Cieszcie się i radujcie! Kazanie ks. Dawida Pagliaraniego

W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Ekscelencje, drodzy współbracia, drogie siostry, umiłowani wierni!
Nadszedł wreszcie ten dzień. Jakaż to radość widzieć was tak licznie zgromadzonych, przybyłych z czterech stron świata!
Na wstępie pragnę podziękować za hojność tym wszystkim, którzy przygotowali ten dzień: tym, którzy zadbali o niego od strony materialnej, z poświęceniem; wszystkim współbraciom, którzy przygotowali serca, umysły i rozum na tę chwilę; oraz wam wszystkim, którzy podjęliście trud przybycia tutaj jako pielgrzymi, w dniu, który z pewnością przejdzie do historii.
Manifestacja wiary
Jakie jest właściwie znaczenie tego dnia? Dlaczego tu jesteśmy? Jak należy rozumieć te konsekracje?
Te konsekracje są wydarzeniem, które dzieli, wydarzeniem, wobec którego nie sposób pozostać obojętnym. Co to oznacza dla nas?
Przede wszystkim ta uroczystość powinna być manifestacją wiary. To rzecz najwyższej wagi.
Nie wybieramy, w co należy wierzyć, a w co nie; nie możemy zmieniać, reinterpretować, kwestionować – nie wolno nam tego czynić. Mamy po prostu obowiązek zachować wiarę, której Kościół zawsze nauczał; mamy obowiązek ją miłować, żyć nią i ją przekazywać.
Jeśli prawdziwie miłujemy Pana Jezusa, mamy obowiązek dzielić się tymi dobrami, które otrzymujemy przede wszystkim poprzez wiarę. Kto nie ma tego pragnienia przekazywania wiary, ten daje dowód, że sam już nią nie żyje. Im bardziej wiara jest atakowana, im bardziej zanika, tym bardziej ten obowiązek staje się naglący, albowiem bez wiary nie sposób podobać się Bogu, nie sposób dobrze żyć, nie sposób się zbawić. I dziś podejmujemy nadzwyczajne środki, współmierne do tej konieczności.
Fałszywy dylemat: wiara czy Kościół
Niektórzy mogliby w takim razie sądzić, że stoimy przed dylematem – że wybieramy integralną wiarę, ale odłączamy się od Kościoła; że wybieramy między wiarą a Kościołem. Czy zachowując wiarę zrywamy z Kościołem?
Otóż jest to fałszywy dylemat.
Do Kościoła przynależy się najpierw przez wiarę, przez integralne wyznanie wiary Kościoła. Podobnie jak przynależy się do narodu mówiąc tym samym językiem, współdzieląc tę samą tożsamość i tę samą kulturę, podobnie jak przynależy się do rodziny nosząc to samo nazwisko i żyjąc pod tym samym dachem – tak też przynależy się do Kościoła wyznając tę samą wiarę.
Jest to zatem fałszywy dylemat, którego nie sposób uznać za wiążący, ponieważ nie możemy wybierać między wiarą a Kościołem – nikt nie może tego uczynić. Chcemy wiary Kościoła, aby pozostać w Kościele. Chcemy Kościoła przez wiarę i w wierze.
Jest bardzo ważne, żeby to zrozumieć, nawet jeśli ci stojący naprzeciw nas nie chcą tego zrozumieć. To wszystko nie jest jakąś opinią, kwestią wrażliwości czy opcją – to konieczność.
Oskarża się nas o to, że nie miłujemy papieża, że go nie szanujemy. Lecz właśnie dlatego, że miłujemy papieża, szczerze, jako wikariusza Chrystusowego, jako głowę Kościoła, nie chcemy już widzieć papieża poniżonego u boku fałszywych pasterzy, przedstawicieli fałszywych religii. Ileż razy widzieliśmy to w ciągu ostatnich lat?
To dlatego, że miłujemy wikariusza Chrystusowego, nie chcemy już tego poniżenia papieża – poniżenia, które rzutuje na cały Kościół, stawiany na równi z fałszywymi religiami.
Mówimy językiem wiary
Ale przecież wyjaśnialiśmy to już wielokrotnie, wyjaśnialiśmy to niemal we wszystkich językach świata.
Dlaczego więc nie jesteśmy rozumiani? Dlaczego, w gruncie rzeczy, mówimy różnymi językami?
My używamy języka wiary, chcemy wiary w całej jej prostocie – to nie jest skomplikowane. Credo nie jest skomplikowane, wyznanie, które przed chwilą złożyli przyszli biskupi, nie jest skomplikowane – każdy może je zrozumieć.
Mówimy językiem wiary, językiem Tradycji. A z przeciwka słyszymy język, który sytuuje się na innym poziomie, który mówi o innych rzeczach. To język inkluzji, słuchania, dialogu, towarzyszenia.
My chcemy wiary. A potem, w wierze, towarzyszymy ludziom. W wierze słuchamy ludzi, żeby doprowadzić ich do wiary i żeby ich nawrócić.
Aby ich nawracać, trzeba przestać mówić dla samego mówienia; samo towarzyszenie nie wystarczy. Nie tego potrzebują ludzie. Ludzie potrzebują Pana naszego, Jezusa Chrystusa, a do Pana Jezusa, jak wiemy, dochodzi się przez wiarę, i to przez integralną wiarę katolicką, która jest jedyna.
Oto dlaczego tak trudno jest nam się wzajemnie zrozumieć. Niestety, mówimy różnymi językami, i to językami, które z czasem niestety coraz bardziej oddalają się od siebie.
Najwyższe prawo Boże: zbawienie dusz
Przeżywamy te konsekracje także w nadziei.
Nie przeżywamy ich w duchu polemik ani w napięciu, ani z goryczą, ani w poczuciu urazy. Przeżywamy te konsekracje z radością i nadzieją.
Dlaczego?
W 1988 r. ci, którzy potępiali Bractwo, przewidywali jego rozpad. Ale Opatrzność miała inny zamysł. Dlaczego Opatrzność miała inny zamysł? Pokazuje to wasza dzisiejsza obecność. Bóg nas nie opuścił i Bóg nas nie opuści. Wszystkie te lata to pokazały, i te konsekracje również to pokazują.
Lecz dlaczego Bóg nie może nas opuścić?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Bóg ma tylko jedną myśl, tylko jedno pragnienie, tylko jedną wolę: zbawienie dusz. Jeśli jest ktoś, kto dosłownie stosuje zasadę, że najwyższym prawem jest zbawienie dusz, to tym kimś jest sam Pan Bóg. To Jego prawo i On zawsze stosuje je dosłownie.
Właśnie dlatego, wbrew wszelkim ludzkim wyobrażeniom i oczekiwaniom, dla zbawienia dusz posłał swojego Syna. Zażądał od swojego Syna, żeby się wcielił i żeby umarł na krzyżu.
Dlaczego?
Ponieważ najwyższym prawem, prawem Bożym, jest zbawienie dusz. Dlatego Bóg nas nie opuścił i nas nie opuści; zawsze udzieli nam środków współmiernych do naszych potrzeb.
Chociaż dzieło odkupienia może napotykać przeszkody ze strony ludzi, nigdy nie napotka przeszkód ze strony Boga. Lecz im bardziej cierpimy, im bardziej walczymy, im bardziej staramy się być Mu wierni, tym bardziej On jest z nami i nam to okazuje.
Czasem się chwiejemy, możemy mieć wątpliwości, doświadczamy zniechęcenia. Lecz wszystkie obietnice Pana Jezusa są nieomylne, a On zawsze ich dotrzymuje. I dziś daje nam tego dowód.
Jeśli będziemy nadal szukać woli Bożej, dobra dusz, bez względu na cenę, nigdy niczego nam nie zabraknie.
Służyć Kościołowi jak matce
Lecz przede wszystkim te konsekracje muszą być zrozumiane i przeżywane w duchu miłości: miłości do dusz, a zwłaszcza miłości do Kościoła. Im bardziej dusze są zdezorientowane, zagubione, tym bardziej musimy ich szukać, tym bardziej musimy je wspierać.
Im bardziej Kościół jest znieważany, im bardziej blask jego boskości jest przyćmiony, tym bardziej musimy go miłować, musimy mu służyć i musimy być gotowi zapłacić każdą cenę, żeby służyć Kościołowi.
Najcięższą z ofiar, jakich Bóg może od nas zażądać, jest abyśmy byli uważani za buntowników, podczas gdy my pragniemy służyć Kościołowi i miłować go jak matkę. Jakiejż to ofiary Bóg od nas żąda: żebyśmy byli uważani za buntowników, traktowani jak buntownicy!
Chcemy służyć Kościołowi jak matce. Matce w trudnościach, przytłoczonej, cierpiącej; matce niekiedy także zdradzanej; matce, która potrzebuje i zasługuje na to, byśmy jej pomogli, byśmy uczynili coś w imię tego wszystkiego, co ona nam dała.
Wszystko, cośmy otrzymali, otrzymaliśmy przez Kościół i w Kościele. Wiara, której chcemy dziś dawać świadectwo i którą chcemy żyć, przychodzi do nas z Kościoła.
To w imię tego, cośmy od niego otrzymali, i to w imię tego, czym on jest – Oblubienicą Chrystusa, Jego Mistycznym Ciałem – w imię tego winniśmy uczynić wszystko, co możliwe, jak najwięcej, żeby mu pomóc i go wspierać.
Czy moglibyśmy pozostać obojętni, nic nie czyniąc? Powiedzieć: „To nie nasz problem”? Nie o to nas się prosi. Czy Bractwo może pozostać obojętne? Nie! Byłoby to zdradą Kościoła, byłoby to wbrew miłości – nie możemy tego uczynić.
Najdroższa Krew – jedyne lekarstwo
Pojawią się pytania, a dzisiejsza uroczystość, uroczystość Najdroższej Krwi, opatrznościowo wyraża i doskonale streszcza znaczenie tych konsekracji. Ta uroczystość pozwala nam wszystko sprowadzić do jednego punktu: do Krwi Pana Jezusa, do Najdroższej Krwi naszego Pana, Jezusa Chrystusa.
Kto nie zna Najdroższej Krwi Pana Jezusa, kto jej nie miłuje, kto jej nie uwielbia, ten nie zna Pana Jezusa, ten nie zna odkupienia. A kto nie zna Pana Jezusa, ten nie wie nic i niczego nie rozumie.
Najdroższa Krew jest jedynym lekarstwem, pierwszym i ostatnim, na wszelkie zło, które spotyka ludzkość.
Dlaczego?
Ponieważ wszelkie zło pochodzi z grzechu, a lekarstwem na grzech jest Najdroższa Krew Pana Jezusa.
Wywyższanie człowieka
Wszelkie zło pochodzi z grzechu, i to z jednego grzechu w szczególności, na który chciałbym zwrócić waszą uwagę. Ten grzech pozostaje niezmienny od początku ludzkości aż do dziś: jest nim wywyższanie człowieka. Czuje się przesyt, dosłownie uczucie przesytu tym wywyższaniem człowieka, które spotykamy na każdym kroku.
Człowiek jako ktoś wspaniały, człowiek doskonały, człowiek zachwycający, który ma nieskończoną godność… Otóż to wszystko w rzeczywistości prowadzi do pychy. A na dłuższą metę prowadzi do wzgardy Boga i do apostazji, do cichej apostazji. Stąd właśnie to wszystko się bierze.
I im bardziej wywyższa się człowieka w sposób szalony, fanatyczny, tym bardziej ostatecznie oddala się go od Boga, oddala się go od jego doskonałości i od jego prawdziwego dobra – to katastrofa. Człowiek pełen praw, pełen siebie, niezdolny zwrócić się ku Bogu, niezdolny uznać, że jest zraniony grzechem i że potrzebuje odkupienia. A przecież on potrzebuje Pana Jezusa, potrzebuje Jego Najdroższej Krwi.
Oto wielkie zło dzisiejszych czasów, jak i zło całej historii: zło, które zawiera wszystkie inne. Ta zaraza jest plagą, obsesyjną ideą, która przenika – trzeba to przyznać – przenika nawet w głąb Kościoła. Zaraza ta oślepia, paraliżuje dusze. To nie ona prowadzi dusze do Boga.
Głosić mądrość Krzyża
Otóż przez te konsekracje chcemy czegoś dokonać: chcemy nadal głosić Najdroższą Krew Pana Jezusa i chcemy nadal, w pewien sposób, rozlewać ją na dusze.
To w tej Krwi Pan Jezus ustanawia swój Kościół, nowe i wieczne przymierze – jest ono tylko jedno. Kto sądzi, że są dwa albo trzy, ten w istocie nie wierzy już w nieskończoną i jedyną wartość Krwi Pana Jezusa.
Mówiąc o wartości Najdroższej Krwi Pana Jezusa nie możemy zapomnieć, skąd ona pochodzi. Została ona uformowana, wytworzona, dostarczona z najczystszej krwi Matki Bożej – to Ona w pełni przekazała Słowu Jego człowieczeństwo; to w Jej krwi najczystszej, niepokalanej, tworzy się, w chwili wcielenia, krew Pana Jezusa; to Ona ofiarowuje ją wraz z Panem Jezusa na nasz wykup.
To Ona ją ofiarowuje, to Ona pierwsza widzi, jak wypływa z ran Pana Jezusa, widzi, jak spływa po Krzyżu, to Ona ją zbiera u stóp Krzyża, to Ona strzeże jej dziś na ołtarzu, to Ona podczas Mszy świętej rozlewa łaski na dusze, to Ona w pełni pojmuje jej wartość, zawsze u boku Pana Jezusa.
Cóż za tajemnica! Cóż za tajemnica, to zjednoczenie Matki Bożej z Jej boskim Synem, zawsze u Jego boku!
Widzicie, jak cała nasza wiara, nasza religia, nasza miłość obracają się wokół Krwi Pana Jezusa, albowiem wszystko obraca się wokół Krzyża.
Oto, drodzy współbracia, którzy za chwilę zostaniecie przyodziani w pełnię kapłaństwa, w pełnię kapłaństwa Pana Jezusa, oto, w kilku słowach, czego będziecie musieli bronić, co winniście głosić.
Cóż to za zaszczyt i cóż za odpowiedzialność!
Głosić odkupienie słowem i szerzyć je przez sakramenty, głosić mądrość Krzyża: zgorszenie dla żydów i głupstwo dla pogan. Głupstwo, zwłaszcza dzisiaj, dla odstępczego świata, który nie potrafi pojąć, który nie chce pojąć.
Ta mądrość Krzyża jest jedynym antidotum na humanizm, który prowadzi do obojętności, do apostazji. I ten humanizm winniście zawsze mieć na uwadze.
Jak owce między wilkami
Jakiej rady można wam udzielić?
To sprawa tak delikatna, tak poważna, tak wielka – wasza misja; to, co macie czynić – że wolę oddać głos samemu Panu Jezusowi, przytaczając Ewangelię.
Jakiej rady udziela wam dziś Pan Jezus? Jakiej rady udzielał Pan Jezus apostołom, kiedy posyłał ich głosić słowo Boże?
„Oto ja was posyłam jak owce między wilki.”
