Neo-kons. KABAŁA I MENORA PIS-u

© wawel ekspedyt-kabala

MOTTO 

1. “Od lat kilkudziesięciu funkcjonuje sobie w Waszyngtonie komunistyczna lub komunizująca formacja polityczna, przez siebie przewrotnie (albo dla niepoznaki) zwana neokonserwatywną, a przez prawdziwych konserwatystów zwana neotrockistowską, która dokonała wrogiego przejęcia amerykańskiego konserwatyzmu i konserwatywnych instytucji. U szczytu swej władzy okupowali Biały Dom, Pentagon i wpływowe think-tanki. Dziś są dobrze okopani w ośrodku administracji najbardziej Polsce wrogim – Departamencie Stanu. „Konserwatyzm” neokonserwatystów sprowadza się do skrajnej postawy proizraelskiej oraz zapalczywości w awanturach wojennych.

To oni wywołali inwazję na Irak. To oni bronili „demokracji” w Syrii. To oni stali za przewrotem na kijowskim Majdanie.

Wszyscy wywodzą się ze Wschodniej Europy. Wszyscy są synami lub wnukami liderów Komunistycznej Partii USA. Wszyscy odziedziczyli po przodkach ambicje „robienia porządków” w krajach (lub z krajami) swego pochodzenia, tj. Polsce, Rosji, Ukrainie. Wśród nich jest tak dużo Żydów, że nazwa „neokonserwatysta” odbierana jest jak antysemicka obelga, a ich postulaty jak cytaty z „Protokołów Mędrców Syjonu”. Jeden z nich jest autorem słów: „Nienawidzę terminu neokonserwatysta, bo w wielu kręgach to grzeczne określenie Żyda”.

2. “W takiej perspektywie wojna z Rosją jest niekorzystna dla interesów USA, i na zdrowy rozum Waszyngton powinien kontynuować politykę poprzedników, szachując Moskwę i Berlin wspieraniem inicjatywy Trójmorza. Ale równie nielogiczna i niekorzystna dla interesów USA była inwazja na Bagdad.

Czy w obu przypadkach nie mamy do czynienia z tą samą machinacją – wojna niekorzystna dla interesów USA, ale korzystna dla interesów pewnego lobby w Waszyngtonie? [Ambasador Krzysztof Baliński]

3.  “W świetle powyższego wzajemna sympatia i przyciąganie się – wedle tajemnej zasady duchowych powinowactw – pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Izraelem jest czymś naturalnym i zrozumiałym. Wszakże protestantyzm w ogóle jest rejudaizacją chrześcijaństwa, a purytanizm jest nią w takim stopniu, że można wątpić czy jest jeszcze chrześcijański; w każdym razie cywilizacyjnie należy do cywilizacji żydowskiej. Już w epoce Szekspira trzymających się całkowicie sformalizowanej i bezdusznej etyki, „skrupulatnych” (precise) purytanów nazywano „Żydami Nowego Testamentu”. Meksykański myśliciel katolicki i przywódca synarchizmu – Salvador Abascal nazywał Stany Zjednoczone krajem „żydowsko-jankeskim” (judío-yankee). Żyd – ateista, poeta Heine, wyrażał to dosadniej, a nawet cynicznie, lecz nie bez racji, mówiąc, że anglosaski protestantyzm to „żydostwo, które żre wieprzowinę”. Oś „Waszyngton – Tel-Aviv” ma zatem – niezależnie od niepokoju, jaki wzbudza to u prawdziwych amerykańskich patriotów, a zarazem katolików, takich jak Patrick J. Buchanan, przerażonych ideologiczno-politycznym szaleństwem „amerykańskich likudników” – głębokie podstawy cywilizacyjne. Tylko co to ma wspólnego z „cywilizacją chrześcijańską”? I z powołaniem Polski, jako antemurale christianitatis – nie mówiąc już, bardziej „przyziemnie”, o jej interesach?”

[prof. J. Bartyzel]

Ilustracja. Po lewej u góry (za mównicą) Lev Davidovich Bronstein, czyli Lew Trocki.

KABAŁA I MENORA PIS-u

Nic innego nie robią od kilku setek lat – bezustannie świętują swój upadek – pojęcia nie mając o regułach zwyciężania. O sztuce wojny. Arkanach niewidzialnej walki.  Spraszają zewsząd tych, co ich państewko osłabią i rozszarpią. Za swoich przywódców obierają sobie od pewnego czasu tych, którym podpowiedzieliśmy, że Polska ma prowadzić politykę ewangeliczną. Tymczasem nie ma niczego takiego jak “polityka zwyciężania zła dobrem”. To kwadratowe koło. Kabała. Ale oni lubią kabałę.

Pozwalają nam modlić się do świętych i bogów kabały u siebie, w najważniejszym budynku państwa. Tradycja Chanuki. Abrakadabra!  Abrakadabra bęc! Świętując Chanukę – świętują swój upadek, swoja przegraną. I  tak się przy tym cieszą, rozpromienieni uśmiechem! Święto Chanuki to święto zwycięstwa cywilizacji azjatyckiej, ekskluzywistycznej, plemiennej, klanowej, kastowej nad grecką  cywilizacją klasyczną opartą na logice Stagiryty, rzymskiej jurystyce i uczciwej agonistyce. [Agonistyka – w antycznej Grecji wszelka rywalizacja. md]

Przeczytaj ideowy podkład zapalania tych menor w okolicy Bożego Narodzenia. To herezja niebywała! To magiczny, antychrześcijański obrzęd połączony z kultem jakiejś mrocznej osoby, kabalisty ogłaszającego się Mesjaszem oraz wzbogacony o symbolikę ucinania głowy obezwładnionemu podstępem wrogowi Żydów.  Ci Żydzi, którzy do nich przyszli z tą magią Chanuki i oprawnym w złoconą ramę portretem tego osobliwego kabalisty – wyczytali w ich oczach lubość w celebrowaniu swoich porażek i wyczytali w tychże oczach świętą naiwność. Dali im więc święto własnej przegranej, by nigdy nie zrozumieli, że świętując upadek – wpadają w coraz większą kabałę – nie wiedząc dlaczego tak się dzieje. Myślą, że ich niepowodzenia to jakieś uwzięcie się sił wyższych na nich albo pech. Ich upadki są tylko żałosnym widowiskiem – nie daje się z nich wyciągnąć żadnych nauk na przyszłość.

Kiedy są już najbliżej niepodległości – na czoło wysuwają zbyt uczciwych, zbyt dobrych, zbyt naiwnych.

image

Za plecami tych naiwnych kryje się udająca dobrych chmara spryciarzy, pochlebców. I oto masz receptę na setny z rzędu upadek marzeń… Nawet nie musimy ich infiltrować za bardzo! Po prostu obserwujemy  ich z daleka, podsuwamy rachuneczki do spłacenia przez podatnika. Obserwujemy tę kotłującą się grupę naiwnych przemieszanych ze sprytnymi i zdrajcami. Warunkiem jest, by kilku naiwnych stało na czele. To dodaje wiarygodności całej operacji. Sprytni mają udawać dobrych, zdrajcy udawać postępowych. I tak ta trojka pędzi do przodu – Naiwny, Sprytny i Zdrajca. I czekamy na moment, gdy zaprzęg się roztrzaska. Wtedy proponujemy… ratunek, pożyczki, kredyty, okrągłe stoły, prezydenckie weta, rekonstrukcje rządu etc. I cały czas pilnie “monitorujemy”, czy zarysowuje się możliwość , jakby to powiedzieć, no rozumiesz…, możliwość bardziej “dogłębnego” i “szerszego”  zarządzania…

W sumie nic nadzwyczajnego ta nasza strategia –  koncepcja znana już starożytnym Chińczykom, Asyryjczykom i dziesiątkom innych kultur. Ale my im wmówiliśmy, że nie mogą się z tą treścią  zapoznawać, bo książeczka ujawniająca mechanizmy tej sztuczki – to fałszywka, bardzo brzydka, fuj!  Napisana przez, niech ją piekło pochłonie, carską ochranę, haha. Nazwaliśmy ja biblią antysemityzmu i zakazaliśmy czytania pod karą… wiecznego potępienia, hahaha!  Chyba raczej wietrznego…, bo przecież my nigdy w żadne głupoty o nieśmiertelności nie wierzyliśmy. I wyobraź sobie: oni w tę bajkę uwierzyli. boją się nawet brać do ręki tę książeczkę. No wiesz, jak w bajce, powiedzieliśmy im: wiecie, ta książka jest przeklęta, nie ruszajcie jej, bo kto jej dotknie spłonie lub piorun go jasny strzeli. To stary numer z tym tabu, nauczyli go nas… Aborygeni. I oni… uwierzyli, hahaha!  Posłuszne bywają te narody świata, hehe, trzeba tylko porządnie na nich huknąć.

