Arcybiskup Fulton J. Sheen: „Skoro możliwe jest przetaczanie krwi, możliwe jest również przetaczanie modlitwy”.

Jan J. Franczak: „Formuła Fultona Sheena” dla Polski

25 września 2026 pch/formula-fultona-sheena-dla-polski

abp-Sheen-Polska-Jasna-Gora.jpg

Beatyfikacja arcybiskupa Fultona J. Sheena w St. Louis w USA 24 września 2026 r. to uroczystość długo wyczekiwana przez wielbicieli dzieła i życia wielkiego amerykańskiego duchownego. Spośród wielu pytań – także o to, dlaczego to tyle trwało, mimo uznania w 2019 r. cudu za jego wstawiennictwem – jedno wydaje się szczególnie istotne: Czego zmarły w 1979 r. Arcybiskup może nas nauczyć dzisiaj? Odpowiedzią, zwłaszcza w Polsce dzisiaj, może być „Formuła Fultona Sheena”[1].

Kiedy 20 września 1919 r. w katedrze w Peorii 24-letni Fulton Sheen przyjmował święcenia kapłańskie, złożył sobie dwie obietnice: że codziennie spędzi całą godzinę przed Najświętszym Sakramentem, adorując Pana Jezusa oraz że w każdą sobotę odprawi Mszę św. ku czci Matki Bożej w intencji ochrony jego kapłaństwa.

Ta dwuczęściowa „Formuła Fultona Sheena” była istotną częścią jego życia i tym, co zarówno wzmacniało go, jak i czymś, co zalecał innym kapłanom.

Choć postanowienie praktykowania Godziny Świętej musiało być trudne do spełnienia, wziąwszy pod uwagę tryb życia i konieczność częstych podróży późniejszego wykładowcy, kaznodziei, radiowego i telewizyjnego celebryty-ewangelizatora, autora licznych publikacji i książek, a wreszcie biskupa i arcybiskupa, to Fulton Sheen obietnicy dotrzymał aż do śmierci – czyli przez 60 lat.

Gdy zmarł 9 XII 1979 r., znaleziono jego ciało przed domową kaplicą w jego ostatnim mieszkaniu w Nowym Jorku. Jeśli bowiem mieszkał dłużej w jakimś miejscu, przeznaczał jeden pokój właśnie na kaplicę, po to, by mieć możliwość spędzenia godziny przed Chrystusem w Najświętszym Sakramencie. Sam przyznawał przy różnych okazjach, że nie pominął „żadnego dnia. Żadnego – niezależnie od trudności”[2]. Kiedyś zdarzyło mu się nawet, że zatopiony w adoracji nie zauważył, że zamknięto go w kościele.

Co ciekawe, pisał, że w gruncie rzeczy praktykowanie Godziny Świętej nie jest trudne, ale „wyjątkiem są okresy urlopu, czyli dni, w których nie ma nic do zrobienia. Wtedy bywa naprawdę ciężko”. Tymczasem, „gdy jesteśmy bardzo zajęci, godzina nie sprawia problemu, bo wiemy, że musimy ją zmieścić w planie dnia”[3].

Arcybiskup Sheen porównał Godzinę Świętą do butli tlenowej, „która w zatęchłej atmosferze świata pozwala ponownie poczuć tchnienie Ducha Świętego”. W czasach kiedy słyszy się często krytykę mechanicznego niemal odmawiania czy to różańca świętego, czy innych modlitw, dalsza uwaga arcybiskupa o Godzinie Świętej, pozwala spojrzeć na ten problem nieco inaczej – nie zawsze bowiem doświadczamy duchowych fajerwerków: „Jeśli nawet wydawało mi się, że nie mam z niej żadnej korzyści i odczuwałem brak duchowej bliskości, miałem przynajmniej wrażenie, że jestem jak pies warujący u drzwi pana na wypadek, gdyby ten miał go wezwać”[4].

Choć abp Sheen twierdził, że taka praktyka pomaga mu „utrzymać głowę nad wodą” i „wzmacnia wrażliwość na obecność eucharystyczną”, to skromnie dodawał, że nie dowodzi to jego własnej prawości. A nawet uznawał istnienie kapłanów, którzy nie mając w zwyczaju częstego nawiedzania Najświętszego Sakramentu z pewnością „w oczach Boga są tysiąc razy bardziej godni niż”[5] on sam. Mimo to wzywał zarówno biskupów, księży, siostry zakonne tak i małżonków do praktykowania Godziny Świętej. Dlaczego?

Mówiąc o sobie zauważył, że jest wielu kapłanów inteligentniejszych od niego albo równie inteligentnych jak on, a jednak to Godzina Święta dała mu skuteczność, której tamtym duchownym brak: „Ja jednak mam moc tysiąc razy większą od mocy któregokolwiek z was! Staję przed ludźmi, zaczynam mówić, a oni mnie słuchają!” Czyżby to były pełne pychy czcze przechwałki? Wiemy na podstawie niezwykłej popularności arcybiskupa jako wykładowcy i autora audycji radiowych i telewizyjnych, że nie – w końcu bił oglądalnością na głowę nawet takie gwiazdy jak Frank Sinatra! Zresztą zaraz dodawał (ponownie) skromnie: „Czy jest to moja własna moc? Bynajmniej! Święty Paweł pisze: Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś otrzymał? (1 Kor 4,7)”. To codzienna bliskość Chrystusa w Eucharystii była tą siłą.

Abp Sheen wskazywał na trzy powody praktykowania Godziny Świętej. Pierwszy z nich wydaje się szczególnie aktualny dzisiaj, a wręcz bardziej niż w czasach samego arcybiskupa, gdy media elektroniczne były jeszcze w powijakach. Pisząc o „świecie pełnym pośpiechu i napięcia”, charakteryzującym się brakiem ciągłości i „w którym co godzinę otrzymujemy nowe informacje”, wielki duchowny wskazywał na szczególną rolę telewizji w rozpraszaniu uwagi i skupienia. Bowiem „telewizja pokazuje ciąg niepowiązanych ze sobą logicznie psychodelicznych obrazów, a brak logiki niekorzystnie wpływa na zdolność myślenia”. Dziś zatem, wraz z elektronicznymi gadżetami, które każdy nosi w kieszeni, kryzys pogłębił się w stopniu chyba nawet dla samego arcybiskupa niewyobrażalnym.

Tym pierwszym powodem praktykowania Godziny Świętej jest więc to, że pozwala na „utrzymanie ciągłości modlitwy”, a w świecie tak potężnych rozproszeń „nie jest możliwe, by znaleźć się w Bożej obecności w ciągu pięciu czy dziesięciu minut. Na modlitwę potrzebujemy całej godziny. Już samo oderwanie się od świata zajmuje przynajmniej piętnaście, dwadzieścia minut. Ziemski pył okrywa nas jak płaszcz, który najpierw musimy odrzucić, aby następnie zanurzyć się w głąb”[6].

Drugi powód dla codziennej praktyki Godziny Świętej to modlitwa wstawiennicza: „Skoro możliwe jest przetaczanie krwi, możliwe jest również przetaczanie modlitwy”. Ten powód jest ponownie niezwykle aktualny w dzisiejszej Polsce, kiedy skala nienawiści między różnymi frakcjami politycznymi prowadzi wręcz do niespotykanej wcześniej agresji, także między samymi katolikami należącymi do różnych partii.
„My wszyscy – zarówno osoby duchowne, jak i świeckie – jesteśmy jako członkowie Kościoła zjednoczeni z Chrystusem – Kapłanem i Ofiarą. Ponieważ dźwigamy na swoich barkach ciężar świata, musimy wstawiać się za światem i za grzesznikami. Jeśli kapłan sam się nie modli, to jedną z najokrutniejszych rzeczy, jakie może powiedzieć osobie, która zwraca się do niego po słowa otuchy, jest polecenie: Módl się”. Dalej Sheen podkreśla, że w świecie skupiającym się na socjologii i polityce, „zapomnieliśmy, że możemy wywierać duchowy wpływ na siebie nawzajem”[7]. Modlitwa przed Najświętszym Sakramentem temu właśnie służy.

Ostatni, trzeci, powód praktykowania Godziny Świętej, jest zdaniem Sheena najważniejszy. To fakt, że sam Pan Jezus nas o to prosił, a „była to jedyna prośba, jaką do nas skierował”. Arcybiskup przypomina poruszającą scenę w Ogrodzie Oliwnym, gdy nasz Pan w czasie modlitwy doświadczył krwawego potu, a chcąc towarzystwa swoich uczniów w tych bolesnych chwilach, trzykrotnie zastaje ich śpiących i mówi: „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” (Mt 26,40).

Sheen, zwracając uwagę na to, że w Ewangeliach „godzina” ma związek z działaniem zła i przewidując nasilenie się aktywności satanistycznej (co przecież też obserwujemy we współczesnej Polsce), podkreśla, że „celem praktykowania Godziny Świętej jest więc walka ze złem obecnym w świecie oraz zadośćuczynienie za skutki działania szatana. Nabożeństwo to nie ma charakteru arbitralnego. Nie jest to tylko jedna z wielu praktyk religijnych. Jest to wezwanie wynikające z Pisma Świętego”[8].

Poświęciliśmy sporo miejsca pierwszemu filarowi dwuczęściowej „Formuły Fultona Sheena”, ale wypada powiedzieć też choć słowo i o filarze drugim – nabożeństwie do Matki Bożej, które w przypadku arcybiskupa nie ograniczało się jedynie do dedykowanej Jej sobotniej Mszy św. Sheen twierdził, że to Jej zawdzięczał zachowanie celibatu. Maryja Panna towarzyszyła mu od samego początku życia, gdy jego matka po ochrzczeniu go w kościele w El Paso poświęciła swoje dziecko Matce Bożej kładąc je na ołtarzu. Sam Sheen z kolei poświęcił się potem Maryi jako dwunastolatek przyjmując I Komunię Świętą. To o Niej napisze już jako dorosły całą książkę – „Maryja. Pierwsza miłość świata” – i tam też można znaleźć pełny wykład mariologii Sheena.

Spośród wielu aspektów związanych z nabożeństwem maryjnym Sheena wspomnijmy, że jako biskup obrał sobie za motto „Da per Matrem me venire” (Daj mi przyjść do Ciebie przez Maryję). Odbył też 30 pielgrzymek do Lourdes oraz ok. 10 do Fatimy. Te pielgrzymki świadczą nie tylko o wielkiej czci, jaką darzył Matkę Bożą, ale miewały one również rys humorystyczny, związany z ufnością jaką w Niej pokładał, o czym pisał w swojej autobiografii.

W Polsce, w której przez wieki nabożeństwo do Maryi Panny odgrywało ogromną rolę, zwłaszcza w chwilach zagrożeń dla naszej Ojczyzny i w której obecnie tak bardzo się Ją znieważa bluźnierczym symbolem grzechu ciężkiego, warto wspomnieć o dwóch refleksjach arcybiskupa.

Po pierwsze, nie dziwi ten atak na wizerunki Matki Bożej. Jak podkreślał bowiem abp Sheen: „Maryja jest oknem, przez które nasze człowieczeństwo chwyta pierwsze mignięcie Bóstwa na ziemi. Lub być może jest Ona raczej jak szkło powiększające; wzmacnia naszą miłość do Jej Syna oraz rozjaśnia i rozpłomienia nasze modlitwy”[9]. Maryja zatem zawsze prowadzi do Chrystusa, a z kolei „wszelkie nabożeństwo do Maryi przeszkadza tym, którzy negują Jego bóstwo lub winią naszego Pana z powodu tego, co mówi o piekle, rozwodzie i sądzie”. A zatem detronizacja Królowej Polski, to równocześnie odrzucenie Chrystusa jako jej Króla.

Po drugie, skoro Maryja zawsze prowadzi do Chrystusa, to abp Sheen wysuwa z tego wniosek, że to właśnie poprzez Matkę Bożą dokona się nawrócenie muzułmanów. Oto bowiem miejsce słynnych objawień nie tylko musi kojarzyć się mahometanom z nawróconą na katolicyzm córką ostatniego dowódcy wojsk islamskich w Portugalii, ale także z córką Mahometa Fatimą. A to z kolei prowadzi do refleksji o znaczeniu samej Maryi, która jest darzona przez muzułmanów ogromną czcią. Zdaniem Sheena to właśnie od tego powinien wychodzić wysiłek misyjny wobec wyznawców Allacha – od Maryi, ona bowiem – jako uważana również przez samego Mahometa za ważniejszą od jego córki – zaprowadzi ich ostatecznie do Chrystusa.

Jeszcze przed II wojną światową ks. Sheen podkreślał, że rozwiązanie kryzysu cywilizacji Zachodu nie ma charakteru ekonomicznego czy politycznego, ale duchowy. Czy zatem rozwiązaniem kryzysu i zagrożeń w Polsce nie powinna stać się „Formuła Fultona Sheena”: propagowanie Godziny Świętej wśród duchownych, osób zakonnych i świeckich oraz wzmocnienie nabożeństwa do Maryi Panny – Królowej Polski?

Jan J. Franczak

Przypisy:

  1. Por. Joan Sheen Cunningham, Janel Rodriguez, Mój stryj Fulton Sheen. Spojrzenie z bliska, tłum. Jan J. Franczak, Wydawnictwo AA, Kraków 2022, s. 121.
  2. Fulton J. Sheen, O siłach zła, zebrał i opracował ks. Dave Tomaszycki, tłum. Zbigniew Kasprzyk, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2026, s. 167.
  3. Op. cit., s. 167.
  4. Fulton J. Sheen, Skarb w glinianym naczyniu, tłum. Zbigniew Kasprzyk, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2020, s. 262.
  5. Op. cit., s. 270-271.
  6. Fulton J. Sheen, O siłach zła, op. cit., s. 253.
  7. Op. cit., s. 257-258.
  8. Op. cit., s. 261-266.
  9. Fulton J. Sheen, Maryja. Pierwsza miłość świata, tłum. Dominika Krupińska, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2018, s. 105.