Netanjahu odbiera Trumpowi możliwość wycofania się

Paul Craig Roberts ma rację

Akurat Paul Craig Roberts opublikował tekst, z którym się całkowicie zgadzam. Potwierdza on także to, co już od dawna twierdzę na moim blogu: niemożliwe jest jakiekolwiek porozumienie i pokojowa koegzystencja zarówno z USA jak i z całym Zachodem. Celem Zachodu jest dominacja, wyzysk i całkowite podporządkowanie się reszty świata. Celem reszty świata jest pokojowa współpraca. Praktycznie nikt nie zwrócił uwagi na przemówienie, które amerykański minister spraw zagranicznych Marco Rubio wygłosił 14.02.2026 na konferencji „bezpieczeństwa” w Monachium. To niewiarygodne, że w 21 wieku można wygłosić tekst, który bardziej pasuje do przełomu 18 i 19 wieku, czyli do okresu największej zachodniej ekspansji kolonialnej! To najlepiej dowodzi tego, że od tego okresu sposób myślenia i cele Zachodu nie uległy zmianie.

Netanjahu odbiera Trumpowi możliwość wycofania się

Paul Craig Roberts

Doszedłem do wniosku, że nie ma na świecie żadnego, zaangażowanego w ważne wydarzenia rządu, który opierałby się na rzeczywistości. Zacznijmy od Izraela, Waszyngtonu, Iranu, Rosji i Chin.

Brak realizmu ze strony Izraela wynika z syjonistycznego planu Wielkiego Izraela – Izraela rozciągającego się od Nilu w Egipcie po Pakistan, obejmującego cały muzułmański Bliski Wschód. Plan ten jest siłą napędową obecnej wojny izraelsko-amerykańskiej przeciwko Iranowi, a Turcja, Liban i Arabia Saudyjska czekają na swoją kolej. Izrael z powodzeniem wykorzystał już Waszyngton do zniszczenia Libii, Iraku i Syrii jako sprawnie funkcjonujących państw arabskich. Bliski Wschód to rozległy obszar zamieszkały przez liczne narody.  Izrael jest niewielki, ma małą populację i nie ma możliwości zajęcia i kontrolowania tak dużego obszaru, jakim jest Bliski Wschód. 

Jednak program syjonistyczny jest nadrzędnym celem rządu izraelskiego. Nikt w Waszyngtonie, Europie, Rosji, Indiach, Chinach i na Bliskim Wschodzie nie rozumie, że dopóki Wielki Izrael jest programem syjonistycznym, pokój na Bliskim Wschodzie jest całkowicie niemożliwy.  Jednak żaden rząd, nawet Iran, nie jest na tyle osadzony w rzeczywistości, by dostrzec ten rażący fakt i zaproponować wynegocjowanie rezygnacji Izraela z Wielkiego Izraela. Zamiast tego negocjacje skupiają się na wynegocjowaniu rezygnacji Iranu z prawa do wzbogacania uranu i produkcji rakiet. Takie negocjacje w niczym nie powstrzymują izraelskiej agresji. Ułatwiają ją.

Brak realizmu ze strony Iranu przejawia się w przekonaniu – czego dowodem jest irański program 10 punktów – że pokój można osiągnąć bez uwzględnienia planów syjonistycznych.  Iran wierzy, że jeśli 10 punktów zostanie zaakceptowanych i wdrożonych, nastąpi pokój. Jednak 10 punktów Iranu nie zawiera żadnego odniesienia do syjonistycznego planu Wielkiego Izraela, wyrażonego przez amerykańskich syjonistycznych neokonserwatystów jako zniszczenie dla Izraela siedmiu krajów w ciągu pięciu lat. Najwyraźniej rząd irański nie rozumie, że pokój na Bliskim Wschodzie zależy od jednej i tylko jednej rzeczy – porzucenia przez Izrael syjonistycznego planu.

Państwa Zatoki Perskiej, Turcja i Arabia Saudyjska podzielają brak realizmu Iranu w kwestii Wielkiego Izraela. Bliski Wschód nigdy nie zjednoczył się przeciwko izraelskiemu zagrożeniu i godził się na to, by być pokonywanym jeden po drugim. Głupie państwa Zatoki Perskiej zawarły nawet sojusz z Izraelem i Ameryką przeciwko swoim muzułmańskim braciom.

