Logika hegemona

Logika hegemona

Date: 3 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/logika-hegemona

„Jeśli potrafisz pokonać strategicznego wroga bez angażowania amerykańskich żołnierzy, oznacza to, że osiągnąłeś szczyt profesjonalizmu” – generał Keith Kellogg. https://en.wikipedia.org/wiki/Keith_Kellogg

Hipoteza

Zakładając, że za działaniami Stanów Zjednoczonych na wszystkich frontach kryje się jakaś logika i że istnieje nadrzędna strategia, jak mogłaby ona wyglądać?

Mroczną, ale prawdopodobną hipotezą jest to, że obecna strategia amerykańska polega na „ukrainizacji” Europy po to, by gdy zabraknie Ukraińców, można było uzupełnić ich szeregami Europejczyków. Nie chodzi o to, by kopiować wszystkie środki zastosowane na Ukrainie. Chodzi o osiągnięcie tego samego rezultatu: obszaru tak ubogiego, tak ściśle kontrolowanego i tak odizolowanego od Rosji za pomocą propagandy, że można go wykorzystać jako materiał na linię frontu.

Na Ukrainie osiągnięto to dzięki terapii szokowej MFW, deindustrializacji oraz długotrwałej kampanii, która przekształciła kraj w projekt antyrosyjski. W Europie narzędzia są inne: szok energetyczny, utrata tanich rosyjskich surowców, napór fiskalny, zbrojenia NATO oraz ten sam rodzaj wojny informacyjnej. Aby wszystko to zadziałało, muszą wzrosnąć bezrobocie i desperacja i należy także sprowokować lub sfabrykować jakąś formę ataku ze strony Rosji.

Przygotowania te nie ograniczają się do frontu konwencjonalnego. Jeśli pójść tą samą ścieżką wystarczająco daleko, prowadzi ona do domeny nuklearnej: tj. Europy na tyle zdesperowanej, by doprowadzić do eskalacji, oraz Stanów Zjednoczonych, które mogą pozostać poza zasięgiem jej konsekwencji. W konfrontacjach nuklearnych, podobnie jak w szachach, celem często nie jest doprowadzenie partii do końca, ale postawienie przeciwnika w sytuacji zugzwangu: pozycji, w której każdy możliwy ruch pogarsza sytuację.

Ola Tunander en.wikipedia.org/wiki/Ola_Tunander w pracy „Od horyzontalnej eskalacji Stanów Zjednoczonych do rosyjskiej dominacji w eskalacji” opisuje, w jaki sposób Stany Zjednoczone osiągnęły dominację w eskalacji pod koniec zimnej wojny dzięki przewadze technologicznej w zakresie okrętów podwodnych klasy atak. Grożąc radzieckim okrętom podwodnym, które przewoziły radzieckie pociski nuklearne służące do odwetu, Waszyngton podważył wiarygodność radzieckiej zdolności do drugiego uderzenia – czyli zdolności do odwetu po amerykańskim pierwszym uderzeniu. Głównym problemem dla przywódców radzieckich była doktryna MAD (Mutual Assured Destruction – gwarantowane wzajemne zniszczenie): zasada, zgodnie z którą żadna ze stron nie przeprowadzi pierwszego uderzenia nuklearnego, ponieważ druga strona nadal będzie w stanie zniszczyć ją w odwecie. Gdy zdolność do drugiego uderzenia została podana w wątpliwość, logika MAD zaczęła się rozpadać, a Związek Radziecki został zmuszony do ustąpienia.

Z punktu widzenia czołowych zachodnich strategów wojskowych upadek Związku Radzieckiego i rozwiązanie Układu Warszawskiego stanowiły prawdziwe zwycięstwo militarne. Klasa polityczna w większości interpretowała rok 1991 jako koniec walki ideologicznej, ale ci, którzy postrzegali go jako triumf militarny, nigdy nie porzucili założenia, że zwycięzca zachowuje prawo do dyktowania warunków. Przywrócenie przez Putina rosyjskiej suwerenności zostało zatem odebrane jako naruszenie tego przywileju.

Dzisiaj stosunki uległy odwróceniu. Rosja nadrobiła zaległości w dziedzinie okrętów podwodnych i wprowadziła do służby pociski hipersoniczne – „Awangard”, „Cyrkon”, „Kinzhal” i „Oresznik” – które poruszają się z ekstremalną prędkością i manewrują w locie, co sprawia, że ich przechwycenie przez obecne systemy obronne USA i NATO jest niezwykle trudne. Przewaga w zakresie eskalacji przeszła na stronę rosyjską. Każdy ruch, który niesie ze sobą ryzyko eskalacji pionowej, wiąże się obecnie z większą niepewnością dla Waszyngtonu niż dla Moskwy.

Właśnie dlatego opracowano nową strategię. Ponieważ Stany Zjednoczone nie mogą już ryzykować samodzielnego eskalowania konfliktu, przenoszą konfrontację – przy zachowaniu pewnego stopnia przekonywującej negacji ja chodzi o odpowiedzialność – na podmiot działający w ich imieniu: Europę dysponującą bronią jądrową lub korzystającą z programu wspólnego dostępu do broni jądrowej, doprowadzoną do skrajnej desperacji. Taka desperacja mogłaby pojawić się po tym, jak rosyjskie pociski hipersoniczne zniszczą kluczowe europejskie fabryki zbrojeniowe, po tym, jak dziesiątki tysięcy europejskich żołnierzy zginie na Ukrainie, oraz po tym, jak siły rosyjskie zbliżą się do Kijowa, a nawet do granicy z Polską.

W takim momencie to Europa stałaby się stroną mającą najsilniejszy bezpośredni motyw do eskalacji, podczas gdy Stany Zjednoczone zachowałyby zarówno dystans, jak i możliwość zrzucenia z siebie odpowiedzialności. Europie brakuje konwencjonalnych zasobów wojskowych, by samodzielnie przeprowadzić jakąkolwiek decydującą eskalację; oceny przedstawicieli NATO i europejskich służb wywiadowczych wskazują, że poważna gotowość konwencjonalna do przeciwstawienia się Rosji jest mało prawdopodobna przed początkiem lub połową lat trzydziestych XXI wieku.

W obliczu takiej konwencjonalnej bezsilności broń jądrowa może wydawać się jedynym dostępnym „szybkim rozwiązaniem”. Mantra, że groźby nuklearne Putina to „blef”, obniża barierę psychologiczną wobec eskalacji, co mogłoby skłonić Moskwę do użycia broni jądrowej w celu przywrócenia wiarygodności swojego potencjału odstraszającego.

