Walentynki to nie tylko laicki zwyczaj. Chrześcijańskie obyczaje związane ze świętem zakochanych

chrzescijanskie-obyczaje-zwiazane-ze-swietem-zakochanych

Walentynki to nie tylko laicki zwyczaj. Chrześcijańskie obyczaje związane ze świętem zakochanych

(Tristan i Izolda – bohaterowie legend arturiańskich, które stały się inspiracją dla średniowiecznych twórców literatury europejskiej dotyczącej miłości. Edmund Leighton [Public domain], via Wikimedia Commons)

Walentynki, święto zakochanych obchodzone 14 lutego, niesłusznie bywa stawiane w jednym rzędzie z Halloween, jako kolejny eksportowany do Polski produkt kultury anglosaskiej. Okazuje się bowiem, że wspominany tego dnia w kalendarzu liturgicznym św. Walenty, od którego imienia pochodzi nazwa święta, został ogłoszony patronem zakochanych już w 1496 r. przez papieża Aleksandra VI.

Rzymska geneza

Początków dzisiejszych walentynek szukać trzeba nie w chrześcijaństwie, lecz w pogańskim Rzymie. O ich dacie zadecydowała sama przyroda. W połowie lutego bowiem ptaki gnieżdżące się w Wiecznym Mieście zaczynały miłosne zaloty i łączyły się w pary. Uważano to za symboliczne przebudzenie się natury, zwiastujące rychłe nadejście wiosny. Z tej racji Rzymianie na 15 lutego wyznaczyli datę świętowania luperkaliów – festynu ku czci boga płodności Faunusa Lupercusa. W przeddzień obchodów odbywała się miłosna loteria: imiona dziewcząt zapisywano na skrawkach papieru, po czym losowali je chłopcy. W ten sposób dziewczyny stawały się ich partnerkami podczas luperkaliów. Bywało, że odtąd chodzili ze sobą przez cały rok, a nawet zostawali parą na całe życie…

Gdy w IV w. chrześcijaństwo stało się religią panującą w cesarstwie rzymskim, pogańskie obchody stopniowo zastępowano przez święta chrześcijańskie. Luperkalia były na tyle popularne, że utrzymały się aż do końca V w. Zniósł je dopiero w 496 r. papież Gelazy I, zastępując je najbliższym w kalendarzu liturgicznym świętem męczennika Walentego. Okazuje się jednak, że miał on wiele wspólnego z zakochanymi.

Jeden czy dwóch Walentych?

Za panowania cesarza Klaudiusza Gockiego Rzym był uwikłany w krwawe i niepopularne wojny do tego stopnia, że mężczyźni nie chcieli wstępować do wojska. Cesarz uznał, że powodem takiego postępowania była ich niechęć do opuszczania swoich narzeczonych i żon. Dlatego odwołał wszystkie planowane zaręczyny i śluby. Kapłan Walenty pomagał parom, które pobierały się potajemnie. Został jednak przyłapany i skazany na śmierć. Bito go, aż skonał, po czym odcięto mu głowę. Było to 14 lutego 269 lub 270 r. – w dniu, w którym urządzano miłosne loterie.

Zanim to nastąpiło, w więzieniu Walenty zaprzyjaźnił się z córką strażnika, która go odwiedzała i podnosiła na duchu. Aby się odwdzięczyć, zostawił jej na pożegnanie liść w formie serca, na którym napisał: „Od twojego Walentego”. Nad grobem męczennika przy Via Flaminia zbudowano bazylikę, jednak papież Paschalis I (817-24) przeniósł szczątki męczennika do kościoła św. Praksedy.

Z czasem postać kapłana Walentego zmieszała się z innym świętym męczennikiem noszącym to samo imię. Niektórzy badacze twierdzą nawet, że tak naprawdę chodzi o tę samą osobę. W 197 r. został on biskupem miasta Terni w Umbrii. Znany był z tego, że jako pierwszy pobłogosławił związek małżeński między poganinem i chrześcijanką. Wysyłał też do swych wiernych listy o miłości do Chrystusa. Zginął w Rzymie w 273 r., gdyż nie chciał zaprzestać nawracania pogan. Dziś to właśnie on jest bardziej znany i to do jego grobu w katedrze w Terni ściągają pielgrzymi. Na srebrnym relikwiarzu kryjącym jego szczątki znajduje się napis: „Święty Walenty, patron miłości”.

