Jak Wielka Brytania pchnęła Polaków do Powstania Warszawskiego

Jak Wielka Brytania pchnęła Polaków do Powstania Warszawskiego

30.7.2026 wolnemedia/jak-wielka-brytania-pchnela-polakow-do-powstania-warszawskiego

Kiedy przyjrzymy się debacie publicznej w III RP, czy też kiedy przeczytamy książki, wydane po 1989 roku, jeżeli chodzi o Powstanie Warszawskie, przewija się w nich nazwa przede wszystkim jednego kraju: Związku Sowieckiego. Kiedy przejdziemy się ulicami Warszawy w dniu 1 sierpnia dowolnego roku, czy to w Marszu Powstania czy też po prostu w jakichś zatłoczonych miejscach, usłyszeć możemy, że Stalin stał na rogatkach Warszawy i przyglądał się, jak Niemcy mordują kwiat polskiej młodzieży. W kontekście Powstania ’44 rzadko jednak pada nazwa jednego kraju: Wielkiej Brytanii. Nie znalazłem książki w języku polskim, która zawarłaby w sobie całokształt dostępnej wiedzy o roli Londynu w popchnięciu nas Polaków do Powstania Warszawskiego.

Powód tego jest oczywiście znany: geopolityka, układ sił. W okresie PRL-u nie pożądane było mówić o powstaniu bo Stalin faktycznie stał na rogatkach Warszawy i pozwalał Niemcom je tłumić. Poza tym sam fakt, że wywołał je Londyn był już dla komunistycznej nomenklatury dyskredytujący. W „Polityce” w 1957 roku ukazał się artykuł mówiący o tym, że brytyjski agent, zrzucony do Polski w kwietniu 1944 roku, wywierał wpływ na rzecz insurekcji przeciwko Niemcom. Ten agent to oczywiście Józef Retinger. I rzeczywiście prace wydawane po 1989 roku zdają się potwierdzać ten fakt, mimo iż szef wywiadu MSW na uchodźstwie Tadeusz Modelski w swojej pracy zdaje się to negować. Z pomocą przychodzą jednak historycy brytyjscy ale także polscy, którzy powtarzają „komunistyczną propagandę”. Jak to tak można!

Po 1989 roku przyjęto jednak na ogół ideologię odwrotną: ZSRR, Sowieci, Rosjanie byli winni katastrofy powstania, Zachód był ten dobry. To kłamstwo jest utrwalane w świadomości społecznej. Dlatego idąc ulicami Warszawy 1 sierpnia chyba od nikogo nie usłyszymy, że Wielka Brytania zaczęła przygotowywać powstanie przeciwko Niemcom już w maju 1939 roku, na 4 miesiące przed pierwszym wystrzałem z pancernika Szlezwig-Holsztyn. Co więcej, nie znalazłem książki o powstaniu polskiego autora, która zawarłaby w bibliografii pracę brytyjskiego historyka, która opisuje majowe przygotowania polsko-brytyjskie do powstania przeciwko Niemcom. Książka ta nosi tytuł „Pionierzy wojny nieregularnej” autorstwa Malcolma Atkina. Ale nie ona jedyna wskazuje nam kierunek londyński, kierunek brytyjski, jako tego głównego sprawcę rozpoczęcia 1 sierpnia 1944 roku warszawskiej katastrofy.

Jako punkt wyjścia w dyskusji o brytyjskiej prowokacji, jaką było Powstanie Warszawskie, dajmy sobie pracę historyka Piotra Zychowicza „Obłęd ’44”. Jest to dosyć dobra książka. Powiedzmy w skali od 1 do 6 dałbym jej 3, może 3,5. No dobra, niech będzie, że dostateczna, zgodnie ze szkolną skalą. Dlaczego jednak krytykuję zawodowego historyka, sam będąc skromnym publicystą, bez większych zasięgów? Otóż dlatego bo mogę – to po pierwsze. Oraz dlatego bo istnieją ku temu przesłanki. Silne przesłanki.

Dlaczego więc daję Zychowiczowi tylko 3-3,5? Spójrzmy na tytuł książki. Pełny tytuł: „Obłęd ’44, czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie”. Z tego tytułu jednoznacznie wynika, że powstanie było w interesie ZSRR. Skoro zrobiliśmy Stalinowi prezent, więc działaliśmy w jego interesie. A przynajmniej w interesie jego kraju. Jest to oczywiście z gruntu błędna interpretacja. Wynika ona oczywiście z braku dokładnego zapoznania się z pracami brytyjskimi oraz szerzej anglosaskimi odnośnie przygotowywania powstania w Polsce.

Wystarczy zajrzeć do pracy pt „Wyspa Ostatniej Nadziei” Lynne Olson, wydanej po angielsku w 2017 roku, a po polsku rok później, aby przekonać się, że Brytyjczycy chcieli nie dopuścić do zagarnięcia Polski przez komunistów. Był to jeden z głównych powodów wsparcia dla powstania ze strony Winstona Churchilla. Nie jakaś tam miłość do Polaków. Wszyscy wiemy co Churchill powiedział na początku 1945 roku do generała Andersa. Była to zimna kalkulacja. Churchill reprezentował antykomunistyczne skrzydło brytyjskiego establishmentu. To właśnie to skrzydło popchnęło nas do insurekcji. A więc jego celem, co wynika z kierowniczej roli kręgów antysowieckich, było uderzenie w interesy ZSRR a nie robienie im prezentu.

Powstanie Warszawskie nie było więc prezentem dla Stalina. Miało być jego zmorą. Przygotowali je ludzie oskarżani o bycie bardziej antykomunistycznymi niż antynazistowskimi. Ludzie którzy po wojnie wysługiwać się będą nazistami i faszystami w budowania tajnych struktur militarnych w krajach NATO. Byli to także ludzie Churchilla. Cały establishment brytyjski głównego nurtu ich nienawidził i najchętniej rozwiązałby ich struktury.

W 1940 roku, w połowie lipca, Churchill wydał rozkaz podpalenia Europy. Odbiorcą tego polecenia był minister wojny ekonomicznej, podległy mu Hugh Dalton. 6 dni później, 22 lipca 1940 roku powołano do życia Kierownictwo Operacji Specjalnych, tajną służbę brytyjską, która całymi latami wspierała nas w przygotowywaniu powstania powszechnego, ograniczonego jak wiemy ostatecznie do obszaru Warszawy z powodu szybkich postępów sowieckiej operacji „Bagration”. Tego samego dnia także Londyn odrzucił niemiecką propozycję porozumienia, skierowaną oczywiście ostrzem przeciwko ZSRR. Churchill już w 1934 roku zakomunikował, że w przyszłej wojnie w Europie Moskwa będzie sojusznikiem Anglików. W październiku 1939 roku, w komunikacie radiowym, dał Sowietom zielone światło na zagarnięcie polskich Kresów Wschodnich.

Decyzja, pomimo sprzeciwu Lorda Halifaxa, który preferował porozumienie, nie mogła być więc inna: najpierw Berlin, potem Moskwa. Przez Berlin do Moskwy – tak brzmiało motto Churchilla, autora pomysłu operacji „Unthinkable”, która miała wypchnąć ZSRR, z pomocą wojsk niemieckich, z Europy Środkowej.

