W obronie duszy polskiej. Jak uratować przed światem Polaka Katolika?

Prof. Jan Żaryn: W obronie duszy polskiej. Jak uratować przed światem Polaka Katolika?

https://pch24.pl/prof-jan-zaryn-w-obronie-duszy-polskiej-jak-uratowac-przed-swiatem-polaka-katolika


Nasi prymasi doświadczali różnych czasów. Jedni musieli głosić Słowo Boże i bronić Kościoła w czasach zaborów broniąc wiernych przed antykatolickimi i antypolskimi działaniami Prus czy Rosji. Inni działali w wolnej Polsce, jaką była II Rzeczpospolita. Kolejni znowu byli skazani na straszne doświadczenia, jak wybuch II Wojny Światowej, jak przymusowa polityczna emigracja milionów Polaków, jak okres PRL etc. – mówi prof. Jan Żaryn w rozmowie z Tomaszem D. Kolankiem.

Abp Marcin Dunin, abp Leon Michał Przyłuski, kard. Mieczysław Ledóchowski, abp Juliusz Józef Dinder, abp Florian Stablewski, abp Edward Likowski, kard. Edmund Dalbor, kard. August Hlond – to tylko niektórzy z wielkich prymasów Polski XIX i XX wieku. Chyba można powiedzieć, że Boża Opatrzność przez lata nagradzała Polskę za wierność Ewangelii i świętej wierze katolickiej wybitnymi hierarchami, prawda?

Prawda! Bez wątpienia wywołani przez Pana pasterze stawali na wysokości zadania, a to zadanie niejednokrotnie okazywało się zadaniem niezwykłym i nieprzewidywalnym.

Nasi prymasi doświadczali różnych czasów. Jedni musieli głosić Słowo Boże i bronić Kościoła w czasach zaborów broniąc wiernych przed antykatolickimi i antypolskimi działaniami Prus czy Rosji. Inni działali w wolnej Polsce, jaką była II Rzeczpospolita. Kolejni znowu byli skazani na straszne doświadczenia, jak wybuch II Wojny Światowej, jak przymusowa polityczna emigracja milionów Polaków, jak okres PRL etc.

Kwestia przymusowej emigracji jest niezwykle ważna, ponieważ do dziś obserwujemy jej skutki, takie jak rozproszenie Polonii i Polaków po całym świecie. Warto przypomnieć, że obecnie – oczywiście według różnych wyliczeń – szacuje się, że w Polsce jest nas 38 milionów, a poza krajem 16-20 milionów. A zatem można powiedzieć, że jedna trzecia Polaków żyje poza granicami Polski. To jest jeden ze smutnych, a może wyjątkowych efektów naszej historii, o którym rzadko się wspomina.

Niewątpliwie Polacy na Wschodzie i Polonia z pokolenia na pokolenie od końca XVIII wieku nie pozostałaby Polonią, a Polacy nie pozostaliby Polakami, gdyby nie obecność i działalność instytucji Kościoła katolickiego, duszpasterze i opieka prymasowska.

Nakładem Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego ukazała się fenomenalna publikacja pt. „W obronie duszy polskiej” poświęcona opiece kard. Augusta Hlonda polskiej emigracji we Francji. W pierwszej kolejności: czym jest tytułowa „dusza polska”?

W przywołanej przez Pana książce przypominamy niezwykłą rolę prymasa Augusta Hlonda. Prymasa, który występuje nieco w cieniu i gubi się nam wobec wielkości swojego następcy, czyli Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego.

Kard. August Hlond, o czym wielu niestety może nie wiedzieć, także miał wspaniały życiorys. Nie bez powodu jest on nazywany Prymasem Trzech Epok. To jest sprawa wręcz niezwykła, ponieważ kard. Hlond był prymasem w trzech dramatycznie i diametralnie różnych epokach. Pierwsza to czas wolnej Polski – II RP; druga to czas niewoli wynikającej z okupacji niemiecko-sowieckiej; trzecia to czas komunistycznej władzy w pierwszych latach powojennych, gdy trzeba było po zniszczeniach wojennych odbudowywać Polskę i organizację Kościoła w Polsce.

Patrząc z perspektywy emigracyjnej decyzje podejmowane przez prymasa Augusta Hlonda z przełomu lat 20. i 30. XX wieku były niezwykle celne. Okazało się bowiem, że owocowały one skutecznym podtrzymywaniem polskości na emigracji, szczególnie po drugiej wojnie światowej. O tym właśnie jest wydana przez IDMN książka – o obronie Polaków Katolików przebywających na emigracji, aby nie zapomnieli kim są, skąd pochodzą i dlaczego wierzą w Boga w Trójcy Jedynego. Broniąc Polaków Katolików prymas Hlond bronił „duszy polskiej” na emigracji.

