Eurobawełna. O logice systemu
Republikaniec
salon24.pl/eurobawelna-o-logice-systemu
W ciągu 1918 roku podbite przez Rosję w XIX wieku narody Azji Środkowej odzyskały niepodległość. Wchodząc w lokalne sojusze ze słabym na tym terenie reprezentacjami Białych, usiłowały zbudować zręby własnych państwowości. Ponowny podbój przez Rosję Czerwoną był długotrwały i krwawy, walki z narodową, antybolszewicką partyzantką trwały jeszcze pod koniec lat 20. Sowieci utrwalając swoje porządki rozumieli, że by przyciągnąć i podporządkować miejscowych nie wystarczy sam kij. Marchewką i projektem przebudowy społecznej i gospodarczej stał się program nawodnienia suchych połaci późniejszego Kazachstanu, Uzbekistanu i Turkmenii wodami rzek Amu-darii i Syr-darii, w celu uprawiania tam na gigantyczną skalę bawełny. Podstawa ekonomii i nowej organizacji społecznej, z przesiedleniami i przemieszaniem ludności tych republik w tle.
Wielkie budowy kanałów rozpoczęte w latach 30. efekt dały, pola bawełny, zwłaszcza w Uzbekistanie powstały. Jednak dyletancka hydrostrojka, wykorzystująca zaledwie kilka procent przekierowywanej wody (reszta wsiąka do dziś w piach, albo zasila nieistniejące wcześniej słone jezioro Sarykamyskie) dała efekt przez fachowców oczekiwany, ale dla polityków nieznaczący. Po 30 latach od rozpoczęcia programu zaczęło zanikać jedno z największych śródlądowych jezior świata, Aralskie. Z prawie 70 tys km² pozostało 10 tys. km². [Chyba już go nie ma wcale. md]
O nadciąganiu gigantycznej katastrofy ekologicznej wiadomo było od lat 60. XX wieku, ale skoro linia Władzy Radzieckiej musiała być zawsze słuszna, uznano że powstanie i istnienie jeziora Aralskiego jest „oczywistą pomyłką natury”, a bieżące potrzeby społeczeństwa sowieckiego Uzbekistanu są ważniejsze od opinii jakichś tam naukowców. I wuj tam z tymi wszystkimi rybkami, ptaszkami, oraz rybakami i całą reszta mieszkańców wybrzeża. Z jego okolic trzeba było przesiedlić 100 tys. ludzi, niemal wszystkie organizmy zamieszkujące wody Jeziora Aralskiego wymarły (zasolenie), a wśród mieszkańców regionu znacząco wzrosła częstość występowania takich chorób jak gruźlica, tyfus, niedokrwistość, a u noworodków także upośledzenia umysłowe. Jednak do rozpadu Związku Sowieckiego w 1991 polityki nie zmieniono. Jako dziedzictwo pozostała pustynia Aral-kum, 50 tys. km² powierzchni piachu krytycznie zanieczyszczonego pestycydami i pozostałością nawozów sztucznych.
========================================================
Dlaczego zaczynam Anno 2026 od tej odległej czasowo i przestrzenie sprawy? Bo znakomicie ilustruje logikę (a raczej jakiś byt będący odwrotnością logiki) działania niedemokratycznych, lekceważących opinię rządzonych, opartych na ideologii systemów. By istnieć, muszą one wymyślać dla siebie ideologiczne wielkie projekty, które angażując i dając zatrudnienie wielu, ukrywają rzeczywiste intencje Władzy i osłaniają rozciągającą się za nimi pustkę nieuctwa i głupoty.
Osuwająca się od dawna w euro-marksizm Unia Europejska wymyśliła jako swój motyw przewodni „walkę z klimatem”, przedstawiając zmiany klimatyczne jako efekt antropogeniczny. „Zielona rewolucja” niosąc nowe technologie (a w marzeniach najbardziej chorych ideolo i nowe społeczeństwo, wymieszane migracjami, uwięzione w miastach 15-minutowych), miała w założeniach budować przewagę ekonomiczną rewolucjonistów łaskawie udostępniających za grube money światu swoje „zielone” wynalazki.
