Ćwiczymy „postawę służebną”
Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” 13 czerwca 2026 michalkiewicz
Właśnie rozpoczął się kolejny Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu – ale jakoś nie rozpala emocji, jak to bywało za komuny, kiedy ulice miast pustoszały, a szyby były „niebieskie od telewizorów” – wtedy jeszcze czarno-białych. Również ówczesne media, normalnie trzymane za pysk przez cenzurę, na okoliczność Festiwalu uzyskiwały dyspensę. Dzięki temu czytelnicy prasy mogli się przekonać, że funkcjonariusze ówczesnego Propaganda Abteilung wcale nie są nudni i drewniani, że potrafią zdobywać się na wyrafinowane i subtelne egzegezy treści festiwalowych piosenek.
Teraz – nic z tych rzeczy. Może dlatego, że za komuny teksty piosenek pisali poeci, podczas gdy teraz – dla oszczędności – robią to albo sami wykonawcy, albo grono przyjaciół, więc nie ma materiału do żadnej egzegezy. Muzycznie też wszystkie piosenki są do siebie podobne – eśta-eśta – więc nic dziwnego, że nie słychać żadnych subtelnych recenzji. Jedyne co przecieka z Festiwalu, to plotki – na przykład o panu „Ralfie” Kamińskim i Dodzie-Elektrodzie, którzy wbijają sobie nawzajem „szpilki”. Pani Cienkowska, która w vaginecie obywatela Tuska Donalda – jak to się mówi – „robi w kulturze” – najwyraźniej uważa, że to właśnie jest najtwardsze jądro tubylczej kultury, uzasadniające opodatkowanie współobywateli na rzecz artystów. „Jak forsa – to mi wsuń ją” – nawoływał Konstanty Ildefons-Gałczyński jeszcze przed wojną – i okazuje się, że kontynuacja jest większa, niż myślimy. Sanacja to co innego. Sanacja stała na przeciwnym stanowisku, o czym świadczyła odpowiedź premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego na petycję filharmoników, którzy domagali się rządowej opieki: „Nam wystarczą orkiestry wojskowe!”
O marginalnym charakterze opolskiego Festiwalu świadczy choćby to, że nie przyćmił on zgrzytu, jaki w stosunkach polsko-ukraińskich pojawił się za sprawą nadania przez prezydenta Zełeńskiego pewnej jednostce tamtejszej niezwyciężonej armii imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii”. Podobno wojskowi pierwotnie domagali się uhonorowania ich jednostki imieniem „Kłyma Sawura”, osobiście odpowiedzialnego za wydanie rozkazu wymordowania ludności polskiej na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, ale władze doszły do wniosku, że lepiej trochę poczekać, aż Polacy zmiękną, a póki co „Bohaterowie UPA” wystarczą. Na takie dictum Kukuniek odpiął sobie od koszuli guziczek w ukraińskich barwach narodowych, a pan prezydent Karol Nawrocki zapowiedział odebranie prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego. Czy tak zrobi – tego nie wiemy, bo konstytucja jest tak dziwacznie zredagowana, że prezydent może „nadawać” ordery i odznaczenia bez kontrasygnaty premiera, ale już odebrać takiego odznaczenia bez kontrasygnaty nie może.
Widać jak na dłoni, że hebesowie, którzy tę konstytucję pisali, najwyraźniej nie słyszeli o zasadzie prawa rzymskiego: cuius est condere eius est tolere – co się wykłada, że kto ustanowił – ten może znieść. No a pomyślmy sami – czy Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, albo sam niemiecki kanclerz Fryderyk Merz pozwoli Donaldu Tusku na takie zuchwalstwo i to wkrótce po podniesieniu w kwietniu br. stosunków niemiecko-ukraińskich do rangi strategicznego partnerstwa? Obawiam się, że takiego pozwolenia nie będzie i w rezultacie Polska – w odpowiedzi na ukraińską politykę realną – nie będzie mogła zareagować nawet w sferze pozorów.
