HAJDAMAK, KAŁMUK, CHAZAR i POMNIKI CZYNGIS-CHANA
Krzysztof Baliński
Gdy Zełenski wyciął Polakom numer z „Bohaterami UPA”, mówili o wszystkim tylko nie o tym, że za akcją nie stali czciciele UPA, lecz otoczenie żydowskiego żula z Krzywego Rogu. Tu przypomnijmy, że Majdan został wywołany przez światowe żydostwo, które nie zwracało uwagi na to, że w przewrocie biorą udział neonazistowskie oddziały szturmowe, którymi przewodził syn Romana Szuchewycza, mordercy Żydów, i że wyśpiewywali: „Smert’ moskowsko-żidiwskij mafii”.
Gdy do rangi bohaterów wynieśli rezunów z UPA, którzy wyrzynali Żydów i byli najokrutniejszymi strażnikami w niemieckich obozach zagłady, milczeli Żydzi i milczał Izrael. Z bojcami neonazistowskich sotni spotkali się kongresmeni, mimo iż ci noszą niemieckie mundury i hełmy oraz witają się ‘Sieg Heil’, a powołał je autor manifestu głoszącego: „Przesłaniem Ukrainy jest przewodzić Białym Ludziom na całym świecie w ostatecznej krucjacie przeciw podludziom, na czele których stoją Semici”.
Gdy z okazji rocznicy śmierci Romana Szuchewycza ulicami Lwowa przeszedł marsz, lobby żydowskie milczało. A był to marsz ku czci składającej się z ukraińskich ochotników dywizji SS Galizien, która podlegała Waffen SS i mordowała Żydów. Milczał też konsul RP we Lwowie, a dywizja ta spaliła żywcem tysiąc kobiet i dzieci w Hucie Pieniackiej. Gdy parlament ukraiński uczcił minutą ciszy odpowiedzialnego za wymordowanie 50 tysięcy Żydów Symona Petlurę, naczelny rabin Ukrainy oświadczył: „Mianowanie na premiera ukraińskiego Żyda jest dowodem na to, że antysemityzmu na Ukrainie nie ma”, a Ukraiński Kongres Żydów wydał oświadczenie: „Na Ukrainie nie ma antysemityzmu”.
Gdy premierem został Wołodymyr Grojsman, podkreślali: „Przeszedł do historii. Jest pierwszym żydowskim premierem Ukrainy dotychczas mocno tkwiącej w psyche Żydów, jako kraj antysemitów i pogromów”. Gdy w mediach amerykańskich ukazały się zdjęcia ukraińskich żołnierzy z nazistowskimi naszywkami na mundurach, szef Ligi Antydefamacyjnej ripostował: „Mimo iż niektórzy Ukraińcy używają symboli nazistowskich i mimo ich podziwu dla Bandery, nie obawiam się, że kraj przejmą antysemici. W wyborach zwyciężył Zełenski, jako pierwszy w tym kraju żydowski prezydent”.
Z pomocą pospieszyła matka Wołodymyra Grojsmana – wymyśliła termin „Żydobanderowcy”. A miała na myśli nacjonalistów żydowskich, którzy wybaczyli nacjonalistami ukraińskimi unicestwienie swoich ziomków, którym nie przeszkadzają czciciele Bandery, byle tylko nie rzucali hasła „Ukraina dla Ukraińców” i zamiast nienawidzić Żydów nienawidzili Rosjan i Polaków. No i żydowskim niedobitkom na Ukrainie nie pozwalają powiedzieć o banderowcach złego słowa, bo wiedzą, że są znakomitym materiałem na potrzeby dywersji wobec Rosji.
Jest jeszcze inny powód popierania tych, których do niedawna winili za nazistowskie okropieństwa. Gdy chodzi o geszeft (czyli bezlitosny rabunek tego, co jeszcze na Ukrainie do zrabowania pozostało), nie mają żadnych skrupułów i gotowi są na najbardziej plugawe postępki, w tym kolaborację ze swoimi katami. Chodzi także o strach przed bojcami z nacbatów, którzy w razie klęski na froncie będą chcieli skrócić ich o głowę.
Podsumujmy zatem: Ukrainą nie rządzą banderowcy, ale żydobanderowcy. Ukraiński nacjonalizm to ideologia na czas wojny i globalistyczny zamysł. I nie ważne, komu stawiają pomniki. Ważne, że Ukraina ma żydowskiego prezydenta.
Polakom napluł w twarz nie tylko Zełenski. On wie, że może z Polakami robić, co mu się żywnie podoba, bo ma w Polsce potężne żydobanderowskie lobby i wpływową V kolumnę, która korzysta z każdej okazji, by Polsce zaszkodzić i która w pluciu na Polaków prześciga nawet jego samego. Wie też, że w Polsce ma prożydowski i proukraiński rząd i równocześnie prożydowską i proukraińską opozycję.
Gdy na antenie żydowskiego radia dla Polaków łgał Andrzej Szeptycki: „UPA to była formacja, która walczyła o niepodległość Ukrainy. To byli tacy trochę ukraińscy żołnierze niezłomni”, i gdy ostro zareagowała Dorota Gawryluk z Polsat News, w obronie Szeptyckiego stanął dr Kazimierz Wóycicki – przekonywał, że „Polacy na Wołyniu też nabijali Ukraińców na widły” i że „podczas II wojny światowej Polacy wymordowali 300 tysięcy Żydów”. Wóycicki to autor tendencyjnych publikacji na tematy polsko-niemiecko-żydowskie, utrzymywany przez niemieckie fundacje, nagrody i krzyże zasługi. Działa w sponsorowanym przez Fundację Adenauera Centrum Studiów Międzynarodowych, założonym przez Eugeniusza Smolara, brata prezesa Fundacji Batorego założonej przez George’a Sorosa. Smolarowie podchodzą z żydokomunistycznej rodziny: Ojciec Hersz był hersztem żydowskiej sekcji PPR i zarzucał Gomułce opór wobec repatriacji Żydów z ZSRR i upieranie się przy monolityczności etnicznej Polski.
Na stronie Fundacji ukazało się „Wspólne oświadczenie polskich i ukraińskich organizacji, działaczy i działaczek społecznych”. Samo oświadczenie jest monotonne i nudne. Niezwykle natomiast ciekawa jest lista sygnatariuszy. Oprócz kilkudziesięciu organizacji żydowskich, mamy na niej Związek Ukraińców w Polsce i kilkanaście innych organizacji ukraińskich. Nawiasem mówiąc, z czymś podobnym mieliśmy do czynienia, gdy żądali wycofania ze sprzedaży książki Wojciecha Sumlińskiego – do protestu 100 organizacji żydowskich dołączyło kilkanaście organizacji ukraińskich.
Zapowiadając w TVP Info odcinek programu „Niebezpieczne związki”, Dorota Wysocka-Schnepf zestawiła ukraińskie ludobójstwa na Polakach z nacjonalizmem polskim: „Dziś krewcy nacjonaliści po obu stronach granic znów rwą się do zwarcia. Też nacjonalizm – polski – wzniecał czystki na naszych sąsiadach”. Już sam dobór gości programu był dowodem na jego antypolski wydźwięk: Jarosław Kurski (były naczelny „Gazety Wyborczej”), Jacek Czaputowicz (były szef MSZ) i Michał Bilewicz (kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami). Wszystkich połączyło wsparcie dla prezydenta Ukrainy w sporze z prezydentem Polski.
Michał Bilewicz z troską pochylił się nad traumą bandytów z UPA: „Na pewno ta cała debata jest w bardzo dużym stopniu ukształtowana przez takie polskie przekonanie o tym, że jesteśmy narodem ofiar, dostrzegającym wyłącznie swoje własne cierpienia. Nie zostaje jakby tej przestrzeni na uznanie tego, że inne narody mogły doświadczyć podobnych zbrodni”. Stanął też po stronie Szeptyckiego: „Wiecie co? Chcę żyć w Polsce ministra Szeptyckiego, a nie Doroty Gawryluk”. Stanął też po stronie „ministry” kultury, bo przekazała 50 mln zł na projekt „Żydowskie Dziedzictwo Kulturowe”.
Wśród gości Schnepficy wyróżniał się Jarosław Kurski. To autor „listu” do Zełenskiego, kwintesencji tego, co nazywamy zaprzaństwem. „Bracie, piszę do ciebie jako obywatel i jako Polak. Robię to w rozpaczy, w poczuciu, że reprezentujący mój kraj politycy cynicznie nakręcają spiralę nienawiści między naszymi narodami. Relacje z naszymi bratnimi narodami stały się zakładnikiem skrajnych nacjonalistów, małych figur szafujących wielkimi słowami, jak: „Polska”, „honor” czy „godność”. Musisz wiedzieć, że urzędujący w Polsce prezydent reprezentuje środowiska narodowe i ultraprawicowe. A te budują swoją polityczną agendę na ksenofobii, na pogardzie wobec obcych, na sianiu nienawiści. Wobec imigrantów, wobec Niemców, wobec Ukraińców (…) Polakom i Ukraińcom potrzebny jest sojusz wojskowy, do którego powinni także dołączyć Niemcy. Sława Ukrajini! Herojom sława!”.
Jacek Czaputowicz całą winę zwalił na Polskę. „Były też inne aspekty działania tej formacji i w związku z tym po prostu Ukraina uznała, że może to zrealizować, bo Polska prowadzi politykę i tak już nieprzyjazną. (…) prezydent sam jeszcze przez rok nie był w Kijowie. Ciągle nakręca te nastroje antyukraińskie, ciągle coś wygraża, ciągle mówi, że nie zgodzi się na członkostwo Ukrainy w UE. Ukraina powiedziała: dość, nie życzymy sobie tego typu działań. Więc podjęła taką decyzję. Okazało się, że z jej perspektywy słuszna, bo nas po prostu ośmieszyła”. Gdy został ministrem, portal TVN24 pisał: „O takich jak on zwykło się mówić, że ma w życiorysie piękną, opozycyjną kartę z czasów komunizmu”. Tymczasem na studiach (zaocznych) był pod opieką Jana Lityńskiego z KOR. Działał w Ruchu Wolność i Pokój, w którym roiło się od działaczy „lewicy laickiej”. Do swych dyplomatycznych sukcesów zaliczył „wyciągnięcie z głębokiego kryzysu stosunków z Ukrainą” – poddając się naciskom Kijowa zablokował pokaz filmu „Wołyń”. Przerażały towarzyszące temu słowa: „Starałem się unikać prymatu interesu narodowego”. Polazł też do mediów Michnika tylko po to, żeby powiedzieć: „Polska prowadzi wobec Ukrainy politykę hien i szakali”.
W ukraińskojęzycznym kanale Slava TV głos zabrał Michał Broniatowski: „Każdy polski polityk, który podważa prawo Ukrainy do tworzenia patriotycznych mitów, które pomagają żołnierzom, to wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Ukrainy”. To sługa wielu panów. Dziś dyrektor TVP World. W 1985 r. pracownik agencji Reuters i dyrektor jej przedstawicielstwa w Moskwie. Był też wiceprezesem rosyjskiej agencji informacyjnej Interfax i członkiem Rady Nadzorczej Onet oraz TVN. Dyrygował polską edycją amerykańskiego miesięcznika „Forbes” oraz tygodnikiem „Newsweek” (wchodzącym w skład koncernu medialnego Axel Springer). To modelowy przedstawiciel rodu o bogatych żydokomunistycznych tradycjach. Jego ojciec, funk Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy przywędrował do Polski w taborach dywizji NKWD, został dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi, a następnie szefem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Warszawie. I jeszcze jedno – to on zatrudnił Natalię Panczenko, która zasłynęła z pogróżek, że „na terytorium Polski zaczną się walki, podpalenia sklepów, domów”.
Prawdziwą żydobanderowską gwiazdą w Polsce jest Paweł Kowal. Jako eurodeputowany, głosował przeciw rezolucji potępiającej nadanie Banderze tytułu „Bohatera Ukrainy” i rezolucji uznającej zbrodnie UPA za akt ludobójstwa. Gdy sprzeciwił się podobnej uchwale Sejmu, uzasadnił to: „Ukraińcy muszą dojrzeć do samooceny tak, jak Polacy dojrzeli do samooceny w Jedwabnem”. Karierę rozpoczął w Kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Później przerzucono go do MSZ, które już za Geremka dostało się w łapy dzieci i wnuków działaczy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy oraz potomków ukraińskich rezunów. Gdy okazało się, że WSI nadała mu pseudonim „Pallad”, wycofał się dyskretnie z MSZ i z PiS, a najbardziej przerażało, że w nowym Sejmie został przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych, i oświadczył: „Dla mnie nie ma, jeśli chodzi o kwestie wojskowe, różnicy pomiędzy interesem Polski i Ukrainy” oraz zaproponował: „Powinna powstać ustawa, która zmusi Polaków do tego, żeby pojechali na front na Ukrainę”. Kowal jest spokrewniony z Heleną Łuczywo, wieloletnią zastępczynią Adama Michnika, wnuczką płk. Ferdynanda Chabera (funkcjonariusza Centralnego Biura Kontroli Prasy MBP i kierownika Wydziału Propagandy KC PPR), której córka Łucja Koch jest szefową Działu Edukacji w Muzeum Polin.
