To nic takiego czyli epitafium wolnego społeczeństwa
It Isn’t That Big of a Deal, Todd Hayen, Nov 29, 2025
Autor: AlterCabrio , 29 listopada 2025
Zabawne, jak ci sami ludzie mogą być absolutnie przekonani, że ich własne ulubione katastrofy – powrót Trumpa do władzy, zmiany klimatyczne, systemowy rasizm, supremacja białych, przeludnienie czy wzrost skrajnej prawicy – to zagrożenia egzystencjalne, które położą kres życiu, jakie znamy, jeśli natychmiast nie zrezygnujemy z wszelkich wolności, by im zapobiec.
Ale wspomnij o cyfrowych dowodach tożsamości, cyfrowych walutach banków centralnych (CBDC), paszportach szczepionkowych, systemach kredytu społecznego czy podstępnej agendzie transhumanizmu, a nagle stajesz się tym paranoikiem w czapeczce z folii aluminiowej.
◊
Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org
◊
To nie jest aż tak wielka sprawa
Inną rzeczą, którą ciągle słyszysz od lemingów będących po drugiej stronie, jest: „To po prostu nie jest aż tak wielka sprawa” albo „Po prostu do tego nie dojdzie” albo „Dlaczego zawsze myślisz o najgorszym?”.
Zabawne, jak ci sami ludzie mogą być absolutnie przekonani, że ich własne ulubione katastrofy – powrót Trumpa do władzy, zmiany klimatyczne, systemowy rasizm, supremacja białych, przeludnienie czy wzrost skrajnej prawicy – to zagrożenia egzystencjalne, które położą kres życiu, jakie znamy, jeśli natychmiast nie zrezygnujemy z wszelkich wolności, by im zapobiec. Ale wspomnij o cyfrowych dowodach tożsamości, cyfrowych walutach banków centralnych (CBDC), paszportach szczepionkowych, systemach kredytu społecznego czy podstępnej agendzie transhumanizmu, a nagle stajesz się tym paranoikiem w czapeczce z folii aluminiowej.
Wielkie katastrofy się zdarzają. Historia jest ich pełna.
Lemingi do pewnego stopnia zdają sobie z tego sprawę. Panicznie boją się asteroid, superwulkanów czy zbuntowanej sztucznej inteligencji stworzonej przez jakiegoś złowrogiego miliardera. Ale jeśli wydarzy się prawdziwa katastrofa, nigdy – NIGDY – nie będzie to ta, przed którą ostrzegaliśmy. Zawsze będzie to ta, którą agenda określiła jako stan wyjątkowy dnia: nowy „wariant”, cyberatak, za który obwinią Rosję lub Iran, atak „krajowego terroryzmu” pod fałszywą flagą lub jakiś całkowicie sfabrykowany kryzys, któremu towarzyszyć będą obszerne materiały generowane przez sztuczną inteligencję, tak przekonujące, że nawet sceptycy zatrzymają się na chwilę.
Gdyby jutro czapy lodowe nagle stopniały i Manhattan znalazłby się pod wodą, idealnie wpisywałoby się to w akceptowaną przez lemingi narrację o katastrofie klimatycznej. Nieważne dekady udokumentowanych programów geo-inżynieryjnych – HAARP, wstrzykiwanie aerozoli stratosferycznych (SAI), zasiewanie chmur na skalę planetarną, czy odtajnione propozycje „zawłaszczania pogody” jako narzędzia bezpieczeństwa narodowego. Nie, to będzie po prostu „globalne ocieplenie”, a zatem twoja wina, że prowadzisz SUV-a albo jesz stek.
Wszystko, co rzeczywiście zmierza w naszym kierunku – wszystko, o czym krytyczni myśliciele krzyczą od lat – po prostu nie znajduje się na radarze lemingów. „Co jest takiego złego w cyfrowej walucie?” – piszczą. „Dlaczego mielibyśmy się martwić cyfrowymi dowodami tożsamości?” Bla, bla, bla.
Pozwólcie, że wyjaśnię to powoli:
Programowalna cyfrowa waluta banku centralnego w połączeniu z obowiązkowym cyfrowym identyfikatorem to koniec ludzkiej wolności, jaką kiedykolwiek znaliśmy. To więzienny panoptikon z niewidzialnymi kratami. Każda transakcja, którą wykonasz, może być śledzona, opodatkowana, zatwierdzona lub odrzucona w czasie rzeczywistym. Kupiłeś za dużo czerwonego mięsa w tym miesiącu? Przepraszamy, transakcja odrzucona — zalecenia lekarza dla planety. Przekazałeś darowiznę na rzecz niewłaściwej partii politycznej lub dziennikarza dysydenta? Konto zamrożone. Wyjechałeś poza swoją 15-minutową strefę miejską bez pozwolenia? Grzywny zostaną naliczone automatycznie. Twój kredyt społeczny właśnie spadł, ponieważ opublikowałeś niewłaściwy mem lub ponieważ algorytm uznał, że twój ślad węglowy jest niedopuszczalny? Powodzenia w zakupach spożywczych. Ale, jak mówią, wszystko jest konieczne, wszystko jest dla nas dobre w dłuższej perspektywie, tak mówią… a jeśli złamiesz zasady? To jasne, że zasłużyłeś na karę.
