Meandry demokracji…

by opolczykpl opolczykpl/meandry-demokracji

Meandry demokracji…

.


.
Biorąc na zdrowy rozum, demokracja powinna być najlepszym i najsprawiedliwszym systemem społeczno-politycznym. Ale już w starożytnej Helladzie miała wrogów i to wśród najwybitniejszych filozofów: Platona i Arystotelesa. Sokrates nie był jej z założenia przeciwny, choć dostrzegał widoczne w niej zagrożenie: tyranię bezmyślnej i głupiej większości. Przypisuje się mu zdanie: Demokracja jest tylko tak dobra, jak edukacja, która ją otacza. I tu widać, jeśli to rzeczywiście powiedział, przebłysk jego geniuszu.

Demokracja, nawet w wydaniu parlamentarnym, w którym posłowie reprezentują wyborców, aby była systemem rzeczywiście dobrym, musi spełniać dwa warunki:

– Większość wyborców musi być roztropna, rozsądna, zdolna do krytycznego i samodzielnego myślenia, mająca pojęcie o otaczającej nas rzeczywistości, odporna na psychomanipulacje medialne, poczuwająca się do współodpowiedzialności za państwo i losy społeczeństwa.

– Media, nazywane niekiedy czwartą władzą, a w ogłupianiu społeczeństw mające w zachodnich fasadowych demokracjach parlamentarnych pierwszorzędne znaczenie, musiały by być mediami neutralnymi, obiektywnymi, niezależnymi od biznesu i polityki.

Rzeczywistość na zachodzie niestety jest taka, że ogromna większość społeczeństw, czy to w Niemczech, Francji, Anglii, Polsce czy usraelu, jest zbieraniną ignorantów sterowanych medialną propagandą, a media głównego ścieku kłamią, zmyślają, mataczą, ogłupiają i tworzą fikcyjny obraz rzeczywistości, prawdziwy matriks. I stąd od lat widzimy, że wciąż w kolejnych farsach wyborczych wygrywają skompromitowane mafie polityczne służące interesom finansowych elit kolektywnego zachodu. A tam, gdzie są one w wyborach zagrożone, to albo unieważniają przegrane wybory, albo delegalizują partie mogące korporacyjnej mafii partyjnej zagrozić, bądź groźnym kandydatom uniemożliwiają udział w wyborach wyrokami sądowymi. A ogromna większość zachodnich społeczeństw śpi, nie dostrzega manipulacji i nadal wierzy w zachodnią demokrację.

Wczoraj znajoma, Niemka, powiedziała w rozmowie ze mną, że dobrze by było, gdyby w Niemczech wprowadzono referenda. Spytałem ją – wierzysz naprawdę, że przy tak ogromnym odurnieniu większości Niemców referanda coś dadzą? Spojrzała na mnie i powiedziała – no tak, masz rację, to nic nie da.

Polską scenę polityczną znam mniej niż niemiecką, przez co zajmę się głównie tą drugą. To, co tu, w Niemczech, wyrabia się pod płaszczykiem „obrony demokracji”, musi przerażać każdego rzecznika demokracji. Fundamentem demokracji musi być wolność słowa i równouprawnienie wszystkich politycznych partii. Rzeczywistość jest taka, że za byle słówko można zostać okrzyczany ruską wtyką, w łże-mediach jakakolwiek wyważona wypowiedź o Rosji jest niedopuszczalna, a jedna z partii politycznych jest wściekle zwalczana, choć Ustawa Zasadnicza (zastępująca tu konstytucję)  gwarantuje wszystkim partiom politycznym równe prawa. „Obrońcy demokracji” depczą własną Ustawę Zasadniczą, budują system faszystowski, faszystoidalną dyktaturę, będąc przy tym święcie i głęboko przekonanymi, że bronią demokracji i wolności.

.

Sami sobie nakładają kajdany i chcą je nałożyć wszystkim.

Jak funkcjonuje fasadowa zachodnia demokracja w Niemczech, dobrze obrazuje sytuacja po wyborach do Landtagu w Saksonii Anhalt. Zwalczana medialnie i politycznie  ogniowym murem (Brandmauer) partia AFD zdobyła najwięcej głosów – 43,8 %. Dotychczas rządząca CDU straciła prawie 20 % i osiągnęła ledwo 17,2 % i drugie miejsce. Inne agenturalne partie politycznego kartelu (zaliczam do nich i „Lewicę” – Die Linke) osiągnęły: SPD – 9,3 %, Zieloni – 8,9%, (pseudo) Lewica (Die Linke) – 8,6 %. oraz nieomal tak samo jak AFD zwalczany Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) – 5,3 proc. FDP, przez dziesięciolecia będąca w Berlinie etatowym koalicjantem zarówno CDU jak i SPD, została „zatopiona” i nie weszła do kolejnego już Landtagu z wynikiem 2,6 %.  W obliczu tak ogromnej  przewagi AFD nad kartelem politycznym (CDU, SPD, Zieloni, Die Linke, FDP) tylko i wyłącznie AFD zasługuje na demokratyczny mandat tworzenia rządu krajowego. A jednak kartel polityczny, mimo totalnej politycznej klęski, chce utworzyć własny rząd, choć pod względem ilości krzeseł w Landtagu sama AFD ma tyle samo miejsc (39), co cztery agenturalne partie politycznego kartelu razem wzięte: CDU, SPD, Zieloni i Die Linke (15+8+8+8=39). Języczkiem u wagi będzie więc także znienawidzona partia „stalinówki” Wagenknecht – BSW. Niemniej – powtarzam, gdyby zasady demokracji miały jakiekolwiek znaczenie w Niemczech, tylko i wyłącznie AFD powinna mieć prawo do tworzenia rządu. Ale kto tam patrzy na demokrację – ruskich onuc do władzy dopuścić nie można.

W obecnej wykładni w Niemczech demokratą jest ten, kto popiera partie rządzące w Berlinie. Kto jest innego zdania, jest wrogiem demokracji, prawicowym ekstremistą, neonazistą i czym tam jeszcze, naturalnie i „antysemitą”.

A w sumie, biorąc na „zdrowy rozum”, właśnie w Landach wschodnich, na terenie byłej NRD, AFD powinna mieć najmniejsze poparcie. Jest wszak za normalizacją stosunków z Rosją. A to w NRD stacjonowało prawie pół miliona Czerwonoarmistów. I tam rusofobia powinna być silniejsza. Widocznie jednak pamięć o tamtej „sowieckiej okupacji” nie aż tak straszna jest – i nie jest tak eksploatowana medialnie jak w Polsce. Ale decydujący wpływ na stosunek wschodnich Niemców do AFD i politycznego kartelu miała picdemia i jej zamordystyczna dyktatura, jak i zamordyzm w sprawie Rosji oraz niszczenie gospodarki w imię zielonej szajby w czasach rządów w Berlinie koalicji SPD-Zieloni-FDP. W byłej NRD co najmniej połowa ludności pamięta dyktaturę Honeckera, bo była to dyktatura. I stąd protesty anty-kowidowe były tam znacznie silniejsze niż w „starych” Landach, w byłych Niemczech Zachodnich. Oni po prostu lepiej niż zachodni „rodacy” dostrzegali kowidowy totalitaryzm, gorszy niż honeckeryzm i bardziej zdecydowanie i masowo przeciwko niemu protestowali. Nadal też trwają tam protesty i demonstracje przeciwko budowanej dyktaturze. I przeciwko niszczeniu gospodarki. Niemcy wschodni, mniej zdemoralizowani i rozleniwieni dobrobytem, są bardziej  czuli na swobody obywatelskie, oraz bardziej odpowiedzialni w sprawach dotyczących państwa. No i dlatego w poprawie stosunków z Rosją widzą ratunek dla upadającej gospodarki.

Mnie osobiście ucieszyło tak miażdżące zwycięstwo AFD, ale tylko na zasadzie Schadenfreude – radości z powodu katastrofalnej politycznej porażki politycznego kartelu, będącego na łańcuchu elit finansowych. Zasłużył na to rzeczywiście.

Ale to zwycięstwo AFD powinno być dla Polski ostrym sygnałem ostrzegawczym. Nie mam tu nawet na myśli ciągotek rewizjonistycznych, widocznych w szeregach AFD. Rozmawiałem z wieloma sympatykami, odwołującymi się do tradycji kajzerowskich Niemiec. Chcą granic z roku 1914:

.

.

