Pandemia rusofobii

Pandemia rusofobii

22 stycznia, 2026 by belaburyl

Wątek rusofobii świata zachodniego przewija się przez całą książkę Emmanuela Todda „Klęska Zachodu”, która dopiero co ukazała się w sprzedaży (Kraków 2025, ale premiera – dopiero w połowie stycznia). Autor, francuski socjolog, politolog, historyk i demograf, obnaża w niej nieznajomość i niezrozumienie Rosji przez polityków i elity, zwłaszcza zachodnioeuropejskie, a w przypadku Polski wskazuje grupę bodaj najbardziej niechętną Rosji. Co jednak szczególnie niebezpieczne w tej postawie, to nie fakt niechęci, a nawet jawnej wrogości, ale najzupełniej błędna ocena sytuacji, co może przynieść negatywne skutki nie dla Rosji, oczywiście, lecz dla Polski, a nawet dla całego Zachodu.

Todd przywołując wiele danych rysuje więc zupełnie inny obraz Rosji i Putina niż ten, który można odnaleźć w polskich mediach i wypowiedziach tzw. ekspertów. Lata 2000-2017, czyli okres „kluczowej fazy putinowskiej stabilizacji” charakteryzuje przy pomocy „statystyki moralnej”, jak ją nazywano w XIX wieku. Chodzi tu m.in. o wskaźnik zgonów z powodu alkoholizmu (z 25,6 na 100 tys. mieszkańców do 8,4), wskaźnik samobójstw (z 39,1 na 13,8), czy wskaźnik zabójstw (z 28,2 na 6,2). W roku 2020 spadły one jeszcze bardziej, a na szczególną uwagę zasługuje tu wskaźnik śmiertelności niemowląt (z 19 na 1000 żywych urodzin do 4,4), który w USA wynosi 5,4!

Wszystko to pokazuje wzrost poziomu życia, systematyczne nadrabianie zaległości i stan spokoju społecznego – „po koszmarze lat 90.” (s. 41), tak zachwalanych przez Zachód jako otwarcie się na demokrację i wolny rynek. Podobnie imponująco rysują się dane ekonomiczne.

Zaledwie w ciągu kilku lat Rosji udało się osiągnąć samowystarczalność żywnościową i stać się jednym z największych eksporterów produktów rolnych na świecie. Kolejne pakiety sankcji okazały się dla gospodarki tego kraju wręcz „błogosławieństwem”, bo przyczyniły się do wypracowania mechanizmów adaptacji i odporności, a to zaowocowało zwłaszcza po roku 2022, gdy okazało się, że Rosja (której PKB – łącznie z Białorusią – stanowi zaledwie 3,3% PKB całego Zachodu) potrafi produkować więcej sprzętu wojskowego i skutecznie „prowadzić wojnę obronną przeciw ofensywnemu Zachodowi” (s. 148).

Jak Todd wyjaśnia więc panującą powszechnie na Zachodzie rusofobię? Podkreśla, że taki resentyment „jak każde wskazywanie kozła ofiarnego, ujawnia pewne braki u tych, którzy je przejawiają. Nie mówi nic o Rosji, mówi natomiast coś o Ukraińcach, Polakach, Szwedach, Anglikach, a także o francuskich i amerykańskich klasach średnich” (s. 123).

W odniesieniu zaś do Europy Wschodniej Todd zauważa, iż te kraje zdominowane są przez klasy średnie ukształtowane przez komunizm, które po wyzwoleniu oddały swoje proletariaty w służbę zachodniego kapitalizmu” (s. 124).

A więc wychodzi na to, że – wbrew twierdzeniom polskich socjologów – to nie chłopi, nie robotnicy, nie byli pracownicy pgr-ów są homo sovieticus,  lecz wymarzona przez prof. Henryka Domańskiego i powszechnie gloryfikowana klasa średnia – fundament społeczeństwa demokratycznego i gospodarki wolnorynkowej. Konkluzja znakomita!