Kontrola NIK: 6 najważniejszych zarzutów wobec budowy CPK

Po k

prze

CPK, wiz.

Najwyższa Izba Kontroli przeanalizowała stan projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego i opisała nieprawidłowości w powstawaniu inwestycji. Przedstawiamy najważniejsze z nich.

Rząd podjął decyzję o budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego w 2017 roku. Najważniejsze założenia projektu zostały określone w dokumencie „Koncepcja przygotowania i realizacji inwestycji Port Solidarność – Centralny Port Komunikacyjny dla Rzeczypospolitej Polskiej”, który w listopadzie 2017 r. przyjęła Rada Ministrów.

Koncepcja CPK przewidywała podział inwestycji na trzy komponenty: lotniskowy, drogowy i kolejowy. Za projekt od początku była odpowiedzialna powołana do tego spółka CPK Sp. z o.o. i pełnomocnik rządu ds. CPK (do listopada 2019 był nim Mikołaj Wild, który obecnie jest prezesem spółki; funkcję pełnomocnika pełni teraz Marcin Horała).

Lotnisko miałoby być zlokalizowane na terenie trzech gmin: Baranów, Teresin i Wiskitki, na trasie między Łodzią a Warszawą. Wstępną lokalizację projektu poznaliśmy jednak dopiero pod koniec 2021 roku. Władze spółki CPK jako datę otwarcia portu wyznaczyły 2027 rok, co jednak jest stale podawane w wątpliwość przez osoby związane z branżą.

W projekcie nadal jest wiele niewiadomych, którym przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli. W najnowszej publikacji instytucja sprawdziła, czy stan przygotowania do budowy, którym kierował pełnomocnik rządu ds. CPK przy pomocy spółki, był zgodny z założeniami.

NIK w swojej analizie wykazał następujące błędy i niedociągnięcia.

1. Projekt już na starcie ma opóźnienie

NIK wskazuje, że przy tym tempie prac, zakończenie budowy lotniska do końca 2027 roku jest zagrożone. Harmonogram realizacji CPK miał ogólnikowy charakter i wskazywał niemożliwe do dotrzymania terminy realizacji poszczególnych zadań – czytamy w raporcie.

Przykładowo: Plan Wieloletni dla lotniska miał zostać uchwalony w ciągu pięciu miesięcy od przyjęcia Koncepcji. Tak się jednak nie stało, a konsultacje i zmiany projektu sprawiły, że został uchwalony dopiero pod koniec 2020 roku.

W wyniku nierzetelnego planowania etapu przygotowawczego w Koncepcji CPK, poszczególne zadania zostały zrealizowane z opóźnieniem – sięgającym nawet 2,5 roku – w stosunku do przyjętych założeń, podaje NIK.

2. Nie wiadomo, jaki będzie koszt CPK

Nie są znane źródła finansowania wszystkich przedsięwzięć, związanych z budową CPK – podaje NIK. Zwraca jednak uwagę, że do końca etapu przygotowawczego, czyli do 2023 roku, wszystkie realizowane zadania miały zabezpieczone środki finansowe, do kwoty 9,23 mld zł.

Co potem? Od roku 2023, czyli wtedy, gdy według spółki CPK rozpoczną się prace budowlane, planowane jest długoterminowe finansowanie dłużne, co jednak wymaga precyzji w określeniu potrzeb inwestycji.

NIK podaje, że długoterminowe koszty inwestycji, takie jak rozbudowa sieci kolei, zostały oszacowane w roku 2017. Przy obecnej inflacji i wzroście kosztów pracy, a także cen materiałów budowlanych, szacunkowe koszty rozbudowy krajowej sieci kolejowej mogą już być nieaktualne.

Z raportu wynika, że w koncepcji CPK nie zostały podane pełne wydatki na komponent kolejowy, jak również nie wskazano, który z podmiotów – CPK czy PKP PLK – będzie realizował tę inwestycję.

3. Nie przedstawiono pełnego uzasadnienia finansowego dla budowy CPK

Zdaniem NIK, spółka odpowiedzialna za budowę CPK nie opublikowała w swojej koncepcji m. in. harmonogramu związanego z powstawaniem kosztów i korzyści czy oszacowania zysków i strat.

Podjęcie ostatecznej decyzji o budowie CPK powinno być zdaniem NIK uzależnione od uzasadnienia ekonomicznego, czego wymagała obowiązująca wówczas Strategia rozwoju transportu do 2020 roku (z perspektywą do 2030 roku). Zamiast tego stało się odwrotnie – to minister infrastruktury dążył do tego, żeby założenia CPK zostały uwzględnione w strategicznych dokumentach dot. transportu.

4. Brak Podprogramu dot. komponentu drogowego

Po dziś dzień nie został także utworzony Podprogram, odpowiadający komponentowi drogowemu, a inwestycje drogowe do CPK są realizowane samodzielnie przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Jednak, jak zaznacza NIK, spółka CPK konsultuje się obecnie z GDDKiA jedynie w sprawie dwóch inwestycji drogowych.

5. Brak decyzji co do przyszłości Lotniska Chopina

Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze” (PPL), zarządca większości lotnisk w Polsce, rozpoczęło dostosowanie Lotniska Chopina oraz powstającego Lotniska w Radomiu do Koncepcji CPK.

Nie została jednak zaktualizowana ani strategia PPL, ani Plan Generalny Lotniska Chopina. Powód? Nadal nie wiadomo, w jakim kształcie będzie funkcjonowało stołeczne Okęcie po uruchomieniu CPK, a PPL nie otrzymało w tej sprawie żadnych wskazań od Ministra Infrastruktury.

6. Zbyt duże wydatki na zatrudnienie w spółce

Do końca 2020 roku nakłady na CPK wyniosły 96,5 mln zł. W spółce pracowało wówczas ok. 250 osób, jednak do końca 2021 roku firma planowała zwiększyć zatrudnienie do 580 osób. NIK obawia się, że stan zatrudnienia kadry merytorycznej w CPK może być niewspółmierny do potrzeb.

Stan zatrudnienia powinien wynikać z rzetelnej analizy potrzeb w zakresie zasobów ludzkich. Brak takiej analizy może powodować nieuzasadniony wzrost kosztów wynikający z dublowania niektórych zadań oraz nadmiernego zatrudnienia w sytuacji zlecania usług podmiotom zewnętrznym – czytamy w raporcie.

Czytaj również więcej tekstów na temat CPK:

CPK: „To musi być straszny przekręt”. 20 wsi pójdzie pod nóż, choć budowa mija się z celem.

Miało być lotnisko za 30 mld, będzie za 200 mld zł.

Mieszkańcy Baranowa są pewni, że za budową lotniska musi stać jakiś przekręt. Bo jak wytłumaczyć to, że przy tylu kontrargumentach i tak dużym oporze społecznym, CPK nadal upiera się przy tej lokalizacji.

A powodów, żeby nie budować lotniska jest bez liku. Bo nie dość, że będzie nas ono kosztować grube miliardy, to nie obsłuży więcej pasażerów niż Okęcie. Do tego tysiącom ludzi zabierze dorobek życia…

Budowa CPK zniszczy 20 wsi

16 grudnia 2021 roku wiceminister infrastruktury Marcin Horała przedstawił dokładne umiejscowienie Centralnego Portu Komunikacyjnego. Ma ono powstać niedaleko miejscowości Baranów ok. 50 km od Warszawy i 100 km od Łodzi. Jego budowa zajmie 41 km kw i obejmie 20 miejscowości. Część z nich, jak Skrzelew, Buszyce, Podoryszew, Duninopol, Podbuszyce, Stara Wieś czy  Maurycew całkiem znikną z mapy. 

Fora ze dwora. Bez konkretów, bez ustaleń

Na wywłaszczanym terenie znajduje się ok. 3,8 tys. działek z ok. 520 budynkami mieszkalnymi. To oczywiście dla ich właścicieli prawdziwy cios. Wielu z nich od lat prowadzi tam gospodarstwa (są rodziny, które gospodarują tu od 1860 roku i wcześniej), mają poczynione wielomilionowe inwestycje jak kurniki czy obory i kredyty do spłacenia. Budowa portu wiąże się więc z likwidacją ich miejsc pracy. A zarząd CPK do tej pory nie przedstawił im warunków wysiedlenia, nie ma żadnych konkretów. Nie wiedzą, za jaką cenę ma być wykupowana ich ziemia i co mieliby robić po wywłaszczeniu, skoro utracą gospodarstwa. Dlatego znakomita większość nie chce się zgodzić na żadne wywłaszczanie i zapowiada, że po dobroci ziemi nie odda.

– W moim przypadku pod lotnisko miałoby pójść 66 ha z ponad 100 ha, jakie uprawiam oraz wszystkie zabudowania. Te pozostałe ponad 30 ha też nie są bezpieczne, bo przecież w kolejnych fazach powstania CPK będą następne wysiedlenia, m.in. pod kolej, autostrady. A ja już teraz odczuwam przykre skutki tej inwestycji. Otóż kilka lat temu zaczęliśmy rozbudowę gospodarstwa. Miał powstać silos na 2 tysiące ton, suszarnia na ok. 200 ton na dobę, druga waga, profesjonalne laboratorium do zbóż i wiata. Dokumentację pod tę inwestycję przygotowaliśmy przez dwa lata, postaraliśmy się też o unijne dotacje. Zostało nam tylko podpisanie umowy z ARiMR. Ale musiałem się z tego wycofać po tym, jak w 2019 roku okazało się zobowiązania wywłaszczanych rolników będzie przejmować nie rząd, jak było to obiecywane, a spółka, która może w każdej chwili się rozwiązać –  wyjaśnia nam Kamil Szymańczak, reprezentant rolników z Baranowa w Społecznej Radzie ds. CPK. I dodaje, że oliwy do ognia w całym sporze między wysiedlanymi ludźmi a CPK dolewa sama spółka, bo w jej planach i raportach jest wiele nieścisłości, a zarząd zamiast uspokajać nastroje mieszkańców, tylko je podsyca swoją arogancją.

