Polityczni topielcy. Stare i nowe poligony.

Polityczni topielcy

24.09.2026 wolnemedia/polityczni-topielcy

Stare i nowe poligony

Donald Trump, Władimir Putin i Wołodymir Zełenski, choć każdy z innych przyczyn, utknęli w wojnie spreparowanej przez jej zwolenników zza biurek. Co najmniej pół roku wcześniej, kiedy Donald Trump zaczął się czuć jak posiadacz czarodziejskiej różdżki, a jej dotknięcie miejsca na mapie miało oznaczać „to moje”, pułkownik Douglas Macgregor zauważył, że na Grenlandii bazy USA już są, reszta zaś była zbędna. Chyba że chodziło o wzniecenie konfliktu dla odwrócenia uwagi od już trwającego. Zdaniem australijskiego dziennikarza Johna Helmera, najświeższe doniesienia z Grenlandii wskazują, że staje się ona nowym poligonem. Dania, jedno z najzacieklej krytykujących Rosję państw NATO, zgodziła się na istnienie baz amerykańskich, co aprobował Donald Trump w zamian za odstąpienie od aneksji całej Grenlandii. Przy kilku bazach i nowych możliwościach prowadzenia wojny z Rosją, do których należałoby wzmocnienie wszelkich zakazów zawijania do portów jednostek rosyjskich, chińskich oraz innego wykorzystywania Grenlandii przez Rosję, otwarta została nowa strefa potencjalnego zaognienia stosunków międzynarodowych.

Takim samym gorącym poligonem jest Ukraina. Radykalizacja działań rosyjskich, wynikająca z niechęci do bezpośredniego sąsiedztwa z państwem spreparowanym na modelu Izraela, doprowadza właśnie do skutku, jakim jest załamanie gospodarki. Zablokowany został eksport ukraińskiego zboża. Równocześnie zablokowany jest import drogą morską do portów Morza Czarnego.

Nasilone ataki na cele przemysłowe sparaliżowały całą moc produkcyjną stali na Ukrainie. Rosnący deficyt energii elektrycznej w tej sytuacji zapowiada całkowite załamanie gospodarki tego państwa.

Ukraiński rząd na uchodźstwie i RCB

Rząd Wołodymyra Zełenskiego, choć krytykowany wewnętrznie, nie upadnie przy wsparciu zachodnich sponsorów, skoro do jego dyspozycji pozostaje armia NATO, gotowa do ciągłej walki za wielkie interesy oligarchów i potężne pieniądze z Europy. Na tym tle powstała właśnie koncepcja stworzenia „rządu na uchodźstwie” z wiosną przyszłego roku. Terenem działania tego rządu pozostanie nadal Ukraina. Odpowiednio dobrany zestaw personalny, przeniesiony z Kijowa do Lwowa, ma za zadanie przygotować kolejną falę uchodźców do Polski, Niemiec i innych części Europy. Strach przed napływem uchodźców ukraińskich, widoczny już w roku 2022, powróci. Zełenskiemu jest to potrzebne.

Ukraińskie sieci rozsianych po Polsce stowarzyszeń, fundacji i biur będą pogłębiać rozsadzanie tkanki ludnościowej, na co nie jesteśmy zupełnie przygotowani, a rządzący, jak zawsze, za priorytet przyjmować będą litość nad uciekającymi od wojny. Grożąca nam relokacja jest szykowana na podobieństwo akcji „Most”. Zwłaszcza realny jest ów plan przy oficjalnych założeniach rządu o potrzebie ewakuacji części ludności z terenów wschodnich, zawartych w Krajowym Planie Ewakuacji opracowanym przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) i MSWiA. Bagatelizowane plany uznaje się za plotkę, lecz przypomnijmy, że plotki pandemiczne okazywały się twardą rzeczywistością (Operacja Most).

Schyłkowa prezydentura

Dezaprobata dla Trumpa w USA przechyliła się radykalnie na jego niekorzyść po doświadczeniu seryjnego fiaska konfrontacji sił w Iranie. Nie zostały zrealizowane zasadnicze cele, które majaczyły na początku: obalenie rządu w Teheranie, zbuntowanie ludności przeciwko panującej ekipie, nieudane przejęcie kontroli nad szlakiem handlu ropą, przy kompromitacji zapowiadanej skuteczności sił morskich i powietrznych (i braku lądowych) oraz utracie baz w regionie. W tej sytuacji ekipa współrządząca traci morale i odwraca się w poszukiwaniu nowych miejsc pracy, rozumiejąc, że zwierzchnik nie panuje nad utopijnie obiecanym sukcesem.

W obecnej sytuacji, którą sam stworzył, Donald Trump nie opanuje inflacji i nie odwróci wyniku wojny z Iranem, więc jego notowania polityczne spadają gwałtownie czerwoną kreską, wzorem notowań giełdowych. Nie ma żadnych rozwiązań. Nie potrafi nawet zapanować nad własną nieporadnością, dosłownie kompromitując się wygłoszonym w ONZ przemówieniem, ku zniesmaczeniu odbiorców.

