Stare kiejkuty w natarciu
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 31 maja 2026 michalkiewicz
W dniach ostatnich (czyżby właśnie nadeszły zapowiadane „dni ostatnie”?) naszym nieszczęśliwym krajem wstrząsają alarmujące wiadomości o fałszywych alarmach, którymi nękana jest policja i straże pożarne. Głośny był niedawny fałszywy alarm, kiedy to policja została powiadomiona, że w mieszkaniu pana red. Tomasza Sakiewicza, kierującego telewizją „Republika”, co to sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, kierowanego przez obywatela Tuska Donalda w gronie vaginess-pomocnic – więc że w tym mieszkaniu jest podrzutek, co to w dodatku pragnie targnąć się na własne życie. Policja tedy wtargnęła do mieszkania razem z drzwiami, a na miejscu okazało się – i tu odwołujemy się do fałszywych pogłosek – że to nie żaden podrzutek, tylko złowrogi Zbigniew Ziobro. Policjanci założyli mu kajdanki, a na ich oczach złowrogi Zbigniew Ziobro przemienił się w asystentkę pana red. Sakiewicza – ale kajdanki, jako własność państwowa i policyjna na rękach pozostały.
Podobno te wiadomości do tego stopnia poruszyły obywatela Żurka Waldemara, dla którego pojmanie złowrogiego Zbigniewa Ziobry urosło do rangi raison d’etre, że gotów jest nawet wkroczyć na ścieżkę wojenną przeciwko Stanom Zjednoczonym, byle tylko zbiega odzyskać, niechby w ramach łupu wojennego. Jednak w vaginecie obywatela Tuska Donalda ten punkt widzenia wydaje się odosobniony z uwagi na ulgę, jaką musieli poczuć Umiłowani Przywódcy po uspokajającym komunikacie prezydenta Donalda Trumpa, że skieruje do Polski dodatkowych 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Umiłowani Przywódcy, którzy na myśl, iż Ameryka zlikwiduje tutaj żywą tarczę, do tego stopnia spanikowali, że do Waszyngtonu wyruszyła warszawska pielgrzymka wiceministrów obrony narodowej, którzy kołatali do różnych drzwi, zdaje się – bezskutecznie – aż dopiero prezydent Trump, wspomniawszy na swoją przyjaźń z prezydentem Karolem Nawrockim, wydał uspokajający komunikat o tych 5 tysiącach. Umiłowani Przywódcy uczepili się tej obietnicy, jak pijany płotu w nadziei, że dzięki temu znowu będą bezkarnie targać za ogon zimnego ruskiego czekistę Putina.
Jeszcze nie ucichły echa fałszywego alarmu w mieszkaniu pana red. Sakiewicza, a w Gdańsku rozdzwoniły się policyjne i strażackie telefony, że w mieszkaniu matki pana prezydenta Nawrockiego wybuchł pożar. To był telefon do straży pożarnej, bo w chwilę później, do komisariatu policji był inny – znowu o podrzutku, który pragnął targnąć się na własne życie. Oczywiście policja wraz ze strażakami wtargnęła do mieszkania matki pana prezydenta razem z drzwiami – ale okazało się, że nie ma tam ani pożaru, ani podrzutka, ani w ogóle – nikogo. Tym razem nie chodziło już o pana red. Sakiewicza, którego można wytarzać w smole i pierzu w prokuraturze, na przykład przed obliczem pani Wrzosek, ale o rodzinę pana prezydenta.
To już była – jak mawiają gitowcy – poważniejsza zastawka, w związku z czym – o ile przedtem pan minister Kierwiński oraz sam obywatel Tusk Donald, mogli pozwolić sobie na udzielanie odpowiedzi wymijających, to w tym przypadku rada w radę uradzili, że chodzi o „prowokacje”. Kto prowokuje i w jakim celu – to jest na razie owiane mgłą tajemnicy – oczywiście w pierwszorzędnym gatunku – chociaż do opinii publicznej przeciekają zorganizowane przecieki, że prowokatorom chodzi o pogłębienie podziałów w społeczeństwie naszego bantustanu. Taki cel wskazywałby na autora prowokacji w osobie zimnego ruskiego czekisty Putina, który – jak wiadomo – zdolny jest do wszystkiego – ale widocznie obywatel Tusk Donald i minister Kierwiński, chowają tę możliwość na sam koniec, odgrażając się na razie, że wykryją prowokatorów, bez względu na to, kim by nie byli i kto by tam za nimi nie stał.
