Szafarki Komunii świętej w Polsce. [Przed sektą „soborową” – jeszcze kapłanki i biskupki??].

Nienaturalna Rewolucja przypieczętowała kolejną wiktorię

Akolitki i lektorki już od 12 grudnia staną się rzeczywistością w Kościele katolickim w Polsce. Reformę wprowadziła Konferencja Episkopatu, idąc za wytycznymi papieża Franciszka. Zmianę należy ocenić jednoznacznie negatywnie – i nie chodzi bynajmniej o krytykę ufundowaną na niepoprawnej mizoginii. W całej sprawie to bowiem nie kobiety są najważniejsze, ale raczej wykonanie kolejnego kroku na drodze konsekwentnego obdzierania katolickiej liturgii z sacrum.

Zmiana, jaka w Kościele katolickim w Polsce właśnie weszła w życie, jest w swojej istocie prostym zastosowaniem decyzji papieża Franciszka. Ojciec Święty otworzył posługę akolitatu i lektoratu dla kobiet po tym, jak takie oczekiwanie wyrazili wprost Ojcowie Synodalni Synodu Biskupów o Amazonii. Jak pamiętamy, słynne zgromadzenie biskupów w Rzymie jesienią 2019 roku tylko pozornie dotyczyło odległego regionu w głębi puszczy Ameryki Łacińskiej. W rzeczywistości Amazonia została brutalnie wykorzystana przez kościelnych rewolucjonistów z Europy lub rewolucjonistów uformowanych w Europie po to, by popchnąć naprzód proces upodabniania naszego świętego Kościoła do rzeczywistości świeckiej.

Słyszę bardzo często głosy oburzenia. „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”, piszą wściekli internauci, deklarując, że nigdy w życiu nie przyjęliby Komunii świętej z rąk kobiety – bo przecież na skutek dopuszczenia do posługi akolitatu w Polsce pojawią się niedługo żeńskie szafarki Ciała naszego Pana. Większość jest oczywiście bierna: będą szafarki, no to będą. Widocznie taka jest mądrość dziejowa. Może ktoś pogrymasi, ale wkrótce wszyscy się przyzwyczaimy. [Czyżby??? MD]

Obie postawy są niewłaściwe. Pierwszą cechuje szowinizm [??? md] , drugą intelektualne lenistwo lub też zwyczajna głupota. W istocie mamy bowiem do czynienia z chwilą symbolicznie bardzo istotną. Wprowadzenie do Kościoła katolickiego szafarek Komunii świętej można porównać do wbicia przez Rewolucji zwycięskiej flagi. Kolejny etap niszczenia substancji katolickiej ma już za sobą.

W całej sprawie można wyróżnić dwie płaszczyzny. Z jednej strony przecież stało się bardzo niewiele. Logika reformy papieża Franciszka i Konferencji Episkopatu Polski jest doskonale zgodna z logiką posoborowych zmian liturgicznych. Paweł VI w 1972 roku ogłosił motu proprio Ministeria quaedam, w którym zdecydował się na gest o niesamowitej mocy: brutalne rozerwanie związku między kapłaństwem a szeregiem czynności dokonywanych podczas liturgii. Papież Montini podpisując Ministeria quaedam zdecydował o zlikwidowaniu subdiakonatu oraz wszystkich czterech niższych święceń (ostiariatu, egzorcystatu, lektoratu i akolitatu), tworząc nowatorsko dwie posługi. Jego wolą było, aby posług tych Kościół święty udzielał już nie tylko katolikom przygotowującym się do święceń kapłańskich, ale także katolikom świeckim. Można zaryzykować tezę, że po zmianie z 1972 roku kolejny krok w postaci dopuszczenia kobiet do obu tych posług był jedynie kwestią czasu. Koryfeusze Rewolucji czekali po prostu, aż świadomość większości wiernych Kościoła katolickiego ulegnie dalszym przeobrażeniom, tak, by przyjęli bez większych oporów kolejny cios. Najwyraźniej na Synodzie Amazońskim zapadła decyzja, że właściwy czas już nadszedł. Spokój, z jakim przyjęto reformę papieża i KEP w Polsce pokazuje, że rozpoznanie sytuacji było słuszne. Protestów przecież nie ma, bo jak to protestować przeciwko kobietom? To byłoby takie nieegalitarne. 

