Francja: Pracownicy Orange w kamizelkach kuloodpornych?

Gdy wielka korporacja technologiczna musi wycofać swoich ludzi z nowoczesnego biurowca, bo na ulicy rządzą karabiny maszynowe, wiesz, że sytuacja jest krytyczna. W Marsylii bezpieczeństwo przegrało z przestępczością. Ewakuacja pracowników Orange z dzielnicy Saint-Mauront stała się faktem, kończąc tym samym głośną debatę o kamizelkach kuloodpornych dla informatyków.
Biurowiec na linii ognia
Jeszcze do niedawna budynek w dzielnicy Saint-Mauront miał być symbolem rewitalizacji i nowoczesności. Jednak rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany. Obiekt, w którym pracuje ponad tysiąc osób, znalazł się w samym centrum wojny gangów narkotykowych. Ewakuacja pracowników Orange nie jest decyzją pochopną, lecz skutkiem wielomiesięcznego terroru. Pracownicy techniczni i biurowi, zamiast skupiać się na cyfryzacji Francji, musieli uważać na zabłąkane kule. Pociski regularnie trafiały w elewację, a nawet wybijały szyby w oknach, co wywołało paraliżujący strach wśród załogi.
Kamizelki kuloodporne? Pomysł z bezsilności
Zanim zapadła decyzja o wyprowadzce, pojawił się pomysł, który wstrząsnął francuską opinią publiczną. Ponieważ zagrożenie życia było realne, rozważano wyposażenie pracowników w kamizelki kuloodporne. Chociaż brzmi to jak absurd, dla ludzi przebywających w „witrynie Babel” (tak nazywa się budynek) była to ponura codzienność. Związki zawodowe i media szybko nagłośniły sprawę, pytając retorycznie, czy tak ma wyglądać praca w biurze w XXI wieku. W rezultacie zarząd firmy zrozumiał, że pancerz nie jest rozwiązaniem problemu systemowego braku bezpieczeństwa.

Decyzja o ucieczce: 300 osób zmienia lokalizację
Firma powiedziała ostatecznie „dość”. Dlatego kierownictwo Orange ogłosiło plan relokacji. Jak podaje stacja Europe 1, natychmiastowa przeprowadzka dotyczy około 300 pracowników. Są to osoby, które pracowały na parterze oraz w najbardziej eksponowanych częściach budynku, bezpośrednio narażonych na ostrzał z ulicy. Co więcej, pracownicy masowo korzystali z przysługującego im prawa do odmowy pracy w warunkach zagrożenia (tzw. droit de retrait), co w praktyce paraliżowało funkcjonowanie oddziału.
Porażka państwa w walce z narkobiznesem
To wydarzenie ma wymiar symboliczny. Zatem wycofanie się tak dużego gracza z dzielnicy jest jasnym sygnałem: państwo straciło kontrolę nad częścią swojego terytorium.
Ewakuacja pracowników Orange to nie tylko logistyczna operacja przenoszenia biurek i komputerów.
To dowód na to, że w starciu z bezwzględnymi handlarzami narkotyków, legalny biznes musi ustąpić pola. Marsylia staje przed pytaniem, jak daleko posuną się strefy bezprawia, skoro nawet wielkie korporacje muszą uciekać, by chronić życie swoich ludzi.