferze panującej w dniu wyborów opowiada mieszkająca w Niemczech Agnieszka Wolska w prowadzonym przez Piotra Szlachtowicza wywiadzie zatytułowanym „AfD wygrywa w Saksonii-Anhalt. Antifa zapowiada ataki i terror”:
Wielkim przegranym wyborów jest rządząca aktualnie w Magdeburgu CDU, która straciła ponad połowę swych wyborców sprzed czterech lat. Na uwagę zasługuje bardzo wysoka frekwencja – około 80% uprawnionych do głosowania poszło do urn wyborczych. Na zwycięstwo zapracował utalentowany polityk Ulrich Siegmund. Obiecał wyborcom m.in. zmiany w polityce energetycznej, w tym powrót do surowców z Rosji oraz reformę szkolnictwa, w którym nie będzie miejsca dla ideologii gender. Zapowiedział też zmianę polityki migracyjnej i rozliczenie covidowych przestępstw.
Czy zostanie premierem i stworzy rząd krajowy? – Wygląda na to, że AfD nie będzie miała większości. Jest jednak nadzieja, że lewicowa, ale też antysystemowa partia Sahry Wagenknecht (BSW) udzieli Alternatywie poparcia. To byłoby historyczne zwycięstwo, które pchnęłoby innych w Niemczech, Polsce i w Europie do skutecznego działania.
Media niemieckie i polskie nie szczędziły sobie krytyki wobec Alternatywy i Ulricha Siegmunda. Inaczej było w telewizji i prasie amerykańskiej. Także gazeta ‚Rzeczpospolita’ napisała tym razem sensownie: „44 do 44,5%. Może to nie wystarczać do utworzenia pierwszego rządu AfD, ale do wstrząśnięcia sceną polityczną w Niemczech wystarcza”. Donald Tusk wyraził natomiast swoje niezadowolenie: „W Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z triumfu AfD w Niemczech. Trochę się ich nazbierało w Konfederacjach i PiS”.
Gdy zostaną podane oficjalne wyniki, przekażę je pod tym wpisem.
Zygmunt Białas
** * * * * *
Update – Na podstawie tekstu zamieszczonego w tygodniku ‚Do Rzeczy’:
Alternatywa dla Niemiec (AfD) zwyciężyła w wyborach w Saksonii-Anhalt. Nie uzyskała jednak bezwzględnej większości w landtagu. Z oficjalnych wyników wyborów, przekazanych przez niemiecką Państwową Komisję Wyborczą, wynika, że AfD zdobyła 43,8 proc. głosów.
Drugi wynik uzyskała rządząca dotychczas CDU – 17,2 proc. poparcia. Do landtagu dostały się jeszcze: SPD – 9,3 proc. głosów, Zieloni – 8,9 proc., Lewica (Die Linke) – 8,6 proc. oraz Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) – 5,3 proc. Progu wyborczego nie przekroczyła FDP (2,6 proc.).
AfD bez samodzielnej większości – Dla AfD to historyczny wynik wyborczy, jednak – według wstępnych szacunków – do samodzielnej większości może zabraknąć trzech mandatów. Ugrupowanie uzyskało bowiem 39 miejsc w 83-osobowym landtagu. CDU zdobyła 15 mandatów, SPD, Zieloni i Lewica – po osiem, a BSW – pięć.
Jedynie BSW nie wykluczył poparcia niektórych propozycji AfD. Jednoczesnie politycy tej partii już zadeklarowali, że nie będą współtworzyć koalicji rządowej z Alternatywą dla Niemiec. Nie jest więc jasne, czy AfD uda się znaleźć zwolenników, którzy poprą kandydaturę Ulricha Siegmunda na stanowisko premiera kraju związkowego. Część niemieckich mediów już pisze o „kordonie sanitarnym”, którym pozostałe partie miałyby otoczyć AfD.
Wcześniej Siegmund podkreślał, że stanie na czele rządu tylko w sytuacji, gdy jego ugrupowanie będzie mogło rządzić samodzielnie. Jednak tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów lider AfD w Saksonii-Anhalt zwrócił się za pośrednictwem anteny ARD do „wszystkich sił, które chcą zmiany polityki”. Natomiast szefowa Alternatywy dla Niemiec Alice Weidel zaznaczyła w rozmowie z ZDF, że to jej partia uzyskała w wyborach regionalnych „jasny mandat” do stworzenia rządu w kraju związkowym. Zgodnie z przepisami, nowo wybrany parlament powinien zwołać pierwsze posiedzenie w ciągu 30 dni od głosowania, czyli najpóźniej do 6 października.
Die Welt i inne media opublikowały doniesienia o tym, że kanclerz Merz przygotowuje plany izolacji krajów związkowych, w których AfD może w przyszłości uzyskać większość, tak aby Niemcy mogły zachować rolę kluczowego węzła transportowego NATO w wojnie z Rosją, rozpętywanej przez europejskie elity:
Friedrich Merz opracowuje tajne plany, które mają uniemożliwić niemieckim „państwom zdrajcom” popierającym Kreml blokowanie planów NATO mających na celu obronę przed rosyjską inwazją.