Churchill więc powołał do życia tajną służbę, która popchnie nas ostatecznie do powstania. Kiedy w trakcie debaty polskiego prawicowego celebryty W. Olszańskiego z badaczem polskiego podziemia Leszkiem Żebrowskim, autorem pracy „Paszkwil Wyborczej. Michnik i Cichy o Powstaniu Warszawskim”, padła z ust tego pierwszego teza, że Churchill powiedział: a Polakom zrobimy powstanie, pan Żebrowski się oburzył. Nie ma na to dokumentów – sugerował. „Alianci zachodni byli przeciwko Powstaniu Warszawskiemu. Robili wszystko żeby do niego nie dopuścić” – dodawał pan Żebrowski. Niestety, albo nie zna faktów, albo celowo dezinformował.

Faktycznie, nie znalazłem „dokumentów” na to że Churchill coś takiego powiedział w Teheranie. Znalazłem jednak „dokumenty” na to, że ten brytyjski premier wspierał powstanie, wbrew całemu brytyjskiemu establishmentowi wojskowo-wywiadowczo-dyplomatycznemu. Wreszcie że tajna służba, którą powołał do życia, całymi latami przygotowywała razem z Polakami powstanie pomimo iż doskonale wiedzieli, że nie będzie brytyjskiej pomocy.

Dlaczego więc to robili? Podobno bo Polski wywiad był tak cenny, że potrzeba było podtrzymywać nas w złudzeniu, że angielska pomoc nadejdzie. To wersja oficjalna, podawana zwłaszcza przez anglosaskich historyków, jak Lynne Olson. Jednak polscy historycy, którzy coraz więcej piszą o brytyjskich interesach w powstaniu, twierdzą, że Anglicy powstaniem chcieli wiązać niemieckie dywizje na Wschodzie, odciążając front zachodni. Takie powody podawała Polska Sekcja Kierownictwa Operacji Specjalnych, która zajmowała się szkoleniem tzw. cichociemnych – żołnierzy zrzucanych do okupowanej Polski na spadochronach w celu prowadzenia działań antyniemieckich. W brytyjskim interesie rzecz jasna. Bo przecież to Brytyjczycy ich przygotowywali do misji.

SOE – owe Kierownictwo Operacji Specjalnych, było powszechnie znienawidzone – od brytyjskich wojskowych, przez polityków i dyplomatów, po regularny wywiad. Tylko Churchill darzył ich sympatią. Bo bezwzględnie rozprawiali się z nazistami.

Churchill miał zapewne swój prywatny w tym interes. Jego związki rodzinne z funduszami rodziny Rothschildów są dobrze znane.

Ale Churchill był nie tylko najbardziej antynazistowski z brytyjskiego establishmentu Partii Konserwatywnej owego okresu, lat 1939-1940. Był także najbardziej antykomunistyczny. Już w 1944 roku sprzeciwiał się zdecydowanie zagarnięciu Europy Środkowej przez ZSRR. I to był główny powód wsparcia jego oraz jego podopiecznych dla powstania. Aby siła polska zajęła terytorium kraju przed Sowietami. W grę jednak wchodzić mogą inne powody, o czym w dalszej części tekstu.

W książce Zychowicza „Obłęd ’44” nie pada ani razu nazwisko szefa operacji SOE – Colina Gubbinsa, którego służba odegrała kluczową rolę w podburzaniu nas do powstania. Jak można w książce o powstaniu ani razu nie zawrzeć nazwiska głównego sprawcy?

Gdyby tego dokonano, ktoś bardziej obyty w historii Wielkiej Brytanii zrozumiałby, że tytuł nie klei się kupy. To przecież służba Gubbinsa była oskarżana o to, że jest bardziej antysowiecka, antykomunistyczna, niż antynazistowska. Nie bez powodu.

SOE, jak wiemy z pracy Gilesa Miltona „Ministerstwo Niedżentelmeńskich Działań Wojennych”, o której to pracy w bibliografii pracy Zychowicza nie ma ani słowa (gdyż została wydana 3 lata po wydaniu „Obłędu”), złożone było z dwóch ważnych elementów. Żadnym z nich nie było regularne wojsko. Dlatego byli nielubiani. Bo byli amatorami, poszukiwaczami przygód, krawaciarzami i do tego bandytami, którzy uczyli się podrzynania gardeł i kastrowania Niemców.

Tymi elementami byli bankierzy z londyńskiego City, brytyjska elita. Drugą częścią składową, dowódczą, byli wojskowi wywodzący się z ziemiaństwa. Nie wojskowi jako tacy. Lecz ci, którzy wywodzili się z najbardziej patriotycznej warstwy brytyjskiego społeczeństwa.

„Tego lata Dalton przyjął do pracy wielu mężczyzn, których znał dzięki osobistym kontaktom: bankierów, księgowych i prawników specjalizujących się w prawie międzynarodowym. Nie minęło dużo czasu – powiedział jeden ze zwerbowanych ludzi – a zatrudniliśmy jednego lub więcej przedstawicieli większości banków handlowych z City” – napisał Milton o SOE.

Czy jednak powodem werbowania ludzi z londyńskiej finansjery było to, że są oni także antykomunistyczni? Podobno robiono tak dlatego, bo SOE miało działać w Europie we współpracy z cywilami a nie wojskowymi więc potrzeba było do kontaktów z cywilami wykorzystywać także cywilów.

Nie zmienia to jednak faktu iż SOE reprezentowało najbardziej konserwatywne warstwy społeczeństwa brytyjskiego, a tym samym najbardziej antykomunistyczne. Churchill w lutym 1944 roku miał powiedzieć: „Wobec wkraczania Rosjan do Polski nasz interes polega na tym, że Polska powinna być silna i dobrze wspierana. Jeżeli będzie słaba i zostanie opanowana przez nacierające sowieckie armie, konsekwencje tego mogą przynieść wielkie zagrożenia dla przyszłości anglojęzycznych narodów”.

Słowa te są wielce wymowne i w zasadzie tłumaczą nam po co było przede wszystkim Powstanie Warszawskie i dlaczego Wielka Brytania je wspierała. Aby Sowieci nie zajęli całej Polski lecz jedynie jej wschodnie obszary.

Powstanie Warszawskie upadłoby po kilku pierwszych dniach prawdopodobnie gdyby nie jeden człowiek: Józef Retinger.

Retinger został w kwietniu 1944 roku zrzucony na spadochronie do Polski, startując samolotem z włoskiego Brindisi. Przy sobie miał kilkaset tysięcy dolarów w złocie i gotówce. Modelski, szef wywiadu MSW, w swojej pracy pt. „Byłem Szefem Wywiadu Naczelnego Wodza” pisze, że misja Retingera nie miała nic wspólnego z wybuchem powstania.

Pod datą 4 kwietnia 1944 napisał: „Misja dra Retingera polegała przede wszystkim na dokonaniu oceny politycznej i wojskowej wewnątrz kraju, ale nie miała żadnego bezpośredniego wpływu na wybuch Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku”.

Można te słowa interpretować na różne sposoby, wszak słowo „bezpośredniego” jest tutaj kluczowe. Evan McGilvray, brytyjski historyk, w swojej pracy z 2019 roku pt. „Polska i druga wojna światowa 1938-1948” napisał: „W krótkim czasie wybuchła wojna słowna dotycząca terminu i odpowiedzialności za powstanie. Ostatecznie polski rząd na uchodźstwie wysłał wysokiego rangą polityka, dr. Józefa Retingera, aby nawiązał kontakt z przywódcami podziemia i dostarczył pieniądze.”

Wiemy że polskie władze na uchodźstwie wydały na Retingera wyrok śmierci, podobnie jak chociażby zbuntowane wobec nich Narodowe Siły Zbrojne. Retingera z misją wysłały brytyjskie służby a pieniądze faktycznie były przeznaczone na ruch oporu. Modelski napisał: „Samolot, który wiózł dra Retingera, wystartował z Brindisi, wykonując misję na rozkaz Special Operations Executive (SOE).