Nie widzą, że w tej książeczce nie ma niczego zdrożnego. To samo mają u takich autorów jak Sun Tsy i Machiavelli. Tylko, że ta książeczka, której im zakazaliśmy czytać dostosowuje makiawelizm do naszych czasów, do czasów parlamentu, partii, prasy, powszechnej oświaty. Jest więc zbyt niebezpieczna w ujawnianiu znanych od tysiącleci metod czynienia z obywateli – niewolników i metod zarządzania tymi niewolnikami oraz metod niezauważalnego podbijania obcych krajów. A ponieważ jest tak niebepieczna i nadzwyczaj aktualna w epoce globalnej, światowej wioski medialnej – musieliśmy podłączyć do niej ogrodzenie pod wysokim napięciem, by ją omijali i to… przeżegnując się, haha!

A imię tego elektrycznego ogrodzenia: “antysemityzm”, kto  dotknie – pada porażony nazwaniem go “antysemitą”. I wije się biedak, tłumaczy, usprawiedliwia. Im bardziej się tłumaczy – tym bardziej jest przegrany, tym bardziej oplątują go liany, liny, nitki słownych pajęczyn. Usprawiedliwia się przed nieistniejącym trybunałem z niezaistniałych win – a inni go wytykają palcem, aż czuje się robakiem wzgardzonym. Jak ten nasz nieszczęsny literat, no wiesz, ten Kafka, który kiedyś obudził się jako robak na swoim łóżku. To jest nasz powojenny majstersztyk; zaaplikowanie Europie (Ameryka jakoś potrafiła się obronić) tego, iż dzięki terrorowi naszym jednym słówkiem “antysemityzm” uczyniliśmy z każdego Europejczyka – zastraszonego niewolnika jakby żywcem wyjętego z powieści Kafki. Cymes! Mechanizmy zarządzania schowaliśmy do sejfu z napisem “antysemityzm”. Mechanizmy demokracji ( i tak zawodne i kiepskie) wypaczyliśmy przez okresowe , rotacyjne wypychanie na czoło ludzi zbyt uczciwych.

Skarbem dla nas jest ktoś ponad miarę dobroduszny, ktoś maksymalnie naiwny  a do tego inteligentny. Na takich czekamy nieraz kilkanaście lat. Taki to zrobi większą dla nas robotę niż dziesięciu agentów. A wiesz, jak za nim idą ludzie, jak mu zawierzają… Tacy dobrzy aż do przesady i do tego inteligentni są dla nas jak kondensatory gromadzące wokół siebie miliony dusz i umysłów. A potem się tych dobrych pozbywamy. Dajemy na czoło naszego bezwzględnego kłamcę, retora. Ten dobry umocował instytucjonalnie przeróżne nasze przyczółki. Za pomocą tych przyczółków wzbudzamy naprzemiennie – chaos, nadzieję, zagrożenie, obojętność. I jakoś się kręci. Powoli obsadzamy komórki do wynajęcia w sektorze państwowym i prywatnym. I tak to jakoś leci, nie narzekamy. Powolutku. Byle była rotacja. Nadziejom nie można dać wygasać , ani ich rozprzęgać.

Czy się nigdy nie mylimy, czy nasze plany nie “wysypują się” , czy nie bywa tak, że gubi nas nasza łapczywość, syndrom trzeciego życzenia do złotej rybki, po którym wszystkie darmowe dary znikają?  Po którym zaczynamy być nienawidzeni?  Czy nie musimy walczyć z podobnymi grupami z innego kodu kulturowego, też stosującymi “sztukę wojny”?  Za dużo chciałbyś wiedzieć… Pewnie chciałbyś jeszcze zapytać, kto z nami wygra na pewnym określonym terenie. Hmm, wygra ten, który dobro w sobie okiełzna dalekowzrocznym rozumem i ten, kto znajdzie klucz do tego, jak dezaktywować nasza magię słów, naszą kabałę zabierania mocy państwom i ich obywatelom . To jest do zrobienia i jest jeden, który może to zrobić. Tylko musi  się nauczyć przenikać wzrokiem pochlebców i zdrajców..  

