Stanisław Michalkiewicz: Co z Antychrystem?
Poświęcony portal „Fronda”, którego szefem był w swoim czasie zawodowy katolik, pan red. Tomasz Terlikowski, zanim, podążając tropem „niegodziwej mamony”, nie poszedł się bisurmanić, najpierw do postępowych rozgłośni radiowych, a kiedy się okazało, że nie tylko się nie strefił, ale nawet zyskał w oczach eklezjastycznych zwolenników nieubłaganego postępu – poszedł na całość, czyli na służbę do Judenratu.
Poświęcony portal „Fronda” najwyraźniej odczuwa dolegliwości sezonu ogórkowego, regularnie trapiące media niezależne i zależne podczas tak zwanych „letnich kanikuł”. Kiedyś zostałem skrytykowany za używanie określenia „letnie kanikuły” – ale na swoje usprawiedliwienie mogę podnieść, że jest ono pochodzenia ruskiego – a jakich określeń powinni używać ruscy agenci, jeśli nie rosyjskich?
Co prawda przydzielony do mnie pan Lesław Cieślak uporczywie twierdzi, że jestem „człowiekiem Mosadu” – ale poczciwie nie zauważa, że agenci, w obawie przed zdemaskowaniem na przykład przez awansowaną właśnie na stopień generalski panią szefową Służby Wywiadu Wojskowego, nic, tylko się maskują. Tak właśnie robię i ja; w dni parzyste jestem agentem ruskim, w dni nieparzyste – niemieckim, a w niedziele i święta – watykańskim.
A przecież są jeszcze inne dni – na przykład – tak zwane „dni ciche”, czy – dajmy na to – „suche dni kwartalne”, kiedy można oddawać się służbie innym centralom wywiadowczym, na przykład – Wall Street, albo właśnie Mosadowi. Inna sprawa, że przy takim nawale zajęć wywiadowczych, człowiek ledwo by się wyrabiał z wykonywaniem obowiązków „legendowanych”.
Toteż nic dziwnego, że w tej sytuacji luminarze Propaganda Abteilung ze zniecierpliwienia olewają mnie ciepłym moczem – a już specjalnie – pani red. Agnieszka Gozdyra – co nieubłaganym palcem wytyka mi co i rusz właśnie przydzielony do mnie przez anonimowe Moce pan Lesław Cieślak.
Wracając do „letnich kanikuł”, to ich skutki najwyraźniej musi odczuwać również poświęcony portal „Fronda”. Inne portale radzą sobie a to publikując fałszywe pogłoski, jakoby wicepremierem vaginetu obywatela Tuska Donalda ma zostać Szymon Hołownia, a to zachodząc w głowę, gdzież to może ukrywać się pan Marcin Romanowski – czy przypadkiem nie w Naddniestrzu?
Straszliwym niepokojem napawa to szczególnie pana generała Polko, który twierdzi, że pan Romanowski posiadł jakąś straszliwą wiedzę na temat funkcjonowania mechanizmów naszego państwa i jak tylko trafił do Naddniestrza, to zaraz przekaże te wszystkie tajemnice Putinowi. Hmmm.
Największą, a w każdym razie – najbardziej strzeżoną tajemnicą naszego bantustanu może być informacja, że naszym nieszczęśliwym krajem kieruje specjalnie dobrana banda idiotów – ale myślę, że Putin też o tym wie i pan Romanowski niczym mu nie zaimponuje. Tymczasem poświęcony portal „Fronda” – jak przystało na portal poświęcony – nawet w sytuacji posuchy tematycznej, spowodowanej letnimi kanikułami, próbuje ratować się tematami eschatologicznymi.
Ciekawe, że do takich tematów latem uciekał się też i Władysław Gomułka. Kiedy na Zachodzie rozgorzała dyskusja na temat, jakiej płci są anioły. „towarzysz Wiesław” natychmiast skorzystał z okazji, by w jednym ze swych tasiemcowych przemówień zauważyć: „Prędzej pan, panie Adenauer, odgadnie, jakiej płci są anioły, niż my się wyrzekniemy naszych Ziem Zachodnich!” Ale poświęcony portal „Fronda” tym razem aniołami się nie zajmuje.
