Biskupi piszą, jakby ani Odwieczne Magisterium Kościoła, ani inspirowane nim teksty kultury dotąd w ogóle nie zaistniały. Cz. III.

Nieposzanowanie dla Sakr. Małżeństwa – analiza cz. 3

magnapolonia/marcin-drewicz-nieposzanowanie-dla-sakr-malzenstwa

Marcin  Drewicz:

NIEPOSZANOWANIE  DLA  SAKRAMENTU  MAŁŻEŃSTWA CZYLI  LIST  BISKUPÓW  „O  RODZINIE” Z  OSTATNIEJ  NIEDZIELI  ROKU  2025, część  trzecia.

   Stanąć w Prawdzie! Prawda to jest zgodność myśli (nazwy) z rzeczą. Nazywać rzecz po imieniu – właśnie to zawsze dotąd było zadaniem przede wszystkiem duszpasterzy na czele z biskupami. I dopiero wtedy podejmować ustalone przez Kościół Święty czynności duszpasterskie – wobec starannie rozpoznanej i nazwanej rzeczywistości. Atoli obecnie u nas już od dłuższego czasu dzieje się, niestety, inaczej.

   Jednocześnie jest w naszej przynajmniej opinii wyrazem nietaktu i arogancji (!), że „do jednego wora” są przez autorów i sygnatariuszy „Listu Episkopatu” ładowani zarazem ci rozmaitego typu, bywa że szczególnie rozwiąźli i rozpustni konkubenci i single żyjący „w różnego rodzaju sytuacjach nieregularnych” (1, co za mętny i przykry język, wybitnie nieteologiczny!), dla których nie ma wszakże żadnych kanonicznych przeszkód, aby możliwie jak najprędzej zawrzeć Sakrament Małżeństwa.

Oni tego jednak nie czynią, gdyż to dobrodziejstwo braku przeszkód lekceważą (sic!) lub go nawet nie dostrzegają (sic!); i wraz z nimi tamci, którzy – przeciwnie – świadomie pragną Sakramentu Małżeństwa, lecz może nigdy do niego nie przystąpią z powodu tejże kanonicznej przeszkody – skoro nadal żyje ów sakramentalny współmałżonek rozwodnika.

   Autorzy i sygnatariusze omawianego tu „Listu Episkopatu” bardzo daleko posuwają się w swoich, by tak rzec, językowych manipulacjach pisząc – że przypomnimy – „Każdy z nas jako uczeń Jezusa (24) został odkupiony za cenę Jego Krwi”.

Kto to się posłużył tym cytatem (i innymi, o czym dalej)? Prosta zamiana chronologii Zbawienia i jakiż wielki błąd! Czy to dopiero szeregowy teolog-amator musi objawiać, że:

    Najpierw Pan Jezus swoją męką krzyżową odkupił wszystkich ludzi, a ci są dla siebie nawzajem bliźnimi (jeśli nawet wielu z nich o tym jeszcze nie wie). Czym innym zaś jest poznanie nauczania Pana Jezusa, a jeszcze czymś innym jego przyswojenie w życiu praktycznym-codziennym i dopiero tym sposobem stanie się Jego praktykującym uczniem, w dowolnych czasach, w dowolnych krajach.

   Tak więc ci odkupieni to nie to samo, co uczniowie – aczkolwiek misjonarze wszystkich czasów (ci prawdziwi oczywiście) pracują nad tym, aby Jezusowe przesłanie dotarło do wszystkich ludzi. Ci, którzy wprawdzie znają nauki Pana Jezusa, lecz sobie je lekceważą i żyją nie według nich, przecież nie są żadnymi Jezusowymi uczniami. Ale… zawsze mogą się oni zacząć nimi stawać. Ot i różnica. „Od błędów i w godzinie śmierci można rewokować” – jak powiada Klasyk.

   Zresztą, owe trzy odnośniki do fragmentów z listów Św.Św. Piotra, Jana i Pawła zostały przez redaktora „Listu Episkopatu” dobrane, najłagodniej mówiąc, nieadekwatnie. Tak nie można! Zatem – w tych konkretnych przypadkach – ani nie „uczniowie”, ani nie „śmierć”, ani nie „zmartwychwstanie” – co każdy może sobie sprawdzić sięgnąwszy po domowy egzemplarz Nowego Testamentu.

Święte Teksty nie są po to, aby nimi żonglować jak się komu akurat zachciewa. Redaktor „Listu Episkopatu”, mówiąc językiem gier zespołowych, zagrał (podał piłkę) „na pamięć”, na zasadzie „trafi-nie-trafi”. Tak nie można! Mówimy tu przecież nie o dowolnie czym, lecz – przeciwnie – o Świętych Sprawach Najwyższej Wagi.

   Są jeszcze pozostałe cztery części (I-III, V) „Listu Pasterskiego Konferencji Episkopatu Polski na Święto Świętej Rodziny – 28 grudnia 2025” oraz krótki doń wstęp – całość, przynajmniej jak na naszą wrażliwość i spostrzegawczość, utrzymana w stylu owej nowomowy z anglosaskiej post-protestanckiej „komedii romantycznej” lub z bliskiej jej kozetki „u psychoterapeuty”. Naszym amatorskim zdaniem to już nie jest Święta Teologia, lecz tylko jakieś „dobroludziowe” i „samopoczuciowe” luźne gawędki.

   W „Liście Episkopatu” kilkakrotnie powtarzana jest fraza: „Bóg marzy o rodzinie, która jest domem dla miłości” (14), stanowiąca także jakby podtytuł dla całej tej wypowiedzi. Zatem: Pan Bóg „marzycielem”? Toż to chyba już podpada jako naruszenie Drugiego Przykazania Bożego. Ale miliony katolików w Polsce kilkakrotnie i tego zdania musiały wysłuchać w tysiącach kościołów w trakcie niedzielnych Mszy Św. w dniu 28 grudnia Roku Pańskiego 2025.

   Najbardziej naszym zdaniem pokrętny, pełen śmiałych ominięć i obciążony istotnymi przemilczeniami fragment „Listu Episkopatu” przedstawiliśmy powyżej. Czy zachęcać P.T. Czytelników do lektury i przemyślenia całości (dostępnej w Internecie)? Aby się dowiedzieć czegoś „o małżeństwie i rodzinie” to nie. Lepiej sięgnąć do encykliki papieża Piusa XI „Casti connubii” lub do innych prawdziwie (!) katolickich tekstów (określenie „prawdziwy” wprowadzili wszakże sami autorzy „Listu Episkopatu”).

   Lecz kto już osadzi się jakoś w zakresie katolickiego nauczania na dany temat, ten może poczytywać sobie teksty takie, jak ów „List Episkopatu” odczytywany w dniu 28 grudnia 2025 roku, aby rozpoznawać ów sposób, w jaki katolickie do niedawna nauczanie jest obecnie zniekształcane (sic!).

   Miejmy nadzieję, że tak jak w przypadku kilku innych „kontrowersyjnych” „Listów Episkopatu” w wieku XXI, ogół katolików w Polsce puści i ten mimo uszu, zatem bez szkody dla siebie. Piszemy wszakże to wszystko z wielką przykrością i z narastającym niepokojem.

   Coraz częściej stosowana to metoda: redagowanie dokumentów, także tych „kościelnych” (cudzysłów zachować lub zdjąć), jakby ani Odwieczne Magisterium Kościoła, ani w ten czy inny sposób inspirowane nim teksty kultury dotąd w ogóle nie zaistniały.

   To co poprzedza ich autorów to biała karta. Urodzili się „wczoraj”, najdalej tydzień temu, więc wypisują rozmaite dziwactwa, które im akurat teraz do głowy przychodzą. Za miesiąc do głowy przyjdzie coś innego, wszystko jedno co, to i wtedy to ogłoszą wszem i wobec – taką postawę zdają się prezentować autorzy i sygnatariusze owego Listu pasterskiego Konferencji Episkopatu Polski na Święto Świętej Rodziny”, odczytanego na Mszach Św. niedzielnych w dniu 28 grudnia 2025 roku.