No, ale teraz muszę już kończyć, bo idą nasi gospodarze, nasi naiwni, za nimi sprytni i kilku zdrajców i zaraz będą zapalać  światełka naszej cywilizacji, haha!. Śmierć Grecji, Rzymowi i religii Jeszui ! Niech żyje sztuka wojny! Niech żyje kabała, dzięki której słowa wypowiadane przez człowieka stają się jego największymi wrogami!  Konstytucja staje się  brzmiącym jak cymbał poematem nieistniejącego humanitaryzmu, kodeksy karne – mętnymi stawami sprzecznych dygresji, sterowanymi przez nas za pomocą śluz wieloznaczności. Kabała ta nasza święta, dzięki której nic nie oznacza już niczego stałego a wszystko opalizuje jak bańka z błota w kałuży. Nic już nic nie znaczy, słowa wszystkie tracą sens a  mimo to wszyscy idą tam, gdzie MY chcemy. Ave, Kabbalah, morituri te salutant! Witaj Kabało! Idący na śmierć cię pozdrawiają!

Wiesz, oni myślą, że najgorsze będzie dla nich, gdy przejmiemy ich mienie bezspadkowe. Nie wiedzą, że od pewnego czasu już przejmujemy ich myśli. A na drugim etapie,  żeby tak powiedzieć – czynimy ich myśli „bezspadkowymi”, zrywamy ciągłość ich idei, ich ideałów. Odbieramy im ich bohaterów, ich święta, ich marzenia. Nazywamy je ksenofobicznymi, chorobliwymi, niezdrowymi.

Oczywiście bez prowokatorów byłoby trudno. Wstawiamy więc w ich tłumy kilku takich, którzy mają za pomocą techniki wylewania dziecka z kąpielą zneutralizować i napiętnować te ich ideały, które mogłyby być dla ich państwa barierą immunologiczną. Wyjmujemy z ich imaginarium kilka idei przez co pozostałe stają się bezskuteczne lub niezrozumiałe. Wyjmujemy te idee napiętnowując je jako ksenofobiczne, skrajne, radykalne, nacjonalistyczne. Nie zauważają tego. Nie zauważają,  gdyż dzieje się to już w połowie procesu anestezjologicznego, w połowie hipnozy kabalistycznej.

Tak już ich urobiliśmy magią naszych pojęć, że uwierzyli nawet w taką niedorzeczność jak ta, że ksenofobia to największy grzech, haha! Tak im wytrepanowaliśmy mózgi, że przestali rozumieć, iż ksenofobia to po prostu idea organizmu, całości, idea obecna w błonie komórkowej, idea bariery immunologicznej, straży granicznej, straży celnych i polityki migracyjnej. Czasem to mnie aż szokuje jak powierzchownie myślą i jak łatwo i szybko wpadają w nasze, dość proste pojęciowe siatki na motyle… Powinni się rumienić nawet śpiąc, dumni potomkowie Herona, Galena kupują od nas taka słomę pojęciową, że aż papier się czerwieni.

Operujemy na przemian zawstydzaniem ich, presją, groźbą. Ale – o, cudzie dawnej, świątynnej inkantacji – najskuteczniej działa właśnie repetycja, inkantacja, zaklęcie i wielokrotność jego powtarzania. Wymuszamy na ich przywódcach pewne zaklęcia, pewne magiczne zobowiązania, które oni zaczynają coraz częściej wstawiać do swoich przemówień, mów takie sekwencje wyrazów jak: Nie będzie zgody na…, Państwo polskie będzie walczyć z… Nigdy nie pozwolimy na… Po takiej anatemie (Anathema sit! – znaczy w języku dogmatyki ‘bądź przeklęty!”, źródło tego typu uzurpacji kontroli słów jest jawnie religijne) przemawiający przywódcy narodu  mogą wstawić przymiotnik „chorobliwy”, mogą połączyć go z rzeczownikiem „nacjonalizm” lub ‘patriotyzm”, „chorobliwy” mogą zastąpić przymiotnikiem „radykalny”, „ekstremistyczny”, „skrajny”. Oczywiście musi być w tej inkantacji słowo „antysemityzm”. Jakby go nie było, a była tylko ksenofobia i faszyzm, to tak jakby przeżegnać się w imię Syna i Ducha św. – pomijając Ojca. A muszą być wszystkie 3 osoby gwarantujące myśli osłabiające zdolności państwa do trwania i przetrwania. I to osłabianie instynktu państwowotwórczego i tożsamościowego płynie z tych przemówień, wpływa do głów słuchaczy. Tresuje ich myśli i uczucia, piętnuje i selekcjonuje.

Anatematyzmowanie (religijne wyklinanie, obkładanie klątwą, przekleństwem) dość szybko odsłania swoją magiczną (genologicznie) naturę i zaczyna działać na tego, kto… wypowiada te słowa. Jest to magiczna autosugestia, autohipnoza. Mamy więc w rezultacie dość śmieszne, tragikomiczne widowisko i nonsensowne pragmatycznie. Oto przywódca narodu – osłabia naród, obezwładnia i otwiera na anihilację przez czynniki wrogie tożsamościowemu umacnianiu państwowości i narodu. Dla nas to wymarzone miejsce na osiedlenie się, dla nich – katatonia państwa, paraliż ducha. I co najśmieszniejsze, ten ich przywódca, np. Prezydent robi to posługując się arsenałem obcej taumaturgii, obcej magii pojęciowej, magicznego sztafażu religijnego… nieznanej temu, kto przemawia i nie rozpoznanej przez niego religii. I nie zapyta się, nie poradzi, będzie używał nierozumianych i nie zdefiniowanych przez siebie słów wymuszanych na nim przez obcych. Nakłada fatwę obcej, internacjonalistycznej religii, destrukcyjnej dla jego narodu. Wyklina być może najbardziej żywotne siły swego narodu. Jest to zbrodnia na tkance emocji i ideałów narodu. I robi to kompletnie poza swoją świadomością oraz coraz bardziej ekscytując się mocą tego zaklęcia.

Miarą wielkości jest nie przyjmowanie sfabrykowanych, wypichconych, spreparowanych przez innych kategorii idei, wypchanych jak skóry padłych na pomór zwierząt, lecz kreacja nowych, dopasowanych do ducha czasu i do potrzeb ojczyzny. Żeby nie wpadli na znaczenie roli kreacji indywidualnych kategorii ideowych dla swego narodu, dla każdego narodu, żeby nie wpadli na to, co jest miarą wielkości i jakie jest źródło siły, zwłaszcza siły politycznej podsuwamy, podrzucamy im bezustannie  n a s z e   k a t e g o r i e , pojęcia słowa, zaklęcia, anatemy i ewokacje. Są już w połowie zbudowani z naszych, obcych im słów i kategorii pojęciowych i dlatego już w połowie ich nie ma. To i tak dobrze, bo Francji, a właściwie Francuzów ergo: Francji, bo taka jest kolejność nie ma już w trzech czwartych… Biorąc nasze nigdy nie wykreują swoich, tym bardziej że nasze kategorie, hasła i idee zawierają immanentnie kod, niszczący dążenie do mocy każdego innego narodu oprócz nas samych.

Czy są u nich jacyś politycy, którzy zdolni są wymknąć się presji powtarzania naszych, niszczących ich tożsamość – zaklęć?? Pamiętasz jak Harry Potter narzuca na siebie czarodziejski płaszcz i znika wszystko, co przykrył ten płaszcz, aż w końcu zostaje tylko jego głowa. Magia naszej kabały działa w przeciwnym kierunku. Temu, kto narzuca na siebie płaszcz naszych kategorii, naszych klątw i naszych błogosławieństw – najpierw znika głowa. Zostają mu tylko ręce i nogi. Więcej niewolnikowi nie trzeba. Kiedyś musieliśmy po niewolników wysyłać liczne i bitne oddziały. Dzisiaj umieszczamy w ich przemówieniach kilka słów – a skutek jest taki sam. Ba, jest nawet lepiej. Porwani przemocą niewolnicy wciąż skłonni byli do buntu. Natomiast ci,  p r z e k a b a c e n i  sami wkładają głowy w uprząż, całują nas po rękach i lubią się umartwiać. Sam widzisz, że nie można wołać do naszego boga Wojny innymi słowy, niż dziękczynne: Bądź pozdrowiona wszechmocna kabało wybranych! Oby tylko nie zbrakło dobrych i naiwnych do twoich sukcesów.

© wawel