Nie zakładaj, że eksperci wiedzą coś, czego ty nie wiesz

Nie zakładaj, że eksperci wiedzą coś, czego ty nie wiesz

Kategoria: Archiwum, Co piszą inni, Filozofia, Nauka, Niekonwencjonalne, Polecane, Polityka, psychologia, Świat, Ważne

Autor: AlterCabrio , 16 sierpnia 2023 ekspedyt

To rodzi kolejny problem, narzucany nam przez obecną grupę aroganckich „ekspertów”: nie powinniśmy rozmawiać ze sobą blisko i osobiście. Nie powinniśmy podróżować, żeby ze sobą rozmawiać. Czy tak ma być, ponieważ moglibyśmy połączyć nasze procesy myślowe i dowiedzieć się czegoś niewygodnego dla „ekspertów” lub o „ekspertach”?

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Nie zakładaj, że eksperci wiedzą coś, czego ty nie wiesz

Chodzi o mózgi, naprawdę.

Ludzie, którzy uważają się za ekspertów w dziedzinie zdrowia publicznego i bez wątpienia ci, którzy uważają się za ekspertów w dziedzinie zmian klimatycznych, nie uważają mózgów innych ludzi za równe ich mózgom. To otwiera szeroko drzwi tym, którzy uważają się za ekspertów. Jeśli jesteś „ekspertem” i masz lepszy mózg, nie ma powodu, by mieć jakiekolwiek skrupuły przy wtrącaniu się w podejmowanie decyzji w życiu innych – nieoświeconych i gorszych – i przejmowanie czyichś praw, w tym fundamentalnych praw do decydowania za siebie o tym, co jest dla nas najlepsze i otwarcie te decyzje wyrażać.

Co dziwne, przez ostatnie prawie trzy lata wielu ludzi zgadzało się z „ekspertami”. Oznacza to w gruncie rzeczy, że wiadomość zwrotna dla „ekspertów” brzmi: „Macie rację. Nasze mózgi nie dorównują waszemu poziomowi, więc z radością pozwolimy wam podejmować za nas wszystkie decyzje. Chętnie się podporządkujemy”. To ludzki odpowiednik tego chudego, szklanego ptaka w cylindrze, który tylko kiwa głową, od czasu do czasu zanurzając dziób w szklance z wodą. Kiwa cały dzień, kiwa całą noc. Po prostu kiwa głową.

Część tego przyzwolenia można przypisać temu ciągłemu bębnieniu sugerującemu, że ta grupa „ekspertów” faktycznie zna prawdę, „naukę” [„the science”]. Owiń niezachwianą arogancję (otwarcie wspieraną przez członków tej samej, akceptowalnie wykształconej kliki, narzucającej w tych kwestiach własną samonamaszczającą arogancję, która spaja grupę) ciężką warstwą „Umrzesz, jeśli nie posłuchasz” i zrozumiałe będzie, że normalni ludzie są zastraszeni.

Wciąż jednak chodzi o mózgi.

Analogia, na którą wpadłem, aby zilustrować to, co mnie w tym wszystkim niepokoi, to obraz systemów komputerowych, które łączą komputery poprzez serwery, tworząc superkomputery. Wszyscy używamy systemów komputerowych, które łączą komputery za pośrednictwem serwerów, tworząc superkomputery. Pomyśl o wyszukiwarkach. Te wyszukiwarki, które odpowiadają na twoje pytanie w 0,0056 sekundy, robią to dzięki połączonej zdolności przetwarzania przez farmy serwerów. W moim stanie niektóre z tych farm serwerów znajdują się w pobliżu zapór na rzece Columbia, być może po to, by skorzystać z nieograniczonej mocy.

Dlaczego nie zastosujemy tego samego procesu myślowego łączącego komputer z serwerem, aby znaleźć prymitywną miarę przetwarzania informacji przez człowieka? W końcu wiele, jeśli nie większość, materialnych urządzeń, które poprawiły życie ludzi, miało więcej niż jednego rodzica. Bracia Wright jako pierwsi zademonstrowali lot z napędem silnikowym i zasługują za to na uznanie. Nie byli oni jednak wynalazcami lotek, które umożliwiają współcześnie lot. Ich zwichrzenie skrzydeł zadziałało dla Wright Flyer’a. Ale może już nie tak bardzo w przypadku [boeinga] 747.

