Przegląd afer. Moje teorie spiskowe

Przegląd afer. Moje teorie spiskowe

7.03.2026 Stanisław Michalkiewicz nczas/przeglad-afer-moje-teorie-spiskowe/

NCZAS.INFO | Teoria spiskowa? Podobieństwo do osób i zdarzeń całkowicie przypadkowe. Obrazek ilustracyjny. Źródło: Grok
NCZAS.INFO | Teoria spiskowa? Podobieństwo do osób i zdarzeń całkowicie przypadkowe. Obrazek ilustracyjny. Źródło: Grok

No i mamy wojnę, pani Mullerowo – mógłby powiedzieć dobry wojak Szwejk do swej posługaczki, na widok konfliktu, jaki targa nasz nieszczęśliwy kraj, wstrząsając nawet fundamentami naszej młodej demokracji. Chodzi mi oczywiście o wojnę, jaką panu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu wypowiedział Wielce Czcigodny obywatel Czarzasty Włodzimierz, który dzięki siuchcie z obywatelem Hołownią Szymonem został marszałkiem naszego Knesejmu.

Ale to nie on, to znaczy – nie obywatel Czarzasty jest wynalazcą naszego oryginalnego systemu politycznego, opisanego w konstytucji z 1997 roku. Jej ojcostwo przypisuje się – nie wiem, czy słusznie – czterem osobnikom: Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, Ryszardowi Bugajowi, Tadeuszowi Mazowieckiemu i Waldemarowi Pawlakowi. O Tadeuszu Mazowieckim nie chcę mówić, jako że de mortuis nihil nisi bene, co się wykłada, że o zmarłych tylko dobrze, ale jeśli chodzi o pozostałych, a zwłaszcza – o Aleksandra Kwaśniewskiego, to – jak mówią gitowcy – „wszystko gra i koliduje”.

Chodzi o to, że konstytucja z 1997 roku ustanawia taki dziwaczny system władz i zależności między nimi, że na podstawie jej przepisów nie można odpowiedzieć na proste i z punktu widzenia państwa – bardzo ważne pytanie: kto dowodzi wojskiem. Przede wszystkim zaś konstytucja utrzymuje system parlamentarno-gabinetowy, w którym głównym ośrodkiem władzy jest prezes Rady Ministrów, który w ogóle nie musi mieć legitymacji demokratycznej – bo nie ma żadnych przeszkód prawnych, by premierem został jegomość nie będący ani posłem, ani senatorem. Najsilniejszą w całym państwie legitymację demokratyczną ma prezydent, jako że to stanowisko jest obsadzane na podstawie wyniku powszechnych wyborów – ale nie ma władzy, a najwyżej – jej pozory.

Taki stan rzeczy powoduje nieustanną destabilizację państwa, nawet w sytuacji gdy między prezydentem i premierem nie ma różnicy politycznej na tle przynależności do obozu politycznego. Jak pamiętamy, nawet między premierem Millerem a prezydentem Kwaśniewskim panowała „szorstka przyjaźń”, co było łagodnym określeniem wzajemnego się podsrywania. Czy jest to skutek ignorancji „ojców” tej konstytucji, czy może w tym szaleństwie jest metoda? Skłaniałbym się ku drugiej odpowiedzi, chociaż nie mam przesadnego wyobrażenia o zdolnościach Aleksandra Kwaśniewskiego, który legitymuje się specyficznym rodzajem mądrości, nazywanej sprytem. Moim zdaniem właśnie dlatego forsował on takie dziwaczne rozwiązania ustrojowe.

Chodzi o to, że Aleksander Kwaśniewski był za pierwszej komuny tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie operacyjnym „Alek”. Właśnie dlatego został upatrzony na prezydenta, żeby tak ukształtować ustrój państwa, by ostatnie słowo należało do bezpieki, która – jak to wynika z mojej innej teorii spiskowej – wykonuje polecenia tej zagranicznej centrali wywiadowczej, do której się podczas transformacji ustrojowej przewerbowała. Z tego punktu widzenia nie tylko ustrojowy bałagan w Polsce jest jak najbardziej pożądany, a już najbardziej pożądana jest sytuacja, w której nie można odpowiedzieć na pytanie: kto dowodzi wojskiem.