Niemieccy urzędnicy obawiają się, że partia Alternatywa dla Niemiec (AfD) może udaremnić przemieszczanie się wojsk sojuszniczych przez dwa wschodnie kraje związkowe, które ma wygrać we wrześniowych wyborach.
Europejska „demokracja” uległa pogorszeniu do tego stopnia, że państwa rutynowo prowadzą przeciwko sobie wojny sabotażowe , aby zachować globalistyczny system kontroli, któremu podlegają ich przywódcy.
Dokładne obawy dotyczące zbliżającego się wzrostu popularności AfD zostały opisane następująco:
Jeśli skrajnie prawicowa partia zdobędzie bezwzględną większość w Saksonii-Anhalt lub Meklemburgii-Pomorzu Przednim, będzie mogła utworzyć rząd krajowy sprawujący kontrolę nad bezpieczeństwem wewnętrznym, policją i innymi uprawnieniami.
Może to spowolnić przemieszczanie się wojsk i sprzętu poprzez biurokratyczne utrudnianie wydawania pozwoleń i zezwoleń, opóźnić rozmieszczenie zasobów policyjnych na szczeblu stanowym oraz uniemożliwić wojsku pierwszeństwo na lokalnych drogach.
Przewidywalnie przedstawiają to jako „plan Putina” mający na celu wykorzystanie jego popleczników z zaprzyjaźnionych europejskich partii politycznych w celu utrudnienia reakcji na wielki atak Rosji, który elity wykorzystują jako figowy listek w przygotowaniach do własnej wojny agresywnej.
Tak jak UE zaczęła rozważać sposoby złamania własnej „demokratycznej” karty i dopuszczać inicjatywy bez wymaganej jednomyślności, by ominąć nieprzejednane stanowiska państw takich jak Węgry, tak teraz poszczególne państwa UE same szukają sposobów na „naginanie” procesów demokratycznych, by skrępować i stłumić swoje regiony federalne. Oczywiście, na tym etapie jest to elementarne w porównaniu z całkowitym zakazem AfD, do którego Niemcy usiłowały doprowadzić na mocy przepisów o „ekstremizmie”, ale mimo to stanowi to mroczny wgląd w coraz bardziej totalitarną naturę UE.
W artykule cytowane są niemieckie osobistości, które ubolewają nad faktem, że „środki zaradcze przeciwko zbuntowanym rządom państwowym” są komplikowane przez „konstytucyjne przepisy regulujące niezależność państwa”. Ponownie widzimy, jak ta irytująca konstytucja stanowi poważne utrudnienie dla ambicji eurokratów i ich pochlebców.
Teraz łamią sobie głowy nad tym, jak „obejść” własne państwo federalne, ale „legalnie”:
Słowo „obejście” brzmi jakoś tak, jakby stało w sprzeczności z ideą legalności w takich sprawach – ale nie jestem konstytucjonalistą. Nie wspominając już o rzekomej tajności całej operacji:
Co to za staromodne oszustwo przeciwko twojemu własnemu elektoratowi?
Cóż, przynajmniej w przypadku „obejścia” posługują się wystarczająco neutralnym eufemizmem; mogłoby być gorzej, mogliby nazwać to po imieniu: wywrotem lub sabotażem ich własnego, niepodległego państwa, ustanowionego na mocy federalnego mandatu.
Tobias Krull, wiceprzewodniczący komisji spraw wewnętrznych parlamentu kraju związkowego, powiedział:„Rozważane są działania, które można by podjąć, aby ominąć rząd krajowy w przypadku utworzenia rządu jednopartyjnego AfD”.
Stwierdził, że odpowiedź Niemiec na rosyjskie zagrożenie militarne nie może zależeć od pojedynczego państwa, dlatego też konieczne jest„stworzenie mechanizmów, które umożliwią unieważnienie decyzji poszczególnych państw lub podjęcie niezbędnych środków”.
Oczywiście, tym, co ich naprawdę przeraża, jest ogólny wzrost władzy AfD i jej obietnica przywrócenia dobrych stosunków z Rosją.
Na kilka tygodni przed wyborami w Saksonii-Anhalt CDU Krulla znajduje się w bezpośredniej konkurencji z AfD, partią klasyfikowaną w tym kraju związkowym jako skrajnie prawicowa. W najnowszym sondażu INSA dla „Focus Online” AfD ma 41%, a CDU 24%. Jeśli zdobędzie bezwzględną większość mandatów, po raz pierwszy mogłaby samodzielnie utworzyć rząd krajowy. Pod jej kontrolą znalazłyby się między innymi Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, policja krajowa, Urząd Ochrony Konstytucji oraz znaczna część administracji krajowej.
