Bomba w dół
Izabela BRODACKA
Wiele lat temu żeglując po Jezioraku obroniliśmy ze
znajomym w zatoce Widłągi małe kaczuszki przed polującym
na nie orłem bielikiem. Kiedy dumni wracaliśmy do obozu
moja czteroletnia wnuczka powiedziała z zadumą: „A teraz
jego dzieci będą głodne”. Mała dziewczynka rozumiała
dobrze, że podstawą egzystencji przyrody ożywionej jest
okrutny łańcuch pokarmowy. Z całą pewnością nie znała
jednak wierszyka napisanego w 1893 roku przez Mikołaja
Biernackiego precyzyjnie ujmującego ten stan rzeczy.
Idylla maleńka taka:
Wróbel połyka robaka,
Wróbla kot dusi niecnota,
Pies chętnie rozdziera kota,
Psa wilk z lubością pożera,
Wilka zadławia pantera.
Panterę lew rwie na ćwierci,
Lwa – człowiek; a sam, po śmierci
Staje się łupem robaka.
Idylla maleńka taka.
Przeszło sto lat po Biernackim tę samą własność organizacji
świata ożywionego zauważył Czesław Miłosz w wierszu „Do
pani profesor w obronie honoru kota i nie tylko” napisanym z
okazji artykułu „Przeciw okrucieństwu” Marii Podrazy-
Kwiatkowskiej ,drukowanym w: „Na brzegu rzeki”, Kraków
1994, s. 58-59. Ze względu na wtórność tego wiersza wobec
obserwacji czteroletniej wnuczki nie warto go nawet cytować.
Jeszcze gorszy stan umysłu prezentują obrończynie zwierząt, które wdały się w głupi, prymitywny i wyjątkowo chamski
atak na instytucję wyścigów konnych a konkretnie na Tor
Wyścigów Konnych na Służewcu w Warszawie.
Pretekstem do ataku stał się profesjonalny tekst pani Marii Nikonorow
dotyczący unieruchamiania języka konia w wyścigu, a będący
odpowiedzią na wyjątkowo napastliwy artykuł w Gazecie
Wyborczej. Unieruchamianie języka konia jest konieczne,
gdyż koń może go sobie odpowiednio przełożyć likwidując
działanie wędzidła przez co staje się niesterowny. Grozi to
ciężkim wypadkiem.
Ubolewanie nad tym obyczajem ma
podobny sens jak ubolewanie, że lina asekuracyjna uciska
alpinistę. Nie ma sensu cytować komentarzy na poziomie
latryny w jednostce wojskowej z czasów PRL.
Czego nie
rozumieją obrońcy zwierząt? Przede wszystkim nie rozumieją,
że hodowla koni i wyścigi to część kultury człowieka, część
jego spontanicznej działalności. Udział w wyścigach jest
jedyną formą selekcji koni pełnej krwi czyli folblutów. Bez
selekcji nie ma hodowli. Konie czystej krwi czyli araby są
ostatnio często traktowane jak rasowe pieski i przeznaczane
wyłącznie do udziału w pokazach więc kryterium selekcji tej
rasy może być również eksterier czyli wygląd zewnętrzny.
Przede wszystkim nieprawdą jest, że konie są na wyścigach
nieszczęśliwe. Tak naprawdę konie pełnej krwi lubią
rywalizować, lubią się ścigać. Przeciętny jak ja jeździec, a
spędziłam na wyścigach wiele lat, ma na ogół kłopot z
utrzymaniem konia próbującego podczas treningu ponieść i
wyprzedzić inne konie, które uważa za rywali Na wyścigach
konie mają życie wręcz luksusowe- godzina treningu dziennie
(włączając stępowanie w maszynie) doskonałe wyżywienie, czyste boksy. Oczywiście podczas wyścigów zdarzają się wypadki, podobnie jak w każdej dziedzinie sportu. W
wypadkach jeździeckich na ogół bardziej poszkodowany jest
jeździec niż koń. Lepiej byłoby żeby obrońcy zwierząt
pochylili się nad losem koni pracujących przy zwózce drzewa
w terenach niedostępnych dla maszyn, które gdy opadną z sił
uruchamia się czasem rozpalając pod ich brzuchem ogień.
Przyjmijmy jednak na chwilę, że przeciwnicy wyścigów mają
rację i że organizacja wyścigów jest to dręczenie koni.
Przyjmijmy, że całkowicie zakazujemy organizacji wyścigów,
konkursów skoków, zawodów w powożeniu i jakichkolwiek
form wykorzystywania koni w sporcie. Wszystkie żyjące konie
powędrowałyby dla ich własnego dobra natychmiast do
rzeźni. Jaka siła zmusiłaby obywatela do utrzymywania
bezużytecznego zwierzęcia? Przeciwnicy wyścigów
wyobrażają sobie idealne życie koni na zielonych rajskich
pastwiskach. Niech więc zajmą się realizacją swoich rojeń.
Żeby zaspokoić ich żądania należałby nie tylko całkowicie
zakazać hodowli koni, oraz wyrżnąć te żyjące likwidując w ten
sposób część kultury człowieka oraz część puli genetycznej
świata zwierzęcego. To przecież nic nowego. Jak pamiętamy
komuniści chcieli naprawiać świat wyżynając arystokrację,
ziemiaństwo i burżuazję, a nawet – dla ich własnego dobra-
chłopów i robotników nie przekonanych do dobrodziejstw
obiecywanych przez komunistów. Należałoby również
wyrżnąć wszystkie drapieżne zwierzęta. Należałoby wyrżnąć
wszystkie ukochane pieski i kotki albo zmusić je do jedzenia
brukwi i kartofli. Nie regulowana obecnością naturalnego
wroga populacja zwierząt roślinożernych osiągnęłaby liczebność uniemożliwiającą ich wyżywienie więc masowo ginęłyby z głodu. Wystarczy tych idiotyzmów. Teraz kilka słów
o historii Wyścigów.
Przeszło dwieście lat temu 17 lutego 1777 roku w Ujazdowie stanęły na starcie klacze pisarza koronnego Kazimierza Rzewuskiego i posła angielskiego w
Polsce Whitwortha. Wygrała klacz Rzewuskiego. Pierwszy
wyścig grupowy odbył się 20 czerwca 1841 roku. Startowało
w nim 19 koni w tym dwa konie pełnej krwi należące do syna
twórcy Legionów generała Dąbrowskiego. W 1879 roku
August hrabia Potocki zorganizował pierwszy w Polsce
totalizator. W 1889 roku zbudowano pierwszy w Polsce tor
wyścigowy przy ulicy Polnej. 3 czerwca !939 roku otwarto tor
na Służewcu. Głównym architektem toru był inżynier Zygmunt
hrabia Plater-Zyberek, a teren służewiecki zakupiło w 1925
roku Towarzystwo Zachęty do Hodowli Koni W czasie wojny
Niemcy ukradli i wywieźli wszystkie wartościowe konie. Tor
przetrwał. Kuratorem toru w 1945 roku został generał Leon
Bukojemski. Utworzył on ekspedycję pod kierownictwem
znawcy koni majora Henryka Harlanda która pojechała na
zachód odbierać polskie konie.
Łatwo się domyślić, że zmasowany atak aktywistów i
towarzyszących im mediów nie jest spowodowany troską o
końskie języki. Jest to atak na zamówienie lobby
deweloperów ostrzących sobie od lat ząbki na ten wspaniały
teren. W latach siedemdziesiątych ówczesny dyrektor
Gniazdowski wyperswadował specjalnej komisji przeniesienie
toru. Nawet ludzie innych poglądów politycznych rozumieją,
że nie wolno przekreślać ważnej części polskiej kultury.