Tylko aplauz i zaakceptowanie

Tylko aplauz i zaakceptowanie

22.09.2026 wolnemedia/tylko-aplauz-i-zaakceptowanie

Staram się być zdyscyplinowanym, porządnym obywatelem. Zgodnie z zaleceniami najwyższych dostojników, aby nie dać się zwieść na pokuszenie dezinformacji, słucham wyłącznie oficjalnych komunikatów rządowych i mediów pierwszego obiegu. Egzemplarz „Konstytucji”, który trzymałem na szafce nocnej i czytałem codziennie, ocierając łzy wzruszenia, po zmianie władzy schowałem nieco głębiej do szuflady, a po bezprawnym, omijającym ścieżkę legislacyjną uchwaleniu kredytu wojennego SAFE, wyniosłem do pawlacza.

https://youtube.com/watch?v=1IHLQJ8bvik%3Frel%3D0

Moją jedyną wieczorną lekturą, poza „Ewangelią”, stał się odtąd „Poradnik bezpieczeństwa”. Oglądam publiczną telewizję w permanentnej likwidacji, więc uspokajam i melduję posłusznie, iż doskonale zdaję sobie sprawę, że duch praworządności taki, jakim my go rozumiemy, zwłaszcza w obliczu historycznych wyzwań, z którymi mamy się zmierzyć, wymaga kroków zdecydowanych i stoi powyżej najwyższego aktu prawnego i ani mi przez myśl nie przejdzie jątrzyć i kwestionować zasadność zaciągania kredytów wojennych zadłużających pokolenia Polaków, które jeszcze nawet nie są w planach swoich rodziców.

Obok „Poradnika” trzymam długopis i kajecik, w którym notuję różne przestrogi miłościwie nam panującej władzy, a także własne uwagi i spostrzeżenia, by stać się lepszym obywatelem i moc kognitywnych & hybrydowych ataków złego Mzimu ze Wschodu móc zmóc. Bo ja Państwu powiem, że ja się cały czas czegoś uczę, bez przerwy, nieustannie.

W minionym tygodniu nauczyłem się na przykład od Wielce Czcigodnego Posła Treli z Lewicy, iż nad Łodzią przelatywały z prędkością światła nasze orły białe w samolotach F35, a hurkot był tak donośny, że ludność nie wiedziała, co się dzieje. Jestem głęboko przekonany, że skoro popisy podniebnej husarii zrobiły wrażenie nawet na mieszkańcach centralnej Polski, bądź co bądź przedstawicielach cywilizowanego Zachodu, to orki i mużycy nieznający toalet pierzchać będą w popłochu, nie podejmując nawet walki.

Zamiast liczyć barany, przed snem policzyłem, że nasza Wunderwaffe w dwie sekundy jest w stanie piętnastokrotnie okrążyć całą kulę ziemską i to wokół równika. Czuwaj!

Ktoś nieżyczliwy i czepialski mógłby mi wytknąć, że określenie Wunderwaffe nie przystoi do opisu naszej niepokonanej floty napowietrznej, bo kojarzy się z nazistami, ale dla mnie to słowo jak słowo, wszak hitleryzm to historia, a dzisiejsze Niemcy są naszymi sojusznikami w najsilniejszym obronnym pakcie militarnym świata sformowanym przeciw naszemu odwiecznemu wrogowi.

Świadomych naszej ogromnej siły i gotowości nie może dziwić oburzenie Wielce Czcigodnego Posła Kropiwnickiego z Koalicji Obywatelskiej na pewnego łajdaka-parlamentarzystę, którego niestety nie wymienił z nazwiska, a który opowiadał bzdury, jakoby pokój był najważniejszy i że on nie chce żadnej wojny. I co jeszcze, może żeby rakiety nie spadały na polskie miasta? Może nie jest dla niego piękną rzeczą, gdy w pierwszym szeregu ginie człowiek odważny? Może – aż boję się pomyśleć – jego zmysłu estetycznego nie nasyca widok spadającego z konia ułana? To jest nie tylko ruska narracja, ale i zdrada, jak słusznie zauważa niekwestionowany tytan intelektu, Poseł Kropiwnicki.

Defetystów traktowałbym bardzo surowo, a takich wypowiedzi zakazał. To za komuny nam wpajano, że nigdy więcej wojny i takie tam bzdury dla ludzi bojaźliwych, przepełnionych sowieckością konformistów obawiających się szczęku oręża. Ja osobiście pokładam ufność we władzy i głęboko wierzę, że gdy wojna nareszcie wybuchnie, będzie krótka i zwycięska. Bez kozery powiem, że gdy przez Bramę Smoleńską ruszymy na Ruskich, na podbicie Pandemonium wystarczą nam 4 tygodnie. A jeśli któremu z naszych kanonierów wraża kula oberwie obydwa ramiona, to on nadal będzie stał niewzruszony przy armacie, nabijał ją i raził ogniem nieprzyjaciela. Nawet głowicę termojądrową weźmiemy na klatę, tym bardziej, iż nie mamy schronów, ale spieszę posłusznie zameldować, że to nic, bo ten trudny czas to nie jest odpowiedni moment na krytykę zaniedbań sterników naszej ojczyzny, zwłaszcza że prawie nie padało. Niech no tylko zdejmiemy rękawiczki.

Innym razem, po obejrzeniu audycji prowadzonej przez Panią Redaktor Gozdyrę, nauczyłem się, jakich pytań nie wolno zadawać i zanotowałem skrzętnie w moim trzymanym na szafce nocnej notesiku, że absolutnie nie wolno pytać, dlaczego Putin miałby do nas wejść. Czy wiecie, o zacni braciszkowie, krajanie współcierpiący w ucisku, po co jest ten czyhający na Polskę Putler? No właśnie. Nikt nie wie, więc jak dotąd nikt nie ważył się zapytać. To jest Putler odpowiadający żywotnym potrzebom naszej miłościwie panującej nam władzy, która na fundamencie tegoż Putlera zbudowała misternie ogromną, obowiązującą ideologiczną konstrukcję. Jeśli go spod niej wyciągniemy, cała runie z łoskotem.

Ja też nie wiem, do czego Putinowi miałaby się przydać Polska. Nie pamiętam dokładnie, kto to powiedział, ale zdaje się, że albo Jego Ekscelencja Minister Sikorski, albo dzielny wojak Szwejk: gdyby wszyscy byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby od tego. Dlatego nie wstydzę się, że nie wiem. Wiem już za to, że pytać nie wolno, bo w demokratycznym kraju samo pytanie jest porażające i przerażające, hańbiące, ocierające się o zdradę i pisane cyrylicą.

U Andersena, kiedy dziecko krzyknęło, że król jest nagi, zgromadzeni poszli po rozum do głowy, ale życie w Polsce to nie baśń. To coś znacznie lepszego.

To, że nikt z oburzonych na Panią Wiadrowską, mdlejących i rwących włosy z głów nie potrafi odpowiedzieć na jej pytanie, tylko dobrze świadczy o miłościwie nam panujących. Bo oznacza, że tajemnica państwowa zostaje zachowana.

Autorstwo: Michał Węgrzynek
Źródło: Strajk.eu