Jak wspomniano powyżej, AfD grozi utworzeniem rządu krajowego po raz pierwszy, co dałoby jej wyłączną kontrolę nad wszystkimi instytucjami publicznymi. A ponieważ wielowarstwowe kontrakty cywilne mają kluczowe znaczenie dla ułatwienia przemieszczania się niemieckich brygad przez poszczególne kraje w przypadku jakiegoś „kryzysu”, władze uważają, że AfD będzie w stanie zablokować takie plany. A biorąc pod uwagę, że Niemcy są uważane za główny i najważniejszy węzeł tranzytowy NATO w kierunku mitycznej „wschodniej flanki”, oznacza to, że AfD będzie w stanie samodzielnie całkowicie sparaliżować wrogie plany sojuszu.
Dzieje się to w szczególnie istotnym momencie, ponieważ coraz częściej podkreśla się zaangażowanie Europy w prowokowanie Rosji. Wcześniej krążył artykuł FT o tym, jak wielki „sukces” ukraińskiej kampanii uderzeniowej przeciwko Rosji nastąpił dzięki zaangażowaniu USA w pomoc Ukrainie w wyznaczaniu tras przelotu rakiet przez luki w rosyjskiej obronie przeciwlotniczej.
W artykule zamieszczono osobliwy cytat, który dodatkowo przypisuje niedawny sukces Ukrainy w dziedzinie dronów tajemniczemu „przełomowi technologicznemu”, który pozwala Ukrainie zwiększyć masową produkcję tych dronów dalekiego zasięgu:
„Ukraina dokonała przełomu technologicznego, który pozwolił jej na produkcję większej liczby dronów dalekiego zasięgu i zwiększenie ogólnej produkcji masowej” – powiedział Stefan Meister, szef programu Eurazja w Niemieckiej Radzie Stosunków Zagranicznych.
To dość interesujące, biorąc pod uwagę niedawny artykuł NYT na temat „tajnej niemieckiej fabryki” dostarczającej Ukrainie nowe modele dronów dalekiego zasięgu:
Położona w spokojnym, podmiejskim kompleksie przemysłowym, fabryka działa pod ścisłym nadzorem służb bezpieczeństwa. DealBook zgodził się nie ujawniać jej lokalizacji, a pozostali lokatorzy kompleksu nie są świadomi jej istnienia. Nazwisko Helsinga nigdzie nie pojawia się: firma obawia się, że fabryka może stać się głównym celem sabotażu lub ataku, biorąc pod uwagę, że tysiące zgromadzonych tu dronów zostało wykorzystanych przeciwko siłom rosyjskim na Ukrainie.
Ile takich „tajnych fabryk” rozsianych po całej Europie faktycznie odpowiada za nowo odkryty na Ukrainie „renesans” dronów dalekiego zasięgu?
Ukraina właśnie uzyskała od Niemiec obietnicę sfinansowania produkcji jednej z najpilniej strzeżonych nowych broni: odrzutowego drona uderzeniowego zdolnego do atakowania celów położonych głęboko na terytorium Rosji.Umowa została podpisana na marginesie szczytu NATO w Ankarze w Turcji.
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha ogłosił porozumienie w sprawieX, potwierdzając, że Niemcy będą finansować produkcję systemu dronów BARS w pierwszej fazie umowy, a każda wyprodukowana jednostka trafi bezpośrednio do ukraińskich sił zbrojnych, a nie do Niemiec.
Wszystko to jest nieodłączną częścią znanego procesu relokacji całego strategicznego „zaplecza” Ukrainy do Europy, gdzie nie może ono zostać dotknięte rosyjskimi atakami – przynajmniej nie bezpośrednio.
[te zdjęcia powinny być obok siebie, wtedy skrzydełko drona je łączy md]
Dlaczego wciąż nie można uwierzyć, że to wyłącznie Ukraina jest odpowiedzialna za renesans masowej produkcji? Otóż, chociaż Ukraina sama w sobie ma wiele zakładów produkujących drony i przedsiębiorstw zagranicznych, Rosja regularnie je niszczy podczas rutynowych ataków.
A production hall for the Helsing HX-2 drone.Credit…Patrick Junker for The New York Times
-=—————————————–
Zaledwie wczoraj kolejne tego typu amerykańskie przedsiębiorstwo zostało podobno zlikwidowane za sprawą Iskandera. Warto zauważyć, że firma produkowała specjalnie drony do uderzeń głębinowych, takie jak AQ-100 Bayonet i AQ-400 Scythe:
Fabryka dronów w Kijowie, zniszczona w piątek przez rosyjską rakietę balistyczną, należała do amerykańskiej korporacji zarejestrowanej w Delaware. Najprawdopodobniej jest to pierwszy przypadek, w którym Moskwa zaatakowała amerykańską firmę w tym konflikcie.
Według osoby mającej wiedzę o firmie Terminal Autonomy produkuje precyzyjne drony zdolne do „głębokiego ataku” z systemami naprowadzania odpornymi na rosyjskie sygnały zakłócające.