Obywatel Tusk wyjaśnia aferę Epsteina

Jak niedawno oświadczył obywatel Tusk Donald, powoła specjalny zespół pod kierownictwem obywatela Żurka Waldemara, który ma wyjaśnić tzw. „polskie wątki” afery Epsteina. Ale równocześnie z obwieszczeniem o zamiarze powołania takiego zespołu od razu nakazał mu wykazać, że nici „polskich wątków” prowadzą do Putina. Jestem pewien, że obywatel Żurek Waldemar w podskokach wykona ten obstalunek, bo myślę, że za pieniądze gotów jest na wszystko.

Dodatkową poszlaką, która wskazuje, że ten zespół nie ma niczego wyjaśniać, tylko skonfabulować jakieś opowieści o ruskich agentach, jest okoliczność, że członkostwo w tym zespole ma być utajnione. Wiadomo tylko, że będą tam prokuratorzy – być może prokuratura Ewa Wrzosek – no i bezpieczniacy – ale kto konkretnie – tego już się nie dowiemy. To bardzo asekuranckie wyjście, zapewniające członkom zespołu całkowite bezpieczeństwo i bezkarność – dzięki której będą mogli oskarżyć każdego o cokolwiek. Jeśli nie można by delikwenta wsadzić do lochu za jakieś udowodnione szpiegostwo – chociaż z drugiej strony, czyż nienawistnym sędziom trzeba by takie rzeczy udowadniać, by wydali wyrok skazujący? – to na wszelki wypadek sprokuruje mu się bzykanie panienek, najlepiej nieletnich, na przykład – ze środowiska „galerianek”, w których policja i bezpieka mogą sobie wprost przebierać. Takiej panience nie trzeba nawet dużo zapłacić, żeby zeznała, co trzeba, dzięki czemu do końca życia będzie mogła zażywać reputacji ofiary, a niezależnie od tego napisać książkę o swoich przygodach i stać się damą i pisarką.

Afera podkarpacka

No dobrze – ale dlaczego obywatel Tusk Donald uczepił się jak pijany płotu rozporkowej afery Epsteina, chociaż ma tuż pod nosem nierozliczoną aferę podkarpacką, w której – obok wątku ukraińskiego – są wyłącznie polskie wątki? Przypomnijmy: w roku 2014, kiedy tylko amerykański prezydent Obama wysadził w powietrze lizboński porządek polityczny, dwaj Ukraińcy, prawdopodobnie agenci SBU, zakładają na Podkarpaciu sieć burdeli, do których sprowadzają ukraińskie panienki, z których wdzięków korzystają – no właśnie. Nie żadni ludzie z ulicy, tylko osoby z towarzystwa i to powiązanego wzajemnymi zależnościami. Dzięki temu obydwaj Ukraińcy prosperują na Podkarpaciu jak pączki w maśle, korzystając z ochrony policyjnej, z parasola ochronnego prokuratury, no i oczywiście – niezawisłych sądów, dzięki czemu, nawet jeśli za bardzo się rozdokazywali, traktowani byli niezwykle łagodnie. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze – ale niezależnie od tego ten wyjątkowo pobłażliwy stosunek do ukraińskich alfonsów mógł wynikać również z nastawienia ówczesnych władz naszego bantustanu, który już wtedy przepoczwarzał się w „sługę narodu ukraińskiego”. Dzisiaj sprawy zaszły pod tym względem tak daleko, że trudno mówić tu o „słudze”, a nawet – o „posługaczu”. Jeśli już – to raczej o szmacie, którą Ukraińcy wycierają sobie utytłane buty. Toteż „afera podkarpacka” nigdy właściwie nie została nawet rozpoznana, nie mówiąc już o jakichś, dzisiaj niezwykle modnych, „rozliczeniach”.