Niezorientowany czytelnik, mówiąc najdelikatniej, zdziwiłoby się sięgając po książkę IDMN – tutaj trwa II wojna światowa, a Polska Misja Katolicka we Francji martwi się, że grupa polskich katolików przebywających w tym kraju na emigracji nie ma swojego duszpasterza…

Na ten problem trzeba spojrzeć w dłuższej perspektywie. Prymas August Hlond zdając sobie sprawę z wielkości i liczebności polskiej emigracji otrzymał od Stolicy Apostolskiej 26 maja 1931 roku tytuł Protektora Polskiej Emigracji, co pozwalało mu w Kościele Powszechnym, w którym jak wiadomo nie ma diecezji etnicznych, na mianowanie w porozumieniu z biskupami diecezji, rektorów Polskich Misji Katolickich. Mógł on również starać się nie tylko o polskie Msze Święte, ale także o polskie parafie, aby wielotysięczna rzesza emigrantów, przede wszystkim zarobkowych (gdy mówimy o II RP), mogła otrzymać właściwą opiekę duszpasterską i nie zgubiła „polskiej duszy”. Prymas podejmował działania, aby Polonia zmuszona z różnych powodów przed II Wojną Światową do wyjazdów, miała swoją opiekę duszpasterską i aby ta opieka była podtrzymywana.

W tym duchu myśląc prymas Hlond powołał specjalne zgromadzenie zakonne, czyli Księży Chrystusowców – Towarzystwo Chrystusowe do spraw Polonii. Był to specjalny zakon dedykowany pracy wśród Polonii, poza granicami kraju. Wcześniej byli oczywiście polscy księża misjonarze, ale w związku z niezwykłymi, wciąż wzrastającymi potrzebami polskich katolików pojawiła się konieczność założenia specjalnego zgromadzenia zakonnego. Centrala tego zgromadzenia znajdowała się i do dzisiaj znajduje się w Poznaniu, a więc w ówczesnej współstolicy prymasowskiej, bo unia prymasowska to unia poznańsko-gnieźnieńska.

Kolejna kwestia, która może wydać się co najmniej dziwna słabiej zorientowanym czytelnikom: Polska Misja Katolicka we Francji. Ktoś mógłby pomyśleć, że Polacy już wtedy nawracali i ewangelizowali Francuzów…

Nie. Polska Misja Katolicka we Francji powstała w 1836 roku za sprawą Wielkiej Emigracji, która znalazła się dzięki rządowi francuskiemu na terenie nie tylko Paryża, ale wielu innych miejsc. Tam właśnie Wielka Emigracja w łączności z Kościołem zaczęła powoływać różne ważne polskie placówki, jak chociażby placówki oświatowe, ale nie tylko. Między innymi dzięki zaangażowaniu rodziny Czartoryskich Polska Misja Katolicka miała bardzo dobre kontakty z francuską arystokracją, co miało bardzo ważne konsekwencje w okresie II RP. Jeśli dodamy do tego również bardzo dobre relacje państwowe między Francją a Polską to zdamy sobie sprawę, że mieliśmy do czynienia z wyjątkowym zjawiskiem.

Dzięki Komitetowi Narodowemu Polskiemu i misji Romana Dmowskiego i jego zaplecza politycznego; dzięki działalności polskiej ambasady we Francji, w szczególności Maurycego Zamoyskiego; dzięki podpisanym umowom państwowym Polacy mogli prowadzić wzmożoną akcję religijną i oświatową prowadzoną przez Kościół w 20-leciu międzywojennym.

W latach 30. następowały wprawdzie różne potknięcia wynikające m. in. z kryzysu ekonomicznego, jaki wpływał na zmniejszone dotacje ambasady polskiej i konsulów na rzecz prowadzenia różnych akcji duszpasterskich przez polskich księży we Francji, ale trzeba sobie powiedzieć jasno: mimo różnych problemów relacje na styku czterech podmiotów, czyli Francja – Episkopat Francji – Ambasada II RP we Francji – Duszpasterstwo Polonijne na czele z kard. Augustem Hlondem, układały się generalnie poprawnie i dobrze.

W jaki sposób kard. Hlond chciał ratować duszę polską we Francji? Z książki wiem, że była to naprawdę nieprawdopodobne historia. Trwa II Wojna Światowa, a polscy katolicy we Francji podkreślają na każdym kroku, że najważniejszą sprawą jest dla nich ZBAWIENIE. Kard. Hlond stara się im dopomóc w drodze do Królestwa Niebieskiego. Mało tego! Odniosłem wrażenie, czytając „W obronie duszy polskiej”, że każdy wierny, który zgłosił się do prymasa z prośbą, pytaniem, wątpliwościami zawsze otrzymywał od kard. Hlonda odpowiedź. Prymas znajdował czas dla każdego.