Nieraz też mówi się o św. Walentym jako patronie epileptyków. Faktycznie jednak chodzi tu o trzeciego świętego noszącego to imię. Żył on w V w. w Recji (na dzisiejszym pograniczu niemiecko-austriacko-szwajcarskim) i przypisywano mu moc uzdrawiania z tej choroby.

Będziesz moją walentynką…

Dzień św. Walentego stał się prawdziwym świętem zakochanych dopiero w średniowieczu, kiedy to pasjonowano się żywotami świętych i tłumnie pielgrzymowano do ich grobów, aby uczcić ich relikwie. Przypomniano więc sobie także dzieje św. Walentego. Święto najbardziej rozpowszechniło się w Anglii i Francji. Nadal, jak w antycznym Rzymie, losowano imiona, choć teraz także dziewczęta wyciągały imiona chłopców. Młodzież nosiła potem przez tydzień wylosowane kartki przypięte do rękawa.

Dziewczęta 14 lutego starały się odgadnąć, za kogo wyjdą za mąż. Aby się tego dowiedzieć, wypatrywały ptaków. Jeśli dziewczyna jako pierwszego zobaczyła rudzika, oznaczało to, że wyjdzie za marynarza; jeśli wróbla – za ubogiego, lecz mogła być pewna, że jej małżeństwo będzie szczęśliwe; jeśli łuszczaka – że poprosi ją o rękę człowiek bogaty. W Walii tego dnia ofiarowywano sobie drewniane łyżki z wyrzeźbionymi na nich sercami, kluczami i dziurkami od klucza. Podarunek zastępował wyrażoną słowami prośbę: „Otwórz moje serce”.

Od XVI w. w dniu św. Walentego ofiarowywano kobietom kwiaty. Wszystko zaczęło się od święta zorganizowanego przez jedną z córek króla Francji Henryka IV. Każda z obecnych dziewczyn otrzymała wówczas bukiet kwiatów od swego kawalera. Przede wszystkim jednak narzeczony był obowiązany 14 lutego wysłać swej ukochanej czuły liścik, nazwany walentynką. Zwyczaj ten zadomowił się nawet na dworze królewskim w Paryżu. Walentynki dekorowano sercami i kupidonami, wypisywano na nich wiersze. W XIX w. uważano je za najbardziej romantyczny sposób wyznania miłości. Treścią listów nieraz były słowa: „Będziesz moją walentynką”. W Stanach Zjednoczonych walentynkowe listy były anonimowe, dlatego kończyły się pytaniem: „Zgadnij, kto?”. W Europie anonimowy nadawca podpisywał się po prostu: „Twój walentyn”.

W 1800 r. Amerykanka Esther Howland zapoczątkowała tradycję wysyłania gotowych kart walentynkowych. Dziś są one wymieniane na całym świecie nie tylko przez zakochanych, ale także przez dzieci w szkołach. Najbardziej znanym ich twórcą był francuski rysownik Raymond Peynet. Zaczął je publikować w 1965 r., gdy 14 lutego został oficjalnie ogłoszony we Francji Świętem Zakochanych.

Święto Zaręczyn

W Austrii w dniu Sankt Valentin odbywają się uliczne pochody, w Anglii zakochani ofiarują sobie kartonowe serca ozdobione postaciami Romea i Julii, a w dzisiejszej Ameryce – po prostu wysyłają e-maile. Jednak najbardziej uroczyście obchodzi się ten dzień w ojczyźnie św. Walentego. Co roku w niedzielę najbliższą 14 lutego w katedrze w Terni odbywa się Święto Zaręczyn. Zgromadzone przy grobie św. Walentego setki par narzeczeńskich, przybyłych nieraz z różnych stron świata, przyrzekają sobie miłość i wierność na czas do dnia ślubu. W 1997 r. krótki list do zgromadzonych w Terni narzeczonych napisał papież Jan Paweł II. Jego treść została wyryta na płycie wmurowanej w pobliżu grobu św. Walentego.

Świętu towarzyszą koncerty, spektakle, projekcje filmów, konferencje, wystawy i imprezy sportowe, które trwają niemal przez cały luty. W tym roku ogłoszono także konkurs na najlepszy SMS o tematyce miłosnej. 14 lutego w Terni jest wręczana nagroda „Rok miłości”. Są tam też organizowane walentynki dla wdów i wdowców oraz ludzi starszych i chorych.