W tej sytuacji lepiej rozumiemy, dlaczego obywatel Tusk Donald uczepił się afery Epsteina pod pozorem „polskich wątków”, natomiast szerokim łukiem omija aferę podkarpacką. Z uwagi na wiodącą rolę Ukraińców, prawdopodobnie agentów SBU, trudno byłoby nawet zdolnemu do wszystkiego obywatelowi Żurkowi Waldemarowi, natrafić tam na nitki wiodące do kłębka w postaci Putina, więc użyteczność tej afery dla bieżących potrzeb jest niewielka, a może nawet żadna, skoro nie wiemy, czy wśród klientów tamtejszych burdeli nie było przypadkiem kolegów obywatela Tuska Donalda?

A mogło tak być, choćby z uwagi na opinię boksera „Cygana” Kosteckiego, który – zanim taktownie powiesił się w więziennej celi na własnym prześcieradle – oskarżał tamtejszą policję, prokuraturę i niezawisłe sądy, że zwalczają burdelową konkurencję dla Ukraińców. Zaiste, świętą rację miał pan Jasina, kiedy mówił, że Polska jest „sługą narodu ukraińskiego” – co pokazało się nawet na odcinku burdelowym.

Wspólny mianownik afer

Ale afera podkarpacka nie była jedyną w III RP, która nie doczekała się „rozliczenia”. Inne też się nie doczekały, bo trudno uznać za „rozliczenia” ich pozory. Na przykład – „matka wszystkich afer”, czyli afera Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Jak pamiętamy zaczęło się od tego, że z inspiracji bezpieki, na przełomie lat 80. i 90. władze wpadły na pomysł nielegalnego wykupu polskiego długu na międzynarodowym rynku finansowym. Państwo wyłożyło na ten cel 1700 mln dolarów. Długi jednakże wykupiono tylko za 60 mln dolarów, podczas gdy cała reszta gdzieś zniknęła. Gdzie – tego do dzisiaj nikt nie wie i gdyby nie liczne „stare rodziny”, które się w rezultacie u nas pojawiły, to musielibyśmy uwierzyć, że żadnej afery nie było. Po wieloletnim, żmudnym śledztwie wreszcie ruszyła sprawa sądowa, którą prowadziła pani sędzia Barbara Piwnik. Uchodziła ona za bardzo sprawną, ale premier Leszek Miller – być może właśnie dlatego – zaoferował jej stanowisko ministra sprawiedliwości w jego rządzie, które pani Barbara skwapliwie przyjęła. Wskutek tego, zgodnie z procedurą, sprawa musiała rozpocząć się od początku. Po wielu latach zakończyła się wesołym oberkiem, to znaczy – skazany został pan Grzegorz Żemek, który w tym wszystkim był wykonawcą i to podrzędnym oraz pani Janina Chim, będąca wykonawczynią jeszcze podrzędniejszej rangi. Ani jedno, ani drugie nie pisnęło słówkiem o prawdziwych autorach afery, dzięki temu w celach nie odwiedził ich żaden seryjny samobójca.

Podobnie było w przypadku afery Amber Gold, która polegała na tym, że filuci sprzedawali naiwniakom papierowe kwity jako złoto. Całym przedsięwzięciem kierować miał „słup”, a właściwie nawet „słupek”, który oczywiście został poświęcony na ołtarzu praworządności. Ale tu piorun strzelił już blisko, bo w sprawę zamieszany był syn premiera Donalda Tuska Michał, którego pełnomocnikiem był obecnie Wielce Czcigodny Giertych Roman. Były to sceny przypominające te z „Towarzysza Szmaciaka”, kiedy to były sekretarz PZPR Wardęga, próbował w 1968 roku ratować swego znanego z „mózgowych zwojów” syna Aleksa. „Szmaciak śmiał się, patrząc, jak stary jak w ukropie zwija się, by ratować chłopię”.

Ale w naszym fachu nie ma strachu, bo przecież wszystko działo się w znanym na całym świecie z niezawisłości gdańskim okręgu sądowym. Sejmowa komisja śledcza pod przewodem Wielce Czcigodnej Małgorzaty Wassermanówny wprawdzie stwierdziła, że w tej sprawie niezależna prokuratura i niezawisłe sądy nie zachowały się „prawidłowo”: czyli – z innego punktu widzenia zachowały się na najwyższym poziomie – ale już nie odważyła się postawić pytania, dlaczego właściwie zachowały się nieprawidłowo?

Pewne światło na tę sprawę rzuca okoliczność, że nienależna prokuratura wszczęła tak zwane „energiczne śledztwo” dopiero wtedy, gdy cała forsa z Amber Gold zniknęła w tak zwanej sinej dali, to znaczy – gdy było już bezpiecznie. Ma to swoje konsekwencje do dzisiaj, przynajmniej w przypadku Wielce Czcigodnego Giertycha Romana, który przy okazji bycia pełnomocnikiem Michała Tuska, mógł poznać rozmaite wstydliwe zakątki, toteż trudno się dziwić, że obywatel Tusk Donald zaoferował mu „biorące” miejsce na liście kandydatów KO do Knesejmu.

Ale nie tylko w tym punkcie – bo wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby się okazało – co oczywiście nigdy się nie okaże – że i obywatel Tusk Donald dostał telefon: wiecie, rozumiecie, Tusk. Myśmy poszli wam na rękę w sprawie Amber Gold, to wy teraz utwórzcie zespół do zbadania polskich wątków rozporkowej „afery Epsteina” – i tak nim pokierujcie, żeby on wskazał na powiązania Putina z tymi delikwentami, których my wam wskażemy w późniejszym terminie – bo inaczej z wami będzie brzydka sprawa…

Twórca „Amber Gold” Plichta dostanie odszkodowanie. Od nas. „Za naruszenie praw człowieka”

Twórca Amber Gold

dostanie odszkodowanie.

„Za naruszenie praw człowieka”

20 lutego 2026, fakt.pl/tworca-amber-gold-wygral-w-strasburgu-polska-wyplaci-odszkodowanie

Marcin S-P., założyciel Amber Gold, otrzyma od państwa 16 tys. euro odszkodowania za warunki, w jakich był przetrzymywany w areszcie. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że doszło do naruszenia jego praw. Mężczyzna pozostanie w więzieniu co najmniej do sierpnia 2027 roku, gdyż sąd nie zgodził się na jego wcześniejsze zwolnienie.

Marcin S-P., twórca Amber Gold, dostanie odszkodowanie za inwigilację w celi.
Marcin S-P., twórca Amber Gold, dostanie odszkodowanie za inwigilację w celi. Foto: Mirosław Pieślak / newspix.pl_omp_temp

W październiku 2024 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku odrzucił wniosek Marcina S-P. o przedterminowe zwolnienie. Sędziowie uznali, że nie nastąpiła u niego trwała zmiana postawy życiowej, a dalsza resocjalizacja jest konieczna. Skazany próbował odwołać się od tej decyzji, jednak bezskutecznie. Od tamtej pory, nowe wnioski w tej sprawie już nie wpłynęły do biura podawczego.

https://pulsembed.eu/p2em/rt6jAFvlJ

Twórca Amber Gold dostał odszkodowanie za zbyt surowe traktowanie w więzieniu

Od 2016 roku Marcin S-P. był objęty bardzo surowym nadzorem w areszcie. W jego celi przez całą dobę obecny był funkcjonariusz, który obserwował i słuchał wszystko, co działo się w środku. Monitoring obejmował zarówno dzień, jak i noc, a dodatkowo S-P. był narażony na światło i hałas z korytarza. W przypadku potrzeby skorzystania z toalety drzwi były jedynie przymykane. Ten zaostrzony system ochrony, mający zapobiegać samobójstwu i chronić osadzonego przed innymi więźniami, obowiązywał do czerwca 2022 roku i był wielokrotnie przedłużany decyzją dyrektora więzienia.

Mężczyzna poskarżył się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Żaden inny więzień w Polsce nie był objęty tak restrykcyjnym nadzorem. W skardze podnosił, że był traktowany w sposób nieludzki i poniżający, a także doświadczał tortur psychicznych oraz naruszenia prawa do prywatności.

Europejski Trybunał Praw Człowieka rozpatrzył skargę S-P. przeciwko Polsce i zaakceptował polubowne rozwiązanie zaproponowane przez polski rząd. Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało, że rząd przyznał naruszenie praw skarżącego i zaproponował wypłatę 16 tys. euro zadośćuczynienia. S-P. zaakceptował te warunki, a Trybunał uznał, że działania rządu są wystarczające i nie ma potrzeby dalszego rozpatrywania sprawy. Rekompensata ma zostać wypłacona w pierwszych miesiącach 2026 roku.

Afera Amber Gold wraca na wokandę. Sąd zdecyduje nawet o 30 milionach złotych

Marcin S-P. został prawomocnie skazany na 15 lat więzienia w maju 2022 roku, po dziesięciu latach od ujawnienia afery Amber Gold. Do kary zaliczono mu okres tymczasowego aresztowania, który rozpoczął się w sierpniu 2012 roku. Sąd uznał jego oraz byłą żonę Katarzynę za współtwórców piramidy finansowej, która doprowadziła około 18 tys. osób do utraty niemal 600 mln zł. Katarzyna P. została skazana na 11,5 roku więzienia, jednak w 2023 roku odzyskała wolność przedterminowo. Do kwietnia 2026 roku pozostaje pod dozorem kuratora, musi informować o przebiegu okresu próby, pracować zarobkowo i naprawić wyrządzone szkody.

==================================

Viki: Marcin Plichta z domu Stefański, wyjątki:

Po zdaniu matury nie podjął jednak studiów, gdyż uznał je za stratę czasu[4].

Multikasa i wyroki sądowe

W 2005 został skazany za fałszowanie dokumentów, w 2008 za przywłaszczenie 174 tys. zł (sprawa Multikasy), w 2007 i 2009 za oszustwa bankowe (wyłudzenie kredytów na łączną kwotę ponad 140 tys. zł)[5][6]. Do 2012 otrzymał w sumie 9 wyroków[7].

Afera Amber Gold

Jedno z biur Amber Gold

W 2012 roku postawiono mu 25 zarzutów[8], m.in. oszustwa znacznej wartości, poświadczenia nieprawdy w oświadczeniach o podwyższeniu kapitału zakładowego kilku spółek, naruszenie ustawy o rachunkowości oraz Kodeksu spółek handlowych, nieskładanie sprawozdań finansowych spółki, działalność kantorową bez wpisu do rejestru i działalność bankową bez zezwolenia[9][10]. Żona, Katarzyna Plichta, usłyszała 17 zarzutów[10]. Ostatecznie jednak Marcina Plichtę oskarżono o cztery przestępstwa[11], a jego żonę Katarzynę Plichtę o dziesięć.

Po trwającym od 2016 procesie prokuratura zażądała kary 25 lat pozbawienia wolności dla obojga oskarżonych; Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Marcina Plichtę na 15 lat pozbawienia wolności, a jego żonę – na 12,5 roku. Odczytywanie wyroku trwało od 20 maja do 16 października 2019, gdyż sąd musiał w nim zawrzeć nazwiska wszystkich pokrzywdzonych (ponad 18 tysięcy osób)[12].

Zasadnicze przedsięwzięcie Plichty, Amber Gold, oskarżane jest o bazowanie na tak zwanej piramidzie Ponziego. 16 sierpnia 2012 Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wkroczyła do przedsiębiorstwa i mieszkania Plichtów[13], 17 sierpnia w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku prezes Amber Gold usłyszał zarzut działalności parabankowej (nielegalnego udzielania kredytów klientom Amber Gold), podrobienia dokumentu w celu wyłudzenia poświadczenia nieprawdy[14]. 30 sierpnia 2012 Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe podjął decyzję o aresztowaniu Marcina Plichty na trzy miesiące[15]. Od sierpnia 2012 Marcin Plichta przebywał w areszcie; jego również aresztowana żona zaszła w ciążę z pracownikiem aresztu (oficerem Służby Więziennej)[16].

Marcin Stefański-Plichta planowo ma zakończyć odbywanie kary więzienia 26 sierpnia 2027. 1 października 2024 sąd I instancji oddalił wniosek o przedterminowe zwolnienie[17]. Plichta złożył zażalenie do sądu II instancji[18].

Wojna hybrydowa o praworządność

Odkąd rząd „dobrej zmiany” postanowił zreformować niezawisłe sądy, bardzo wiele się w naszym nieszczęśliwym kraju zmieniło. Z inicjatywy Naszej Złotej Pani, która po gospodarskiej wizycie w Warszawie 7 lutego 2017 roku postanowiła inaczej rozłożyć akcenty w walce o odzyskanie w naszym nieszczęśliwym kraju niemieckich wpływów, rozpoczęła się nieubłagana walka o praworządność. To znaczy, praworządność była tylko pretekstem, bo nie wypada głośno mówić o pragnieniu odzyskania wpływów i spacyfikowania Polski i Węgier, by raz na zawsze odsunąć od siebie widmo Trójmorza, natomiast walka o praworządność, to co innego. Na pierwszą linię frontu walki o praworządność rzuceni zostali niezawiśli sędziowie, którzy po transformacji ustrojowej wyemancypowali się od wszelkiej zależności od konstytucyjnych organów państwa, które im tylko płaci. To oczywiście nie oznacza, że niezawiśli sędziowie nie są postawieni pod władzą – ale ta zależność ma charakter nieformalny.

Na przykład wyszło na jaw, że ABW prowadziła operację „Temida”, której celem był werbunek agentury w środowisku sędziowskim. Ilu konfidentów udało się zwerbować – tego nie wiemy, bo ABW nie ujawniła żadnych szczegółów, więc jesteśmy skazani na domysły. Pierwszy trop prowadzi do wniosku, że skoro operację werbunku konfidentów wśród sędziów prowadziła ABW, to musiały robić to również bezpieczniackie watahy, przede wszystkim – Wojskowe Służby Informacyjne, które tylko lepiej się konspirowały. Przemawia za tym istnienie aż trzech opozycyjnych wobec rządu „dobrej zmiany” politycznych partii sędziowskich, z których najstarszą jest Iniuria, to znaczy, pardon – oczywiście Iustitia, założona już w roku 1990. Czy wywiad wojskowy miał coś z tym wspólnego – tego oczywiście nie wiemy, ale możemy to sobie wydedukować choćby z osobliwego zakończenia afery Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, gdzie niezawisły sąd uznał za głównych i jedynych winowajców pana Grzegorza Żemka i panią Janinę Chim. Gdzie schowali 1 640 milionów dolarów, które pozostały po wykupieniu długów za 60 mln dolarów – tego do dzisiaj opinia publiczna się nie dowiedziała, między innymi dzięki przezorności niezawisłych sądów.

Podobnie było z Amber Gold, gdzie głównym winowajcą okazał się pan Plichta i jego żona, chociaż energiczne śledztwo rozpoczęło się dopiero, gdy złoto i walory gdzieś zniknęły, więc niezawisłe sądy nie miały już nic do roboty, tylko skazać państwa Plichtów i w ten sposób zadośćuczynić praworządności.

A już takiej aferyPewexu”, z którego przez co najmniej 18 lat wyprowadzane były dewizy do szwajcarskich banków, to nikt nawet nie śmiał tknąć, zwłaszcza gdy prezydent Kwaśniewski zagroził, że jeśli ktokolwiek piśnie chociaż jedno słowo na ten temat, to on zarządzi „lustrację totalną”. Na takie dictum wybitni przedstawiciele Sralonu w osobach Jacka Kuronia i „pana Karola” („pan Karol jak myśli, to myśli szeroko i mnóstwo ogarnia perspektyw” – charakteryzował go poeta) napisali do pana prezydenta, by już zakończyć te potępieńcze swary, a końce wsadzić w wodę – no i na tym stanęło. Czy jedna partia mogłaby podołać tym wszystkim skomplikowanym zadaniom? Chyba nie – toteż w 2010 roku założona została kolejna partia sędziowska pod nazwą „Themis”, a także pojawiła się inicjatywa „Wolne Sądy”. W związku z tym krążą po mieście fałszywe pogłoski, jakoby każda bezpieczniacka wataha tworzyła sobie ze swoich konfidentów własną organizację sędziowską. Oczywiście nie ma w tych pogłoskach ani słowa prawdy, bo przecież wiadomo, że sędziowie są niezawiśli, jak stanowi konstytucja.

Ponieważ walka o praworządność w Polsce została przeniesiona na forum europejskie, a instytucje Unii Europejskiej, jak TSUE, nie tylko pryncypialnie chłoszczą nasz nieszczęśliwy kraj za uchybienia w praworządności, ale w dodatku solą surowe kary, na przykład – milion euro za każdy dzień zwłoki w rozpędzeniu Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. To ona jest, jak się wydaje, największym kamieniem obrazy praworządności, podobnie jak istnienie Krajowej Rady Sądownictwa w nowym składzie, który – w odróżnieniu od składu dawnego – nie został zatwierdzony przez Sralon.

Dlatego w kręgu partii Iustitia powstała koncepcja reformy sądownictwa, którą można określić jako kurację przeczyszczającą. Ma zostać powołana Krajowa Rada Sądownictwa w nowym, prawidłowo dobranym przez Sralon składzie, powtórzone konkursy na sędziów, a także – unieważnienie wyroków wydanych przez „sędziów nielegalnych”, których podobno jest około tysiąca. Nowa KRS będzie miejscem, gdzie „każda władza” będzie miała swoją reprezentację. Sędziów wybiorą sędziowie, polityków – politycy, a bezpiecznia… – no nie, bezpieczniacy żadnego przedstawicielstwa w nowej KRD nie będą mieli, to jasne. Porządku w sądach będzie pilnowała Rada Społeczna skupiająca sędziów i „obywateli”. Co to będą za „obywatele” – o tym się przekonamy, kiedy już te wszystkie wynalazki wejdą w życie. Kuracja przeczyszczająca ma objąć przede wszystkim Sąd Najwyższy, z którego na zbity łeb mają być wyrzuceni niezatwierdzeni przez Sralon sędziowie „nielegalni”. O tym, żeby przetrwała Izba Dyscyplinarna SN w ogóle nie ma mowy, a z rozpędu mają być polikwidowane sądy dyscyplinarne przy sądach apelacyjnych. Słowem – hulaj dusza, piekła nie ma!

Ale nie jest pewne, czy te zbawienne wynalazki wejdą w życie, bo właśnie swoje pomysły przedstawił znienawidzony minister Ziobro, który nie ustaje w wysiłkach podporządkowania sądownictwa ręcznemu sterowaniu przez rząd. Zlikwidowane mają być sądy rejonowe. Powstanie natomiast 79 okręgów sądowych, w których skład wejdą dotychczasowe sądy okręgowe i sądy rejonowe. Poza tym będzie 20 sądów regionalnych, w skład których będą wchodziły dotychczasowe sądy apelacyjne i duże sądy okręgowe. Przy takiej reorganizacji można będzie przetasować niezawisłych sędziów, bez naruszania zasad niezawisłości. Skasowane mają być pełnione przez sędziów rozmaite funkcje administracyjne, Sądami będą kierowali prezesi i wiceprezesi. Nie będzie wydziałów, tylko „izby”. Wszyscy sędziowie będą sędziami „sądów powszechnych”, a nie – jak dotąd – sądów apelacyjnych, okręgowych i rejonowych. Nominacja będzie zatem jednorazowa. Poza tym sądy będą „bliżej ludzi”, to znaczy, że w każdej gminie będą pozakładane „punkty sądowe”. Nie będą one sądami, ale miejscami, w których obywatel będzie mógł się dowiedzieć o stanie swoich spraw.

Jak widzimy, w ten sposób został otworzony nowy front w walce o praworządność w naszym nieszczęśliwym kraju, wskutek czego pogłębi się jego anarchizacja, w które niezawiśli sędziowie położą największe zasługi.

Wszystkie sędziowskie partie zjednoczą się w walce o przeprowadzenie kuracji przeczyszczającej i w walce z rządowymi planami reformy, żeby wszystko było, jak przedtem.

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5078

Artykuł  •  tygodnik „Najwyższy Czas!”  •  30 listopada 2021