Odwalcie się od Włodka
Jerzy Karwelis https://dziennikzarazy.pl/29-11-odwalcie-sie-o-wlodka

29 listopada, wpis nr 1383
Zmienili się marszałkowie w polskim Sejmie. I choć to było wiadomo od dawna i wiadomo było także kto to będzie, to zerwał się ponadnormatywny rwetes. Że jak to, że komunista, że umoczon on w aferze Rywina, że uważał ci on radzieckich żołnierzy za wyzwolicieli, wreszcie, taki co to zdradził sekret Okrągłego Stołu, co tam nikt z nikim nie wygrał, tylko się dogadał. No – ucieleśnienie zła wszelkiego i to, wydawałoby się, dla wszystkich stron sceny politycznej. Dla PiS-u komuch, to wiadomo, ale dla uśmiechniętych podważacz niepokalaności okrągłego mebla, który coś tam bredził o dogadywaniu się z komunistami.
A ten mit ma być nieskazitelny – ot, komuna padła nad kolana przed autorami listów protestacyjnych, po czym oddała im wszystko w nadziej na wybaczenie. I ci… wybaczyli. Rzecz jasna w imieniu narodu, którego co prawda o nic nie pytano, ale przecież (do dziś) elity wiedzą lepiej.
Rzucono się więc na Czarzastego właściwie czemu? Taktycznie rzecz biorąc chodziło o osłabienie uśmiechniętej koalicji, zwrócenia grota oburzenia w kierunku tuskowym, jakichż to on tam sobie kumpli nie nawymyślał. Ale hola-hola panowie i panie. Przecież Czarzasty nie spadł z kosmosu – ktoś go do tego Sejmu wybrał i to w dodatku w takiej konstelacji, że był jedną z przystawek do obdarowania w celu utrzymania większości. Pragnę przypomnieć, że od samego zadzierzgnięcia się III Najjaśniejszej Czarzaści byli wybierani, takie były resentymenty za komuną. Przypomnę także że dosłownie parę lat po odzyskaniu przy Okrągłym Stole tej słynnej niepodległości postkomuniści wrócili do pełni władzy.
O co więc taki szum że komuna wraca, jak ona wcale nie wyszła? Kwaśniewski, Oleksy, Miller, Cimoszewicz piastowali przecież najwyższe stanowiska i jakoś nikt się nie dziwił, nie pomstował. Kordon sanitarny wokół postkomunistów był wciąż kruszony przez obóz postsolidarnościowy. Nawet jak za czasów rządów „naszych” trzeba było sięgnąć po parę głosów, to się dealowało z komuchami (choćby na przykładzie porozumienia z 2011 roku). A tu teraz takie oburzenie. Skąd ono?
Głównie chce tu ubić interes PiS pokazując, że Donaldy schodzą na lewo, dają dojść do władzy komuchom, wcześniej nie do pomyślenia. Donald nie brał wcześniej komuchów do rządzenia, bo mu byli rachunkowo do niczego nie potrzebni. Teraz są, a więc musiał ich jakoś nagrodzić. I wedle rachunkowej demokracji tak to się dzieje. Jak państwo jest pozbawione nie tylko ideologicznych ale i organizacyjnych przymiotów, to pozostają już tylko stanowiska, jako prawdziwy wynik rządzenia, jako podziału łupów.
Demokracja zawróciła i służy już tylko uwalnianiu rękoma suwerena dostępu do dóbr publicznych którejś z politycznych sitw.
PiS udaje, że się urodził wczoraj i nie wie o co chodzi. Dyma więc tę bańkę oburzenia, ale – powtarzam – od dwóch lat było wiadome, ogłoszone w umowie koalicyjnej, że w połowie kadencji tego Sejmu zmieni się partyjne pochodzenie marszałka, a równie dobrze było wiadomo, że będzie to ówczesny wicek – Czarzasty. A tu drą się szaty królów, od dawna nagich. W dodatku obecnie mianuje się z prawej strony na świętego marszałka już byłego – Hołownię. Jakiż to on nie był dobry, ale trzeba dodać, że wszystko to wynika z bazy porównawczej. Jaki on tam cudowny, stylowy itd. – ot, po prostu jak na garbatego to nawet przystojny.
Mnie on żenował tymi swoimi popędami do bon mocików, jakby nie wyszedł z roli zakulisowego konferansjera, który musi zgrabnie skomentować każdy występ i to w sposób, w którym to on wychodzi na gwiazdę. No, że przyjął przysięgę od Nawrockiego, to mu się chwali, ale widocznie chłopak nie chciał za kraty, jakby się suweren rozmyślił na za dwa lata. Cała ta Polska 2050 bez szemrania wybrała dziś Czarzastego, co nie dowodzi ich lojalności wobec zapisów umowy – przeciwnie, to dowód na podległość Tuskowi i rozpad tej organizacji, którą – jak większość sezonowych formacji – trzyma w kupie i przy życiu stan umoczenia w dzieleniu (z prowizją rzecz jasna) grosza publicznego.
Teraz zobaczymy te „inną” stylówę i będzie pewnie gorsza. Ale co to za fucha – druga postać w państwie – ten marszałek? Co on tam może – wszystko klepie, i animuje i tak rząd, on zaś może tylko hamować inicjatywy opozycji i popychać swoje, koalicyjne w dodatku, bo przecież nie własne. Dobrze jest przypomnieć, że spadamy tu z wysokiego konia. Nie tak dawno Hołownia się chwalił, że dostanie „złoty przycisk” od Youtube’a, bo takie mu swymi występami robił zasięgi. Telewizyjny kanał Sejm TV nawet otwarto – dziś pies ze złamana kończyną tam nie zagląda. A przecież apogeum było wtedy jak ludzie do kin na transmisje chodzili, takie było wzmożenie, klaskano tam jak na meczach. A teraz, no cóż – przyszła codzienność i kto tam będzie chciał słuchać godzinnych tyrad o zmianie art. 3 ust. 4 o godzinach nadliczbowych w świetle przepisów ustawy o licznikach na gaz art. 16 i zmianie go na art. 16a. Skończyło się harcowanie i przyszedł komuch.
Trucizny w nim tyle ile siarki w zapałce. Nie ma co szat rozdzielać, że świat się skończył. Nie – on tylko wylazł na wierzch, bośmy już wszystko zapomnieli. Upojeni ułudą, że stare już odeszło, bo wymarło, dziś mamy szansę sobie przypomnieć że i te korzenie są zatrute, i że wiadomo dlaczego owoce są przegniłe. Tak to wychodzą wypryski starego, nie ma co się gniewać na widoczne pryszcze. One są tylko znakiem tego co jest głębiej – ciągłej infekcji wszczepionej nam u zarania III RP. Nawracającej mutacji po ustrojowym eksperymencie, w którym nowa Polska urodziła się in vitro, poza organizmem suwerena i została mu tylko (ze wszelkimi genetycznymi konsekwencjami tego dziejowego eksperymentu) wszczepiona do narodowego łona. By to karmić, ze wszystkim chorobami przenoszonymi na i tak obciążony komunizmem organizm.
Nie gniewajcie się więc na Czarzastych. Nie mylcie przypadków ze znakami. Właśnie – znakami czego? Tego, że komunista to komunista, zaś tygrys to tygrys i nie ma się za bardzo co gniewać? Zdziwieni? Naszą rolą było (bo już chyba nie jest) eliminowanie takich na drodze wyborczej z życia politycznego. I jak widzę teraz postkomunistów, którzy nam się z pozycji drugich osób w państwie śmieją w twarz, to wiedzmy, że na to zasługujemy. Bo przy Okrągłym Stole zrobiliśmy z nimi deal (wiem, że nie my, ale postsolidarnościowe elity, którym naiwny tłum zawierzył), zaś zapisaliśmy to sobie w ordynacji wyborczej, ba w Konstytucji – że będziemy się wybierać proporcjonalnie.
A wtedy, kiedy można było zmieść komunistów zaraz na początku, to się nasze solidaruchy przestraszyły, że w ordynacji większościowej i ich kanapowe partyjki przegrają – i zgodziły na ordynację proporcjonalną.
W większościowej po komuchach do dziś śladu by nie było, a tak teraz, a właściwie do dziś, wychodzą takie indywidua spod okrągłego stołu, jak wyrzut sumienia, których chce się dzisiaj zakrzyczeć fałszywym lamentem, że „komuna wróciła”! Jakżeż wróciła, jak ona tam cały czas siedzi i siedziała, wylazła jedynie i usiadła w głowie stołu jako druga osoba w państwie, co o nim – państwie, nie Czarzastym – świadczy jak najgorzej.
Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.