Produkcja małych FPV w rozproszonych, małych warsztatach jest na Ukrainie powszechna, ale drony wykorzystywane do prawdziwych głębokich ataków są znacznie większe i wymagają większych powierzchni magazynowych, co ogranicza ich możliwości długotrwałego ukrywania.
W ten sposób możemy dostrzec powiązania między stopniowym przejmowaniem przez Europę całego ukraińskiego przemysłu obronnego a powolnym zmierzaniem ku wojnie z Rosją, którą elity europejskie desperacko próbują zorganizować.
W szczególności Niemcy przejęły inicjatywę w pozyskiwaniu ukraińskich tyłów, ponieważ daje im to nieoczekiwaną korzyść: miejsca pracy w przemyśle. Wcześniejszy artykuł w „New York Timesie” przyznaje, że większość pracowników niemieckiej fabryki Helsing produkującej drony dla Ukrainy to osoby zwolnione z powodu zawalenia się niemieckich linii produkcyjnych samochodów:
Około 100 pracowników fabryki, z których wielu zostało niedawno zwolnionych przez podupadających niemieckich producentów samochodów, przechodzi szczegółową kontrolę bezpieczeństwa i podpisuje umowy o zachowaniu poufności. Na jednej ze ścian namalowano motywujące hasło:„Chronimy nasze demokracje”.
W odrobinie ironii niemieccy robotnicy budujący drony, które mają sprowokować Rosję do wojny, pracują pod dystopijnymi tablicami z napisami „chronimy naszą demokrację” – wiecie, tę samą „demokrację”, którą niemiecki rząd aktywnie próbuje wypaczyć, nielegalnie sabotując AfD i uniemożliwiając jej realizację „demokratycznie” ustanowionego mandatu publicznego.
Ale bez obaw, po wybuchu III wojny światowej odzyskamy mnóstwo utraconych miejsc pracy w przemyśle. Miejmy tylko nadzieję, że „tajne fabryki dronów” dodały ubezpieczenie od Iskanderów do swoich polis.
(Demonstracja poparcia dla AfD przed Bundestagiem, fot. youtube/aljazeera)
Zaskakujące zgony w Niemczech. 14 września w Nadrenii Północnej-Westfalii – najludniejszym landzie kraju. W ostatnim czasie zmarło jednak aż sześciu mężczyzn, którzy kandydowali z ramienia partii AfD.
Najpierw cztery, teraz kolejne dwa zgony. Według policji, nie ma poszlak wskazujących na udział osób trzecich. W dwóch ostatnich przypadkach jeden z mężczyzn miał chorować na wątrobę, drugi miał popełnić samobójstwo. Obaj kandydaci byli na partyjnej liście rezerwowej.
Szef AfD w Nadrenii Północnej-Westfalii i poseł do Bundestagu Kay Gottschalk stwierdził, że obecnie nie można mówić o morderstwach, ale kwestię przyczyny zgonów należy zbadać. Podobnie wypowiedział się inny poseł partii, Stephan Brandner, wskazując, że seria zgonów jest statystycznie zastanawiająca i trudna do wyjaśnienia.
– Jeszcze nigdy w życiu nie słyszałem, by w tak krótkim czasie przed wyborami zmarło tylu polityków jednej partii – podkreślił.
Policja nie podała przyczyny zgonów pierwszych czterech zmarłych działaczy AfD, wskazując na kwestie osobiste. Wiadomo jedynie, że dwóch z nich ciężko chorowało, a dwóch pozostałych zmarło nieoczekiwanie.
W Niemczech kandydaci partii AfD w tajemniczy sposób zmarli przed wyborami.
Wybory zaplanowano na połowę września w 427 gminach Nadrenii Północnej-Westfalii. Jednak w czterech z nich nagła śmierć kandydatów wywołuje napięcia.— czytamy w publikacji gazety NOZ. [Neue Osnabruecker Zeitung md]
Mowa o 66-letnim Ralphu Lange, 59-letnim Wolfgangu Seitzu, 71-letnim Wolfgangu Klingerze i 59-letnim Stefanie Berendesie.
Należy zauważyć, że karty do głosowania zostały już wysłane, a część osób głosowała korespondencyjnie. Jednak teraz proces będzie musiał zostać przeprowadzony od nowa. Publikacja WDR [Westdeutscher Rundfunk md] potwierdza tę informację.
Niemiecki profesor ekonomii Stefan Homburg uznał to za podejrzane i statystycznie niemal niemożliwe. Podzielił się swoją opinią na portalu społecznościowym X.
Pośród stagnacji gospodarczej i turbulencji, a także nadmiernie wysokich cen energii, kanclerz Friedrich Merz naciskał w Brukseli, aby Komisja Europejska nałożyła sankcje na wciąż nienaruszony gazociąg Nord Stream 1. W ten sposób Merz zamierza zapobiec temu, aby Nord Stream 1 (zwany dalej NS-1) mógł wkrótce ponownie dostarczać gaz do Niemiec.