Tutaj trzeba na początku podkreślić jedną kwestię. Podobnie jak w okresie II RP, tak i w okresie II Wojny Światowej prymas Hlond miał do dyspozycji wybitnych duszpasterzy, niezwykle ważnych i wykształconych kapłanów. Przed wojną był to m. in. ksiądz Franciszek Cegiełka. W czasie II Wojny Światowej, oczywiście oprócz swojego najbliższego otoczenia np. księdza Antoniego Baraniaka, księdza Bolesława Filipiaka, prymas Hlond miał także bardzo odważnych kapłanów we Francji, przede wszystkim księdza Wojciecha Rogaczewskiego (aresztowanego w 1943 roku przez Gestapo za swoją aktywność duszpasterską i de facto zamordowanego w jednym z obozów koncentracyjnych).

Na czym polegała pomoc kard. Hlonda? Trzeba to widzieć, co ponownie chciałbym podkreślić, w pewnym ciągu. Dzięki inicjatywom prymasa Hlonda z lat 20. i 30. udało się stworzyć całą siatkę kapłanów, duszpasterzy na terenie Francji. Byli to w dużej mierze, że się tak wyrażę, lotni duszpasterze – jeżdżący po Francji do różnych ośrodków, przede wszystkim, gdzie znajdowali się robotnicy rolni mieszkający bardzo daleko od jakichkolwiek polskich parafii.

Dzięki prymasowi Hlondowi powstało seminarium, które kształciło polskich kleryków. Oczywiście w Episkopacie Francji były różne osoby. Część biskupów była nastawiona na szybką depolonizację przebywających we Francji Polaków, co wywoływało u prymasa Hlonda odruchy sprzeciwu. W odpowiedzi bardzo mocno i konkretnie dopominał się on u księży duszpasterzy działań obronnych w tej sprawie, a sam swoim autorytetem próbował wpływać na Episkopat Francji. Dużą rolę ogrywały tutaj również kolejne osoby reprezentujące Stolicę Apostolską, czyli nuncjusze apostolscy we Francji.

Tak więc wszystkie te napięcia, jakie były, na szczęście nie niszczyły pozytywnej atmosfery, i „dusza polska” przetrwała i polscy katolicy mogli mieć zapewnioną odpowiednią pomoc duszpasterską ze strony polskich kapłanów.

Gdy wybuchła wojna, gdy Niemcy zaatakowali Francję w 1940 roku, a prymas Hlond musiał opuścić Włochy i udać się do Lourdes, czyli na terenie nieokupowanej Francji, to tam mianował wspomnianego księdza Wojciecha Rogaczewskiego – stało się to po uwięzieniu ks. Franciszka Cegiełki przez Niemców – swoim pełnomocnikiem na terenie Francji nieokupowanej. Stolicą polskiego duszpasterstwa emigracyjnego był wówczas Lyon. Do 1943 roku udawało się pomóc praktycznie wszystkim – zarówno uciekinierom; uchodźcom; tym, którzy próbowali dostać się do rządu polskiego na uchodźctwie, czy do Wojska Polskiego etc. Cała ta wielka rzesza ludzi potrzebujących otrzymywała pomoc duszpasterską, ale i logistyczną, myślę że i finansową. Taką samą pomoc jednocześnie otrzymywali polscy katolicy mieszkający na terenie nieokupowanej Francji.

To niezwykle ważny wątek. Kard. August Hlond jest dzisiaj bowiem jednym z najmocniej atakowanych polskich prymasów. Środowiska wrogie Kościołowi krzyczą i rozdzierają szaty: „jak on mógł uciec z Polski we wrześniu 1939 roku”. W książce wydanej przez IDMN jest wyraźnie napisane, że prymas nie chował się gdzieś w kazamatach, tylko działał na rzecz pomagania polskiej emigracji. Mało tego: prymas działał również na rzecz walki z niemieckim okupantem!