Niektóre ludzkie mózgi w połączeniu z innymi ludzkimi mózgami (i dużą dozą wytrwałości, eksperymentów i ciężkiej pracy) i voila! mamy lot, jaki znamy. Dodaj o wiele więcej współpracujących ludzkich mózgów, a i 747 stanie się możliwy.

To trochę większa wersja ciebie korzystającego z farmy serwerów Google ze swojego komputera. Jednak w zdecydowanej większości przypadków tworzenie materialnych wynalazków wiąże się z dużo bardziej osobistym kontaktem między współpracującymi osobami niż dostęp do Google.

To rodzi kolejny problem, narzucany nam przez obecną grupę aroganckich „ekspertów”: nie powinniśmy rozmawiać ze sobą blisko i osobiście. Nie powinniśmy podróżować, żeby ze sobą rozmawiać. Czy tak ma być, ponieważ moglibyśmy połączyć nasze procesy myślowe i dowiedzieć się czegoś niewygodnego dla „ekspertów” lub o „ekspertach”? To z pewnością zagraża innowacyjności.

Wracając do logiki komputer-serwer: jakiś czas temu opracowałem pewne liczby, aby z grubsza ocenić zdolność człowieka do przetwarzania informacji za pomocą połączonego, czy może raczej addytywnego paradygmatu mocy mózgu i procesora. W czasie, gdy pierwotnie przeprowadzałem te obliczenia, Stany Zjednoczone były nieco mniejsze, ale proporcje zmieniły się tylko po to, by podkreślić ten punkt widzenia, a te liczby są łatwe do prześledzenia.

Celem ćwiczenia jest analiza mocy mózgowej „ekspertów”. Na nieszczęście dla naszych obliczeń, ale prawdopodobnie na szczęście dla ludzkości, nie istnieje rejestr typu Eksperci To My, do którego można by uzyskać dostęp w celu być może dokładniejszej oceny „ekspertów”. Dlatego konieczna jest grupa zastępcza [proxy]. Wybranym przeze mnie ‘zastępstwem’ są osoby ze stopniem naukowym doktora.

Doktorzy nauk [PhD] mają najwyższy stopień naukowy, jaki oferuje większość dyscyplin. Przez poniższe wyliczenia nie wyrażam braku szacunku dla jakiejkolwiek osoby posiadającej stopień doktora. (Gdybym miał trochę czasu, jestem pewien, że mógłbym wymyślić listę doktorów, których aktywnie nie szanuję, ale to prawdopodobnie moja osobista sprawa i nie oznacza, że ​​nie szanuję stopnia naukowego jako takiego.) Niemniej jednak wykorzystam doktoraty jako surogat dla samonamaszczonych, samozwańczych elitarnych „ekspertów”, którzy narzucają nam swoją kontrolę.

Korzystając kilka lat temu z wyszukiwarek internetowych, dowiedziałem się, że populacja Stanów Zjednoczonych liczy 304 miliony ludzi. W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych było nieco ponad 5 milionów doktorów nauk (5 107 200). Jeśli usuniemy około 5 milionów doktorów z 304 milionów pełnej populacji, to zostanie nam około 299 milionów zwykłych ludzi w Stanach Zjednoczonych w tym czasie. 299 milionów nie ma doktoratów, ale mogą mieć stopnie zawodowe, magisterium, licencjat, dyplom ukończenia szkoły średniej, certyfikat GED (General Educational Development), staż czeladniczy, praktykę lub w ogóle nie mieć dyplomu. To 299 milionów w szerokim asortymencie, w tym grupa niepełnosprawnych i zbyt wielu upośledzonych umysłowo i fizycznie.

Idąc za przykładem komputer-serwer i ponieważ szanujemy stopień doktora jako szczyt akademickiej piramidy, przypiszemy wszystkim 5 milionom doktorów w USA IQ [iloraz inteligencji] idealne 200. Nawet większość doktorów uznałaby to za absurd, ale bądźmy hojni.

Teraz połączymy te 5 milionów doskonałych mózgów z doktoratem o IQ równym 200 w ludzką farmę serwerów. Skumulowane reprezentowane IQ wynosi 1 miliard (nieco więcej, ponieważ było nieco ponad 5 milionów doktorów).

Dalej jest ta sama kalkulacja dla zacofanych mas pozbawionych IQ, ledwo funkcjonujących ludzi, którzy w jakiś sposób uchodzą za normalnych, ale tylko normalnych w porównaniu ze sobą, a nie normalnych w porównaniu z „ekspertami”.

