Czar6wnica com/p/Czar6wnica
Świat się zmienia, ustroje upadają, a w Polsce jedna rzecz pozostaje niezmienna jak dług publiczny: sprytnie podpięty pod koryto cwaniak zawsze znajdzie sposób, by za pieniądze podatnika zafundować sobie bąbelki w jacuzzi. Zmienia się tylko narracja – kiedyś kradło się na chwałę ojczyzny i krzewienie cnót niewieścich, dziś ściga się to przed kamerami w imię praworządności, dbając przede wszystkim o odpowiednie oświetlenie na konferencji prasowej.
Poprzednicy z PiS doprowadzili sztukę dojenia państwa do poziomu niemal metafizycznego. Przepis był genialny w swojej prostocie: rejestrujesz fundację z nazwą brzmiącą jak połączenie encykliki z podręcznikiem do historii oręża polskiego, w zarząd wpisujesz losowe fantomy w stylu „JanKowalski1”, a na stronie wklejasz bełkot o etyce. Następnie idziesz do zaprzyjaźnionego instytutu, bierzesz 405 tysięcy złotych na „rozwój instytucjonalny”, „popularyzację nauki” oraz absolutny hit sezonu – „estetykę”.
W praktyce ta narodowa estetyka zmaterializowała się pod postacią apartamentu w centrum Krakowa z wanną z hydromasażem i skrzyneczką na kod przy drzwiach, żeby turyści z zagranicy mogli za 350 złotych za dobę krzewić polską myśl patriotyczną między jednym a drugim piwem.
A państwowa tablica pamiątkowa? Skitrana na szafie pod starym kartonem. Bo przecież prezes z rozbrajającą szczerością wyjaśnił, że „być może zdjęto ją do czyszczenia”. Wiadomo – tablica miała kryzys tożsamości, potrzebowała urlopu na szafie, a w apartamencie i tak zasłaniała widok na minibar.
I wtedy na białym koniu wjeżdża Koalicja Obywatelska ze swoim wielkim, bezlitosnym, hollywoodzkim spektaklem pod tytułem „Rozliczamy!”.
Nowa władza rzuca się do mikrofonów. Nowy dyrektor instytutu z groźną miną pręży pierś, pompuje muskuły i zapowiada prokuratora, ogłaszając zdemaskowanie potwornego układu. Jest tylko jeden drobny, przezabawny szczegół,
o którym zapomniano wspomnieć na slajdach: ten sam nowy, uśmiechnięty zarząd chwilę wcześniej bez mrugnięcia okiem podpisał i klepnął sprawozdanie finansowe rzeczonej fundacji. Dopiero gdy smród wybił w mediach, w trybie natychmiastowym odkurzono szable sprawiedliwości. Mechanizm jest wieczny – dziś robimy pokazówkę na poprzednikach, a za cztery lata kolejna zmiana warty będzie dokładnie tak samo ścigać fundacje zakładane przy kawie przez naszych znajomych.
W tym całym narodowym teatrze zemsty i audytów najpiękniejszy jest jednak casting na kluczowych świadków i „ofiary”. Szczytem operacyjnej niemocy i politycznej farsy staje się dramat poszkodowanego Dawida.
Zamiast konkretnych zarzutów, twardych przesłuchań i odzyskiwania publicznej kasy, mamy telenowelę, w której nikt nie kwapi się, by faceta wreszcie konkretnie przetrzepać. Zresztą sam Dawid cierpi na najcięższą chorobę polskiej elity: jedyny ból egzystencjalny, jaki rozrywa jego serce, to fakt, że nie może w tym sezonie polansować się swoim Porsche. Całą resztę – prawo, państwo, podatników, etykę i tę całą hecę z rozliczeniami – ma dokładnie tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.
Mamy więc państwo z kartonu w pełnej krasie:
Prawicowy wizjoner z dotacji funduje sobie apartament na Airbnb, tłumacząc, że wanna z bąbelkami realizuje cele statutowe.
Liberalni szeryfowie urządzają igrzyska z rozliczania, choć sami najpierw przybili pieczątkę, a teraz boją się wezwać na dywanik gościa, bo jeszcze popsują narrację.
A w centrum tego wszystkiego stoi pomnik współczesnej Rzeczypospolitej: zablokowane Porsche, którego właściciel patrzy na ten cały polityczny cyrk z absolutnym politowaniem.
Rządzący zmieniają się co parę lat, wymieniają tabliczki na gabinetach, zmieniają logotypy na rządowych stronach i obrzucają się błotem w programach publicystycznych. Ale bilans pozostaje ten sam: podatnik dalej sponsoruje czyjś wypoczynek w bąbelkach, a jedyną realną karą w tym kraju jest chwilowy brak możliwości wyjechania luksusową furą na miasto.
Czar6wnica