Polskie miasto zakochanych?

Wiele miast w Europie przyznaje się do posiadania relikwii św. Walentego, w tym Lublin, Kraków i Chełmno. Wszędzie tam 14 lutego organizowane są obchody ku czci patrona zakochanych. W bazylice św. Floriana w Krakowie gościem wieczoru, na który zaproszeni są nie tylko zakochani, ale także wszyscy szukający prawdziwej miłości, jest sam św. Walenty, jako że jego relikwie znajdują się w świątyni. W Chełmnie, obok modlitw przy relikwiach świętego ma miejsce barwny przemarsz ulicami miasta z orkiestrą dętą i ułożenie walentynkowego serca ze świec na rynku. W przemyskim kościele franciszkanów nabożeństwa ku czci św. Walentego są kultywowane nieprzerwanie od kilku wieków.

Modlitwa do św. Walentego

Święty Walenty, opiekunie tych, którzy się kochają, Ty, który z narażeniem życia urzeczywistniłeś i głosiłeś ewangeliczne przesłanie pokoju, Ty, który – dzięki męczeństwu przyjętemu z miłości – zwyciężyłeś wszystkie siły obojętności, nienawiści i śmierci, wysłuchaj naszą modlitwę: W obliczu rozdarć i podziałów w świecie daj nam zawsze kochać miłością pozbawioną egoizmu, abyśmy byli pośród ludzi wiernymi świadkami miłości Boga. Niech ożywiają nas miłość i zaufanie, które pozwolą nam przezwyciężać życiowe przeszkody. Prosimy Cię, wstawiaj się za nami do Boga, który jest źródłem wszelkiej miłości i wszelkiego piękna, i który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

(modlitwa pochodzi ze strony internetowej francuskiej miejscowości Saint-Valentin).

Źródło: KAI (Paweł Bieliński)

MWł

Zamiast świętowania – promocja grzechu. Czyli co zrobili z katolickimi świętami?

Zamiast świętowania – promocja grzechu.

Czyli co zrobili z katolickimi świętami?

Adrian Fyda pch24/zamiast-swietowania-promocja-grzechu-czyli-co-zrobili-z-katolickimi-swietami/

(opr. PCh24.pl / GS)

Św. Walenty jest patronem osób zakochanych, a zatem dzień jego liturgicznego wspomnienia jest tak naprawdę świętem czystej miłości.

Niestety coraz częściej dzień ten staje się okazją do promocji grzechu nieczystości i współżycia pozamałżeńskiego.

Podobnie stało się z innymi świętami, ponieważ uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny stały się „świętami” okultyzmu, Boże Narodzenie – konsumpcjonizmu, a obchodzony w krajach anglojęzycznych Dzień św. Patryka – pijaństwa. Cóż więc zrobiliśmy z katolickimi świętami, że stały się one promocją grzechu? [Kto zrobił? Ty, czy ja?? To „oni” robią !! MD]

Święty Walenty to żyjący w IV wieku rzymski lekarz, a według niektórych źródeł – również duchowny. Przekazy głoszą, iż wbrew rozkazowi cesarza błogosławił śluby młodych legionistów. Inna legenda znów głosi, że miał „talent” do łączenia młodych dziewcząt i chłopców w pary małżeńskie. Według jeszcze innej historii, został skazany na śmierć, a w przeddzień egzekucji wysłał swojej narzeczonej pierwszą w historii „walentynkę”, czyli list podpisany: „Od Twojego Walentego”.

Kościół uczynił więc świętego Walentego patronem osób zakochanych. Małżonkowie powinni modlić się do niego o pomoc w wytrwaniu w wierności małżeńskiej, osoby randkujące – o rozeznanie czy ich sympatia jest dobrym kandydatem czy kandydatką na małżonka, a osoby samotne – o znalezienie dobrego męża czy żony. Nic więc dziwnego, że 14 lutego – czyli dzień liturgicznego wspomnienia świętego męczennika – jest dniem szczególnym dla wszystkich zakochanych. Jest to bowiem święto czystej miłości, którą pragną obdarzyć siebie nawzajem. Stałym niemalże elementem walentynek jest obdarowywanie się ozdobnymi karteczkami opatrzonymi wierszykiem, a często i miłosnym wyznaniem.