– Tu absurd goni absurd. Powodów, dla których lotnisko w ogóle nie powinno powstać jest wiele, niejasności i nonsensów jeszcze więcej – mówi rolnik i wymienia je po kolei.

Miało być lotnisko za 30 mld, będzie za 200 mld zł. Albo i za więcej. Koszty rosną z roku na rok, choć budowa nawet nie ruszyła.

Po pierwsze, jak zaznacza Szymańczak, jeszcze w 2019 roku koszty związane z realizacją inwestycji szacowane były na poziomie ok. 30-35 mld zł. Dziś rachunek ten urósł już do ponad 200 mld zł. I pewnie będzie rósł dalej. Taka kwota daje do myślenia i zastanowienia się, czy w ogóle warto budować lotnisko za tak gigantyczne pieniądze w dobie pandemii koronawirusa i kiepskich prognoz dla branży lotniczej.

– Mało tego, wszelkie raporty, które wypływają do opinii publicznej, potwierdzające opłacalność inwestycji, zostały opracowane na podstawie danych dostarczonych przez spółkę CPK.  Nie wiadomo więc, na ile one są prawdziwe, bo nie są przez żadnego analityka zweryfikowane. Ale wiadomo, że przy takich kosztach i wątpliwych przepływach pasażerów inwestycja nigdy się nie zwróci – wyjaśnia.

Pod lotnisko potrzeba dużo więcej terenów niż twierdzi CPK

Po drugie, według informacji przedstawionych przez CPK, lotnisko ma zająć ok. 41 km kw.

Jak wyjaśnia Kamil Szymańczak, tereny wysiedleń będą wielokrotnie większe. Wystarczy to policzyć. Na lotnisko i infrastrukturę jest przewidziane 7500 ha, 1800 km na koleje i 300 km na autostradę. To daje minimum 28500 ha. I na te kolejne wysiedlenia też trzeba będzie znaleźć pieniądze. To znowu podniesie koszty budowy lotniska.

Pasażerów będzie pięć razy mniej niż zakładał CPK

Po trzecie, lotnisko w Baranowie miało obsłużyć nawet 100 mln pasażerów rocznie. Z najnowszych analiz, na które powołuje się Szymańczak, wynika jednak, że będzie to 20-22 mln osób. Czyli niemal tyle, ile przed pandemią obsługiwało lotnisko Chopina w Warszawie. 

Zresztą Marcin Horała, wiceminister infrastruktury i pełnomocnik rządu, ds. CPK przyznał kilka miesięcy temu, że pasażerów będzie rzeczywiście dużo mniej niż pierwotnie zakładano. 

Poza tym sam rząd w projekcie „Polityki rozwoju lotnictwa cywilnego do 2040 r.” wskazał prognozy, które podważają sens budowy CPK. Okazało się, że jeśli powstanie CPK to w 2040 roku liczba pasażerów zwiększy się o 3 mln w porównaniu do wariantu „bez CPK”. Autorzy raportu podkreślają też, że bez nowego lotniska przesiadkowego szybciej przyrastałby ruch w portach regionalnych położonych poza Mazowszem. W 2030 r. miałyby obsłużyć 41 mln pasażerów, a w wariancie „z CPK” o ok. 7 mln osób mniej. 

„Pociągami będzie wożone powietrze” 

Po czwarte, jak zauważa Szymańczak, z planowanych połączeń kolejowych też nie skorzysta tak duża liczba podróżnych, jak zakłada CPK. Według wyliczeń spółki miałoby to być 120 mln osób rocznie.

 – Pociągami na 12 trasach kolejowych będzie wożone powietrze. Nie ma szans, by skorzystało z nich aż 120 mln ludzi, bo połączenia są zaplanowane kompletnie bez sensu, tylko i wyłącznie w celach propagandowych – zaznacza Szymańczak. 

Najlepsze grunty rolne w Polsce pójdą pod lotnisko

Po piąte, lotnisko ma powstać na jednych z najlepszych gruntów rolnych w Polsce. Z danych gmin z podatku rolnego wynika, że 70 proc. gruntów zarezerwowanych pod inwestycję są to klasy bardzo dobre i dobre do 4a. 

– W kraju tego typu gruntów jest 8 proc. – wyjaśnia Szymańczak.

I dodaje, że w tej sytuacji lotnisko można by wybudować w branej już pod uwagę innej lokalizacji, czyli we Mszczonowie lub rozbudować Modlin, który niestety nie jest politycznie zgodny z obecną władzą.

–  Tam ziemia nie jest urodzajna, a mieszkańcy chcą takiej inwestycji. Ze względów lokalizacyjnych przesunięcie lotniska o te 15 km jest bardzo proste do wykonania, o ile oczywiście ten projekt faktycznie jest opłacalny – zaznacza Szymańczak. 

CPK pozyskał na razie 10 ha ziemi. Program dobrowolnych nabyć okazał się porażką

Po szóste, CPK w programie dobrowolnych nabyć pozyskała do tej pory jedynie 10 ha ziemi. Jak wyjaśnia Szymańczak, nieprawdziwe są dane spółki, że w ubiegłym roku z programu skorzystało 200 właścicieli nieruchomości. Z jego informacji wynika, że było to najwyżej 30 osób. Negocjacje z nimi zaowocowały jedynie dwoma transakcjami, w wyniku których CPK kupił 10 ha ziemi.