Po wystąpieniu prezydent USA miał spotkanie z Zełenskim, równie tonącym jako przywódca, mimo wcześniejszego instruktażu na lotnisku Shannon przez szefa CIA – Johna Radcliffe’a. Ich samoloty całkiem przypadkowo tankowały paliwo w tym samym miejscu i czasie. Trump z Zełenskim, skazując się na wzajemne wsparcie, są politycznymi topielcami.

Cytowane przez amerykańską prasę telefoniczne apele Trumpa do Zełenskiego, by przestał atakować rosyjskie rafinerie, obnażają jego pełną hipokryzji dywersję, kierowaną do wyborców amerykańskich. Należy podważyć istnienie jakiejkolwiek nitki negocjacyjnej między USA i Ukrainą, z czego Rosjanie w pełni zdają sprawę.

Perspektywa

Interesy USA i Ukrainy łączy wojna i jej nowe odsłony (Grenlandia), a rzekome rozmowy trójstronne są ochłapami rzucanymi wyborcom. Komunikaty o braku postępu w rozmowach jednoznacznie podważają celowość wizyt Kushnera i Witkoffa na Kremlu. Zapętlenie prezydenta USA w jego taktyce znajduje przejaw w zamknięciu dostępu prasy do Białego Domu.

W tym samym czasie Władimir Putin ma za sobą wybory parlamentarne. Zwycięstwo partii Zjednoczona Rosja przy frekwencji 59% potwierdza mocną pozycję partii rządzącej, nawet wbrew sondażom przedwyborczym. Zdobyła ona zwykłą większość w rosyjskiej Dumie, co daje prezydentowi większą swobodę działania.

Partia Komunistyczna z dożywotnim przywódcą Gienadijem Ziuganowem zdobyła 14% dzięki sprzyjającym jej tzw. opozycjonistom. Przykładem był Aleksiej Nawalny.

Uporczywa praca Europejczyków nad zakłóceniem wyborów w Rosji poprzez posłanie około 2000 dronów nad jej obszar w trakcie głosowania odniosła skutek bumerangu. Zamiast spodziewanego strachu, rosyjscy wyborcy zmobilizowali się podobnie jak podczas bombardowania Iranu, a w historii – Niemiec czy Japonii, co zmotywowało ludność do zjednoczenia przy rosnącej niechęci do sprawcy. Efektem zachodnich aktów wojennych, firmowanych jako ukraińskie, wzmogły się apele wielu środowisk o większy radykalizm zmierzający do zakończenia wojny. Między innymi chodzi o udaremnienie dostaw transportów drogowych i kolejowych z Polski przez granicę polsko-ukraińską. Zgoda na silniejszy mandat W. Putina wynika z rosnącego gniewu, dając mu przewagę. Impas Putina wynika z pomysłu potraktowania rządzących Ukrainą jako rządu na uchodźstwie skierowanego przeciwko Rosji na zawsze. Tego nie da się zniszczyć czy zneutralizować w drodze negocjacji.

Jako żywo, Ukraina jest kalką idei Izraela – wiecznie jątrzącego tworu na obszarze Bliskiego Wschodu. Siergiej Ławrow czytelnie zdiagnozował: „Etap negocjacji zakończył się w Anchorage na Alasce”. Oznacza to, że bezpieczeństwa Rosji nie można uzyskać w rozmowach z Ameryką, skoro jej stosunek do Ukrainy sprowadza się do traktowania jej obszaru jako poligonu, na którym trwa wieczna wojna. Stawia to Rosję w obowiązku stawienia czoła eskalującej wojnie z sojuszem europejsko-amerykańskim. Błędem Putina jest – albo już tylko była – nadzieja, że z Zachodem można negocjować. Ostatecznym tego dowodem jest sytuacja na Bliskim Wschodzie, żywo dyskutowana w trwającej od kilku dni 81. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

W niezmiennym stylu Donald Trump użył szantażu: „Moją propozycją dla Iranu jest jego zgoda na to, by mógł istnieć jako największe mocarstwo, być może na świecie, albo go całkowicie zniszczę”, wbrew wyborczej obietnicy, że gotów jest do zawarcia umowy. Nie dodał, że wyłącznie na warunkach bezwzględnej subordynacji. Przeczył też toczącej się w marcu 2026 r. wojnie Mike Johnson, nazywając amerykańskie ataki na Iran „misją ograniczoną do operacji na wybrane obiekty, która już jest prawie zakończona”.

Przewodniczący António Guterres, mówiąc o sytuacji bliskowschodniej i Gazie, skwitował: „Dość, już dość eskalacji, apeluję do przywódców o rozmowy”. Emir Kataru – szejk Tamim ibn Hamad Al Sani, poza wezwaniem do zakończenia kryzysu humanitarnego w Gazie i otwartą krytyką Izraela za działania w Gazie, Syrii i Libanie, oczekuje odblokowania Cieśniny Ormuz. Stwierdził też: „Nadszedł czas, by dotychczasowe słowa dotyczące wartości stały się praktyką”.

Najtrafniej w ocenie sytuacji wypada prezydent Iranu Masud Pezeshkian, na którego słowa delegacja amerykańska opuszcza salę obrad. Najradykalniej brzmi wypowiedź prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, choć on sam ma wyraźne trudności w poruszaniu się – porównał w niej Gazę do największego na świecie cmentarza.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com [1] [2] [3] [4]
Źródło: WolneMerdia.net