Jak Stany Zjednoczone w krajach sojuszniczych NATO eksperymentowały na ludności cywilnej

60% Polaków popiera wojskowe eksperymenty na własnych dzieciach

Opublikowano: 30.06.2026 wolnemedia/60-polakow-popiera-wojskowe-eksperymenty-na-wlasnych-dzieciach

==================================

komentarz autora:

 „Taki artykuł musiał powstać, bo zło i barbaria zbliża się do naszego kraju. Wiem, że przeczyta go max kilka tysięcy osób.
Ale nawet kilka tysięcy może chociaż trochę przewrócić światopogląd innych na właściwą stronę.”

==============================================

Przypomnijmy, że Prawo i Sprawiedliwość, amerykańsko-żydowska partia wewnętrzna działająca na terytorium Polski, w 2020 roku podpisała haniebną umowę ze Stanami Zjednoczonymi, dokładnie w 100. rocznicę wypchnięcia spod Warszawy innej barbarzyńskiej armii, która chciała nas podbić i zniewolić. Na mocy tej umowy Polska zrzeka się suwerenności na swoim terytorium, oddając ją obcemu mocarstwu. Projekt fundacji „Ad Arma” ustalił, że warunki polsko-amerykańskiej umowy są gorsze niż podobnych umów USA z krajami przez Stany Zjednoczone podbitymi.

Tam gdzie pojawia się wojsko Stanów Zjednoczonych, obok Izraela najbardziej barbarzyńskiego państwa na świecie, tam pojawiają się także eksperymenty na ludności cywilnej. Nie tylko testowanie chemikaliów czy też nowych rodzajów broni. Także brutalne tortury, gwałty i mordowanie cywilów w krajach sojuszniczych. W tym dzieci.

Krótko mówiąc: Oddaliśmy swój kraj obcym siłom bez jednego wystrzału. Ale nie to jest najgorsze.

Historia zna przykłady tego jak Stany Zjednoczone eksperymentowały na ludności cywilnej w krajach sojuszniczych. Od podawania ludziom narkotyków, aby przetestować ich działanie (Francja), przez przygotowywanie wojskowych puczów i wprowadzanie ustroju autorytarnego (Norwegia, Włochy, Turcja), podawanie ludziom chemikaliów a po przetestowaniu mordowaniu ich, w tym uchodźcom wojennym z naszej części Europy (Niemcy), aż po testowanie oddziaływania broni jądrowej i termojądrowej na nieświadomych tego ludziach (Wyspy Marshalla, Japonia), czy też broni chemicznej (Japonia, Wietnam Południowy). O salach tortur CIA w krajach sojuszniczych nie wspominając, gdyż tam prowadzono eksperymenty na ludności sprowadzanej z zewnątrz. Ale również ludności miejscowej, jak w Turcji.

W tym artykule zajmę się więc przykładami tego jak Stany Zjednoczone w krajach sojuszniczych NATO eksperymentowały na ludności cywilnej. Podam także przykłady krajów nie będących państwami NATO gdzie USA prowadziły nieludzkie eksperymenty na cywilach. Zajmę się także ochroną przez amerykańskie służby krajów, które pozyskiwały z Polski kobiety, wywoziły je w celach eksploatacji seksualnej po czym mordowały i pozbywały się ciał, traktując polskie kobiety jak łup, jak zwierzynę. Nie trzeba chyba wspominać, że robił to Izrael.

FRANCJA 1951

W 1951 roku w francuskiej miejscowości Pont-Saint-Esprit ludzie nagle zaczęli szaleć. Jedna osoba zaczęła uważać się za samolot, wyskoczyła z drugiego piętra co spowodowało jej śmierć. 11-letni chłopiec chciał udusić swoją matkę. Inne osoby miały ataki halucynacji i drgawki. Szybko ustalono że przyczyną jest chleb. W przebadanych rodzinach ci którzy jedli chleb zachorowali, ci którzy nie jedli nie zachorowali.

Śledztwo francuskie nie wykazało niczego nadzwyczajnego natomiast w brytyjskim periodyku naukowym opublikowano pracę, która stwierdziła, że powodem zatrucia i masowej paniki oraz problemów psychicznych ludności Pont-Saint-Esprit był grzyb sporysz. Pasożyt żyta.

W poranek wybuchu epidemii nad miasteczkiem leciał jednak samolot. Dwóch autorów prac o tych wydarzeniach Peter Janney oraz Hans Albarelli – ten drugi opierając się na dokumentach CIA – stwierdziło, że przyczyną zatrucia było rozpylenie nad miastem przez amerykański wywiad substancji narkotycznej, wytwarzanej ze sporyszu – LSD. Amerykańskie wojsko w przeszłości oraz przyszłości rozpylać będzie chemikalia nad dzielnicami cywilnymi, aby przetestować ich działanie. W tym także w Stanach Zjednoczonych, gdzie w wyniku tych barbarzyńskich działań ginąć będą ludzie. Między innymi w Kalifornii.

Dwie godziny przed południem do miejscowego lekarza wszedł rolnik, który machał rękoma jakby odganiał się od pszczół. Chwilę później wszedł kolejny mieszkaniec Pont-Saint-Esprit i także zachowywał się jak niezrównoważony psychicznie, notorycznie bełkocząc. Twierdząc, że w jego ciele pełzają węże. W następnych godzinach do tegoż medyka przychodzili kolejni dziwnie zachowujący się mieszkańcy francuskiego miasteczka. W sumie leczono tego dnia 75 osób, z których 22 trzeba było zamknąć w stodole z powodu braku miejsc w klinice. Część z nich trzeba było przywiązać do łóżek aby nie zrobili krzywdy sobie oraz innym. Niektórym zakładano kaftan bezpieczeństwa.

Jednak prawdziwy horror dotknął francuskie dzieci. Jedno z nich, jak już wspomniałem, chciało zabić własną matkę. Inne biegało po ulicy i krzyczało, że martwi ludzie wychodzą z grobów na cmentarzu i zamierzają wszystkich zjeść. Nastoletnia dziewczynka rozebrała się i wydawała z siebie głosy zwierząt gospodarskich. 5-letnie dziewczynka z kolei twierdziła, że tygrysy będą jeść ludzi. Bełkotała że krew spływa z sufitu.

Zwariowały także zwierzęta domowe. Niektóre padły.

Halucynacje dotknęły w sumie 250 osób. 4 z nich zmarły (niektóre źródła podają jednak 7 ofiar). Zaburzenia dotykały dzieci dużo szybciej niż osoby dorosłe. „Według zespołu Gabbi u dzieci zaburzenia rozwijały się szybciej niż u dorosłych” – napisał Albarelli.

Poważne problemy miały także kobiety w ciąży, które obficie krwawiły w wyniku zatrucia.

Dopiero pod koniec lat 1960. zaczęło się pojawiać w kontekście Pont-Saint-Esprit słowo LSD. John Fuller, dziennikarz śledczy, zaczął badać sprawę. W 1968 roku opublikował książkę, która podsumowywała epidemię z francuskiego miasteczka jako coś co zostało spowodowane czymś zbliżonym do LSD. W 1969 roku inny autor potwierdził ustalenia Fullera.

Fuller pominął jednak, że odkrywca LSD Hoffmann, był latem (do zatrucia doszło 15 sierpnia) 1951 roku w tym francuskim mieście. Latem 1951 roku we Francji byli także naukowcy z Fort Detrick, amerykańskiego laboratorium broni biologicznej. W tym Frank Olson, który zostanie zamordowany, najprawdopodobniej przez CIA, gdyż będzie już miał dość uczestniczenia w nieludzkich eksperymentach. Stephen Kinzer, autor pracy „Poisoner in chief” napisał: „Olson spędził dziesięć lat w Camp Detrick i znał większość, jeśli nie wszystkie, tajemnice Wydziału Operacji Specjalnych. Wielokrotnie bywał w Niemczech. […] Był jednym z kilku naukowców z Wydziału Operacji Specjalnych, którzy 16 sierpnia 1951 r. przebywali we Francji, kiedy cała francuska wioska Pont-St.-Esprit została w tajemniczy sposób ogarnięta masową histerią i gwałtownym majaczeniem, które dotknęły ponad dwustu mieszkańców i spowodowały siedem ofiar śmiertelnych”.

Hoffmann wiele lat później, pod koniec lat 1970., opisał wydarzenia z Francji jednak ani słowem nie wspomniał, że był tam tegoż lata.

Nie tylko amerykańscy badacze zasugerowali narkotyki jako przyczynę zniszczenia zdrowia mieszkańców Pont-Saint-Esprit. Także brytyjski lekarz Donald Johnson zasugerował środek odurzający.

Jednak prawdziwy przełom nastąpił pod koniec pierwszej dekady XXI wieku kiedy, po książce Hansa Albarellego, poważne media zainteresowały się operacją zatrucia francuskiej miejscowości.

Albarelli w swojej pracy opublikował dokument CIA zatytułowany „Re: Pont-Saint-Esprit and F.Olson Files. SO Span/France Operation file, inclusive Olson. Intel files. Hand carry to Belin – tell him to see to it that these are buried”, który to jakoby ma dowodzić, że CIA przeprowadziła eksperymenty na mieszkańcach Pont-Saint-Esprit za pomocą LSD. To znaczy wykazałby gdyby został w pełni odtajniony. Wzmocnił go przekaz dokumentu armii Stanów Zjednoczonych z 1949 roku, który jasno stwierdzał, że wojsko ma zacząć rozpylać narkotyki halucynogenne, właśnie owe LSD, „w terenie”. Jakby tego było mało Albarelli dotarł do dokumentu z 1954 roku który zawierał rozmowę agenta CIA z przedstawicielem firmy Sandoz. Była ona jedynym producentem LSD. Dokument ten cytuje pracownika firmy, który jasno daje do zrozumienia, że to nie chleb ani sporysz były źródłem zatrucia. Lecz LSD.

O ile media brytyjskie takie jak BBC wprost nie stwierdziły, że CIA była sprawcą, o tyle inne, także brytyjskie lecz również australijskie nie miały już wątpliwości, że amerykański wywiad był sprawcą wydarzeń z Francji z 1951 roku.

Brytyjski „The Telegraph” bez cienia wątpliwości stwierdził we wstępie swojego artykułu pt. „Francuski chleb z dodatkiem LSD w eksperymencie CIA” iż „trwająca 50 lat zagadka dotycząca »przeklętego chleba« z Pont-Saint-Esprit, który wywołał u mieszkańców halucynacje, została rozwiązana po tym, jak pewien pisarz odkrył, że Stany Zjednoczone dodały do chleba LSD w ramach eksperymentu”.

Najmocniejszym dowodem, o którym wspomina zarówno tekst „The Telegraph” jak i książka Albarellego, na której artykuł jest oparty, jest rozmowa autora z współpracownikami Franka Olsona, zamordowanego agenta CIA, który chciał zakończyć swój udział w nieludzkich eksperymentach, w której to rozmówcy Albarellego stwierdzają, że Pont-Saint-Esprit było miejscem eksperymentu Armii Stanów Zjednoczonych oraz Centralnej Agencji Wywiadu USA mającego na celu zbadanie wpływu narkotyków na możliwości manipulowania ludzką percepcją. Naukowcy ci, pracujący w laboratorium Fort Detrick, zakomunikowali, że zatruto lokalne produkty spożywcze, dodatkowo rozpylając LSD z samolotu.

