Wspomnienia z przeszłości.
Izabela Bordacka
Wiele lat temu spędzałam z rodzicami urlop w jakimś ośrodku wczasowym nad rzeką Świder. O ile pamiętam był to ośrodek Instytutu Łączności. W ośrodku przebywał również partyjny aparatczyk Wilhelm Billig z rodziną. Zajmowali osobną willę i nie pospolitowali się z naukowcami z instytutu. Nie jadali w stołówce należącej do ośrodka. Obsługiwały ich specjalne pokojówki w białych fartuszkach i czepeczkach, a dzieci Billiga nie uczestniczyły w zabawach i nie odzywały się ani słowem do innych dzieciaków. Po Billiga przyjeżdżała codziennie ogromna czarna limuzyna, była to chyba sowiecka Czajka. Tak komunistyczni aparatczycy realizowali w praktyce utopijne idee Rewolucji Francuskiej: liberté, égalité, fraternité czyli: wolność, równość i braterstwo.
Wilhelm Billig musiał być w partyjnej hierarchii raczej ważną figurą bo do 1968 roku był – jak podaje Wikipedia – zastępcą członka. Jak wszyscy komunistyczni partyjni aparatczycy musiał być niezwykle wszechstronny gdyż nieustannie zajmował najwyższe stanowiska w różnych resortach. Przez pewien czas był nawet Pełnomocnikiem Rządu do spraw Pokojowego Wykorzystania Energii Jądrowej. W Instytucie Fizyki nosił wysoko głowę i też nie odpowiadał na pozdrowienia naukowego planktonu, który to plankton bardzo krytycznie zresztą oceniał jego kwalifikacje. W tej sprawie opieram się wyłącznie na zdaniu kolegów, specjalistów.
Kilka lat później, bodajże w 1969 roku spotkałam w schronisku na Kalatówkach jakiegoś staruszka, który prosił żeby przeprowadzić go przez Czerwone Wierchy gdyż sam bał się wybrać na tak trudny – jego zdaniem – szlak. Nie bardzo miałam na to ochotę gdyż na Czerwonych Wierchach bywałam wielokrotnie ale raczej w wieku szkolnym i przedszkolnym. Turystyczny szlak prowadzący przez Krzesanicę, Małołączniak i Ciemniak to typowa „ceprostrada”, droga którą można bez trudu przepędzić krowy.
Nie mogłam jednak odmówić w górach opieki komuś kto wyraźnie jej potrzebował więc powędrowaliśmy razem. Ponieważ staruszek wydawał mi się znajomy zapytałam go o nazwisko. Przedstawił się , był to Billig. Nie poznałam go bo był skurczony jak przebity balon, z którego zeszło powietrze. Gdy już schodziliśmy do Doliny Kościeliskiej odważyłam się go zapytać kim naprawdę jest z zawodu. Powiedział, że filologiem klasycznym.
„Jakim tam filologiem?”- zaśmiewał się złośliwy kolega z Instytutu Fizyki Jądrowej w Świerku, któremu opowiedziałam o tym dziwnym spotkaniu. To przecież zwykły „krawiec mężczyźniany”.
Błyskotliwą karierę Billiga przerwała „wojna Chamów z Żydami” jak to trafnie nazwał w 1962 roku Witold Jedlicki, czyli wojna dwóch frakcji w PZPR, które przez całe lata, nie tylko w PRL lecz również w III RP walczyły i walczą o dominację i władzę w Polsce. Myślałam więc, że nazwisko Billiga utonęło w mroku dziejów. Jednak kilka dni temu wyrzucając do śmietnika zalegające piwnicę stare pisma znalazłam tekst pod tytułem : „Andrzej Frycz Modrzewski i bracia polscy – pierwsi polscy komuniści” podpisany Wilhelm Billig. A więc mówił prawdę. Był klasycznym filologiem, ale nie w sensie nauczyciela łaciny.
Był klasycznym filologiem komunistycznym podobnie jak wielki językoznawca Józef Stalin. Tekst Billiga okazał się nudny i sztampowy. Przedstawiał w nim Andrzeja Frycza Modrzewskiego jako obrońcę klas uciśnionych i bezlitosnego demaskatora szlacheckiego sobiepaństwa, a braci polskich jak jakąś komunistyczną jaczejkę. Bez skrupułów wyrzuciłam pismo do śmietnika, a właściwie do pojemnika na makulaturę.
Czego można było po tym tekście oczekiwać?. Billig to typowy przedstawiciel instalatorów stalinizmu w Polsce. Jak podaje Wikipedia Billig od 1929 do 1938 należał do KPP. Od 1941 do 1944 do WKP(b), od 1944 do 1948 do PPR od 1948 do PZPR. W Latach 1939 1940 był inspektorem w Rejonowym Wydziale Oświaty w Łunińcu, następnie dyrektorem szkoły w tym samym Łunińcu.
To moje rodzinne strony, ciekawe, że wielu politruków PRL zaczynało swoją karierę na polskim Polesiu. Potem pracował w redakcji „Sztandaru Wolności” w Mińsku oraz był kierownikiem radia Związku Patriotów Polskich w Moskwie. Został pierwszym powojennym szefem Polskiego Radia, prezesem Centralnego Urzędu Radiofonizacji Kraju,, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Poczt i Telegrafów, następnie w Ministerstwie Łączności, oraz jak już pisałam, był pełnomocnikiem rządu do spraw wykorzystania energii jądrowej. Był typowym uczestnikiem karuzeli stanowisk charakterystycznej dla stosunków społecznych powojennej Polski. Karierę na Polesiu oprócz Billiga zaczynali również Blinowski i Jędrychowski. Startowali jako szeregowi agitatorzy. Potem trafiali pod skrzydła Związku Patriotów zdominowanego przez Wandę Wasilewską a potem stawali się w Polsce prominentami i ekspertami od wszystkiego. Jak się naprawdę nazywali i co przeszli w sowieckim raju trudno ustalić.
Billig stał się bardziej ludzki i mniej nadęty gdy stracił przywileje. Zgodnie z zasadą, że polityk dojrzewa gdy już spadnie. Zdarza się jednak inaczej. Znany wykładowca fizyki, autor podręczników szkolnych Bronisław Buras stojąc kiedyś przed drzwiami swego gabinetu i czytając kartkę z napisem „profesor doktor Bronisław Buras” powiedział. „ cztery słowa i cztery kłamstwa” . Nie wiem co miał na myśli. Jeżeli faktycznie jego oficjalny życiorys był tylko legendą świadczy to, że był człowiekiem samoświadomym, dużego formatu. On też zaczynał karierę w szkole na Polesiu i też padł ofiarą kampanii antysemickiej czyli wewnętrznych partyjnych porachunków, o które niesłusznie oskarża się teraz społeczeństwo polskie.
Stefan Jędrychowski, Wilhelm Billig. Kto dziś pamięta te nazwiska?. I czy warto przypominać tych wszystkich zastępców członka? Najnowsza historia Polski jest jak dziecięca układanka, z której zginęła połowa fragmentów więc nie sposób zobaczyć pełnego obrazu. Lecz trzeba sobie uświadomić, że duża część brakujących klocków pozostaje w rękach jeszcze żyjących świadków historii. I ich obowiązkiem właśnie wobec historii jest ujawnianie tego co wiedzą i pamiętają.