– Z tego jedna działka nie ma dostępu do drogi publicznej. Ale o tej porażce władze spółki nie powiedzą przecież społeczeństwu – zaznacza Szymańczak. 

I dodaje, że dobrowolność sprzedaży ziemi CPK wcale dobrowolna nie jest, bo spółka ma prawo pierwokupu. W związku z tym jeśli właściciel chciałby sprzedać swoją ziemię komuś innemu, to nie ma szans tego zrobić. W najgorszej sytuacji są osoby, które tuż przed wejściem w życie przepisów o pierwokupie przez CPK podpisały umowy przyrzeczenia sprzedaży ziemi z innymi nabywcami, oferującymi im ok. 150 zł za mkw, czyli 1,5 mln za ha. 

– To bardzo dobra cena, której CPK niestety nie zapłaci, bo nawet nie odpowiedział właścicielom nieruchomości, czy chce skorzystać z prawa pierwokupu. Ale być może specjalnie trzyma ludzi w niepewności. Nie jest to już więc żadna dobrowolność, a psychiczne nękanie, bo właściciele ziemi nie wiedzą, czy dostaną 1,5 mln za ha, czy będą musieli obejść smakiem i zgodzić się na skandalicznie niskie stawki oferowane przez CPK – zaznacza Szymańczak.

Poza tym rolnik zastanawia się, jak to jest możliwe, że spółka kupuje grunty rolne skoro ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego wyraźnie mówi, że ziemię rolną może nabyć jedynie rolnik. 

CPK nie umie liczyć? Do wysiedlenia jest więcej ludzi niż mówi spółka

Po siódme, mieszkańcom Baranowa nie zgadzają się wyliczenia CPK, mówiące o tym, że do wysiedlenia jest „tylko 1000 osób”. Szymańczak zauważa, że w oficjalnych dokumentach spółka podaje, że wywłaszczonych ma być 520 budynków mieszkalnych. A więc ten tysiąc osób jest zdaniem rolnika mocno wątpliwy, skoro w domach na wsi mieszka po 4-6 osób, gdyż w większości przypadków są one wielopokoleniowe. W samym Skrzelewie jest około 200 osób.

Awantura o lotnisko. Wild zlekceważył mieszkańców Baranowa

Po ósme, jak twierdzi Szymańczak, CPK rozgrywa ludzi z premedytacją. 

– To, co spółka zrobiła 16 grudnia podczas spotkania z mieszkańcami gminy Baranów, zrobiła umyślnie, bo jej przedstawicielom zależało na tym, by wybuchła awantura.  Chcieli by coś się zadziało, by doszło do zerwania konsultacji, których tak naprawdę nigdy nie było. Przecież Wild nie przyjechał do nas 16 grudnia 2021 r. chociaż jego przyjazd był potwierdzany jeszcze 14 grudnia na BIP-ach urzędów gmin i te informacje na BIP-ach nadal są. Horała był tylko raz! – oburza się Szymańczak. 

Przypomnijmy, że w połowie grudnia odbyło się spotkanie mieszkańców gminy Baranów z przedstawicielami Centralnego Portu Komunikacyjnego. Doszło na nim do potężnej awantury, bo rolnicy wraz z Michałem Kołodziejczakiem z AgroUnii bezskutecznie domagali się informacji, ile pieniędzy dostaną za swoją ziemię i jakie miejscowości zostaną wywłaszczone w toku całej inwestycji. Pracownicy CPK nie odpowiedzieli na te pytania.

Po zerwanych rozmowach CPK wydał oświadczenie, że to działacze Agrounii uniemożliwili mieszkańcom zapoznanie się z informacjami przygotowanym przez spółkę. 

– Pracownicy CPK mieli w planach, zgodnie z ustaloną agendą, omówienie preferowanego obszaru lokalizacji wraz z wariantami alternatywnymi, a także Programu Dobrowolnych Nabyć czy kwestii hydrologicznych. Niestety, nie było to możliwe, a zachowanie protestujących przekroczyło dopuszczalne granice. Pracownicy CPK byli wyzywani, obrzuceni m.in. jajkami, a z kół ich samochodów spuszczono powietrze, co stanowiło zagrożenie dla zdrowia i życia – oświadczył zarząd CPK. 

Z tymi zarzutami oczywiście nie zgadzają się mieszkańcy gminy Baranów. Jak wyjaśnia Szymańczak, oskarżenia są bezpodstawne, zwłaszcza że na filmach nagrywanych przez uczestników spotkania widać, jak przedstawiciele spółki spokojnie odjeżdżają ze spotkania samochodami, które mają napompowane opony.

– Oficjalna agenda z 14 grudnia obejmowała przedstawienie przez Pana Wilda jedynie preferowanej lokalizacji, oraz przedstawienia zasobów wodnych terenu, nie było tam żadnych innych zaplanowanych kwestii do omówienia przez CPK. Władze CPK boją się do nas przyjeżdżać, ale ludzi skłócają nadal – mówi Szymańczak.

