Wielkopostna asceza. Czyli po co i jak się umartwiać?

Wielkopostna asceza. Czyli po co i jak się umartwiać?

Adrian Fyda pch24.pl/wielkopostna-asceza-czyli-po-co-i-jak-sie-umartwiac/

(PCh24.pl)

Rozpoczynamy dziś Wielki Post – czas w którym podejmujemy umartwienia, post, odmawiamy sobie różnych przyjemności. Ktoś mógłby jednak zapytać: po co to wszystko? Dlaczego dziś mamy zjeść tylko jeden posiłek do syta? Po co mamy rezygnować z rzeczy, które dają nam trochę przyjemności wśród trudów codziennego życia? Oczywiście jedną motywacją jest fakt, że sam Chrystus dał nam przykład czterdziestodniowego postu. Ale są jeszcze inne powody.

Nauka samodyscypliny

W czasie dojrzewania i dorosłości człowiek uczy się samodyscypliny. Wcześniej to głównie rodzice decydowali o tym, co można jeść, kiedy kłaść się spać, wstawać czy jak spędzać wolny czas. Teraz jednak sam zaczyna dokonywać tych wyborów. Dorosłość oznacza, że wiele rzeczy jest dozwolonych, przynajmniej prawnie. Jeśli ktoś chce spać do południa albo jeść niezdrową żywność – może to robić, ale poniesie również konsekwencje swoich decyzji. Nie wstając na czas, można stracić pracę; jedząc zbyt dużo cukru, pogorszyć swoje zdrowie. Przykłady można by tu mnożyć.

Dlatego człowiek potrzebuje wyrobić w sobie dobre nawyki, a doskonałą okazją ku temu jest Wielki Post. To czas, w którym możemy podjąć postanowienia z miłości do Boga, a jednocześnie uczyć się samodyscypliny. To choćby szansa, by wyrobić w sobie nawyk kładzenia się spać o rozsądnej porze, co z kolei sprawia, że rano wstaje się łatwiej. Podobnie jest z innymi nawykami: ograniczanie niezdrowych przekąsek, praca nad swoimi wadami itp. – wszystko to przynosi realne korzyści w życiu. A rezygnacja z niepotrzebnych czynności, takich jak oglądanie filmów czy przeglądanie mediów społecznościowych, daje więcej czasu na obowiązki, modlitwę czy bliskich.

Trzymanie ciała w ryzach

Samodyscyplina wiąże się również z umiejętnością trzymania ciała w ryzach. Każdy doświadcza bowiem sytuacji, w których rozum zderza się z pożądaniami ciała. Rozum nakazuje powstrzymanie się od zjedzenia czegoś niezdrowego lub od poddania się przyjemnościom, ale na skutek słabości człowiek często ulega pokusie, a potem tego żałuje.

Umartwienia pomagają przezwyciężać takie sytuacje, ucząc ciało słyszeć „nie”. Dlatego kierownicy duchowni zalecają – nie tylko w Wielkim Poście – podejmowanie choćby drobnych wyrzeczeń. Rezygnacja z czegoś do jedzenia, zimny prysznic zamiast ciepłego, przesunięcie sprawdzenia mediów społecznościowych na później – w każdej takiej decyzji mówimy ciału „nie” lub chociaż „nie teraz”. Powtarzanie takich czynności, choć może sprawiać chwilowy dyskomfort, przynosi nagrodę w przyszłości. Nauka panowania nad ciałem wzmacnia naszą wolę, gdy pojawiają się pokusy.

Do umartwiania ciała zachęca nas również Ewangelia. Kiedy Apostołowie zapytali Chrystusa, dlaczego nie mogli wyrzucić pewnego rodzaju złego ducha, On im odpowiedział: „Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem” (Mk 9,28). Z kolei św. Franciszek Salezy tak pisał we „Wprowadzeniu do życia duchowego”:

Post nie tylko wznosi umysł, ujarzmia ciało, umacnia dobroć i przynosi nagrodę niebieską, lecz także uczy panowania nad łakomstwem oraz poddawania zmysłowych pożądań i całego ciała prawu ducha. Nawet jeśli możemy uczynić niewiele, nieprzyjaciel lęka się tych, o których wie, że potrafią pościć.

Zdrowie

Portal healthline.com zebrał publikacje naukowe dowodzące różne korzystne efekty postu dla zdrowia. Okazuje się, że post wspomaga kontrolę poziomu cukru we krwi, ogranicza stany zapalne, korzystnie wpływa na ciśnienie krwi, chroniąc jednocześnie serce; pomaga także w utrzymaniu odpowiedniej masy ciała oraz może zapobiegać nowotworom. Zatem podejmując post – zarówno ilościowy, jak i jakościowy – nie tylko wykształcamy dobre nawyki i trzymamy ciało w ryzach, ale również dbamy o swoje zdrowie fizyczne.