Tego rodzaju symboliczne zatknięcie rewolucyjnej flagi na kolejnym obszarze zwiastuje, że wkrótce czeka nas praca nad kolejnym etapem. Nie mam cienia wątpliwości, że żeńskie szafarki nie są ostatnim punktem na tej drodze. To tylko przystanek. Na horyzoncie widzimy już widmo stałego diakonatu kobiet. Na łamach portalu PCh24.pl już wielokrotnie opisywałem, w jaki sposób może zostać przeprowadzona ta zmiana. Dzięki sprytnym wybiegom teologicznym nie nastręczy ideologom reformy Kościoła szczególnej trudności uznanie diakonatu właśnie za posługę, a nie za element sakramentu święceń.

Ktoś mógłby zapytać: dlaczego jednak przeszkadza autorowi tego tekstu fakt, iż kobiety będą w Kościele katolickim w Polsce rozdawać Komunię świętą? Dlaczego przeszkadza mu fakt, iż Komunię rozdają świeccy szafarze? Mówiąc inaczej: co miałoby być w tym złego, dlaczego miałoby to być niewłaściwe? Skupię się w poniższych akapitach na kwestii udzielania Komunii świętej, ale Czytelnik może w łatwy sposób te sam zastrzeżenia odnieść do innych czynności liturgicznych, które przekazywane są w ostatnich dziesięcioleciach świeckim mężczyznom i kobietom.

Odpowiedź na to pytanie jest w gruncie rzeczy banalnie prosta, nawet jeżeli na pierwszy rzut oka wielu krytycznym wobec takiej postawy czytelnikom wydaje się nieakceptowalna: ponieważ tego rodzaju praktyki, abstrahując w tym momencie od ich godziwości czy dopuszczalności teologicznej, są zarazem przejawem, jak i motorem dramatycznego w skutkach procesu desakralizacji liturgii. Są pozbawianiem tego, co najświętsze, aury świętości – a w konsekwencji pozbawianiem nas, którzy to wszystko obserwujemy lub którzy w tym partycypujemy, przekonania o nieskończonej różnicy między tym a Tamtym światem.

Jeżeli przyjmuję Komunię świętą od kobiety albo od świeckiego szafarza, jeżeli przyjmuję ją nawet od kapłana, ale na rękę, to nawet jeżeli z całego serca miłuję naszego Pana – krok po kroku, stopniowo i niezauważalnie, zacieram różnicę między rzeczywistością zbawienia a rzeczywistością doczesną. Cicho i bezboleśnie sączę w swoje żyły jad laicyzmu, truciznę zapomnienia o bezwzględnym prymacie wieczności nad doczesnością.

Powtarzam: wiem, że dla wielu z Czytelników to bzdura. Uważają, że nic takiego się nie dzieje. Sądzę, że ich wiara pozostaje nienaruszona, ba, może nawet się wzmacnia dzięki tego rodzaju pomysłom. To przekonanie złudne i w swojej subtelnej złudności zabójcze. A dowodzi tego banalny fakt:

Komunia święta na rękę, świeccy szafarze obojga płci: to wszystko pojawiło się w Kościele katolickim dopiero wtedy, gdy zniszczeniu uległo niepodzielne panowanie w naszych sercach i umysłach cywilizacji chrześcijańskiej.

Nikt nie wpadał na tego rodzaju pomysły przed tysiącem lat. Nikomu nie postało to w głowie! Niemożności zaistnienia takiej myśli winny był nie jakiś klerykalizm, ale przekonanie tak proste, że aż niewysławialne, bo banalne i jakby oczywiste jak następowanie dnia po nocy: to, co najświętsze zasługuje na to, by być traktowane jak najświętsze: to znaczy inaczej niż wszystko inne.

Komunia święta – to prawdziwe Ciało naszego Pana, Jezusa Chrystusa. W istocie ŻADEN CZŁOWIEK nie jest godzien, by Go dotykać (Domine, non sum dignus…). Ani kapłan, ani biskup, ani nawet papież: żaden człowiek. Wszyscy jesteśmy niegodni. A jednak nasz Ojciec chce, abyśmy spożywali Ciało i Krew Jego Syna. Czyniliśmy to zatem dotąd z największym możliwym namaszczeniem, świadomi, co tak naprawdę się dzieje: Bóg udziela się nam, grzesznikom… Rozdając Komunię świętą do rąk, zapraszając do tego świeckich szafarzy, stawiając w tej roli kobiety nie odbieramy niczego naszemu Panu. Czynimy coś innego: pozbawiamy Go świętości w naszych własnych oczach. W dosłownym tego słowa sensie profanujemy to, co najświętsze: profanujemy, to znaczy ze świętego czynimy nieświętym (pro – fanum to po łacinie tyle, co „przedświątynne”).

