Dno piekła
Izabela BRODACKA
Jak mówi ludowe przysłowie dobrymi intencjami jest wybrukowane dno piekła. Dlatego nigdy nie warto było usprawiedliwiać dobrymi intencjami działań komunistów, którzy chcieli – tak przynajmniej twierdzili- osiągnąć sprawiedliwość społeczną. Osiągnęli terror, nędzę i wymordowali miliony ludzi nie zbliżając się ani trochę do realizacji swego deklarowanego szczytnego celu. Natomiast złe intencje – twierdzę – podsycają ogień w tym piekle. Podsycając ludzką zawiść udaje się przeforsować wiele idiotycznych, kryminogennych, a nawet groźnych w swych konsekwencjach ustaw. Te ustawy nie poprawiają sytuacji ogólnej, w tym sytuacji zazdrośników, stwarzają tylko pozory działania na ich korzyść.
Oczywiste jest na przykład, że nieprawidłowy jest fakt posiadania po kilkanaście mieszkań przez włodarzy wielkich miast. Nieprawidłowy jest przede wszystkim sposób w jaki dochodzą do ich uzyskania. Jak można podejrzewać otrzymują mieszkania jako łapówki za korzystne dla deweloperów decyzje lokalizacyjne. Aby skanalizować oburzenie społeczne tym faktem proponuje się obecnie rozwiązania, które nie tylko nie usuną problemu lecz jak zwykle uderzą w najbiedniejszych. Takim chybionym rozwiązaniem jest podatek katastralny, za którego wprowadzeniem opowiada się ostatnio nawet lewica. Jasne jest przecież, że posiadający po kilkanaście mieszkań prominenci znajdą sposób na ustawowe zwolnienie ich od tego podatku, a w ostateczności będzie ich na jego opłacanie stać. Podatek uderzy w biednych emerytów, którzy chcieliby dożyć swoich dni we własnym zbyt dużym na ich potrzeby mieszkaniu czy domu, albo chcieliby zachować nieruchomość dla dzieci i wnuków. Ich naprawdę nie będzie stać na płacenie 10 tysięcy rocznie, a taka kwota podatku wynika z symulacyjnych obliczeń. Tyle trzeba byłoby płacić za spore mieszkanie przy ustaleniu stopy podatkowej na poziomie około 1%. Zbyt niska stopa podatkowa sprawia natomiast, że obsługa podatku jest zbyt kosztowna w stosunku do uzyskiwanych z niego przychodów.
Kolejnym chybionym rozwiązaniem jest dyskutowane ostatnio wprowadzanie opłat od pustostanów. Ludzie nie wynajmują posiadanych nie zajętych mieszkań, choć mogliby na wynajmie skorzystać, bo prawo nie chroni ich własności przed dzikimi lokatorami. Wolą więc trzymać mieszkanie puste dla dzieci czy wnuków i opłacać za nie czynsz czy opłatę remontową niż ryzykować, że ktoś im to mieszkanie zajmie, nic im nie będzie płacił i będą musieli za niego ponosić koszty eksploatacyjne w obawie przed zadłużeniem i zlicytowaniem mieszkania. Natychmiastowe eksmisje na bruk dzikich lokatorów uregulowałyby tę sprawę. Na rynku pojawiłoby się dużo więcej mieszkań do wynajęcia. Ceny wynajmu spadłyby z korzyścią dla ludzi niezamożnych, których nie stać na zakup własnego mieszkania. Kto jak kto ale lewica powinna to dobrze rozumieć i popierać. Nasza lewica jest jednak lewicą ideologiczną i to tylko w kwestiach obyczajowych. Skupia swe zainteresowania na promowaniu zboczeń płciowych natomiast los najbiedniejszych nic ją nie obchodzi.
Henry Hazlitt, amerykański publicysta i ekonomista (polecam jego książki ) twierdzi, że wszelkie ulgi czy przepisy przyjmowane na korzyść określonej grupy społecznej z czasem zaczynają działać na jej niekorzyść, obracają się przeciwko niej. Dobrym przykładem są przepisy zakazujące zwalniania kobiet w ciąży. Rozsądny prywatny przedsiębiorca woli zatrudnić starego alkoholika niż młodą sprawną kobietę, która prędzej czy później zajdzie w ciążę i będzie blokować mu etat kolejnymi urlopami macierzyńskimi. Przepisy chroniące kobiety utrudniają zatem tym kobietom znalezienie dobrej pracy.
Jak donosi prasa, od 2026 roku w trosce o „dobrostan zwierząt” planowane jest wprowadzenie zmian w transporcie nad Morskie Oko, ograniczających wykorzystanie koni. Zamiast pełnej trasy, konie będą pracować w charakterze atrakcji turystycznej tylko na krótszym, płaskim odcinku (Palenica Białczańska – Wodogrzmoty Mickiewicza) a dalej turystów zabiorą elektryczne samochody. Nietrudno przewidzieć, że dla koni, które stracą pracę, oznacza to finał w rzeźni. Nikt nie zmusi górala do utrzymywania bezużytecznego konia.
To samo dotyczyłoby psów gdyby przeszedł projekt przymusu budowania dla każdego psa dwudziestometrowego zadaszonego kojca. Większość z nich nie zostałaby nawet humanitarnie uśpiona, lecz oberwałaby siekierą w łeb. Trudno wymagać od rolników, dla których zabijanie zwierząt jest gospodarską koniecznością, aby roztkliwiali się akurat nad psami jeżeli z przyczyn niefortunnych pomysłów aktywistów ochrony zwierząt mieliby na tym tracić pieniądze.
Te rozwiązania zgodnie z wywodami Hazlitt’a, wbrew intencjom ustawodawców, działają na szkodę rzekomo chronionych. Są więc tylko głupie. Niektóre ustawy czy zarządzenia są jednak nie tylko głupie lecz wręcz kryminogenne gdyż prowokują do przestępstwa. Kryminogenny jest system prywatnych schronisk dla zwierząt, gdyż prowadzący dostaje opłatę za odłowienie błąkającego się psa czy kota, a potem losem zwierzęcia nikt się nie interesuje. Takie schroniska są wspaniałym biznesem dla krewnych i znajomych królika, a wiele z tych schronisk jest prawdziwą mordownią dla zwierząt. Lepiej byłoby gdyby prowadzący schronisko zatłukł i zakopał zwierzaka. Niektórzy jednak nie karmią i nie poją zwierząt skazując je na okrutną śmierć z głodu i pragnienia. Miłośnicy zwierząt zgłaszali wielokrotnie ten problem lecz władze gmin odpowiadały, że wszystko działa zgodnie z przepisami. Sprawa schroniska w Sobolewie też była wielokrotnie zgłaszana władzom. Jednak dopiero skandal wywołany przez pewną celebrytkę (niejaką Dodę i chwała jej za to) sprawił, że los psów zainteresował media i opinię publiczną. Trzeba jednak rozumieć, że nie jest to sprawa jednostkowa lecz systemowa, a przepisy obowiązujące w sprawie bezdomnych zwierząt są nie tylko głupie, są wręcz kryminogenne, bo prowokują dręczenie zwierząt w imię obłudnej troski o ich los. Prywatne schronisko dla zwierząt może dla niektórych z nich okazać się właśnie dnem piekła.