Innym dowodem, który wzmacniał przekaz Albarellego był dokument Komisji Rockefellera z 1975 roku, który mówił o tym, że w celu eksperymentowania na obywatelach Francji zatrudniono do tego innych obywateli francuskich.

NORWEGIA 1952-1967

Norwegia była specyficznym miejscem amerykańskich eksperymentów wojskowych. Wojsko USA chciało w kraju tym kontrolować tajne jednostki pozostające w cieniu, aby za ich pomocą manipulować polityką państwa. Warunkiem członkostwa w NATO było posiadanie zasobów zdolnych do prowadzenia wojny niekonwencjonalnej. Norwegia sama więc, stając się członkiem sojuszu, zaprosiła do siebie tych, którzy będą chcieli decydować o losie obywateli tego kraju oraz samej Norwegii.

Przystąpienie do NATO wiązało się także ze stworzeniem list proskrypcyjnych osób przeznaczonych do aresztowania w „sytuacji nadzwyczajnej”. Wiemy z historii Niemiec Zachodnich iż takie osoby miały być eliminowane. Czyli mordowane.

Tworzenie tajnych jednostek stay-behind w Norwegii przypada na rok 1948. Jednak zgodnie z definicją z 1952 roku tajna armia miała podlegać Szefowi Sztabu norweskiej armii. A nie Stanom Zjednoczonym. Waszyngton jednak chciał to zmienić. Chciał przejąć kontrolę nad tajnymi grupami paramilitarnymi w Norwegii, aby manipulować tym krajem w swoim interesie. Nie byłoby to możliwe bez amerykańskiego wojska stacjonującego w tym kraju.

Wojska NATO pojawiły się w Norwegii, a jakże, w 1952 roku.

Tajna armia Norwegii ROC od przełomu lat 1940. i 1950. utrzymywała związki z CIA, w tym związki finansowe. Przypuszcza się że Amerykanie mieli listy członków tej struktury. Twórca tajnej armii, minister obrony Hague jasno stwierdził, że jej istnienie było bardziej w interesie USA i Wielkiej Brytanii niż Norwegii. Wszak po co komu wojsko, zinfiltrowane przez obce siły, które mogą nim manipulować i je wykorzystywać do swoich celów?

Pomimo, że w utworzenie, szkolenie i istnienie ROC zaangażowane były trzy siły: Londyn, Waszyngton i Oslo, 50% kosztów sprzętu nie wliczając w to sprzętu radiowego, oraz 100% kosztów szkolenia, pokrywała strona norweska. Norwegia sama sobie finansowała wojsko złożone ze swoich obywateli – żołnierzy i strażników granicznych – którzy mieli prowadzić działania wymierzone w zdrowie i życie obywateli Norwegii, oraz system polityczny kraju, w interesie Anglosasów.

Cóż, Polska sfinansuje miliardami dolarów amerykańską stałą bazę okupacyjną, aby wojsko USA mogło eksperymentować na polskich dzieciach nie tylko poprzez broń psychotroniczną rozmieszczoną przez Elona Muska i Pentagon na orbicie okołoziemskiej, lecz także dużo przyziemnymi (dosłownie) sposobami. A jak ktoś wykryje ten niecny proceder to sprawca ucieknie do eksterytorialnej bazy i wyleci następnie szybko do USA. I ślad po nim zaginie.

Tajna norweska armia pozostająca w cieniu była koordynowana w ramach NATO-wskiego departamentu działań specjalnych. We wspomnianym już 1952 roku Naczelne Dowództwo Sił NATO w Europie postanowiło zwołać spotkanie, którego celem miało być omówienie działań tajnych armii w Europie oraz stosunków ROC z NATO-wskimi strukturami je nadzorującymi. Norwegowie i Duńczycy ustalili, że ich armie będą aktywowane dopiero w trakcie okupacji. Amerykanom to się nie podobało.

Skandynawowie stwierdzili także, że będą kontrolowane przez siły krajowe. Miało się to odbywać poprzez wyłączny wgląd sił krajowych w akta członków armii. Amerykanom to się jeszcze bardziej nie podobało.

W tym samym 1952 roku NATO wydało dokument, który oddawał kontrolę nad armiami w „fazie aktywnej” Naczelnemu Dowództwu. Czyli Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii.

Norwegowie nie mieli zamiaru oddawać swojej armii CIA. „To, że kierownictwo ruchu oporu miałoby podlegać amerykańskiemu generałowi i jego międzynarodowemu sztabowi, wywołałoby burzę polityczną w kraju, gdyby wyszło to na jaw przed okupacją” – pisał Daniele Ganser, autor „Tajnych armii NATO”, cytując memorandum norweskiego wywiadu.

Anglosasi uzyskali ostatecznie kontrolę nad norweskimi jednostkami. Kontrolowali więc najbardziej tajne z tajnych struktur siłowych w Norwegii. Dysponowali także danymi jej członków.

Amerykanie nie poprzestali na danych o ROC. Chcieli mieć dane Norwegów o pacyfistycznych i antyNATO-wskich poglądach. Po co im one były? Znając podobne działania w RFN zapewne po to, aby ich zamordować w odpowiednim momencie. Szpieg amerykański, który próbował okradać Norwegię z danych został w połowie lat 1950. aresztowany. Dane wykradzione przez szpiega Waszyngtonu lądowały w Kwaterze Głównej NATO w Paryżu.

W 1957 roku Norwegowie na forum CPC – organu sojuszu nadzorującego tajne armie – zaprotestowali przeciwko robieniu przez Waszyngton i Londyn „czarnych list” wysokich urzędników norweskich. Czyli po prostu list proskrypcyjnych, znanych z III Rzeszy Niemieckiej czy też Związku Sowieckiego. Skandynawowie zagrozili nawet opuszczeniem CPC – organu kontrolnego wojny niekonwencjonalnej. Groźba została oczywiście spełniona. Anglosasi byli w szoku. Jak Europejczycy mogą chcieć sami się rządzić, bez pomocy Waszyngtonu, Londynu czy też kwatery NATO w Paryżu?

W 1958 roku Norwegia jednak do CPC powróciła, w zamian za przeprosiny. I co gorsze, sami oddali następnie kontrolę nad uruchamianiem tajnej armii brytyjskiemu MI6. Sami zrzekli się suwerenności nad własnym krajem.

Prawdziwy skandal wybuchł jednak dopiero w 1967 roku kiedy to opublikowano dokument, który był w zasadzie NATO-wską doktryną Breżniewa., która to zostanie ogłoszona dopiero w 1968 roku przez sowieckiego genseka.

Dokument ten, należący do sojuszu, mówił o tym, że „w przypadku niepokojów wewnętrznych, które mogłyby poważnie wpłynąć na oddziały amerykańskie lub ich misję, takich jak powstanie wojskowe lub szeroki ruch oporu wewnętrznego przeciwko rządowi kraju przyjmującego, [armia amerykańska] musi zrobić wszystko, co w jej mocy, aby stłumić takie niepokoje, wykorzystując własne zasoby”.

Kto jednak miał decydować o tym co jest niepokojem wewnętrznym albo „szerokim ruchem oporu wewnętrznego”? Wachlarz do interpretacji był szeroki. Tak o to Stany Zjednoczone rościły sobie prawo do manipulowania norweską polityką i pacyfikowania norweskiego społeczeństwa. Tym kończy się obecność wojska Stanów Zjednoczonych na terytorium kraju sojuszniczego. Tym samym czym była wojskowa dominacja ZSRR nad krajami tzw. demokracji ludowej. Możliwością pacyfikacji kiedy narody te będą chciały rządzić się same i same sobie wybierać polityków.

Dokument ten, zatytułowany „Supplement Nr. 3 to the documents of the Civil Affairs Oplan Nr. 100–1”, podpisany przez amerykańskiego generała J. P. Mc. Connella, zastępcę dowódcy sił amerykańskich w Europie, tyczył się 10 europejskich krajów NATO, nie tylko Norwegii. A więc niemal wszystkich europejskich krajów NATO, z wyjątkiem tak słabych i mało istotnych na kontynencie jak Islandia.

„Jeśli te działania okażą się niewystarczające, lub w przypadku, gdy dany rząd zwróci się o pomoc, albo jeśli dowódca sił amerykańskich sam dojdzie do wniosku, że rząd nie jest w stanie stłumić takich niepokojów, wówczas oddziały amerykańskie mogą podjąć środki uznane za konieczne przez dowódcę amerykańskiego z własnej inicjatywy lub we współpracy z danym rządem” – czytamy dalej w dokumencie.

Tłumienie protestów ulicznych przez amerykańskie wojsko? Strzelanie do ludzi z karabinów maszynowych na ulicach Warszawy? Ktoś chętny? 60% Polaków tego chce?

A co sądzą o tym polscy politycy? Chcecie panowie, aby wojsko USA mogło obalić wasz rząd, bez względu na opcję polityczną, jeżeli akurat jego ideologia nie będzie zgadzać się z ideologią Waszyngtonu? Albo jeżeli nie będziecie chcieli wysłać polskich żołnierzy na śmierć na nienasze wojny za Izrael albo interes amerykańskiej zbrojeniówki u granic Rosji? Co na to pisowcy, zwolennicy „suwerennej Polski”? Takiej suwerenności chcecie? Chcecie aby reżim demokratyczny w USA mógł was obalić za pomocą amerykańskiego wojska?

A co na to rządowy obóz liberalny? Chcecie aby Polską rządziło wojsko Stanów Zjednoczonych a nie polski rząd? I aby wyprowadziło kiedyś na ulice swoje oddziały aby obalić wasz rząd bo kupujecie uzbrojenie w nieodpowiednim kraju, np. w znienawidzonej przez USA Hiszpanii.

Dlaczego jednak wspominam o tym dokumencie? Otóż dlatego bo powstał on w trakcie wojny w Wietnamie, kiedy Stany Zjednoczone kompromitowały się udziałem w niej na arenie międzynarodowej. Obecnie USA robią dokładnie to samo: kompromitują się udziałem w izraelskiej wojnie z Iranem. Właśnie w takim momencie aktywność wojska USA na świecie jest największa. Właśnie w takim momencie stanowi ono największe zagrożenie dla ludności krajów w których stacjonuje.

NIEMCY

Amerykanie przejęli w okresie tuż przed i tuż po drugiej wojnie światowej znaczne ilości niemieckich nazistowskich naukowców, którzy eksperymentowali na ludziach w obozach koncentracyjnych. Ci, wiedząc co może ich czekać w ZSRR, wybierali ucieczkę na Zachód. Stany Zjednoczone były bardzo zainteresowane ich wiedzą oraz zdolnościami.

W Niemczech CIA prowadziła eksperymenty na ludziach w ramach projektu „MKNAOMI”, tego samego w ramach którego zatruto francuskie Pont-Saint-Esprit. Frank Olson z tego projektu bywał zresztą w Niemczech lat 1950., zanim go zamordowano.

Miejscem gdzie CIA kontynuowała nazistowskie eksperymenty znane z obozu Oświęcim-Brzezinka, był Camp King, nazwany tak przez Aliantów w 1946 roku obóz dla jeńców wojennych z USA i Wielkiej Brytanii, znajdujący się w mieście Oberursel.

Były tam już cele więzienne oraz pokoje przesłuchań więc wystarczyło już tylko dostarczać narkotyki i inne chemikalia do eksperymentów.

W Camp King stacjonowali zwyrodnialcy z Kontrwywiadu Armii Stanów Zjednoczonych, znani jako „rough boys” (pol. „oprychy”), którzy specjalizowali się w maltretowaniu ludzi.