Dlaczego więc McGilvray kłamie i przerzuca odpowiedzialność na Polskę? Cóż, nie wiem. Być może bo jest Anglikiem. Fakt faktem, że Retinger działał pod rozkazami SOE a więc pod rozkazami ministra wojny ekonomicznej, podporządkowanego Churchillowi. Churchill zapalił dla misji Retingera zielone światło.

To co jeszcze warte jest dodania a o czym wspomina Modelski, to to, że wszyscy dowódcy SOE w okresie jej istnienia, byli członkami brytyjskiej misji wojskowej do Polski we wrześniu 1939 roku. Której członkowie najpierw popychali nas do insurekcji przeciwko Niemcom, by po wjeździe do Polski Armii Czerwonej 17 września 1939 roku udać się pospiesznie do Rumuni. Na alkohol i „kobiety do towarzystwa”.

Polacy – gińcie w wojnie z Niemcami. My Anglicy przyjrzymy się wojnie, zobaczymy jak walczą Niemcy, spiszemy raporty a potem na wódkę (podobno pili szampana) i dziewczyny. A wy sobie dalej walczcie frajerzy.

Pieniądze, które dostarczył Retinger miały trafił do skarbnika Mikołajczyka i Stronnictwa Ludowego. Inne źródła podają wprost, że poszły na ruch oporu. Jak wiemy Anglicy wraz z operacją „Overlord” zintensyfikowali zrzuty zaopatrzenia na Polskę, aby wzmocnić opór w naszym kraju. Tj. aby odwrócić uwagę Niemców od Zachodu i skierować ją na Wschód.

Pomimo iż Modelski twierdzi, że misja Retingera nie miała nic wspólnego z powstaniem, Zychowicz przyznaje, że Retinger „namawiał Polaków” do „nasilenia działań dywersyjnych wymierzonych w Niemców i powstania”. Było to zgodne z potrzebą odwrócenia uwagi od operacji „Overlord” i marszu aliantów przez Francję do Berlina.

Wiemy że Churchill oraz niektórzy brytyjscy generałowie chcieli przeciąć drogę Armii Czerwonej, aby ta nie zdobyła zbyt wielu terytoriów w Europie Środkowej. Przyspieszeniu marszu do Berlina oraz zdobyciu go być może przed Sowietami służyć miała m.in. operacja „Market Garden”. Dodatkowo Churchill chciał lądowania na Bałkanach, naciskano także na Amerykanów aby szybciej przeszli przez Włochy, aby przeciąć drogę Stalinowi gdzieś w Europie Środkowej. I odciąć Sowietów od przemysłowego serca Europy. Słowa Churchilla, z lutego 1944 roku, tutaj wspomniane, najlepiej wyjaśniają jego poglądy.

Retinger został więc bez żadnych wątpliwości wysłany do Polski z funduszami na ruch oporu, przez SOE, a podburzanie nas do powstania w zasadzie nie ulega już wątpliwości. To samo czyniło kierownictwo SOE, zwłaszcza dwie postacie: Colin Gubbins, dowódca SOE a wcześniej dowódca operacji SOE, oraz Peter Wilkinson. Ten drugi w książce wprost przyznał, że wiedząc iż brytyjska pomoc nie nadejdzie, przygotowywał Polaków do powstania po 1941 roku kiedy to Polska przestała być aliantem Londynu w Europie numer 1 a stał się nim Związek Sowiecki. Obniżenie rangi Polski automatycznie sprawiło, że Anglicy stracili zainteresowanie wybuchem powstania w Polsce. Jednak SOE kontynuowały działania zmierzające do wybuchu powstania. Podobno aby utrzymać wśród Polaków złudzenie brytyjskiego wsparcia, po to, aby dane polskiego wywiadu napływały do Londynu. Około 44% danych wywiadowczych z Europy dostarczał wywiad polski. Dla utrzymania napływu tych danych wspierano przygotowywanie powstania pomimo oczywistego braku wsparcia w insurekcji ze strony większych sił brytyjskich.

Colin Gubbins podburzał nas do powstania po raz pierwszy jednak nie w 1942 czy 1943 roku. Robił to w 1939.

Już w maju 1939 roku Gubbins wylądował w Polsce. Aby montować nam ruch oporu. Warto jednak wrócić do korzeni brytyjsko-polskiej współpracy. Czy też może najpierw brytyjskiej prowokacji Retingera z 1938 roku, która miała zakończyć się zamachem stanu w RP. Ostatecznie jak wiemy nie zakończyła się. Polski rząd sam, bez brytyjskiej pomocy, zdecydował się wepchnąć nasz kraj pod dwie rozpędzone wywrotki ze żwirem. Sowiecką i niemiecką.

Retinger już w 1938 roku przybywał do Polski aby napuszczać nas na Niemców. Robił to pierwszy raz już w okresie I wojny światowej. Jednak ten okres to temat na inną dyskusję. Skupmy się na II wojnie światowej a raczej jej przededniu.

Retinger był czołową postacią przy tworzeniu w 1929 roku tzw. centrolewu, sojuszu partii opozycyjnych wobec sanacji. Już wówczas miał on podburzać polskie kręgi lewicowe i centrowe przeciwko Piłsudskiemu, propagując chaos i anarchię. Przyjęcie radykalnej postawy przez sojusz sprawiło, że władze RP aresztowały 11 członków ugrupowania. Osadzono ich w twierdzy w Brześciu. Retinger starał się wpływać na kręgi brytyjskie, aby wspierały więźniów.

Retinger więc anarchizował Polskę już w 1929 roku. Jednak 1938 rok będzie tutaj kluczowy. Wówczas to Hitler dokona anszlusu Austrii oraz, za zgodą mocarstw zachodnich, w tym przede wszystkim Wielkiej Brytanii, rządzonej przez wyznawców appeasmentu, Kraju Sudeckiego, w większości zamieszkałego przez Niemców.

Retinger oprócz centrolewu związał się także z Frontem Morges, sojuszem stronnictw centrowych, który powstał w Szwajcarii w 1936 roku. Jego członkowie rozważać mieli przewrót wojskowy. Dla Retingera i jego planów odcięcia Polski od Niemiec i wepchnięcia w wojnę z Berlinem byli znakomitymi wspólnikami.

Retinger brał udział już w jednoczeniu członków ugrupowania. Jednak jego rola we froncie została silnie zaznaczona dopiero w roku 1938.

W lutym Retinger spotkał się z Witosem, aby wytłumaczyć mu, że wizerunek Polski na Zachodzie, w związku z funkcjonowaniem reżimu sanacyjnego, jest niezbyt dobry. Żydowi w brytyjskiej służbie nie podobała się polityka zagraniczna Józefa Becka. Beck przez ludzi centrolewu określany był „płatnym niemieckim agentem”. Po spotkaniu udał się do brytyjskiego kanclerza skarbu, aby wyjaśnić mu jak wygląda obecna sytuacja polityczna w Polsce.

Retinger komunikował więc polskiej opozycji, że Londyn życzy obie zmiany władzy w naszym kraju – obalenia sanacji i zastąpienia jej Frontem. Jak podaje Mieczysław Biskupski, autor pracy „Wojna i dyplomacja na Wschodzie i na Zachodzie”, „brytyjska skłonność do ingerowania w polską politykę sięgała czasów znacznie wcześniejszych niż II wojna światowa”.

Retinger wprost informował stronę polską, że Anglia potrzebuje czasu na dozbrojenie się. Sugestia wielce wymowna. Ktoś musiał wszak dać Brytyjczykom ten czas. W tych słowach nie chodziło jednak jeszcze o zajęcie Sudetenlandu lecz o marcowy anszlus Austrii.