   Grunt to konfidencjonalnie poklepać po ramieniu ludzi – wszystkich tak samo i wszystkim powiedzieć, że… „będzie dobrze, nie ma sprawy”, i na tym w zasadzie rzecz zakończyć. No i ta konfidencjonalna maniera wypowiedzi sięgająca także… Świętości. Po co to i czemu to ma służyć?

Autorzy „Listu” najwidoczniej nie sięgali ani do encykliki „Casti connubii” (o małżeństwie chrześcijańskim) papieża Piusa XI, ani do książek Marii Rodziewiczówny, ani do powieści „Bez dogmatu” autorstwa samego Henryka Sienkiewicza, ani do „Lalki” Prusa, ani do wydanej w roku 2018 książki zatytułowanej „Kobiety-Rewolucja-Kaznodziejstwo” autorstwa Sławomira N. Goworzyckiego, ani do opublikowanej dopiero co w mijającym już roku 2025 książki Bartosza Kopczyńskiego zatytułowanej „Rewolucja bachantek” (tej my też jeszcze nie przeczytaliśmy), ani do całego mnóstwa innych tekstów niosących pouczające i inspirujące treści.

Obserwacje co do bieżącego polskiego „życia rodzinnego” (cudzysłów nie bez powodu) owi autorzy i sygnatariusze „Listu pasterskiego” też mają najwidoczniej wybrakowane i już wykoślawione, czego przejawem jest używanie niewłaściwego nazewnictwa spraw, wydawało by się, najprostszych (co nie znaczy, że wszystkich koniecznie najprzyjemniejszych). A tak po prawdzie, to dla nas nie jest to żaden-tam „list pasterski”, gdyż my w oparciu o przygarść przemieszanych ze sobą przygodnych zdań prawdziwych i fałszywych wcale nie mamy zamiaru „pasać” naszej duszy.

Ów list jest to jakieś takie, by tak rzec, „duszpasterskie GMO”; nie pierwszy tego rodzaju w ostatnich czasach, że wspomnimy dla przykładu owe bełkoty (sic!) z takoż ostatniej niedzieli roku 2013 na temat tyleż tajemniczego, co dzisiaj już zamilczanego „gendera” (na jego miejsce zdążył w medialnym obiegu wstąpić ów niemniej tajemniczy „lgbt”); lub te z maja 2019 roku dotyczące jakiegoś „molestowania”, czy czegoś w tym rodzaju. Ech, ta neo-pseudo-teologia!

   Jak w poprzednich podobnych przypadkach liczymy na to – z przykrością przecież i z niepokojem – że ogół wiernych, jak to on, już nie pamięta (sic!), co też tam ksiądz z mównicy (z ambony) wyczytywał był na Mszy w niedzielę w dniu 28 grudnia 2025 roku. Wyczytywał, ponieważ zwierzchność kościelna mu to nakazała. I tyle. Wszystkich zaś, w tym tych zgorszonych zasłyszaną tam i wtedy lekturą ponownie zachęcamy do przeczytania owej encykliki „Casti connubii” lub fragmentów „o małżeństwie i rodzinie” z któregoś ze starszych, czyli „przedsoborowych” Katechizmów.

Teksty te, inaczej niż to było w bezbożniczym PRL-u, dzisiaj są dostępne w kilku książkowych wydaniach w języku polskim, a i w Internecie coś znaleźć też można. Osobne opracowania-rozprawki-poradniki o (prawdziwym!) małżeństwie katolickim też można dziś znaleźć.

   Skoro bowiem autorzy i sygnatariusze przywoływanego powyżej „Listu Episkopatu” akcentują, pomimo wszystko, ową „prawdziwość”, to my skwapliwie tą akurat dróżką za nimi podążamy. A działo się to w liturgiczne wspomnienie Rzezi Niewiniątek (28 grudnia), aczkolwiek w „Liście” o Świętych Młodziankach nie wspomniano ni słówkiem. Pomimo tematyki „Listu” te fundamentalne pojęcia – ani „narzeczeństwo”, ani „małżeństwo”, ani „rodzina”, ani „rodzicielstwo” – nie są w nim definiowane-przypominane. Dlaczego?

   Może dlatego, że dzisiaj „jest w obiegu medialnym wiele definicji”, więc autorzy „Listu”, co by było ze wszech miar kompromitujące… wahali się nad wyborem. Jeśli tak było rzeczywiście – czego my wszakże wiedzieć nie możemy – to na czym tak po prawdzie polega dziś pełnienie przez nich tego najwyższą odpowiedzialnością obarczonego Urzędu Nauczycielskiego?

   Niech sobie wszyscy wreszcie uzmysłowią, że dzisiaj mamy w „katolickiej Polsce” (w innych krajach podobnie) wyraźny procentowy wzrost liczby dziatwy i młodzieży spłodzonej i zrodzonej pozasakramentalnie, nieochrzczonej, bezreligijnej, zdepolonizowanej, nie mającej z domu wzorca życia małżeńskiego-rodzinnego, a często i wzorca elementarnych odniesień międzyludzkich, obecnie przemieszanej (kto do tego dopuścił?) z takoż bez właściwości dziatwą i młodzieżą nachodźczą, bezbożniczą, post-sowiecką, post-banderowską, post-bolszewicką („nic w przyrodzie nie ginie”) i z innych jeszcze narodów koniecznie (!) nie-katolickich.

   A w ogóle to w Polsce dzieci rodzi się coraz mniej, podobno najmniej pośród krajów Europy. Takie to są skutki także i owego „postępowego duszpasterstwa”.

   Co to będzie dalej z tą Polską?

Nieposzanowanie biskupów dla Sakramentu Małżeństwa – cz. 2

Marcin Drewicz: Nieposzanowanie dla Sakr. Małżeństwa – analiza cz. 2

magnapolonia./marcin-drewicz-nieposzanowanie-dla-sakr-malzenstwa

Marcin  Drewicz: NIEPOSZANOWANIE  DLA  SAKRAMENTU  MAŁŻEŃSTWA CZYLI  LIST  BISKUPÓW  „O  RODZINIE” Z  OSTATNIEJ  NIEDZIELI  ROKU  2025, część  druga.

Jakimże to wielomówstwem zasłania się w „Liście” pospolitą rzeczywistość grzechu: „związki”, ale i „sytuacje”, lecz i „relacje”, „nieregularne” (1, 3), które są ponadto… „różnego rodzaju” (2).

O czym właściwie jest tu mowa? Możemy się tylko domyślać i dociekać – jak byśmy nie mieli nic innego do roboty – jakie to tam jeszcze „różnego rodzaju” plugastwo owi zwracający się w tej sprawie do nas znienacka duszpasterze mają na myśli. Albowiem autorzy i sygnatariusze „Listu” rzeczy nie nazywają. My zakładamy, że w ich psycho-nowomowie pojęcie „nieregularny” znaczy tyle, co pozasakramentalny, czyli – patrz wyżej – grzeszny (sic!). Lecz wyraz „grzechy” w „Liście” występuje bodaj tylko jeden raz, w pobocznym kontekście.

Kiedy ostatnio słyszeliście kazanie o grzechu, w ogóle, jako takim? Kiedy o grzechach z dziedziny tu akurat omawianej? W kościele, w szkolnej izbie katechetycznej, w radio, w telewizji, w Internecie, kiedy czytaliście o tym i gdzie…?