Ich ulubionymi zajęciami były ścieżki zdrowia, znane raczej z PRL-u. Mało kto jednak wie, że bicie kijami więźniów biegnących przez rząd ustawionych oprychów było także domeną „demokratycznego” świata Zachodu. Bardzo dobrze opisał te działania Stephen Kinzer, dziennikarz New York Timesa, autor pracy „Poisoner in Chief”.

Prócz ścieżek zdrowia, gdzie maltretowano ludzi kijami bejsbolowymi, w Camp King rough boys wstrzykiwali trucizny, narkotyki czy też zanurzali w lodowatej wodzie. Niczym mojego wujka, żołnierza AK i konspiracji antykomunistycznej, stalinowska Informacja Wojskowa w 1946 roku.

Heroina, metrazol, amfetamina, meskalina – tym faszerowano wschodnich Europejczyków w Camp King. Po wyeksploatowaniu więźnia po prostu go mordowano. „Jak ujął to jeden z oficerów CIA we Frankfurcie, »pozbycie się ciała nie stanowiłoby żadnego problemu«” – pisał Kinzer w swojej książce.

Bezkarność bandytom z wojska Stanów Zjednoczonych gwarantowało ulokowanie katowni CIC (Korpus Kontrwywiadu Armii USA) w Niemczech Zachodnich, gdzie sprawowali dyktatorską kontrolę nad procesami politycznymi i społecznymi. Znane jest już dobrze istnienie tajnych jednostek niemieckich, złożonych z byłych SS-manów, które miały mordować niemieckich polityków w odpowiednim do tego czasie. Nie tylko komunistów. Także socjaldemokratów. Oraz przywódców związków zawodowych czy dziennikarzy.

W Camp King realizowano także program Bluebird w ramach którego można było „testować dowolne środki odurzające lub techniki przymusu”.

Kilka mil od Camp King wojsko USA oraz CIA wynajęło inną nieruchomość, gdzie prowadzone będą eksperymenty na ludziach, nazywaną Willa Schuster. W tym na obywatelach krajów bloku wschodniego. Jak zauważa autor „Poisoner in Chief” oprócz komunistycznych agentów trafiały tam także osoby, które zwyczajnie w świecie miały pecha. To właśnie w Willi Schuster dochodziło do najbardziej brutalnych eksperymentów jakie kiedykolwiek rząd Stanów Zjednoczonych przeprowadzał na ludziach. W niemieckim filmie dokumentalnym willę tą nazwano domem tortur CIA.

A Camp King i Wilii Schuster pracowali nazistowscy zbrodniarze z okresu II wojny światowej. Najbardziej znanym z nich był generał Walter Schreiber, który w trakcie wojny prowadził eksperymenty w Oświęcimiu, Dachau i Ravensbruck. Polegały on m.in. na rozcinaniu ciała i badaniu rozwoju gangreny, zamrażaniu więźniów, wstrzykiwaniu im meskaliny oraz narkotyków. Jego eksperymenty kończyły się śmiercią. Był więc cenny dla amerykańskiego wojska i służb. Wszak uchodźcy ze wschodu Europy, na których testowano chemikalia po wojnie, określani byli przez CIA „zbędnymi”. Zbędny więc można go otruć, zabić a zwłoki spalić. Ciała ofiar oprychów z CIC spalano w piecach w których następnie wypiekano chleb. Ot jankeska perwersja.

A raczej jankesko-banderowska. Bo ukraińscy nacjonaliści brali udział wraz z Kontrwywiadem Armii USA w torturowaniu innych Ukraińców, których podejrzewano o komunizm. Ostatecznie tylko 1% zostało uznanych za komunistów. 99% ofiar było niewinnych. No ale byli ze wschodu więc byli zbędni. Więc można było ich spalić w piecu na chleb.

Dzisiaj też Ukraińcy są zbędni i wkrótce na dzikich polach powstanie „wzorowe” imigranckie państwo europejskie, z murzynami i azjatami ściągniętymi tam z całego świata. Czy jednak pozwolimy na to samo w Polsce?

Schreiber, zanim został przyjęty pod opiekę przez CIA i CIC, aby kontynuować swoją pracę z Oświęcimia czy Dachau, trafił do Berlina Wschodniego, aresztowany przez Sowietów. Uciekł jednak na zachód i wybrał torturowanie ludzi na rozkaz demokratycznego zachodu a nie jakichś komunistów.

Och, przepraszam. Schreiber w Berlinie Wschodnim miał się zająć nauką. Dopiero demokratyczny zachód zrobił z niego nowego doktora Mengele. Nowego-starego.
Schreiber bardzo szybko zyskał uznanie w Camp King. Zakolegował się także z powiązanym z CIA Henrym Beecherem. Obaj wymieniali swoje doświadczenia.

Amerykańskie wojsko i służby torturowały ludzi w sojuszniczych Niemczech nie tylko w Camp King i pobliskiej Willi Schuster. Katownie CIA i CIC znajdowały się także w Mannheim, Berlinie, Monachium i na przedmieściach Stuttgartu.

Torturowania ludzi przez wojsko i wywiad USA nikt nie nadzorował. Mieli oni pełną swobodę działania. Nie obowiązywało tam żadne prawo. W ten sposób tworzono precedens którego kontynuacja była katownia CIA w Starych Kiejkutach.

JAPONIA

Podobna sieć katowni służb amerykańskich powstała w sojuszniczej Japonii. Działania w tym kraju również prowadzono w ramach projektu Bluebird. Ofiarami byli żołnierze Korei Północnej. Faszerowano ich truciznami i narkotykami, wprowadzano w stan hipnozy, poddawano elektrowstrząsom i wyniszczającemu upałowi. W tym przypadku ludzie CIA mieli ukrywać swoje działania przed resztą establishmentu bezpieczeństwa USA.

WŁOCHY 1965-1980

Włochy okresu zimnej wojny były prawdziwym laboratorium CIA, armii Stanów Zjednoczonych i włoskiego wywiadu wojskowego, gdzie w trakcie kilkunastu lat ołowiu, okresu terroru politycznego zapoczątkowanego przez tajne służby Włoch w 1965 roku, zginęło około 1500 obywateli Italii, kraju sojuszniczego.

Znaczna część z nich to osoby poniżej 25 roku życia. I co najważniejsze – cywile. Jeszcze przed 2022 rokiem na Wikipedii zamachy terrorystyczne z lat ołowiu określane były jako przeprowadzone lub inspirowane przez CIA. Dzisiaj wszystko wyczyszczono, aby nikt nie zorientował się czym są operacje fałszywej flagi CIA, NATO czy też zachodnioeuropejskich służb specjalnych. Pora więc trochę o tym wspomnieć.

W 1965 roku, dokładnie w roku utworzenia SIFAR – włoskiej agencji wywiadu wojskowego – w maju w Rzymie miała miejsce konferencja, która zapoczątkowała strategię napięcia – napuszczanie włoskich neofaszystów na komunistów oraz komunistów na neofaszystów aby ci siali chaos i anarchię a umiarkowany prawicowy rząd wobec ekstremizmu jawił się jako siła umiarkowana, która zapewni bezpieczeństwo, zbijając tym samym poparcie dla znienawidzonych przez Waszyngton komunistów oraz zwalczanych ale tolerowanych socjalistów. Socjaliści byli także przez CIA korumpowani.

Celem strategii napięcia była więc kompromitacja lewicy, aby zbić poparcie socjalistów i komunistów, oraz skrajnej prawicy, aby chadecy byli opcją do zaakceptowania dla niższych warstw społecznych, zwłaszcza robotników, którzy napływali z południa na północ i automatycznie stawali się elektoratem partii komunistycznej.

Konferencja z maja 1965 roku finansowana była oczywiście na zlecenie włoskiego wywiadu wojskowego. Włoski wywiad wojskowy nie był jednak lojalny wobec włoskich władz. Jak zauważył w książce „Służby specjalne” z 1984 roku Pietro Calderoni włoskie wojskowe służby tajne realizowały interesy sojuszu atlantyckiego. Czyli w zasadzie dominujących w nim Stanów Zjednoczonych. To właśnie do siedziby CIA w Langley trafiały materiały kompromitujące na całą włoską elitę – 157 000 osób. Ludzie SIFAR osobiście je dostarczali. Cóż, szef SIFAR de Lorenzo służył w wojskach Mussoliniego. A następnie związał się z ruchem oporu, gdzie znaczną siłą byli komuniści. Na niego więc było także zapewne sporo materiałów kompromitujących.

Enrico de Boccard, faszysta, syn arystokraty Rolanda Orlando de Boccarda, podczas konferencji rzymskiej zakomunikował, że komuniści nie mogą objąć nawet Ministerstwa Poczty, bo jeżeli tego dokonają, to trzeba będzie wdrożyć plan „całkowitej obrony”, czyli interwencji wojskowej.

W 1964 roku Giovanni de Lorenzo przygotował plan wojskowego zamachu stanu oraz internowania do obozu odosobnienia włoskich polityków. Plan nazwano „Piano Solo”. Plan ten przygotowano w kooperacji z funkcjonariuszami CIA oraz szefem operacji Gladio Renzo Roccą, który był fundatorem organizacji rzymskiej konferencji oraz człowiekiem wywiadu wojskowego SIFAR-SID.

Najważniejszym momentem akcji miała być operacja fałszywej flagi – klasyczne modus operandi zachodnich służb specjalnych. Włoski żołnierz miał dokonać zamachu na Aldo Moro, premiera, który łamał amerykańskie reguły niedopuszczania czerwonych do głosu, po czym do akcji wkroczyłoby wojsko i służby.

Politycy mieli zostać internowani do ośrodka szkoleniowego operacji Gladio na Sardynii.

Co jednak ma to wspólnego z wojskiem USA? Otóż okazuje się, że baza Gladio, gdzie miano internować polityków (przypomnijmy, że w RFN internowani politycy mieli być zabijani) została w 1957 roku uwzględniona w planach wojennych USA. Gdyby Włochy zostały opanowane przez „siły wroga” to z Sardynii miała nadciągać pomoc.

Kto więc kontrolowałby internowanych polityków, włoskie służby czy też Stany Zjednoczone?

Przejdźmy jednak do rzeczy najważniejszej a więc zamachów terrorystycznych w ramach strategii napięcia. Osoby znające historię Włoch wiedzą zapewne, że głównymi ofiarami tych zamachów byli cywile. Komuniści czy socjaliści to niewielki procent wszystkich ofiar. Ginęli przede wszystkim cywile, niewinni ludzie.

Najbardziej znane ofiary zamachów dokonywanych przez włoskich neofaszystów, inspirowanych przez CIA oraz włoskie służby specjalne, to zamach w Mediolanie w 1969 roku, w Bresci z 1974 roku, zamach na Italicus Express z tego samego 1974 roku czy też zamach w Bolonii 1980 roku. W tych eksperymentach inżynierii społecznej w ramach strategii napięcia, których celem było zwalenie za nie winy na lewicę oraz zastraszenie reszty społeczeństwa, zginęło bardzo wielu młodych ludzi. Jeden z organizatorów zamachów – Pino Rauti – był finansowany przez Stany Zjednoczone. Był więc co najmniej amerykańskim agentem wpływu.
Spójrzmy na ofiary i ich wiek.