Retinger, pomimo złamania rąk w 1938 roku, wciąż dążył do obalenia sanacyjnej władzy, aby ta nie weszła w sojusz z Niemcami. Wysyłał do naszego kraju polityków Partii Pracy, aby spotykali się z kręgami chłopskimi w celu wywołania rewolty. Retinger obiecywał polskim politykom na wygnaniu w Czechosłowacji, że wywołane zostaną masowe demonstracje.

Kiedy we wrześniu 1938 roku, w tym samym miesiącu w którym doszło do konferencji czterech mocarstw w Monachium, obalenie rządu polskiego stało się niemożliwe, Retinger jeszcze mocniej naciskał na polityków lewicowych, aby kontynuowali działania zmierzające do obalenia sanacji.

W listopadzie było jeszcze gorzej i brytyjski szpieg jeździł od Witosa do Korfantego, aby przekonywać ich do swoich racji.

Wzywał przy tym prezydenta II RP Mościckiego, aby zaakceptował rząd Korfantego-Witosa. Dodatkowo chciał, aby powiązać pożyczkę dla Polski z tym czy w Polsce będzie przychylny Londynowi rząd. A więc pożyczka miała być związana z odsunięciem od władzy sanacji, zwłaszcza Becka, który miał według Retingera popchnąć Polskę do sojuszu z Niemcami, przeciwko ZSRR. Anglicy chcieli aby Polska weszła w wojnę z Niemcami.

W grudniu 1938 roku wnioski Retingera, wobec nieprzeprowadzenia puczu w Polsce, były takie, że Polska może wejść w sojusz z Niemcami kosztem Gdańska a jedyną nadzieją pozostaje wywrócenie rządu. W połowie marca 1939 roku naciskał na zamach stanu w Polsce jeszcze mocniej. Nie było tutaj przypadku. Dokładnie w połowie marca Hitler anektował Czechy i Morawy a Słowację uczynił swoim wasalem. Wobec okrążania Polski przez Niemcy, Beck, znienawidzony przez Anglików, mógł albo wejść z Niemcami w wojnę, albo poddać się ich woli i wejść w sojusz. Anglików interesowała wojna polsko-niemiecka. Mówili o tym wprost.

„Brytyjczycy chcieli zyskać na czasie, gdyż zdaniem lorda Halifaxa, każdy miesiąc przysparzał im 600 samolotów. Ponadto liczyli, że po pobiciu Polski dojdzie do bezpośredniej styczności pomiędzy Trzecią Rzeszą a ZSRR, co prędzej czy później może doprowadzić do starcia między nimi oraz do powstania bardziej pożytecznego i trwałego frontu wschodniego” – napisał Jan Ciechanowski, polski historyk, uczestnik Powstania Warszawskiego.

Biskupski, w konkluzji rozdziału swojej pracy o zamachu stanu Retingera, pisze: „W przededniu wojny Retinger próbował obalić własny rząd z pomocą zagranicy”.

Brzmi to jednak jak usprawiedliwienie rządu brytyjskiego, dla którego Retinger pracował. Retinger nie mógł działać wszak w oderwaniu od interesów brytyjskich. Fakt, że najbardziej agresywny nacisk Retingera na przewrót w Polsce miał miejsce dokładnie w momencie kiedy Hitler złamał w połowie marca 1939 roku ustalenia układu monachijskiego najlepiej świadczy o tym, że działał na rzecz Londynu, o czym Biskupski bardzo nie chce wspomnieć. Wszak to właśnie 15 marca Wielka Brytania, po 20 latach braku zainteresowania Polską, nagle sobie o niej przypomniała.

„Ostateczne rozwianie tych nadziei przyniósł marzec 1939 roku, który zweryfikował metodę brytyjskiej polityki zagranicznej, czyniąc ją gotową do użycia siły” – napisał Marek Rudzik, autor pracy pt. „Polska a Wielka Brytania. Od kryzysu sudeckiego do 15 marca 1939 roku”.

Dopiero 15 marca 1939 roku Wielka Brytania ostatecznie porzuciła pokojowe metody dogadywania się z hitlerowskimi Niemcami. Dopiero wówczas ostatecznie zainteresowała się tym co dzieje się w Europie. To zainteresowanie, biorąc pod uwagę działania Retingera w 1938 roku, miało już miejsce wcześniej. Jednak brytyjski szpieg dopiero w marcu 1939 roku zaczął forsować agresywną agendę przewrotu w Polsce, poprzez współdziałanie z Frontem Morges. Dopiero aneksja Czech i Moraw oraz wasalizacja Słowacji sprawiła, że napór Londynu na pozbycie się zwłaszcza znienawidzonego przez nich „niemieckiego agenta” Becka, był najsilniejszy. 31 marca Chamberlain zakomunikował iż „na wypadek jakichkolwiek działań wojennych mogących wyraźnie zagrozić niepodległości Polski i które by Rząd Polski uznał zatem za konieczne odeprzeć przy użyciu swych narodowych sił zbrojnych, Rząd Jego Królewskiej Mości będzie się czuł zobowiązany do udzielenia Rządowi Polskiemu natychmiastowego poparcia, będącego w jego mocy”.

Jak wyglądała moc i potencjał brytyjski w 1939 roku? Cóż, zacytujmy Ciechanowskiego: „Anglicy byli przeświadczeni, że muszą koniecznie siłą powstrzymać dalszą ekspansję Niemiec, chociaż brakowało im do tego odpowiednich sił i środków. Dlatego zaczynali szukać sojuszników, którzy mogliby im w tym pomóc.” Tak, do wojen na kontynencie, do wojen w celu utrzymania brytyjskiej hegemonii oraz równowagi sił, najlepiej nadają się siły zastępcze. Na przykład Polacy.

Na początku kwietnia Beck udał się do Wielkiej Brytanii, aby zastąpić gwarancje brytyjskie trwałym zobowiązaniem o wzajemnej pomocy i współpracy. 6 kwietnia 1939 roku wydano obwieszczenie o takich właśnie ustaleniach. W tym momencie Retinger nie potrzebował już żadnego zamachu stanu. Polska złamała pakt o nieagresji z Niemcami który Hitler wkrótce wypowie i zacznie przygotowywać Niemcy na wojnę z Polską. Dopiero w kwietniu 1939 roku zaczęły powstawać niemieckie plany wojenne przeciwko Polsce. Anglosasi byli uratowani. Ich koncepcja wielkiej wojny w Europie Środkowej i Wschodniej, zderzenia Niemiec i Sowietów, o którym wspominał ambasador Roosevelta Bullitt jesienią 1938 roku w rozmowie z ambasadorem RP w Waszyngtonie Potockim, właśnie się realizowała.

Beck miał jeszcze możliwość pójścia z Niemcami przeciwko bolszewikom. Wszak Zachód i tak chciał zniszczenia ZSRR rękoma Niemiec o czym polskie ministerstwo spraw zagranicznych doskonale wiedziało. Polska wybrała jednak honor i zniszczenie kraju, zamiast dołączyć do czegoś co i tak było nieuniknione. Wojna z ZSRR musiała wybuchnąć. „Wciąż nam to proponowano. Ale czego Polska potrzebuje – to pokoju, a nie awantur wojennych i to w towarzystwie Niemców. Byłoby to sprzeczne z zasadniczymi założeniami naszej polityki” – stwierdzić miał Beck, mając do dyspozycji dokument o tym, że Anglosasi życzą sobie wielkiej wojny w naszej części Europy. Ale Francuzi zapewne również. Wszak podane tam było iż chodzi o „państwa demokratyczne”. „Państwa demokratyczne życzyły by sobie żeby konflikt zbrojny nastąpił tam na wschodzie pomiędzy Niemcami i Rosją” – brzmi treść dokumentu MSZ-u II RP, którego autentyczność potwierdził ambasador RP w Londynie Raczyński.

