
Podczas inscenizacji Drogi Krzyżowej wydarzyło się coś, czego nikt nie zaplanował…a co poruszyło wszystkich obecnych.
Na miejsce wszedł bezdomny pies. Nie wiedział, że to tylko przedstawienie. Gdy zobaczył mężczyznę niosącego krzyż, otoczonego przez „żołnierzy”, którzy go popychali, zareagował instynktownie. Zaczął szczekać, podbiegać i próbował ich odganiać, jakby chciał przerwać to, co widział.
Nie dało się mu wytłumaczyć, że to tylko scena. Dla niego to było coś realnego.
Kiedy „Jezus” upadł na ziemię, pies natychmiast podszedł bliżej. Położył się obok i został. Spokojny, czujny, jakby chciał po prostu być przy kimś, kto w jego odczuciu cierpi.
Ludzie patrzyli na to z mieszanką wzruszenia i niedowierzania. Bo choć wszyscy wiedzieli, że to tylko odgrywana historia, on był jedynym, który zareagował całkowicie szczerze.
Ta sytuacja przypomina coś bardzo prostego, a jednocześnie ważnego. Czasem nie potrzeba zrozumienia, słów ani wyjaśnień. Wystarczy obecność.