Obwodu Kaliningradzkiego naturalnie Rosji nie odbiorą – ale co z resztą? Breslau, Stettin, Danzing, Posen, Kattowitz, Oppeln – to może być w ich zasięgu. Jeśli AFD stanie się główną partią rządzącą w Berlinie, a do tego może dojść szybciej, niż się spodziewamy i zabiegać będzie o dobrosąsiedzkie stosunki z Rosją, Moskwa z powodów taktycznych i strategicznych pójdzie na to. Dla Moskwy „nawrócenie” się Berlina na pro-rosyjskość będzie śmiertelnym ciosem dla zachodniej, wściekle antyrosyjskiej polityki. Bruksela bez Berlina okaże się bezsilna. Londyn ma na Kremlu przechlapane na zawsze, Paryż prawdopodobnie też. Ale Berlin ma dla Kremla znaczenie symboliczne, taktyczne i strategiczne – i na żarliwe prośby AFD o wybaczenie zareaguje pozytywnie. A wtedy Polska, rządzona przez kreatury typu Tuski, Kaczyńskie, Nawrockie, Sikorskie i reszta tego ukropolińskiego barachła znajdzie się w niemiecko-rosyjskich kleszczach.

Dla Niemiec Polska zawsze była przeszkodą w ekspansji na Wschód – już od czasów pierwszych Piastów. ZSRR była wiarygodnym gwarantem naszych Ziem Zachodnich, Ziem Odzyskanych. Ale czy obecnie Moskwa, widząc rządców Ukropolinu z pianą na pyskach, żądnych mordowania Rosjan, chcących Rosję wdeptywać w ziemię, będzie się troszczyła o nasze Ziemie Zachodnie, okupione krwią setek tysięcy Czerwonoarmistów, skoro w Niemczech jeszcze nie burzy się pomników Armii Czerwonej, a w Polsce tak. Pod niemieckim zarządem łatwiej będzie Rosji opiekować się cmentarzami Czerwonoarmistów na Ziemiach niegdyś Odzyskanych. A pamięć o poległych w Wojnie Ojczyźnianej jest w Rosji święta.

Czeka nas jeszcze też kolejna masowa, wielomilionowa emigracja z Ukrainy, być może już tej zimy. Szacunki mówią o 5-7 milionach nowych uchodźców. Sytuacja polityczna, gospodarcza, finansowa i militarna kijowskiej junty jest katastrofalna. Ostatnio, według doniesień, w Kijowie doszło nawet do strzelaniny pomiędzy rywalizującymi tajnymi służbami cywilnymi i wojskowymi. Atak dronem na siedzibę SBU był dziełem ukraińskiego HUR, odpowiednika rosyjskiego GRU, a nie Rosji.

.

.

Tam, w tym neobanderowskim kotle, brakuje jeszcze wojny służb o władzę i wpływy.

Z dużym prawdopodobieństwem tej zimy kijowska junta nie przetrwa. Stąd kijowski ćpun apeluje o zakończenie wojny jeszcze przed zimą. Pat i Pataszon (Witkoff i Kushner) nie osiągnęli w Moskwie nic. Rosja na polu walki zamierza osiągnąć wyznaczone cele. I osiągnie.

Nad Polską zbierają się naprawdę czarne chmury. Wprawdzie nastroje ślepo pro-ukraińskie w Polsce maleją, ale wrogość wobec Rosji nie. Większości Polaków brakuje instynktu pro-państwowego – kierowania się racją stanu, dobrem państwa, troską o gospodarkę. Zwyciężają rozbudzane i utrwalane od wieków nastroje wrogości do wschodniego, potężnego sąsiada.

Dotychczas w naszej historii bywało już, że gdy Niemcy i Rosja podawały sobie, ponad głowami Polaków, ręce, kończyło się to dla Polski i Polaków źle. Nie mówię, że AFD jutro dojdzie do władzy, ale może to jednak nastąpić dosyć szybko. Rzecz w tym, żeby Polska wyprzedziła Niemcy i pierwsza zadbała o naprawę stosunków z Rosją. Czy ktokolwiek w warszawce, w sprzedajnych elitach jednak o tym pomyśli? Wątpię. I to napawa mnie obawą.

Większość Polaków jak lunatycy, lub ludzie z zawiązanymi oczami daje się prowadzić w przepaść rusofobii.

.

.

Nie ma niestety w Polsce partii, która – jak AFD w Niemczech – chciałaby naprawy stosunków z Rosją, i która zdobyłaby w jednym województwie tak oszałamiające zwycięstwo. Konfederacji Grzegorza Brauna daleko jeszcze do AFD.

Gdybym był Niemcem, skakałbym do góry z radości po wyborach w Saksonii Anhalt. Ale jestem Polakiem i wynik tych wyborów napawa mnie obawą. Niemcy prędzej czy później zwrócą się z przeprosinami w stronę Rosji, a Polska znajdzie się w strefie zgniotu między tymi państwami. Co z niej wtedy zostanie, aż boję się myśleć…

opolczyk

.