I tak doszliśmy do maja 1939 roku i do początku brytyjskich przygotowań Polaków do insurekcji przeciwko Niemcom.

W maju 1939 roku do Polski przybywa Colin Gubbins, brytyjski wojskowy, który kooperował z polskim wojskiem w Rosji w 1919 roku. Ambasador Londynu zakomunikował, że Polakom można bezgranicznie ufać (od zawsze byliśmy naiwni i łatwowierni) toteż Gubbins jako członek brytyjskiego wywiadu wojskowego MIR, który przekształcił się w strukturę paramilitarną, organizować miał w Polsce partyzancki ruch oporu. W czerwcu, miesiącu kolejnym, Anglicy zakomunikowali, że są gotowi udzielić wsparcia w organizowaniu partyzantki, polegającej zwłaszcza na sabotażu linii kolejowych, które miały służyć Niemcom do importu ropy naftowej z Rumunii.

Także w maju 1939 roku utworzono w Polsce organizacje partyzanckie na czele których stanął major Charaszkiewicz. Nazwano je „Tajną Organizacją Wojskową” lub też „Lotnymi Oddziałami Bojowymi”. Stały się one podstawą do tworzenia Związku Walki Zbrojnej, przemianowanego ostatecznie na Armię Krajową.

W lipcu 1939 roku Charaszkiewicz spotyka się w Londynie z brytyjskim wywiadem MIR oraz Sekcją D MI6 zajmującą się sabotażem i wojną nieregularną.

Charaszkiewicz utworzył z pomocą Anglików patrole wzdłuż granic z Niemcami, patrole kilkuosobowe, które miały zajmować się sabotażem na wypadek niemieckiej inwazji. Utworzono także kilkunastoosobowe grupy, które miały przenikać przez granicę i tam siać chaos wśród Niemców. Polacy szkolili się na książeczce Gubbinsa dotyczącej wojny nieregularnej nazwanej „Podręcznikiem dla przywódców partyzantki” dodatkowo biorąc od Anglików materiały wybuchowe na rzecz działań antyniemieckich. Brytyjczycy rozważali także pomoc na miejscu w Polsce, jakiej miała udzielić brytyjska misja wojskowa. Materiały propagandowe oraz sabotażowe napływały do Polski ze Skandynawii.

W sierpniu 1939 roku Gubbins ponownie udał się do Warszawy gdzie spotkał się z szefem biura wywiadu Sztabu Generalnego WP płk Smoleńskim. Jak podaje Atkin, strona polska doskonale zdawała sobie sprawę, że celem brytyjskim nie jest obrona Polski lecz stworzenie ruchu oporu, który będzie prowadzić sabotaż linii kolejowych do rumuńskiego Ploeszti, skąd pozyskiwano ropę naftową.

Sekcja D MI6 miała konkretny powód na obecność w Polsce. Chciała ona utrzymywać kontakty z ruchem oporu poza kontaktami ze sztabem generalnym. Chciała więc mieć tylne drzwi dostępu do polskiej partyzantki, niezależne od kontroli najwyższego dowództwa wojskowego.

Brytyjska misja wojskowa ostatecznie wyruszyła w drogę 25 sierpnia. Jej członkami byli przyszli przywódcy SOE oraz ważne postacie polskiej sekcji Kierownictwa Operacji Specjalnych. Na początku września dotarli do Polski. Kiedy przybyli do Lublina 3 września, Wielka Brytania właśnie wypowiadała wojnę Niemcom. Teoretycznie. W praktyce wykrwawiała Polaków zgodnie z ideą zyskania na czasie.

17 września, po 14 dniach obserwacji Polski, misja opuściła nasz kraj. Polska została celowo porzucona na rzecz Związku Sowieckiego. Anglicy tegoż dnia wydali jeszcze komunikat, obiecując, że Wielka Brytania będzie walczyć dopóki Polska nie zostanie wyzwolona a jej obszar okupowany przez agresorów nie zostanie nam zwrócony. Były to tylko puste słowa, które miały podtrzymać opór w Polsce. To właśnie Gubbins je wygłosił, człowiek, który będzie całymi latami podtrzymywał wsparcie dla ruchu oporu po to, aby dane polskiego wywiadu spływały do Londynu i aby Wielka Brytania mogła uratować swoje wpływy wobec negujących układ międzynarodowy Niemiec. „W związku z trudnościami w udzieleniu bezpośredniego wsparcia wojskowego Polakom przez brytyjskie siły zbrojne, kwestia wzbudzenia zaufania ma ogromne znaczenie i należy wykorzystać każdą okazję do wywarcia osobistego wpływu przez członków misji brytyjskiej” – brzmiały instrukcje Ministerstwa Wojny dla misji. To oszustwo maskowało brytyjską pogardę dla Polaków. W 1940 roku brytyjscy urzędnicy mieli powiedzieć: „bardzo rozsądny jak na Polaka… jedyny Polak, jakiego spotkałem, który jest zarówno uczciwy, jak i inteligentny”.

W nocy z 17 na 18 września misja opuściła Polskę. Polacy wykrwawiali się w wojnie z Niemcami i Sowietami, w wojnie na dwa fronty, a Anglicy, z Gubbinsem na czele, mogli wreszcie udać się do Rumunii na alkohol i dziewczyny.

W październiku, kiedy Churchill w audycji radiowej oddawał Kresy Wschodnie Stalinowi (tak to wyglądało dbanie o zwrot Polsce terytoriów zagrabionych przez totalitarnych sąsiadów), Gubbins odtwarzał Misję do Polski w celu przygotowania działań powstańczych przeciwko Niemcom. Strona polska a konkretnie Sztab Generalny WP na uchodźstwie zgodził się, aby to Gubbins kontrolował cały plan wojny partyzanckiej na okupowanych przez Niemcy terytoriach RP. Francuzi potwierdzili, że działalność wywrotowa w Polsce powinna pozostać w gestii brytyjskiego wywiadu wojskowego. Większość przemytu zaopatrzenia do polskiego ruchu oporu trafiło do zadań Petera Wilkinsona, prawej ręki Gubbinsa. Kiedy w czerwcu 1940 roku Gubbins otrzymał polecenie utworzenia tajnej armii pozostającej w cieniu, która miała sabotować niemieckie postępy na wypadek inwazji na Wyspy Brytyjskie, pierwszym jego krokiem w budowaniu tej armii było pozyskanie jako współpracownika Wilkinsona.

Peter Wilkinson został przez Normana Daviesa, poprawiacza wizerunku Wielkiej Brytanii w Polsce, określony „rzecznikiem polskich interesów”. Gubbinsa brytyjski historyk także gloryfikuje w kontekście stosunku do naszego kraju i Polaków. „Gubbins nie wstydził się swojego polonofilstwa” – pisze w książce „Powstanie ’44”. Jak jednak wyglądała prawda?

Cóż, Gubbins i jego prawa ręka Wilkinson byli funkcjonariuszami brytyjskich służb specjalnych którzy realizowali imperialne interesy brytyjskie. Obaj odznaczyli się podburzaniem Polaków do powstań przeciwko Niemcom, aby polski ruch oporu nie zgasł i aby Wielka Brytania, poprzez odwrócenie uwagi Hitlera od Zachodu i skierowania jej na Wschód, była chociaż trochę bezpieczniejsza. Do samego końca walk w Polsce byli odpowiedzialni za zużywanie polskiej tkanki demograficznej w celu podtrzymania nas w wojnie. Służyło to „podpalaniu Europy”, które Churchill zarządził Daltonowi 16 lipca 1940 roku.