W zamachu na Italicus Express, którego celem był najprawdopodobniej Aldo Moro (odmawiał wsparcia dla uzbrajania Izraela w 1973 roku), 4 z 12 ofiar śmiertelnych stanowiły osoby poniżej 25 roku życia. Z czego jedno dziecko.

W Brescii zginęło 8 osób, 102 zostały ranne. Zamach przygotował Pino Rauti, odbiorca gotówki z ambasady USA w Rzymie. Wszystkie ofiary śmiertelne miały 25 lub więcej lat.

W zamachu na Piazza Fontana w Mediolanie zginęło 17 osób. Najmłodsza miała 33 lata. Zamach przygotowali agenci NATO. Carl Digilio, agent natowskich baz we Włoszech, zamachowiec, miał związki z CIA oraz włoskim wywiadem wojskowym. Jednak mózgiem operacji miał być oficer marynarki wojennej USA David Carrett. Tak podają opracowania związane z operacją „Gladio”.

W zamachu w Bolonii zginęło 85 osób. 35 miało mniej niż 25 lat. 8 było dziećmi poniżej 18 lat.

Zamach w Bolonii przeprowadziły Zbrojne Komórki Rewolucyjne – neofaszyści. Finansował go Licio Gelli, agent CIA. Ale także człowiek związany z amerykańską armią.

4 lipca 1981 roku (niedługo mija 45 lat od tego wydarzenia) jego córka został aresztowana z tajnym dokumentem armii Stanów Zjednoczonych, który zalecał przenikanie agentów wojskowych USA do organizacji komunistycznych w krajach sojuszniczych celem ich infiltracji oraz organizowania terroru, aby skompromitować umiarkowanych komunistów i zbić ich poparcie. Dokument ten nazywał się „Stability Operations, Intelligence-Special Fields” („Operacja stabilizacyjne, wywiad – dziedziny specjalne”), autorstwa Williama Westmorelanda, dowódcy wojsk USA w Wietnamie.

Cóż, zapewne jej aresztowanie na lotnisku w Rzymie w 205. rocznicę amerykańskiej deklaracji niepodległości nie było przypadkowe. Czyżby ktoś chciał dać do zrozumienia, że czas amerykańskiego terroru we Italii się kończy?

DANIA

Dania jest przykładem kraju najbardziej obrzydliwego. We Francji CIA oraz wojsko USA eksperymentowało na francuskich dzieciach bez zgody francuskich władz. W Niemczech, Włoszech czy Japonii eksperymenty odbywały się na zasadzie: przegraliście wojnę a my zwycięzcy możemy z wami zrobić co chcemy. Więc trochę poeksperymentujemy, ale za to nie będzie rozliczeń za zbrodnie wojenne w odpowiedniej skali. Jednak reżim duński sam, dobrowolnie, jako ofiara II wojny, zgodził się, aby zwyrodnialcy z USA mogli, we współpracy z lekarzami duńskimi, eksperymentować na duńskich dzieciach. Coś niewyobrażalnego.

W 2021 roku w duńskiej telewizji zaprezentowano film, który mówił o tym, że w latach 1960. reżim duński wraz z Centralną Agencją Wywiadu USA prowadził nieludzkie, brutalne eksperymenty na duńskich dzieciach. Dzieciach w wieku od 4 do 14 lat. Amerykański wywiad działania te finansował. Polska Agencja Prasowa w artykule z grudnia 2021 roku nazwała eksperymenty te torturami.

Autorem filmu jest ofiara tych eksperymentów Per Wennick. Wennick mając 11 lat zgodził się „przeżyć przygodę” za którą zaoferowano mu 16 koron duńskich.
Przykuto go do krzesła, do kończyn i serca przymocowano elektrody. Do uszu wtłaczano mu głośne dźwięki.

Dzieci nigdy nie dowiedziały się jaki był cel eksperymentu. Działania te łamały kodeks norymberski, regulujący kwestie zakazu eksperymentów na ludziach.

Pomysłodawcą eksperymentu był żydowski zwyrodnialec Zarnoff Mednick. Nie mógł on prowadzić badań w USA więc przeniósł się do Danii. Tylko w pierwszym roku eksperymentów projekt wsparła CIA kwotą około 600-700 tys. dolarów. Dzisiaj to około 25-30 mln złotych.

Eksperymentom poddano 311 dzieci. Odbywało się to w ramach operacji QKHILLTOP oraz operacji MKULTRA.

Dlaczego jednak wybrano Danię?

Mednick nie prowadził badań w USA ponieważ nie było tam rejestru ludności, niezbędnego do kontaktowania się z nimi w długim okresie czasu. W Danii ewidencja ludności była więc degenerat Mednick wraz z duńskim profesorem Fini Schulsingerem zaprojektowali studium dla 207 dzieci. Część miała w rodzinie przypadki zaburzeń psychicznych, druga część kontrolna nie miała.

W 1977 roku próbowano odtajnić fakt prowadzenia badania jednak duńskie ministerstwo sprawiedliwości na to nie pozwoliło. Dania sama, dobrowolnie pozwalała żydowsko-amerykańskim zwyrodnialcom niszczyć własne dzieci, po czym tuszowała dekadami całą sprawę.

TURCJA 1948-1990

Dzisiaj już wszyscy zorientowani, a zwłaszcza czytający moje artykuły, wiedzą, że Mehmet Ali Agca, członek utworzonej oraz finansowej przez CIA organizacji Szare Wilki, był przeszkolony przez wywiad amerykański – agenta CIA Franka Terpila – a broń, którą oddał strzał do papieża Jana Pawła II dostarczył agent zachodnioniemieckiego wywiadu BND Horst Grillmayer. Ta kwestia nie podlega już dyskusji. Zajrzyjmy jednak głębiej w laboratorium wojskowo-wywiadowcze Stanów Zjednoczonych jakim była zimnowojenna Turcja. Naprawdę warto. Zachęca nas do tego Daniele Ganser, szwajcarski pisarz, autor książki „Tajne armie NATO”. Oto pierwsze zdanie rozdziału tejże pracy o Turcji: „Historia tajnej armii w Turcji jest bardziej brutalna niż historia jakiejkolwiek innej siły typu »stay-behind« w Europie Zachodniej”.

Już wiecie państwo gdzie Stany Zjednoczone zasiały największy terror w krajach NATO? Nie w Niemczech Zachodnich, Francji czy Włoszech. W Turcji.

Motorem napędowym operacji Gladio w Turcji, napędzanej przez wspierane przez USA oraz NATO jednostki pozostające w cieniu, było rozbicie Imperium Osmańskiego, które spowodowało, że znaczna część narodu tureckiego znalazła się w granicach innych państw. W tym ZSRR. Grano więc na nucie antysowieckiej jako narzędziu zjednoczenia Turków w jednym kraju. Jeżeli ZSRR upadnie, Turcy się zjednoczoną. Była to dosyć prosta logika kręgów zachodnich.

W okresie II wojny światowej Turcy byli silnie antysowieccy oraz oczywiście proniemieccy czy nawet wręcz pronazistowscy. Kiedy rozpoczęto operację Barbarossa, a siły niemieckie dojechały aż pod Stalingrad, Turcy szykowali się do wchłonięcia terytoriów sowieckich w celu zjednoczenia ludów tureckich. To się jednak nie udało. Niemcy przegrały wojnę, Sowiety wygrały.

W okresie zimnej wojny Turcja miała strategiczne znaczenie dla USA i NATO. Leżała najbliżej Moskwy ze wszystkich krajów NATO. Dlatego też w 1961 roku rozmieszczono w tym kraju wyrzutnie z głowicami jądrowymi Jupiter, które zdemontowano po kryzysie kubańskim. Kryzys był zresztą odpowiedzią ZSRR na zbliżanie się broni jądrowej pod granice ZSRR.

Aby USA mogły kontrolować Turcję, potrzebowały do tego swoich sukinsynów, zbirów od brudnej roboty. Tymi były Szare Wilki, wprost odwołujący się do Hitlera, ale także inne formacje. Szare Wilki działały jednak na wielu polach: operacje fałszywej flagi przeciwko komunistom (zamach na Jana Pawła II), antykomunistyczny terroryzm w Turcji czy też terror wśród lewicujących Turków w RFN, aby nie dopuścić w Niemczech do komunistycznych wystąpień.

Amerykanie wspierali ruch panturkizmu – zjednoczenia Turków w jednym państwie – poprzez wspieranie Alparsana Turksa, kolaboranta nazistowskiego z okresu II wojny światowej. Turks był gorliwym zwolennikiem cytowania Mein Kampf na ulicznych demonstracjach w tracie II wojny światowej.

W 1948 roku nawiązał współpracę z CIA i zaczął tworzyć tajną armię na terenie Turcji. Ale nie tylko z CIA utrzymywał bliskie relacje. Także z amerykańskim Departamentem Obrony – Pentagonem.

W latach 1955-1958 był członkiem misji wojskowej Turcji przy NATO.

W 1952 roku Turcja została członkiem sojuszu atlantyckiego. Miała już wówczas swoją tajną armię do siania terroru przeciwko lewicy oraz innym przeciwnikom dominacji USA nad tym krajem.

Siedziba tajnej armii Turcji, de facto zbrojnego ramienia wywiadu USA, miała miejsce oczywiście w budynku CIA w dzielnicy Bahcelievler w Ankarze. W 1965 roku grupa ta przybrała nazwę Departamentu Wojny Specjalnej. DWS nadzorowało tureckie Gladio, tureckie stay behind – Counter-Guerillę.

Podstawą tureckiego Gladio jak każdego Gladio w Europie była operacja fałszywej flagi. Podszywanie się pod inne grupy aby zasiać chaos, anarchię i nienawiść pomiędzy różnymi stronami.

W 1955 roku mieliśmy tego idealny przykład, kiedy to DWS wrzucił bombę do tureckiej placówki w Atenach (czyli Turcy mordowali Turków) aby zwalić winę na Greków. Przypomnijmy, że zarówno Turcja jak i Grecja od 1952 roku były krajami NATO. Counter-Guerilli to jednak nie interesowało.

Winą za bombę obarczono grecką policję. W odpowiedzi siły tureckiego Gladio, Counter-Guerilli, zniszczyły setki greckich domów i przedsiębiorstw w Stambule i Izmirze. Zabito 16 Greków, rannych zostało 32. Zgwałcono 200 greckich kobiet. Nic z tego nie było możliwe bez wsparcia Centralnej Agencji Wywiadu USA, której Counter-Guerilla była tureckim, zbrojnym ramieniem.

Oficjalnie zadaniami CG było zwalczanie okupacji terytorium Turcji przez ZSRR. Ponieważ jednak ZSRR nie miał zamiaru atakować bloku zachodniego, co wiemy nie tylko z racji tego iż wybudowano mur berliński, aby rozgraniczyć strefy wpływów, lecz także dlatego iż Chruszczow przyznał, że Stalin bał się Zachodu i chciał utrzymać stan posiadania a nie go powiększać, zająć się musiała czymś innym.

Coś więc bandy terrorystyczne, nazywane niewiadomo dlaczego wojskiem, musiały robić. Jeżeli nie mogły zabijać komunistów, to zabijały kogoś innego. Po czym udawały, że zostały zaatakowane i dalej zabijały. I gwałciły. Jak zauważa Ganser „ponieważ funkcja stay behind łączyła się z kontrolą wewnętrzną i operacjami fałszywej flagi, coraz trudniej było odróżnić oddziały »Counter-Guerilla« od klasycznych terrorystów”.