Ciotka Kowala w roku 2002, 2004 i 2005 notowana była na liście najbogatszych Polaków. A jaki to ma związek z Żydobanderowcami? Otóż, gdy z Dzikich Pól do Tel Awiwu tranzytem przez Warszawę zbiegł (ze 100 milionami dolarów) Timur Mindycz, pojawiło się podejrzenie, że nasi Żydobanderowcy, w tym Kowal musieli w tym mieć jakiś udział, bo zajmuje się „pomocą” dla Ukrainy, która jest niczym innym, jak pomocą dla żydowskich oligarchów, dzielących się ukradzionymi pieniędzmi z Izraelem. Ale nie tylko – także z darczyńcami z Polski. Hipotezę taką wzmacnia to, że gdy Timur ukradł 100 milionów, Radek Sikorski natychmiast przelał z konta MSZ do Kijowa też 100 milionów. I tu pytanie: Czy Kowal nie dlatego został pełnomocnikiem do spraw odbudowy Ukrainy, bo chce – śladem cioci – doszlusować do elity finansowej kraju?
Przepytywany na okoliczność sytuacji na Bliskim Wschodzie, Konstanty Gebert (od kilku lat obywatel Izraela) obiektywizm udawał niezdarnie. Gdy dziennikarz skonstatował, że „obecnie wielu ludzi na świecie podziela pogląd, że będący krajem postkolonialnym Izrael nie ma prawa bytu w obecnej formie”, odparł: „Większość państw ma dokładnie taką samą genezę. Na przykład Polska w drodze militarnej agresji przyswoiła sobie 1/3 swojego obecnego terytorium, wypędzając 3 miliony Niemców i 500 tysięcy Ukraińców”.
„Ukraińcy mają prawo do swojej tożsamości, mają prawo do swoich grzechów, tak jak i my mamy do tego prawo” – to słowa Adama Michnika z wygłoszonej w Paryżu prelekcji o tytule „Dziś wszyscy jesteśmy Ukraińcami”. Żydobanderowcem nie jest tylko Michnik, ale cała „Gazeta Wyborcza”, która od lat zapewnia banderowcom osłonę medialną, która przeszła do porządku dziennego nad ideologią OUN, a równocześnie tropi wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce. Powód jest prozaiczny – polityczne zadanie przyłączenia się do Majdanu, postawione przez Sorosa, wymagało „marginalizacji konfliktów historycznych” i partnera po stronie ukraińskiej. Zostali nimi żydobanderowcy.
Żydobanderowcem nie wydaje się być Radek Sikorski, mimo że wrzeszczał w Sejmie: „Nie upokarzajmy Ukraińców. Słowa o ludobójstwie mogą utrudnić zabiegi Ukrainy o przyjęcie do UE, co ma epokowe znaczenie, także dla Polski”. Podejrzenia wzbudzają jednak rodzinne koneksje Radka: Jeden stryj był funkcjonariusz naszpikowanego sowieckimi oficerami i założonego przez Sowietów do walki z antykomunistycznym podziemiem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Drugi był politrukiem w tymże „wojsku polskim”. A to, w połączeniu z kałmuckimi rysami twarzy Radka, upoważnia do pytania: Skąd jego przodkowie przyszwędali się do Polski?
Zasadność pytania wzmacnia wypowiedź, w której zrównał gloryfikację Bandery na Ukrainie z czczeniem Czyngis-chana w Mongolii – Skoro Mongołowie mają swojego wielkiego wodza, to powinniśmy pozwolić Ukraińcom na kult ich wielkiego wodza i na włączenie Bandery do ukraińskiego panteonu narodowego. I mamy wszystko w jednym: Chazara, Kałmuka i hajdamaków Czyngis-chan. I czas też najwyższy powiedzieć: Dość – Polska nie może mieć ministra, który przebacza ludobójcom tylko dlatego, że w Mongolii są pomniki Czyngis-chana.
To dobrze, że zabierają głos. Bo bez tego trudniej byłoby nam zrozumieć, jak wielkie jest zagrożenie i jak mało dzieli nas od katastrofy. I dlatego pytajmy: Jak to jest, że pojawiają się wszędzie tam, gdzie pojawia się interes Ukrainy i naruszany jest interes Polski? Jak to jest, że ostentacyjnie i bezczelnie, zawsze i wszędzie reprezentują punkt widzenia wrogów Polski? I wreszcie: Czy to przypadek, że wszyscy są Żydami?
Krzysztof Baliński
================