Najbardziej interesujące jest jednak to co o tamtym czasie pisał sam Wilkinson. Oddajmy mu głos: „Latem 1941 roku analizy przeprowadzone przez SOE i Wspólny Sztab Planowania praktycznie wykluczyły możliwość udzielenia wsparcia siłom patriotycznym w Europie Wschodniej na jakąkolwiek znaczącą skalę, uznając, że wymagałoby to zbytniego odwrócenia uwagi od bombardowań Niemiec. Wniosek ten był politycznie nie do przyjęcia dla Polaków, którym groziła zagłada narodowa z rąk zarówno Niemców, jak i Rosjan. Sukces pierwszego lotu do Polski zachęcił Armię Krajową do myślenia w kategoriach wyzwolenia kraju poprzez wielką inwazję desantową, gdy tylko niemiecki opór zacznie się załamywać. Polska armia podziemna była wówczas najważniejszym atutem SOE, a Dalton i Gubbins, a także – co więcej – Perkins, Hazell i ja, byliśmy tak głęboko zaangażowani w sprawę polską, że baliśmy się skonfrontować ich z realiami ich sytuacji.

W każdym razie oficerowie sztabowi VI Biura nie ośmielili się przyjąć niczego poza najbardziej pozytywnym nastawieniem w kontaktach z Armią Krajową. Postanowiliśmy więc podążać za ich linią i, zgodnie z instrukcjami Gubbinsa, przez następne dwanaście miesięcy marnowałem godziny na pozorne wspólne planowanie z polskim sztabem generalnym, opracowując wymagania logistyczne pełnowymiarowej inwazji powietrznodesantowej na okupowaną przez Niemców Polskę, o której zarówno oni, jak i ja wiedzieliśmy, że nie ma szans, by doszła do skutku. Doświadczenia z Krety uświadomiły mi, że bez całkowitej przewagi powietrznej każda tego rodzaju operacja desantowa skazana jest na klęskę. Ten rozstrzygający argument był nie do przyjęcia dla Armii Krajowej, która mimo wszystko musiała podtrzymywać swoje nadzieje. Ze swojej strony było to dla mnie niewdzięczne zadanie i czułem głęboką frustrację oraz przygnębienie z powodu bezsensowności całego przedsięwzięcia.”

Jakby ktoś nie wiedział, powstanie powszechne w Polsce połączone miało być z inwazją z powietrza. Tym miały zająć się m.in. wojska generała Sosabowskiego, które ostatecznie rzucono na Holandię, aby przyspieszały drogę do Berlina – naczelny cel Churchilla – zamiast do Polski. Anglicy wiedząc, że do takiej operacji nie dojdzie, pomimo to ją przygotowywali.

Za tymi pięknymi słowami kryje się jednak to o czym już wcześniej wspomniałem. Od lata 1941 roku najważniejszym sojusznikiem Londynu w kontynentalnej Europie stawał się ZSRR. Polska została zepchnięta na dalszy plan i dlatego zmniejszano wsparcie dla ruchu oporu w Polsce. To wsparcie jednak było podtrzymywane aby polskie służby dostarczały dane wywiadowcze z okupowanego kraju.

„Zachodni sojusznicy nigdy nie wysłaliby żadnych swoich sił, by wyzwolić Polskę, tak jak zamierzali to teraz uczynić w przypadku Francji i krajów Beneluksu. Dręczony poczuciem winy Churchill nie był w stanie tego przyznać. Podobnie jak generał Colin Gubbins i inni wyżsi rangą oficerowie z SOE, którzy od samego początku wspierali Armię Krajową w jej planie przeprowadzenia zakrojonego na szeroką skalę powstania narodowego przeciwko Niemcom, zbieżnego z ofensywą aliantów w Europie Zachodniej. Zgodnie z polskim planem powstanie wymagałoby, by polskie eskadry bombowców i myśliwców, latające wówczas w ramach RAF, przetransportowały do ojczyzny tysiące polskich spadochroniarzy, również stacjonujących w Wielkiej Brytanii. Gubbins wiedział już od 1941 roku, że plan ten był niemożliwy do zrealizowania, ale jego własne głębokie przywiązanie do Polaków oraz, co ważniejsze, zależność aliantów od polskich akcji sabotażowych i wywiadowczych powstrzymały go przed powiedzeniem im prawdy. Biograf Gubbinsa ujął to wprost: „Ani SOE, ani polskie Główny Sztab [w Londynie] nie miały odwagi powiedzieć Armii Krajowej, że ze względu na niemożność zapewnienia odpowiedniego wsparcia lotniczego ich plany były zwykłą bzdurą” – napisała Lynne Olson w swojej „Wyspie Ostatniej Nadziei”.

I to właściwie zamykałoby temat brytyjskiej prowokacji jaką było Powstanie Warszawskie, które jak wiemy pierwotnie miało objąć obszar większy, jednak zostało ograniczone do stolicy z powodu postępów sowieckiej operacji „Bagration”. Nie tak szybko jednak. Wiemy już, że Kierownictwo Operacji Specjalnych Gubbinsa i Wilkinsona całymi latami podtrzymywało wśród Polaków duch oporu, aby wywiad otrzymywał dane z okupowanej Polski. Zacytujmy jeszcze kilka fragmentów książki Olson: „Sytuację pogorszył fakt, że Gubbins nakazał Peterowi Wilkinsonowi, pracownikowi polskiego oddziału SOE, aby zaangażował się – jak później zauważył Wilkinson – w „udawane wspólne planowanie z polskim sztabem generalnym, opracowując wymagania logistyczne pełnowymiarowej inwazji powietrznej na Polskę, o której zarówno oni, jak i ja wiedzieliśmy, że nie może się odbyć”.

Powyższy fragment częściowo pokrywa się ze wspomnieniami Wilkinsona. Zacytujmy dalszą część tego samego rozdziału, który wyjaśnia rzeczywiste przygotowania powstania połączonego z desantem, które Brytyjczycy nie mieli zamiaru wspierać: „Nawet brytyjscy szefowie sztabów, których opór wobec udzielenia pomocy polskiemu powstaniu był niezachwiany, w swoich publicznych wypowiedziach na ten temat byli znacznie mniej stanowczy niż w rozmowach prywatnych. Nie chcąc zrażać Polaków i narażać na szwank przepływ cennych danych wywiadowczych, które ci dostarczali, szefowie mówili niejasno o „celowości przygotowania Armii Podziemnej w Polsce do działań skoordynowanych z operacjami wojskowymi aliantów”. Polacy – dodali szefowie sztabów – „powinni otrzymać jak największą ilość sprzętu”, z zastrzeżeniem jedynie „dostępności odpowiednich samolotów”. Była to oczywiście sytuacja bez wyjścia: nigdy nie było dostępnych odpowiednich samolotów w ilościach, jakich potrzebowano”.

Kiedy jednak brytyjscy wojskowi doszli do wniosku, że pora powiedzieć Polakom prawdę: nie będzie żadnego wsparcia? Dopiero pod koniec 1943 roku Ministerstwo Wojny Londynu zakomunikowało, że zbliża się moment kiedy trzeba będzie nam Polakom powiedzieć, że żadnego większego wsparcia dla Armii Krajowej, na rzecz ogólnonarodowego powstania, nie będzie. Podano, że im szybciej strona polska zostanie poinformowana, tym lepiej. Nie została jednak poinformowano. Przygotowania trwały a zachodni alianci nie ostrzegli polskich sojuszników, że wszystko jest pozorowane aby tylko wywiad polski pracował na rzecz zachodniego wysiłku wojennego.