Wszystko to oczywiście być może – ale niekoniecznie – bo zwracam uwagę, że jak tylko rozpoczęły się te prowokacje, to zapowiedzi opublikowania”Aneksu” do „Raportu o Rozwiązaniu WSI” zostały w jednej chwili ucięte i na tym odcinku nastała głucha cisza. Nie słychać nawet, czy posągowa Małgorzata Kidawa-Błońska przeczytała „Aneks” ze zrozumieniem – bo Wielce Czcigodny marszałek Czarzasty nawet nie otworzył worka z obawy wypuszczenia Pandory. Ale pan generał Marek Dukaczewski od razu warknął, że zamiar opublikowania „Aneksu” ma charakter „antypaństwowy”.
To poważna zastawka, a skoro tak, to nie można wykluczyć, że w ramach działań ostrzegawczych stare kiejkuty postanowiły ostrzec wszystkich Umiłowanych Przywódców, że nie jest bezpiecznie. Konfidenci dostali rozkaz: wiecie rozumiecie, wykonajcie mi tu szereg prowokacji, żeby każdy ananas sobie przypomniał, skąd wyrastają mu nogi. Jestem pewien, że Donaldu Tusku takich rzeczy nie trzeba przypominać, bo chyba pamięta, jak omal nie wyleciał w powietrze, kiedy w roku 2008 próbował poluzować sobie smyczkę na jakiej trzymały go stare kiejkuty. Ministru Kierwińskiemu nie trzeba niczego przypominać, bo wystarczy telefon: wiecie, rozumiecie Kierwiński, wy tak szukajcie tych prowokatorów, żebyście w końcu trafili na Putina – bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.
No dobrze – ale po co stare kiejkuty mają pokazywać Umiłowanym Przywódcom, że nie jest bezpiecznie? Składa się na to kilka zagadkowych przyczyn. Po pierwsze, lepiej zwalić wszystko na Putina, niż zdradzić największą tajemnicę III Rzeczypospolitej – że mianowicie nasza młoda demokracja funkcjonuje na podszewce bezpieki, która nadal pozostaje najtwardszym jądrem systemu – jak za pierwszej komuny. Wprawdzie WSI zostały we wrześniu 2006 roku oficjalnie rozwiązane, ale ta oficjalna nieobecność, jest tylko wyższą formą obecności – bo zwerbowana agentura przecież nie wyparowała, tylko nadal istnieje, pamiętając, komu zawdzięcza swoją pozycję społeczną i materialną. Za jej pośrednictwem stare kiejkuty nie tylko mogą ręcznie sterować strukturami państwa – na przykład Sejm wybrał do Krajowej Rady Sądownictwa akurat tych sędziów, których kandydatury wysunęło Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, co to powstało w roku 1990, jak tylko rozwiązała się PZPR, stanowiąca pas transmisyjny bezpieki do sądownictwa oraz przez stowarzyszenie „Themis”, które nawet w nazwie nawiązuje do operacji „Temida”, w ramach której ABW werbowała agenturę w środowisku nienawistnych sędziów.
Po drugie – zbliża się rok wyborczy, więc trzeba już teraz przystąpić do klecenia prawidłowej alternatywy dla suwerenów. Jak wyjaśniał klasyk demokracji Józef Stalin, prawidłowa alternatywa jest wtedy, gdy bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane. Toteż na odcinku „Aneksu” zapanowała cisza, podczas gdy niezależne media głównego nurtu właśnie rozpoczęły operację „razobłaczania” Grzegorza Brauna, a tylko patrzeć, jak zabiorą się za Sławomira Mentzena – bo Mateusz Morawiecki wykonuje trzecią część zadania w postaci neutralizacji PiS – niezależnie od tego. Tymczasem dług publiczny naszego bantustanu rośnie już w tempie miliarda złotych dziennie, więc – jak powiadają gitowcy – wszystko gra i koliduje.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).