Kto rządzi nami w Warszawie? Odwieczne problemy z procentami.
Izabela Brodacka
Najprostsza, wręcz lapidarna odpowiedź na to pytanie jest następująca: Z pewnością nie Rafał Trzaskowski. Jak twierdzą poinformowani, on w ratuszu bywa sporadycznie, wręcz okazjonalnie. Systematycznie nie uczestniczy w najważniejszych spotkaniach rajców, czyli w sesjach Rady Miasta Stołecznego Warszawy. Czyżby wciąż wychodził z bolesnej traumy porażki w kampanii prezydenckiej?
Jakiś czas temu radni dyskutowali i procedowali uchwałę zakazującą nocnej sprzedaży alkoholu. Pan Trzaskowski był nieobecny. To dziwne, ponieważ to on był autorem projektu tej ustawy. Czyżby zmienił zdanie w tej kwestii? Nie wiadomo. Jeśli tak, to nie nowina i nie dziwota. We wszystkich swoich poglądach zdołał już zmienić swoje opinie. Rządzący Warszawą radni Platformy Obywatelskiej byli przeciwni nocnej prohibicji. Pomimo tego, że warszawska policja, straż miejska, lekarze i zwykli obywatele poparli tę ustawę. Policja i straż miejska twierdziły, że będą mieć mniej pracy, gdy pijacy nie będą ich absorbować i zmuszać do nocnych interwencji. Lekarze powiedzieli, że na SOR-ach będą skuteczniej pomagać chorym, nie musząc zajmować się poszkodowanymi w bijatykach i wypadkach pijakami. Mieszkańcy upominali się o ciszę nocną i możliwość spokojnego życia po godzinie 23.
Dla rządzącej stolicą Platformy Obywatelskiej te argumenty nie miały znaczenia. Jej radni, będąc w większości, odrzucili projekt uchwały w sprawie nocnej prohibicji. Przygotowali się do tej sesji bardzo starannie. Na forach internetowych zwoływali członków PO do gremialnego przyjścia na sesję. Kiedy członkowie PO licznie stawili się w ratuszu, zostali wpuszczeni na widownię sali obrad bocznym wejściem, zarezerwowanym dla urzędników, po to, żeby ubiec zwykłych mieszkańców.
Nieliczni warszawiacy, którym udało się wejść do tego pomieszczenia zastali… wszystkie miejsca zajęte. A jeden bezczelny członek i klakier PO zajął trzy miejsca. Rozsiadł się na jednym, a na sąsiednich położył plecak i swoje rzeczy. Można zachowywać się po chamsku w warszawskim ratuszu? Niestety można. Kiedy członek PO robi takie rzeczy straż ratuszowa nie interweniuje. Radni Trzaskowskiego uchwałę odrzucili. Pan prezydent nie zaszczycił tych obrad, podobnie jak znacznej większości pozostałych, swoją wielmożną i łaskawą obecnością. Odbyła się zatem hucpa bezprawia w obliczu uśmiechniętej cynicznie, w ramach wilczego prawa, większości PO. Zarząd i Rada Warszawy realizują ustawę o wychowaniu w trzeźwości, trzymając transparent z napisem: „ Spożywanie wódki sprzyja trzeźwości warszawiaków !!!”. Złośliwcy twierdzą, że taki transparent powinien trzymać minister Kierwiński, pseudonim „Trzeźwy Pogłos”.
W Warszawie jest 3 389 sklepowych punktów sprzedaży alkoholu. Razem z restauracjami i barami jest ich 6 191!. W całej Szwecji, w której są duże miasta, jej powierzchnia jest większa od Polski, a Sztokholm jest wielkością i liczebnością populacji porównywalny do Warszawy, takich punktów jest 430.
Straty wynikające z nadużywania przez Polaków alkoholu są gigantyczne, wręcz niepoliczalne. Są to skutki materialne, moralne, zdrowotne i finansowe. Czy rządzący Warszawą, członkowie Platformy Obywatelskiej świadomie zrealizowali dywersyjny plan destrukcji warszawskiego społeczeństwa?
Rozpijanie społeczeństwa było faktycznie od wieków metodą jego demoralizowania i rozbrajania przez zaborców. Nasze społeczeństwo nadal ktoś usiłuje rozbroić. Walka z alkoholizmem jest zatem zadaniem bardzo ważnym.
Teraz kilka kropli dziegciu do tej beczki miodu. Czy faktycznie najlepszym rozwiązaniem problemu jest prohibicja?
Prohibicja jest kryminogenna. Jak wiadomo skutkiem prohibicji w USA był drastyczny wzrost przestępczości zorganizowanej i przemytu, rozwój nielegalnych barów (speakeasies), oraz produkcja i sprzedaż skażonego alkoholu, co doprowadziło do ślepoty i śmierci wielu ludzi. Wynika z niej także zmniejszenie wpływów podatkowych i wzrost korupcji. Prohibicja w USA została zniesiona w 1933 roku przez 21 poprawkę do Konstytucji.
Polacy ze swoją mentalnością porozbiorową są bardziej od Amerykanów pomysłowi w omijaniu niemądrego prawa. Czy chcemy doświadczyć tego wszystkiego co Amerykanie? Jak zwykle – ze stuletnim opóźnieniem.
Aby zrozumieć zdecydowane stanowisko Platformy Obywatelskiej w sprawie nocnej prohibicji całkowicie sprzeczne z projektem Trzaskowskiego trzeba zastanowić się jak mówi starożytna zasada prawna „Qui prodest” lub „Cui bono?”, co w obu wersjach oznacza: „kto korzysta” albo „na czyją korzyść to działa” .
Swobodny dostęp do alkoholu jest korzystny dla właścicieli nocnych lokali, nocnych sklepów alkoholowych a także stacji benzynowych na których zaopatrują się „niedopici” rodacy. Na alkoholu zarabia się najwięcej. Szczególnie w nocy gdy klienci mniej czujnie sprawdzają rachunki w restauracji, a pijani nie liczą reszty. Przeciwko ustawie wprowadzającej nocną prohibicję działa więc silne i majętne lobby. Jaki jest związek członkostwa w PO z posiadaniem punktu sprzedaży alkoholu powinni ustalić socjologowie. Z całą pewnością jest to korelacja dodatnia.
Po wprowadzeniu nocnej prohibicji sprzedaż alkoholu przejmą jak to było za komuny różne „babki” i lokalni menele. Bez trudu zaopatrzą się w towar w ciągu dnia. Całkowita prohibicja zaowocuje wzrostem bimbrownictwa a co gorsza podażą trującego alkoholu metylowego powodującego ślepotę i śmiertelne zatrucia. Za czasów komuny powszechnie spożywany był denaturat zwany ze względu na kolor „ jagodzianką na kościach”. Bezspornie powstaną też przestępcze struktury zarabiające na sprzedaży alkoholu tak jak obecnie zarabiają na sprzedaży narkotyków i dopalaczy. Paradoksalnie – łatwy dostęp do alkoholu powoduje zwiększoną liczbę łatwych do opanowania pijackich burd. Dodaje zajęć policji i lekarzom na SOR. Brak dostępu do alkoholu oddaje jego dystrybucję w ręce przestępczości zorganizowanej co owocuje ciężkimi przestępstwami, takimi jak zabójstwa, podpalenia, strzelaniny.
Jak nie staniesz plecy z tyłu.