Ale świat jakoś nie kupuje „wartości”, zielona energia niestabilnością i gigantycznymi kosztami zabija europejski przemysł. Wyniesienie „nieczystej” produkcji do Chin, w idiotycznym założeniu że Chińczycy są tak głupi, że wiecznie za miskę ryżu będą robić śrubki i inne komponenty dla Białych Bwana, właśnie się skończyło. Azjaci przejęli technologie, i to oni zarabiają na panelach fotowoltaicznych, wiatrakach, samochodach elektrycznych. I nie tylko.
Rewolucyjna Władza nie może się przyznać do porażki. Trzeba uciec do przodu, więcej zieleni, zaostrzone „cele klimatyczne do 2040”, więcej integracji. Ale za co?
Jednym z sektorów gospodarki europejskiej ,którego wspólną przebudowę można uznać za w miarę udaną, jest rolnictwo. Dziesiątki lat wspólnej polityki rolnej ukształtowały rynek dość drogiej, ale o bardzo wysokiej jakości żywności. Z produkcją poddaną licznym, kosztownym restrykcjom, zwłaszcza co do stosowanych chemicznych środków ochrony i nawożenia.
Teraz Władza Europejska wobec upadku konkurencyjności europejskiego przemysłu kolanem przepycha umowę handlową z krajami Ameryki Południowej, która w zamian za otwarcie ich rynku na artykuły przemysłowe, otwiera rynek europejski na ich artykuły rolne.
Jaki będzie przewidywalny skutek? Rolnictwo południowoamerykańskie nie poddane „eko-restrykcjom” jest tanie, ale co z jakością? Zapomniane u nas i od dawna zakazane pestycydy oraz produkty roślinne GMO popłyną do Europy szeroką strugą. Prawo Kopernika-Greshama ma zastosowanie nie tylko do pieniądza. Tani towar gorszej jakości wyprze droższy, europejski. Rolnicy europejscy będą bankrutować, a produkcji rolnej raz zlikwidowanej tak łatwo się nie odtworzy.
Ale cóż to obchodzi eurokratów? Powiedzą, że postęp wymaga ofiar. A co z bezpieczeństwem żywnościowym, wszak łańcuch dostaw przez Atlantyk nie jest krótki, ani w 100% bezpieczny, zwłaszcza w czasach zagrożeń? Ojtam ojtam, Komisja Europejska się jakoś wyżywi.
Efekty kilkudziesięciu lat pracy rolników i setki miliardów euro wydane na dostosowanie do coraz bardziej wyśrubowanych standardów produkcyjnych zostają wyrzucone arbitralną decyzją polityczną do kosza.
I jakoś nikogo w Brukseli nie wzrusza oczywista nieekologiczność południowoamerykańskiego rolinictwa, niszczenie tamtejszego środowiska naturalnego, wycinanie tlenodajnej dżungli, ani nawet Złe Mzimu ślad węglowy spodziewanego transportu tysiecy ton towarów przez Atlantyk.
Tylko czy efekt popytu dla europejskiego przemysłu jest pewny? Czy Chińczycy są w rzeczy samej tak tępi, że będą nie tylko nadal dostarczać do Europy produkowane u siebie części i komponenty, ale i powiększą ich dostawy na rzecz euro-produkcji na rynek amerykański? Kraje MERCOSUR z całą pewnością nie zamkną swoich rynków dla Chin, ich współpraca ma długą tradycję.
Czy Południowi Amerykanie będą radośnie kupować niemieckie i francuskie samochody, które mimo zniesienia barier celnych i tak będą droższe od chińskich, a jakością także ich już nie biją?
Koszty przekierowywania w ideologicznym szale europejskich rzek i hodowli europejskiej bawełny rysują się coraz wyraźniej.
Francis Fukuyama, ten od wieszczenia końca historii trzydzieści lat temu wydał w 2024 swoje nowe dzieło, zatytułowane „Zamieszanie z liberalizmem” (przy czym ten jego liberalizm jest dziś zupełnie w znaczeniu anglosaskim, u nas to się nazywa „socjalizm„). Z rozbrajającą szczerością konkluduje, że może i ten liberalizm to się nie całkiem sprawdził, ale przecież tyle już nasza zachodnia cywilizacja zainwestowała w jego rozwój, że za późno jest, by się wycofywać.
Jakbym znowu słyszał wczesnego Michaiła Gorbaczowa, i opowieści o różnych tam socjalizmach z ludzką twarzą oraz bez błędów tudzież wypaczeń.