Owieczka, czyli baranek: przepiękny obraz Pana Jezusa, przepiękny obraz biskupa.
Oznacza to, że musicie wpierw głosić słowo Boże poprzez niewinność waszego życia – to niewinność, czystość waszego życia, waszych obyczajów, nada powagę moralną wszystkiemu, co będziecie głosić.
Być barankiem oznacza także, i przede wszystkim, doskonałą uległość, doskonałe poddanie się woli Bożej. Tak jak Pan Jezus jest nieustannie poddany woli swego Ojca, tak i wy, od dziś w jeszcze wyższym stopniu, musicie zawsze szukać Jego woli.
Baranek Boży i Lew z pokolenia Judy
Lecz nie zapominajcie o jednym: Pan Jezus, który jest Barankiem Bożym, jest także Lwem z pokolenia Judy.
Jak można być zarazem barankiem i lwem?
Otóż Pan Jezus, tak jak jest uległy woli Ojca, to nigdy nie ugina się przed duchem świata. Doskonale służąc Ojcu, siłą rzeczy zderza się z duchem świata, z duchem księcia tego świata.
I podobnie biskup: jeśli jest uległy woli Bożej, to nieustannie domaga się przed światem praw Pana Jezusa, a nie praw człowieka.
Lew nigdy nie ucieka, lew się nie cofa, a nade wszystko lew się nie ugina. Nigdy nie ulegajcie temu światowemu duchowi, nie ustępujcie mu, nie cofajcie się – konsekracja da wam nieodpartą siłę.
Od dziś ludzie, na całym świecie, będą was obserwować, będą was słuchać. Oby za trzydzieści, czterdzieści lat mogli powiedzieć: „Nie ugięli się. Nie zgięli kolan przed tym światowym duchem. Zgięli kolana jedynie przed Panem Jezusem, naszym Królem.”
Oto najpiękniejsza rzecz, jaką będzie można o was powiedzieć po waszej śmierci, najpiękniejsze wspomnienie, jakie możecie po sobie pozostawić.
Roztropność węża
Pan Jezus udziela wam jeszcze innej rady: „Bądźcie prości jak gołębice i roztropni jak węże.”
Dlaczego trzeba być jak wąż? Dlaczego biskup musi być jak wąż?
Chodzi o to, żeby rozeznawać, uchwycić, dostrzec podstęp, dwuznaczność, przebiegłość, które istnieją w świecie i wśród nieprzyjaciół Krzyża. Wasi najgorsi wrogowie nie zaatakują wprost, lecz spróbują skłonić was do stopniowego przyjęcia postawy nieco bardziej „na czasie” wobec wiary, chrześcijańskiego życia, relacji ze światem. Trzeba to sobie uświadomić.
Gdy poczujecie to niebezpieczeństwo, nabierzcie dystansu, módlcie się, obserwujcie, zasięgnijcie rady, oceńcie, pozostańcie w bezruchu zanim zareagujecie, jak wąż. Gdy już będziecie reagować, gdy Duch Święty da wam światło potrzebne do działania, działajcie i nie róbcie kroku wstecz.
Oto, co znaczy być jak wąż: dostrzegać podstęp, dwuznaczność, przebiegłość, które istnieją w świecie, a mówić i głosić niczym gołębice: prosto, bez dwulicowości i bez lęku, bez dwuznaczności, bez niejasności. Dwulicowość, którą musicie rozpoznawać u innych, nigdy nie może być waszą.
Miecz wiary
I cóż jeszcze mówi Chrystus? Co mówi Pan Jezus?
„Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Nie lękajcie się tego wszystkiego, nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome.”
Nie lękajcie się tego wszystkiego, mówi nam Pan Jezus. Zostawcie działanie mnie, zostawcie sądzenie mnie, Ja sam wkroczę, kiedy zajdzie potrzeba.
Troszczy się tylko o jedno. O co?
