Czy współczesny świat jest już masoński? Wolnomularstwo z pewnością nie jest wszechwładne.

Czy współczesny świat jest już masoński?

dorzeczyczy-wspolczesny-swiat-jest-juz-masonski

Bazylika św. Piotra, zdjęcie ilustracyjne
Bazylika św. Piotra,

Sergiusz Muszyński

20 kwietnia 1884 roku papież Leon XIII wydał encyklikę Humanum genus, poświęconą masonerii oraz jej dążeniom społeczno-politycznym.

Diagnoza jest jednoznaczna: celem wolnomularstwa jest „zupełne wywrócenie porządku kościelnego i państwowego, jaki się wytworzył dzięki religii chrześcijańskiej, a postawienie natomiast nowego porządku wedle swojego ducha”. Jak stwierdza papież, w ciągu półtora wieku sekta masońska wzmocniła się do tego stopnia, iż „nieomal wszelką władzę w państwach zdawała się posiadać”.

Opis masonerii, który Wikariusz Chrystusa przedstawił we wskazanym dokumencie, dla wielu „racjonalnych” komentatorów byłby dzisiaj z pewnością przedmiotem szyderstw i kpin. Samo użycie określenia „masoneria” nierzadko skutkuje wyśmiewaniem, jak gdyby była mowa o jakiejś mitycznej organizacji, która w rzeczywistości nie istnieje. A jeśli nawet miałaby istnieć, to stanowi przecież tylko zbiór nieszkodliwych kółek dyskusyjnych, zajmujących się filantropią i szerzeniem „braterstwa” między ludźmi. Jej program – oparty o samodoskonalenie oraz promocję humanizmu i tolerancji – uchodzi we współczesnym społeczeństwie za iście szlachetny. W najlepszym razie z ust „światłych” i „opiniotwórczych” komentatorów usłyszymy więc replikę o próbie odwracania uwagi od „rzeczywistych problemów”.

Tymczasem Leon XIII jednoznacznie wpisuje konflikt Kościoła z masonerią w wielowiekową walkę Królestwa Bożego z królestwem szatana, odwołując się do nauki świętego Augustyna z „Państwa Bożego”. Jak stwierdza, „zwolennicy złego zmawiają się między sobą, i wszyscy do jak najgwałtowniejszej napaści się sposobią pod przewodem i przy pomocy owego daleko rozgałęzionego i silnie zorganizowanego stowarzyszenia masonów czyli wolnomularzy”. Arcybiskup Marcel Lefebvre wykładał wskazane słowa encykliki w następujący sposób: „nie można wytłumaczyć tej złości, tej wrogości, jaką żywi wolnomularstwo w stosunku do Kościoła, w końcu wobec naszego Pana Jezusa Chrystusa niczym innym, jak nienawiścią szatana. Inne wytłumaczenie jest niemożliwe” (Przeciw masonerii, Zawsze Wierni 2/2019). Ta nienawiść do Kościoła maskowana jest jednak pozorem szlachetnych intencji, jak szerzenie oświaty lub troska o niższe warstwy społeczeństwa. Masoni, jak pisze Leon XIII, przywdziewają „maskę uczonych i filozofów”.

Na szczególną uwagę zasługują cele społeczno-polityczne masonerii, przeciw którym występuje papież. Wynika to z faktu, że wiele z nich w zasadzie od dawna stanowi już „normę” współczesnego świata zachodniego. W czasach Leona XIII Kościół toczył zażarty bój o niedopuszczenie do ich upowszechnienia, jak również wzywał do wycofania się z nich tych państw, które je wprowadziły. Nie chodziło tutaj wyłącznie o kwestie natury ściśle politycznej, ale przede wszystkim, zagadnienia doktrynalne. Jak uczyli dawniej papieże, Kościół nie może bowiem nigdy zaakceptować detronizacji Jezusa Chrystusa z tronu Jego społecznego panowania. Choćbyśmy byli jako katolicy w zdecydowanej mniejszości, zawsze stoimy przed wyborem, „albo kadzidło dla bałwanów, albo krew dla Chrystusa”, jak uczył Pius XII.

Z kolei wspomniany Leon XIII w Immortale Dei walkę o pryncypia katolickie we współczesnym społeczeństwie przyrównywał do sytuacji chrześcijan w starożytnym Rzymie. Mimo, że początkowo było ich niewielu, a nawet musieli znosić krwawe prześladowania, ostatecznie zamienili pogańskie cesarstwo w państwo katolickie. Nie wolno więc nam się poddać ani iść na kompromis z otaczającym nas światem liberalnym.

Tymczasem obecnie, blisko 150 lat od promulgacji encykliki, niemal nikt (włącznie z duchowieństwem) w głównym nurcie debaty nie kwestionuje wskazanych przez Leona XIII pryncypiów masońskich. Są one niejako czymś „oczywistym”, swoistą „zdobyczą cywilizacji”, wpajaną kolejnym pokoleniom od wczesnego dzieciństwa. Stanowią jak gdyby quasi-dogmaty naszej obecnej rzeczywistości. Na ich straży stoi liberalny układ międzynarodowy oraz wiele konstytucji państw demoliberalnych. Mowa tu o takich postulatach, jak rozdział państwa od Kościoła, aprobowany (choć w różnych formach szczegółowych) od rzekomo konserwatywnej prawicy, aż do „progresywnej” lewicy.