Niestety w wyniku komercjalizacji i zmian kulturowych dzień ten nabrał charakteru święta erotycznego. Tak powstało popularne dziś skojarzenie z miłością cielesną, czy obdarowywanie się intymnymi prezentami. Dla wielu osób żyjących w związkach niesakramentalnych jest to okazja do manifestacji ich grzechu oraz spełnienia cielesnych pożądań. Tym bardziej, że takie „luźne” związki oparte są na egoizmie i dążeniu do własnej przyjemności – również tej cielesnej – a ich istotą jest możliwość zerwania relacji w chwili, gdy przestaje ona przynosić osobistą korzyść. Walentynki zatem – w założeniu święto czystej i ofiarnej miłości – stały się okazją do promowania romantyczności rozumianej jako erotyzm, a tym samym grzechów przeciwko szóstemu przykazaniu.

Walentynki nie są jedynym katolickim świętem, które zastąpiono reklamą nieprawości. To samo stało się bowiem z Wigilią Wszystkich Świętych 31 października. Dla katolików uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to niezwykle ważne dni, które podkreślają jedność Kościoła walczącego – nas, którzy na ziemi wciąż zabiegamy o zbawienie, triumfującego – świętych w niebie i cierpiącego – dusz pokutujących w czyśćcu. Niestety wieczór poprzedzający uroczystość Wszystkich Świętych to coraz popularniejsze „Halloween”, będące okazją do promocji okultyzmu. Co ciekawe, nazwa halloween oznacza „Wigilię Wszystkich Świętych” (ang. All Hallows Eve), jednak znaczenie tego wieczora – odniesienie do duchów, demonów, wampirów, czy czarownic – ze wszystkimi świętymi nie ma bynajmniej żadnego związku.

Halloween rozpowszechniło się głównie w krajach anglosaskich, jednak coraz bardziej popularne staje się ono również w Polsce. Wydaje się, że istnieje pewna presja społeczna na kopiowanie zachodnich trendów, której (na szczęście!) katolicka część polskiego społeczeństwa wciąż stawia duży opór. My Polacy nie jesteśmy jednak wcale tacy święci! Już przecież w mickiewiczowskich „Dziadach” czytamy o gusłach odprawianych w noc przed dniem Wszystkich Świętych i wywołaniu duchów, co było polskim odpowiednikiem anglosaskiego „Halloween”.

W podobny sposób Boże Narodzenie stało się „świętem” konsumpcjonizmu. Istnieje nawet określenie „Christmas creep” („gorączka bożonarodzeniowa”) oznaczające czas świątecznych zakupów na długo przed Bożym Narodzeniem. Sprzedawcy wystawiają produkty bożonarodzeniowe wcześniej, aby wydłużyć czas rzekomo „świąteczny” i zwiększyć swoją sprzedaż. Sklepy zakładają, że trzymiesięczny okres: październik-listopad-grudzień winien być czasem największego utargu w roku. Zakupoholicy czują się wówczas jak w raju, bez trudu usprawiedliwiając kupowanie wszystkiego ponad miarę.

Bez wątpienia obdarowywanie się prezentami czy przygotowywanie świątecznej uczty jest rzeczą dobrą, pod warunkiem, że ma to nam pomóc w przeżywaniu radości z narodzin Zbawiciela. Niestety dla wielu osób święta Bożego Narodzenia stały się jednak pustym zwyczajem. Kiedy bowiem brakuje duchowego przygotowania do nich w Adwencie i liturgicznego świętowania ich w kościele, kupowanie prezentów czy ozdób staje się celem samym w sobie. Stworzyliśmy sobie świeckie „święto”, w którym sprzedawcom chodzi wyłącznie o to, by sprzedać jak najwięcej i zdobyć największy utarg, a kupującym – ulżyć niemal wszystkim swoim zakupowym zachciankom.

Ostatnim wreszcie „zniszczonym” świętem jest obchodzony 17 marca dzień św. Patryka, ewangelizatora Irlandii. Obchodzone w tym kraju święto upamiętnia przybycie świętego biskupa na wyspę, a wraz z nim – chrześcijaństwa. Wraz z imigracją Irlandczyków do innych krajów, obchód ten przyjął się w niemal wszystkich krajach anglojęzycznych. Niestety i to święto straciło swój katolicki wydźwięk, stając się jedynie okazją do pokazywania swoich irlandzkich korzeni i świętem irlandzkiej kultury. Nieodzownym elementem są tradycyjne dania, muzyka, ubieranie się na zielono, wszechobecne symbole koniczyny (wzięła się ona stąd, że św. Patryk wyjaśniał Trójcę Świętą z jej użyciem, ale dziś mało kto już o tym pamięta!), czy… piwo uznawane niemal za „obowiązkowy” napój tego dnia.

Nie ma niczego złego w tym, że ktoś chce „stać się Irlandczykiem” na jeden dzień, zakosztować irlandzkich dań, czy spotkać się z przyjaciółmi przy kuflu piwa lub dwóch. W praktyce jednak, jest to po prostu dzień pijaństwa. Mało kto potrafi skończyć na odpowiedniej ilości alkoholu, a wiele osób uważa ten dzień za wymówkę do picia piwa bez jakichkolwiek ograniczeń. W ten sposób przepiękne święto ewangelizatora „Zielonej Wyspy” przekształcono w międzynarodowy dzień upijania się piwem.

Czy da się jeszcze przywrócić prawdziwy wydźwięk katolickim świętom? Chociaż nie mamy wpływu na całe społeczeństwo, to możemy zacząć od siebie, a następnie dawać przykład innym. Przede wszystkim możemy zadbać w te dni o uczestnictwo we Mszy św. i modlitwę. Niech dzień św. Walentego będzie okazją do szczególnej modlitwy za męża, żonę, czy sympatię, i okazją do okazania im miłości. W pierwszych dniach listopada zadbajmy z kolei o uzyskanie odpustów za zmarłych. Do Bożego Narodzenia przygotujmy się przez udział w Roratach, a potem świętujmy z rodziną i znajomymi przy wspólnym śpiewie kolęd. Wreszcie jeśli komuś bliska jest Irlandia, niech w dzień św. Patryka modli się o nawrócenie tego kraju na katolicyzm.

Ważne jest również przekazanie dzieciom o co chodzi w katolickich świętach – tym bardziej, że od swoich rówieśników usłyszą zapewne inne treści. Trzeba im przypominać, że Boże Narodzenie czy Walentynki mają pierwotnie religijny sens i związane są z wiarą, a nie tylko komercją.

Adrian Fyda

Wojna karnawału z postem. Walentynki w Popielec.

Wojna karnawału z postem. Walentynki w Popielec

Paweł Chmielewski pch24

Mało jest tak okropnych świeckich celebracji jak Walentynki. Nawet Halloween jest „lepsze„, bo nie ukrywa zła i plugastwa, które w sobie nosi, ale się nim chełpi i chlubi; występuje więc z otwartą przyłbicą. Z Walentynkami jest inaczej; to najgorszy rodzaj demona, bo – uśmiechnięty.

Jak to? Walentynki, powie jakiś oburzony kochanek, mają przecież chrześcijański korzeń. Ba, żeby chrześcijański po prostu, ale nawet lepiej: bo średniowieczny. Niechby; ale nie wszystko złoto, co się świeci. Romantyczna miłość rodzi się w wypaczonym nurcie średniowiecznej kultury. To triumf uczucia nad rozumnością, pożądania nad obowiązkami stanu. Ta nić europejskiej tradycji nie wyrosła z chrześcijaństwa, ale rozwijała się wbrew niemu, aż do swojej straszliwej kulminacji w czasach rewolucji XVIII i XIX stuleci.

Romantyczni autorzy i poeci tego czasu, od Jeana-Jacquesa Rousseau, głosili wyłącznie jedną „miłość”: do siebie. Ideał kochania okresu rewolucji jest wielkim triumfem ducha protestanckiego subiektywizmu; szybko przyniósł fatalne owoce. Gdy romantyczny duch ogarniał jednostki i był przeżywany erotycznie, mógł prowadzić najwyżej do osobistych dramatów i powoli psuć obyczaje. Gdy ogarniał całe społeczeństwa, szukał innego ujścia. Stąd rodzi się nacjonalizm, w tym nacjonalizm najgorszy, niemiecki. Johann Gottlieb Fichte wygłaszając swoje niesławne „Mowy do narodu niemieckiego” (Reden an die deutsche Nation) czerpał ze studni romantyzmu. Upoił Niemców zatrutą francuską wodą. Choroba miała swoją kulminację w dyktaturze narodowosocjalistycznej Arbeitspartei, z natury właśnie romantycznej.

