WRZASK NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM

WRZASK NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM

Sławomir M. Kozak oficyna-aurora/wrzask-nad-kukulczym-gniazdem

Za sprawą Sławomira Mentzena głośno się ostatnio zrobiło o jednym z generałów w Polsce, co wzbudziło skowyt tak zwanego systemu i mało przychylne komentarze wobec lidera Konfederacji. Szef Nowej Nadziei nie jest bohaterem mojego romansu, jak to się górnolotnie czasem mawia, jednak w pełni popieram jego wątpliwości dotyczące tej postaci, robiącej zawrotną karierę przy życzliwym wsparciu szefa tak zwanej komisji smoleńskiej, z którym moje drogi przecięły się nieszczęśliwie w przeszłości, o czym wspominam w najnowszej książce „Ostatni lot PLF 101”.

Szefowi Sztabu Generalnego Wojska Polskiego poświęciłem całych sześć zdań już w październiku roku 2024. Ostatnich zdań w felietonie, który pierwotnie ukazał się w Warszawskiej Gazecie, a później trafił do książki „Przewodnik po piekle”. Podejrzewam, że mało kto zrozumiał wówczas o kogo mi chodziło, a zatem przytoczę ten rozdział, zatytułowany „Paskudna ta kukułka” poniżej, zastanawiając się cały czas nad tym, dlaczego mój imiennik ocknął się dopiero teraz?

Kiedy w 2007 roku wystukiwałem na klawiaturze preludium swej pierwszej książki „Operacja Dwie Wieże”, nikt nie używał jeszcze sformułowania, które w ostatnich latach zrobiło niesamowitą karierę. To określenie „deep state”, które do obiegu literackiego w polityce wprowadził doktor Peter Dale Scott. Urodzony w Montrealu w roku 1929 poeta, pisarz i badacz, który jest również byłym dyplomatą i profesorem języka angielskiego na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Uczył go od roku 1980 do 1994, kiedy odszedł na emeryturę. I wątek polski. W latach 1959 – 1961 był dyplomatą w Paryżu. Tam poznał Czesława Miłosza. Ponownie spotkali się w 1961, kiedy doktor Scott rozpoczął pracę w Berkeley. Zaprzyjaźnili się,” Doktor Scott tłumaczył na język angielski utwory Miłosza. Spotykali się i gościli regularnie do roku 1967. Później, na skutek różnic w pojmowaniu świata, ich drogi się rozeszły. Doktor Scott tłumaczył także dzieła Zbigniewa Herberta. Peter Dale Scott jest absolwentem Uniwersytetu McGill w Montrealu, gdzie otrzymał tytuł doktora nauk politycznych. Doktor Scott jest działaczem antywojennym. Ma własną stronę internetową, na której dużo pisze o zamachach 11 września, wojnie w Iraku, Afganistanie, o Al Kaidzie, narkotykach i ropie naftowej. W roku 2002 otrzymał prestiżową nagrodę Lannan Award za swój zbiór poezji. Jest też autorem wielu artykułów i kilku książek.

Doktor Scott uznał, że siłą sprawczą amerykańskiej polityki, zarówno wewnętrznej, jak i zagranicznej, jest właśnie „deep state” – głębokie państwo, struktury nieobecne na co dzień w pierwszej linii, ale decydujące o kierunku, w jakim zmierzają Stany Zjednoczone. Nawiasem mówiąc, sformułowanie to zapożyczył od jednego z tureckich myślicieli. Ale, stosowane powszechnie w publikacjach stało się jego wyróżnikiem, praktycznym znakiem towarowym, z którego inni czerpią dziś przy każdej okazji. (…)

Kiedy pisałem swą drugą książkę, dotarłem do doktora Scotta, przedstawiłem założenia mojej pracy i poprosiłem go o zezwolenie na wykorzystanie w niej przynajmniej części jego tekstu. Wyraził zgodę błyskawicznie i dał mi carte blanche co, nie ukrywam, ogromnie mnie zaskoczyło, ale też zmotywowało do dalszego pisania. W ten sposób, w książce „Oko Cyklopa” znalazł się cały rozdział zbudowany właściwie przez niego. Wizja doktora Scott’a, to obraz przerażający, ale o wiele bardziej prawdziwy od naiwnego komiksu serwowanego nam przez wszystkie media świata od czasu, kiedy uderzono w Amerykę. Mamy w nim prawdę o narkotykach, ropie naftowej, przyczynach agresji na Irak, Afganistan, Kosowo i wszelkie przemiany odbywające się na naszych oczach w postaci różnokolorowych „rewolucji”. Dziś wiemy już, że dotyczy to nas wszystkich.