Jaka była rola w końcowym zwycięstwie aliantów ruchów oporu w całej Europie? Oddajmy głos generałowi Eisenhowerowi: „W żadnej poprzedniej wojnie ani na żadnym innym teatrze działań wojennych podczas tej wojny siły ruchu oporu nie były tak ściśle włączone w główne działania wojskowe” – napisał. „Uważam, że zakłócanie komunikacji kolejowej wroga, nękanie niemieckich przemieszczeń drogowych oraz ciągłe obciążanie niemieckiej gospodarki wojennej i służb bezpieczeństwa wewnętrznego w całej okupowanej Europie przez zorganizowane siły ruchu oporu odegrały bardzo znaczącą rolę w naszym całkowitym i ostatecznym zwycięstwie”.

Nam jednak nie dane było cieszyć się z końca wojny. Nie tylko nie odzyskaliśmy ziem, co cynicznie obiecywał nam Gubbins, kiedy 17 września 1939 roku opuszczał rozszarpywaną Polskę. Nie tylko Polska nie stała się suwerennym krajem. Nie tylko straciliśmy 2,5 do 3 milionów naszych rodaków. To jeszcze stolica Polski Warszawa została zburzona. Bo Wielka Brytania całymi latami mamiła nas wsparciem dla powstania powszechnego i podtrzymywała opór w Polsce, aby polski wysiłek wojenny służył ich interesom.

Kiedy jednak Anglicy zakomunikowali nam, zwłaszcza podżegacz Gubbins, że nie będzie żadnego wsparcia dla powstania powszechnego?

Jeszcze 29 lipca 1944 roku Gubbins w reakcji na polskie żądania co do wsparcia dla powstania powszechnego, poprzez m.in. zwiększenie zrzutów nad Warszawą, ataków bombowych na lotniska w pobliżu Warszawy, przerzut myśliwców do Polski czy też przerzut dywizji Sosabowskiego, odpowiedział pozytywnie. Na dwa dni przed wybuchem powstania SOE i Gubbins wciąż mamili nas że wsparcie nadejdzie., podtrzymując tą fałszywą iluzję.

Wszak 28 lipca Anthony Eden, szef brytyjskiej dyplomacji, zakomunikował hrabiemu Raczyńskiemu, polskiemu ambasadorowi w Londynie, że żadnego wsparcia nie będzie. SOE jednak pomimo to dzień później zakomunikowało stronie polskiej o przyznaniu polskiemu powstaniu „bezwzględnego priorytetu”. Gubbins bardzo szybko opuścił Londyn i udał się 10 sierpnia do Normandii gdzie trwały „właściwe” walki o brytyjskie bezpieczeństwo i interesy. 16 sierpnia jego zastępca Perkins, kolejny z „propolskich” Brytyjczyków – przed wojną właściciel fabryki w południowej Polsce, który mówił w naszym języku – po dwóch tygodniach wykrwawiania się Warszawy, stwierdził, że cała wina za powstanie leży po stronie polskiej.

Perkins dostawy zaopatrzenia dla walczącej Warszawy, wobec których entuzjastycznie wypowiadał się jeszcze 29 lipca jego szef Gubbins, nazwał zbrodniczymi. „Jako moje osobiste zdanie, przekazałem im, że jest z ich strony zbrodnią planować dostawy z pomocą dla Warszawy w ramach operacji tak ryzykownych jak te, które obecnie podejmują”.

Kluczowe dla wyprowadzenia strony polskiej w pole, w celu nie powstrzymania wybuchu powstania, tak przez Anglików jak i Amerykanów, były spotkania polskich elit w Waszyngtonie w czerwcu 1944 roku z Anglo-amerykanami. Polacy zakomunikowali Amerykanom, że polski ruch oporu współdziałać będzie w powstaniu ze stroną sowiecką. Anglosasi dopytywali się o szczegóły współpracy, po czym otrzymywali pozytywne odpowiedzi. Najwyższe władze wojskowe aliantów, w tym tajne służby OSS, zostały więc poinformowane, że Polska przygotowuje powstanie powszechne. Nikt nie zakomunikował, że przygotowania należy przerwać. „Nie podjęto jednak żadnych prób objęcia kontroli nad powstaniem lub zapobieżeniu jego wybuchowi” – napisał William Mackenzie, autor książki pt. „Tajna historia Kierownictwa Operacji Specjalnych”.

Wróćmy jednak do Retingera gdyż jego rola w podtrzymaniu powstania była kluczowa.

Retinger wyleciał z Polski, po kilku próbach zamachu na jego życie, 26 lipca 1944 roku. Po dostarczeniu władzom w kraju 220 tys. dolarów. 3 sierpnia, kiedy powstanie już trwało, przybył do Londynu.

5 sierpnia 1944 roku dowódca brytyjskiego lotnictwa we Włoszech, gen. Slessor, wydał rozkaz zaniechania dalszych zrzutów nad Warszawą. Głównodowodzący aliantów na Morzu Śródziemnym gen. Wilson podzielał opinię Slessora i wysunął wniosek o zaprzestanie lotów. Wniosek został przyjęty. I w tym momencie uaktywnił się Retinger, którego SOE wysłało w kwietniu z misją do Polski, aby wzmocnić po cichu ruch oporu. Brytyjski agent zabiegał u dowództwa wojskowego aliantów o wycofanie decyzji.

Działania Retinger przyniosły wymierne skutki. 8 sierpnia zarządzono kontynuację lotów. 10 sierpnia poinformowano, że brytyjscy lotnicy także będą brali udział w zrzutach zaopatrzenia dla walczącej stolicy. Retinger uratował więc Powstanie Warszawskie. Podtrzymał ogień w stolicy aby odciągać uwagę Niemców od frontu zachodniego i skupiać jej więcej na Wschodzie. „Sekcja Polska [SOE] oceniała, że powstańcy wiązali co najmniej cztery niemieckie dywizje i utrudniali konsolidację obrony na froncie wschodnim” – czytamy w pracy o pozycji Polski w brytyjskiej strategii oporu w Europie II wojny światowej.

Wsparcie dla powstania miało być jednak jedynie takie aby ono trwało. Brytyjczycy nie chcieli, aby odniosło ono zwycięstwo. Oprócz celów wojskowych, były także cele polityczne. Szybka klęska powstania wynieść mogła do władzy w Londynie prawicowe elementy. Retinger jako reprezentant tajnych kręgów brytyjskich elit starał się za wszelką cenę utrzymać Mikołajczyka, spolegliwego wobec ZSRR, na stanowisku premiera.

O roli SOE we wsparciu dla powstania warto także napisać w kontekście żądań z końca lipca 1944 roku. Wówczas to strona wojskowa Wielkiej Brytanii zdecydowanie odrzucała pomoc powstaniu. Gubbins jednak, o czym jeszcze w tym tekście nie wspominałem, popierał je, zanim udał się do Francji. Twierdził, że Polacy zasługują na symboliczny gest wobec wsparcia jakiego polski ruch oporu udzielał stronie brytyjskiej. 2 sierpnia SOE sugerowało odpowiedzieć pozytywnie na postulaty strony polskiej. Uczyniono to zanim jeszcze Anglicy dowiedzieli się o wybuchu insurekcji.