Oswald Spengler, krytyk narodowego socjalizmu mający szczęście umrzeć przed najgorszą erupcją barbarzyństwa (zm. 1936), określił zachodnią kulturę imieniem faustycznej. Faustyczność (das Faustische), pisał, to czysta dynamika; to impet postępu; dążność do przekraczania granic; pęd do rozwoju. Z żalem patrzył na uwiąd tych żywotnych sił: tego, co w Zachodzie twórcze, wolne i stąd – boskie. Duch faustyczny był skazany na śmierć. Faustyczność to choroba: to irracjonalne dążenie do absolutu; ogarnięcia tego, czego z definicji (sic) ogarnąć się nie da. Kultura faustyczna, która wybija ten aspekt, stacza się w barbarię; staje się przeciwieństwem umiarkowania Aten i Rzymu. Barbarzyńska faustyczność to inne imię Nietzscheańskiego dionizyzmu przeciwstawionego apollinizmowi. Grecy, a za nimi również rzymianie, kochali to, co skończone, bo to, co skończone jest rozumowo ujmowalne: w skończoność może wkroczyć λόγος. Chorobliwi faustycy nigdy nie znajdują ukojenia; zawsze chwytają wiatr. Dionizyjskie menady, prowansalscy trubadurzy, środkowoeuropejscy protestanci, francuscy rewolucjoniści, niemieccy nacjonaliści, rosyjscy bolszewicy, anglosascy genderyści: biologiczny lęk przed bezkresem mylnie biorą za pobożność i upajają się przytłaczającym ogromem. Odrzucają rozum, bo rozum – to ograniczenie; oni nie znoszą ograniczeń. Tak rozumiana faustyczność, jeżeli połączona zostanie z polityczną siłą, zawsze prowadzi do ekstremizmów; ostatecznie zawsze syci się mordem i pożądliwością, bo nic innego nie jest w stanie zapełnić pustki, w którą chętnie wrzucają się oszalali faustyczni barbarzyńcy.

Angielskie „love” i niemieckie „lieben” ma ten sam rdzeń, co łacińskie „libido”, to znaczy: pożądanie. Polska „miłość”, przeciwnie, jest związana z łacińskim „mitis”, łagodnym.

Walentynki nie są celebracją miłości, ale pożądania. Odwołują się do tego, co w kochaniu najniższe; instynkt płodzenia wynoszą z alkowy przed oczy wszystkich. Gdyby tylko do tego się to sprowadzało, ktoś mógłby wzruszyć ramionami; ot, prymitywizm. W Walentynkach jest jednak coś więcej: to przecież romantyczne. Romantyczna, prymitywna libido nie zna żadnych granic; jest chorobliwie faustyczna. Od 1968 roku nie zna granic małżeństwa; od pewnego czasu nie zna nawet granic płci. Walentynki nie są nowoczesnym świętem płodności; to święto pożądliwości i miłości własnej. Czego chcę, to i wolę mam posiąść. „Bez zobowiązań”, mówi dzisiejsi: to trafne wyrażenie. Zobowiązanie jest istotą miłości, brak zobowiązań istotą sycącego się ad libitum pożądania. Spójrzmy na symbole. Serca, kwiaty… Czy to przypadek, że ta symbolika jest anatomiczno-przyrodnicza, jakby wewnętrznie odwołująca się do tego co ziemskie, doczesne i przemijające? Serce umrze, a kwiat zwiędnie; tak jak nieustannie umierają i więdną chwiejne pożądania celebransów Walentynek. Obrączka, przeciwnie, jest trwała, związująca; to porządek i ramy, w których rozum zamyka miłość.

Kto 14 lutego pożąda (is loving), ten zasadza romantycznego narcyza pożądania samego siebie – nie chce zobowiązań, chce tylko pędzić naprzód, wiedziony przez popędy i szukanie absolutu, którego nie może pochwycić rękami tego ciała; kto kocha (miłuje), ten wypełnia obowiązek, wie, że człowiek dojrzewa i prawdziwie wyraża swoje człowieczeństwo właśnie w ten sposób – wypełniając obowiązki, ograniczając się, rezygnując z czczej gonitwy za uczuciami.

Obrzydliwe są Walentynki, ten terror romantycznego ducha. Na szczęście w tym roku każdemu miłującemu katolikowi łatwiej będzie odeprzeć serduszkowy napór: zdarzyło się, 14 lutego Środa Popielcowa.

Posypmy głowy popiołem. Nie gońmy za tym, czego nie da się schwytać. Przeminiemy.

Paweł Chmielewski