Porozumienie CIA z rządem tureckim z 1959 roku mówiło m.in. o tym, że tajna armia ma przystąpić do działania także w wypadku buntu przeciwko reżimowi. A więc Stany Zjednoczone poprzez wspieranych przez siebie terrorystów mogą zaatakować kraj kiedy wybuchną protesty antyrządowe. Dlaczego jednak rok później, w 1960 roku, rząd został obalony a tajna armia mu nie pomogła? Bo to tajna armia przeprowadziła pucz. Wspólnie z ludźmi CIA.

Turks, agent CIA, grał w puczu pierwsze skrzypce.

Selahattin Celik, turecki ekspert ds. bezpieczeństwa zauważa, że DWS nie bronił demokracji tureckiej lecz stanowił dla niej największe zagrożenie a jego najważniejszymi działaniami na przestrzeni dekad były 3 zamachy stanu.

Amerykanie już w 1957 roku wiedzieli, że dojdzie do zamachu stanu. Nie zrobili nic aby mu zapobiec. Był im na rękę. Ludzie CIA odgrywali w nim czołowe role.

Turks został po puczu wyrzucony z Turcji na placówkę zagraniczną po czym powrócił i spróbował przeprowadzić kolejny pucz. Ten jednak się nie udał a on sam został aresztowany. Zwolniono go jednak i szybko wrócił do polityki. Założył Partię Działania Narodowego, której młodzieżówką stały się Szare Wilki, istotny element amerykańskiego systemu kontroli Turcji poprzez terror i operacje fałszywej flagi. Szare Wilki przez jednych były podziwiane, przez innych znienawidzone. „Bojownicy” Szarych Wilków byli rekrutowani do Counter-Guerilli Turksa.

Jak w każdym kraju skolonizowanym poprzez służby bezpieczeństwa i tajne wojsko przez USA, i w Turcji istniały sale tortur gdzie niszczono i łamano ludzi.
W Turcji takowe znajdowały się w willi Ziverbey w Stambule. Torturowano tam setki osób. Całość nadzorował Eyup Ozalkus z tajnej służby MIT, kontrolowanej (lecz nie w 100%) przez CIA.

Generał Talat Turhan, który w 1960 roku brał udział w puczu wojskowym, w późniejszym okresie był torturowany w katowniach tureckich służb. Opisał jak one wyglądały oraz kto należał do Counter-Guerilli. A należeli do niej oficerowie służb specjalnych MIT oraz członkowie Szarych Wilków. A więc ludzie CIA. Bo zarówno MIT jak i Szare Wilki były wspierane przez Stany Zjednoczone.

Metody stosowane przez CG obejmowały zamachy, zamachy bombowe, napady z bronią w ręku, tortury, ataki, porwania, groźby, prowokacje, branie zakładników, podpalenia, sabotaż, propagandę, dezinformację, przemoc i wymuszenia. A więc cały pakiet przestępczości. Zamiast walki z komunizmem, mieliśmy bandytyzm i terroryzm.

Z dokumentów Pentagonu wiemy, że współpraca amerykańsko-turecka była bardzo intensywna.

Stopień współpracy czy raczej podległości Turcji wobec USA był tak duży, że kiedy jeden z oficerów służb MIT został aresztowany za współpracę z wywiadem USA, ten wyśmiał aresztowanie i stwierdził, że oskarżenie jest absurdalne. Bo taka współpraca jest czymś zupełnie normalnym.

CIA nie tylko wybudowała siedzibę wywiadu tureckiego, dostarczyła sprzęt oraz szkolenia lecz nawet wyposażyła sale tortur. Które de facto były salami CIA, gdzie pełnomocnicy wywiadu USA zajmowali się w interesie USA eksperymentowaniem i maltretowaniem ludzi, w tym nawet zasłużonych tureckich wojskowych, jeżeli ci nie chcieli już więcej niszczyć własnego narodu w obcym interesie.

Tureckie służby współpracowały w mordowaniu ludzi nie tylko z amerykańską CIA. Także z Mossadem.

W latach 1968-1971 MIT mordowało we współpracy z izraelskim wywiadem Palestyńczyków w obozach dla uchodźców w Libanie.

Przypomnijmy, że reżim syjonistyczny w 1967 roku zaatakował swoich sąsiadów, w tym terytoria palestyńskie, co spowodowało eksodus Palestyńczyków do krajów ościennych. W tym do Libanu. I to właśnie w Libanie tureckie służby pomagały Mossadowi zabijać Palestyńczyków. Hiram Abas był tym kolaborantem Izraela z MIT, który pomagał dokonywać krwawych ataków na palestyńską młodzież w Libanie. Abas był blisko związany z CIA.

W samej Turcji Abas zasłynął z tortur i masakry w 1972 roku w mieście Kizildere. Turecka młodzież została tam zamordowana tylko dlatego bo nazwała oprychów od Abasa „ludźmi Wuja Sama”. A więc dlatego bo powiedziała prawdę, że ci są zdrajcami własnego narodu i agentami amerykańskimi.

W odwecie zdrajca Abas został zabity przez kolegów ofiar. Jego patron z CIA Duane Clarridge przybył nawet odwiedzić jego grób. Musiał być ważnym agentem CIA skoro szef placówki wywiadu USA w Stambule oprócz poklepania go po plecach i wręczenia mu pliku dolarów w kopercie bez podatku nawet pofatygował się na jego grób.

Podsumowując więc: USA utworzyły turecką Counter-Guerillę, tureckie stay behind, sponsorowały i wyposażały zarówno wywiad wojskowy Turcji MIT jak i Departament Wojny Specjalnej, w ramach którego działała Kontrpartyzantka. Członkowie CG byli szkoleni w Szkole Ameryk Pentagonu oraz przez Zielone Berety przygotowujące się do wojny w Wietnamie.

Jak zauważa Ganser, ośrodek szkolenia w Szkole Ameryk w Kanale Panamskim był niemal identyczny jak ośrodki szkoleniowe Al-Kaidy Bin Ladena. Cóż, nie jest żadną tajemnicą, że Bin Ladena szkolił człowiek Zielonych Beretów Ali Muhammad.

W podręczniku FM 30-31 na którym szkolono tajne armie zapisano, że w czasie pokoju (kiedy nie ma zbyt dużo komunistów do zabijania) należy stosować przemoc wobec kogoś innego, zwalać winę na komunistów, wywołując tym samym atmosferę strachu i podejrzliwości. Gladiatorzy powinni także zasilać organizacje lewicowe i zachęcać je do przemocy po to aby Gladio i regularne wojsko mogło atakować swoich wrogów w odpowiedzi. Czyli prosta reguła: jak nie ma wroga to trzeba go stworzyć. Bo po co utrzymywać tajne wojsko jak nikt nie chce się z nim bić?

HONDURAS I WIETNAM POŁUDNIOWY – AMERYKAŃSKIE DOMY PUBLICZNE

Żadne z miejsc na świecie, które znalazło się pod dominacją amerykańskiego wojska, nie zostało tak moralnie upodlone i zdeprawowane jak Wietnam Południowy oraz Honduras lat 1980. Na początek zajmę się tym drugim chociaż w sumie mógłbym zakończyć na Hondurasie. Bo Wietnam Południowy był jego lustrzanym tłem a Tegucigalpa stolica latynoamerykańskiego kraju, była odpowiednikiem Sajgonu.

Praca Leslie Cockburn, amerykańskiej polityk, zatytułowana „Poza kontrolą” jest niezwykle trudno dostępna w języku polskim. Nie została nigdy oficjalnie wydana w naszym języku. Jednak istnieją jej polskie wersje z okresu PRL-u wydrukowane w dosyć prymitywny sposób aczkolwiek dosyć przystępny. A szkoda że tak trudno ją dostać. Opisuje ona idealnie jak Stany Zjednoczone upodliły , państwo Honduras i jego ludność, kiedy dokonały tam ekspansji militarnej, aby z Hondurasu koordynować wojnę z narodem nikaraguańskim, który w 1979 roku w rewolucji obalił marionetkowy rząd Waszyngtonu, pod dowództwem Anastasio Somozy.

Oddajmy więc głos L. Cockburn: „Jako drugi najbiedniejszy kraj na półkuli zachodniej, kraj ten chętnie pełnił rolę gospodarza, wkrótce zasługując na swoją reputację lotniskowca Stanów Zjednoczonych. Wszelkie skrupuły lub przebłyski nastrojów nacjonalistycznych wśród honduraskich polityków i generałów były szybko tłumione przez potok pomocy. W stolicy, Tegucigalpie, słynącej z gwałtownego pikowania podczas podejścia do lotniska, stery władzy nie prowadziły do lokalnego pałacu prezydenckiego w centrum miasta, lecz do rozległej ambasady amerykańskiej położonej wysoko na wzgórzu. Zubożałe dzieci i prostytutki dyskretnie ustawiały się przed wejściami do hoteli »Holiday Inn« i »Hotel Maya«, aby pozyskać rosnącą amerykańską klientelę. Kina wypełniały filmy z serii »Rambo« oraz ich podrzędne odpowiedniki, które wydawały się trafiać do dystrybucji wyłącznie za granicą. Pas terenu przed rozbudowującą się amerykańską bazą lotniczą w Palmaroli był usiany domami publicznymi, a tę harmonijną relację tylko na krótko zakłóciło pojawienie się AIDS. Mnóstwo żołnierzy z różnych amerykańskich jednostek i rodzajów sił zbrojnych – sił specjalnych, sił powietrznych, Gwardii Narodowej – tłoczących się na ulicach i w barach Tegucigalpy nadawało temu miejscu atmosferę Sajgonu z lat sześćdziesiątych. Oczywiście tym razem wszystko działo się znacznie bliżej domu”.

W 1966 roku amerykański senator William Fulbright zakomunikował, że Sajgon, stolica Wietnamu Południowego, stała się amerykański burdelem. Było to bardzo słuszne spostrzeżenie.

Panoszenie się przez wojsko USA po Wietnamie było jedną z przyczyn porażki USA w Wietnamie. To właśnie był motor napędowy poparcia dla komunistów na południu. Miliony ludzi żyło w nędzy, w średniowiecznych wioskach, a elita w Sajgonie żyła niczym w Las Vegas.

Oprócz prostytucji i narkomanii dodatkowo szerzyły się przestępstwa wobec wietnamskich kobiet, takie jak gwałty. To jeszcze bardziej potęgowało nienawiść wobec amerykańskiej okupacji oraz poparcie dla Wietkongu i Wietnamu Północnego. Jak zauważył prezydent USA Eisenhower, komuniści mieli w całym Wietnamie 80% poparcia. Nie można było więc zorganizować legalnych, uczciwych wyborów na Południu bo zachód przegrałby je demokratycznie. Stąd wyborcze fałszerstwa. W Sajgonie podczas referendum z połowy lat 1950. frekwencja wyniosła 130%.