Inne dążenia masonerii, które przytacza Leon XIII, to m. in. świecka edukacja, małżeństwa cywilne i rozwody, prawne zrównanie katolicyzmu z fałszywymi religiami, egalitaryzm i antropocentryzm oraz wyprowadzanie źródła władzy od ludu, zamiast od Pana Boga. Wszystkie te postulaty stanowią kwintesencję „nowoczesności”, współcześnie zasadniczo afirmowanej przez prawie wszystkie strony sceny ideowo-politycznej.

Masoneria dąży do zbudowania społeczeństwa, w którym pozornie nie będzie żadnych prawideł ani dogmatów, zaś każdy będzie miał swoją prawdę. Problem w tym, iż – poza faktem, że ubliża to Chrystusowi – stworzenie „neutralnego” społeczeństwa jest zwyczajnie niemożliwe. Każdy system prawny oraz społeczny opiera się bowiem na jakimś systemie wartości – prawdziwym lub fałszywym. W przypadku masonerii, jest nim ułożenie porządku publicznego w taki sposób, jak gdyby Pan Bóg nie istniał, a źródłem wszelkiej moralności był sam człowiek. Jedynym wyznacznikiem ma pozostać swoiście postrzegany „rozum”, oderwany od Bożego Objawienia.

Prowadzi to do utworzenia ustroju społecznego, w którym nadrzędną wartością będzie zaspokajanie rozmaitych ludzkich namiętności. Jak stwierdził Pius IX, takie społeczeństwo „nie będzie mieć żadnego innego celu, jak tylko zdobywanie i gromadzenie bogactw, i w swoich poczynaniach nie będzie się kierować żadnymi innymi zasadami jak tylko nieokiełznaną żądzą swych własnych przyjemności i własnych korzyści” (encyklika Quanta cura). Religia ma być sprawą prywatną, a katolicyzm traktowany co najwyżej jak jeden wielu z światopoglądów, na równi z innymi. Państwo ma być indyferentne religijnie, a w praktyce w imię owej „neutralności” wręcz wrogie chrześcijaństwu. Jeśli ktoś tego nie akceptuje, to podpada pod prawidło „nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji”. Tymczasem, jako że prawda może być tylko jedna, także prawdziwy system wartości może być tylko jeden – katolicki. Wszelkie instytucje społeczne i polityczne należy więc budować w oparciu o światło Objawienia, a cały porządek prawny musi być podporządkowany publicznemu uznaniu przez państwo społecznego królowania Chrystusa.

Z powyższego wynika niemożliwy do rozwiązania konflikt między Kościołem a masonerią, stanowiącą swoisty antykościół. Jak wynika z Humanum genus, katolicyzm stoi na fundamencie zasad skrajnie przeciwnych względem liberalnych doktryn masońskich. Mowa pryncypiach stanowiących przez wieki fundament ładu chrześcijańskiego. Stąd wolnomularstwo dąży do zniszczenia Kościoła, a w pierwszym rzędzie co najmniej do usunięcia jego wpływów ze sfery publicznej. Ich zasadą jest oczywiście tajność, co nie zmienia faktu, że – jak pisze Leon XIII – „wzrośli w potęgę, zyskując dla siebie wpływowe stanowiska w rządach”. Wydaje się jednak, że inny ogląd na powyższe posiada wielu przedstawicieli widzialnych struktur współczesnego Kościoła. Po II Soborze Watykańskim część kleru podjęła „dialog z masonerią”, w co ostatnimi czasy włączył się także znany publicysta Tomasz Terlikowski.

Tymczasem w encyklice Custodi di quella fede wspomniany Leon XIII wprost zakazuje jakiejkolwiek zażyłości katolików z masonami. Co więcej, zabrania utrzymywania relacji także z tymi, którzy nie będąc otwarcie członkami lóż „ukrywają się pod maską powszechnej tolerancji, szacunku dla wszystkich religii oraz dążenia do pogodzenia zasad Ewangelii z zasadami rewolucji”. Papież stwierdza jednoznacznie, że tacy ludzie „usiłują pogodzić Chrystusa z Belialem”.