Najwyraźniej musiał wziąć sobie do serca przestrogę Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego z „Ballady o trzech wesołych aniołach” („Słuchajcie słodkie siostry – jak mówił stary opat (…) Przeto siostry najsłodsze, Boże módl się za nami, lepiej się wam przed nocą nie wdawać z aniołami”) – bo tym razem zajął się Antychrystem – jakiego też może on być wyznania.
Poświęcony portal „Fronda” nie ukrywa, że tylko przedrukował stanowisko którejś z grup protestanckich, która twierdzi, że Antychryst z pewnością jest muzułmaninem. Szczerze mówiąc, wcale nie nie dziwi, że ta grupa protestancka odpowiada na pilne zamówienie społeczne.
Akurat wojna USA ze złowrogim Iranem, w którą wkręcił Amerykę bezcenny Izrael, zaczyna przepoczwarzać się w jakiś węzeł gordyjski, do którego prezydent Trump nie wie nawet, z której strony się zabrać. W tej sytuacji przypisanie Antychrystowi wyznania muzułmańskiego, w dodatku w odmianie szyickiej, byłoby może jakimś wyjściem z patowej sytuacji.
Dodatkowej komplikacji dostarcza traktat, niedawno podpisany przez Turcję, Arabię Saudyjską i Pakistan – o wspólnej obronie. Wprawdzie w tych krajach dominuje islam w odmianie sunnickiej, więc niektórzy koniunkturalni przeciwnicy złowrogiego Iranu, liczący, że jak będą mu wymyślać, jak na przykład Putinowi, to Amerykanie ich zauważą i pan ambasador Róża zadba, żeby – jeśli nie intratną trafikę – to przynajmniej dostali dyferencjał.
„Niech mi chociaż dyferencjał dadzą!” – wołał Kazimierz Grześkowiak w piosence „Ważne to je, co je moje” – ale nie o to chodzi, tylko o to, że chyba bezcenny Izrael się doigrał. Turcja ma najsilniejszą w regionie armię lądową, Pakistan ma arsenał nuklearny, a Arabia Saudyjska już sama nie wie, co robić z pieniędzmi.
Kiedy Pakistan przystępował do budowy swego arsenału jądrowego, to tamtejszy prezydent zapowiedział Pakistańczykom, że „będą jedli trawę” – ale broń jądrową sobie zafundują.
Teraz, kiedy Pakistan ma foedus z Arabią Saudyjską, forsy na rozbudowę arsenału jądrowego mu nie zabraknie, więc nic dziwnego, że Saudyjczycy ciepłym moczem olali propozycję prezydenta Trumpa, że pozwoli im się nuklearyzować – ale w celach pokojowych i pod warunkiem przystąpienia do „porozumień abrahamowych”, czyli – uznania Izraela. Przy pomocy Pakistanu sami się znuklearyzują – w dodatku bez żadnych warunków.
No dobrze – ale co z tym Antychrystem? Jakiego on jest wyznania? Pomijając już polityczny koniunkturalizm teorii protestanckiej, to warto zwrócić uwagę, że muzułmanie wcale nie zieją taką nienawiścią do Jezusa Chrystusa, jak – dajmy na to – Żydowie. Przeciwnie – uważają Go za proroka, a tylko odmawiają Mu pokrewieństwa z Allahem.
Żeby tedy zrobić im na złość, pewien jeniec chrześcijański wdrapał się na minaret i wyśpiewał na całą okolicę: „La ilaha illallah. Hazaret Isa ibn Allah”. Historia milczy, co się z nim później stało; prawdopodobnie obdarty został ze skóry, a może ukamienowany – jak to mieli w zwyczaju Żydowie? Jeśli zatem Antychryst miałby być jakiegoś wyznania, to już prędzej mojżeszowego – bo to właśnie ono, w odróżnieniu od wszystkich innych – najbardziej zieje nienawiścią do Jezusa Chrystusa.
Oczywiście i my wiemy, a tym bardziej – poświęcony portal „Froda” wie – że takich rzeczy nie wolno głośno mówić, ani nawet powtarzać – niechby i po protestantach – bo z każdym takim ananasem będzie brzydka sprawa.
========================
mail:
Antychryst na pewno będzie narodowości żydowskiej,
innego żydzi nie uznaliby za mesjasza.
Pisze o tym Charles-Marie-Antoine Arminjon (chanoine, missionnaire apostolique) w
Fin du monde présent et mystères de la vie future (1881).
Sprawa jest poważna,
a Red. Michalkiewicz jak zawsze na wesoło.