Przywołałem wówczas ten tekst doktora Scotta także z tego powodu, że zainteresowały mnie jego uwagi na temat wojskowych baz w Polsce i ich udziału w międzynarodowym handlu narkotykami. Po amerykańskich więzieniach na terenie naszego kraju, przyszedł czas na wielki szmugiel. To samo robili przez lata Sowieci, przerzucając przez swoje bazy na terytorium Polski wszystko, na czym dawało się zarobić. Pod koniec ich pobytu na ziemi polskiej, kradzione u nas i w całej Europie samochody, znikały całymi kolumnami za bramami poligonów, by nie niepokojone przez nikogo odlatywać mogły na pokładach sowieckich samolotów transportowych za Bug. Należy przypuszczać, że równolegle kursowały transporty z o wiele groźniejszym ładunkiem, do tego w obie strony. Nic więc dziwnego, że podobny przemyt odbywał się po tzw. „transformacji”. Nadal zachęcam do zakupu książki te osoby, które tej okazji dotąd nie miały.

W książce „Czarny Wrzesień” z kolei, wydanej rok po katastrofie smoleńskiej, kiedy pojawiały się nieśmiałe, ale coraz częstsze komentarze próbujące połączyć ją z wcześniejszym o dwa lata wypadkiem w Mirosławcu postawiłem sprawę dobitniej, przypominając, że od roku 2007 nasze wojska stacjonowały w Afganistanie. I dodawałem, że „na pewno smutne to, kiedy wyobrazimy sobie startujące i lądujące w Polsce samoloty typu CASA, w których trzewiach mogą się pysznić skrzynie pełne białej śmierci. Pewnie znajdują się w tych bazach nieliczni odważni, którym ten widok nie daje spokoju. Tacy, którzy inaczej pojmowali służbę Ojczyźnie i którym ta wiedza plami boleśnie honor żołnierza i polskiego munduru. Ale zło, póki co wygrywa. O tych niezłomnych, jeżeli istnieli lub istnieją,  być może nie dowiemy się nigdy”.

Oczywiście, były to tylko moje całkiem swobodne, nie poparte najmniejszymi nawet poszlakami dywagacje, niczym wstęp do sensacyjnej powieści, taka licentia prosaica. Jednak, ta codzienna proza życia pokazała, że tematu nikt nigdy nie odważył się podjąć.

Większość moich oponentów zarzucała mi uprawianie „teorii spiskowych”, oczywiście nigdy jawnie. Mam nadzieję, że część z nich dojrzała do stanięcia w prawdzie, naturalnie wobec samych siebie, bo nie oczekuję od nich posypywania głowy popiołem. Dziś, prawie wszystkie teorie spiskowe okazały się być spiskową praktyką, zwrotu „deep state” otwarcie używają publicyści, dziennikarze i politycy, od lewej strony sceny politycznej, do prawej. O ile w ogóle można tak to nadal nazywać, bo przecież ten podział jest już w zasadzie nieaktualny i można go ograniczyć do zwolenników porządku, przyzwoitości, pokoju oraz ich przeciwników. Coraz bardziej krystalizuje się on na wzór podziału z czasów tzw. „komuny”, kiedy byliśmy my, a po drugiej stronie byli oni. To chyba uczciwsze postawienie barykady. Z pewnością bardziej czytelne.

Mało kto wie jednak, że doktor Scott swoje widzenie „głębokiego państwa” rozdziela na dwie frakcje. Mianem „deep state” określa czynniki dbające o amerykańską rację stanu, ludzi w znacznej mierze dbających o interes Ameryki, w uproszczeniu można ich umiejscowić w budynku Departamentu Stanu. Grupą drugą, o wiele bardziej bezwzględną i agresywną jest „deep security”, którego rozgrywający okupują budynki Wall Street, CIA, Pentagonu i biurowce korporacji zbrojeniowych. Warto wziąć to pod uwagę, bo bez zrozumienia tego podziału, szafowanie sformułowaniem „głębokiego państwa” będzie nie tylko kontrskuteczne, co prowadzące na manowce każdą analizę, również dotyczącą naszego poletka.

Korzystając z okazji uzupełniam, bo już po ukazaniu się poprzedniego felietonu, w którym przyglądałem się z ornitologicznym zacięciem tubylczemu ptactwu, uaktywnił się na naszej scenie ptak wędrowny znany w Polsce pod nazwą gżegżółki. Narobiła ona hałasu, bo też zgodnie z opisem Wikipedii „usłyszeć ją można na całym niżowym obszarze Polski i w różnych typach krajobrazów”. To, tzw. pasożyt lęgowy. Wykazuje się wyjątkową pogardą wobec przyszłych pokoleń, bo też ma odwieczny zwyczaj podrzucania jaj do cudzych gniazd, swoich nie zakłada, ani nie wychowuje piskląt. Co istotne, taki podrzutek, zaraz po wykluciu, kiedy jeszcze jest ślepy, wyrzuca jaja lub już wyklute potomstwo gospodarza, które ginie na ziemi. Naprawdę, paskudny gatunek, nazywany też zazulą, a powszechnie u nas znany, jako kukułka.”

Sławomir M. Kozak

============================

mail:

Ojej.. Czy Kukuła to taka duża kukułka?