Nie chcę przyjmować Komunii świętej na rękę; nie chcę przyjmować Ciała mojego Pana z rąk świeckiego; nie chcę przyjmować Najświętszego z rąk kobiety.

Nie dlatego, by „ręce były mniej godne od języka”, ludzie świeccy „gorsi” od kapłanów, a kobiety „nieczyste”. Dlatego, że chcę przyjmować Komunię świętą wyłącznie od kapłana, bo taki jest zgodny z Tradycją mojego świętego Kościoła porządek. Ten porządek działa na mój rozum i moje zmysły, uświadamiając mi, że mam do czynienia z czymś nie z tego świata. Czy to nie dosyć?

Na tym jednak nie koniec, bo sprawa nowych posług dla kobiet ma jeszcze drugą płaszczyznę.

Tak się tymczasem składa, że w moim świętym Kościele kapłanami są tylko mężczyźni. Dlaczego? Bo taki jest naturalny porządek rzeczy. Owszem, właśnie dlatego: taki jest naturalny porządek rzeczy. Nasz Pan, Jezus Chrystus, wybrał na swoich Apostołów wyłącznie mężczyzn. Dlaczego to uczynił? Czy był niewolnikiem poglądów swojej epoki? A może uważał, że kobiety mniej się do tego nadają z racji jakichś szczególnych przypadłości fizycznych bądź psychicznych? Lub inaczej jeszcze, po prostu nie wiemy, dlaczego tak zrobił, ale będąc Bogiem, mógł zrobić, co mu się żywnie podobało, więc mamy to po prostu zaakceptować?

Nie, nie i nie. Nasz Pan wybrał na swoich Apostołów mężczyzn właśnie dlatego, że taki jest naturalny porządek rzeczy. Św. Jan Paweł II w Familiaris consortio pisze, że Chrystus był w swojej decyzji wolny. Zbawiciel nie podał nam swoich motywacji, ale te przecież wydają się aż nadto jasno. Wiem, że współcześnie rzadko kiedy o tym pamiętamy, ale sprawy mają się w istocie banalnie prosto: kobiety powołane są z natury do tego, by być matkami. Będąc matką dziewięciorga dzieci doprawdy trudno byłoby głosić Ewangelię tak, jak głosić mógł ją mężczyzna! Tak, dziewięciorga; tym, którzy zapomnieli, jak się rzeczy mają, przypomnę, że to nie Pan Bóg stworzył prezerwatywy, ale diabeł, a i to udało mu się dopiero niedawno; w czasach naszego Pana kobiety zostawały matkami właśnie dziewięciorga (dziesięciorga, jedenaściorga…!) dzieci. Mężczyźni, oczywiście, ojcami. Znowu jednak: biologiczna rzeczywistość sprawia, iż ojciec tej gromadki dzieci nie jest do niej w sensie ścisłym przywiązany, to znaczy nie musi ich karmić piersią ani nie bywa w ciąży. Stąd zgodnie z naturą może wykonywać zadania, które nazwiemy umownie zewnętrznymi. Kobieta nie może, bo biologicznie jest do dzieci przywiązana. Co więcej, kapłan jako alter Christus winien odzwierciedlać płciową naturę Zbawiciela, jako że płciowość jest konstytutywną cechą osoby ludzkiej. Nie jest przypadkiem, że Bóg stał się człowiekiem-mężczyzną.

Ktoś powie: dobrze, ale jest przecież celibat. Skoro mężczyzna-kapłan żyje w celibacie, dlaczego w celibacie nie miałaby żyć kobieta? Takiemu krytykowi przypomnę, że choć praktyka celibatu jest ugruntowana na przykładzie życia naszego Pana oraz na listach św. Pawła, to zarazem nie jest nierozerwalnie związana z kapłaństwem – i w tym sensie, przy całej swej niezaprzeczalnej wartości, nie ma znaczenia pierwszorzędnego. Gdyby miała, to i Apostołowie musieliby żyć bezżennie; wszelako jednak nie żyli, podobnie jak i pierwsi ich następcy (mąż jednej żony etc.).