USA, amerykańskie wojsko, zmieniło stolicę Wietnamu Południowego więc w stolicę gwałtów, prostytucji, korupcji, narkomanii, potężnego rozwarstwienia społecznego, chorób wenerycznych i innych patologii. Najlepszą pracą w tej tematyce jest praca pod jakże oczywistym tytułem „Amerykański burdel” autorstwa Amandy Boczar. Oddajmy głos autorce: „Departament Obrony nie zadał sobie nawet trudu, by uwzględnić pojedyncze przypadki gwałtów, które miały miejsce w miastach, podczas sporządzania listy innych zbrodni wojennych podobnych do »sprawy Calley’ego«. Tymczasem w miastach południowego Wietnamu żołnierze amerykańskiej armii regularnie dopuszczali się gwałtów na cywilnych kobietach »niezwiązanych z działaniami wojennymi«. To niemożliwe do oszacowania rozróżnienie między przypadkami przedstawionymi przez śledczych w oficjalnych raportach dla prezydenta a tymi, które uznano za niezwiązane z wojną, stanowi uderzającą sprzeczność. Przemocy seksualnej w tyłach nie można było tak łatwo uznać za reakcję na strach lub akt odwetu, tak jak sprawcy usprawiedliwiali gwałty na polu walki. Przypadki te częściej wiązały się z pojedynczymi sprawcami polującymi na kobiety, które znali, lub kelnerki, od których oczekiwali świadczenia usług seksualnych. Niewiele akt żandarmerii wojskowej bezpośrednio potwierdzało gwałt, zaznaczając, że personel nie był w stanie zweryfikować relacji kobiet, które zgłaszały oskarżenia. Jednak typowe reakcje na oskarżenia o napaści lub ataki wskazują na coś szerszego. Relacje ustne byłych funkcjonariuszy żandarmerii wojskowej z więzienia Long Binh, na północ od Sajgonu, wskazują, że zatrzymywali oni żołnierzy amerykańskich za gwałty, ale nie mogli wypowiadać się na temat postępowania karnego. Strażnicy byli zaniepokojeni świadomością, że większość mężczyzn, których przetrzymywali w więzieniu, niezależnie od popełnionego przestępstwa, zostanie później zwolniona i wysłana z powrotem na front”.

Tak, oprócz rzeczy oczywistych, czyli traktowania Wietnamczyków jako ludności podbitej, która ma być politycznie posłuszna, traktowano także wietnamskie kobiety, niektóre bardzo młode, jako zwierzynę do upolowania. A po gwałtach żołnierze wracali sobie na front.

Tak wygląda państwo pod amerykańską wojskową okupacją. Według danych z sondażu przedstawionego na stronie „Rzeczpospolitej” 50% polskich kobiet jest przychylna stałej wojskowej okupacji Polski przez amerykańskie wojsko. Na zasadach, przypomnijmy, eksterytorialności. A więc bezkarności. Ciekawe czy te 50% Polek czytało kiedyś jakąś książkę o Sajgonie albo Hondurasie.

WYSPY MARSHALLA I ZACHODNI PACYFIK – CHEMIKALIA, BROŃ JĄDROWA, HERBICYDY

W podrozdziale mojego tekstu o Wyspach Marshalla gdzie jak zapewne dobrze wiemy wojsko USA testowało działanie broni masowego rażenia (jądrowej i termojądrowej) na ludności cywilnej, zajmę się także zachodnim Pacyfikiem a więc Japonią oraz wspomnianym już tutaj Wietnamem Południowym. Gdyż Pentagon w obu tych krajach prowadził eksperymenty z użyciem chemikaliów, których ofiarami padali cywile.

Zniszczenia jakie broń jądrowa dokonała w Japonii sprawiły, że Stany Zjednoczone obawiały się testowania silniejszych bomb na terytorium USA. Postanowiono więc poszukać lepszego miejsca do tego typu działań. Wybrano Wyspy Marshalla leżące 4000 km od Hawajów.

Wyspy Marshalla w trakcie II wojny światowej były okupowane przez Japonię. Amerykanie w 1944 roku przychodzili tam więc jako wyzwoliciele niosący wolność. Tak przynajmniej miało być. Tak jednak nie było. Na miejsce Japończycy którzy zmuszali miejscową ludność do pracy na rzecz ich imperium, przyszedł okupant 100 razy gorszy – okupant amerykański – który zamiast wolności przyniósł niewyobrażalne cierpienia.

USA odbijały WM od Japończyków przez tydzień. W walkach zginęło zaledwie 370 żołnierzy USA oraz 8000 Japończyków. A także 200 mieszkańców Wysp.

Po wojnie Wyspy Marshalla przeszły pod mandat ONZ, które przekazało nad nimi kontrolę Waszyngtonowi. Ten miał dbać o rozwój archipelagu oraz wspierać postęp gospodarczy i społeczny. Zamiast tego Amerykanie uczynili sobie z Wysp poligon atomowy do testowania broni termojądrowej na żywych organizmach – na ludziach.

Wyspy Marshalla były traktowane przez USA niczym Polska przez III Rzeszę Niemiecką i Związek Sowiecki – jako łup wojenny. Amerykanie przelewali krew za wyrzucenie Japończyków z wyspy więc uznali, że mają pełne prawo do robienia tam co tylko im się żywnie podoba. I robili.

WM były idealnym miejsce dla amerykańskiego poligonu atomowego. Ich odseparowanie od reszty państw oceanicznych sprawiało, że można było zachować nieludzkie eksperymenty na tamtejszej ludności w tajemnicy. Nikt miał się dowiedzieć co tam się działo.

Ponadto populacja wysp była niewielka a Ocean miał pochłonąć promieniowanie powstałe w wyniku eksplozji.

Zbrodniarz wojenny Kissinger miał powiedzieć o Wyspach Marshalla: „tam mieszka tylko 90 000 ludzi, kogo to obchodzi?”.

Nie minął rok od zakończenia II wojny światowej a Amerykanie w lutym 1946 roku poinformowali mieszkańców wysp, że chcą nauczyć się stosować pewną broń „dla dobra ludzkości”. W tym celu potrzebują ich kraju.

Mieszkańców atolu Bikini przez kolejne lata przenoszono z wyspy na wyspę, wraz z rozszerzaniem zasięgu obszaru, który miał podlegać testom. Trafiali w miejsca, gdzie ryby były toksyczne a więc miewali problemy żywnościowe. Waszyngtonu to nie obchodziło.

Amerykanie testy na Wyspach Marshalla rozpoczęli od okrętów wojennych, które rozmieszczano w pobliżu miejsca wybuchu. Nazywano je „flotą królików doświadczalnych”. Na ich pokładzie znajdowały się liczne zwierzęta. Dopiero później królikami doświadczalnymi zostaną ludzie.

W lipcu 1946 roku przeprowadzono pierwszą próbę jądrową na okrętach oraz zwierzętach, które w ogromnej większości zmarły.

Drugi test na atolu Bikini, pod wodą, skaził już ludzi – żołnierzy amerykańskich. Waszyngton nie miał skrupułów nawet dla swoich ludzi. Dziesiątki tysięcy Amerykanów wysłano do odkażania skażonych okrętów bez odzieży ochronnej. Okręty następnie przesunięto na Guam i do bazy Pearl Harbor gdzie kolejne tysiące ludzi były narażone na promieniowanie. Oczywiście byli to Amerykanie. Kiedy Waszyngton zrozumiał, że okręty do niczego już się nie nadają, zatopiono je.

W 1948 roku przeprowadzono tam kolejne 3 testy jądrowe. Spowodowały one dalsze skażenie Oceanu Spokojnego.

W 1952 roku przeprowadzono pierwszy pełny test termojądrowy, który zniszczył całą wyspę archipelagu Wysp Marshalla.

W 1954 roku test spowodował skażenie w odległości dziesiątek kilometrów z powodu wiatru. Amerykanie doskonale sobie zdawali sprawę, że tak się stanie. Bunkier wojska USA oddalony o 40 km został skażony i osoby tam przebywające trzeba było ewakuować helikopterami.

O ile Amerykanom nic się nie stało o tyle miejscowe dzieci, dzieci mieszkańców Wysp Marshalla, zaczęły się bawić pyłem radioaktywnym, którego grubość sięgała 4 centymetrów. Zniszczyło to im zdrowie.

Dopiero po dwóch dniach od testu napromieniowanych już mieszkańców ewakuowano.

Po latach, pod koniec lat 1970., okazało się, że opad radioaktywny skaził nawet te wyspy na które ewakuowano mieszkańców WM. Całe dekady utrzymywano ludzi w kłamstwie.

Oprócz mieszkańców Wysp Marshalla skażenie dotknęło także Japończyków na łodziach rybackich. Mowa o niemal 900 jednostkach nawodnych, które znalazły się w zasięgu oddziaływania skutków wybuchu. Skażenie statku „Lucky Dragon” stało się powszechnie znane w wyniku nagłośnienia tego faktu przez media na całym świecie. Amerykanie odmówili pomocy Japończykom. Przegraliście wojnę? Leczcie się sami.

Japończycy zamiast zaprotestować przeciwko eksperymentowaniu na ich ludności, poparli dalsze testy. Tak kończą kraje znajdując się pod amerykańską okupacją. Waszyngton może na ich ludzi zrzucać radioaktywny pył a ci nie mogą nic z tym zrobić.

Edward Teller, jeden z najbardziej znanych naukowców jądrowych, stwierdził, że śmierć rybaka to nie powód, aby kręcić aferę.

W kolejnych latach zmarło jednak wielu rybaków a ich dzieci były potwornie zdeformowane.

Ale amerykański test z 1954 roku skaził nie tylko łodzie rybackie i połów tam się znajdujący. Skażenie dotarło do samej Japonii w postaci deszczu, który zatruł tamtejsze rolnictwo.

Japończycy zebrali 32 miliony podpisów przeciwko testom jądrowym w okolicach ich kraju. Podpisało się więc około 33% wszystkich Japończyków. Pod presją rząd USA z rządem japońskim zgodzili się wypłacić odszkodowanie w kwocie 2 mln dolarów. Szacowane szkody wynosiły 7,2 mln dolarów.

Dlaczego jednak Japończycy pozwalali na zabijanie i niszczenie własnych ludzi? Otóż CIA przekonywała osoby podejrzane o zbrodnie wojenne, które przecież rządziły po wojnie tym krajem, na swoje sposoby. Wszyscy wiemy jakie: trybunał albo pozwalacie nam robić swoje.

Nie zmieniło to jednak faktu, iż Azjaci uważali że są traktowani jako mięso armatnie Stanów Zjednoczonych.

W sumie na Wyspach Marshalla przeprowadzono 67 testów jądrowych. Promieniowanie skaziło glebę, morze, ryby, zwierzęta i rośliny. Po 1972 roku mieszkańcy atolu Bikini zaczęli wracać na swoją wyspę. Zapewniano ich że jest to bezpieczne. Wszyscy jednak wiedzieli że nie jest to bezpieczne. W ten sposób eksperymenty trwały nadal. Dopiero w 1978 roku ponownie ich wysiedlono.

Z innymi wyspami było podobnie. Było one w oczywisty sposób skażone jednak mieszkańców tam przywracano. Przez całe lata wdychali skażone powietrze i jedli skażone posiłki. Zwrócili się o wsparcie do rządu USA. Ten im go nie udzielił. Nikogo nie obchodzili japońscy rybacy a co dopiero jakieś 90 000 mieszkańców jakichś wysp pacyficznych.

W 1999 roku Amerykańskie Towarzystwo Onkologiczne określiło wskaźnik zachorowalności na nowotwory na WM na ekstremalnie wysoki. Ich częstość występowania była nawet 40 razy większa niż w USA. Tak oto zniszczono naród. Dzisiaj już wiemy, że celowo przywracano ludność Wysp Marshalla na skażone tereny aby badać wpływ skażenia na ich życie. Mieszkańcy WM byli całe dekady królika doświadczalnymi zbrodniczego reżimu amerykańskiego.

Naukowcy z USA byli zadowoleni z tego, że mogą badać swoje króliki doświadczalne. Tak wynika z odtajnionych dokumentów. Ale to nie wszystko. W ramach Projektu 4.1 500 mieszkańców Wysp Marshalla poddano innym eksperymentom – wstrzykiwano im radioaktywne izotopy oraz przeprowadzano im operacje bez ich zgody. Tym się kończy obecność wojska USA na swoim terytorium.

10 lat temu, w 2016 roku, Uniwersytet Columbia przeprowadził swoje badania na atolu Bikini. 70 lat po pierwszym teście. Atol wciąż był skażony. Pogarda dla życia ludzkiego reżimu amerykańskiego nie tyczyła się jedynie mieszkańców WM. Z taką samą pogardą traktowano żołnierzy amerykańskich. Jeżeli eksperymentujemy na własnych ludziach to co będziemy gotowi zrobić innym? Np. Polakom.

Wietnam Południowy – poligon doświadczalny dla wojny chemicznej

Już podczas drugiej wojny światowej Stany Zjednoczone chciały zrzucać na Japonię środki chemiczne takie jak fosgen i iperyt ale także środki wypalające roślinność – herbicydy. Bomby atomowe sprawiły jednak, że plany te porzucono.

Po wojnie Amerykanie przejęli dokumenty ultrazbrodniczej japońskiej Jednostki 731, które dotyczyły wypalania roślinności za pomocą herbicydów. Wraz z nastaniem zimnej wojny Stany Zjednoczone poprzez laboratorium Fort Detrick zaczęły prowadzić własne badania w tej tematyce.

W 1952 roku wojsko USA chciało przetestować Agenta Fioletowego w Korei. Jednak plany te porzucono gdyż wojna się zakończyła.

W okresie lat 1950. swoje testy w Azji Południowo-Wschodniej, dotyczące środków niszczących roślinności, prowadzili Brytyjczycy.

W 1961 roku Stany Zjednoczone zaczęły testować broń biologiczną na japońskiej Okinawie. Testowano także herbicydy, w latach 1960-1962. Wszystkim zajmowało się amerykańskie wojsko.

Jednak prawdziwym laboratorium, prawdziwym poligonem doświadczalnym, był Wietnam Południowy.

Generał Maxwell Taylor nawet nie ukrywał, że kraj ten jest amerykańskim poligonem testowym: „Z wojskowego punktu widzenia […] uznaliśmy znaczenie tego obszaru jako laboratorium”. Ogromna ilość substancji, które tam testowano, była całkiem nowa.

Operacja robienia w Wietnamu poligonu doświadczalnego dla wojska USA nosiła nazwę „Hades” lub też „Ranch Hand”.

Operację tą rozpoczęto w tajemnicy, gdyż była to zasadniczo operacja stosowania broni chemicznej. Pomimo iż celem była roślinność a nie ludzie.

Aby jeszcze bardziej zamaskować udział wojska USA w tych operacjach żołnierze spryskujący Wietnam nie nosili mundurów a samoloty używane do spryskiwania zostały ukryte. Waszyngton wiedział, że robi źle ale robił to pomimo to. A Wietnamczycy, zniewoleni we własnym kraju przez skorumpowaną klasę polityczną, kolaboracyjną wobec wojska USA, rekrutowaną z mniejszości niebuddyjskiej, nie mieli nic do powiedzenia.

Styczeń 1962 roku był pierwszym miesiącem operacji „Ranch Hand”. Wówczas spryskano roślinność w samym pobliżu stolicy kraju – Sajgonu. W sumie wojsko USA wykona niemal 20 000 takich lotów zużywając 76 000 000 litrów chemikaliów. Taką ilości trucizny powodującej nowotwory, w tym wśród żołnierzy USA ale przede wszystkim wietnamskiej ludności cywilnej, ze szczególnymi skutkami ubocznymi dla dzieci, wojsko Stanów Zjednoczonych rozpyliło w zaprzyjaźnionym kraju.

Rozpylanie miało oprócz celów laboratoryjnych cele polityczne: chłopów wietnamskim reżim amerykański chciał wyrzucić ze swoich wiejskich domów i przenieść do miast aby byli lepiej kontrolowani przez siły Waszyngtonu.

Wojsko USA nie poinformowało swoich żołnierzy o szkodliwości chemikaliów. Z beczek po nich żołnierze robili prysznice oraz grille. To samo robili Wietnamczycy. Wiele lat później będą z tego powodu umierać.

Chemikaliami zalewano nie tylko Wietnam Południowy lecz także Tajlandię, Kambodżę oraz Laos. W przypadku dwóch ostatnich za działanie te odpowiadała CIA.

Razem z zalewaniem kraju chemikaliami, reżim południowowietnamski oraz USA prowadziły kampanię propagandową o nieszkodliwości substancji. Wmawiano ludziom, że herbicydy i inne środki chemiczne nie zaszkodzą ani ludziom, ani glebie, ani zwierzętom. Celowo karmiono społeczeństwo kłamstwami, aby uzyskać przyzwolenie na dalsze eksperymenty.

Żołnierzom USA wmawiano: „Agent Orange jest stosunkowo nietoksyczny dla ludzi i zwierząt. Nie odnotowano żadnych obrażeń u personelu narażonego na opryski z samolotów”.

W sumie 3 000 000 Wietnamczyków zachorowało w wyniku stosowania herbicydów. Choroby obejmowały od biegunek czy bólów głowy po cukrzycę, choroby immunologiczne i nowotwory. Szczególnie narażone były, jak już wspomniałem, dzieci. W Wietnamie 20- i 30-latkowie zaczęli zapadać na choroby typowe dla wieku starczego. Ludność zniszczona wojną, dodatkowo została zniszczona chemikaliami, które oddziaływały na nią przez kolejne dekady. Po dziś dzień w Wietnamie rodzą się zdeformowane dzieci. Podobnie jak w Iraku w wyniku stosowania zubożonego uranu.

W sumie 66% Wietnamczyków, którzy byli narażeni na chemikalia, miało dzieci zdeformowane lub cierpiące na różnego rodzaju choroby. Znaczna z nich część natychmiast po urodzeniu umierała. Niektóre umierały jeszcze w łonie matki.

Pewnego dnia skala zniszczenia narodu wietnamskiego była już tak duża, że media w Sajgonie, kontrolowanym przez amerykańskich zbrodniarzy, opublikowały zdjęcia dzieci z 2 głowami, 3 rękami i 20 palcami. Niektóre miały głowy przypominające owcę a twarze przypominające kaczkę.

Amerykańskie wojsko gardziło swoimi ofiarami. Dowódca wojsk USA w Wietnamie Westmoreland, zwolennik mordownia ludzi w zaprzyjaźnionych krajach w ramach operacji fałszywej flagi (patrz podrozdział o Włoszech) powiedzieć miał: „Mieszkańcy Orientu nie przywiązują do życia takiej samej wagi jak ludzie Zachodu. Życie jest tam obfite, życie jest tanie na Wschodzie. Jak głosi filozofia Orientu, życie jest nieważne”.

W sumie 750 000 weteranów wojny w Wietnamie, służących w siłach zbrojnych USA, otrzymało odszkodowania z tytułu narażenia na działania chemikaliów.

W Wietnamie 3 miliony ludzi cierpi z powodu stosowania dioksyn. Ich kolejne pokolenia także będą narażone z powodu wciąż zanieczyszczonego środowiska.
Z powodu stosowania samego Agenta Orange – mieszanki różnych herbicydów – według Wietnamczyków, zmarło lub doznało trwałego uszczerbku na zdrowiu, 400 000 obywateli tego kraju.

USA I IZRAEL – CENTRALA PEDOFILII, GWAŁTÓW NA DZIECIACH I BESTIALSKICH MORDÓW

Afera Epsteina, żydowskiego pedofila, agenta wywiadu wojskowego Izraela oraz człowieka ochranianego przez wywiad USA, to nie tylko wyspa na Morzu Karaibskim w archipelagu Wysp Dziewiczych USA, odkupionych od Danii w XX wieku, lecz także ranczo w Nowym Meksyku, gdzie ten zwyrodnialec, który pozyskiwał kobiety także z naszego kraju, z Beskidów, prowadził eksperymenty na swoich ofiarach.

Sprawę tą opisywały intensywnie media pod koniec lutego roku bieżącego. Po czym USA i Izrael zaatakowały Iran i wszystko ucichło. Przyjrzyjmy się jednak temu procederowi.

Epstein miał zamiar na swoim ranczu w stanie Nowy Meksyk wyhodować „nową rasę” poprzez zapładnianie przetrzymywanych tam kobiet. Nie powinno nikogo to dziwić. Amerykanie oraz Żydzi specjalizują się od dekad w nielegalnych eksperymentach na ludziach. Ten artykuł to tylko wycinek ich całego zbrodniczego dorobku.

„Zorro Ranch”, znane także jako „Playboy Ranch”, to posiadłość Epsteina na południu Stanów Zjednoczonych. Według brytyjskiego „Daily Mail” miejsce to było tysiące razy wymieniane w aktach Epsteina. Zboczeniec ten planował tam przeprowadzić eksperymenty genetyczne których celem było zapłodnienie 20 kobiet. W ten sposób miała powstać „Superrasa”. Nie wiem w jaki sposób z połączenia pedofila i niewolnicy seksualnej z biednej amerykańskiej rodziny miałaby powstać jakaś superrasa ale przejdźmy dalej.

Nie wiadomo do końca czy plan ten zrealizowano ani nawet czy go realizowano. Jednak kobiety zgłaszające się do władz stanu Nowy Meksyk twierdzą, że były odurzane, pobierano od nich materiał genetyczny a następnie budziły się podłączone do aparatury medycznej.

Na ranczu bywał książce Andrzej, członek brytyjskiej rodziny królewskiej. Bywała tam także najsłynniejsza ofiara Epsteina Wirginia Giufre, która popełniła samobójstwo w 2025 roku a według jej ojca została zamordowana.

Oprócz tego doniesienia wskazują, że na ranczu w Nowym Meksyku mógł bywać Bill Clinton oraz Woody Allen. Odbywały się tam także gwałty na młodych dziewczynach.

Dwie z gwałconych tam dziewczyn miały zostać zamordowane – uduszone podczas procederu gwałtu. Podobno pochowano je w okolicy.

Dowody zbrodni miały być niszczone. Jednak nic z tym nie robiono. Dopiero po śmierci Epsteina sprawa ta powróciła.

Epstein prowadził jeszcze inne eksperymenty, w tym na dzieciach. Jak podała prof. Magdalena Grzyb z Uniwersytetu Jagiellońskiego, obejmowały one działania które „jeżą włosy na głowie”. Z racji przyzwoitości nie będę ich tutaj opisywał. Wszyscy wiemy co to mogło być. Wspomnieć jedynie warto, że chodzi o eksperymenty seksualne na kilkuletnich dzieciach w celu przygotowywania ich dla bogatych Amerykanów w wiadomym celu. Tym zajmują się amerykańskie i żydowskie elity. Tego chcą w Polsce zwolennicy kontrolowania naszego kraju przez wojsko Stanów Zjednoczonych. Zwolennicy stałych baz USA w Polsce. Ochrony takich procederów. I popełniania samobójstw przez osoby, które chciałyby to nagłośnić.

Jednak na tym nie koniec. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak wielu wysokich rangą amerykańskich wojskowych korzystało z usług młodych osób podstawionych przez Żydów. Wiązało się to z procederem pedofilskim za którego organizacją stał Roy Cohn, prawnik Donalda Trumpa, członek loży B’nai B’rith oraz syn jednego z najważniejszych żydowskich masonów Alberta Cohna.