5 zł za metr najlepszej ziemi, grosze za budynki, przeprowadzka na własny koszt. Tak CPK chce okraść wysiedlanych?

I po dziewiąte, pieniądze, jakie CPK oferuje za wykup ziem, zupełnie nie zadowalają mieszkańców. Ma to być 5 zł za mkw. A przecież ziemia rolna w tamtym regionie jest dużo droższa. To dlaczego wywłaszczeni rolnicy mają zostać niesprawiedliwie potraktowani?

– 50 tys. za ha ziemi rolnej to rażąco niska cena. Wystarczy spojrzeć na dane z oficjalnego przetargu za ziemię rolną będącą własnością Urzędu Gminy w Teresinie. Została sprzedana na cele rolnicze za 200 tys. zł/ha – wylicza Szymańczak. 

Mało tego. Okazuje się, że wyceniane przy wywłaszczaniu budynki będą podlegać amortyzacji. Więc Szymańczak za swoją 40-letnię oborę przerobioną na magazyn dostanie 20 proc. wartości. 

– I CPK nie interesuje, że budynek był kilkukrotnie remontowany, a w środku obecnie znajduje się warsztat z pełnym wyposażeniem i magazyn z elektroniką – mówi rolnik. I dodaje, że te wszystkie urządzenia ich właściciele będą musieli wywieźć na własny koszt. Co, biorąc pod uwagę rozmiary sprzętu, tanie nie będzie. Podobnie jak tanie nie będzie przeniesienie np. stada liczącego łącznie 200 opasów i krów dojnych wysokowydajnych, które ma sąsiad pana Kamila.  

– Niestety, odszkodowania proponowane przez CPK nie uwzględniają kosztów przeprowadzki. Nikt nie pomoże rolnikom znaleźć ziemi np. pod budowę obory, kurników czy biogazowni. Przecież to są inwestycje, na które okoliczni mieszkańcy się nie chcą się godzić, tym bardziej obcej osobie. Nie mówiąc już o tym, że wyrywa się ludzi, którzy w tym miejscu żyją z dziada pradziada, którzy tu mają swoje rodziny, którzy zżyli się z sąsiadami – zaznacza Szymańczak. 

Budowa CPK to przekręt stulecia?

Mieszkańcy Baranowa przypuszczają, że za budową lotniska musi stać jakiś przekręt. Nie widzą innego powodu, dla którego przy tylu kontrargumentach i tak dużym oporze społecznym, CPK nadal upiera się przy tej lokalizacji.

– Pojawiła się oficjalna informacja, że będzie to lotnisko cywilno-wojskowe, dodatkowo z przeznaczeniem na CARGO, czyli czysta komercja. Nie wykluczamy też, że ktoś wziął już grubą kasę związaną z lokalizacją lotniska w Baranowie, więc co by się nie działo, lotnisko ma być tu, choćby nie miało to najmniejszego sensu – wyjaśnia Szymańczak. 

Mieszkańcy oburzają się też, że spółka CPK nie przedstawiła do tej pory żadnych sensownych oraz wiarygodnych opracowanych przez niezależne instytucje argumentów potwierdzających konieczność budowy lotniska w tej lokalizacji. Zresztą swojego czasu PAN Polska Akademia Nauk krytykowała otwarcie plany CPK odnośnie zagrożenia dla policentrycznego i zrównoważonego rozwoju Polski. Naukowcy dostrzegli też zagrożenie efektywności inwestycji kolejowych oraz zwiększony i trudny w ostatecznej ocenie wpływ na środowisko naturalne. W raporcie podkreślili znaczne pominięcie międzynarodowych połączeń kolejowych i niedowartościowanie koniecznych inwestycji drogowych i innych. Wytknęli także zakwestionowanie wcześniej wypracowanych rozwiązań i brak wykorzystania krajowych zasobów badawczych i eksperckich.

Mieliście 4 lata, tylko i aż 4 lata i nie przedstawiliście żadnych uzasadnionych analiz ekonomicznych, usytuowania lotniska, decyzji środowiskowych które potwierdzają zasadność budowy CPK na najlepszych gruntach na Mazowszu, gruntach które są prawnie chronione i przeznaczone pod produkcje rolną,  tym bardziej że panująca drożyzna na materiały budowlane, rosnąca i nie wyhamowana inflacja spowodowana rozdawnictwem i pompowaniem pustego papieru pochłonie w następnych latach krocie publicznych pieniędzy oddanych Koreańczykom czy komu innemu – ocenia Kamil Mitrowski, jeden z mieszkańców  terenu zarezerwowanego pod CPK.

Pierwsza łopata pod budowę lotniska już w tym roku?

Zgodnie z planami rządzących już w tym roku mają ruszyć przymusowe wywłaszczenia. Na początku stycznia spółka Centralny Port Komunikacyjny otworzyła przetarg na przeprowadzenie robót przygotowawczych na terenie przyszłego lotniska.

Kamila Szałaj 13.01.2022r. https://www.tygodnik-rolniczy.pl/articles/aktualnosci_/musi-byc-straszny-przekret-20-wsi-pojdzie-pod-noz-choc-budowa-cpk-mija-sie-z-celem/

Wojna o mega-lotnisko w Baranowie. „Przystawili ludziom pistolet do głowy”

Mieszkańcy kompletnie stracili poczucie bezpieczeństwa. Nie rozumieją, dlaczego muszą złożyć na ołtarzu tej gigantycznej inwestycji całe swoje życie. Wielu z tych rolników po prostu sobie nie poradzi. No bo jak ludzie po 70-tce mają od nowa organizować swoje życie w nowym miejscu? Jak mają się zabrać za budowę nowego domu? – mówi w rozmowie z Onetem Robert Pindor, zastępca szefa niezależnej od rządu rady społecznej przy Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Budowa lotniska ma ruszyć za dwa lata.

Nikt tu tej inwestycji nie chciał. Ani mieszkańcy, ani samorządy. Ona jest robiona wbrew lokalnym środowiskom. Dobra lokalizacja byłaby tam, gdzie ludzie by o nią zabiegali. Były takie miejsca, np. Mszczonów, Babsk, kiedyś Sochaczew – mówi Robert Pindor

  • Członek rady społecznej przy CPK przekonuje, że od 2017 r., kiedy rząd zdecydował o budowie portu, nikt nie chciał prowadzić realnego dialogu z mieszkańcami terenów, na których lotnisko ma powstać
  • – Poświęcamy 1/3 rocznych wydatków państwa, pożyczając de facto od naszych dzieci, wyrzucając ludzi z domów i nie mamy pewności, czy to jest potrzebne. Cofamy się do państwa dogmatycznego, jakim było PRL, które z góry wie, co jest dobre i potrzebne ludziom – dodaje’

Kamil Dziubka: Wywłaszczą pana?

Robert Pindor: Z domu, w którym mieszkam, raczej nie. Ale niedaleko mam jeszcze jedną nieruchomość, która częściowo ma się znaleźć w granicach lotniska. Nie wykluczam, że tak czy inaczej będę musiał się wyprowadzić, bo strefa nalotu ma być niedaleko. Trudno będzie wytrzymać ten huk. Ta uciążliwość spotka kilka tysięcy nieświadomych osób, również z miejscowości leżących poza obszarem planowanego CPK.

Czasu na decyzję dużo panu nie zostało. Rząd utrzymuje, że pierwsza łopata pod budowę CPK będzie wbita w ziemię w 2023 r.

Ona będzie wbita co najwyżej w doniczce na balkonie, albo w ogródku w Alejach Ujazdowskich. Do 2023 r. spółka budująca lotnisko nie dostanie tych nieruchomości. Nie ma na to żadnych szans. Jeśli ktoś mówi, że za 1,5 roku ruszy budowa, to moim zdaniem jest niepoważny. Może się to stanie dwa lata później. Mówić można bezkarnie wiele rzeczy, ale na razie to jest wyłącznie propaganda sukcesu.

Jeden z tutejszych rolników na niedawnym spotkaniu z oficjelami z CPK powiedział: „Wysadzi nas stąd tylko trotyl”.

Zegar tyka, ludzie mają świadomość, że mogą zostać wywłaszczeni i ten moment się zbliża. Tymczasem inwestor nie przejmuje tym, że nie ma rozwiązań i mechanizmów prawnych, które zabezpieczą interes wywłaszczanych. Nie ma zastępczych wiosek, nie ma metody sprawiedliwej wyceny ziemi, którą mieszkańcy mają opuścić.

Ludzie nie wiedzą, ile dostaną pieniędzy za swoje nieruchomości. Co więcej, trwają prace nad nowelizacją ustawy o gospodarce nieruchomościami, która ma pozwolić na jak najniższą wycenę ziemi przed wywłaszczeniem.

  • – Nikt tu tej inwestycji nie chciał. Ani mieszkańcy, ani samorządy. Ona jest robiona wbrew lokalnym środowiskom. Dobra lokalizacja byłaby tam, gdzie ludzie by o nią zabiegali. Były takie miejsca, np. Mszczonów, Babsk, kiedyś Sochaczew – mówi Robert Pindor
  • Członek rady społecznej przy CPK przekonuje, że od 2017 r., kiedy rząd zdecydował o budowie portu, nikt nie chciał prowadzić realnego dialogu z mieszkańcami terenów, na których lotnisko ma powstać
  • – Poświęcamy 1/3 rocznych wydatków państwa, pożyczając de facto od naszych dzieci, wyrzucając ludzi z domów i nie mamy pewności, czy to jest potrzebne. Cofamy się do państwa dogmatycznego, jakim było PRL, które z góry wie, co jest dobre i potrzebne ludziom – dodaje nasz rozmówca

Kamil Dziubka: Wywłaszczą pana?

Robert Pindor: Z domu, w którym mieszkam, raczej nie. Ale niedaleko mam jeszcze jedną nieruchomość, która częściowo ma się znaleźć w granicach lotniska. Nie wykluczam, że tak czy inaczej będę musiał się wyprowadzić, bo strefa nalotu ma być niedaleko. Trudno będzie wytrzymać ten huk. Ta uciążliwość spotka kilka tysięcy nieświadomych osób, również z miejscowości leżących poza obszarem planowanego CPK.

