Od PRL do epoki sztucznej inteligencji

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji

11.10.2026 wolnemedia/od-prl-do-epoki-sztucznej-inteligencji

Państwo oddało gospodarkę w prywatne ręce, ale biurokracja nadal kosztuje miliardy.

W 1989 roku w polskiej administracji pracowało około 162 tys. osób. W 2024 roku administracja państwowa i samorządowa liczyła już blisko 446 tys. etatów. W PRL państwo kontrolowało niemal całą gospodarkę. Dziś większość przedsiębiorstw jest prywatna, urzędy są zinformatyzowane, a sztuczna inteligencja wykonuje zadania, które kiedyś wymagały wielu godzin pracy. Mimo tego koszty administracji pozostają wysokie, a w części instytucji zatrudnienie rośnie. Przy deficycie budżetowym liczonym w setkach miliardów złotych warto zapytać: dlaczego technologiczna rewolucja nie przynosi wyraźniejszych oszczędności?

W PRL 162 tysiące, dziś prawie 446 tysięcy. Co się zmieniło?

To porównanie powinno zainteresować każdego podatnika.

W epoce PRL-u państwo zarządzało niemal wszystkimi kluczowymi sektorami gospodarki. Kontrolowało przemysł, bankowość, handel zagraniczny, większość dużych przedsiębiorstw, a także znaczną część usług.

Ministerstwa nadzorowały rozbudowany system przedsiębiorstw państwowych. Dokumenty przygotowywano na papierze, informacje przekazywano tradycyjną pocztą, a komputery były rzadkością.

Według danych GUS w 1989 roku w administracji centralnej i terenowej zatrudnionych było 161,6 tys. osób.

Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Większość gospodarki znajduje się w prywatnych rękach. Banki, zakłady przemysłowe, handel i usługi funkcjonują przede wszystkim na zasadach rynkowych.

Jednocześnie administracja korzysta z elektronicznych dokumentów, zautomatyzowanych rejestrów i coraz bardziej zaawansowanych systemów informatycznych.

A ilu ludzi zatrudnia?

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, przytoczonych w raporcie Najwyższej Izby Kontroli z lutego 2026 roku, w 2024 roku w administracji publicznej pracowało blisko 446 tys. osób w przeliczeniu na etaty.

Z tego niemal 184 tys. etatów przypadało na administrację państwową, a około 261 tys. na administrację samorządową.

Matematycznie oznacza to niemal 2,8 razy więcej etatów niż w 1989 roku. Trzeba jednak pamiętać, że porównujemy administrację działającą w dwóch odmiennych ustrojach, o innym zakresie zadań i strukturze organizacyjnej.

Po transformacji powstały samorządy, rozbudowano administrację powiatową i regionalną, pojawiły się nowe zadania związane między innymi z ochroną środowiska, prawami konsumentów czy funduszami europejskimi. Część obowiązków wykonywanych w PRL przez przedsiębiorstwa państwowe nie była również uwzględniana w statystykach administracji.

Nie zmienia to jednak zasadniczego pytania: skoro współczesne państwo dysponuje nieporównywalnie lepszymi technologiami, dlaczego utrzymywanie jego administracji nadal wymaga tak znacznych zasobów?

Na koszty funkcjonowania państwa składają się przecież nie tylko etaty urzędnicze. To również ministerstwa, wiceministrowie, pełnomocnicy, doradcy, agencje, fundusze, instytuty oraz rozbudowane jednostki organizacyjne.

Dochodzi utrzymanie budynków, wyposażenie stanowisk i wielomilionowe inwestycje informatyczne.

Cyfryzacja miała upraszczać państwo. Tymczasem wciąż trudno ustalić, ile oszczędności rzeczywiście przyniosła podatnikom.

Co pokazują dane? Zatrudnienie w administracji od 2010 roku

Dokładniejsze statystyki pozwalają sprawdzić, jak zmieniała się liczba etatów w najważniejszych instytucjach.

W 2010 roku korpus służby cywilnej liczył 122 989 etatów. W 2022 roku zatrudnienie spadło do 117 488, ale później ponownie zaczęło rosnąć.

W 2025 roku osiągnęło 123 201 etatów, czyli o 5713 więcej niż trzy lata wcześniej. W perspektywie piętnastu lat zatrudnienie pozostało jednak niemal niezmienione.

Ministerstwa. Komputery są coraz szybsze, ale etatów nie ubywa

W 2010 roku w ministerstwach pracowało 13 047 członków korpusu służby cywilnej. W 2016 roku liczba ta spadła do 12 305.

W 2025 roku ministerstwa wraz z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów zatrudniały około 14,4 tys. pracowników, bez placówek zagranicznych.

Choć zakres historycznych i współczesnych statystyk nie jest całkowicie identyczny, dane nie wskazują na trwałe ograniczenie zatrudnienia w administracji ministerialnej.

Do tego dochodzą stanowiska polityczne, pełnomocnicy, doradcy oraz koszty funkcjonowania podległych instytucji.

Zatrudnienie w ministerstwach w latach 2010–2025 (w tym w placówkach dyplomatycznych)

Kancelaria Prezydenta. Ponad 400 etatów w epoce AI

W 2017 roku przeciętne zatrudnienie w Kancelarii Prezydenta wynosiło 305 osób, w 2018 roku – 326, a w 2022 roku – 318.

Tymczasem według informacji przekazanych dziennikowi „Fakt”, 28 sierpnia 2026 roku Kancelaria Prezydenta Karola Nawrockiego zatrudniała 402,025 etatu.

Dane historyczne dotyczą średniego zatrudnienia rocznego, a najnowsza liczba przedstawia stan na konkretny dzień.

Były prezydent Bronisław Komorowski zwrócił uwagę, że w dobie sztucznej inteligencji kancelaria powinna zatrudniać mniej pracowników, a nie więcej. Warto jednak pamiętać, że również za jego prezydentury zaplecze administracyjne było rozbudowane.

Zatrudnienie w Kancelarii Prezydenta RP w latach 2010–2026 (dla 2023, 2024 i 2025 NIK potwierdza odpowiednio 421, 421 i 440 etatów, ale dla całej części budżetowej 01, obejmującej również inne jednostki – nie można ich uczciwie dopisać do tej samej serii co etaty samej Kancelarii)

Problem nie dotyczy więc wyłącznie jednego prezydenta czy jednej partii. Politycy zmieniają się co kilka lat. Struktury administracyjne i koszty ich utrzymania często pozostają.

Kancelaria Sejmu. Setki milionów na funkcjonowanie parlamentu

W 2010 roku Kancelaria Sejmu zatrudniała przeciętnie 1196 pracowników administracyjnych. W 2025 roku było ich 1151.

W dłuższej perspektywie zatrudnienie spadło, jednak między 2024 a 2025 rokiem wzrosło o 52 etaty.

Na wykresie ujęci są posłowie, asystenci posłów na etacie i regionalne biura poselskie

Deficyt liczony w setkach miliardów. A gdzie oszczędności?

W 2025 roku deficyt budżetu państwa wyniósł 275,7 mld zł. Po pierwszych ośmiu miesiącach 2026 roku osiągnął kolejne 151,1 mld zł.

Oczywiście administracja nie jest główną przyczyną polskiego deficytu. Ogromne środki pochłaniają obronność, obsługa zadłużenia oraz ustawowe zobowiązania państwa.

Nie oznacza to jednak, że wydatki na funkcjonowanie urzędów powinny pozostawać poza szczegółową kontrolą.

W debacie publicznej pojawiają się szacunki mówiące o około 100 mld zł rocznie na szeroko rozumiany aparat administracyjny. Kwota ta wymaga jednak weryfikacji i wskazania, jakie instytucje oraz wydatki zostały w niej uwzględnione.

Państwo powinno przedstawić obywatelom pełny rachunek kosztów administracji oraz sprawdzić, które zadania i stanowiska są rzeczywiście niezbędne.

Sztuczna inteligencja może dziś analizować dokumenty, przygotowywać zestawienia i automatyzować powtarzalne czynności. Nie zastąpi wszystkich urzędników, ale powinna umożliwiać ograniczanie zbędnych procedur i kosztów.

Nie chodzi o zwalnianie pracowników potrzebnych obywatelom. Chodzi o likwidację dublujących się kompetencji, nieuzasadnionych stanowisk kierowniczych i kosztownych struktur, które nie poprawiają jakości usług publicznych.

Zanim zaczniemy oszczędzać na pacjentach i emerytach, rozliczmy administrację

Polacy regularnie słyszą, że na wszystko brakuje pieniędzy. Brakuje środków na ochronę zdrowia, mieszkania komunalne i poprawę jakości usług publicznych.

Jednocześnie państwo nadal nie przedstawia obywatelom jednego, przejrzystego rachunku kosztów całego aparatu administracyjnego.

Polska potrzebuje silnego państwa, ale siły państwa nie mierzy się liczbą departamentów, pełnomocników i politycznych gabinetów. Mierzy się ją skutecznością działania, jakością usług publicznych i odpowiedzialnością za wspólne pieniądze.

Porównanie z PRL pokazuje, jak bardzo zmieniły się zadania i techniczne możliwości państwa. Nie dowodzi, że dzisiejsze etaty są zbędne, ale uzasadnia pytanie o efektywność administracji.

https://youtube.com/watch?v=gyT4jggAaCw%3Frel%3D0

Dlatego ograniczanie deficytu powinno obejmować również rzetelny audyt urzędów, stanowisk kierowniczych i wydatków na informatyzację.

W 1989 roku urzędnik miał biurko, papier i telefon. Dziś ma komputer, dostęp do ogromnych baz danych i coraz częściej narzędzia sztucznej inteligencji. Technologia zmieniła niemal wszystko. Najwyższy czas sprawdzić, czy równie głęboko zmieniła sposób organizacji pracy państwa.

Zanim politycy zaczną szukać kolejnych oszczędności w kieszeniach obywateli, powinni najpierw sprawdzić, ile kosztuje utrzymanie ich własnych struktur. Bo cyfryzacja, która nie upraszcza biurokracji, jest modernizacją tylko z nazwy.

Na podstawie: GUS, NIK, Szef Służby Cywilnej, MF, Kancelaria Sejmu, Fakt.pl
Źródło: Trybuna.info