„Każdego więc, kto się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.”
Każdego, kto uzna moje prawa, moje Bóstwo, mój Kościół, moją wiarę.
„Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.”
Oto słowa Pana Jezusa, które kieruje On do was w sposób szczególny.
Za chwilę, gdy biskup konsekrujący wręczy wam pastorał, Pan Jezus wręczy wam miecz: swój miecz, miecz Ewangelii, miecz wiary. Tylko przez wiarę, i jedynie przez wiarę, można zwyciężyć świat, a świat już jest zwyciężony przez wiarę.
Ten miecz należy od dzisiaj do was w sposób szczególny, a Bóg da wam szczególną siłę, byście nim władali, byście go używali w porę i nie w porę.
„Będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy.”
Nie można być zrozumianym przez wszystkich, nie z każdym można się zgodzić.
Czy jest to tragiczne? Czy jest to coś niepojętego? Nie. To prawo Ewangelii, to prawo Krzyża.
Oto rady, jakich Pan Jezus udziela wam dziś poprzez Ewangelię.
Święty Cyryl i abp Lefebvre
Zanim zakończymy, nie możemy pominąć okazji, żeby polecić was tysiącom świętych biskupów, którzy poprzedzili was w historii Kościoła.
Przywołamy dwóch z nich: pierwszy należy do starożytności chrześcijańskiej, drugi jest nam znacznie bliższy.
Pierwszy to święty Cyryl, święty Cyryl Aleksandryjski.
Liturgia mówi o nim najpiękniejszą rzecz, jaką można powiedzieć o biskupie: zelus fidei sollicitus – pełen gorliwości o wiarę. Troszczył się tylko o jedno: o czystość wiary. Cóż za piękna zasada życia dla biskupa! I przeszedł do historii jako wielki obrońca Bożego macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny, znienawidzony przez heretyków.
Liturgia dodaje: propter fidem multa perpessus est. I z tego powodu, z powodu swojej troski o wiarę, wiele wycierpiał. Przygotujcie się na to: nie można bronić integralności wiary bez cierpienia.
Był oskarżany o wszelkie zbrodnie, nawet po śmierci; nie wstydził się Pana Jezusa, nie wstydził się Matki Bożej.
Inny biskup, który jest waszym wzorem, bliższy nam, jeszcze niekanonizowany: arcybiskup Marceli Lefebvre, z pewnością on.
O nim także można powiedzieć: zelus fidei sollicitus i multa perpessus. Troszczył się tylko o jedno: o wiarę, i z tego powodu wiele wycierpiał.
Dobrze pojął, jak ta wiara streszcza się we Mszy świętej, w obronie Mszy świętej, w obronie Najdroższej Krwi Pana Jezusa. Cóż za mądrość!
W jaki sposób zdołał, tyle lat temu, określić przyczyny kryzysu z taką jasnością, z taką przenikliwością, z taką siłą?
To mądrość Krzyża; krzyż, który niósł, był źródłem jego mądrości. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, jego duch jest pośród nas, dodaje nam otuchy, modli się za nas, modli się w szczególności za was, wskazuje nam drogę, którą winniśmy zmierzać, prowadzeni tą mądrością Krzyża.
„Uczeń nie przewyższa nauczyciela; wystarczy uczniowi, jeśli będzie traktowany jak jego nauczyciel.”
To także są słowa Pana Jezusa. Otóż trzydzieści osiem lat temu potępiono świętego.
Radujcie się i weselcie
Czy winniśmy spodziewać się czegoś innego? Czy powinniśmy się bać? Czy powinniśmy odczuwać niepokój?
Sprawa jest tak ważna, że jeszcze raz oddaję tu głos samemu Panu Jezusowi – to On wam odpowiada: „Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was” – z powodu mego królowania, z powodu przysługujących mi praw, z powodu mego prawa, z powodu mej wiary, z powodu mych przykazań.
„Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.”
W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen.