Stanisław Michalkiewicz: Plany „A”, „B” i „C”
06.09.2026 Staniasław Michalkiewicz prawy.pl/stanislaw-michalkiewicz-plany-a-b-i-c
Stanisław Michalkiewicz pisze:
Zagęszcza się atmosfera wokół pana prezydenta Karola Nawrockiego. Już nawet nie chodzi o to, że jest „uzurpatorem” – jak zdecydowała zasłużona funkcjonariuszka Propaganda Abteilung warszawskiego Judenratu, madame Agnieszka Kublik, czy wreszcie – „ch…em” – jak orzekła moralna autorycica, madame Joanna Szczepkowska, która teraz jest z tego powodu podobno rozrywana przez rządowe stacje telewizyjne – bo takich epitetów, zwłaszcza w ustach autorytetów moralnych nie słyszy się codziennie, więc nic dziwnego, że i funkcjonariusze Propaganda Abteilung korzystają z okazji, a i madame Szczepkowska ma swoje pięć minut.
Czegóż chcieć więcej? Chodzi zatem nie o te, powiedzmy sobie, epitety, tylko o zarzuty, które w sprzyjających okolicznościach mogą zostać użyte do wysadzenia pana prezydenta Nawrockiego w powietrze. Te zarzuty są dziwaczne, bo wetowanie ustaw jest konstytucyjną prerogatywą prezydenta, więc wytykanie mu nieubłaganym palcem, że z tych prerogatyw korzysta jest trudno zrozumiałe – chyba, że chodzi o medialną uwerturę do zasadniczego przedstawienia w postaci wysadzania pana prezydenta Nawrockiego w powietrze.
Podejrzewam nawet, że vaginet obywatela Tuska Donalda celowo zwlekał z nagłośnieniem afery z Zondakrypto aż do rozpoczęcia kampanii wyborczej, bo skierowanie przez niezależne media głównego nurtu reflektorów akurat na tę sprawę, pozwala utrzymać w dyskretnym cieniu zarówno katastrofę w sektorze ochrony zdrowia, z którą specjalistka we wspomnianym vaginecie nawet nie udaje, że potrafi sobie poradzić, jak i skandaliczny „wyciek” wrażliwych danych 19 milionów obywateli naszego bantustanu – nie mówiąc nawet o projekcie budżetu na przyszły rok, w którym czytamy, że deficyt budżetowy ma sięgnąć prawie 300 mld złotych – a i to, jeśli spełnią się liczne „załażenia”, które wykoncypował sobie ponury pan minister finansów Andrzej Domański. Bo jak się nie będą chciały spełnić – to nikt nie wie, jaki ten deficyt naprawdę będzie, a tym samym – jaki poziom osiągnie dług publiczny naszego bantustanu oraz oczywiście – koszty jego „obsługi”.
Uwagę opinii publicznej obywatel Tusk Donald ze swoimi kolaborantami usiłuje – niestety z powodzeniem – kierować na pana Przemysława Krala, który z bezpiecznego oddalenia w Izraelu, wychodzi naprzeciw sugestiom Wielce Czcigodnego Giertycha Romana, co zeznawać prokuratorom w Katowicach, żeby było dobrze.
Prokuratorom oczywiście w to graj, że mają takiego gotowca, bo to i nie trzeba sobie łamać głowy nad rozmaitymi kombinacjami, a pochwały, nagrody i ordery od obywatela Żurka Waldemara wydają się pewne, więc o co chodzi? Toteż obywatel Tusk Donald może nawet plunąć na sławną „tajemnicę śledztwa” i odczytywać te zeznania podczas transmitowanego na kraj posiedzenia Sejmu – koncentrując się zwłaszcza na tym, ile dostał złowrogi Zbigniew Ziobro i że w transakcji pośredniczyła jego małżonka, pani Patrycja Kotecka.