To nie science fiction. To już jest testowane w Chinach, Nigerii, na Bahamach i po cichu w całej Europie. Infrastruktura jest budowana właśnie teraz, podczas gdy ludzie ziewają i przewijają ekran w smartfonie.
A jednak lemingi co najwyżej wzruszają ramionami. Dlaczego?
Ponieważ większość z nich była psychologicznie i edukacyjnie wychowywana przez dziesięciolecia w przekonaniu, że socjalizm, marksizm, a nawet jawny komunizm są nie tylko łagodne, ale i moralnie wyższe. „Od każdego według możliwości, każdemu według potrzeb” brzmi szlachetnie, gdy nigdy nie widziałeś, jak państwo decyduje o twoich rzeczywistych potrzebach. Myślą, że komunizm to darmowa opieka zdrowotna, umorzenie długów studenckich i rządowe czeki z UBI (Universal Basic Income). Nie mają pojęcia, że to tajna policja o 3 nad ranem, sąsiedzi donoszący na sąsiadów za dodatkowe racje chleba, gułagi, obozy reedukacyjne, wymuszone zeznania i but depczący ludzką twarz – na zawsze.
W prawdziwym komunizmie przeciętny człowiek nie dostaje przytulnego mieszkania rządowego i nieograniczonego Netflixa. Dostajesz przydzielone mieszkanie (jeśli masz szczęście), kartki żywnościowe, pracę, której nie możesz rzucić, ograniczenia w podróżowaniu, cenzurę, limity, inwigilację i ciągły, podły strach, że powiedzenie czegoś niewłaściwego w niewłaściwym momencie spowoduje zniknięcie całej twojej rodziny. Twoje dzieci będą indoktrynowane od przedszkola, by zgłaszać „przestępstwa myślowe” popełniane w domu. Twoje oszczędności będą bezwartościowe, gdy reżim postanowi ponownie zdemolować walutę. A jeśli się sprzeciwisz? Kula, obóz pracy albo powolna śmierć głodowa.
Tak to wyglądało w Związku Radzieckim, Chinach Mao, Kambodży Pol Pota, dzisiejszej Korei Północnej i coraz częściej w „miękkich” wersjach, które wkradają się na Zachód. Większość Amerykanów Północnych i Europejczyków nigdy nie poszła spać głodna, ponieważ państwo uznało, że ich lojalność polityczna jest niewystarczająca. Uważają, że u nas to się nie uda, bo powiedziano im, że „tym razem będzie inaczej” – demokratyczny socjalizm, kapitalizm interesariuszy, Wielki Reset z tęczowymi flagami i zaimkami.
Szczerze wierzą, że te same podmioty, które kłamały na temat pochodzenia covid-19, skuteczności maseczek, bezpieczeństwa szczepionek i „tymczasowego” charakteru uprawnień nadzwyczajnych, nagle staną się dobrotliwymi władcami, którzy będą chcieli ich jedynie utulić do snu na noc i zapewnić im bezpieczeństwo.
Kiedy cyfrowy gułag w końcu zamknie swoje podwoje, będą autentycznie zszokowani. Nie połączą kropek między powtarzaną przez siebie mantrą „nie masz nic do ukrycia, nie musisz się niczego obawiać” a faktem, że nie mogą już kupować jedzenia, bo ich punkty w ramach kredytu społecznego to 312 na 800. Obwinią za to ludzi myślących zdroworozsądkowo, „faszystów” lub „rosyjskie boty” – każdego, poza architektami, którzy latami wmawiali im, że wszystko będzie dobrze.
„Tutaj nigdy nie będzie aż tak źle.”
Słynne ostatnie słowa. Wystarczy zapytać Wenezuelczyków, którzy głosowali za socjalistycznym marzeniem w 1999 roku i jedli zwierzęta z zoo do 2017 roku. Albo Kubańczyków, którzy wciąż czekają w kolejce po olej kuchenny sześćdziesiąt pięć lat po rewolucji. Albo Niemców ze Wschodu, którym wmawiano, że Mur Berliński to „antyfaszystowska bariera ochronna”, aż do momentu, gdy zostali zastrzeleni, próbując się na niego wspiąć.
Historia krzyczy do nas. My po tej stronie przepaści słyszymy to. Lemingi słyszą jedynie kojący głos nadzorcy, który mówi im, że wszystko będzie dobrze, jeśli tylko będą cicho wchodzić do zagrody.
Obudźcie się, zanim bramy się zamkną. Bo kiedy to nastąpi, „To nie jest aż tak wielka sprawa” stanie się epitafium wolnego społeczeństwa.
_____________________