Nie trzeba studiować fizyki jądrowej, aby zrozumieć, że ten krok nowego kanclerza Merza jest wyraźnie skierowany przeciwko interesom gospodarczym naszego kraju, przeciwko naszemu bezpieczeństwu energetycznemu i przeciwko pewnym miejscom pracy tutaj, w Niemczech. Według londyńskiego Financial Times, który jako pierwszy ujawnił ten skandal opinii publicznej 23 maja [i], działanie nowego kanclerza wynika z perfidnej kalkulacji politycznej, ale także osobistej.
Pod nagłówkiem „Merz popiera zakaz Nord Stream, aby zapobiec ponownemu uruchomieniu połączenia gazowego przez USA i Rosję” znana londyńska gazeta finansowa opisuje, jak Merz aktywnie lobbuje w Komisji Europejskiej w Brukseli na rzecz sankcji UE wobec zarejestrowanej w Szwajcarii spółki Nord Stream Pipeline AG, aby jako kanclerz był poddawany mniejszej presji politycznej w Niemczech, aby ponownie otworzyć rurociąg i kupić rosyjski gaz.
Politycznie manewr ten ma na celu trwałe odcięcie Niemiec od rosyjskiego gazu rurociągowego, co mogłoby sprawić, że niemiecki przemysł, ceny energii i nasza suwerenność polityczna, a raczej nasze uzależnienie od drogiego amerykańskiego gazu łupkowego, zostałoby zabetonowane w dłuższej perspektywie. Merz stanął więc po stronie państw UE w Brukseli, które chcą raz na zawsze uniemożliwić Niemcom poleganie na rosyjskim gazie w przyszłości – niezależnie od rządu i większości parlamentarnych – mimo że jest to jedno z najważniejszych źródeł energii dla przyszłości Niemiec.
Ponieważ Niemcy – podobnie jak wszystkie inne państwa członkowskie UE – przekazały swoją suwerenność nad polityką i prawodawstwem handlu zagranicznego niedemokratycznie wybranym urzędnikom Komisji Europejskiej, na której czele stoi obecnie obarczona skandalem pani von der Leyen, która niedawno otrzymała Nagrodę Karola Wielkiego. Dlatego też ani rząd federalny, ani Bundestag nie mogą decydować o kwestiach handlowych, w tym o taryfach i sankcjach. Są teraz jedynie widzami.
Obecnie AfD jest jedyną partią w Niemczech, która chce zakończyć ten opłakany stan rzeczy i odwrócić przekazanie suwerenności nad handlem zagranicznym UE. Decyzje w kwestiach brzemiennych w skutki, takich jak sankcje wobec Rosji, muszą wrócić do niemieckiego parlamentu, skąd nigdy nie powinny być przenoszone na zewnątrz.
W tym kontekście coraz częściej pojawia się pytanie, jak długo Niemcy są skłonni akceptować obecną sytuację, w której demokratycznie nieuprawnieni biurokraci w Brukseli decydują o bezpieczeństwie energetycznym Niemiec, a zatem o kwestiach kluczowych dla przyszłości całego narodu. Jednak liderzy polityczni wszystkich niemieckich partii, z wyjątkiem AfD, są obecnie ściśle związani z eurokratami. Te partie, oderwane od woli narodów europejskich i ich parlamentów narodowych, realizują własny program, który nie ma już nic wspólnego z pierwotną obietnicą pokoju i dobrobytu złożoną przez UE.
Elity polityczne mówią swoim ludziom, że są bezinteresownie oddane powszechnie szanowanej i nietykalnej Wspólnocie Europejskiej i żądają, abyśmy wszyscy zrobili to samo. W końcu UE reprezentuje wszystko, co dobre i piękne na świecie, mężczyzn, którzy mogą mieć dzieci i mężczyzn, którzy zdobywają wszystkie nagrody w kobiecym sporcie, oraz dewizę, że ignorancja jest siłą.
Przede wszystkim jednak elity UE – zgodnie z ich własnymi przyznaniami – dążą do stania się wiodącą potęgą na równi z USA i Chinami.
Oczywiście, dla tych szlachetnych celów trzeba ponieść ofiary, choć oczywiście nie same w sobie. Jak zwykle, „zwykli ludzie” są oszukiwani, zwłaszcza niższe, ciężko pracujące klasy, które są najmniej zdolne do obrony, a wyrzeczenia są im narzucane.
Dlatego nic nie pozostało z chełpliwej obietnicy pokoju i dobrobytu dla wszystkich Europejczyków w UE. Dzisiaj, jak każdy może łatwo zobaczyć, UE opowiada się za wojną za granicą i zwiększonym wyzyskiem i ubóstwem w kraju, przy czym tania energia z Rosji odgrywa kluczową rolę.
