U progu nowego sezonu

U progu nowego sezonu

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    30 sierpnia 2026 michalkiewicz

Co tu ukrywać; vaginet obywatela Tuska Donalda brnie od sukcesu do sukcesu. Pierwszym sukcesem było wynalezienie w korcu maku przez obywatela Tuska Donalda pani doktor habilitowanej Barbary Mróz-Gorgoń na pełnomocniczkę rządu do „promowania Polski”. Prezentując panią Barbarę obywatel Tusk Donald wprost nie mógł się jej nachwalić, jaka jest mądra i urocza, niczym małżonka Pana Karola ze słynnego wiersza Janusza Szpotańskiego „Pan Karol i Kostuś” – dedykowanego Stefanowi Niesiołowskiemu.

Pan Karol ma żonę uroczą i mądrą,

plus seraj rozkosznych kochanic.

A Kostuś z pyskatą żonaty jest flądrą

i romans ma z tkaczką z Pabianic.

Idylla trwała całe trzy tygodnie, dopóki nie ukazał się raport pod tytułem „Marka polska – podstrategia turystyczna” pani Barbary, przygotowany – jak się okazało – przy udziale sztucznej inteligencji. Tak w każdym razie przyznała pani Barbara – ale ja myślę, że przesadziła – bo wszystko wskazuje na to, że w przygotowaniu raportu musiała uczestniczyć nie żadna tam „sztuczna inteligencja”, tylko – sztuczna półinteligencja. Świadczyły o tym np. rewelacje, że Katowice znajdują się w „północnym centrum” Polski – i tak dalej. Muszę powiedzieć, że ja panią Barbarę rozumiem: woli współpracować ze sztuczną półinteligencją, niż ze sztuczną inteligencją.

Sztuczna inteligencja mogłaby wpędzić ją w kompleksy, podczas gdy w towarzystwie sztucznej półinteligencji może odczuwać zrozumiały dobrostan. O ile sukces ma wielu ojców, o tyle klęska jest sierotą, więc do „Raportu” nikt nie chciał się przyznać, wskutek czego nie wiadomo, kto konkretnie i do czyich rąk wypłacił z tego tytułu 200 tys złotych. Ale zadawanie takich pytań przez osoby nie upoważnione przez obywatela Żurka Waldemara jest zakazane, toteż skończyło się na tym, iż pani Barbara zgłosiła swoją dymisję z powodu „hejtu”, jaki obrócił się na nią po ukazaniu się Raportu. Wprawdzie zaraz potem pojawiły się fałszywe pogłoski, że ma być ona gwiazdą „Pikniku Polska”, jaki w Olsztynie urządza pan Rafał Trzaskowski, ale pani Barbara energicznie je zdementowała. Zresztą – to nic, ponieważ w „Pikniku” będą uczestniczyć inni, równie wybitni luminarze tubylczej nauki, więc mikrocefale nie doznają z tego powodu żadnego uszczerbku.

A jeśli o „hejcie” mowa, to tak właśnie tłumaczyła się działaczka Volksdeutsche Partei z Dolnego Śląska, krytykowana przez złe języki za przydzielenie odszkodowań z tytułu powodzi swemu mężowi i osobom zaprzyjaźnionym. Wprawdzie – powiada – powódź może tam nie dotarła, ale za to zalała mnie taka fala „hejtu”, że przyznanie odszkodowań z tytułu powodzi było w tej sytuacji oczywiste.

Z tą powodzią to w ogóle mamy sto pociech. Cały kraj cierpi na „suszę hydrologiczną” z powodu „globalnego ocieplenia” – ale w Głuchołazach odwrotnie. Tam ni stąd ni zowąd wystąpiła powódź, chociaż pan minister Kierwiński jeszcze nie zdążył usunąć wszystkich szkód po powodzi poprzedniej. Mimo to „rządzi mądrze i wesoło”, a podobno znajomi witając się z nim pytają go – jak ci się powodzi?