Podsumowując: najnowsza decyzja Konferencji Episkopatu Polski jest symbolicznym zwieńczeniem ciosów, jakie Rewolucja zadała katolickiemu porządkowi. Na gruncie posoborowej logiki jest zrozumiała i oczywista, ale na gruncie logiki chrześcijańskiej jest jednoznacznie błędna. Dlatego nie zamierzam przyjmować Komunii świętej z rąk żeńskiej szafarki. Podobnie [nie] zamierzam przyjmować Komunii świętej z rąk świeckiego szafarza, wszelako – symbole! – to drugie, choć zasadniczo niewłaściwe i niegodne, jest jednak lepsze od tego pierwszego, będąc bardziej naturalnym.

Być może Kościół katolicki w naszym kraju nie mógł inaczej, będąc niedostrzegalnie i nieświadomie zdominowanym przez współczesną kulturę [??. MD] Wierzę, że w przyszłości, gdy katolicyzm wyjdzie z obecnego kryzysu, sprawy wrócą do właściwego porządku – i pożegnamy się zarówno ze świeckimi szafarzami i szafarkami. Nawet jeżeli kryzys potrwa jeszcze sto, dwieście a może trzysta lat.

Paweł Chmielewski

=====================

[Przypominam, że w wiernym Chrystusowi Kościele zawsze można uniknąć anty- Bożego nowinkarstwa: https://www.piusx.org.pl/ MD]

Przy antykulturowym ataku na międzyludzkie relacje, praktykujmy je, bo mogą nadejść jeszcze cięższe czasy.

Dzisiaj trochę bardziej osobisty materiał, jednak z morałem skierowanym do wszystkich. Jak zmieniły nas wydarzenia ostatnich lat? Pokolenie ludzi, którzy nie pamiętają czasów PRL-u, a nawet jeśli pamiętają, lecz nie byli represjonowani, nie doświadczyli wielu trudności związanych z życiem w kraju socjalistycznym. Dla takich osób ten świat, mimo wszystko mógł się wydawać w miarę spokojnym, ogarniętym miejscem. Oczywiście było słychać tu i tam o różnych kryzysach, wojnach itd. Natomiast z mojej perspektywy życie na przełomie XX i XXI wieku to było życie dosyć spokojne. Doświadczenia mogą być różne, natomiast bardzo wielu, czy nawet większość Polaków z mojego pokolenia pamięta ten czas raczej jako w miarę spokojny.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zasadniczo jest to stan dobry, jednak ma to bardzo poważne wady. Gdy człowiek przyzwyczaja się do pewnego spokoju, do pewnego komfortu, to nie wyrabia pewnych umiejętności, pewnych zdolności, które wyrabia wówczas, gdy musi się przeboksować, gdy musi pokonać jakieś przeciwności. Bez wątpienia są osoby, które za młodu doświadczyły większych trudności i poradziły sobie z nimi. Nie mam tu na myśli takich trudności, które miażdżą, które psychicznie człowieka niszczą, a raczej jakieś nieprzyjemne zewnętrzne środowisko, zewnętrznie nieprzyjemne doświadczenia, które nie są w granicach czegoś absolutnie patologicznego, ale jednak jakoś tam człowieka hartują. Moim zdaniem te ostatnie dwa lata z mojej perspektywy był to właśnie taki czas delikatnie nas zahartował.