Przypomnę, że prymas August Hlond wyjechał z kraju we wrześniu 1939 roku, ale zrobił to na wyraźną prośbę rządu polskiego, ponieważ rząd polski miał świadomość, że propaganda niemiecka fałszuje rzeczywisty przebieg wojny. Przede wszystkim od początku, od 1 września Niemcy dokonywali w Polsce aktów ludobójczych, które postawiły obraz wojny w zupełnie innym świetle, a to światło prawie w ogóle nie docierało do opinii publicznej na Zachodzie, w tym do Stolicy Apostolskiej. W związku z tym rząd polski podjął decyzję, aby poprosić prymasa Augusta Hlonda, na co on ostatecznie się zgodził, aby wyjechać i udać się do Rzymu, do papieża i podjąć akcję na rzecz informowania zachodniej i polonijnej opinii publicznej o tym, co naprawdę dzieje się w Polsce.

Prymas Hlond występował wielokrotnie w radiu, w prasie etc. Został przyjęty przez papieża Piusa XII, który w związku z informacjami otrzymanymi od prymasa Hlonda wstrzymał wydanie już zredagowanej swojej pierwszej encykliki, aby dopisać przesłanie na temat praw Polaków do posiadania własnej, suwerennej ojczyzny, co było wynikiem bezpośredniego zaangażowania prymasa Hlonda. Tego żaden inny wysłannik z Polski by nie uczynił. Nie zrobiła tego także ambasada Polska, a konkretnie ambasador Kazimierz Papée pełniący ten urząd od lipca 1939 roku. Był on wielkim, zasłużonym dla Polski dyplomatą, ale to pokażą dopiero następne dziesięciolecia. W roku 1939 po wybuchu II Wojny Światowej Kazimierz Papée nie miał jeszcze takiego autorytetu w Stolicy Apostolskiej, żeby móc dotrzeć z tak wiarygodną informacją do papieża jak obdarzony olbrzymim autorytetem w Kościele Powszechnym August Hlond.

Misja prymasa była więc jak najbardziej udana. Później nastąpił okres próby uzyskania poprzez dyplomację Stolicy Apostolskiej prawa do powrotu do Poznania, czyli na ziemie bezpośrednio włączone do III Rzeszy przez Niemców. Takiej zgody papiestwo jednak nie otrzymało. Tak więc August Hlond nie wrócił do Polski, nie dlatego że nie chciał, tylko dlatego, że Stolica Apostolska nie uzyskała takiej zgody od ambasadora III Rzeszy w Watykanie. Mało tego: ów ambasador zastrzegł, że August Hlond zostanie aresztowany jak tylko przekroczy granicę państwa niemieckiego.

Tak więc prymas August Hlond został w gruncie rzeczy więźniem emigracji. Pozostał we Włoszech, jak już wspominałem, do 1940 roku, a następnie jako persona non grata musiał opuścić Rzym i dzięki Episkopatowi Francji znalazł się w Lourdes.

Warto również wspomnieć o rodach arystokracji francuskiej, które bardzo mocno pomagały przed II Wojną Światową Kościołowi polskiemu w obronie „duszy polskiej”. Rody arystokracji francuskiej były jednym z ważniejszych darczyńców na rzecz duszpasterstwa polskiego we Francji. To między innymi dzięki temu wsparciu prymas Hlond przynajmniej do 1943 roku, mógł skutecznie działać. Widać to w korespondencji, gdzie do niego właśnie duszpasterze piszą listy informujące o zasięgu ich oddziaływania; o możliwościach bądź trudnościach, jakie napotykają; o uwięzionych i aresztowanych przez Niemców etc. To wszystko stanowi wiedzę, która pozwala prymasowi na bieżąco widzieć zmienną sytuację okupacyjną na terenie Francji.

W końcu sam prymas w 1943 roku zostaje przeniesiony do Sabaudii, gdzie zaczyna się najbardziej duchowa część rozwoju samego prymasa. Ma on w zamknięciu czas na przeanalizowanie polskiej rzeczywistości, jaka nas – jego zdaniem – najprawdopodobniej czeka po zakończeniu II Wojny Światowej. To właśnie tam powstają najważniejsze przemyślenia prymasa Augusta Hlonda dotyczące analizy „polskiej duszy”, wyjątkowości „polskiej duszy”, polskiej historii. Tam wydobywa się cała wielka maryjność prymasa Hlonda etc. Ten roczny okres kończy się przewiezieniem prymasa po aresztowaniu przez Gestapo do Paryża, gdzie w 1944 roku August Hlond jest bezskutecznie namawiany do współpracy z reżimem niemieckim. Te rozmowy są prowadzone na kanwie nowego niebezpieczeństwa, jakim jest bolszewizm. III Rzesza ujawnia się wówczas prymasowi jako rzekomy obrońca cywilizacji zachodnioeuropejskiej przed złem ze Wschodu. Prymas oczywiście odrzuca tę ofertę i zostaje w związku z tym uwięziony aż do 1 kwietnia 1945 roku, kiedy wyzwoliły go wojska amerykańskie.

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek