Wojna gatunków
13.10.2026 wolnemedia.net/wojna-gatunkow
Paryż, Berlin, Londyn, Bruksela – wszystkie te miasta mają dziś podobne oblicze: zablokowane ulice, pożary, krzyki tłumów i natarcia sił policyjnych na demonstrujących, wśród których przeważają młodzi mieszkańcy miast. Imperium Europy, wykreowane przez tandetnego architekta ze Stanów Zjednoczonych, płonie – dosłownie i w przenośni – gniewem. Zapożyczone z historii najgorsze wzorce utorowały drogę do władzy głupocie, której jedynym instrumentem kontaktu ze społeczeństwem jest brutalna siła.
Imperium naczelnego przywódcy co cztery miesiące ogłasza, że właśnie zada ostateczny cios przeciwnikowi na arenie międzynarodowej, by za chwilę wycofać swoje niespożyte siły propagandowe i ujawnić niedostatki własnych zapasów żelastwa, które miało służyć zaprowadzeniu nowego porządku na świecie.
Bez cienia konsternacji ten sam wielki propagator pokoju prosi dotychczasowego wroga o pomoc w dostawach diesla, których sam wcześniej zakazał.
Oderwani od rzeczywistości kreatorzy polityki fałszu ukryli się w pałacowych komnatach, obawiając się wtargnięcia rozgniewanych tłumów. Rezydujący w Polsce namiestnik usiłuje nadać powagę własnej osobie, zapożyczając scenariusz sprawiedliwego cesarza Trampeusza i kreując się na ofiarę zamachu, do którego nie doszło.
Młode pokolenie Paryża czy Brukseli, przez lata przekonywane o świetlanej przyszłości, którą będzie współtworzyć pod warunkiem zachowania lojalności wobec władzy, ma już przesyt obietnicami. „Chcemy rzetelnej wiedzy w godziwych warunkach, zamiast powtarzania sloganów w salach z przeciekającymi sufitami i beznadziejną kadrą nauczycielską”.
Sprzeczność między oczekiwaniami tłumów, które przez lata chciały zachować pokojowy charakter protestów, a wojenną ścieżką, na którą skierowała je władza, staje się coraz bardziej widoczna. Głupi nauczyciele przez lata potrafili domagać się jedynie podwyżek pensji, nie dostrzegając merytorycznej degradacji przekazywanych treści. Studenci i uczniowie żądają dziś możliwości nauki w szkołach i na uczelniach, zamiast sprowadzania problemów edukacji do kwestii liczby płci i rozróżniania ról mężczyzn i kobiet.
Zgromadzeni Paryżanie wyznaczyli na miejsce swoich spotkań Plac Zgody, wcześniej zwany Placem Rewolucji, gdzie niegdyś stała gilotyna.
Rozkazy bezwzględnego tłumienia niezadowolenia, wydawane policji, stają się przyczyną zamieszek, a policjantom puszczają nerwy w konfrontacji z tłumami. Bezbronni ludzie nie chcą walczyć za głupotę cynicznej władzy. Nie chodzi im o przedłużone wakacje, lecz o jakość przyszłego życia. O determinacji protestujących świadczą ślady krwi na chodnikach i ulicach. Policjanci ustawieni w tyralierę, uzbrojeni i skryci za tarczami, swoim szykiem najdobitniej potwierdzają, że władza prowadzi wojnę ze społeczeństwem.
Aby zrozumieć skalę rozpadu napęczniałego od głupoty projektu amerykańskiej dominacji nad światem, nie wystarczy pojedyncza wiadomość z dowolnego miejsca. Ciężka przypadłość, której uosobieniem jest dziś prezydent USA, dotknęła zbyt wiele organizmów państwowych, by można było pominąć sieć powiązań, której kolejne nici są każdego dnia zrywane. Jeśli z każdą wojną amerykański kolos chwiał się na nogach, dziś grunt usuwa mu się spod stóp. I nikt nie będzie go żałować.
Nie inaczej jest w samej Brukseli. Dziesiątki tysięcy osób wyszły na ulice, dostrzegając, że ich bolączki są identyczne jak problemy Francuzów. Protestujący oczekują sensownego kształcenia w godziwych warunkach, zamiast karania studentów krytycznie wypowiadających się o systemie.
W piątek minionego tygodnia policja aresztowała co najmniej 20 studentów. Postronni obserwatorzy próbują mentorsko oceniać wydarzenia uliczne, ograniczając się do zdawkowego stwierdzenia: „Nie popieram aktów wandalizmu”. Tym samym potwierdzają własną niewiedzę na temat taktyki policyjnej polegającej na sterowaniu tłumem poprzez angażowanie prowokatorów, którzy wszczynają dewastację mienia, dając pretekst do policyjnych szarż. Możliwe też, że system nie zaszedł im jeszcze za skórę.
Niemcy, świadomi fundamentalnego znaczenia gospodarki dla państwa, zorganizowali 8 października br. przemarsz protestacyjny ulicami Monachium. Inspirator protestu, związek zawodowy IG Metall, domaga się pięcioprocentowej podwyżki wynagrodzeń w ciągu najbliższych 12 miesięcy, dodatkowych 110 euro dla praktykantów, podwyżek dla najmniej zarabiających pracowników, a także większego udziału załóg w zyskach firm.
Związek odnotował udział 3700 uczestników marszu, których niepokoją rosnące koszty życia, brak stabilności zatrudnienia i ogólna niepewność dotycząca przyszłości niemieckiego przemysłu. Organizacja pracodawców nie przedstawiła związkowcom żadnej alternatywnej oferty w obliczu kurczących się możliwości zatrudnienia w przemyśle.
Rozmowy dotyczące przyszłości 836 tysięcy pracowników zaplanowano na 27 października br. w Coburgu. Okres powstrzymania się od akcji strajkowej kończy się 31 października, co oznacza, że od 1 listopada możliwe będzie podjęcie strajku w tym sektorze.
Brytania – modelowy wzór głupoty
Sytuacja na brytyjskich wyspach, których mieszkańcy tak uwielbiają własny izolacjonizm, nie odbiega od zglobalizowanego kanonu. Mocno nieświeże argumenty wysuwa premier Andy Burnham, twierdząc, że za próbami wpływania na wynik referendum z 2016 r. w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej stała Rosja, a konkretnie Władimir Putin.
Pomimo podwyższonej gorączki politycznej w Europie, gdzie część społeczeństw wiąże zapaść gospodarczą i ograniczanie swobód z polityką władz unijnych, w tym przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, nowy człowiek wyznaczony do roli premiera Wielkiej Brytanii przestrzega Francję i Niemcy przed rosyjską ingerencją.
Wbrew stanowisku części komentatorów powołujących się na dane wywiadowcze Burnham twierdzi, że Rosja może próbować wpłynąć na wyniki wyborów w dwóch kolejnych państwach, wspierając ugrupowanie Marine Le Pen we Francji oraz Alternatywę dla Niemiec (AfD). Tym fortelem Brytyjczycy mają otrzymać premiera Starmera w nowym wydaniu – polityka, który zadba o kosztowny powrót na łono kontynentalnego potworka. Ten zaś nie widzi miejsca dla przywódców takich jak Marine Le Pen, ale za to uważa zwalczanie Rosji wszelkimi sposobami za swój obowiązek.
Dla brytyjskiego kanału TalkTV zeszłotygodniowy wiec propalestyński był przejawem manifestacji nienawiści, ponieważ kilku uczestników weszło na pomnik upamiętniający bitwę o Anglię. Uznając ten czyn za przestępstwo, policjanci zatrzymali ponad 20 osób.
Komentator Matthew Goodwin przesądza o winie uczestników: „To są ludzie, którzy nienawidzą w tym kraju wszystkiego. Ich protesty powinny być zakazane. Nic dziwnego, że dzisiaj Żydzi nie czują się bezpiecznie w Wielkiej Brytanii i wolą wyjechać do Izraela, zamiast tu pozostać, bo tam będą czuć się bezpieczniej mimo wojny. To ohydne, mam dość tego przyzwolenia na lewicowe działania dalekie od pokojowych”.
Prowadzący program Duncan Barkes zauważa, że większość uczestników stanowią migranci, dlatego policja powinna zastosować znacznie bardziej radykalne środki zwalczania lewicowości.
Komentatorzy dochodzą do zgodnego wniosku, że organizatorzy wieców, którzy sami nie byli ani w Palestynie, ani w Izraelu, nie mają odpowiedniej wiedzy, ponieważ – jak stwierdzają: „To Hamas blokuje dostawy pomocy humanitarnej i działa przeciwko swoim ludziom, dlatego takiej przewrotnej interpretacji historii nie daje się znieść”.
Informacje o tym, kto ostrzelał lub aresztował uczestników Flotylli Sumud, najwyraźniej nie dotarły do funkcjonariuszy medialnego frontu. Tym bardziej nieznane pozostają im szczegóły działalności amerykańskiej fundacji, która dostarczała żywność, by następnie czekać na wygłodniałych ludzi w punktach dystrybucji i otwierać do nich ogień – niczym myśliwi polujący na zwierzęta przy wodopoju.
Współcześni przywódcy, stojący na szczytach władzy, z przejęciem odgrywają role postaci historycznych, już dawno ocenionych jako polityczne meteoryty epoki wojen: Napoleona Bonapartego, Adolfa Hitlera, Winstona Churchilla i Franklina Delano Roosevelta. Nie biorą pod uwagę, że wiecznego panowania nie da się zadekretować.
Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com [1] [2] [3] [4]
Źródło: WolneMedia.net