Grabieże hedonistów

Date: 19 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara
Z konsternacją obserwuję video przedstawiające tzw. maranza, którzy niemal bez przeszkód oddają się grabieżom i zniszczeniom w centrum Mediolanu – moim mieście. Ogarnia mnie fala wstrętu.
…….
Włoski termin „maranza” (polska wymowa: “maranca”) oznacza młodych ludzi należących do grup ulicznych, których można rozpoznać po zuchwałym zachowaniu, wulgarnym języku oraz sportowym i krzykliwym ubiorze (takim jak dresy z acetatu, saszetki i rzucające się w oczy buty sportowe).
Lata ’80-’90: Słowo to powstało w Mediolanie jako lokalny synonim słów „burak” lub „cham” i początkowo odnosiło się do młodzieży z prowincji, która hałaśliwie bawiła się w dyskotekach.
Dzisiaj: Wraz z gwałtownym rozwojem sieci społecznościowych (zwłaszcza TikTok’a) oraz muzyki trap/drill termin ten stał się powszechnie używany w całych Włoszech. Obecnie określa on konkretne zjawisko społeczne związane z pseudo-kulturą przedmieść, często kojarzone z grupami nastolatków lub dynamiką gangów młodzieżowych, szczególnie tych gromadzących drugie pokolenie imigrantów północno-afrykańskich.
…….
Przypomina to nieco szturm na piekarnię z powieści Manzoni’ego. Ale maranza nie chcą chleba – ten już mają. Chcą ciastek. To znaczy chcą markowych ubrań i butów. I chcą je za darmo, plądrując sklepy.
Są zepsutymi do szpiku kości materialistami. Podobnie jak Włosi. Tylko że oni za to nie płacą. Niszczą i rabują, ciesząc się niemal całkowitą bezkarnością.
Państwo liberalne – zarówno włoskie, jak i angielskie czy francuskie – jest całkowicie niezdolne do stawienia czoła temu zjawisku z niezbędną stanowczością. Państwo liberalne ponosi porażkę, poniosło porażkę, nie mniej niż totalitaryzmy. Z powodów przeciwstawnych, ale równie poważnych.
Jest oczywiste, że „maranza” są zaślepieni urazą, zgorzknieniem i nienawiścią: wobec Mediolanu, wobec Włoch, wobec Europy. A przecież ich rodzice zostali przyjęci w tym kraju, często mimo że nie mieli prawa do wjazdu. Nasi politycy mówili już od początku lat dziewięćdziesiątych – dobrze to pamiętam – że oni są „bogactwem”. O rany, co za bogactwo. Dobrze to widać.
Maranza chcą dobrobytu – prawdziwego, wielkiego bożka zamerykanizowanego Zachodu, którym rządzi pieniądz. Ale chcą go za darmo. Wychodzą ze swoich gett, by plądrować symbole owego dobrobytu.
Ich wzorami nie są imamowie – jak twierdzą niektórzy idioci – ale raperzy i trapperzy należący do amerykańskiego systemu orgastyczno-komercyjnego, który każdego dnia rozprzestrzenia swoją truciznę za pośrednictwem iPhone’ów, a nie minaretów.
Tego samego systemu kapitalistycznego, który – nawiasem mówiąc – wpuścił do Włoch ich ojców, między innymi po to, by mieć rezerwową siłę roboczą po niskich kosztach, ze szkodą dla naszych robotników. A wszystko to przy radosnej zgodzie związków zawodowych i konfederacji włoskich przemysłowców (Confindustria).
Maranza nie są muzułmanami, chyba że w sensie socjologicznym, ale są nihilistami i konsumpcjonistami. Tak jak my. Ale cieszą się haniebną bezkarnością, którą sami im przyznaliśmy w imię tej samej abstrakcyjnej ideologii praw człowieka, dla której pozwoliliśmy ich ojcom na masowy wjazd do kraju. Co więcej, przy nieustannym i uporczywym błogosławieństwie modernistycznego duchowieństwa katolickiego, które od sześćdziesięciu lat pozostaje na przywódczych stanowiskach w Kościele.
Dobrobyt materialny i prawa człowieka. Czyli „społeczeństwo otwarte” – społeczeństwo bez więzi, bez autorytetów, bez porządku, w którym nic nie ma pierwszeństwa przed jednostką, a jedyną najwyższą władzą jest ta bezosobowa, jaką jest pieniądz, wychwalana przez liberałów takich jak Popper i Dahrendorf, a dziś przez George’a Sorosa.
Centrum Mediolanu – gospodarczej i moralnej stolicy tego kraju, zostało przez trzy kolejne popołudnia oddane w ręce band maranza, które bezkarnie niszczyły i plądrowały. Gdybyśmy żyli w rzeczywistości niebędącej dystopią, minister spraw wewnętrznych Włoch powinien podać się do dymisji z powodu oczywistej niekompetencji. Podobnie jak okropny burmistrz w stylu „radical chic” miasta Mediolanu. Niestety, żyjemy w zaawansowanej liberalnej pluto-demokracji, czyli w dystopii. Więc pozostają na swoich stanowiskach.
Większość aresztowanych nieletnich została już zwolniona, bardzo niewielu pełnoletnich pozostanie w więzieniu, a jeszcze mniej zostanie skazanych przez nasze fatalne sądownictwo. Ale czyż nie jesteśmy Europą praw? – Liberté, égalité, fraternité – jak nauczają masoni i papieże posoborowi.
Zdetronizowaliśmy Pana Boga, by na Jego miejsce intronizować dobrobyt gospodarczy i prawa abstrakcyjnych jednostek.
Właśnie one nas zabijają.