Stulecia teologii, filozofii i filologii pracowały na to, aby – co jak co, ale – język wypowiedzi duszpasterskich mających w perspektywie… Rzeczy Ostateczne (patrz: Mały Katechizm) był maksymalnie precyzyjny, bez pozostawiania u słuchaczy-czytelników żadnych, ale to żadnych wątpliwości na temat poruszanych zagadnień. Autorzy i sygnatariusze „Listu Episkopatu”, nie po raz pierwszy, najwidoczniej rozmijają się z tamtym świętym duszpasterskim dorobkiem.

Więc my tu – u nich – czytamy o najogólniej mówiąc konkubinacie, z definicji grzesznym (!), lecz z nazwy nie przywoływanym (!), jako o „relacji” (3), którą „przenika prawdziwa (4) troska, głęboka więź i odpowiedzialność”. Prawdziwa! Zatem gdzieś się czai również ta troska, więź i odpowiedzialność, by tak rzec, inna, czyli „nieprawdziwa”, a sygnatariusze „Listu” są tego fundamentalnego rozróżnienia świadomi. My się tu słówek bynajmniej nie czepiamy.

My chcemy li tylko zrozumieć, co do nas Księża Biskupi na Boże Narodzenie (w Oktawie Bożego Narodzenia) AD 2025 w owym „Liście” napisali. Lecz – zapytajmy – co jest „prawdziwego” w tych pleniących się w dzisiejszej Polsce (i gdzie indziej) właśnie „różnego rodzaju”, więc przeważnie nietrwałych, zatem zmiennych konkubinatach, w życiu tzw. singli i w rozmaitych innych „sytuacjach nieregularnych”? Konkubinat – to jest precyzyjne określenie, od którego autorzy i sygnatariuhttps://www.magnapolonia.org/marcin-drewicz-skandaliczny-list-biskupow-o-rodzinie-analiza-cz-1/sze „Listu Episkopatu” wszakże stronią.

Piszą oni także o tęsknocie (5) za Sakramentem Małżeństwa (9), nazywanym przez nich również błogosławieństwem (6), aczkolwiek w ich ujęciu to się okazuje nie być tym samym (sic!). Lecz znowu – co za mania – czytamy w „Liście” o miłości „prawdziwie” (7) „pobłogosławionej” (6). Zatem – patrz wyżej – widocznie można dzisiaj, zdaniem autorów i sygnatariuszy „Listu” – błogosławić owe „związki” także… nieprawdziwie.

Gubimy się w tych przecież zbędnych i nikomu niepotrzebnych meandrach, gdy ponadto wnioskujemy z następnego zdania – taka jest gramatyka owego „Listu Episkopatu” – że te „sytuacje nieregularne” (1) też są właśnie „pobłogosławione” (6), ale przez ludzi (8). Czy pracownicy Urzędu Stanu Cywilnego już o tym wiedzą? Czy w tymże Urzędzie też się nowożeńcom udziela… błogosławieństwa?

Doceniamy, że w „Liście Episkopatu” użyte zostało pojęcie „narzeczeni” (10), jak wiele innych, niegdyś powszechnych, od wielu już lat nieobecne w powszednim kaznodziejstwie, przynajmniej w Polsce. Lecz dlaczego to arcyważne pojęcie nie jest w „Liście” definiowane? Dlaczego nie pisze się o prawach i obowiązkach narzeczonych, lecz i o prawach oraz obowiązkach małżonków w Kościele Świętym? Skoro to katoliccy biskupi zwracają się do ogółu katolickich wiernych.

O Sakramentach Świętych jako „przywilejach” (12) dowiadujemy się od księży biskupów z zaskoczeniem dopiero tu i teraz (można rzec: na stare lata), z „Listu”. To dziwne. Przecież misjonarze wszech czasów – „idźcie i nauczajcie wszystkie narody” – poświęcali się, aby jak najliczniejszym ludziom, wszystkim, łącznie z tłumami prostaczków (sic!) udzielać Sakramentów Świętych na czele ze Chrztem Świętym. Podczas gdy właśnie przywilej, niechby i najszlachetniejszy – przeciwnie – polega nie na powszechności, lecz na wyłączności.