W rzeczywistości kościelnej po II Soborze Watykańskim doszło w tym zakresie także do zmian na gruncie prawnym. Niewiele osób wie, że nowy kodeks prawa kanonicznego, promulgowany w 1983 roku przez Jana Pawła II, zniósł karę ekskomuniki za przynależność do wolnomularstwa. W miejsce starych norm wymieniających z nazwy masonerię, wprowadzono enigmatyczne określenie „stowarzyszenia działające w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi”. W kanonie 1374 uregulowano, że kto się do tychże bliżej nieokreślonych stowarzyszeń zapisuje, „powinien być ukarany sprawiedliwą karą”. Oczywiście, w deklaracji wydanej w następstwie zamieszania, jakie ta zmiana wprowadziła, podkreślono, że nie oznacza to aprobaty dla masonerii. Dokument podpisany przez Josepha kard. Ratzingera oznajmia, że mimo zmian w prawie kanonicznym negatywna ocena wolnomularstwa pozostaje w mocy. Jednak formalnie rzecz biorąc, sankcję ekskomuniki zastąpiono uznaniem, że „wierni, którzy należą do stowarzyszeń masońskich, są w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przystępować do Komunii Świętej” (Deklaracja w sprawie stowarzyszeń masońskich, 26 listopada 1983 rok).

Co by nie mówić, stanowi to drastyczną liberalizację dotychczasowej dyscypliny kościelnej. Zupełnie tak, jak gdyby masoneria nie stanowiła zagrożenia tej skali, o jakiej pisał Leon XIII. Mimo, że przecież jej cele – opisywane pod koniec XIX wieku w Humanum genus – są obecnie w zasadzie fundamentem liberalnego porządku społecznego. Skoro blisko 150 lat temu ówczesny papież pisał, że masoneria „wszelką władzę w państwach zdawała się posiadać”, to co napisałby obecnie?

Co więcej, w ramach posoborowego „aggiornamento” de facto doszło do zaaprobowania części postulatów masońskich. Niegdyś potępiane przez papieży „prawo do wolności religijnej” zostało uznane przez soborową konstytucję Dignitatis humanae za wypływające „z samej godności osoby ludzkiej”. Jako takie powinno ono być „uznane w prawnym ustroju społeczeństwa, aby stanowiło prawo cywilne” oraz przysługiwać „również tym, którzy nie wypełniają obowiązku szukania prawdy”. W tradycyjnej doktrynie, władza publiczna (w granicach roztropności) posiada prawo do powstrzymywania rozprzestrzeniania się błędu religijnego. Jak to ujął w swoim schemacie Alfredo kard. Ottaviani, świecki rząd w ten sposób broni obywateli przed zagrożeniem, jakie fałszywe religie stanowią dla ich wiecznego zbawienia. Tymczasem zgodnie z nową doktryną Soboru, państwo ma teraz wręcz gwarantować błędowi prawo do swobodnego rozprzestrzeniania się. Jak stwierdza dokument, „jeśli [władza państwowa] pozwala sobie kierować aktami religijnymi albo przeszkadzać im, to należy stwierdzić, iż przekracza wyznaczone dla niej granice”. Nie przewiduje się tu żadnego rozróżnienia między religią prawdziwą, a fałszywą. Jedynym kryterium granicznym pozostają „słuszne wymagania porządku publicznego”, podobnie jak w rewolucyjnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela.

Znalazło to swoje odzwierciedlenie w polityce, którą Stolica Apostolska prowadziła po II Soborze Watykańskim względem ostatnich państw katolickich. Sam Rzym dążył bowiem do tego, aby w miejsce społecznego panowania Chrystusa zaprowadzić w nich „neutralność światopoglądową”. Jednoznacznie skojarzenia wolnomularskie budzi także posoborowy ekumenizm, mający na celu zbudowanie „braterstwa między religiami”. W miejsce nawracania heretyków i innowierców wprowadzono „dialog” oraz wspólne ceremonie. Najbardziej znany przykład stanowi spotkanie międzyreligijne w Asyżu, które w 1986 roku zorganizował Jan Paweł II. W tamtym czasie wydawało się ono czymś szokującym, obecnie zaś podobne wydarzenia stanowią już normę. W wypowiedziach papieskich pojawiło się także negowanie „ekumenizmu powrotu”.

Tym samym dochodzimy do próby udzielenia odpowiedzi na pytanie, postawione w tytule tekstu. Czy ów nowy masoński porządek, przed którym przestrzegał Leon XIII, zapanował już na naszym świecie? Wiele z tego, przed czym prawie 150 lat temu przestrzegał nas papież, zostało już dawno wprowadzone w czyn. Kolejne pokolenia kształtowane są w taki sposób, jak gdyby to, co Leon XIII potępił w Humanum genus, było oczywistym zbiorem przekonań „światłego” człowieka. Niepokojący jest również fakt, że wielu ludzi Kościoła wydaje się dzisiaj wspierać część z tych postulatów.

Bez wątpienia obecny stan rzeczy nie jest końcem zabiegów stowarzyszeń masońskich. O ich sile stanowi sam w sobie fakt, że zasady głoszone przez te grupy, a opisane przez Leona XIII, stanowią fundament współczesnych systemów prawnych. Wolnomularstwo jednak z pewnością nie jest wszechwładne. Powinniśmy o nim mówić, nie lękając się ironii lub wyśmiewania. Jako katolicy mamy obowiązek przeciwstawiać się masonerii, twardo stojąc na gruncie nauki Leona XIII. Ten wielki papież nie był bowiem „oszołomem”, tylko wyjątkowo przenikliwym następcą św. Piotra, który trafnie zdiagnozował zagrożenia współczesności.