Ta logika jest zgodna z tym, co wykazał Tunander na temat historycznej rzeczywistości amerykańskiego „parasola nuklearnego”. Nie oznaczało to, że Stany Zjednoczone były gotowe do przeprowadzenia ataku na terytorium Rosji w celu ocalenia swoich sojuszników z NATO, ryzykując tym samym zniszczenie amerykańskich miast. Amerykańska taktyczna broń jądrowa miała być używana w Europie, przeciwko siłom na terytorium europejskim, właśnie po to, by ograniczyć zasięg ewentualnej wymiany nuklearnej do konkretnego obszaru geograficznego.

Wraz z zanikiem Układu Warszawskiego jako dogodnego zestawu celów oraz utratą przez Stany Zjednoczone przewagi w eskalacji konfliktu, parasol ten praktycznie przestał istnieć. W przypadku poważnej konfrontacji, Stany Zjednoczone miałyby wszelkie powody, by przerzucić zarówno walkę, jak i ryzyko nuklearne na Europejczyków.

Strategia ta ma na celu postawienie Rosji w sytuacji, w której jedyną alternatywą jest strategiczne wycofanie się lub zniszczenie Europy w roli proxy – zniszczenie, które nastąpiłoby z powodu szkód, jakie europejska broń jądrowa wyrządziłaby na terytorium Rosji i jej siłom, podczas gdy terytorium Stanów Zjednoczonych pozostałoby poza zasięgiem. Można by racjonalnie oczekiwać, że Rosja ustąpi pod taką presją. Jednak metoda ta zwielokrotnia ryzyko przypadkowej wojny jądrowej.

Stawia to również Rosję przed poważnym dylematem. Siergiej Karaganow od kilku lat otwarcie opowiada się za ograniczonym atakiem nuklearnym na cele europejskie, aby przywrócić strach przed bronią jądrową wśród europejskich elit i społeczeństw, a tym samym zmusić je do wycofania poparcia dla wojny. Jednak każdy ograniczony atak nuklearny na Europę sam w sobie obniżyłby próg użycia broni jądrowej przez Europę przeciwko Rosji lub groziłby wywołaniem natychmiastowego kontrataku.

Rosja stanęłaby zatem przed wyborem, który nie ma optymalnego rozwiązania: albo tolerować stopniowe tworzenie się zdesperowanego, uzbrojonego w broń jądrową frontu europejskiego, albo działać wcześnie i tym samym ryzykować właśnie tę eskalację, której stara się zapobiec – ale przeciwko przeciwnikowi, który jest wciąż nieco słabszy niż stałby się, gdyby Rosja powstrzymała się od uderzenia.

Wydaje się, że Amerykanie liczą na to, że ten dylemat da się wykorzystać. Stopniowo zwiększając presję – utrzymując Rosję w sytuacji „zugzwangu”, nie dopuszczając jednak do otwartej strategicznej wymiany nuklearnej – Stany Zjednoczone mają nadzieję zmusić Moskwę do ustąpienia, zamiast ponoszenia kosztów szerszej wojny. Im bardziej Europa jest pozycjonowana jako front nuklearny, którym można poświęcić, tym ostrzejszy staje się ten dylemat. Celem może być wymuszenie przyznania się do porażki, które wielu na Zachodzie nadal uważa za należne po roku 1991. Praktycznym skutkiem jest postawienie całego kontynentu europejskiego – oraz rosyjskiego procesu decyzyjnego – na czułym progu.

Poniżej przedstawiono analizę motywacji stojących za tą niezwykle niebezpieczną (i psychopatyczną) strategią oraz posunięć ekonomicznych, politycznych i militarnych, które wydają się mieć na celu stworzenie właśnie takich warunków.

Motyw: przesadne ambicje imperialne

Co mogłoby skłonić mocarstwo do rozważenia tak radykalnego porzucenia i zdrady własnych sojuszników? – Odpowiedzią jest stan systemu, który nie jest już w stanie utrzymać się na dotychczasowych zasadach, przy czym jego kierownictwo zdaje sobie sprawę z konsekwencji jego upadku.

Nie jest to „Wielki Plan” opracowany w zadymionym pokoju przez garstkę spiskowców. Jest to raczej wynik podążania ścieżką najmniejszego oporu wewnątrz zagrożonej sieci władzy. Jak wykazały akta Epsteina, pewne środowisko społeczne może zachować swoje tajemnice nie poprzez formalną konspirację, ale poprzez współdzieloną podatność na zagrożenia i wspólny interes. Gdy kariery, aktywa i zobowiązania prawne są powiązane z tym samym systemem, racjonalnym wyborem dla każdego z uczestników jest ochrona owego systemu za wszelką cenę. Rezultat jest nie do odróżnienia od jakiegoś wielkiego planu, ale znacznie trudniejszy do obalenia.

Przez dziesięciolecia zachodni rdzeń ekonomiczny utrzymywał się dzięki finansjalizacji i systematycznemu przenoszeniu produkcji za granicę. Moce produkcyjne przenoszono do krajów o niskich płacach, podczas gdy gospodarki metropolitalne skupiały się na czerpaniu zysków z rent, inflacji aktywów oraz recyklingu globalnych oszczędności poprzez system dolara. Niemal całkowita zapaść z roku 2008 ujawniła, jak blisko przepaści znalazła się ta struktura. Jak wykazał Michael Hudson w książce „Killing the Host”, uratowano banki, pozostawiając przy tym podłoże zadłużenia w nienaruszonym stanie. Zerowe stopy procentowe i kolejne rundy luzowania ilościowego nie przywróciły zdolności produkcyjnych; spowodowały one natomiast powstanie jeszcze większych baniek na rynkach akcji, obligacji i nieruchomości. Lata pandemii Covid powtórzyły ten schemat na większą skalę. Problemy strukturalne pozostają nierozwiązane. To, co zostało skonstruowane, to system jeszcze bardziej zadłużony i kruchy.

Ale stare instrumenty kontroli zewnętrznej zaczęły zawodzić. Klasyczny model Economic Hit Man (ekonomiczny zabójca), oparty na zadłużeniu, prywatyzacji i politycznej uległości, nie sprawdza się już w przypadku państw, które dysponują rozwiązaniami alternatywnymi. Sankcje, które miały zredukować rosyjską gospodarkę do stanu ruiny i zamienić rubla w „gruz”, nie osiągnęły żadnego z tych celów. Iran również przetrwał. Postęp technologiczny Chin w większości kluczowych dziedzin zmiótł założenie o trwałej przewadze Zachodu. Podmioty z Afryki i innych krajów Globalnego Południa coraz częściej zwracają się ku nowym partnerom. Od dawna utrzymywana zdolność do utrzymywania słabszych regionów w stanie trwałego zacofania powoli zanika.

Jednocześnie osoby na szczytach władzy wiedzą, że mają krew na rękach – i że prawdziwy upadek systemu mógłby w końcu pociągnąć je do odpowiedzialności. Rzecznicy chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wyrazili tę kwestię z szokującą bezpośredniością. W sierpniu 2022 roku Zhao Lijian upublicznił mem, który w praktyce oskarżał Stany Zjednoczone o przeprowadzenie ataków z 11 września jako operacji pod fałszywą flagą – działania kryminalnego najcięższego kalibru, którego celem było zmobilizowanie krajowego i międzynarodowego poparcia dla serii wojen i zbrodni wojennych, które nastąpiły później.

Podobnie rzecznik chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Wang Wenbin wezwał społeczność międzynarodową do zbadania zbrodni wojennych popełnionych przez Stany Zjednoczone i pociągnięcia winnych do odpowiedzialności, dodając, że sprawiedliwość może się opóźnić, ale nie zostanie wstrzymana. Lista przestępstw jest długa: sfabrykowane opowieści o okrucieństwach wykorzystywane do pozyskania poparcia dla wojny (zeznania dotyczące inkubatorów w Kuwejcie przygotowane przez agencję Hill & Knowlton, zarzuty o gwałty po zażyciu Viagry pod adresem Libii, dossier na temat broni masowego rażenia w Iraku), długa seria operacji mających na celu zmianę reżimu oraz formalne mechanizmy prawne, takie jak amerykańska ustawa o ochronie członków sił zbrojnych (American Service-Members’ Protection Act) – powszechnie znana jako „Hague Invasion Act” – mająca na celu ochronę personelu amerykańskiego i sojuszniczego przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Zgodnie z zasadami ustanowionymi w Norymberdze planowanie i rozpoczęcie wojny agresywnej stanowiło najwyższą zbrodnię międzynarodową. Elita, która od dziesięcioleci działała w warunkach niemal całkowitej bezkarności, rozumie, co prawdziwy upadek systemu mógłby oznaczać dla jej własnego bezpieczeństwa. Walka o hegemonię ma charakter egzystencjalny dla tych, którzy kierują systemem. Gdy nie pozostaną już żadne bezpieczniejsze opcje, zastosują oni każdy środek, który ma choćby najmniejsze szanse powodzenia.

Kanibalizacja wasali

Bezpieczeństwo Europy od dawna stanowi dla Stanów Zjednoczonych spory koszt. Przez dziesięciolecia oba podmioty tworzyły jeden imperialny szczyt: historyczne jądro systemu pozostawało kulturowo i instytucjonalnie europejskie, podczas gdy siła militarna i struktura dowodzenia finansowego stopniowo koncentrowały się w Stanach Zjednoczonych. Przez dziesięciolecia Ameryka odgrywała rolę silniejszego partnera, który jednak nadal okazywał szacunek cywilizacji europejskiej. Niedawny spektakularny występ sekretarza generalnego NATO Marka Rutte, który nazwał Trumpa „tatą”, pokazuje, jak bardzo zmieniły się te relacje – i w którą stronę obecnie płynie ów szacunek.

Obecnie, układ ten ulega rozpadowi. W Waszyngtonie władzę przejęły siły bardziej nacjonalistyczne, mniej romantycznie nastawione do Europy. Kontynent europejski nie jest już traktowany jako równorzędny partner na szczycie porządku opartego na zasadach, ale jako zasób, z którego można czerpać: ekonomicznie wydrenowany, politycznie podporządkowany i militarnie przygotowany jako teatr działań, który poniesie koszty upadku imperium.

Stany Zjednoczone poczyniły znaczne inwestycje w zwiększenie krajowej produkcji energii, aby przetrwać zbliżające się zakłócenia — lub całkowite załamanie — eksportu energii z Zatoki Perskiej. Przygotowały się na obecny konflikt, który same wywołały, zgodnie ze strategią nakreśloną w dokumencie z 2009 roku pt. „Which Path to Persia?” („Którą drogą do Persji?”), opracowanym przez Brookings Institution — think tank skupiający przedstawicieli sektora wojskowo-przemysłowego. Jednocześnie, udając, że dążą do rozwiązania konfliktu, nieustannie podejmują nowe kroki w celu jego eskalacji, między innymi wykorzystując Izrael jako narzędzie.

Europa jest obecnie uzależniona od energii amerykańskiej. Niezależnie od tego, czy dojdzie do wojny na pełną skalę w Zatoce Perskiej, czy też do długotrwałego zamknięcia Cieśniny Ormuz (a potencjalnie także Morza Czerwonego), skutki dla Europy będą takie same. Gdy kryzys się pogłębi, Amerykanie będą mogli powiedzieć: „Przykro nam, chłopcy, ale teraz potrzebujemy całej energii dla siebie”. Wynikający z tego szok energetyczny mógłby przyspieszyć „ukrainizację” Europy – a prawdopodobnie także Japonii, Filipin i Korei Południowej – zamieniając je w bardziej zdesperowane i łatwiejsze do kontrolowania aktywa na pierwszej linii frontu przeciwko wschodniej flance Rosji oraz przeciwko Chinom.

Nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć, jaki związek ma z tym wysadzenie gazociągu „Nord Stream”. Biden wyraźnie stwierdził, że gazociąg zostanie wysadzony, jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę, a Blinken i Nuland otwarcie świętowali, gdy to się stało. Szwecja, Dania i Niemcy uznały swoje śledztwa za tajne, powołując się na bezpieczeństwo narodowe i poufność wstępnych dochodzeń. W praktyce oznaczało to, że wyniki tych dochodzeń nigdy nigdy nie mają zostać ujawnione Rosji – ani żadnej innej zainteresowanej stronie.

Stany Zjednoczone od lat robią dokładnie to, przed czym ostrzegała grupa ich najbardziej doświadczonych obserwatorów geostrategicznych, twierdząc, że doprowadzi to do rosyjskiej interwencji zbrojnej na Ukrainie. W roku 2008, ówczesny ambasador w Moskwie William Burns (późniejszy dyrektor CIA) wysłał depeszę, której temat brzmiał: „Nyet oznacza Nyet”. Napisał, że przystąpienie Ukrainy do NATO stanowiło „najważniejszą z wszystkich czerwonych linii dla rosyjskiej elity (nie tylko Putina)”, i dodał, że Rosja była szczególnie zaniepokojona tym, iż głębokie podziały wewnątrz Ukrainy dotyczące członkostwa w NATO „mogą doprowadzić do poważnego rozłamu, połączonego z przemocą lub, w najgorszym przypadku, do wojny domowej. W takiej sytuacji Rosja musiałaby podjąć decyzję o interwencji – a jest to decyzja, przed którą Rosja nie chce stanąć”. Dziesięć lat wcześniej George Kennan, twórca strategii powstrzymywania, powiedział „New York Timesowi”, że rozszerzenie NATO było „najbardziej fatalnym błędem amerykańskiej polityki w całej erze po zimnej wojnie” oraz „początkiem nowej zimnej wojny”. Stephen Cohen i John Mearsheimer od lat wystosowywali to samo ostrzeżenie: popchnięcie Ukrainy w kierunku NATO i Zachodu zmusi Rosję do reakcji militarnej. Ostrzeżenia były jasne, powtarzane i ignorowane. Polityka ta była kontynuowana.

Dlaczego europejskie elity postępują wbrew interesom swoich krajów

Prawie wszyscy analitycy z mediów alternatywnych są zdumieni widokiem europejskich polityków zachowujących się tak, jakby ich kraje nie miały żadnych własnych interesów. Rosja nie jest jedynie konwencjonalnym supermocarstwem wojskowym – zajmującym drugie miejsce po Stanach Zjednoczonych w niezależnych rankingach, takich jak Global Firepower Index, i wielokrotnie opisywanym przez samego Naczelnego Dowódcę Sił Sojuszniczych NATO, generała Christophera Cavoli, jako kraj dysponujący potężnym potencjałem w wielu dziedzinach, na który wojna na Ukrainie nie ma większego wpływu. Jest to również potęga nuklearna pierwszej klasy.

Długoterminowe bezpieczeństwo i przetrwanie gospodarcze Europy zależą od dostępu do rosyjskiej energii i surowców; jest to coś, co niemieccy przemysłowcy i wielu bardziej trzeźwo myślących polityków rozumie od dawna. To, że obecne kierownictwo Europy wydaje się niezdolne do uznania tej podstawowej rzeczywistości, nieustannie zadziwia obserwatorów spoza głównego nurtu.

Według doświadczonego korespondenta wojennego Patrika Baaba, zarówno elity europejskie, jak i ukraińskie potrzebują trwającego konfliktu, by zabezpieczyć własne przetrwanie polityczne i realizację swych ambicji. Przywódcy z Europy Zachodniej, którzy kierowali swoje kraje ku wojnie i jej finansowym konsekwencjom, nie mogą przyznać się do porażki bez utraty władzy, dlatego też eskalują konflikt jeszcze bardziej. Dodaje on, że niektóre elity niemieckie kierują się również utrzymującą się chęcią zemsty za historyczne porażki, takie jak Stalingrad. Jest to z pewnością ważna część wyjaśnienia. Trudno jednak uwierzyć, że takie autodestrukcyjne zachowanie nie wynika również ze świadomej amerykańskiej manipulacji europejską polityką. Argumenty przemawiające za systematycznym wpływem Stanów Zjednoczonych na europejski proces decyzyjny są silniejsze, niż większość grzecznych dyskusji politycznych jest gotowa przyznać.

Pułkownik Lawrence Wilkerson (były szef sztabu Colina Powella) opisuje, w jaki sposób Stany Zjednoczone systematycznie wymuszały polityczne posłuszeństwo Europy i rozszerzenie NATO poprzez skoordynowane operacje wywierania wpływu. Po zakończeniu zimnej wojny, Waszyngton uznał, że każde państwo europejskie – niezależnie od wielkości, stopnia demokratyzacji czy woli społeczeństwa – powinno przystąpić do NATO. W przypadku krajów, które wolały zachować neutralność lub których społeczeństwa sprzeciwiały się członkostwu, Stany Zjednoczone prowadziły kampanie wzorowane na „kolorowych rewolucjach”. Obejmowały one działania sieci organizacji pozarządowych, organizacji quasi-rządowych, agencji rządowych oraz głośne wizyty amerykańskich senatorów i posłów, które celowo wspierały pro-natowskie mniejszości polityczne („tyrania mniejszości”) zamiast opinii większości. Dzięki temu udało się wciągnąć do sojuszu takie kraje jak Czarnogóra i Albania.

Wilkerson dodaje, że CIA, USAID i powiązane instytucje zostały wykorzystane do kształtowania Europy po zakończeniu zimnej wojny – szkoląc i promując przywódców posłusznych, a jednocześnie odsuwając na bok tych, którzy nie pasowali do pożądanego profilu. Przypomina, jak nieustannie identyfikowano i wybierano polityków, których „potrzebowaliśmy”, skreślając pozostałych z listy. Zadanie to realizowały zespoły krajowe i ambasadorzy w terenie, kierowani czasem przez Departament Stanu, a czasem przez CIA.

Ten schemat wywierania wpływu nie jest nowy. Jak wyjaśnił pułkownik L. Fletcher Prouty – który przez lata koordynował wsparcie wojskowe dla tajnych operacji CIA – w swojej książce „The Secret Team” na temat Programu Pomocy Wojskowej:

«Istotnym aspektem Programu Pomocy Wojskowej jest to, że wprowadził on pewne nowe definicje roli i odpowiedzialności sił zbrojnych kraju. Początkowo definicje te wydawały się całkiem trafne i sprawiały, że Program Pomocy Wojskowej nabrał większego znaczenia dla Amerykanów. Jednak wraz z upływem lat, gdy działania w ramach MAP stały się rutyną, a te wcześniejsze doktryny weszły na stałe do „języka wojskowego” obu zaangażowanych stron – Stanów Zjednoczonych i kraju przyjmującego – zaczęły one powodować subtelne zmiany w roli amerykańskich sił zbrojnych. Doprowadziło to do bardzo wyrafinowanej formy bezpośredniej interwencji w sprawy wewnętrzne czterdziestu krajów przyjmujących, a w niektórych przypadkach skutkowało bezpośrednio oddzieleniem sił zbrojnych danego kraju od kontroli politycznej poprzez praktyki, które zostaną wyjaśnione. W tym sensie rozbudowane deklaracje misji programów wzajemnego bezpieczeństwa stanowią dopracowaną przykrywkę. Program pomocy wojskowej staje się środkiem, dzięki któremu [Tajny Zespół] może, ilekroć wykryje lub podejrzewa „inspirowaną przez komunistów wywrotową rebelię”, zwiększać swoją rolę w siłach zbrojnych i organizacjach politycznych kraju przyjmującego, aż do momentu, gdy problem przerodzi się w wybuch otwartej wrogości. W ten sposób „strażak” staje się człowiekiem, który podpala, a nie tym, który gasi pożary».

Przez „tajny zespół” Prouty miał na myśli nieformalną sieć wysokich rangą funkcjonariuszy CIA, personelu wojskowych operacji specjalnych oraz ich sojuszników w władzy wykonawczej i sektorze prywatnym, która działała przy ograniczonym nadzorze i wykorzystywała oficjalne programy, takie jak pomoc wojskowa, jako narzędzia tajnych interwencji. To, co opisał w odniesieniu do Trzeciego Świata w okresie zimnej wojny, ma wyraźne odpowiedniki na arenie europejskiej po zakończeniu zimnej wojny: stopniową integrację krajowych sił zbrojnych ze strukturami NATO, ciągły przepływ pomocy wojskowej i szkoleń oraz stopniowe uniezależnianie tych sił od wyłącznie krajowej kontroli politycznej – a wszystko to pod przykrywką wzajemnego bezpieczeństwa oraz „odstraszania”.

Aby uniemożliwić dojście do władzy politykom, których Waszyngton nie popierał, stosowano brutalne metody. Od sieci Gladio typu „stay-behind”, które stworzyły tajne struktury zarówno w krajach NATO, jak i w krajach neutralnych, i dopuściły się aktów terroryzmu, które pomogły utrzymać pod kontrolą wszelkie rzeczywiste wpływy lewicy lub sił suwerennych, po nierozwiązane lub podejrzanie zsynchronizowane zabójstwa takich postaci jak Aldo Moro, Olof Palme https://en.wikipedia.org/wiki/Olof_Palme oraz Alfred Herrhausen https://en.wikipedia.org/wiki/Alfred_Herrhausen – przywódców, którzy zagrażali istniejącemu porządkowi atlantyckiemu lub dążyli do bardziej niezależnych rozwiązań gospodarczych oraz tych dotyczących bezpieczeństwa; schemat ten polega na selektywnym wywieraniu presji i eliminacji. (https://babylonianempire.wordpress.com/?s=Aldo+Moro)

Do tego dochodzi potwierdzona inwigilacja Angeli Merkel i innych europejskich przywódców przez NSA, a także cichsze, ale uporczywe kształtowanie kadry poprzez masowe programy propagandowe oraz elitarne programy społecznościowe, takie jak „Young Global Leaders” Światowego Forum Ekonomicznego, które umieściły postacie o poglądach atlantystycznych w kluczowych ministerstwach, bankach centralnych i instytucjach UE na całym kontynencie. (https://babylonianempire.wordpress.com/?s=young+global+leaders) Gdy spojrzy się na te instrumenty w połączeniu z długą historią sprzeciwu Stanów Zjednoczonych wobec prawdziwej europejskiej neutralności, wyłania się obraz nieustannych wysiłków mających na celu zapewnienie, by europejskie elity polityczne pozostawały strukturalnie posłuszne Waszyngtonowi, także gdy w sposób oczywisty szkodzi to materialnym interesom ich własnych społeczeństw.

Ten sam schemat, który przygotował Ukrainę do całkowitej mobilizacji, jest obecnie stosowany w Europie, tyle że na większą skalę i z większym wyrafinowaniem. Na Ukrainie proces ten przebiegał w przyspieszonym tempie: zniszczenie przemysłu w Donbasie, zerwanie powiązań energetycznych i handlowych z Rosją, systematyczne zubożanie znacznej części społeczeństwa oraz utrzymywanie permanentnego stanu egzystencjalnego zagrożenia. Równolegle z materialną dewastacją toczyła się kompleksowa czystka informacyjna i polityczna. Partie opozycyjne, które opowiadały się za jakąkolwiek formą normalizacji stosunków z Rosją, zostały zawieszone, a później zakazane. Ograniczono lub wyeliminowano media rosyjskojęzyczne. Ludność została odcięta od narracji strony przeciwnej. Rosjan systematycznie dehumanizowano, tak aby idea negocjacji z nimi, a nawet uznania ich człowieczeństwa, stała się politycznie toksyczna.

Europa poddawana jest powolniejszym, ale strukturalnie identycznym działaniom. Zniszczenie gazociągu „Nord Stream”, wymuszone odcięcie od rosyjskiej energii i surowców, wynikająca z tego de-industrializacja (najbardziej widoczna w niemieckim przemyśle chemicznym i motoryzacyjnym), gwałtowny wzrost cen energii oraz stopniowa erozja płac realnych tworzą te same warunki materialne: rosnące bezrobocie, obniżający się standard życia oraz narastające poczucie, że przyszłość została unicestwiona. Jednocześnie potężna kampania propagandowa sprawiła, że Rosja i Rosjanie zostali pozbawieni człowieczeństwa. Pierwsze strony tabloidów (jak udokumentowano w analizach nagłówków szwedzkiego „Expressen”) przedstawiają nieustanny strumień demonizacji. Rosyjscy sportowcy, w tym zawodnicy niepełnosprawni, rosyjskie osobistości świata kultury, a nawet rosyjskie koty na wystawach, zostały poddane zbiorowej karze. Rosyjskie media państwowe zostały zakazane w całej Unii Europejskiej, tak aby obywatele nie mogli usłyszeć argumentów drugiej strony. Partie polityczne lub głosy wzywające do negocjacji lub normalizacji stosunków są marginalizowane, poddawane dochodzeniom lub traktowane jako zagrożenie dla bezpieczeństwa – ta sama logika, która doprowadziła Ukrainę do zakazania jedenastu partii opozycyjnych w pierwszych tygodniach rosyjskiej inwazji.

Ci, którzy podważają tę narrację, ponoszą konkretne konsekwencje zawodowe i osobiste. Jacques Baud, doświadczony analityk szwajcarskich służb wywiadowczych mieszkający w Brukseli, został objęty sankcjami UE w grudniu 2025 roku: bez procesu zamrożono jego aktywa i nałożono ograniczenia w podróżowaniu za przestępstwo polegające na przedstawianiu analiz sprzecznych z oficjalną linią. W Szwecji badaczka stosunków międzynarodowych Frida Stranne została poddana długotrwałej kampanii oczerniania, która sprawiła, że stała się niemal pariasem dla mediów i kręgów politycznych. W Norwegii profesor Glenn Diesen od lat boryka się z systematycznym oczernianiem, kampaniami medialnymi przedstawiającymi go jako rosyjskiego propagandystę, naciskami na jego uczelnię, by go zwolnić, oraz powtarzającymi się próbami odwołania jego publicznych wystąpień. Przesłanie jest jednoznaczne: odejście od zatwierdzonego sposobu przedstawiania sytuacji nie jest prawowitą różnicą zdań, lecz formą nielojalności.

Gdy wystarczająca liczba Europejczyków doświadczy tej samej kombinacji rozpaczy ekonomicznej, izolacji informacyjnej i sfabrykowanego zagrożenia zewnętrznego, z jaką borykali się Ukraińcy, próg polityczny pozwalający wysłać europejskich mężczyzn do „młynka mięsnego” drastycznie się obniży.

Wojna nuklearna prowadzona przez pośredników

Co więcej, ten wpływ na europejski proces decyzyjny można wykorzystać do stworzenia właśnie takiej sytuacji, która została zarysowana wcześniej: Europy wyposażonej w broń jądrową, którą można ustawić jako front jednorazowego użytku w konfrontacji z Rosją, podczas gdy Stany Zjednoczone zachowują zarówno dystans geograficzny, jak i pewną dozę wiarygodnego wyparcia się odpowiedzialności za tę sytuację.

W skrajnej wersji tej logiki, państwa europejskie – czy to poprzez amerykańskie bomby jądrowe, do zrzucania których szkoleni są europejscy piloci w ramach porozumień NATO o wspólnym wykorzystaniu broni jądrowej, czy też poprzez jakąś formę zdolności krajowej lub wspólnej europejskiej – stają się stronami, które efektywnie przekraczają próg jądrowy. Uderzenie przeprowadzone z terytorium krajów skandynawskich lub Niemiec w kierunku Sankt Petersburga lub Moskwy niemal na pewno wywołałoby rosyjską reakcję skierowaną przeciwko krajom, które je przeprowadziły. Nie zmusiłoby to jednak automatycznie Rosji do uderzenia na terytorium Stanów Zjednoczonych, ponieważ groziłoby to wzajemną zagładą tego, co pozostało z cywilizacji przemysłowej, w tym samej Rosji.

Przyjmuje się zatem, że Rosję można zmusić do strategicznego odwrotu – lub do ograniczonej wymiany nuklearnej ograniczonej do Europy – bez konieczności, by Stany Zjednoczone ponosiły odpowiedzialność za zainicjowanie zagrożenia. Oznaczałoby to jawniejsze potwierdzenie porażki, które wielu przedstawicieli zachodnich kręgów bezpieczeństwa nadal uważa za konieczne po roku 1991. Dopiero wtedy, zgodnie z tym tokiem rozumowania, Stany Zjednoczone mogłyby w pełni skupić się na szerszej rozgrywce z Chinami.

Czy w ten sposób kontrolowany wynik jest rzeczywiście możliwy do osiągnięcia po przekroczeniu progu nuklearnego, to już inna kwestia. Praktycznym skutkiem tej strategii jest jednak postawienie kontynentu europejskiego na progu wojny, podczas gdy terytorium Stanów Zjednoczonych pozostaje na razie spokojnym tyłem.

Podobny scenariusz przedstawia profesor Ola Tunanders w swoim artykule „Jak zakończy się wojna na Ukrainie?”:

Scenariusz C: „Wojna będzie trwała, a ataki rakietowe doprowadzą do użycia broni jądrowej. Rosyjskie rakiety „Awangard” i „Oresznik”, wyposażone w uzbrojenie konwencjonalne, prawdopodobnie zniszczą europejskie bazy wojskowe oraz część infrastruktury cywilnej. Brytyjczycy i Francuzi mogą poczuć się zmuszeni do odpowiedzi z użyciem broni jądrowej. Rosja również zareaguje wówczas użyciem broni jądrowej. Brytyjskie i amerykańskie struktury wojskowe w Europie zostaną w znacznej mierze zniszczone. Zginą setki tysięcy ludzi. Straty rosyjskie również będą znaczne, podczas gdy Stany Zjednoczone, podobnie jak Chiny, będą starały się uniknąć wciągnięcia w wojnę. Dojdzie do rozłamu między Stanami Zjednoczonymi a Europą, a NATO może ulec rozpadowi. Cele wojskowe i infrastruktura, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, zostaną zniszczone. Norwegia wyjdzie z tego lepiej, ale zależy to od kierunku wiatru”.

Jeśli cofniemy się w czasie i przyjrzymy się amerykańskim planom na wypadek wojny nuklearnej z czasów zimnej wojny, okaże się, że nie jest to wcale niemożliwe. Zależy to jedynie od tego, jakie siły sprawują władzę w Stanach Zjednoczonych, a ja zdecydowanie uważam, że wszystko wskazuje na to, iż zmierzają one w kierunku jeszcze bardziej skrajnego reżimu. Dobrobyt Ameryki zależy od możliwości czerpania wartości dodanej z reszty świata. Dolar jako waluta rezerwowa, przewaga technologiczna, genialna propaganda i siły zbrojne były narzędziami służącymi do utrzymania tego systemu. Narzędzia te tracą obecnie swoją skuteczność, między innymi z powodu krajów BRICS – jednak muszą one nadal podtrzymywać system, jeśli Ameryka chce uniknąć załamania gospodarczego i politycznego. Wojna ta ma charakter egzystencjalny dla wszystkich stron.

Drabina eskalacji

Czy Amerykanie przygotowują grunt pod takiego rodzaju scenariusz? – Wiele rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydają się nie mieć sensu, zaczyna robić się całkiem logiczne, jeśli założymy, że tak właśnie jest.

Wydaje się więc, że odpowiedź brzmi: tak. To, czego jesteśmy świadkami, nie jest serią niepowiązanych ze sobą improwizacji, lecz starannie zaplanowaną eskalacją, w której każda „czerwona linia” została przesunięta do przodu, gdy stało się jasne, że Rosja nie zareaguje totalnym odwetem wcześniej przedstawianym jako powód powściągliwości.

W pierwszych miesiącach wojny zachodni przywódcy mówili wyłącznie o pomocy humanitarnej i ograniczonym sprzęcie obronnym. Sam Biden oświadczył w marcu 2022 roku, że dostarczenie myśliwców – nie mówiąc już o amerykańskich pilotach czy załogach – oznaczałoby „III wojnę światową”. Ta granica została przekroczona. Dostarczono samoloty F-16. Zachodnie systemy dalekiego zasięgu (ATACMS, Storm Shadow i ich odpowiedniki) są obecnie rutynowo wystrzeliwane z terytorium Ukrainy w głąb Rosji. Ukraińskie drony uderzyły w bazy lotnicze, w których stacjonują strategiczne bombowce zdolne do przenoszenia broni jądrowej, położone tysiące kilometrów od linii frontu – operacja ta wymagała tak zaawansowanej logistyki, że trudno zignorować twierdzenia o wsparciu wywiadowczym i technicznym ze strony Zachodu. Udokumentowano, że brytyjskie sieci wywiadu wojskowego planują i szkolą tajne ukraińskie oddziały partyzanckie i sabotażowe do ataków na rosyjskie cele. Pociski i drony, które lądują na terytorium Polski lub Rumunii, są w pierwszej kolejności przypisywane Rosji – niezależnie od późniejszych ustaleń technicznych. Zniszczenie gazociągu Nord Stream zostało natychmiast przedstawione jako działanie Rosji. Równolegle z tą eskalacją militarną toczy się systematyczna kwarantanna kultury i sportu wszystkiego, co rosyjskie, dopełniająca przygotowanie psychologiczne poprzez uczynienie przeciwnika totalnie „innym”.

Wcześniej każdy z tych kroków uznawano za nie do pomyślenia. Jednak po jego wykonaniu stawał się nowym punktem odniesienia. Efekt polityczny ma charakter kumulacyjny: europejska opinia publiczna i jej przywódcy zostali przyzwyczajeni do postrzegania jako coś normalnego tego, co jeszcze kilka lat temu uznano by za zaangażowanie bezpośrednie.

Widać już kolejne szczeble tej drabiny. W ramach Koalicji Chętnych trwa otwarta dyskusja na temat obecności europejskich żołnierzy na terytorium Ukrainy – przedstawianej jako „siły zapewniające bezpieczeństwo” po zawieszeniu działań wojennych – pomimo rosyjskich oświadczeń, że siły takie będą traktowane jako uzasadnione cele. Ogromne programy zbrojeniowe, otwarcie uzasadniane koniecznością przygotowania się do intensywnego konfliktu z Rosją w ciągu kilku lat, tworzą własną logikę strategiczną: dają Moskwie racjonalną motywację do prewencyjnego uderzenia na europejskie fabryki zbrojeniowe i centra logistyczne. Udany rosyjski atak tego rodzaju dostarczyłby z kolei rządom europejskim kapitału politycznego niezbędnego do stłumienia pozostałej opozycji i przyspieszenia bezpośredniego zaangażowania. Po stronie rosyjskiej głosy wzywające do ograniczonego użycia broni jądrowej przeciwko celom europejskim w celu wzbudzenia strachu nie są już ograniczone do marginesu.

To właśnie w takim kontekście operacyjnym Stany Zjednoczone są w stanie kontrolować eskalację. Koszty — konwencjonalne straty oraz, jeśli sytuacja będzie się nasilać, ograniczona wymiana nuklearna — będą ponoszone przez Europę. Terytorium Stanów Zjednoczonych pozostaje bezpieczną przystanią. Ta sama logika, która niegdyś pozwalała obliczyć „akceptowalne straty” rzędu setek milionów ofiar w europejskiej wymianie nuklearnej w czasach zimnej wojny, znajduje obecnie swój współczesny wyraz w odpowiednio skalibrowanym poziomie ryzyka proxy eskalacji.

„Ukrainizacja” Europy to stopniowa transformacja kontynentu w główne pole bitwy konfliktu, którego strategicznym celem jest wyczerpanie dwóch rywali Ameryki przy jednoczesnym zachowaniu rdzenia amerykańskiej potęgi.

Sama Europa otwiera drzwi dla broni jądrowej w sposób, który jeszcze kilka lat temu byłby politycznie nie do pomyślenia. Ukraińscy przywódcy, w tym prezydent Zełenski, wielokrotnie przedstawiali ten wybór jako dylemat zero-jedynkowy: albo członkostwo w NATO z wiarygodnymi gwarancjami bezpieczeństwa, albo przywrócenie potencjału jądrowego. Opinia publiczna na Ukrainie uległa odpowiedniej zmianie; sondaże wskazują obecnie na znaczne poparcie dla broni jądrowej jako preferowanej alternatywy wobec niepewnych zobowiązań Zachodu. W Niemczech tabu uległo pęknięciu. Generałowie, byli ministrowie spraw zagranicznych i czołowi politycy otwarcie dyskutowali o potrzebie posiadania przez Niemcy taktycznej broni jądrowej lub europejskiego środka odstraszania niezależnego od Stanów Zjednoczonych. Chociaż rząd nadal odrzuca pomysł posiadania własnej bomby jądrowej, trwają rozmowy z Francją na temat „odstraszania wyprzedzającego” — w tym ewentualnego tymczasowego rozmieszczenia francuskich samolotów zdolnych do przenoszenia broni jądrowej na terytorium sojuszników. W Szwecji minister obrony oświadczył, że w czasie wojny na terytorium Szwecji można by zaakceptować obecność broni jądrowej, a rząd potwierdził wstępne rozmowy z Francją i Wielką Brytanią na temat współpracy w dziedzinie broni jądrowej.

Umowy o współpracy w dziedzinie obronności podpisane przez Szwecję i Finlandię ze Stanami Zjednoczonymi celowo pozostawiają tę kwestię otwartą: nie zawierają one jednoznacznego zakazu w czasie pokoju, który uniemożliwiałby wprowadzenie amerykańskiej broni jądrowej w sytuacji kryzysowej lub w czasie wojny. Szwecja uczestniczyła już w ćwiczeniach jądrowych NATO „Steadfast Noon”. Na całym kontynencie dyskusja przesunęła się od całkowitego odrzucenia do planowania na wypadek sytuacji kryzysowych. W praktyce oznacza to przygotowanie terytorium Europy, uzyskanie europejskiej zgody politycznej oraz dostosowanie europejskich systemów przenoszenia do pełnienia roli w kontekście broni jądrowej – a jest to właśnie ta rola, która jest niezbędna, jeśli Stany Zjednoczone zamierzają ograniczyć ewentualną ograniczoną wymianę uderzeń jądrowych do teatru działań wojennych w Europie i na razie uchronić terytorium Stanów Zjednoczonych przed zagładą jądrową.

Interpretacja ta zyskuje na znaczeniu w świetle faktu, że podsekretarz obrony ds. polityki Elbridge Colby nadzoruje obecnie tajny przegląd strategii jądrowej, który celowo kładzie większy nacisk na taktyczną broń jądrową krótkiego zasięgu przeznaczoną do konfliktów regionalnych z Rosją lub Chinami. Zamiast opierać się przede wszystkim na groźbie masowego odwetu strategicznego, przegląd ten ma na celu poszerzenie „przestrzeni decyzyjnej” prezydenta o bardziej wiarygodne systemy o mniejszej mocy, które mogłyby zostać użyte przeciwko konkretnym celom wojskowym bez automatycznego wywołania totalnej wojny jądrowej. Urzędnicy zaznajomieni z tymi pracami opisują je jako wzmocnienie rozszerzonego odstraszania i zarządzania eskalacją w cieniu zagrożenia nuklearnego – czyli właśnie tego rodzaju wyważonych możliwości operacyjnych na poziomie teatru działań wojennych, które uczyniłyby bardziej prawdopodobne wysyłanie sygnałów nuklearnych za pośrednictwem terytorium Europy, przy jednoczesnym zachowaniu terytorium Stanów Zjednoczonych jako strategicznej bazy tyłowej.

Definiowanie zwycięstwa

W tym świetle dawne kalkulacje z czasów zimnej wojny dotyczące „wygrania” konfliktu nuklearnego nabierają nowego, mrożącego krew w żyłach znaczenia. Wspomniane oceny z lat 70-tych, znane z oświadczenia Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, zgodnie z którym Ameryka mogłaby stracić dwieście milionów ludzi, a mimo to dysponować populacją większą niż w czasach wojny secesyjnej, były zimnymi, wyrachowanymi analizami mającymi na celu zapewnienie przetrwania elity rządzącej i kluczowych instytucji władzy, nawet gdyby ogromna liczba zwykłych ludzi zginęła.

