Na Ukrainie świętowano urodziny Bandery
Łukasz Jastrzębski myslpolska/na-ukrainie-swietowano-urodziny-bandery/
W licznych miastach Ukrainy odbyły się obchody 117 rocznicy urodzin Stepana Bandery. Marsze z pochodniami, szowinistyczne okrzyki, kwiaty pod licznymi pomnikami i tablicami poświęconymi współtwórcy OUN-B. Nie wzbudziło to powszechnego sprzeciwu w Polsce. Politycy, dziennikarze, duchowni udają, że spacerują w letnim deszczyku, gdy neobanderowcy oddają na nich ochoczo mocz.
Kilka dni temu dziennikarka, która w przeszłości relacjonowała wydarzenia na Euromajdanie Arleta Bojke, w słusznie nazwanym Kanale Zero przekonywała widzów, że banderyzm nie ma antypolskiego oblicza. Jest to nieakceptowalna i zupełnie fałszywa teza. To nie jest wyskok jakiejś dziennikarki. To etap wieloletniego systematycznego wybielania banderyzmu ze względu na jego antyrosyjski charakter. Działania te w świecie euroatlantyckim trwały praktycznie od końca II wojny światowej. W Polsce ze względów geopolitycznych rewizja historii Ukrainy rozpoczęła się później, a za jej ojców można śmiał uznać Jacka Kuronia, Bohdana Osadczuka ps. „Berlińczyk” i owianego fałszywą legendą niezłomnego niepodległościowca Jana Olszewskiego. Warto w tym momencie przywołać jedną z kuriozalnych wypowiedzi tego prominentnego członka loży „Kopernik” i współpracownika Komitetu Obrony Robotników (KOR). W wywiadzie dla ,,Super Expressu” Olszewski powiedział : ,,Niewątpliwie jest dla Polaków postacią mało sympatyczną, jego wypowiedzi na temat Polski były bardzo nieprzychylne. Ale chciałbym bardzo mocno podkreślić (…) ten człowiek nie miał ze zbrodnią wołyńską nic wspólnego (…) Myślę nawet, być może wiele osób się tu obruszy, że gdyby Bandera mógł podejmować wtedy decyzje, to prawdopodobnie do zbrodni na Wołyniu by nie doszło”. Olszewski przypomniał, że eksterminację Polaków przeprowadzano, gdy Stepan Bandera był w niemieckim „więzieniu”. To jakby twierdzić, że za zbrodnie Niemców w 1945 roku nie odpowiada przywódca III Rzeszy, bo w tamtym czasie przebywał w berlińskim bunkrze.
Kompradorskie elity III RP, których symbolem stała się zero-kanałowa dziennikarka doskonale wiedzą, że banderyzm pozostaje banderyzmem. I ze względu na wojnę nie stał się liberalno-demokratyczny, chadecki czy socjaldemokratyczny. Nie zmieniło się jego oblicze, zmieniły się okoliczności jak to powiedział Hermann Brunner do Hansa Klossa w jednym z odcinków „Stawki większej, niż życie”. Dzisiejsza Ukraina korzysta z usłużności i bezrefleksyjności rządzących Polską, wiec antypolskie i rewizjonistyczne zapatrywania w jakimś stopniu zostały taktycznie stłumione. Banderyzm jest antypolski w swojej definicji, w takim samym stopniu jak hitleryzm jest antyżydowski. To jest kwintesencja tej wykoślawionej szowinistycznej ideologii.
Kijów nie chciał i nie chce się zgodzić na powszechne i niezależne ekshumacje wymordowanych przez Ukraińców Polaków. I nie tylko Polaków. Na Ukrainie stoją liczne pomniki Stepana Bandery i mniej liczne, ale obecne Romana Osypowycza Szuchewycza. Na dzisiejszej Ukrainie powszechne są ulice, place i skwery noszące nazwy nazistowskich i kolaboranckich formacji politycznych i wojskowych. Odbudowywane jest muzeum naczelnego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii we Lwowie. Banderyzmu broni między innymi były szef ukraińskiego IPN-u Wołodymyr Wiatrowycz jak i lwowski arcybiskup ukraińskiego „kościoła greckokatolickiego” Ihor Woźniak. W przedszkolach i szkołach urządza się apele ku czci UPA. Na całej zachodniej Ukrainie powiewają czerwono-czarne flagi. Banderyzm jest na Ukrainie częścią państwowej polityki historycznej. Polską racją stanu jest stanowisko anty-banderowskie, które zresztą jest również w interesie tej części Ukraińców, którym obcy jest zbrukany krwią integralny nacjonalizm (moim zdaniem szowinizm) ukraiński.
Znaczna część medialnych komentatorów twierdzi, że dzisiaj nie możemy mówić o antypolskim obliczu banderyzmu, ze względów politycznych. Ze względu na wojnę rosyjsko-ukraińską. Taka taktyka Machiavellich parteru. Co się niby stanie, jak zaczniemy o tym mówić na forum międzynarodowym? Jakie to nieszczęścia Polskę spotkają? Przywódca dzisiejszej Ukrainy Wołodymyr Zełenski się na nas obrazi i odda Order Orła Białego? Ukraińcy masowo przestaną pobierać 800+ i gibko z Polski wyjadą? Spakują nam nasz sprzęt wojskowy na Ukrainie i nam go chyżo odeślą? Przestaną użytkować nasz port lotniczy w Rzeszowie-Jasionce? Zablokują konta i przestaną przyjmować płynące pieniądze z kieszeni polskiego podatnika? Wypną się na naszą służbę zdrowia i wrócą się leczyć do Kijowa? Nie będą z satysfakcją sprzedawać swoich produktów rolnych w Polsce? Zabiorą tablice pamiątkowe upamiętniające UPA z naszego kraju i postawią je sobie w Kijowie? Arcybiskup greckokatolicki Ihor Woźniak rzuci na nas klątwę? A może się oflagują się czerwono-czarnymi flagami i odśpiewają gremialnie „Bat’ko nasz Bandera, Ukrajina maty”? Przestańcie bredzić. Można tutaj śmiało zacytować przywódcę USA, który powiedział: „Ukraina nie ma żadnych kart przetargowych”.
Cynicy z kolei mówią, że to taktyka polityczna. Udajemy, że nie widzimy banderyzmu, bo jest to dla nas opłacalne. W jakim niby wymiarze opłacalne jest tolerowanie ideologii skrajnie antypolskiej? Co my jako naród niby zyskujemy wspierając skorumpowane i skompromitowane nawet w oczach licznych Ukraińców ośrodki probanderowskie? Argument, że Ukraina jest tamą chroniącą nas przed rosyjską agresją jest zupełnie fałszywy. I nie jest to opinia rosyjska, węgierska czy białoruska ale amerykańska. Dyrektor Wywiadu Narodowego USA Tulsi Gabbard oświadczyła, że Rosja nie jest w stanie podbić i okupować całej Ukrainy, a tym bardziej napaść na resztę Europy. Tych, którzy powielają takie tezy, nazwała „podżegaczami wojennymi”. Chyba szefowej sojuszniczego wywiadu największego państwa NATO można wierzyć? Narracja, że Rosjanie przybędą nad Wisłę i pozjadają żywcem dzieci i starców słabiej już działa. Nastroje systematycznie się zmieniają, a wraz z tym coraz trudniej snuć opowieści o trollach, orkach i neo-enkawdzistach. Sprzeciw wobec banderyzmu przestał być powszechnie uważany za równoznaczny z poparciem dla wojny na Ukrainie. To przestało działać, w momencie gdy społeczeństwo zobaczyło prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa rozmawiającego jak równy z równym z prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem. Wielu zrozumiało wtedy, że prawidłową drogą rozwiązywania problemów cywilizowanego świata jest dyplomacja, a nie wojna. jest to istotne zwłaszcza dla państw tak położonych jak Polska czyli w strefie ewentualnego zgniotu mocarstw.
To nie stosunek do jakiegokolwiek prezydenta, w tym Rosji powinien być odnośnikiem w polskiej polityce. Naszym odniesieniem do wszelkich działań politycznych powinna być Polska, a nie żaden przywódca, obce państwo, pielęgnowana fobia czy ponadnarodowa koncepcja globalnych odklejeńców. Odniesieniem powinien być nasz interes narodowy czyli bezpieczeństwo, dostatek i pomyślność narodu polskiego. Pamiętając o przeszłości, obserwując teraźniejszość, trzeba przede wszystkim patrzeć na przyszłość naszego narodu i państwa. Rządzący powinni myśleć jak ułożyć korzystnie dla nas stosunki z sąsiadami po zakończeniu tej wojny. W tym z największym obszarowo państwem naszego globu. Poważne państwa – USA, Indie, Chiny, Izrael czy nawet Węgry – to już wiedzą. U nas dalej pielęgnacja insurekcyjnej masturbacji i zramolałych idei.
Wielu jest u Polsce szaleńców, którzy chętnie by wpędzili nasz kraj w wojnę u boku Ukraińców. Nawet w momencie, gdy praktycznie cały świat zna jej wynik. Mamy nad Wisłą stronników wojny w mundurach, ale również garniturach. Ludzi, którzy swoją prowojenną narrację wykuwają w kuźniach propagandy niczym stachanowski kowal. Wyprodukowali oni mentalną rzeszę romantyków, często nawet uczciwych patriotów, ale kierujących się sercem, a nie rozumem. Ludzie ci wykalkulowane w ośrodkach kierowniczych ludzkości brednie biorą za dobrą monetę. Święcie wierzą, że Ukraińcy walczą za demokrację, tolerancję czy nawet za Polskę. Dlatego musimy pamiętać, że źle pojmowany patriotyzm jest dla nas jako wspólnoty narodowej bardzo szkodliwy. Mesjanizm, insurekcyjność, romantyczne bzdury są szkodliwe i te idee należy wypleniać. Tej grupy ludzi nie da się naprostować, ale należy ich politycznie izolować.
Ma rację b. premier i lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej Leszek Miller mówiąc, że Ukraińcy nie walczą za Polskę. Z prostej przyczyny – oni walczą o Ukrainę. Naszym endeckim obowiązkiem jest gasić rozgrzane głowy, wychowane na insurekcyjności i wyklęciźmie. Musimy być racjonalni i ukazywać realną ocenę sytuacji nawet jeśli nas samych to już męczy. Musimy do znudzenia mówić o skutkach, które mogą dotknąć każdą polską rodzinę. To ciężka, skrajnie nieopłacalna i mało efektowna praca, ale taki jest nasz polski obowiązek. Musimy to robić konsekwentnie, inaczej po raz kolejny w przyszłości będziemy słuchać na akademiach deklamowanych patetycznych wierszy i słuchać ckliwych piosenek o poległych „za wolność naszą i waszą”. Nasz sąsiad będzie w tym czasie świętował kolejną rocznicę urodzin Stepana Bandery.
Łukasz Jastrzębski