Przywołany Bł. Jerzy Popiełuszko nie nawoływał penitenta do wstąpienia do jakiegoś uprzywilejowanego klubu, czy bractwa, lecz do dołączenia do powszechnej rzeszy sakramentalnych małżonków. Tak więc Sakrament Małżeństwa – oczywiście poruszamy się tutaj wewnątrz katolicyzmu – to właśnie jest ów „religijny obowiązek” (11) – w PRZECIWIEŃSTWIE do tego, co piszą do nas autorzy i sygnatariusze „Listu Episkopatu”. I do spełnienia właśnie tego obowiązku (!) nawoływał Bł. Ksiądz Jerzy Popiełuszko owego penitenta w Hucie Warszawa.

Autorzy i sygnatariusze „Listu” najwidoczniej nie rozróżniają – najpewniej w imię zgubnego ekumenizmu – pomiędzy członkami-wyznawcami Świętego Kościoła Katolickiego, a innymi ludźmi. Członkostwo oparte na Chrzcie Świętym pociąga za sobą spełnianie pewnych powszechnie i z dawna znanych właśnie obowiązków. A to dopiero ludzi spoza Kościoła się „zaprasza” (13) i zachęca do przystąpienia doń, oczywiście – powtórzmy – jeśli odróżnia się jednych od drugich.

Jest coś takiego, jak „przeszkody” (16), ale przeszkody kanoniczne – wyraźnie w „Liście” tak nie nazwane – z przyczyny których dana para nie może (17) przystąpić do Sakramentu Małżeństwa. Jednocześnie autorzy i sygnatariusze tego tekstu piszą o przystąpieniu do tego Sakramentu, jako o dokonaniu „kroku dalej i głębiej” (15, także 19). Ale – zapytujemy – kroku na jakiej drodze? Najprostszą odpowiedź dał, podobnie jak tysiące innych kapłanów – powtórzmy – Bł. Ksiądz Jerzy w przywołanej rozmowie z robotnikiem z Huty Warszawa.

Jakie to więc „przeszkody” (16-17) tamtemu i tysiącom innych mężczyzn i kobiet stoją na drodze do zawarcia powszechnie tak nazywanego Ślubu Kościelnego? I to przeszkody powiązane z zachowaniami, za które – jak to nieelegancko ujmują autorzy i sygnatariusze „Listu” – mogłoby grozić „skreślenie” (18). Właśnie to powinno być wyraźnie podane w takiego rodzaju „Listach Episkopatu”, a nie jest. Wedle naszej wiedzy szeregowego katolika są to przede wszystkiem: zbyt bliskie pokrewieństwo (kazirodztwo), ta sama płeć (sodomia), brak Bierzmowania oraz cudzołóstwo.

Wszystkich pozostałych należy, najprościej mówiąc, kierować do zawarcia Sakramentu Małżeństwa, poprzedzonego Spowiedzią i Komunią Świętą, co od czasów najwcześniejszych czyniło zarówno duchowieństwo, jak i zbiorowość wiernych świeckich (oczywiście, życie na grzesznym ziemskim padole miewa i tu swoje niespodzianki, a poza tym jest jeszcze Sakrament Kapłaństwa oraz Śluby Zakonne, do których niektóre osoby przystępują).

Nas zadziwia i niepokoi, że autorzy i sygnatariusze „Listu Episkopatu” za akt wręcz odwagi (21) poczytują to, do czego w pospolity sposób zachęcał po raz kolejny tu przez nas wspominany Bł. Ksiądz Popiełuszko tamtego zwykłego człowieka, a „uregulowanie swojej sytuacji” (1) poprzez Sakrament Małżeństwa nazywają oni „kolejnym krokiem wiary” (19). Kolejnym! Choć przecież życie w konkubinacie jest przejawem zazwyczaj osłabienia w Wierze lub wręcz niewiary.