Prawdziwym miernikiem zwycięstwa było przetrwanie struktur dowodzenia, protokołów sukcesji, wzmocnionych bunkrów dowódczych, powietrznych stanowisk dowodzenia oraz wystarczających zasobów przemysłowych i finansowych (rezerwy walutowe, kadry kluczowych pracowników), aby utrzymać funkcjonujący amerykański aparat państwowy na szczycie systemu globalnego.

Programy zapewnienia ciągłości działania rządu (COG), takie jak Mount Weather, Raven Rock, bunkier kongresowy w Greenbrier, mobilne konwoje dowodzenia oraz rozmieszczone z wyprzedzeniem zespoły wsparcia sukcesorów, stworzone w celu ochrony urzędu prezydenta, Krajowego Dowództwa, zdolności Rezerwy Federalnej do ponownego emisji waluty oraz łańcucha dowodzenia, który pozwala na kontynuację czerpania wartości w warunkach post-apokaliptycznych. Ta sama logika, która w latach 70-tych i 80-tych tolerowała „akceptowalne straty” w skali cywilizacyjnej, znajduje obecnie swoje odzwierciedlenie w wyważonym ryzyku eskalacji konfliktu zastępczego w Europie.

Jeśli terytorium krajów skandynawskich, Niemiec lub jakiegokolwiek innego państwa europejskiego stanie się bazą wypadową dla ataków, które sprowokują rosyjski odwet, kontynentalna część Stanów Zjednoczonych, chroniona odległością i doktryną wzajemnego zagwarantowanego zniszczenia (MAD), zachowa swoją władzę, dominację energetyczną oraz pozycję pozwalającą dyktować warunki Europie rozerwanej na strzępy oraz krwawiącej Rosji.

Te same siły, które zainwestowały w niezależność energetyczną Stanów Zjednoczonych, odcięły Europie bezpośrednie źródło zaopatrzenia w energię z Rosji i utrzymały opcję proxy-eskalacji nuklearnej, rozumieją, że prawdziwą strategiczną porażką dla Ameryki byłaby utrata zdolności do dyktowania warunków globalnego wydobycia surowców. Ograniczona wymiana nuklearna, ograniczona głównie do terytoriów Europy i Rosji, po której nastąpiłaby odbudowa pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych na warunkach wyprzedaży po zaniżonych cenach, wpisuje się w ten schemat.

Gdy Europa i Rosja wyniszczą się nawzajem w konwencjonalnej wojnie na wyczerpanie lub w ograniczonej wymianie nuklearnej, pozostawiając kontynent w ruinie, jego przemysł dostępny za grosze, a pozostałą przy życiu ludność w desperacji, Stany Zjednoczone będą wreszcie mogły zdecydowanie skierować swoją uwagę na swojego jedynego prawdziwego równego sobie konkurenta: Chiny.

Amerykańscy stratedzy wojskowi od dawna twierdzą, że prawdziwym zagrożeniem egzystencjalnym nie jest Moskwa, lecz Pekin. Oficjalna doktryna w coraz większym stopniu to odzwierciedla: Strategia Obrony Narodowej z 2026 r. nadaje priorytet obronie terytorium kraju oraz powstrzymywaniu Chin w regionie Indo-Pacyfiku.

Krwawiąca Rosja nie będzie w stanie skutecznie wspierać Chin; a Stany Zjednoczone, które czerpały nadwyżkę wartości z upadku Europy, mają nadzieję, że będą w stanie stawić czoła Pekinowi z pozycji względnej siły – czy to poprzez gospodarcze dławienie, czy też starannie wyważony konflikt na Pacyfiku, który ponownie ma na celu oszczędzenie terytorium Stanów Zjednoczonych od działań wojennych. Ta sama logika, która raz pozwalała obliczyć dopuszczalne straty w europejskiej wymianie nuklearnej, stanowi teraz podstawę planowania działań w regionie Indo-Pacyfiku: zwycięstwo definiuje się nie przez przetrwanie ludności, ani nawet formalnych sojuszników, ale przez utrzymującą się zdolność systemu amerykańskiego do dyktowania warunków globalnego czerpania korzyści kosztem swojego głównego rywala.

Cui Bono?

Większość ludzi uznaje działania Ameryki pod rządami neokonserwatystów za czyste szaleństwo, ale jak nauczył nas Michael Parenti:

„Stwierdzenie, że polityka George’a Busha nie jest skuteczna, jest opinią bezsensowną. Nie jest to opinia zdefiniowana politycznie. Trzeba zadać pytanie: skuteczna dla kogo? – Cui bono?

Kiedy myślisz, że ci, którzy tobą rządzą, którzy rządzą bogactwem, którzy kontrolują rynki, siłę roboczą i zasoby społeczeństwa, ustalają płace i kontrolują rynek mediów – kiedy myślisz, że są głupi, to ty jesteś głupi. Rozumiesz? OK!

Jeśli wiesz to i nie wiesz nic więcej, wiesz więcej niż gdybyś wiedział wszystko inne, ale nie wiedział tego. Kiedy rządzący wydają się pędzić na oślep ku katastrofie, zapytaj: komu to służy!”

Ostatecznie, najsilniejszym motywem stojącym za całą tą strategią może być ten najprostszy i najbardziej prywatny. Sieci, które były motorem porządku ustanowionego po zakończeniu zimnej wojny, wiedzą, że prawdziwy upadek systemu nie tylko położyłby kres ich geopolitycznej dominacji – ale także ujawniłby ich prawdziwe oblicze. Nie dałoby się już dłużej ukrywać licznych nielegalnych wojen, fałszywych pretekstów, grabieży gospodarczej i celowego poświęcania sojuszników. Chińscy urzędnicy zaczęli już publicznie wymieniać te zbrodnie; inni pójdą w ich ślady, jeśli zawiedzie mechanizm ochronny systemu.

Dla tych, którzy od dziesięcioleci żyją ponad prawem, „ukrainizacja” Europy i świadome ryzyko eskalacji konfliktu nuklearnego są aktami samozachowawczymi. Lepiej doprowadzić kontynent do desperacji i wymusić konfrontację, która utrzyma system przy życiu, niż stawić czoła dniu, w którym “muzyka ucichnie” i nastąpi ostateczne rozliczenie.

Strategia ta może zatem polegać nie tyle na zapewnieniu trwałej hegemonii amerykańskiej, co na odłożeniu w czasie momentu, w którym sprawiedliwość w końcu dopadnie tych, którzy traktowali inne kraje jak dobra jednorazowego użytku.

INFO: https://mattiasforsgren.substack.com/p/hegemonic-logic (przekład automatyczny; wszystkie odnośniki w tekście oryginalnym)