25 lat temu Jan Paweł II pocałował Koran. Kiedy uwolnimy się od błędu, który to spowodował? [Kiedy nastanie katolicki Papież?]

25 lat temu Jan Paweł II pocałował Koran. Kiedy uwolnimy się od błędu, który to spowodował?

Paweł Chmielewski 25-lat-temu-jan-pawel-ii-pocalowal-koran-kiedy-uwolnimy-sie-od-bledu

Centralna prawda o jedyności zbawczej Chrystusa ma swoje konsekwencje, a wśród nich jest przyjęcie pryncypialnej postawy wobec innych religii: można i często należy je tolerować, ale nigdy nie wolno ich afirmować. Ewangelizację zaczynajmy zawsze od początku, to znaczy: od pierwszego przykazania. Ono nie znosi żadnych relatywistycznych kompromisów.

14 maja 1999 roku papież Jan Paweł II złożył pocałunek na Koranie. Ojciec Święty przyjmował wówczas w Watykanie delegację muzułmanów szyickich i sunnickich oraz reprezentanta ministerstwa religii Iranu. Jako prezent wręczono mu właśnie „świętą księgę” islamu, a papież go ucałował. Zdjęcie z tego wydarzenia obiegły cały świat wywołując ogrom dyskusji, trwających zresztą do dziś. [Raczej – przerażenia wiernych. MD] Nic dziwnego, bo chyba żadne inne wydarzenie nie obrazuje tak wyraziście największych patologii ekumenizmu epoki posoborowej.

Papieże, owszem, są nieomylni, ale bynajmniej nie w każdym swoim słowie ani geście. Pocałunku złożonego na Koranie przez Karola Wojtyłę trudno bronić, niezależnie od tego, jakie intencje przyświecały papieżowi. Mówi się, że chciał po prostu okazać swoim gościom szacunek. Może; trudno jednak nie widzieć w tym czegoś więcej.

Pocałowanie Koranu można chyba uznać za – świadomą lub nie – próbę usankcjonowania liberalnego dogmatu wolności religijnej: twierdzenia, które przyjęto w dokumentach II Soboru Watykańskiego, pod dyktando relatywistycznych Stanów Zjednoczonych. O błędzie tego nauczania pisaliśmy w PCh24.pl wielokrotnie; na ten temat powstały zresztą obszerne książki. Z okazji tej trochę dziwacznej „rocznicy” ucałowania Koranu dość powiedzieć, że możemy wskazać na wyraźną nić łączącą wiele wydarzeń okołosoborowych i posoborowych: wyraźna niechęć św. Pawła VI wobec Hiszpanii pod katolickimi rządami generała Francisco Franco; relatywistyczne dokumenty soborowe; podpisanie laickiego z ducha konkordatu między Republiką Italii a Stolicą Apostolską w 1984 roku; Światowy Dzień Modlitwy o Pokój w Asyżu w 1986 roku; wprowadzenie Dnia Judaizmu oraz Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce; obnoszenie figurki Pachamamy ulicami Rzymu w 2018 roku; podpisanie Deklaracji z Abu Zabi przez Franciszka i wielkiego imama Ahmada Al-Tayeeba…

Wszystkie te zdarzenia łączy zasadnicze przekonanie, że nawet jeżeli nauczanie Kościoła katolickiego o jedyności zbawczej Jezusa Chrystusa jest prawdziwe, to w przestrzeni publicznej należy działać tak, jakby jednak nie było. Teoretyczny ekskluzywizm soteryczny [zbawczy] zostaje tu połączony z praktycznym indyferentyzmem religijnym.

Ludzie Kościoła przyjęli z całym dobrodziejstwem inwentarza paradygmatyczny pogląd Oświecenia: religia to sprawa raczej prywatna, a na forum zewnętrznym trzeba zachowywać się tak, jakby wszyscy mieli rację albo tak, jakby każdy miał przynajmniej prawo do swojej racji. Całując Koran to właśnie wyraził św. Jan Paweł II: ukazał namacalnie swoją najwyższą aprobatę do rzekomego prawa do trwania w błędzie.

Nie dziwi mnie ani nie przeraża, że w Kościele katolickim rozpowszechnione są takie poglądy. Kościół jest w swoim ludzkim wymiarze dzieckiem swoich czasów i nasiąka dominującymi poglądami, zwłaszcza w takich epokach, jak dzisiaj – gdy jego przeciwnicy rezygnują z otwartych prześladowań i starają się pozyskać względy Kościoła łagodnym obliczem.

Jednak 25 lat po ucałowaniu Koranu, a prawie 60 lat po zakończeniu II Soboru Watykańskiego z jego relatywizującymi dokumentami (Lumen gentium, Nostra aetate etc.) najwyższy już czas, by zdać sobie wyraźnie sprawę: liberalny relatywizm jest całkowicie nie do pogodzenia z katolicyzmem, zarówno: konserwatywnym, tradycjonalistycznym, charyzmatycznym czy progresywnym.

Centralna prawda o jedyności zbawczej Chrystusa ma swoje konsekwencje, a wśród nich jest przyjęcie pryncypialnej postawy wobec innych religii: można i często należy je tolerować, ale nigdy nie wolno ich afirmować: dla dobra ich wyznawców, gwoli naszego zbawienia, a nade wszystko – z umiłowania jedynego Boga w Trójcy Świętej. Wraz z całym Zachodem Polska staje się w coraz większej mierze krajem misyjnym, w którym większość ludzi nie chodzi do kościoła i ma coraz bledsze pojęcie o zbawczej Ofierze Pana Jezusa. Ewangelizację zaczynajmy w tej sytuacji od początku, to znaczy: od pierwszego przykazania. Ono nie znosi żadnych relatywistycznych kompromisów.

Paweł Chmielewski

===========

Mail: