Próba generalna?
Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” (prawy.pl) • 19 września 2026 michalkiewicz
Przed wprowadzeniem w grudniu roku 1981 stanu wojennego, w naszym nieszczęśliwym kraju przeprowadzonych zostało wiele prób generalnych, których celem było wysondowanie, jak też na stan wojenny zareaguje społeczeństwo. Według biografa generała Jaruzelskiego, płk Lecha Kowalskiego, przygotowano tedy plany alternatywne na wypadek gdyby zbrojnego oporu nie było i na wypadek, gdyby się pojawił. W tym drugim wariancie przewidziana była blokada całych miast z użyciem artylerii i lotnictwa. Jak pamiętamy, żadnego zbrojnego oporu nie było, bo tylko grupka młodych ludzi zastrzeliła sierżanta Karosa, kiedy próbowała go rozbroić. Warto jednak o tym planie „B” na wypadek zbrojnego oporu przypomnieć, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że nasza niezwyciężona armia bez wahania by go zrealizowała i nikomu nie drgnęłaby ręka.
Ale – jak wspomniałem – przeprowadzono wiele prób generalnych, poczynając od wysłania w teren wojskowych grup operacyjnych, które kazały malować trawę, a to na zielono, a to na rudo – w zależności od pory roku – ale tak naprawdę przygotowywały się do przejęcia kierowania krajem w warunkach „surowych praw stanu wojennego”. Partia bowiem – jak pamiętamy – zaczęła się rozłazić, tworząc jakieś „struktury poziome”, więc Służba Bezpieczeństwa, podobnie jak soldateska, plunęły na nią i przejmowały władzę w swoje ręce. Świadectwem utwardzenia „strony rządowej”, która przedtem bywała bardziej elastyczna, był protest na skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi w Warszawie. Mimo, że skrzyżowanie było blokowane, „strona rządowa” ani drgnęła, pokazując w ten sposób, że warunki się zmieniły. W tej sytuacji „unik zrobił byk” – jak śpiewał Wojciech Młynarski o szkole torreadorów w słynnej prowincji Guadalajara – to znaczy – cofnęła się „strona związkowa”, która już na tym niczego nie ugrała.
Ale ostateczna próba generalna odbyła się na Żoliborzu, w Wyższej Szkole Pożarnictwa, w której protest z udziałem podchorążych został zlikwidowany w początkach grudnia 1981 roku w rezultacie desantu.
Przypomniało mi się to wszystko teraz, gdy vaginet obywatela Tuska Donalda, a konkretnie – obywatel Żurek Waldemar, który w tym vaginecie ma fuchę ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego – „podjął decyzję” o zmianie rektora Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, kształcącej kadry Służby Więziennej. Wprawdzie według statutu tej Akademii zmianami na stanowisku rektora zajmuje się senat uczelniany, ale obywatel Żurek Waldemar, jak wiadomo, nie czuje się związany żadnymi statutami, ani nawet – tubylczą konstytucją – nad która przedkłada polecenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, w którym zasiadają specjalnie dobrani w korcu maku „nasi” sędziowie – no i oczywiście – kategoryczne sugestie starych kiejkutów, które – podobnie jak za pierwszej komuny, kiedy to przekładały rozkazy z ruskiego na polski – teraz przekładają z niemieckiego na polski.
Skoro tedy scenariusz napisany przez stare kiejkuty według wskazówek BND nakazywał przeprowadzenie próby generalnej w Akademii Wymiaru Sprawiedliwości – to nie było rady; obywatel Żurek Waldemar musiał „wydać decyzję”, a następnie – przeprowadzić podmiankę na stanowisku rektora tej uczelni. Ale – jak to bywa w takich razach – dramat łączy się z komedią – toteż obywatel Żurek Waldemar z zagadkowych przyczyn upodobał sobie kandydaturę pana Sławomira Cudaka. Jeśli krążące na mieście fałszywe pogłoski na temat tej postaci w ruchu robotniczym zawierają ziarenko prawdy, to te przyczyny nie muszą być aż tak bardzo zagadkowe.
Otóż według krążących po mieście fałszywych pogłosek, pan Cudak jest z wykształcenia piekarzem – a w każdym razie był nim w czasach, gdy należał do PZPR – ale potem jego kariera wystrzeliła pod lazury. Został pułkownikiem i zaczął intensywnie wzbogacać tubylczą naukę rozmaitymi rozprawami – a to doktorskimi, a to habilitacyjnymi – więc nic dziwnego, że gmerając w korcu maku, obywatel Żurek Waldemar musiał natrafić na niego. Nawiasem mówiąc, do wspomnianej Akademii próbował wejść sam Naczelnik Państwa – ale policjanci, podobno pościągani na tę okoliczność z rozmaitych prowincji, nawet na niego nie spojrzeli i oczywiście – nie wpuścili. Ilu wśród tych policjantów jest pochodzenia cudzoziemskiego – na przykład – ukraińskiego – tego ma się rozumieć nie wiemy, ale to chyba nieważne.
Takie dociekania bowiem wynikają z przekonania, że Polak nie może się łajdaczyć. To nieprawda, jak najbardziej może i chętnie z takich możliwości korzysta tym bardziej, że niekiedy mogą one przynieść nieoczekiwane profity. Oto w swoim czasie, gdy jeszcze Ostatniemu Pokoleniu Niemcy nie cofnęli subwencji i nie zakazali prowadzenia działalności, urządziło ono w Warszawie protest przeciwko dewastowaniu „planety” zbrodniczym dwutlenkiem węgla. W proteście tym wziął również działacz wielkiego kalibru, mianowicie pan Piotr Niemczyk, były zastępcza szefa Zarządu Wywiadu UOP, pułkownik, podobnie jak Bartłomiej Sienkiewicz. Na tym etapie jednak policja nie była jeszcze odpowiednio uświadomiona i pan Niemczyk został spisany, a nawet przedstawiony do ukarania. I nawet został przez nienawistny sąd ukarany pracami społecznymi – ale oczywiście – odmówił ich wykonywania, toteż nienawistny sąd mechanicznie skazał go na dwa tygodnie aresztu.
I w tym momencie zaczęło się. Nie tylko zostały poruszone Moce w postaci „legendarnych” opozycjonistów, ale również – madame Sylwia Grergorczyk-Abram, a nawet – Sąd Najwyższy. Pani Sylwia założyła „kasację” i w rezultacie nienawistny sąd w podskokach kazał pana Niemczyka z aresztu wypuścić. Wyobrażam sobie, jak musiały rozdzwonić się telefony. Na przykład – do obywatela Żurka Waldemara: Wy Żurek, wyście chyba zapomnieli, skąd wam wyrastają nogi. Jaki macie stopień? Kapral podchorąży? No widzicie. To jak wy ośmielacie się wtrącać do aresztu pułkownika, co?! Natychmiast każcie go wypuścić, bo inaczej my wam przypomnimy, skąd wyrastają wam nogi. Toteż z tej okazji pan minister Kierwiński sformułował doktrynę, według której „czas świętych krów” się skończył. Skoro tako rzecze pan minister, to nie wypada zaprzeczać – ale co nam szkodzi zapytać, jakie zwierzę w tej sytuacji dostąpiło świętości? Nawet nie śmiem się domyślać.
No dobrze – ale czego dotyczy próba generalna w Akademii Wymiaru Sprawiedliwości? A czegoż by, jak nie zrobienie porządku w Trybunale Konstytucyjnym. Po jego obsadzeniu „naszymi” sędziami w rodzaju pana Berka, będzie można nie tylko uporządkować tubylczą scenę polityczną, pozostawiając na niej tylko te zwierzęta, które decyzją starych kiejkutów dostąpiły świętości, no i oczywiście – wysadzić w powietrze pana prezydenta Nawrockiego, by na jego miejscu umieścić obywatela Czarzastego Włodzimierza, który już tam powinność swej służby zrozumie.
Stanisław Michalkiewicz