Czasu na decyzję dużo panu nie zostało. Rząd utrzymuje, że pierwsza łopata pod budowę CPK będzie wbita w ziemię w 2023 r.

Ona będzie wbita co najwyżej w doniczce na balkonie, albo w ogródku w Alejach Ujazdowskich. Do 2023 r. spółka budująca lotnisko nie dostanie tych nieruchomości. Nie ma na to żadnych szans. Jeśli ktoś mówi, że za 1,5 roku ruszy budowa, to moim zdaniem jest niepoważny. Może się to stanie dwa lata później. Mówić można bezkarnie wiele rzeczy, ale na razie to jest wyłącznie propaganda sukcesu.

Jeden z tutejszych rolników na niedawnym spotkaniu z oficjelami z CPK powiedział: „Wysadzi nas stąd tylko trotyl”.

Zegar tyka, ludzie mają świadomość, że mogą zostać wywłaszczeni i ten moment się zbliża. Tymczasem inwestor nie przejmuje tym, że nie ma rozwiązań i mechanizmów prawnych, które zabezpieczą interes wywłaszczanych. Nie ma zastępczych wiosek, nie ma metody sprawiedliwej wyceny ziemi, którą mieszkańcy mają opuścić.

Ludzie nie wiedzą, ile dostaną pieniędzy za swoje nieruchomości. Co więcej, trwają prace nad nowelizacją ustawy o gospodarce nieruchomościami, która ma pozwolić na jak najniższą wycenę ziemi przed wywłaszczeniem.

Minister Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. budowy CPK, mówił niedawno, że ludzie chcą tu za dużo pieniędzy za ziemię. Więcej niż może dać spółka publiczna, jaką jest Centralny Port Komunikacyjny.

Obszar między Łodzią a Warszawą to są bardzo atrakcyjne tereny inwestycyjne. Tu się dużo buduje i ceny ziemi wynoszą tu 100-200 zł za metr. Jeśli teraz ktoś przychodzi i mówi, że będzie się kierował cenami transakcji sprzed sześciu, siedmiu lat, na dodatek dotyczącymi nieruchomości rolnych, to to nie są uczciwe warunki.

Ziemia rolna jest tańsza, to oczywiste.

I może ją kupić rolnik tylko z tej konkretnej gminy, co dodatkowo obniża cenę. Poza tym w ostatnich latach w Baranowie i okolicach właściwie nic się nie kupuje, bo ma być lotnisko. Rynek został tu zamrożony, bo ludzie boją się podjąć jakąkolwiek decyzję.

Dlaczego więc mają się kierować cenami sprzed lat, skoro to była zupełnie inna epoka, jeśli chodzi o nieruchomości w Polsce? A jeszcze jak słyszą, że żona premiera Morawieckiego sprzedała właśnie działkę pod Wrocławiem…

I nieźle na tym zarobiła.

Ok. 100 zł za metr, bo jest tam potencjał inwestycyjny. A tutaj urzędnicy proponują ludziom np. kilkanaście złotych na równie atrakcyjnym terenie. To jest oburzające. Nikt się na to nie zgodzi, bo wie, że za takie pieniądze nie odtworzy w innym miejscu ani swojego gospodarstwa, ani domu. Tym ludziom stanie się krzywda. Powiem więcej, gdyby pan chciał ode mnie teraz kupić moją ziemię, to spółka CPK może przejąć naszą umowę.

Jak to?

Takie uprawnienia daje jej specustawa. Moglibyśmy się umówić np. na cenę 50 zł za metr, ale CPK miałoby prawo obniżyć ją do 20 zł. To wszystko jest robione po to, by ludzie pozbyli się sami swoich domów. Po prostu przychodzi rząd i mówi: „Sprzedajcie nam teraz tanio, bo za rok was wywłaszczymy i dostaniecie jeszcze mniej”.

Wielu z tych rolników po prostu sobie nie poradzi. No bo jak ludzie po 70-tce mają od nowa organizować swoje życie w nowym miejscu? Jak mają się zabrać za budowę nowego domu? Dla nich miała być wioska zastępcza, ale poza obietnicami, nic nie dostali.

Zabiorą domy, zostawią kościoły

Minister Horała mówi, że 200 osób zgłosiło się do programu dobrowolnych wykupów ziemi.

Ale realnie tylko kilka osób sprzedało swoje domy i pola. Program trwa już ponad rok. Spółka CPK kupiła w tym czasie ok. 10 hektarów. Pan minister mówi o 200 osobach, ale być może chodzi o 200 nieruchomości, a to różnica.

Znam osoby, które mają np. 20 nieruchomości, więc w praktyce liczba chętnych może być o wiele mniejsza, niż przekonuje rząd. Zresztą większość osób, które zgłosiły swój akces do tego programu, nie jest zainteresowana sprzedażą, tylko wyceną. Chcą wiedzieć, ile państwo chce im zaoferować.

Ktoś jednak sprzedaje.