Co konkretnie mam na myśli? Sam fakt istnienia tego kanału, jest spowodowany przez różnego rodzaju ograniczenia. Gdyby nie to, że były ograniczenia w sposobie poruszania się, ograniczenia w działaniu szkoły, gdyby nie cała ta sytuacja, nie doszłoby do powstania tego kanału (Szkoły Akwinaty – przyp. red.) Istnienie tego kanały ma dla mnie, na poziomie charakterologicznym, bardzo duże znaczenie. Wcześniej byłem zdecydowanie mniej pewny jeśli chodzi o prezentowanie swoich poglądów, zdecydowanie mniej pewny jeśli chodzi o prowadzenie dyskusji. Moim zdaniem będąc zmuszony do wycofania się, ale jednocześnie rozzłoszczony tym co się dzieje, zostałem sprowokowany, żeby zadziałać. To było to „agere contra”, żeby jednak powiedzieć coś do tego świata, to co myślę. I to faktycznie wyrobiło we mnie nowe umiejętności i sprawiło, że jestem teraz człowiekiem dużo spokojniej prezentującym swoje poglądy, z dużo większą pewnością. Jest to potrzebne. Ma to również związek z tym, że miałem tutaj również okazję konfrontować się z różnymi poglądami, miałem okazję doświadczyć różnych argumentów i doświadczyć tego, że moje argumenty są dobre, że nie jest wcale tak łatwo je zbić, że nie znalazł się do tej pory ktoś, kto przedstawiłby istotne argumenty jeśli chodzi o kryzys Kościoła czy w ogóle o wiarę, ktoś kto by mnie jakoś zaniepokoił swoimi odpowiedziami, swoimi argumentami. To są doświadczenia bardzo potrzebne.

Dlaczego w ogóle o takich osobistych rzeczach mówię? Dlatego, że uważam, że dla polskiego społeczeństwa może to być również takie doświadczenie. Zachęcam do tego, aby nie skupiać się tylko na negatywach obecnej sytuacji, ale też dostrzec, że coraz trudniejsze warunki mają na nas również pozytywny wpływ. I w ogóle nie chodzi o to, aby w tej chwili zlekceważyć, pomniejszyć zło różnych sytuacji, w których się obecnie znajdujemy. Nie… Jeśli chodzi o nasze swobody obywatelskie mamy obowiązek ich bronić. Zachęcam wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia, mają jakieś kanały na youtubie czy inne media, którymi się posługują, do wyrażanie sprzeciwu wobec ograniczania swobód obywatelskich i pochwały tam, gdzie te swobody zostały przywrócone, czy nie są atakowane. Ważne jest żeby ten głos był słyszalny. Mam wrażenie, że tego w ostatnim czasie trochę brakowało. Brakowało w przestrzeni publicznej głosu tych, którzy po prostu wyrażają swoje zaniepokojenie, że jakieś swobody zostają ograniczone, albo wyrażają swoje zadowolenie, że nie zostały ograniczone. Jeśli chodzi o Europę, czy w ogóle świat, to nasza Ojczyzna wypada w obecnym czasie mimo wszystko dużo bardziej wolnościowo, dużo bardziej zdroworozsądkowo niż większość krajów europejskich czy innych krajów tzw. cywilizowanego świata…

Wróćmy jednak do naszego zasadniczego tematu, czyli do tego jak trudne okoliczności wpływają na nas, jak one nas zmieniają. Moim zdaniem powinniśmy je jak najbardziej wykorzystać, powinniśmy je potraktować jako takie delikatne szturchnięcie, jako coś co warto wykorzystać, żeby się zahartować. Naprawdę mogliśmy od razu być uderzeni czymś bardzo poważnym, mogliśmy być postawieni w takiej sytuacji, jak te pokolenia, których młodość przypadła na wybuch II wojny światowej, pokolenia, które żyły już w wolnej Polsce, zaborów i I wojny nie pamiętały, a później z pewnego spokoju i dobrobytu od razu zostali rzuceni w ryk bombowców i niemieckich czołgów. My mamy tutaj pewien strzał ostrzegawczy, mamy sytuacje, które najpierw były przerażające, później nieprzyjemne – ograniczenie różnych swobód. Mamy sytuacje, w których możemy się zahartować, w których możemy sobie poradzić z pewnym strachem, zostajemy skonfrontowani z różnymi trudnościami, chociażby z naporem mediów, które próbują w nas wlać strach. Mamy okazję poradzić sobie z tym, mamy okazję w sobie to przepracować, mamy okazję wyrobić w sobie pewność siebie w relacjach z najbliższymi czy po prostu w relacjach z ludźmi, bo dziś podejście do człowieka przez niektóre media jest traktowane jako jakiś rodzaj zbrodni. Chcąc zachować normalność wystawiamy się na pewne zagrożenia, wystawiamy się na ostracyzm, na okazywanie niechęci ze strony innych ludzi. Żyjemy w czasach trudniejszych niż jeszcze 3-4 lata temu. Oprócz wskazywania na błędy, wskazywania na to, co trzeba naprawić, bo to też trzeba robić, warto spojrzeć na to jak na okazję do zahartowanie się, do ćwiczenia się w walce ze strachem, z tym, co ludzie powiedzą. To jest okazja do tego, żeby praktykować prostą, zdrową miłość bliźniego w relacjach z najbliższymi, nawet wtedy, gdy ludzie uważają, że jest to coś złego, coś strasznego, wręcz zbrodniczego. Mamy okazję doświadczyć wielkiej, głębokiej pogardy, bo z czymś takim również się spotykamy na większą skalę niż wcześniej. Wystarczy, że wyrazisz się dzisiaj sceptycznie na przykład o wprowadzonych regulacjach, zaraz przez wielu będzie to uznane za swego rodzaju oszołomstwo, które ma nas pozbawić człowieczeństwa. Nawiązuję tutaj do materiału, który niedawno widziałem, w którym jakiś niemiecki policjant deklarował, że dla niego człowiek, który nie chce się zaszczepić, to nie jest człowiek – utracił on swoje człowieczeństwo dlatego, że jest gotów narażać innych na niebezpieczeństwo.