Jakie umartwianie najlepiej wybrać?

Przewodnicy duchowi podkreślają, że najlepsze umartwienia to te, które Bóg nam zsyła – czyli codzienne obowiązki i przeciwności, które nas napotykają. Dla matki może to być cierpliwe znoszenie trudów rodzicielstwa, dla kapłana – odmówienie Brewiarza pomimo zmęczenia. To także cierpliwe znoszenie chorób, trudności w pracy czy w rodzinie. Takie naturalne wyzwania są często bardziej wartościowe duchowo niż wymyślone surowe posty i uczą nas posłuszeństwa woli Bożej.

Dobrowolne umartwienia nie powinny szkodzić zdrowiu ani przeszkadzać w wypełnianiu obowiązków. Post ma sens tylko w granicach zdrowego rozsądku. Zbyt ciężkie postanowienia mogą sprawiać pozorne poczucie spełnienia, podczas gdy Bóg pragnie przede wszystkim naszej wierności i codziennej współpracy z Jego planem – jak mówi Pierwsza Księga Samuela: „Lepsze jest posłuszeństwo od ofiary” (1 Sam 15,22). Św. Franciszek Salezy tak pisał o zbyt ciężkich pokutach:

Nie pochwalam długich i nadmiernych postów, zwłaszcza u ludzi młodych. Doświadczenie nauczyło mnie, że gdy źrebię zbyt się zmęczy, schodzi z drogi; podobnie młodzi, osłabieni przesadnym postem, łatwo popadają w pobłażanie sobie. Jeleń nie biegnie dobrze ani wtedy, gdy jest zbyt tłusty, ani gdy zbyt chudy – i tak samo my jesteśmy narażeni na pokusy zarówno przy nadmiarze jedzenia, jak i przy jego niedostatku. W jednym przypadku ciało staje się ospałe, w drugim – przygnębione; i jak nie możemy go znieść w pierwszym, tak ono nie zniesie nas w drugim. Brak umiaru w poście, umartwieniach i surowości uczynił wielu ludzi niezdolnymi do dzieł miłosierdzia w najlepszych latach życia, jak stało się to ze św. Bernardem, który żałował swej nadmiernej surowości. Kto na początku źle obchodzi się z ciałem, na końcu musi je nadmiernie rozpieszczać. Rozsądniej jest traktować je roztropnie, stosownie do pracy i powołania. (…) Jeśli twoja praca jest konieczna lub pożyteczna dla chwały Bożej, wolałbym, abyś znosiła zmęczenie pracy, a nie postu.

Asceza to nie tylko cielesne wyrzeczenia

Podejmowane umartwienia nie muszą mieć wyłącznie wymiaru cielesnego. Mogą bowiem dotyczyć myśli, słów czy cierpliwego znoszenia trudnych sytuacji. Osoba, która grzeszy myślą lub marnuje czas na niepotrzebne rozmyślania, może podjąć ćwiczenie nad kierowaniem myśli ku dobremu, a kto zmaga się z wielomówstwem lub obmową, może powstrzymać się od pewnych słów. Cennym wielkopostnym ćwiczeniem jest również cierpliwe znoszenie uszczypliwości innych, a może nawet pojednanie się z kimś pokłóconym.

Zbliżanie się do Boga

Każda forma podejmowanej ascezy przybliża nas do Pana Boga. Najważniejsze jest jednak, aby cierpienie wynikające z wyrzeczenia połączyć z cierpieniem Chrystusa na krzyżu i ofiarować je Ojcu Niebieskiemu. W ten sposób upodabniamy się do cierpiącego Zbawiciela. Jeśli wyrzeczenie dokonuje się w łasce uświęcającej i z miłości do Boga, staje się aktem zasługującym – takim, który zbliża nas do Niego i wspiera naszą drogę ku wieczności. O konieczności ascezy naucza także Katechizm:

Droga do doskonałości wiedzie przez Krzyż. Nie ma świętości bez wyrzeczenia i bez walki duchowej. Postęp duchowy zakłada ascezę i umartwienie, które prowadzą stopniowo do życia w pokoju i radości błogosławieństw (KKK 2015).

Wielkopostne postanowienie każdy wybiera sam. Musi być dostosowane do stanu życia, kondycji zdrowotnej oraz własnych słabości i grzechów. Nie chodzi o to, by na 40 dni odmówić sobie słodyczy, a potem powrócić do nich. Celem jest raczej zmiana życia na lepsze – tak, aby dobry nawyk czy wolność od konkretnego grzechu pozostała z nami także po Wielkanocy.

Adrian Fyda