Brak realizmu Putina polega na tym, że nie potrafi on zrozumieć, iż „główną przyczyną konfliktu” nie jest brak porozumienia o wzajemnym bezpieczeństwie z Zachodem, lecz hegemoniczne dążenia Waszyngtonu. Tak jak Izrael dąży do hegemonii na Bliskim Wschodzie, tak Waszyngton dąży do hegemonii nad całym światem. Plany Waszyngtonu nie są bardziej realistyczne niż plany Izraela, jednak doktryna Wolfowitza pozostaje decydującym czynnikiem w amerykańskiej polityce zagranicznej. Putin nie rozumie, że kiedy negocjuje z Waszyngtonem, negocjuje z amerykańską hegemonią. Trump nie wyrzekł się amerykańskiej hegemonii. Niedawno rozszerzył amerykańską hegemonię na Iran, Cieśninę Ormuz, Wenezuelę, Grenlandię i Kubę. Egzekwuje amerykańską hegemonię nad Rosją za pomocą sankcji, a nad Chinami za pomocą gróźb sankcji, ceł i konfliktu z Tajwanem.

Chiński brak realizmu polega na przekonaniu Xi, że dzięki polityce nieangażowania się Chiny mogą przetrwać dłużej niż ich przeciwnicy.  Xi posunął się nawet do tego, że usunął z chińskiej armii wszystkich oficerów, którzy byliby gotowi walczyć za Chiny, i zastąpił ich politykami, którzy będą kierować się złudzeniami Xi, a nie realiami wojskowymi. To sprawiło, że Chiny stały się bezużytecznym sojusznikiem dla Rosji i Iranu. Niepowodzenie tych trzech krajów w zawarciu wzajemnego traktatu o bezpieczeństwie sprawiło, że każdy z nich znalazł się w izolacji, a tym samym stał się łatwiejszym celem dla amerykańskiej hegemonii. Spośród tych trzech krajów tylko Iran jest gotowy do walki.

Błędem Waszyngtonu jest to, że zaniedbanie suwerenności Stanów Zjednoczonych pozwoliło Izraelowi wciągnąć Amerykę w wojnę na Bliskim Wschodzie w pierwszej ćwierci XXI wieku, co kosztowało biliony dolarów i życie wielu Amerykanów. Wpływy izraelskie w USA są dominujące w finansach, mediach, na uniwersytetach i w branży rozrywkowej, gdzie Amerykanie przyswajają syjonistyczny światopogląd.  Wielu Amerykanów, o czym świadczą „chrześcijańscy syjoniści”, konserwatyści z hasłem „nie możesz być Amerykaninem, jeśli nie kochasz Izraela” oraz uległość Kongresu USA wobec każdego żądania Izraela, jest bardziej Izraelczykami niż Amerykanami.

Iran nie rozumie, że nie toczy wojny z Ameryką. Ameryka jest jedynie marionetką Izraela. Iran toczy wojnę z Wielkim Izraelem. W związku z tym 10-punktowy program Iranu jest bezwartościowy, ponieważ nie odnosi się do syjonistycznych planów. Te 10 punktów przysłużyło się Trumpowi, a nie Iranowi. Dało Trumpowi możliwość wycofania się, zanim musiałby złamać swoją obietnicę zniszczenia irańskiej cywilizacji. 

Iran świętuje „historyczne zwycięstwo, ponieważ Trump zaakceptował 10-punktowy plan”.  Ale Trump nie zaakceptował irańskiego planu.  Powiedział, że zaakceptował go jako podstawę do negocjacji, to samo, co wielokrotnie powtarzał Rosjanom. W perspektywie krótkoterminowej zwycięstwo należy do Trumpa, a nie do Iranu.  Iran przyrzekł, że nie zaakceptuje zawieszenia broni, ale jednak to zrobił.

W rzeczywistości nie ma żadnego zawieszenia broni. Izrael natychmiast zbombardował cywilne dzielnice mieszkalne w chrześcijańskim mieście w Libanie, zabijając i raniąc około 2000 cywilów. Iran natychmiast ogłosił, że cieśnina została ponownie zamknięta.

Najwyraźniej Netanjahu dąży do zniszczenia Iranu, a nie do pokoju. Trump będzie musiał zmierzyć się z Netanjahu, aby znaleźć wyjście z tej sytuacji. Iran twierdzi, że zawieszenie broni obejmuje Liban. Izrael i wiceprezydent USA Vance twierdzą, że tak nie jest. Niezależnie od tego, czy zdaje sobie z tego sprawę, czy nie, Vance dał Netanjahu zielone światło do kontynuowania ataku na Liban. Jeśli Iran dostosuje swoje 10 punktów do interpretacji Vance’a i Netanjahu, wejdzie w negocjacje, rezygnując już z jednego ze swoich 10 punktów. Skoro nie ma zawieszenia broni, czy mogą być negocjacje? Jeśli nie, to gdzie jest wyjście dla Trumpa?

Lekceważenie, jakim Netanjahu obdarzył prezydenta Stanów Zjednoczonych, wskazuje, że jest on przekonany, iż – jak twierdzą izraelscy premierzy – „Izrael kontroluje Amerykę”. Jeśli Trump nie złamie izraelskiej kontroli nad Ameryką, najprawdopodobniej uwikłamy się w wojnę z Iranem.