W dodatku Episkopat napomniał tutejszych parafian, żeby „nie szemrali” przeciwko Ukraińcom – tak, jak nie wolno im „szemrać” przeciwko Żydom, którzy załatwili sobie specjalne względy u samego Stwórcy Wszechświata. W tej sytuacji pozostaje nam tylko czekać do roku 2039, kiedy to, zgodnie z niemieckimi planami, Bundeswehra będzie najsilniejszą armią w Europie, a zaraz po niej – drugą najsilniejszą (do 800 tys żołnierzy) będzie uzbrojona po zęby, między innymi za środki z pożyczki SAFE – niezwyciężona armia Ukraińska, nawiązująca do tradycji UPA. W dodatku będziemy mieli u nas prawie 2 mln Ukraińców, podatnych na wezwania do „wołynki”, jeśli tylko nasz mniej wartościowy naród tubylczy spróbowałby albo im, albo Niemcom podskakiwać. Czegóż chcieć jeszcze?
Dopiero na tym tle możemy docenić znaczenie pomysłu obywatela Tuska Donalda – żeby przy Alejach Ujazdowskich, tuż przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wznieść pomnik Tadeusza Mazowieckiego, a potem, u jego stóp, w roku 2027 poprowadzić „Marsz Patriotów”. Nawet nie „księży-patriotów”, tylko patriotów zwyczajnych, co to słuchają zarówno Judenratu „Gazety Wyborczej”, jak i Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, która z kolei konsultuje swoje poczynania z niemieckim kanclerzem. Tadeusz Mazowiecki był „pierwszym niekomunistycznym premierem” przy prezydencie Wojciechu Jaruzelskim, co to miał pilnować, żeby transformacja ustrojowa przebiegała zgodnie z planem, to znaczy – żeby komunistyczna nomenklatura nie doznała żadnej krzywdy.
Tadeusz Mazowiecki ani przez Amerykanów, ani przez Sowieciarzy do konfidencji dopuszczony nie był – ale kiedy tylko został „pierwszym niekomunistycznym premierem”, odwiedził go szef sowieckiego KGB Władimir Kriuczkow, którzy wyjaśnił mu, co uzgodniono i czego ma się trzymać. Toteż Tadeusz Mazowiecki zaraz ogłosił doktrynę „grubej kreski”, która miała oznaczać całkiem co innego, niż się potem okazało, no i wyściskał się w Pierwszej Krzyżowej z niemieckim kanclerzem Helmutem Kohlem – że to niby w stosunkach niemiecko-polskich wszystko jest gites, tenteges.
A w ogóle, to Tadeusz Mazowiecki znany był – jak zresztą sam to określał – z „postawy służebnej”. Ciekaw jestem tedy, jak go na tym pomniku przedstawi autor – czy w postawie dumnej, czy właśnie – w „postawie służebnej” – no, a jeśli tak, to w jaki sposób tę „postawę służebną” zaprezentuje? Oczywiście jak tam będzie tak tam będzie, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – ale nie da się ukryć, że wybór obywatela Tuska Donalda na pomnikową postać nie jest przypadkowy. W osobie Tadeusza Mazowieckiego, znanego wszak z „postawy służebnej”, obywatel Tusk Donald pragnie nam przekazać informację, jakie miejsce z nowej Europie nam przeznacza, podobnie zresztą, jak i sobie – bo przecież żyją ludzie pamiętający, że to Nasza Złota Pani z Berlina upodobała w nim sobie i przenosząc go Mocną Ręką na brukselskie salony, zrobiła z niego człowieka. Ale oprócz tej osobistej, jest i druga przyczyna. Obywatel Tusk Donald, który w swoim czasie doprowadził do zlikwidowania Unii Wolności, w ramach której „aferałowie” kolaborowali z „partią zagranicy”, za jaką uchodziła wówczas Unia Demokratyczna, najwyraźniej chciałby tamten błąd naprawić i zamiast sztukować sobie parlamentarną większość przy pomocy jakichś przypadkowych vaginess, czy jegomościów w rodzaju pana Hołowni, pojednać się z „lewicą laicką”, która na postronku przyprowadzi do niego rzeszę mikrocefali, którym się powie, że oto mamy jasnego idola. Tadeusz Mazowiecki, sterowany zdalnie przez Michnkukuremka znakomicie się nadaje na fasadę reaktywowanej politycznej formacji.
Stanisław Michalkiewicz