Co do wspomnianej „odwagi” (21), to taki konkubent dotąd – czyli w ostatnich dziesięcioleciach – ważył się przecież na wszystko: żył z kobietą, płodził z nią dzieci, mieszkał z nimi pod jednym dachem, zarobkował na ich utrzymanie, występował wraz z nimi jawnie przed ludźmi… Byli oni więc, konkubent z konkubiną, nie tyle odważni, co… nieroztropni (sic!), lekkomyślni, czyniąc to wszystko… bez Boga, bez Sakramentu Małżeństwa; pomimo, iż – uwaga! uwaga! – żadne przeszkody kanoniczne ani inne nie stały im na drodze do przystąpienia do tegoż Sakramentu.

W ich sytuacji zawarcie Sakramentalnego Małżeństwa będzie to wcale nie akt Cnoty Męstwa -Odwagi – jak to błędnie ujmują autorzy i sygnatariusze „Listu Episkopatu” – lecz raczej zwyczajne i zwłaszcza Cnotą Roztropności inspirowane… pójście po rozum do głowy (!).

Jest niezmiernie przykre, że autorzy i sygnatariusze „Listu Episkopatu” szermują niedomówieniami (sic!) zamiast przywołać i wyraziście nazwać główny, o ile nie jedyny „nie do rozwiązania” problem w ramach owych „sytuacji nieregularnych” (1):

Oto jest, niewątpliwie, rodzina, więc dwoje rzeczywiście kochających się ludzi (j.w. „prawdziwa troska, głęboka więź i odpowiedzialność”), praktykujących katolików (acz w zakresie niepełnym, o czym niewiele dalej), mających potomstwo wychowywane po katolicku, atoli żyjących w związku li tylko na prawie cywilnym jedynie dlatego (!), iż z tych dwojga co najmniej jedno jest uprzednim rozwodnikiem, też przecież cywilnym, gdyż Kościół Święty nie ma podstaw, by uznać za niebyłe jego/jej Sakramentalne Małżeństwo z „tamtą” osobą „trzecią”, z którą ów rozwodnik/rozwódka może też mieć już potomstwo, starsze.

Myślimy tu zwłaszcza nie o tych jakże licznych dziś religijnych ignorantach „wyprodukowanych”, niestety, przez trwający u nas w Polsce już dziesiątki lat kryzys katolickiego nauczania, lecz o ludziach jako katolicy całkowicie świadomych tego, że zdecydowali się oni jednak żyć w grzechu (sic!), że nie mogą oni z tego powodu przystępować do Komunii Przenajświętszej, nie mogą być chrzestnymi, lecz że ten swój brak kompensują oni przede wszystkiem przykładnym katolickim wychowywaniem swoich wspólnych dzieci, a bywa, że także owych dzieci „z poprzedniego małżeństwa”.

W tym tu konkretnym przypadku myślimy więc o ludziach, na których katolickim życiu codziennym niejedno małżeństwo sakramentalne mogłoby się wzorować (sic!). O ludziach, którzy mają w zasadzie „tylko ten jeden feler”, mianowicie ową kanoniczną przeszkodę dla zawarcia Sakramentu Małżeństwa.

Jakże to przykre, iż musimy się zaledwie domyślać (!), że to do nich właśnie (lecz czy na pewno do nich?) autorzy i sygnatariusze „Listu Episkopatu” kierują zdania zaczynające się – patrz wyżej – od: „Tych wszystkich, dla których jest to bolesny (22) temat, bo mają ogromną tęsknotę (5) za Sakramentami (9)…”.

Dodajmy, że pochopne zapewnianie o tym, że ci ludzie nie są wiernymi „drugiej kategorii” (23) jest daremne, skoro sami ci ludzie dobrze wiedzą, że jednak nimi są i w swej pokorze ten swój stan niższości w Kościele bez oporu w cichości serca przyjmują-potwierdzają. Tak więc również w tym subtelnym przypadku ów – za przeproszeniem – nachalny, prostacki i zwłaszcza nie-teologiczny „hurrr-aoptymizm” autorów i sygnatariuszy „Listu Episkopatu” jest zwyczajnie nie na miejscu.

C.D.N.