Takie postawy niestety występują, można je spotkać również w Polsce. Oprócz patologiczności wielu tych sytuacji warto świadomie wykorzystać je do zahartowania się, do wypracowywania w sobie dobrych nawyków np. niepoddawania się presji. „Agere contra” przeciwko tym ograniczeniom, jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Warto praktykować, świętować, celebrować te kontakty międzyludzkie, bo skoro widać ewidentnie taki antykulturowy atak na zwykłe międzyludzkie relacje, na spotkania, to warto im przeciwdziałać i celebrować nawet na przekór światu. Niech wiedzą, że nie dajmy się przez strach zapędzić do ciemnej komórki i nie będziemy tam siedzieć przed ekranem, tak jak „władcy tego świata” by tego chcieli. Nie! My jesteśmy wolnymi ludźmi i nie pozwolimy się traktować gorzej od niewolników. Nikt nie będzie decydował o tym z kim możemy się spotkać, a z kim nie. Nie pozwolimy na to, by władza państwowa decydowała o tym, jak mamy żyć.

W tym warto się ćwiczyć, warto to praktykować. Mogą nadejść jeszcze cięższe czasy i wtedy nam się bardzo przydadzą te umiejętności do stawiania zdrowego oporu, do bronienia swojej wolności, swojej godności. W ten sposób człowiek broni swojej godności wolnej jednostki. Świadomie wykorzystajmy te trudne czasy jako trening, jako moment do wypracowania dobrych nawyków, roztropnych nawyków, zgodnych z naszą wiarą.

Mamy też okazję, żeby zawalczyć o podstawowe prawa jeśli chodzi o cześć Bożą. Jak najbardziej mamy prawo Panu Bogu cześć oddawać. „Władcy tego świata” bardzo chętnie ograniczają nasze możliwości jeśli chodzi o służbę Bożą. W ostatnim czasie było lepiej, natomiast bywały czasy, kiedy było bardzo ciężko. W pierwszej chwili to był dla nas szok, to było coś niezwykłego. Teraz już potrafimy sobie jako tako z tym poradzić. I tutaj też praktykujmy, wyrabiajmy w sobie te nawyki, chociażby próbowali nas odciągnąć od kościołów, od Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Bądźmy świadomi, wolni i mężni. Nie ulegajmy tym, którzy nas straszą, którzy próbują nas od Pana Jezusa odciągnąć.

Jeśli dla kogoś strach i choroba są tak strasznymi wizjami, jeśli kogoś tak bardzo te rzeczy przerażają, że aż nie jest w stanie spełnić swojego podstawowego, fundamentalnego, kluczowego obowiązku – oddania Panu Bogu czci w niedzielnej Mszy Świętej, to nie wiem czy może się on nazywać wolnym człowiekiem, a już na pewno nie powinien się nazywać chrześcijaninem, katolikiem.

Praktykujmy zdroworozsądkowe zachowania, te które właśnie teraz są niepoprawne politycznie, te które właśnie teraz są przez wielu postrzegane jako niemalże zbrodnicze. Ćwiczmy się w walce o naszą wiarę, o zdrowy rozsądek, o tą zdrową, ludzką, naturalną wolność. Wykorzystajmy ten czas świadomie, ciesząc się, że mamy okazję na taki mały sparing po to, żeby przygotować się, czy to na czas pokoju, a wtedy nie zaszkodzą nam te umiejętności, czy też na prawdziwe zmagania.

Ks. Szymon Bańka (FSSPX). Wystąpienie księdza Szymona Bańki (Bractwo Kapłańskie św. Piusa X – FSSPX) wygłoszone na kanale internetowym Szkoły Akwinaty

Źródło: Szkoły Akwinaty https://www.bibula.com/?p=129708

Obfite nowe powołania duchowne

Bractwo Kapłańskie św. Piusa X posiada pięć seminariów na czterech kontynentach, przygotowujących młodych mężczyzn do kapłaństwa. Od 1969 r., kiedy to abp Marceli Lefebvre podjął się opieki nad kilkoma klerykami, by w kolejnym roku założyć Międzynarodowe Seminarium św. Piusa X w szwajcarskim Ecône, liczba kandydatur powoli lecz stabilnie rosła. W tym roku osiągnęła rekordowy pułap: oto do domów formacyjnych Bractwa zgłosiło się aż 117 kandydatów.

Wiosną 2021 r. do Seminarium Matki Bożej Współodkupicielki w La Reja w Argentynie przybyło 14 seminarzystów, sześciu przedseminarzystów i dwóch postulantów.

Przedseminarzyści w Dillwyn

Pozostałe seminaria otwierały swoje bramy dla nowych seminarzystów jesienią. Na początku września w Seminarium św. Tomasza z Akwinu w Dillwyn w Stanach Zjednoczonych 25 seminarzystów rozpoczęło rok duchowości, podczas gdy miesiąc później aż 36 młodych mężczyzn przybyło do przedseminarium. Z kolei nowicjat w Winona (mieszczący się w dawnym seminarium) powitał dwóch kandydatów na braci zakonnych.

Flavigny: nowi seminarzyści i postulanci

W sobotę 9 października do Seminarium św. Proboszcza z Ars we Flavigny we Francji wstąpiło 14 seminarzystów: siedmiu Francuzów, dwóch Włochów, dwóch Kenijczyków, jeden Luksemburczyk, jeden Polak i jeden Szwajcar. Ponadto pięciu Francuzów rozpoczęło postulat, aby sprawdzić swoje powołanie do życia zakonnego.

Nauka w seminarium rozpoczyna się od udziału w rekolekcjach ignacjańskich

Tego samego dnia Seminarium Najświętszego Serca Jezusowego w bawarskim Zaitzkofen przyjęło dziewięciu kandydatów: pięciu z Polski, trzech z terenu niemieckiego i jeden z Holandii. W kolejnych tygodniach ma do nich dołączyć jeszcze postulant z Bractwa św. Jozafata z Ukrainy, który latem 2022 r. otrzyma święcenia diakonatu oraz Australijczyk, który przeniesie się z Seminarium Krzyża Świętego w Goulburn. Niewiele wcześniej do grona postulantów zakonnych dołączyło dwu nowych braci (Niemiec i Szwajcar).

Oprócz tego 17 kandydatów przygotowuje się do rozpoczęcia nauki seminaryjnej w Zaitzkofen: 13 Polaków w przedseminariach w Polsce (w przeoratach w Warszawie i Gdyni), Węgier i Łotysz w Jaidhof (siedzibie dystryktu austriackiego), Duńczyk w Saarbrücken w Niemczech oraz Niemiec w Wangs w Szwajcarii.

Uczestnicy rekolekcji podczas porannej Mszy św.

We wszystkich seminariach duchownych Bractwa św. Piusa X do święceń kapłańskich przygotowuje się obecnie – nie licząc nowoprzyjętych – 268 kleryków.
Przytoczone wyżej liczby pokazują, że w czasach, kiedy seminaria diecezjalne i zakonne na całym świecie – także w Polsce – coraz bardziej pustoszeją, katolicka Tradycja jest żywa i rodzi dobre owoce. Te liczby dają nadzieję i dowodzą, że gorące modlitwy zostały wysłuchane; wołajmy zatem wytrwale: Panie, daj nam wielu świętych kapłanów! Panie, daj nam wiele świętych powołań zakonnych!

Źródła

Tagi:bracia FSSPXSeminarium Matki Bożej WspółodkupicielkiSeminarium Najświętszego Serca Pana JezusaSeminarium św. Proboszcza z ArsSeminarium św. Tomasza z Akwinu