“Postępowcy” już przegrali i wiedzą o tym

“Postępowcy” już przegrali i wiedzą o tym

Date: 4 agosto 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/postepowcy-juz-przegrali-i-wiedza-o-tym

Jednym z najważniejszych wydarzeń historycznych ostatniego stulecia był upadek komunizmu. W roku 1991 przestał istnieć Związek Radziecki. Jednak ideologia, na której opierał się radziecki komunizm, upadła już za czasów Breżniewa w latach 70-tych, a upadek ten został przypieczętowany za rządów Andropowa od 1982 roku. W tamtych latach nikt już nie wierzył w radziecki raj, łącznie z aparatczykami. Niemniej jednak machina funkcjonowała aż do 1991 roku, kierowana przez komitet starców, który przeciwstawiał się nieuchronnej rzeczywistości. Było to dwadzieścia lat rozbieżności między śmiercią legitymizacji a śmiercią machiny. Jest to historyczna prawidłowość: systemy pozostają przy życiu od 15 do 20 lat dłużej niż trwa ich legitymizacja. Podążają naprzód niczym światło martwej gwiazdy.

To samo dzieje się z progresywizmem w Kościele Katolickim i – ośmieliłbym się powiedzieć – również na Zachodzie. Był to eksperyment, który trwał krócej niż ZSRR, ale już dawno się skończył, a obecnie przeżywamy okres podobny do czasów Breżniewa, czekając, aż neo-modernistyczni geronci – zrodzeni z tego, co było najgorsze w ideologii soborowejprzeniosą się do lepszego świata. Pokolenie boomersów wkrótce umrze, a blask tej martwej gwiazdy, jaką był II Sobór Watykański, przestanie świecić; zgaśnie i zniknie z horyzontu Kościoła. Pozostawi oczywiście ślady, których usunięcie będzie trudne, ale nieuchronnie zgaśnie.

To, co mówię, nie jest proroctwem: „Nie jestem prorokiem ani synem proroka” (Am 7,14); jestem po prostu obserwatorem rzeczywistości. A znaki upadku tego reżimu wydają się dla mnie czytelne. Wskazuję na dwa z nich, które są łatwo dostrzegalne.

Pierwszy dotyczy kapłaństwa. Kościół Katolicki nie może obejść się bez księży; jeśli oni znikną lub jeśli ostatecznie przekształcą się w coś innego, Kościół Katolicki również przestanie istnieć. I to właśnie jest wielkie niebezpieczeństwo, do którego doprowadzili nas (i nadal to robią) biskupi poprzez formację, jakiej udzielają w ich nędznych seminariach. Rozwiązaniem tej tragedii nie jest tworzenie struktury równoległej; rozwiązaniem jest nadzieja i cierpliwość – dwie podstawowe cnoty w czasach kryzysu. Seminaria pustoszeją, a księża więdną w domach spokojnej starości, ponieważ oni sami – jako produkty reżimuodmówili pełnienia posługi kapłańskiej. Mam tu na myśli to, że odmówili pełnienia swoich obowiązków; odmówili uświęcania, nauczania i kierowania, a zamiast tego zdecydowali się stać się animatorami wspólnotowymi oraz czynnikami zmian społecznych –  zachęcani do tego przez najwyższe szczeble hierarchii kościelnej.

Zlekceważyli sprawowanie sakramentów i zamienili je w tandetny i wulgarny spektakl; przestali nauczać doktryny katolickiej, by zamiast tego nauczać socjologii; oddali się wreszcie “dialogowi synodalnemu”. Nie chcieli być tym, kim byli. I umierają, bo tak nieubłagana jest natura, a wraz z nimi umiera ich stan.

Który normalny młody człowiek, u którego neurony i hormony działają prawidłowo, chciałby poświęcić swoje życie i przyjemności, które świat oferuje mu w nadmiarze, by stać się marnym klaunem, takim jak księża z pokolenia boomersówośmieszających się codziennie w sieciach społecznościowych? – Ich dni są policzone; przyszłość należy do księży urodzonych na progu nowego tysiąclecia, którzy mają inne spojrzenie i którzy stopniowo, również ze względu na konieczność przetrwania instytucji, będą zmieniać tę sytuację. Kilka dni temu, arcybiskup diecezji San Francisco, Salvatore Cordileone powiedział: „Młodzi ludzie kochają tradycję i jest to trend, którego nie da się zatrzymać” infovaticana/cordileone-replies-to-roche-young-people-love-tradition-and-this-is-unstoppable/.

W tym roku w całych Niemczech wyświęcono 26 księży. Tylko w tym roku, Bractwo Kapłańskie św. Piotra wyświęciło taką samą liczbę księży; a jest ich znacznie więcej, jeśli doliczymy pozostałe instytuty tradycyjne. I o wiele więcej, jeśli uwzględnimy te, które możemy nazwać „klasycznymi”.

Właśnie z tego powodu, wywody kardynała Arthura Roche’a z zeszłego tygodnia są niczym innym jak łabędzim śpiewem. Jak napisał dziennikarz Damian Thompson: „Nie chcę być niegrzeczny, ale to po prostu stara, jadowita ropucha pełna goryczy, ponieważ jego wpływy słabną już od czasu poprzedzającego śmierć Franciszka”.

Rzeczywistość mówi sama za siebie, a oni o tym wiedzą. Jednak, podobnie do Breżniewa i Andropowa, będą nadal przedłużać ten reżim, dopóki śmierć ich nie dopadnie.

Mówiliśmy, że systemy przeżywają od 15 do 20 lat dłużej niż trwa ich legitymizacja. [Autor, pelłen dobrej woli, zapomina jakby, że od V2 minęło już ponad 60 lat… Mirosław Dakowski]

I tu dostrzegam kolejny znak: biskupi z pokolenia boomersów wiedzą, że w szybkim tempie tracą swoją legitymizację. I właśnie dlatego robią to, co robią – przynajmniej w Argentynie. Kilka dni temu wspominaliśmy, że biskupi są zaniepokojeni, a powodem ich niepokoju jest rzeczywistość, która stopniowo nabiera kształtu na ich oczach. To, że arcybiskup Buenos Aires polecił swojej kurii ds. edukacji wszczęcie dochodzenia w celu ustalenia, który ksiądz odprawił mszę w języku łacińskim w jednej z miejskich szkół zakonnych, jest niezwykle wyraźnym znakiem desperacji; środkiem typowym dla reżimu radzieckiego, który zaczynał dostrzegać, że jego narracja rozpada się i nakazał aresztowanie lub prześladowanie Aleksandra Sołżenicyna, Andrieja Siniavskiego, a także muzyków Mścisława Rostropowicza i Galiny Wiśniowskiej wyłącznie za to, że udzielili schronienia Sołżenicynowi (zakonnice, które zezwoliły na odprawienie mszy, zostaną ukarane przez ks. prałata Garcíę Cuervę tak samo, jak ksiądz, który ją odprawił)”.

Reżim sowiecki stracił wewnętrzną spójność; narracja dobiegła końca; struktura rozpadła się. Dlatego jedynym środkiem, jakim dysponowali, aby się utrzymać, była siła dekretów i prześladowań. To samo robią biskupi wobec księży i grup wiernych, którzy sprzeciwiają się ich modernistycznej narracji: prześladują ich za pomocą dekretów i wygnania. System, który odczuwa swoją prawowitość, nie jest zmuszony do wydawania dekretów przeciwko księżom za to, że odprawiają mszę w języku łacińskim, ani przeciwko świeckim za to, że piszą na blogu.

Nie są to oznaki władzy. Są to raczej reakcje organizmu, który wie, że utracił swoją legitymizację i że jego koniec jest bliski. Jak można zinterpretować fakt, że przewodniczący Argentyńskiej Konferencji Biskupów, będący jednym z uczestników synodu, zablokował możliwość komentowania na swoim koncie na X; albo że rzecznik tejże organizacji usuwa wszelkie negatywne komentarze ze swojego konta na Instagramie? – Po prostu dlatego, że ogarnia ich strach, że wierni w końcu zorientują się, iż – podobnie jak król z bajki Andersenasą nadzy.

Jest to kwestia cierpliwości: zajmie to trochę czasu, ale natura jest nieubłagana. Ja z pewnością nie doczekam upadku reżimu “postępowego”; będę musiał zadowolić się tym, że całe życie z nim walczyłem – oby Bóg pozwolił mi dalej to robić – ale zobaczą to pokolenia tych, którzy dziś są dziećmi. Jeszcze niedawno moje spojrzenie było bardziej apokaliptyczne, co wynikało zarówno z mojego wieku, jak i z wpływu autorów, którzy kształtowali moje poglądy – wszyscy oni byli świadkami ostatniego upadku Zachodu. Dzisiaj nie jestem już tak pewien, czy nie stoimy u progu odrodzenia. I nie spoglądam w przyszłość, jak uczyniłby prorok, którym nie jestem, lecz wstecz.

Kiedy po triumfie Krzyża w pierwszych wiekach, świat ten zniknął pod naporem najazdów barbarzyńskich, a rodząca się Europa zamieniła się w ruiny, dwa nieoczekiwane wydarzenia zmieniły wszystko: z „odległego Zachodu” — jak nazywał go Toynbee — mała i zapomniana wyspa Irlandia wysłała na kontynent misjonarzy, którzy rozpalili na nowo żar chrześcijaństwa, czyli „peregrinatio pro Christo”; a wkrótce potem Karol Wielki zdołał zjednoczyć politycznie i administracyjnie chaos pozostawiony przez najeźdźców. Kiedy letargiczny i zmysłowy katolicyzm XVI wieku został rozdarty przez protestantyzm, pojawił się sobór trydencki, który – ze swoimi jasnymi i ciemnymi stronami, jak wszystko, co ludzkie – tchnął nowe życie w Kościół. A po spustoszeniach rewolucji francuskiej, gdy jej idee rozprzestrzeniły się po całej Europie za sprawą Napoleona, pojawił się nieprzewidywalny zapał misyjny, wraz z rozkwitem wielu zgromadzeń zakonnych, które ożywiły to, co rewolucjoniści uważali już za martwe.

Dlaczego mielibyśmy sądzić, że w naszym przypadku będzie inaczej?

INFO: elwanderer./los-progresistas-ya-perdieron-y-lo-saben