Jaka szkoda, że obywatel Tusk Donald nie był taki wylewny podczas wyjaśniania afery „Amber Gold”, kiedy to z zagadkowych przyczyn „organy państwowe”, a konkretnie – niezależna prokuratura i niezawisłe sądy ze sławnego na całym świecie z niezawisłości gdańskiego okręgu sądowego, „nie działały prawidłowo” – co stwierdziła sejmowa komisja śledcza, która jednak już nie odważyła się zapytać, dlaczego tak działały. Podejrzewam w związku z tym, że tak właśnie przykazały niezawisłym sądom działać stare kiejkuty, którym 850 mln zlotych też przecież się przydało i w ten sposób końce afery poszły w wodę.
A przecież na złowrogim Zbigniewie Ziobrze świat się nie kończy, bo to tylko taka przystawka prze daniem głównym w postaci kotleta z pana prezydenta Karola Nawrockiego. Właśnie w charakterze kuchcika zgłosił się Książę-Małżonek, czyniąc prezydentowi gorzkie wyrzuty, że nie podpisał nominacji 46 kandydatom na ambasadorów, chociaż MSZ wystosowało stosowne wnioski. Książę-Małżonek uważa, że taki wniosek zobowiązuje prezydenta do mianowania tego kandydata. Jeśli tak byłoby rzeczywiście żadna nominacja nie byłaby potrzebna, skoro wniosek o niej automatycznie przesądza.
Jak jest naprawdę – trzeba by spytać jegomościa, który uchodzi za „ojca” tej konstytucji – czyli obywatela Kwaśniewskiego Aleksandra – co właściwie miał na myśli – o ile oczywiście cokolwiek miał. Tymczasem pan prezydent Nawrocki uważa – podobnie jak w przypadku kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, że ani wniosek ministra spraw zagranicznych, ani nawet wyznaczenie kandydata na sędziego przez Sejm, o niczym jeszcze nie przesądza, skoro delikwent zostaje sędzią dopiero po złożeniu ślubowania „wobec” prezydenta. Czy od prezydenta zależy decyzja, czy ślubowanie przyjąć, czy też jest on rodzajem nakręcanego automatu, który podpisuje wszystkie wnioski i odbiera ślubowanie od każdego, kogo mu tam ktoś podsunie?
Właśnie z tego powodu trwają podchody pod Trybunał Konstytucyjny, żeby obsadzić go „naszymi” sędziami, którzy te wszystkie wątpliwości rozstrzygną zgodnie z oczekiwaniami nie tyle nawet obywatela Tuska Donalda, co starych kiejkutów, no i oczywiście – Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje – która wobec naszego bantustanu ma swoje plany.
Już na tym etapie można przedstawić dwa scenariusze. Pierwszy – z wykorzystaniem możliwości z art. 131 konstytucji, kiedy to prawidłowo obsadzony „naszymi” sędziami Trybunał Konstytucyjny „stwierdza” nie tylko, że prezydent nie jest w stanie sprawować urzędu, ale nawet – że nie jest w stanie poinformować o tym marszałka Sejmu – na przykład dlatego, że nic o tym nie wie. To jest plan „A”, który wymaga tylko prawidłowego obsadzenia wspomnianego Trybunału.
Jednak na wypadek, gdyby nie udało się zrealizować planu „A”, przygotowywany jest również plan „B” w postaci zaciągnięcia prezydenta przed Trybunał Stanu z powodu łamania przezeń konstytucji. Oskarżenia prezydenta o wetowanie ustaw, czy powstrzymywanie się od nominacji ambasadorów, niezawisłych sędziów, czy wskazanych mu bezpieczniaków, stanowią medialną „padgatowkę” do realizacji tego planu. Jest on trudniejszy w realizacji, ale tylko trochę, bo przedstawienie wniosku przy obecnym składzie Sejmu i Senatu jest dziecinnie łatwe. Gorzej z decyzją, która dla swej ważności wymaga 2/3 składu Zgromadzenia Narodowego, a z tym mogą być trudności, bo obywatel Tusk nie ma w Sejmie 276 posłów potrzebnych do obalania weta prezydenta. Czy wobec tego jest jakiś plan „C”? Obywatel Tusk podczas Campusu Polska dawał do zrozumienia, że tak, a nawet go charakteryzował, że nie jest „estetyczny”. Najwyraźniej musiałby on odbyć się w całkiem innych niż konstytucyjne, kategoriach.
Stanisław Michalkiewicz