Rurociąg NS-1 w 51% należy do Gazpromu, a reszta do innych europejskich korporacji, przy czym największe udziały mają niemieckie firmy Wintershall Dea AG i PEG Infrastruktur AG. Rurociąg jest nienaruszony i teoretycznie gaz mógłby zostać dostarczony do Niemiec i innych krajów europejskich ponownie jutro. Sprytni inwestorzy z USA widzą w tym lukratywną okazję, tworząc konsorcjum z Rosjanami w celu zakupu NS-1 z większościowym udziałem USA. NS-1 stałby się wówczas prawnie amerykańskim rurociągiem. Następnie konsorcjum zakupiłoby rosyjski gaz, który następnie prawnie stałby się gazem amerykańskim. Amerykański gaz byłby następnie pompowany przez amerykański rurociąg NS-1 do miejsca docelowego w Niemczech.
Amerykańska firma prowadzi obecnie negocjacje w tej sprawie w Moskwie. Uzasadnienie jest takie, że ani rząd niemiecki, ani UE nie odważyłyby się nałożyć sankcji na amerykańską firmę, która transportuje amerykański gaz do Niemiec przez amerykański rurociąg NS-1. Istnieją dwa powody: po pierwsze, należałoby się spodziewać masowych reakcji politycznych i kontrsankcji ze strony Waszyngtonu Trumpa, a po drugie, Merz musiałby stawić czoła jeszcze większemu oporowi wobec kontynuacji antyrosyjskich sankcji ze strony jego własnej CDU i partnerów koalicyjnych SPD.
Niedawny sondaż Forsa wykazał, że na przykład 49% mieszkańców Meklemburgii-Pomorza Przedniego popiera wznowienie dostaw rosyjskiego gazu.
W marcu tego roku Michael Kretschmer, premier CDU wschodnioniemieckiego landu Saksonii, powiedział, że utrzymywanie środków karnych wobec Moskwy jest całkowicie przestarzałe i sprzeczne z tym, co Amerykanie obecnie robią, aby znormalizować swoje stosunki z Rosją.
AfD wzywa do ponownego uruchomienia rurociągów, ponieważ Niemcy, jako największa gospodarka w strefie euro, zmagają się z wysokimi cenami energii i stagnacją.
Według Financial Times, pogląd AfD podziela kilku liderów biznesu i polityków z CDU Merza.
Dietmar Woidke, premier SPD wschodnioniemieckiego landu Brandenburgii, niedawno również wezwał do normalizacji stosunków handlowych Niemiec z Rosją po zawarciu porozumienia pokojowego na Ukrainie.
Thomas Bareiß, poseł CDU i członek nowej Komisji Budżetowej Bundestagu, pozytywnie odnotował w poście na LinkedIn, jak bardzo zorientowani na biznes są „nasi amerykańscy przyjaciele” w swoich stosunkach z Rosją pod rządami Trumpa.
Ale właśnie temu chce zapobiec Friedrich Merz. Nie chce, aby rurociągi zostały ponownie uruchomione. W efekcie, dzięki swojej polityce zaprzeczania, chce utrzymać wysokie ceny energii w Niemczech w przewidywalnej przyszłości i nie zrobić nic, aby przywrócić konkurencyjność przemysłu dzięki tańszemu gazowi. Zniszczenie Rosji wydaje się kanclerzowi Merz ważniejsze niż ratowanie Niemiec.
Aby położyć kres rosnącej krytyce jego antyrosyjskiej polityki i skierować ją w innym kierunku, Merz próbuje użyć sztuczki, aby wykorzystać Komisję Europejską jako „piorunochron”. Jeśli uda mu się nakłonić Komisję Europejską do nałożenia sankcji na NS-1, pomimo znacznego oporu w kilku innych krajach UE, zanim powstanie nowe rosyjsko-amerykańskie konsorcjum NS-1, będzie mógł z czystym sumieniem „umyć swoje polityczne ręce od wszelkiej odpowiedzialności” i wskazać na dyrektywy UE, które skazują rząd niemiecki i Bundestag na bezczynność.
Według Financial Times Merz obawia się, że możliwe ponowne uruchomienie rurociągu NS-1 przez konsorcjum kierowane przez USA mogłoby doprowadzić do upadku jego rządu pod wpływem ogromnej presji wewnętrznej, jaką by to wywołało. W całym kraju, na wszystkich szczeblach społeczeństwa, ale także w swoich własnych szeregach, Merz musiałby liczyć się ze staniem się politycznie nieistotnym.
Tak więc obecna polityka Merza nie polega tylko na zrujnowaniu Rosji, ale także na skonsolidowaniu jego kariery poprzez nakłonienie UE do wykonania za niego brudnej roboty. Nic dziwnego, że krytycy oskarżają Merza o poświęcenie przyszłości gospodarczej Niemiec na ołtarzu swojej antyrosyjskiej obsesji i nadużywanie swojego urzędu do realizacji celów motywowanych ideologicznie zamiast dążenia do pragmatycznych rozwiązań w celu ustabilizowania gospodarki i powstrzymania zamykania lub przenoszenia ważnych gałęzi przemysłu i miejsc pracy.
Ostatecznie Merz wydaje się bardziej oddany swojej ideologii niż swojemu krajowi. Nieustannie stawia krucjatę przeciwko Rosji — retorycznie zamaskowany akt zachodniej polityki moralnej — ponad interesy narodu niemieckiego. Merz najwyraźniej akceptuje fakt, że nie tylko dobrobyt, ale także pokój społeczny w Europie cierpi w wyniku tych działań.
W czasach, gdy racjonalność ekonomiczna i pragmatyzm polityki zagranicznej są pilnie potrzebne, kanclerz Merz wykazuje niepokojący stopień sztywności ideologicznej. Jego polityka nie pozostawia wątpliwości: kanclerz stawia na pierwszym miejscu osobiste priorytety polityczne.
Jego problemy i jego ideologiczny program dotyczący dobrobytu jego kraju – kurs, który będzie kosztował Niemcy drogo pod każdym względem.
Rainer Rupp
Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Walka o przyszłość Europy nabiera tempa. W mocnej i wymownej dyskusji premier Węgier Viktor Orbán i liderka niemieckiej AfD Alice Weidel spotkali się z Mandiner i Weltwoche, aby przedstawić swoją wizję odzyskania Unii Europejskiej z rąk niewybieralnych biurokratów. Ich przesłanie? Europa musi wrócić w ręce suwerennych państw i porzucić nieudaną politykę, która doprowadziła ją na skraj upadku.
„Wyrzućcie biurokratów z Brukseli” – ekskluzywny wywiad z Orbánem i Weidel na temat walki o odzyskanie Europy (wideo w oryg. md)
„Komisja Europejska jest niewybieralną władzą wykonawczą z uprawnieniami ustawodawczymi. Jest to pozorny parlament, który narusza zasady demokracji” – Viktor Orbán.
Walka o przyszłość Europy nabiera tempa. W mocnej i wymownej dyskusji premier Węgier Viktor Orbán i liderka niemieckiej AfD Alice Weidel spotkali się z Mandiner i Weltwoche, aby przedstawić swoją wizję odzyskania Unii Europejskiej z rąk niewybieralnych biurokratów. Ich przesłanie? Europa musi wrócić w ręce suwerennych państw i porzucić nieudaną politykę, która doprowadziła ją na skraj upadku.
AfD i walka o Niemcy
Weidel bardzo otwarcie mówiła o sytuacji w Niemczech, opisując, w jaki sposób AfD stała się jedyną prawdziwą opozycją wobec systemu, który systematycznie i celowo rozmontowywał klasę średnią, tłumił tożsamość narodową i wdrażał samobójczą politykę imigracyjną.
„Niemcy muszą zacząć odbudowę. Jesteśmy drugą największą siłą w kraju i musimy naprawić nasze stosunki z Węgrami i innymi narodowymi rządami w Europie” – oświadczyła.
Wskazała Orbána jako przykład, który Niemcy powinny naśladować: „Viktor Orbán jest przeciwieństwem Angeli Merkel. Merkel prowadziła politykę przeciwko własnemu narodowi, przeciwko własnemu krajowi i zrujnowała Niemcy. Tymczasem Viktor Orbán twardo obstawał przeciwko nielegalnej migracji. Dlatego wspieramy Węgry i ich wysiłki”.
Weidel zauważyła ponadto, że 70% Niemców chce silnej polityki antyimigracyjnej, a mimo to rząd nadal ich ignoruje: „To jest problem demokracji. Ludzie domagają się bezpiecznych granic, ale klasa rządząca odmawia działania”.
Liderka AfD jasno dała do zrozumienia, że pod rządami AfD przyszłość Niemiec będzie wyglądać zupełnie inaczej: „Pierwszego dnia rządu kierowanego przez AfD rozszerzymy dostawy energii, uruchomimy ponownie elektrownie jądrowe, odwrócimy wycofywanie węgla i kupimy gaz i ropę tam, gdzie jest najtaniej – najlepiej z Rosji”. Obiecała również obniżyć podatki, znieść podatek od CO2 i rozpocząć masowe deportacje nielegalnych imigrantów: „W Niemczech mamy nadmierną przestępczość, szczególnie wśród przestępców zagranicznych i nieletnich. Prawo i porządek muszą zostać przywrócone”.https://rumble.com/embed/v6nsgtc/?pub=4
Strategia Orbána na rzecz reform europejskich
Orbán był równie bezpośredni w swojej ocenie Brukseli: „UE to niezorganizowany, nieustrukturyzowany biurokratyczny skład, który jest również drogi. Każda decyzja pochodząca z Brukseli jest szkodliwa”.
Premier Węgier nakreślił deficyt demokratyczny leżący u podstaw dysfunkcji UE: „Komisja Europejska jest niewybieralną władzą wykonawczą z uprawnieniami ustawodawczymi. Jest to pozorny parlament, który narusza zasady demokracji”. Podkreślił pilną potrzebę przywrócenia władzy parlamentom narodowym: „Decyzje muszą być podejmowane przez wybranych przedstawicieli, a nie biurokratycznych „ufoludków z Brukseli” oderwanych od rzeczywistości”.