Alianckie dowództwo wojskowe było więc przeciwne wsparciu dla powstania, tajne służby Churchilla były za. Pora na dobitny dowód na to, że wiązało się to z celami antykomunistycznymi. A więc że SOE chciało zużywać Polaków, aby realizować plany niedopuszczenia do zagarnięcia Europy Środkowej przez Moskwę. „Wbrew silnym po dzień dzisiejszy w Polsce przekonaniom, Brytyjczycy bynajmniej nie zamierzali akceptować Rzeczpospolitej jako strefy wpływów ZSRR. Starano się unikać bezpośredniej konfrontacji z Kremlem w krajach Europy Środkowej ale równocześnie dążyć do umocnienia na tym obszarze brytyjskiej pozycji. Oznaczało to kontynuowanie wsparcia dla rządu polskiego, czego elementem były działania SOE”.

Słowa klucz w tym fragmencie: starano się unikać bezpośredniej konfrontacji z Kremlem. Konfrontacja miała być więc pośrednia. SOE działało na tym kierunku. Na kierunku niedopuszczenia do zagarnięcia Polski i krajów sąsiednich przez ZSRR.

Warto jeszcze skupić się na tezach historyka George’a Bruce’a który sugeruje, że Armia Czerwona, aby wyruszyć na Berlin, najpierw powinna uchwycić kluczowe punkty infrastruktury stolicy. A więc najpierw powinna opanować Warszawę.

„Z kolei dla nazistów i Sowietów miasto to stanowiło ważny strategiczny i taktyczny punkt kontrolny. Przebiegało przez nie siedem głównych szlaków komunikacyjnych, które przekraczały Wisłę za pomocą trzech mostów drogowych i dwóch kolejowych. Dla Niemców, toczących w tym rejonie bitwy obronne, mosty i drogi przebiegające przez miasto miały kluczowe znaczenie. Musiały one pozostać otwarte, aby zapewnić swobodny przepływ wojsk i zaopatrzenia na Front Wschodni. Z kolei dla Armii Czerwonej warszawska sieć komunikacyjna miała kluczowe znaczenie dla ofensywy na Berlin, choć mosty – o których wiedziała, że Niemcy je zniszczą – miały mniejsze znaczenie” – napisał Bruce.

Dzisiaj już wiemy, że Armia Czerwona na początku sierpnia 1944 roku została pobita metodami militarnymi i nie mogła kontynuować swojej ofensywy. Pod koniec sierpnia z kolei Stalin nie zdecydował się na natarcie, gdyż po pierwsze nie chciał walczyć na dwa fronty – front polski i bałkański – po drugie chciał, aby „londyńscy Polacy” zostali zniszczeni przez Niemców. Niemców, którzy aby to uczynić, ściągali dodatkowe siły na Wschód.

Jak jednak potoczyłaby się wojna gdyby powstanie nie wybuchło, Niemcy nie ściągali w związku z nim sił i środków na Wschód, oraz nie skierowali tam swojej uwagi, a Armia Czerwona zajęłaby Warszawę dużo szybciej, wobec braku powstańczych wystąpień? Czy przypadkiem Berlin nie zostałby zdobyty dużo wcześniej a Armia Czerwona, wyznająca regułę tam gdzie stoi sowiecki żołnierz tam jest ZSRR, w ramach faktów dokonanych, nie przesunęłaby sowieckiej strefy wpływów dalej na zachód w kierunku Zagłębia Ruhry? Cóż, alternatywnej historii pisać nie będę.

W kontekście powstania i Wielkiej Brytanii warto wspomnieć także o brytyjskiej misji wojskowej „Freston”.

Pomysł misji pojawił się wśród Polaków jednak to SOE posunęły tą kwestię do przodu, w lipcu 1944 roku. Trafiła ona jednak do Polski dopiero w grudniu tegoż roku. Jej celem było zbieranie informacji i zapewnianie łączności. Była ona ostatnim kontaktem SOE z Polską. W kraju jej osłoną zajął się najpierw obwód Częstochowa AK a później obwód Radomsko AK. Podczas walk z Niemcami strona polska straciła nawet jednego żołnierza. W istocie celem misji było sprawdzenie przez stronę brytyjską czy Polacy po hekatombie powstania gotowi są już oddać terytoria wschodnie Stalinowi.

„Polacy zbytnio zaufali Gubbinsowi. Jego strategia polegająca na powstaniu tajnych armii przeciwko nazistowskiej machinie wojskowej po przybyciu regularnej armii wyzwoleńczej okazała się błędna w przypadku Polski […]. SOE ponosi część odpowiedzialności za to, że Polacy nie zrozumieli konsekwencji brytyjskich planów wojskowych. […] Gubbins […] przewidywał zdradę Polaków przez Wielką Brytanię po 1945 roku. Podczas wojny powiedział Sue Ryder z SOE: „Oczywiście, że zostaną … po prostu wyrzuceni za burtę… My [Wielka Brytania] zamierzamy wycisnąć z nich wszystko, co się da, a potem ich porzucić” – napisał Edward Harrison, autor książki pt. „Tajne służby przeciwko nazistowskiemu reżimowi”.

I wyciśnięto.

Autorstwo: Terminator 2019
Zdjęcia (domena publiczna): Sylwester Braun, autorzy nieznani [1] [2]
Źródło: WolneMedia.net

Bibliografia

1. Atkin M., „Pioneers of Irregular Warfare. Secrets of the Military Intelligence Research Department in the Second World War”, Yorkshire-Philadelphia 2021

2. Biskupski M. B. B., „War and Diplomacy in East and West. A Biography of Józef Retinger”, Londyn-Nowy Jork 2017

3. Bruce G., „The Warsaw Uprising: 1 August – 2 October 1944”, Leeds 1972

4. Ciechanowski J., „Powstanie Warszawskie”, Pułtusk-Warszawa 2014

5. Ciechanowski J., „Wielka Brytania i Polska. Od Wersalu do Jałty”, Pułtusk 2011

6. Davies N., „Powstanie ’44”, Kraków 2022

7. Harrison E., „Secret Service Against the Nazi Regime”, Yorkshire-Philadelphia 2022

8. Olson L., „Wyspa Ostatniej Nadziei”, Warszawa 2018

9. McGilvray E., „Poland and the Second World War 1938-1948”, Barnsley 2019

10. Milton G., „Ministerstwo Niedżentelmeńskich Działań Wojennych”, Warszawa 2018

11. Modelski T., „Byłem szefem wywiadu u naczelnego wodza”, Warszawa 2009

12. Rodzik M., „Polska a Wielka Brytania. Od kryzysu sudeckiego do 15 marca 1939 roku”, Warszawa 2019

13. Tebinka J., Zapalec A., „Polska w brytyjskiej strategii wspierania ruchu oporu”, Warszawa 2021

14. Wilkinson P., „Foreign Fields”, Londyn-Nowy Jork 2002

15. Zychowicz P., „Obłęd ’44, czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie”, Poznań 2025

16. https://pl.wikipedia.org/wiki/Front_Morges

17. https://pl.wikipedia.org/wiki/Centrolew

18. https://aryusslav.livejournal.com/22772.html

19. https://en.wikipedia.org/wiki/Military_Intelligence_(Research)

20. https://en.wikipedia.org/wiki/Edmund_Charaszkiewicz

21. https://abw.gov.pl/ftp/foto/Konferencje/pdf/Wywiad_i_kontrwywiad_II_Rzeczpospolitej_wobec_grozby_wybuchu_wojny_w_1939_r_.pdf

22. https://en.wikipedia.org/wiki/Section_D

23. https://histmag.org/O-czym-Churchill-rozmawial-z-gen-Andersem-24263

24. https://www.youtube.com/watch?v=eH5cuz7Ubig