To ci, których nieruchomości nie są atrakcyjne, bo np. nie mają drogi dojazdowej. Albo ci, którzy już tu nie mieszkają, a ich domy stoją puste. Znam takich ludzi. Generalnie jednak program idzie bardzo źle. Do tej pory spółka CPK nie wykupiła nawet 1 proc. potrzebnych terenów. Rolnicy, którzy uprawiają ziemię, nie chcą jej sprzedawać.

Marcin Horała i prezes spółki CPK Mikołaj Wild przedstawili kilka dni temu na konferencji w Warszawie plany, o których mówią, że jest to docelowa lokalizacja obiektu. To ostateczna wersja?

Nie. To jest tzw. preferowany wariant inwestorski, czyli lokalizacja, która prawdopodobnie się nie zmieni, albo zmieni się minimalnie. O ile decyzja środowiskowa nie naniesie tu poprawek. Mogą być przesunięcia np. dotyczące pasa startowego o kilka stopni. Przy pasie o długości czterech kilometrów może to mieć jednak duże znaczenie.

Kiedy się o tych planach dowiedzieliście?

Dobę wcześniej. I to przez przypadek, bo niektórzy kurierzy, którzy mieli dostarczyć dokumenty mieszkańcom Baranowa i okolic, zrobili to za wcześnie. W ten sposób plany, które miały być omawiane na spotkaniu pracowników CPK z mieszkańcami, wyciekły do sieci kilkadziesiąt godzin wcześniej.

A wy jako rada społeczna znaliście te plany przed mieszkańcami?

Nie. Znaliśmy oczywiście możliwe warianty. Na pewno ta opcja, na którą padł wybór, jest najmniej zła.

Co to znaczy?

Najmniej zła, bo tam nie ma dobrych wariantów. Nikt tu tej inwestycji nie chciał. Ani mieszkańcy, ani samorządy. Ona jest robiona wbrew lokalnym środowiskom. Dobra lokalizacja byłaby tam, gdzie ludzie by o nią zabiegali. Były takie miejsca, np. Mszczonów, Babsk, kiedyś Sochaczew.

A gdyby pan miał powiedzieć coś dobrego?

Chyba tylko to, że nie wywłaszczą kościołów, cmentarzy i budynków użyteczności publicznej.

Zabiegaliście o to?

Tak. Wielokrotnie i przy każdej możliwej okazji powtarzaliśmy, że koszty społeczne przeniesienia świątyni, cmentarza, urzędu gminy, czy szkoły byłyby olbrzymie. Na szczęście ktoś po drugiej stronie nas posłuchał. Przynajmniej w tym aspekcie.

Na spotkaniu mieszkańców z przedstawicielami spółki CPK pojawiła się AgroUnia z jej liderem Michałem Kołodziejczakiem, który właściwie przejął kontrolę nad tym wydarzeniem. Ostatecznie do rozmowy o konkretach nie doszło, bo wybuchła awantura. To było potrzebne?

Nie jestem zwolennikiem rozmowy w stylu wiecowym. Rada społeczna nie organizowała tej demonstracji i jej nie inspirowała. Natomiast oburzenie ludzi jest zrozumiałe i uzasadnione.

  • – Nikt tu tej inwestycji nie chciał. Ani mieszkańcy, ani samorządy. Ona jest robiona wbrew lokalnym środowiskom. Dobra lokalizacja byłaby tam, gdzie ludzie by o nią zabiegali. Były takie miejsca, np. Mszczonów, Babsk, kiedyś Sochaczew – mówi Robert Pindor
  • Członek rady społecznej przy CPK przekonuje, że od 2017 r., kiedy rząd zdecydował o budowie portu, nikt nie chciał prowadzić realnego dialogu z mieszkańcami terenów, na których lotnisko ma powstać
  • – Poświęcamy 1/3 rocznych wydatków państwa, pożyczając de facto od naszych dzieci, wyrzucając ludzi z domów i nie mamy pewności, czy to jest potrzebne. Cofamy się do państwa dogmatycznego, jakim było PRL, które z góry wie, co jest dobre i potrzebne ludziom – dodaje nasz rozmówca

A co mówią inne znane panu opracowania?

Żadne nie pokazało jasno, że trzeba budować CPK. A już na pewno nie tutaj, w Baranowie. Zajmuję się zawodowo logistyką, interesowałem się tym tematem od lat. Poza tym pandemia przeorała rynek lotniczy, który się skurczył.

Ma pan wrażenie, że rząd prowadził z wami przez te lata prawdziwy dialog?

Ten dialog był fasadowy. Kluczowych kwestii nikt z nami nie konsultował. Przecież nikt nie zapytał nas, czy w ogóle chcemy, by powstał tu port lotniczy. My z własnej inicjatywy złożyliśmy wiele propozycji, bazując na ustawodawstwie krajów, w których takie inwestycje były realizowane. Nie po to, by torpedować CPK, tylko żeby dać szansę ludziom na godziwe odszkodowanie. Prawie wszystko zostało odrzucone.

[dalej w oryg. MD]

Kamil Dziubka https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/centralny-port-komunikacyjny-w-baranowie-rozmowa-z-robertem-pindorem/m22j2fc