Zapytany, czy UE jest w ogóle reformowalna, Orbán odrzekł bez ogródek: „Nie znamy jeszcze odpowiedzi, ponieważ nie próbowaliśmy. Jeśli się nie powiedzie, musimy szukać alternatywnych rozwiązań. Priorytetem jest przywrócenie władzy parlamentom narodowym, z dala od Brukseli”. Wyraźnie zaznaczył również, że same Węgry nie mogą uratować Europy: „Niemcy i Francja mają zdolność uratowania Unii Europejskiej. W tej chwili nie widzę, żeby to się miało wydarzyć”.
Europa bez granic czy Europa narodów?
Oboje przywódcy zgodzili się, że obecna polityka migracyjna UE jest katastrofą. „Elity UE prowadzą politykę, która zagraża naszym narodom” – ostrzegł Orbán. „Gdyby ludzie postawili na swoim, kryzys migracyjny zostałby rozwiązany dawno temu”.
Weidel to poparła, wskazując na niepowodzenia rządzących partii w Niemczech: „CDU i CSU całkowicie skopiowały nasz program, ponieważ wiedzą, że mamy rację. Prowadzą kampanię na podstawie naszej polityki, ale nigdy jej nie wdrożą, ponieważ mają zobowiązania wobec Zielonych i Czerwonych”.
Orbán podkreślił, że migracja jest kwestią egzystencjalną: „Przetrwanie Europy zależy od powstrzymania migracji. Jeśli nam się nie uda, Unia Europejska upadnie”. Weidel zgodziła się: „Niemcy można uratować, ale tylko wtedy, gdy ludzie podejmą działania i zażądają zmiany”.
Efekt Trumpa: Nowa era realizmu
Dyskusja naturalnie zeszła na Donalda Trumpa i jego wpływ na globalną politykę. „Trump jest bojownikiem o wolność” – oświadczył Orbán. „Nie pochodzi z polityki, ale wkroczył do walki o suwerenność i interesy narodowe. Rozumie, że migrację należy powstrzymać, że pokój musi być priorytetem nad wojną, a polityka energetyczna musi być ekonomicznie opłacalna”.
Weidel powtórzyła ten pogląd: „Trump stawia Amerykę na pierwszym miejscu. Europa musi zrobić to samo dla swoich ludzi. Zamiast tego ugrzęźliśmy z biurokratycznymi elitami, które odmawiają przewodzenia. AfD jest tutaj, aby to zmienić”.
Orbán przedstawił pięć głównych sposobów, w jakie Trump zmienia świat:
Migracja – „Trump jasno mówi: migracja jest zła i należy ją powstrzymać. Nielegalna migracja jest najgorsza”. _
Wojna i pokój – „Trump chce pokoju, podczas gdy europejscy przywódcy, z wyjątkiem Węgier, chcą pokonać Rosję”. _
Polityka energetyczna – „Nie można ignorować realiów gospodarczych w imię «zielonej polityki».” _
Chrześcijaństwo – „Trump nie wyśmiewa chrześcijaństwa. Na Zachodzie elity traktują chrześcijan jak średniowieczne relikwie”. _
Wolność słowa – „Poprawność polityczna musi zostać zniesiona. Wolność słowa musi zostać przywrócona”.
Przyszłość, o którą warto walczyć
Na zakończenie wywiadu, Weidel wyraziła optymizm: „Niemcy można uratować. AfD rośnie, ponieważ ludzie chcą powrotu do normalności – bezpiecznych ulic, silnych rodzin, bezpieczeństwa ekonomicznego. Alternatywa dla Niemiec jest jedyną partią, która może to zapewnić”.
Orbán był jednak mniej optymistyczny co do trajektorii Unii Europejskiej: „Unia Europejska walczy o przetrwanie. Bez fundamentalnych zmian upadnie”.
Weidel, niezrażona, jasno przedstawiła swoją misję: „Kocham Niemcy. Chcę odzyskać swój kraj. Chcę, aby Niemcy znów mieli normalne życie, bezpieczne ulice, możliwość zakładania rodzin, bezpieczeństwo ekonomiczne. To zostało zdemontowane w ciągu kilku krótkich lat”.
Końcowe słowa Orbána były mocnym ostrzeżeniem: „Węgry skupią się na tym, by stać się silnymi i niezależnymi. Ale Europa? Bez poważnych reform nie przetrwa”.
Patrioci dla Europy: rosnąca siła
Jedno przesłanie było jasne: w Europie pojawia się nowa siła polityczna. Ruchy nacjonalistyczne, na czele których stoją postaci takie jak Orbán i Weidel, przygotowują się do odzyskania kontroli nad Brukselą. Niezależnie od tego, czy poprzez reformy, czy też całkowitą przebudowę, ich wizja zyskuje na popularności.
„Mamy misję historyczną” – oświadczył Orbán. „Musimy oddać władzę ludziom. Czas rządów biurokratów minął”.