Pentekostalizacja. Charyzmatyzm. Aparycjonizm.

Magiczny katolicyzm. Droga do ośmieszenia wiary

Paweł Chmielewski pch24.pl/magiczny-katolicyzm-droga-do-osmieszenia-wiary/

(Fot. GSz)

Pentekostalizacja religii w Polsce z roku na rok przybiera na sile. To ogromne zagrożenie dla katolicyzmu. Ideologia pentekostalna jest jak budowanie na piasku – nie pozwala uzasadnić wiary, przeciwnie, wystawia ją na ryzyko łatwej falsyfikacji – pisze Paweł Chmielewski.

Katolicyzm w naszym kraju – tak jak na całym świecie – ulega pentekostalizacji. Oznacza to odchodzenie od racjonalności wiary na rzecz irracjonalizmu. Objawienia Boga w Chrystusie, nauka Ojców Kościoła, wykłada wiary w ujęciu papieży i wielkich świętych – nie to staje się źródłem i podstawą wiary, ale emocje, przeżycia, rzekome objawienia, autorskie wizje i sensacyjne teorie. 1 list św. Piotra uczy, że katolik musi być gotów uzasadnić swoją wiarę: „Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest”. Słusznie – bo na co komu wiara, której nie da się nikomu przekazać? Wiara chrześcijańska jest racjonalna, bo człowiek jest co do zasady racjonalną istotą – jej głoszenie zakłada zatem używanie rozumu. W katolicyzmie pentekostalnym rozum schodzi jednak na dalszy plan. Rozumny Logos Objawienia zastępują magiczne treści, których nie da się zweryfikować. W ten sposób wiara wystawiana jest na pośmiewisko – katolicyzm magiczny poprzez swój irracjonalizm staje się antyświadectwem. Chciałbym poniżej przedstawić krótko kilka przestrzeni irracjonalizmu, które istnieją dziś w polskiej religijności formalnie katolickiej, choć w istocie – pentekostalnej.

Charyzmatyzm na fali
Nie ma żadnych danych dotyczących skali charyzmatyzacji polskiego katolicyzmu – ale wystarczy popatrzeć na rzeczywistość parafialną, żeby zobaczyć jak, jak bardzo popularne są charyzmatyczne eventy. Niedawno jeden z nich odbywał się w mojej warszawskiej parafii. Kościół niemal pękał w szwach, choć jest tak duży, że w zwykłą niedzielę trudno go zapełnić. Przekrój wiernych? Pełen – od dzieci, przez nastolatków i młodych dorosłych, po ludzi w średnim i nawet starszym wieku. Wszyscy zanurzeni w charyzmatycznym uwielbieniu, radości, egzaltacji: zamknięte oczy, wzniesione wysoko ręce, poruszająca emocjonalna muzyka, światła. Punkt kulminacyjny: nakładanie rąk. Wierni masowo podchodzili do świeckiego lidera, który ich dotykał. Liczyli na poruszenie łaski, odzyskanie zdrowia. Jedno wydarzenie, ale symptomatyczne dla setek innych, odbywających się w całej Polsce. Tak wygląda chrześcijaństwo charyzmatyczne – pragnie silnych emocji, głębokiego psycho-somatycznego zanurzenia we wspólnotowym obrzędzie, a nade wszystko pragnie uzdrowienia. Liderzy charyzmatyczni obiecują je szerokim gestem. Mówią, że mają specjalny dar – widzą, kiedy ktoś choruje, widzą, na co. To sam Pan Bóg poucza ich o stanie zdrowia drugiego człowieka w akcie cudownego przełamania zwykłych ograniczeń rzeczywistości. W kolejnym cudownym akcie pozwala im ich uzdrowić.

Fantazyjne nabożeństwa czy wielkie, ekstatyczne koncerty to wcale nie jedyna postać „uzdrowieniowej” pentekostalizacji polskiego katolicyzmu. W Toruniu, moim rodzinnym mieście, minąłem niedawno wielkie billboardy obiecujące zdrowie dawane przez popularną świętą. Przyjdź, pomódl się – smutek zniknie, choroba zniknie, wszystko będzie dobrze. Automat?

Oferta religijnego uzdrowienia jest coraz gęstsza – obejmuje internet, parafie, sanktuaria. W latach 90. znakomitą popularnością cieszyły się telewizyjne programy, które obiecywały zdrowie. „Ręce, które leczą” – po tych programach nie został ślad, ale to, co stanowiło wówczas domenę bynajmniej niekatolickiego bioenergoterapeuty, stało się dziś elementem życia kościelnego w zwykłych parafiach. To już nie ostrożna zachęta klasycznego polskiego katolicyzmu: pojedź do Częstochowy, klęknij przed Matką Bożą, a jeżeli Bóg zechce, doznasz uzdrowienia. Dziś nie ma miejsca na subtelności ani na warunkowość. Cuda są na wyciągnięcie ręki, jak zupka instant.

Wszędzie objawienia
Kolejnym integralnym elementem pentekostalizacji jest aparycjonizm, czyli skupienie życia religijnego na rzekomych objawieniach prywatnych. W przeciwieństwie do charyzmatyzmu, aparycjonizm jest obecny również w niektórych środowiskach pozornie konserwatywnych. Rygorystyczna moralność i zewnętrzna wierność wobec katolickich tradycji łączy się w nich z nieustannym korzystaniem z usług tego czy innego medium – żyjącego albo nie. „Przekazy z Nieba”, pseudo-mistyczne wizje, tajemnicze komunikaty – to one stają się źródłem religijnej codzienności grup albo prostu oddzielonych od Kościoła sekt, które gromadzą się fizycznie albo w sieci wokół świeckich liderów lub księży zanurzonych w aparycjonizmie. Niektórzy regularnie wożą ludzi do niezatwierdzonych przez nikogo centrów pielgrzymkowych powstałych wokół działających samozwańczych mediów; inni takie medium mają po prostu przy sobie, we własnej grupie; jeszcze inni kurczowo czepiają się pism rzekomych mistyków, niestety, wydawanych w dużych nakładach przez popularne wydawnictwa, kierujące się najwyraźniej głównie wizją solidnych zysków z łatwowierności. Do aparycjonizmu można też zaliczyć też niezwykle popularne powoływanie się na… diabła. Część katolików, nierzadko „prawicowych” – należą do nich nawet księża! – posługuje się chętnie rzekomymi „cytatami z diabła”, które miały padać podczas egzorcyzmów i dowodzić prawdziwości Chrystusowej wiary.

Tajne rządy sług antychrysta
Wreszcie – to fenomen już niemal par excellence „prawicowy” – w sieci rozkwitają kanały szerzące teorie mające wyjaśniać kryzys katolicyzmu odwołaniem do działalności tajnych grup, stowarzyszeń czy sekt. Traktują teorie dotyczące nowego porządku świata jak naukowe wyjaśnienia rzeczywistości, odwołują się co chwilę do pseudo-mistycznych wizji panowania Antychrysta, dokonują reinterpretacji tajemnic fatimskich, ujawniają „prawdziwą agendę” biskupów, kardynałów czy papieży powołując się na autorsko połączone sensacyjne fakty. Często dotyczy to papieża, co w gruncie rzeczy przypomina rdzennie luterańską krytykę biskupa Rzymu. Ten, kto zasiada na tronie św. Piotra ma być antychrystem albo przynajmniej pozostawać pod jego władzą, mówią zwolennicy tych teorii, wchodząc w buty herezjarchy z Wittenbergi. Autorzy takich materiałów chętnie sięgają też po odległe geograficznie od Polski wydarzenia polityczne czy religijne, by poprzez nieweryfikowalne powiązania personalne albo połączenie tych wydarzeń z jakimś rzekomym proroctwem udowodnić, że kontrolę nad światem i Kościołem przejmuje szatan.

Groźba antyświadectwa
Niektórzy wykształceni świeccy czy duszpasterze uważają, że to wszystko, nawet jeżeli mało racjonalne, w ostateczności jest jednak akceptowalne: odpowiada na jakieś zapotrzebowanie ludzi, mimo wszystko wiąże ich z Kościołem i praktykami religijnymi, umacnia w przywiązaniu do wiary. Jedni wskażą na pożyteczność masowych koncertów charyzmatycznych, inni na wartość płynącą z pielgrzymowania do miejsc rzekomych objawień, jeszcze inni na logiczną spójność teorii spiskowych, pozwalającą mniej oczytanym wiernym wytłumaczyć świat i pozostać przy tradycyjnej religijności.

Stawiam tezę, że lekceważenie problemu uzielonoświątkowienia polskiego katolicyzmu jest fundamentalnym błędem, a opisane wyżej zjawiska, w różnej skali i natężeniu, stanowią w istocie śmiertelne zagrożenie dla religii katolickiej. Przyczyna tego stanu rzeczy jest prosta: religijność, która nie jest rozumna, nie pozwala się uzasadnić. Co nie pozwala się uzasadnić, jest nie do obrony. Niezdolność do obrony własnej nadziei jest sprzeczna z Ewangelią – i w ostatecznym rozrachunku przyczynia się do ośmieszenia chrześcijaństwa. Jest antyświadectwem, a co za tym idzie – moralną zbrodnią. Przejdę krótko przez wszystkie opisane wyżej zjawiska, po kolei, właśnie pod kątem ich nieracjonalności, a co za tym idzie niemożliwości uzasadnienia.

Brak uzasadnienia uzdrowień i relacji
Charyzmatyczne uzdrowienia?. Są całkowicie subiektywne: charyzmatyczny lider twierdzi, że widzi jakąś chorobę, a chory twierdzi, że czuje się lepiej. Kościół katolicki na przestrzeni wieków wykształcił procedurę skrupulatnego badania uzdrowień. W toku takiej procedury często dochodzi się do wniosku, że dany przypadek nie ma wcale znamion cudowności, ale jest możliwy do wytłumaczenia w kategoriach naturalnych. W przypadku charyzmatycznych uzdrowień nie ma żadnych procedur ani żadnej weryfikacji. Zakłada się, że Boże cuda – zawieszenie naturalnego porządku – następują wręcz w masowej skali, za sprawą szczególnych właściwości danego charyzmatycznego lidera. Czasem lider twierdzi, że może przedstawić dokumentację medyczną – choroba była a potem zniknęła. Czy jest to jednak zakotwiczone akurat w jego modlitwie? Nie do sprawdzenia. Jeżeli ktoś oprze swoją wiarę w Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego właśnie na takich rzekomych uzdrowieniach, szybko może głęboko się rozczarować. Kiedy okaże się, że dane uzdrowienie było pozorne albo tylko tymczasowe, straci fundament wiary, a w efekcie i samą wiarę. Dotyczy to zarówno uzdrowionego jak i tych, którym to uzdrowienie było komunikowane. Budowanie religijności na niezweryfikowanych uzdrowieniach jest skrajnie narażone na falsyfikację i stąd jest krytykowanym przez Jezusa Chrystusa budowaniem na piasku.

Podobnie jest z charyzmatycznymi emocjami. Ludzie wprowadzani w rodzaj psychosomatycznego transu są przekonani, że wchodzą w szczególny kontakt z Bogiem, zwykle w Trzeciej Osobie – z Duchem Świętym. Jest to oparte wyłącznie na subiektywnym samopoczuciu, na wywoływanym na skutek obrzędowości charyzmatycznej stanie quasi-mistycznym. Kościół przestrzegał zawsze przed poszukiwaniem doświadczeń mistycznych – tu stają się tymczasem normą i niejako codziennością. Tymczasem korzystając ze zwykłego aparatu poznawczego, jaki posiada współczesność dzięki naukom tłumaczącym funkcjonowanie ludzkiego umysłu, łatwo wykazać, że chodzi po prostu o odczucia, które nie muszą mieć nic wspólnego z Bogiem. Chodzi raczej o obcowanie umysłu z samym sobą wśród wielkich emocji wywołanych umiejętnym budowaniem atmosfery przez charyzmatycznego lidera czy organizatora danego spektaklu. Kiedy osoba zanurzona w duchowości charyzmatycznej lub jej bliscy zrozumieją, że to, co brała za kontakt z Duchem Świętym, jest zwykłym złudzeniem albo po prostu manipulacją, może łatwo stracić wiarę.

Głosy z nieba – czy głosy ludzi
Problem z aparycjonizmem jest czy raczej powinien być równie oczywisty. Kościół katolicki tylko w wyjątkowych przypadkach – na przestrzeni całych jego dziejów było ich relatywnie niewiele – uznaje duże prawdopodobieństwo prawdziwości danego prywatnego objawienia. Dlaczego? Proszę zauważyć, jak wiele trudu, czasu, pracy i zaangażowania wymaga od katolika uzasadnienie prawdziwości Objawienia danego w Chrystusie. Tłumaczy się je zapowiedziami Proroków, cudami Zbawiciela, świadectwem tych, którzy widzieli Jego działalność, wreszcie niezwykle mocną wiarą w Zmartwychwstanie, trudną do wytłumaczenia jako jakaś rzekoma masowa iluzja… Tymczasem dziś pojawiają się niezliczone prywatne pseudo-objawienia: Matka Boża ma pojawiać się w najrozmaitszych miejscach, od Medjugoria po Garabandal; jako „wizjonerzy” zgłaszają się ludzie, którzy bezceremonialnie twierdzą, że mówi do nich sam Pan Bóg – bez żadnej weryfikacji i żadnego sprawdzenia. Nie tak dawno jeden z polskich księży publikował w sieci… smsy od Pana Boga. W żaden sposób nie da się tego udokumentować ani obronić – apologetyka jest tu po prostu niemożliwa, bo mamy do czynienia ze zjawiskiem „prywatnym”, czyli całkowicie subiektywnym i nieweryfikowalnym. W historii – również historii niedawnej – niejednokrotnie okazywało się, że rzekome „medium” było w istocie cynicznym fałszerzem, wykorzystując łatwowierność pobożnych ludzi. Płyną z tego ogromne szkody – przekazywanie wiary niewierzącym jest na takiej podstawie niemożliwe, a racjonalnie myślący poganie pukają się w głowę, kiedy słyszą, że ktoś jako argument za wiarą w Zmartwychwstałego podaje czyjeś prywatne wizje.

O wspomnianym wcześniej cytowaniu diabła jako źródła prawdy trudno choćby poważnie myśleć, bo to zabieg potrójnie pomylony. Po pierwsze dlatego, że rzekome cytaty są, co oczywiste, niezweryfikowane, czyli już w punkcie wyjścia potencjalnie sfabrykowane. Po drugie, nawet gdyby były prawdziwe (co więcej niż wątpliwe), to powoływanie się na Ojca Kłamstwa jako na autorytet mający uzasadniać Boże dzieło jest metodą, którą adekwatnie można określić jako umysłowa perwersja. Po trzecie, egzorcyzmy zgodnie z prawem kościelnym powinny być traktowane ze szczególną ostrożnością, przeprowadzane bez szukania sensacji, w duchu pokory i spokoju. Powoływanie się na rzekome słowa diabła godzi w ducha lub nawet konkretne przepisy prawa kościelnego.

Spiskowa teoria dziejów Kościoła
Wreszcie – teorie spiskowe. Słyszy się na przykład, że Kościołem rządzą „masoni” albo po prostu „sataniści”. Ich konkretna tożsamość jest nieznana – autorzy takich teorii nie mogą wskazać żadnego nazwiska, co zresztą tłumaczą faktem tajności omawianych grup. Wiadomo, że są – ale nie wiadomo, kto to… W przypadku kościelnym mówi się co najwyżej, że masonem „był Buginini”, architekt nowej Mszy świętej. Problem w tym, że o Bugninim tego nie wiadomo – owszem, „mówi się”, że był masonem, ale żadnych dowodów nie ma – to tylko jedna z możliwości wyjaśnienia jego działań. Zwolennicy pseudo-prawicowych kościelnych teorii spiskowych twierdzą jednak, że istnienie tajnych grup rządzących Watykanem jest całkowicie „pewne” – pod warunkiem, że z góry uzna się, że takie grupy muszą istnieć. Podobnie jest w przypadku budowaniu narracji o kryzysie w Kościele na podstawie rzekomej cynicznej „gry” Watykanu w sprawie objawień Fatimskich. Choć przesłanie Matki Bożej dane dzieciom Fatimskim jest dobrze znane i rzetelnie opisane, wielu szukających sensacji autorów próbuje się na podstawie różnych sugestii tworzyć wrażenie kłamstw Watykanu, który miałby chcieć ukrywać „prawdę” przed katolikami. Oprócz tego, że rzecz jest jak zwykle w takich przypadkach nie do udowodnienia, służy jeszcze perfidnemu podważeniu autorytetu Stolicy Apostolskiej, przedstawianej tu jako źródło kłamstw religijnych, co znowu odsyła do metodologii rdzennego luteranizmu. W sumie: żadnej weryfikowalności, co tak samo jak w poprzednich przykładach wystawia adherentów takiego światopoglądu już nawet nie tyle na ryzyko intelektualnej kompromitacji, co raczej na nieuchronną konieczność falsyfikacji ich w jakiejkolwiek uczciwej debacie.

Magiczne myślenie
Katolicyzm uzielonoświątkowiony, pentekostalny – to katolicyzm magiczny. W myśleniu magicznym rozumność nie ma większego znaczenia. Do połączenia ze sobą są rzeczy, których przy normalnym użyciu intelektu, dbając o wiarygodność argumentacji, połączyć nigdy by się nie dało. Nic nie wymaga tu racjonalnego uzasadnienia, bo uzasadnieniem jest emocja. Na przykład: „Jestem na koncercie charyzmatycznego lidera i czuję wielkie emocje = jestem w kontakcie z Duchem Świętym”. Albo: „Znany lider charyzmatyczny kładzie na mnie ręce, pod wpływem emocji przestaję odczuwać dolegliwość = Bóg dokonał cudu uzdrowienia”. Dalej: „Treść rzekomego objawienia mówi o upadku ludzkości, a świat w mojej ocenie zmierza w złą stronę = objawienie jest prawdziwe i pochodzi od Boga, a jego przekaziciel to prorok”. Czy też: „Dany hierarcha głosi modernizm pokrewny klasycznym ideom masonerii, a papież akceptuje jego działalność = zarówno hierarcha jak i papież to masoni zrzeszeni w tajnej organizacji o de facto satanistycznym profilu”.

Czy to znaczy, że nie ma uzdrowień, prawdziwych objawień prywatnych albo tajnych grup wpływu umocowanych również w Kościele? Bynajmniej. Uzdrowienia są możliwe i jak uczy Kościół, rzeczywiście się zdarzają; Bóg może mówić do ludzi również dzisiaj i Kościół rozpoznaje niektóre z takich wydarzeń jako prawdopodobnie prawdziwe; grupy wpływu w części są nawet jawnym faktem, wystarczy przywołać przynależność wielu znanych hierarchów do takich organizacji jak Rotary Club – albo odwołać się do homoseksualnych klik wewnątrz katolickiej hierarchii, które stwarzają sui generis oparte na grzechu i nieprawości paralelne społeczeństwo w obrębie Kościoła.

Wszystko, co napisałem w powyższych akapitach, nie oznacza zatem niemożliwości cudów, objawień czy istnienia grup wpływu – oznacza jedynie, że do tego typu fenomenów należy podchodzić z wielką ostrożnością i zdrowym sceptycyzmem, tak, by móc uzasadnić to, co się dalej głosi.

Kryzys formacyjny. Seminaria i katechizacja
Dlaczego sytuacja jest dziś tak trudna? Dlaczego tak wielu katolików popada w pentekostalne błędy, tego lub innego typu? Przyczyny można mnożyć, ale narzucają się dwie: głęboko niezadowalająca formacja w seminariach i związana z tym problemem czy zgoła z niego wynikająca, niskiej jakości katechizacja wiernych. Księża opuszczają mury seminaryjne nierzadko z mętlikiem w głowie: nie otrzymują jasnych wytycznych w sprawie filozofii, którą należy się kierować, naucza ich się najrozmaitszych, często sprzecznych ze sobą kierunków teologicznych… Brakuje jednoznacznego przywiązania do racjonalności czy też rozumności wiary.

Można powiedzieć, że papież Leon XIII wiedział, co robi, apelując o uczynienie podstawą kształcenia księży nauki św. Tomasza z Akwinu. Zainicjowana przezeń odnowa neotomistyczna nie przetrwała jednak połowy XX wieku, a po II Soborze Watykańskim w wielu seminariach prawdziwymi „doktorami” stał się raczej Karl Rahner, mówiąc oczywiście w pewnym uproszczeniu. Formacja seminaryjna pełna niedostatków uniemożliwia później rzetelną katechizację. Księża przekazują wiernym to, co sami otrzymali: nierzadko poważny teologiczny bałagan. Kończy się właśnie tak, jak opisane w tekście: powszechnym chaosem i dużą łatwością popadania zarówno przez księży jak i wiernych w różne błędy. To, co atrakcyjne i pozornie pobożne, jawi się jako słuszne – niezależnie od zgodności z pryncypiami wiary katolickiej.

„Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest”, mówi Apostoł. Kto głosi w sprawach wiary rzeczy, których nie jest w stanie uzasadnić, kompromituje wiarę i szkodzi Kościołowi. Wszystko, co mówimy o rzeczach świętych, musi być dobrze uzasadnione – opieranie się na rzeczach niezweryfikowanych oznacza w istocie lekkie podejście do wiary, a to zakłada lekkie traktowanie samego Boga. Traktujmy Boga poważnie – i głośmy katolicką, racjonalną wiarę, a nie magiczne, irracjonalne zabobony.

Paweł Chmielewski