Ale to jeszcze nic w porównaniu z sukcesem na odcinku związków partnerskich. Oto właśnie weszło w życie rozporządzenie vaginetu obywatela Tuska Donalda, nakazujące urzędom stanu cywilnego w całym kraju dokonywanie „transkrypcji” tak zwanych „małżeństw” jednopłciowych. Osobą pilotującą ten projekt jest Wielce Czcigodna Kotula Katarzyna, co to w swoim czasie „robiła doktorat” w Wyższej Szkole Gotowania Na Gazie, dopóki się nie okazało, że legitymuje się wykształceniem średnim („coś się wie, coś się nie wie”). Wprawdzie niektórzy pedanci podnoszą, że konstytucja polska nie przewiduje żadnych „małżeństw” jednopłciowych, ale zarówno obywatel Tusk Donald, jak i Wielce Czcigodna Kotula Katarzyna nie przyjmują tego do wiadomości.

Skoro bowiem „transkrypcja” została zalecona przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości, któremu patronuje sama Riechsfuhrerin Urszula Wodęleje, a na jej polecenie „transkrypcję” dopuścił niezawisły Naczelny Sąd Administracyjny, to co tu ma do rzeczy jakaś tubylcza konstytucja? Wiadomo, że konstytucja to jest po to, żeby było ładniej, a obowiązują rozkazy Reichsfuhrerin, ewentualnie – polecenia oficerów prowadzących albo ze starych kiejkutów, albo z ABW. Najwyraźniej w przyszłorocznych wyborach sodomczykowie i gomorytki ławą zagłosują – no właśnie – czy na Volksdeutsche Partei, czy na Lewicę – bo chociaż obywatel Tusk nalega na stworzenie „wspólnej listy” pod jego egidą, to Lewica chce stawać do wyborów pod własną flagą, podobnie jak PSL, dufne w swój aparat wyborczy w gminach wiejskich i małych miasteczkach? To są ludzie, którzy jeszcze za komuny obsiedli tam wszystkie synekury w sektorze publicznym i nie wyznają żadnej ideologii, kierując się instynktem samozachowawczym. Ten zaś im podpowiada, że dopóki PSL będzie w Sejmie, to synekury są bezpieczne, więc „ludowcy z Marszałkowskiej” mogą na nich liczyć tym bardziej, że już machnęli ręką na reprezentowanie „wszy i rolnictwa”, tylko zasmakowali w bliskich spotkaniach III stopnia z przemysłem zbrojeniowym.

Ale sodomczykowie i gomorytki do tylko jeden z odcinków, bo vaginet przechodzi do ofensywy również na odcinku praworządności ludowej. Chodzi o to, że we wrześniu w Trybunale Konstytucyjnym kończy się kadencja tzw. „sędziego-dublera” Justyna Piskorskiego, na miejsce którego wysuwany jest przez obywatela Tuska pan Maciej Berek – do niedawna minister w vaginecie i jego prawa ręka. W styczniu zaś kończy się kadencja ostatniego „sędziego-dublera” Jarosława Wyrembaka, więc jest szansa, że Trybunał Konstytucyjny zostanie już obsadzony prawidłowo przez sędziów, na których można polegać – a wtedy nie tylko będzie można zrobić porządek z resztą Trybunału, nie tylko przed wyborami zdelegalizować „niepotrzebne” partie polityczne, ale również wysadzić w powietrze „uzurpatora”, czyli – jak Judenrat nazywa pana prezydenta Karola Nawrockiego – wykorzystując w tym celu mechanizm opisany w art. 131 konstytucji. Chodzi o stwierdzenie niemożności sprawowania przez prezydenta urzędu. Jeśli prezydent „nie może” zawiadomić o takiej niemożności marszałka Sejmu – na przykład dlatego, że nic o żadnej niemożności nie wie – to wtedy o „niemożności” orzeka Trybunał Konstytucyjny – oczywiście obsadzony przez sędziów, na których można polegać.

W rezultacie obowiązki prezydenta przejmuje marszałek Sejmu. Mechanizm jest prosty, jak budowa cepa – ale aż taka ostentacja budzi wątpliwości wśród niektórych przedstawicieli środowiska płomiennych szermierzy praworządności. Jedni są przeciw – inni, np. pan prof. Sadurski – są za – a reprezentująca autorytety moralne pani prof. Ewa Łętowska chciałaby tylko, żeby zostały zachowane pozory, w postaci „procedur”. To da się zrobić, a jeśli nawet pojawiłyby się przy tej okazji jakieś hałasy, to zostaną one stłumione jako „mowa nienawiści” – bo nie można usmażyć omletu, nie rozbijając jajek. Zatem sezon polityczny zapowiada się interesująco.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).