Cohn organizował pedofilskie orgie w hotelu Plaza w Nowym Jorku. W tzw. niebieskim apartamencie tegoż hotelu. To właśnie tam zapraszano amerykańskich wojskowych. Zapewne nie bez przyczyny. W 1956 roku dowódcy amerykańskiej marynarki wojennej chcieli spacyfikować militarnie Izrael, aby zakończyć tzw. Kryzys Sueski. Cohn był gorliwym obrońcą Izraela. Proceder ten opisała w swojej pracy „One Nation Under Blackmail” Whitney Webb. Oddajmy jej głos: „Dalsze potwierdzenie działalności Rosenstiela i Cohna w »niebieskim apartamencie« – zidentyfikowanym później jako apartament nr 233 – wynika z oświadczeń samego Cohna złożonych przed Jamesem Rothsteinem, byłym detektywem nowojorskiej policji (NYPD) i byłym szefem wydziału ds. handlu ludźmi i przestępstw związanych z przestępczością obyczajową. Rothstein powiedział później Johnowi DeCampowi – byłemu senatorowi stanu Nebraska, który badał aferę Franklina z lat 1980. – że podczas osobistej rozmowy z byłym detektywem Cohn przyznał się do udziału w operacji szantażu seksualnego wymierzonej w polityków z udziałem nieletnich. Rothstein powiedział DeCampowi o Cohnie, co następuje: Zadaniem Cohna było kierowanie grupą małych chłopców. Powiedzmy, że był jakiś admirał, generał czy kongresman, który nie chciał się zgodzić na ten program. Zadaniem Cohna było wrobienie ich, a wtedy się zgadzali. Cohn sam mi to powiedział”.

Siatką, która podstawiała amerykańskim elitom, w tym wojskowym młode nieletnie osoby była siatka o nazwie „Kurczaki i byki”. Jej „klientami” byli m.in. admirałowie i generałowie amerykańscy. Oraz tysiące innych osób.

IZRAELSKIE MAFIE I EKSPLOATACJA SEKSUALNA KOBIET Z EUROPY ŚRODKOWEJ I WSCHODNIEJ

O tym, że przestępcza i zbrodnicza działalność państwa Izrael jest chroniona przez Stany Zjednoczone nikomu chyba już dzisiaj mówić nie trzeba. Widzimy to na co dzień jak Waszyngton podpala cały świat, w tym Europę, w żydowskim interesie. Mało jednak osób zdaje sobie sprawę z tego, że Izrael pozyskiwał kobiety z Europy Środkowej i Wschodniej do niewolniczej eksploatacji seksualnej, w tym z Polski, po czym były one mordowane a ciał się pozbywano. Spójrzmy więc jak ludzie powiązani z izraelskimi służbami specjalnymi pozyskiwali kobiety z naszej części Europy.

Tel Awiw, zanim stał się stolicą ludobójstwa, w latach 1990. był światową stolicą zorganizowanej przestępczości. To właśnie tam swoją siedzibę miał, po ucieczce z Rosji, człowiek izraelskich służb specjalnych, jeden z najbardziej znanych mafiozów na świecie, Siemion Mogilewicz, który w polskojęzycznej propagandzie wciąż niemal zawsze widnieje jako Rosjanin lub człowiek rosyjskiej mafii.

Mogilewicz uciekł z Rosji i osiedlił się w Izraelu. Bardzo szybko uzyskał izraelskie obywatelstwo. Dzięki wieloletniemu agentowi Mossadu Robertowi Maxwellowi, ojcu Ghislaine Maxwell, degeneratce od szantaży z Jeffreyem Epsteinem. Nawiązał także znajomości w tajnych służbach reżimu syjonistycznego. Jego specjalizacją stało się prowadzenie „lokali nocnych”, czyli po prostu domów publicznych, gdzie zatrudniano kobiety z Europy Środkowej i Wschodniej.

Sieć tych lokali stała się, jak zauważa autor książki „Czerwona mafia” jednymi z największych ośrodków prostytucji na świecie. Lokale Mogilewicza rozciągały się przez całą Europę Środkową, skolonizowaną przez USA i Izrael po 1989 roku. Od Rygi na Łotwie, przez Kijów, Pragę aż po Budapeszt. Siedzibą Mogilewicza stał się Budapeszt. Węgry niestety były i wciąż pozostają istotnym miejscem gdzie Żydzi prowadzą lukratywne interesy związane z prostytucją i przemysłem pornograficznym.

Z początku kobiety w lokalach Mogilewicza pochodziły z Niemiec oraz Rosji, jak wiadomo z dwóch najbardziej znienawidzonych przez Żydów nacji. Z czasem jego imperium się rozszerzało. Na całą Eurazję, aż po japońską Yakuzę. Kobiety w jego przybytkach były zmuszane do prostytucji. Handlowano także nimi niczym towarem w sklepie.

Praniem brudnych pieniędzy Mogilewicza zajmowały się banki brytyjskie. Ale nie tylko. Pranie brudnych pieniędzy Mogilewicza odbywało się także w Izraelu oraz USA. Żydowski mafiozo utrzymywał bliskie relacje nie tylko z elitami izraelskimi lecz także anglosaskimi. Wszystko dzięki Maxwellowi. Dzięki współpracy z nim roczne zyski Mogilewicza z działalności przestępczej sięgały astronomicznej sumy 40 mld dolarów.

Z czasem rozszerzył swoją działalność na przemysł zbrojeniowy. Zaczął kupować firmy obronne z Węgier po czym występował na prezentacjach przemysłu obronnego w USA. Jego przestępcza działalność nikogo nie interesowała. Był chroniony przez zachodnie służby.

Ludźmi Mogilewicza byli ludzie specjalizujący się w wywiadzie i kontrwywiadzie a on sam był wielokrotnym donosiciel służb. Znana jest jego współpraca z niemieckim BND jednak to izraelskie służby były tymi, które najmocniej były obecne w jego życiu. Jednym z nielicznych krajów, który postawił zdecydowaną tamę jego działalności była Francja. Miał tam zakaz wjazdu.

Maxwell stał się bliskim współpracownikiem Mogilewicza. Innym członkiem tego zespołu był oficer bułgarskiego wywiadu Iwo Janczew. Jednak to Maxwell umożliwił Mogilewiczowi, swojemu rodakowi, stanie się szanowanym i poważanym człowiekiem międzynarodowego biznesu.

Czy dysponujemy jednak dowodem na to, że Mogilewicz był człowiekiem izraelskiego wywiadu? Wiemy, że jego teczki osobowe znikały z izraelskiego MSW aby zatrzeć ślady po jego współpracy z izraelskimi służbami. Wiemy także, że Mossad monitorował jego działalność oraz ją umożliwiał. Mogilewiczowi Izrael mógł odebrać paszport. Nie zrobiono tego, aby służby tego kraju mogły go śledzić. Znajdował się więc co najmniej pod ochroną rządu Izraela.

Stanisław Głąbińsi w pracy pt. „Niechciana wojna Ameryki” pisze, że „wywiad izraelski […] podobno sam korzystał z usług owego Mogilewicza”.

Czy jednak mamy dowód na to, że żydowskie mafie handlujące ludźmi, pozyskiwały kobiety także z Polski?

W 2018 roku w serwisie „Tygodnik TVP” ukazał się artykuł Eweliny Rubinstein pt. „Brodaci chasydzi na dachach samochodów i tysiące domów publicznych. Agenci Mossadu i bezpańskie koty”, w którym wymieniono kraje, z których kobiety były zmuszane do prostytucji w Izraelu a następnie, po „wyeksploatowaniu”, mordowane. Polska była jednym z tych krajów.

Jakaś z 50% polskich kobiet, które popierają stałe bazy wojsk USA w Polsce chętna jeszcze na obecność wojska Stanów Zjednoczonych, które chroni przestępców i ludobójców z Izraela i podpala w ich obronie cały świat?

Autorstwo: Terminator 2019
Zdjęcia: Terminator 2019, United States Department of Defense (CC0), Alexis Duclos (CC BY-SA 3.0)
Źródło: WolneMedia.net

Źródłografia

  • 1. https://web.archive.org/web/20190718201059/https://tygodnik.tvp.pl/36540998/brodaci-chasydzi-na-dachach-samochodow-i-tysiace-domow-publicznych-agenci-mossadu-i-bezpanskie-koty
  • 2. https://web.archive.org/web/20110205065619/https://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/france/7415082/French-bread-spiked-with-LSD-in-CIA-experiment.html
  • https://www.bbc.com/news/world-10996838
  • https://en.wikipedia.org/wiki/Pont-Saint-Esprit
  • 5. https://it.wikipedia.org/wiki/Giovanni_de_Lorenzo
  • 6. https://it.wikipedia.org/wiki/Enrico_de_Boccard
  • 7. https://en.wikipedia.org/wiki/Piano_Solo
  • 8. https://it.wikipedia.org/wiki/Strage_dell%27Italicus
  • 9. https://it.wikipedia.org/wiki/Carlo_Digilio
  • 10. https://en.wikipedia.org/wiki/Licio_Gelli
  • 11. https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art44714061-sondaz-polacy-chca-stalej-bazy-wojsk-usa-w-polsce
  • 12. https://en.wikipedia.org/wiki/Impact_of_Agent_Orange_in_Vietnam
  • 13. https://en.wikipedia.org/wiki/Agent_Orange#Health_effects
  • 14. https://dorzeczy.pl/opinie/842972/eksperymenty-epsteina-na-dzieciach-blokery-dojrzewania-i-feminizacja-chlopcow.html
  • 15. https://kryminalne.o2.pl/informacje/ranczo-epsteina-szokujace-co-planowal-robic-w-srodku-7257787902146944a
  • 16. https://www.komputerswiat.pl/dom/zdrowie/cia-placilo-za-tortury-ponad-300-dzieci-w-ramach-eksperymentu/xvwmj5v
  • 17. https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1039908%2Ccia-finansowala-tajne-eksperymenty-na-dunskich-dzieciach-szokujace-fakty
  • 18. https://en.wikipedia.org/wiki/Sarnoff_A._Mednick
  • 19. Albarelli H. P., „A Terrible Mistake”, Walterville 2009.
  • 20. Block A., Weaver C., „All is Clouded by Desire”, Westport 2004.
  • 21. Boczar A., „An American Brothel”, Nowy Jork 2022.
  • 22. Cockburn L., „Out of Control”, Nowy Jork 1987.
  • 23. Friedman R., „Czerwona mafia”, Warszawa 2001.
  • 24. Ganser D., „NATO’s Secret Armies”, Londyn 2005.
  • 25. Głąbiński S., „Niechciana wojna Ameryki”, Warszawa 2002.
  • 26. Grandt G., „Czarna księga masonerii”, Kobierzyce 2010.
  • 27. Kinzer S., „Doktor Śmierć”, Kraków 2020.
  • 28. Mitchell J., „Poisoning the Pacific”, Londyn 2020.
  • 29. Neumann C., „Sexual Crime”, Santa Barbara 2010.
  • 30. Thomas G., „Secret Wars”, Nowy Jork 2011.
  • 31. Webb W., „One Nation Under Blackmail”, Walterville 2022.
  • 32. Willan P., „Puppetmasters”, Lincoln 2002.
  • 33. Williams P., „Operation Gladio”, Nowy Jork 2015.