Ponieważ zacofane masy mają zaledwie normalną inteligencję – tylko przeciętną – im/nam zostanie przypisany średni IQ równy 100. Oznacza to, że jeśli my oblężeni ‘tylko normalni’ połączymy się razem w ludzką farmę serwerów, będziemy mieli całkowite IQ równe 29,9 miliarda. Miliard przez M. To 29,9 razy więcej niż skumulowana moc obliczeniowa krajowych doktorów (ponownie, zastępstwo za „ekspertów”).

Patrząc na to z innej strony, iloraz inteligencji wymagany w całej populacji nieoświeconych mas, aby dorównać skumulowanemu ilorazowi inteligencji doktorów z IQ określanym jako doskonałe, wynosi nieco ponad 3,4. Trzy przecinek cztery, nie trzydzieści cztery. Innymi słowy, jeśli normalni ludzie w kraju mają przeciętne IQ kapusty, to możemy dorównać połączonej mocy obliczeniowej doktorów z idealnym IQ – czyli „ekspertom”.

Oznacza to również, że jeśli podniesiemy nasze średnie IQ z poziomu kapusty do… powiedzmy poziomu salamandry, znacznie przewyższymy skumulowane IQ krajowych „ekspertów”.

Czy to coś znaczy w realnym świecie? Oznacza to tylko tyle, że: klasa „ekspertów” nie jest niczym specjalnym pod względem inteligencji. Jeśli już, to jest to larum dla mas w USA, aby przestały zakładać, że „eksperci” coś wiedzą. Można skorzystać z tych samych wyszukiwarek, co oni, aby poznawać fakty, a razem znacznie przewyższymy inteligencję wszystkich ekspertów razem wziętych. Nie powinniśmy być zastraszeni, ale raczej oburzeni, że ta drobna klika głównie aroganckich kontra wyjątkowo inteligentnych ludzi żądała, przy aktywnej pomocy rządu, bycia zastępczymi decydentami dla normalnych ludzi.

Trudno jednak nie być pod wrażeniem ich wysoce rozwiniętej formy protekcjonalności. Bardzo bliskiej bycia formą sztuki.

Jak napisał Richard Feynman (1965 Nobel w dziedzinie fizyki): „Nauka jest wiarą w ignorancję ekspertów”. Czas pójść w ślady Feynmana. Zapomnij o podążaniu za aroganckimi klaunami określającymi się jako „nauka”.

________________

Don’t Assume that Experts Know Something You Do Not, Eric Hussey, August 15, 2023

−∗−

Powiązane tematycznie:

Mówią do nas czyli jesteśmy projektem
(…)każdego dnia zdajemy się być coraz bardziej jak szczury. Zdani na kaprysy i łaskę szalonych naukowców oraz makabryczne fantazje rozgrywające się w czasie rzeczywistym. Rozumiem, dlaczego niektórzy ludzie (wielu ludzi) […]

________________

Dla przestraszonych nic nie jest oczywiste
„Eksperci”, którzy pracowali nad tobą przez 3 lata, nie byli ekspertami w dziedzinie leków, epidemiologii, biologii, immunologii, ani żadnej innej istotnej dziedziny. Byli ekspertami od manipulacji, nakierowywania, propagandy. […]

−∗−

Tagi:doktorzy nauk, edukacja, eksperci, Eric Hussey, filozofia, mózg, PhD, psychologia, rządy, rządy ekspertów, społeczeństwo, USA

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

1 komentarz

  1. Odpowiedz
  2. pokutujący łotr 17 sierpnia 2023 godz. 00:58
  3. niezachwiana arogancja otwarcie wspierana przez członków tej samej, akceptowalnie wykształconej kliki, narzucającej w tych kwestiach własną samonamaszczającą arogancję, która spaja grupęTen artykuł to jakby pendant do nowej listy szanghajskiej, sytuującej naszych mędrców i ich uczelnie z UJ na czele, na około tysiącznym miejscu w rankingu najlepszych uczelni świata. Nie wiem, czy za tym psem jest jeszcze jakiś ogon. Może uniwersytety w Papui czy Lesotho (z całym szacunkiem dla tamtych narodowości, które na przykład potrafią nadal doskonale piec, smażyć i dusić potrawy, co poliniacy faszerowani głównie karmą z biedry, już też zapomnieli).